poniedziałek, 31 grudnia 2007

And Happy New Year!!

Udało nam się ostatnio rozegrać kolejną bitwę na zasadach Apokalipsy gdzie miałem okazję postrzelać z działa używającego 10" blasta. Nie da się ukryć, że placek jest naprawdę duży i samo przymierzanie czegoś takiego nad stołem to spora frajda. A jak się jeszcze przez przypadek uda w jakiś tłum trafić... Miód. Mi się nie udało.
Jednak przy okazji tej samej bitwy miałem okazje poturlać za Czarnych z Kapelanem. (BTW dobra rzecz przyspieszająca bitwy w Apokalipsie to zajmowanie się konkretnym rejonem stołu a nie swoją armią unikamy dreptania wokół stołu i oczekiwania.) Muszę przyznać, że o ile strzelanie 10" ciastkiem jest funowe to jednak nowa kompania z przerzutami to jest kwintesencja przeciągu i czadu.
Życzę więc Wam wszystkim by ten nowy rok był dla Was pełen równie zacnych odkryć a jak przy okazji będą one dotyczyć Waszych własnych armii to już w ogóle będzie super :). A jak nie ta armia to inna armia :)

niedziela, 30 grudnia 2007

Czy sami zabiliśmy fora rozpisek?

Może to chwilowy zastój ale wydaję mi się, że fora rozpisek na czele z tym z Gildii w ostatnim czasie mocno tracą na aktywności. Uświadomiła mi to dyskusja na temat kolejnej odsłony Soklesowej bez-herlakowej koncepcji. Ten temat to aktualnie rodzynek bo mało jest aktualnie jakiś rzeczowych dyskusji wokół rozpisek. Większość z nich sprowadza się do doprowadzenia danej rozpy do pełnej kompatybilności z ostatnimi standardami. Natomiast gracze bardziej doświadczeni rzadko kiedy zabierają głos no bo i po co. Ani te "nowe" rozpiski interesujące ani nowatorskie. W dalszej perspektywie może to prowadzić do sytuacji kiedy ludzie na fora rozpisek coraz rzadziej zaglądali. Widzę to po sobie, że o ile na gildie 40kową wchodzę regularnie o tyle na jej rozpiskową część od wielkiego dzwonu.
Co gorsza istnieje możliwość, że ta "super-ciekawe" rozpiski będą coraz częściej pojawiały się na turniejach. Forum rozpisek to nasz pierwszy szaniec przeciwko kolejnym kopią schematów więc może warto czasami nowym adeptom podsunąć też bardziej wymagające rozwiązania. Wiadomo, że część ludzi woli rozwiązania lekki, łatwe i przyjemne. Z kolei część nie ma czasu lub ochoty testować nowych wariantów więc jak przychodzi do wydawania pieniędzy na figury to kupują przysłowiowe herlaki. Jednak fakt, że Sokles jest postrzegany jako prze-ziom a nie jako nietypowe indywiduum ;) nastraja optymistycznie.
Jestem przekonany, że każdy woli grać czymś interesującym a nie kolejno xero-rozpą. W końcu wszyscy lubimy eksponować swoją indywidualność a nie być postrzeganym jako jedni z wielu. A jak się jeszcze da tym skutecznie pogrywać to już w ogóle super. Jedyny problem, że to wcale nie takie proste, złożyć odkrywczą, grywalną rozpiskę. Ale jak pokazuje Sokles, czy Vladdi w temacie z orkowymi zajawkami jak najbardziej wykonalne.

BTW Przypomniał mi się rozmowa Areckiego z Soklesem na DMP (chyba) obaj grali IW ich rozpiski powstały niezależnie ale i tak były identyczne:
A - Sokles moje rhinosy mają searchlighty?
S - Moje mają więć Twoje pewnie też.
A - Acha dzięki.

środa, 26 grudnia 2007

Jeszcze bardziej cyfrowo

Z okazji świąt wszyscy miłośnicy 40ki i gier komputerowych dostali taki prezent. Ostatnimi czasy można odnieść wrażenie, że nowe gry w świecie 40ki wychodzą na światło dzienne częściej niż nowe kodeksy.
Może to jest właśnie sposób GW na rozwiązanie problemu malejących zysków. Handel licencją na swoją twórczość. Z jednej strony możemy się cieszyć na kolejne gierki zwłaszcza, że Dawn of War był na prawdę strzałem w dziesiątkę i można liczyć na to, że kolejne produkcje będą trzymały zbliżony poziom. A MMO w świecie 40ki ma naprawdę wielki potencjał. I wątpię by THQ go nie wykorzystało.
Jeśli jednak GW będzie kontynuowało tą politykę istnieje ryzyko, że marinsów będziemy niedługo mogli znaleźć w tym:

niedziela, 23 grudnia 2007

IAA - zapowiedziana recenzja

Po dłużącym się okresie oczekiwania dotarło do mnie, w końcu, Imperial Armour Apocalypse. Na pierwszy rzut oka książka prezentuje się całkiem, całkiem - w miarę efektowna grafika, sztywna oprawa i ładne kolorki. Po otwarciu wrażenia wizualne nadal są bardzo pozytywne. No i, w przeciwieństwie do Apokalipsy, książka w pełni zasługuje na określenie full-color, przez co prezentuje się naprawdę bardzo estetycznie. Szata graficzna nawiązuje do tej z ostatniego dodatku GW, przez co można mówić o wrażeniu kompatybilności.
Jednak nie oszukujmy się. O ile wrażenia estetyczne są ważne, o tyle istotniejsza jest zawartość merytoryczna. Jeśli kogoś interesuje jakie jednostki i formacje opisano w IAA, to tu znajdzie spis. Jak widać, na tej liście dominują super-ciężkie pojazdy, latacze oraz formacje apokaliptyczne. Jednostek mających zastosowanie w normalnych grach jest niewiele. W końcu tytuł zobowiązuje. Nie da się ukryć, że niektóre ciężkie czołgi są ciekawe np. Macharius Vulcan z 15 strzałami S6 AP3. Marinso-kosiarka. Natomiast czołgi z kategorii Malcador są dla mnie nie do końca zrozumiałe. 13AV z przodu, siła ognia lemana, dwa punkty struktury, a koszt punktowy dwóch lemanów. IMO lepiej wziąć dwa russy, no ale w Apokalipsie chodzi też o wystawianie właśnie takich fajnych modeli. Bo trzeba przyznać, że dla wszystkich wychowanych na Indianie Jonesie będzie to miły dla oka czołg. No i może dla miłośników fluffu.
Formacje imperialne nie są szczególnie ciekawe. Poza tym, że fajnie wyglądają, to ich zasady są mało specjalne. Jednak mają plus w postaci różnych wielkości jednostek - tzn. mamy np. squadron składający się z 3 czołgów, bądź kompanię składającą się z pojazdu dowodzenia i 3 squadronów. Mamy też większe atrakcje niż nawiązania do wojskowości- np. formacja defilerów naprawiających się na 4+ w pobliżu "defilera wszystkich defilerów" prezentuje się naprawdę ciekawie. Zwłaszcza, że można pomiędzy nie wetknąć brass scorpiona, który też będzie podlegał tej zasadzie.
Spora część formacji bazuje na modelach FW, które w pojedynkę mają ceny w najlepszym razie mało zachęcające. A ceny te pomnożone razy kilka robią się wręcz bardzo zniechęcające. Budowanie niektórych zgrupowań jednostek np. Elysian w Valkiriach może kosztować tyle, co nowa kompletna armia. Z malowaniem.
Oprócz dużych zabawek i mniejszych brygad w IAA są opisane modele, których można używać w normalnych grach. Na przykład bestię czy giant spawna, które były opisane już wcześniej a teraz ich zasady zostały updatowane. Na tyle skutecznie, że gracze w trakcie cyklicznych dyskusji o dopuszczaniu IA będą raczej cicho siedzieli. Natomiast dotychczas przeciwni wynalazkom FW gracze eldarscy, mogą zmienić zdanie gdy zobaczą zasady Night Spinnera. Guess z 7" blastem może wyglądać atrakcyjnie nawet pośród uszatego heavy supportu. Zwłaszcza, że jest to kwestia wieżyczki na czołgu. Ciekawie wygląda też przerośnięta zoantropa o nazwie Malanthrope. Stała sie monstrusem od czasu zasad testowych, co w połączeniu z robieniem instant killi może być kuszące. Z kolei Damoclass Rhino może być ciekawe dla armii Space Marinsów bazujących na rezerwach. Niestety Dearhwind Pody są flayerami, a może by się ktoś na taką (co prawda drogą w punktach) ciekawostkę skusił.
Podsumowując - Imperial Armour Apocalypse - dla większości graczy będzie ciekawostką. Raczej niczym więcej, ponieważ materiału dla ludzi nie grających w Apokalipsę jest w tej książce niewiele. Możliwe, że niektórzy znajdą coś interesującego dla siebie, jednak będą w zdecydowanej mniejszości. Natomiast jeśli ktoś grywa na duże punkty, to szanse na wypatrzenie czegoś ciekawego znacznie rosną. Zwłaszcza jeśli ma się modele z FW lub planuje takie zakupić. Zawartość książki odpowiada tytułowi, na szczęście cena nie i za tę jakość (chociaż już jest faq-ale przynajmniej jest) nie jest szczególnie wygórowana. Co rzadko można powiedzieć o produktach GW, a Forga to już w ogóle.

Wszystkiego najlepszego

Zdrowia, szczęścia i pomyślności z okazji świąt życzy z 24 cala :). No i oczywiście blisterowanych prezentów oraz korzystając z przerwy świątecznej trochę czasu dla siebie, swoich bliskich a jak starczy to i figur. Bo każdy tego czasem potrzebuje.

sobota, 22 grudnia 2007

BBB - dodatek

Domyślam się, że niektórych już mogą męczyć notki o Blood Bowl'u więc niech potraktują ten wpis jako zapowiedź recenzji najnowszej odsłony Imperial Armour - wersja Apokaliptyczna. W końcu dotarła do mnie paczka i niedługo będę gotów podzielić się swoimi odczuciami.
Natomiast wracając do krwawego sportu niezawodny Yedli przygotował appendix do ostatniej notki w postaci paru ciekawych linków.
Tu znajdziecie starego BB na PCta. Prehistoria. Niestety nigdy nie miałem okazji w tą grę zagrać ale zastanawiam się czy może da się to uruchomić na komórce. Skoro dzięki jakiemuś sprytnemu emulatorowi da się pograć w Monkey Island...
Natomiast tu oraz tu znajdziecie serwisy do grania w BB po sieci. Nie miałem jeszcze czasu żadnego przetestować wiem tylko, że Jasiu aka Jezo (od nas z Pozka) na fumbbl'u pogrywa i nie narzeka. Mówił tylko, że tam cały czas obowiązują zasady 4to edycyjne (aktualne to 5) ale różnice nie są na tyle duże by to mocno komplikowało życie binarnego trenera. Jeśli więc ktoś z Was cierpi na deficyt przeciwników w swojej okolicy lub szuka nowych wyzwań może warto spróbować.
Jak widać oczekiwanie na drugą połowę 2008 można sobie urozmaicić całkiem ciekawymi substytutami. Ale można też wyjść normalnymi figurkami na porządne boisko i zrobić to jak prawdziwi mężczyźni, bez narażania się na łatkę dziecka neostrady ;);).

czwartek, 20 grudnia 2007

BBB czyli Blood Bowl Binarnie

Co prawda już raz pisałem o Blood Bowl'u i zdaję sobie sprawę, że co za dużo to niezdrowo ale nie mogę się powstrzymać. A wiem, że jest kilka osób tu zaglądających jest fanami rzucania przeciwnikami i piłką (obowiązkowo w tej kolejności). Niektórzy nawet bardzo wsiąkli w tą grę. Dzięki google alerts natrafiłem dziś na coś takiego.
O ile z nowymi grami jestem trochę na bakier i nawet nie umiem ocenić jakości grafiki którą prezentują screenshot'y (przynajmniej w odniesieniu do nowych tytułów) o tyle wiem, że na tą grę będę czekał. Bardzo mi się podoba deklaracja twórców o wierności planszowemu oryginałowi. Mam nadzieję, ze na słowach się nie skończy. Mam też nadzieję, że ta gra najzwyczajniej w świecie będzie "miodna" jak to się kiedyś pisało w prasie branżowej. A póki co możemy co najwyżej czekać.
Z jednej strony mam nadzieję, że ta gra może być tym czym Dawn of War był dla 40ki czyli naprawdę udaną promocją. Jednak z drugiej strony jeśli całość będzie dostępna na kompie niektórzy mogą dojść do wniosku, że te całe pamperki im są do niczego nie potrzebne. Mimo wszystko osobiście liczę na czar jaki towarzyszy wzięciu kostki do ręki i rzucenie jedynki by po chwili zrerolować ją na kolejną jedynkę. Tia, ma to swój specyficzny klimacik. Można to podsumować popularnymi słowami reklamy:

Runner - 80 000 GP
Team reroll - 60 000 GP
Dwie jedynki na łapanie - bezcenne

No a poza tym BB jest naprawdę tanią (przynajmniej jak na GW) i bardzo dobrą grą. Przynajmniej w mojej w pełni subiektywnej opinii :).

środa, 19 grudnia 2007

What's your name, what's your number...?

Jakiś czas temu za sprawą Misia na forum ligowym pojawił się pomysł Legionistów na upgrade do naszej kochanej ligi czyli ID dla graczy. Generalnie chodzi o to by każdy gracz miał swój identyfikator dzięki czemu będzie można stworzyć mechanizm automatycznego (przynajmniej w dużej części generowania rankingu).
Eman już zaczął stosowne algorytmy (przykładowy algorytm wygląda tak - uwiodła mnie jego historia ;)) wprowadzać do sędziówki. Co prawda do pełnego wdrożenia systemu jeszcze bardzo długa droga, ale pierwsze jego przejawy można już zaobserwować. Wydaje mi się, że głównym problemem może być przekonanie ludzi do koncepcji ID. O ile z pierwszą 50tką nie będzie problemu a druga zostanie przekonana przez tych z pierwszej o tyle wraz z rosnącymi miejscami ludziom będzie to coraz częściej obojętne. Jeśli na turnieje się trafia od wielkiego dzwonu, w przerwie między pracą, rodziną i milionem innych zajęć to na pewno nie po to by się potem jeszcze zajmować jakimś rankingiem.
Oczywiście już powstało kilka koncepcji przydzielania zainteresowanym (lub nie ;)) numerków ID ale jak zwykle dyskusja się skończyła zanim na dobre się rozpoczęła.Jednak na doprecyzowanie kwestii zostało jeszcze trochę czasu bo realny czas wejście tej wizji w życie to przyszły sezon. Natomiast bardzo przemawiają do mnie "advanced ficzers" które stają się możliwe dzięki temu wg Emana. Nie mam pojęcia jakie dane sędziowka może przechowywać w sobie ale jeśli byłby to miedzy innymi limit punktowy można by przeprowadzać ciekawe obserwacje. Generalnie sporo ciekawych obserwacji statystycznych można by przeprowadzić zwłaszcza, że potencjalna ilość danych (przy aktualnej ilości turnieji w kraju) jest naprawdę "sycąca" :).
Generalnie dopiero ostatnio do mnie dotarło jakie możliwości daje taki system bo do tej pory postrzegałem tą koncepcję głównie przez pryzmat ułatwienia życia osobie odpowiedzialnej za ranking. Ułatwienia które może dla graczy mieć jedynie przełożenie w częstotliwości updatów tej zacnej tabelki do której sprowadza się cała liga. Jednak możliwość sprawdzenia wyników przeciw konkretnej armii w zależność od punktów lub klasy turnieju mogła by zaspokoić moją potrzebę statystyki. A jestem pewien, że jeszcze więcej ciekawostek uda się z tego wyciągnąć.
Jaki więc jest Twój numer?

wtorek, 18 grudnia 2007

Apokaliptyczne klimaty

Co prawda, Wosho już linkował to forum Gildii ale w razie gdyby ktoś przegapił/nie zaglądał podam adresik ponownie - na stronie GW pojawiły się nowe Datasheety do Apokalipsy. Natomiast ostatnio - w razie gdyby ktoś to także przegapił - pojawiły się tutoriale jak zrobić własnego Brass Scorpiona. Jest wariant wymagający dwóch lub trzech defilerów. Chyba nie będe robił ankiety który jest atrakcyjniejszy ;).
Nie da się ukryć, że GW stara się dotrzymywać słowa danego w podręczniku do Apokalipsy o wspieraniu jej przy pomocy różnych dodatków umieszczanych w necie. Szkoda jednak, że "zwykła" 40ka nie zasługuje w ich oczach na takie wsparcie. Nie da się ukryć, że jakiś FAQ raz po raz by nie zaszkodził bo od Kodeksu Bloodzi już trochę czasu minęło. Zresztą gracze najbardziej czerwonych z czerwonych (ew. czarnych z czarnych) marinsów powinni się cieszyć, że ich armia wyszła przed Apokalipsą bo gdyby została opublikowana po, pewnie zamiast kodeksu dostaliby Datasheet z Death Company ;). Żarty, ale, chociaż z jednej strony cieszy, że powróciła namiastka Ulthwe Strike Force'u, czy jakieś zombi do współy z Wulfenami się gdzieś tam po wielkich polach bitew przewijają to jednak fajnie byłoby tym jednostkami a najlepiej armiami móc normalnie pograć też od czasu do czasu. Na takim zwykłym stole - starym dobrym 72" na 48" ;). I chociaż nie ukrywam, że podobają mi się nowe kodeksy i trafiają do mnie oferowane przez nie opcje o tyle ostatnio 40ka traci główny atut w moich oczach czyli bogactwo Army Listów. Coraz tego mniej niestety.
Pozostaje liczyć na to, że GW kiedyś jeszcze raz postanowi odciąć kupony od już raz wykonanej (i opłaconej) pracy i znowu coś z tych jednostek skleci. A jak nie to ostatnią deską ratunku widzę w załodze Bell of Lost Souls.

piątek, 14 grudnia 2007

Klasyk.

Przypadkiem w pracy dowiedziałem się o istnieniu polskiego zespołu o jakże znajomo brzmiącej nazwie - Bolter.Co lepsze doskonale znałem ich główny hit nie mając pojęcia o tożsamości wykonawcy. I wydaje mi się, że nie będę w tym odosobniony.

Bolter nie gra jednak w klimatach zazwyczaj kojarzonych z graczami szeroko rozumianych warhammerów. Wręcz przeciwnie:

Na miejscu GW wykorzystał bym tą piosenkę do promocji Apokalipsy w naszym kraju. Doskonale się zgrywa z długością "partyjki". Natomiast jeśli ktoś jest uzależniony od 40kowych klimatów i przerażeniem go napawa Sylwestrowa playlista może (znając DJ) tym hitem próbować przemycić coś...
... no przynajmniej znajomego. Z nazwy ;)
No i dla zainteresowanych link który musi być czyli wiki.

czwartek, 13 grudnia 2007

DMP kolejne i kolejne zgłoszenia

Na Drużynowe Mistrzostwa Polski jest już zgłoszonych 12 teamów. Po 5 osób czyli 60 osób. A to jeszcze nie koniec - nie ma choćby jeszcze żadnego teamu np. z Pozka (w zeszłym roku były dwa). Co prawda mam duże wątpliwości czy wszyscy którzy zgłosili się już teraz dotrą do Gdańska w kwietniu ale patrząc na listę drużyn widać parę które na tzw. stówę będą.
Mam wrażenie, że tak duże zainteresowanie DMP wynika z bardzo ciekawej formuły turnieju oraz decyzji organizatorów o braku wymogu pomalowania armii. Nie wiem na ile ta decyzja jest wiążąca ale im bliżej do turnieju tym trudniej będzie się z tego wycofać. A wydaje mi się, że pomimo sporej popularności, brak wymogu pomalowania jest co najmniej kontrowersyjny. W mojej prywatnej opinii jeśli coś ma w nazwie Mistrzostwa Polski to wiąże się z jakąś wizytówką naszego hobby. Może nawet udałoby się jakiegoś dziennikarza sprowadzić pomimo, że to weekend etc. Bo w końcu obojętnie o co chodzi ale słowa Mistrzostwa Polski działają. I trudno mi tą potencjalnie najważniejszą imprezę połączyć z niepomalowanymi figsami. Pomimo, że figsy GW są dosyć fotogeniczne to lepiej im w kolorze niż w szarościach.
Przyznaję szczerze, że jestem zadeklarowanym przeciwnikiem oceny malowania (ale to temta na osobną notkę) jednak jednocześnie jestem za wymogiem malowania na największych turniejach takich jak mastery czy DMP. Jest ich kilka w roku informacje o nich są z dużym wyprzedzeniem można się zmobilizować do malowania odpowiednio wcześniej lub znaleźć sobie malarza. Nie oszukujmy się granie przeciwko po prostu pomalowanej armii (nawet bez żadnych wychlastów) jest o niebo przyjemniejsze niż potyczka z jakąś szaro-metalową warbandą. A osoby "spoza branży" które zobaczą przez przypadek niepomalowaną armię na pewno długo się nie będą jej przyglądać. Takowa nawet skonwertowana niewielki większego wrażenie robi.
Jedyny plus zniesienia wymogu malowania to zwiększona frekwencja. O ile jednoznacznej zależności pomiędzy punktami a frekwencją nikt jeszcze nie udowodnił o tyle myślę, że przy malowaniu nikt wątpliwości nie ma. Jednak zostało wystarczająco czasu by ludzie jeszcze by ludzie zdążyli odpicować swoje armię. A jeśli ten turniej ich do tego nie zmobilizuje to już żaden tego nie zrobi. Natomiast ci których DMP przekona, że warto będą mieli z czym pojechać na mastery więc wszyscy na tym skorzystamy.

PS. Jeśli ktoś chce zabrać głos w dyskusji zapraszam.

środa, 12 grudnia 2007

Gratulacje !!

Zawodnicy związani z Cypra Probatii przygotowali własny dodatek do Battlefleet Ghotic o tytule "The Book of Nemesis". Jest to na tyle wartościowa praca, że ludzie zarządzający serwisem Specialist Games'ów umieścili ja w swoim netowym periodyku Fanatic Online Issue 96. Nie pozostaje nic innego jak pogratulować. Naprawdę kaaawał dobrej roboty robiący wrażenie. Rzadko w światku naszego hobby mamy okazję do patriotycznych uniesień (do tej pory tylko Vladdi na GT UK no i oczywiście ETC) więc korzystajmy. A jak ktoś się dzięki temu skusi by spróbować Ghotica to już w ogóle autorzy osiągną pełen sukces.
Ostatnio moje Imperial Navy zaginęła na którejś półce ponieważ wszelki moce przerobowe dla SG pochłaniał Blood Bowl ale w zaistniałej sytuacji czuję się zobowiązany by odnaleźć krążowniki i towarzyszące im eskortowce i pokierować tą armadą w jakiejś kosmicznej potyczce. Zwłaszcza, że ta gra jest warta tego by jej poświęcić trochę czasu. Dla mnie osobiście połączenie świata 40ki oraz tego:
to jedno z ciekawszych możliwych połączeń. A, że zasady są fajne, modele ładne, a koszty zabawy niskie no to w ogóle znikają jakiekolwiek opory. Pozostaje tylko kwestia czasu czyli kiedy w to wszystko grać ale bez BFG też jest ten problem więc jedna gra w tą czy w tą już różnicy nie zrobi ;)

sobota, 8 grudnia 2007

Czy się doczekamy... ?

Gdy zobaczyłem, że GW znowu udostępniło Battle for Armageddon za darmo do pobrania naszła mnie pewno refleksja. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że nie jest jedyna rzecz którą ze stron GW (i spółek córek można ściągnąć) za darmo. Ta refleksja to - kiedy (jeśli?) kodeksy będą do pobrania z sieci za darmo. Co śmieszniejsze japońskie wersje już są w ten sposób rozpowszechniane ale nie do końca wiem z czego to wynika. Jednak mnie bardziej interesują wersje w jakimś znanym mi języku np. angielskim. Póki co nie ma żadnych sygnałów by nasza ukochana firma miała jakiekolwiek myśli idące w tą stronę ale zmiana prezesa daje pożywkę dla nadziei (tak wiem czyja to matka). Zwłaszcza, że w moim odczuciu taki ruch miałby sporo plusów i to nie tylko z punktu widzenia nas graczy ale także kapitalistycznego GW.

Po pierwsze muszą sobie zdawać sprawę, że w tym segmencie istnieje sporo piractwo bo do tego by się o tym przekonać wystarczy bliższy kontakt z jakimkolwiek P2P. Jak czegoś nie można pokonać trzeba ta zaakceptować. A przy okazji można sobie zrobić bardzo dobry PR co teraz często jest ważniejsze od autentycznych intencji.

Po drugie gdy gracze będą mogli za darmo ściągnąć kodeks armii która ich do tej pory średnio pociągała dajemy im dodatkową szansę na zmianę zdania (i stan portfela – a o to GW chodzi). Jak dla mnie udostępnienie Codexu za free można potraktować jako akcje marketingową związaną z daną armią.

Po trzecie koszt kodeksu jest ułamkiem wydatków na nową bandę figurek a myślę, że papierowe wersje i tak by się sprzedawały. Nie oszukujmy się jeszcze nikt nie wymyślił fajnego systemu na kartkowanie pdf’ów. A bez tego naprawdę słabo składa się kilka pierwszych rozpisek. Nawet przy tych uproszczonych kodeksach jakie mamy aktualnie. Poza tym może nie wszyscy podzielają moje podejście ale do własnej armii kodeks mieć po prostu wypada.

Jak widać są argumenty za tym, że udostępnienie kodeksów za darmo w Internecie miałby spore plusy dla obu stron (dla naszej strony są dosyć oczywiste) . Pytanie czy w GW ktoś to postrzega w ten sposób. Jeśli nie miejmy nadzieję, że jakiś zawodnik(czka?) z GW Japan pojedzie na staż do Nottingham. A póki co w ramach trzymania kciuków możemy co najwyżej konsumować sushi.

czwartek, 6 grudnia 2007

Prezesi, dolary i darmowe gierki

W naszej ukochanej firmie zmienił się prezes. Tutaj znajdziecie więcej info. W ogóle nie wiem co z tego może dla nas jako graczy wynikać ale mam nadzieję że nie uświadczmy zmian na gorsze w najbliższym czasie. Nie da się ukryć, że wyniki finansowe GW w ostatnim czasie nie były zachwycające ale mam nadzieje, że nowy szef rozumie, że są lepsze sposoby na ich poprawę niż podnoszenie cen.
A propos cen mam propozycję: złóżcie rozpiskę do nowej armii, potem policzcie jej koszt np. w tym miejscu a następnie pomnóżcie to razy 2,5 - macie koszt w PLNach. Pozostaje tylko to przetransportować przez ocean. Jakby ktoś miał pomysł na tanie załatwienie sprawy nie wiążące się np. z lotem balonem w obie strony to niech da cynka. Cała bitewniakowa Polska będzie mu wdzięczna :)
A w oczekiwaniu na figury za tanie dolary można się pobawić darmową gierką która Black Gobbo odświeżyło. Swego czasu była skitrana na starym www o 3 wojnie na Armageddonie (pisałem o tym nawet na starym blogu) ale niestety strona już znikła. A szkoda bo z tego co pamiętam było tam trochę fajnego fluffu. Jednak gra pozostała a ściągnąć ją można stąd. Jak znalazł na długie zimowe wieczory w przerwie świątecznej...

DMP - napięcie rośnie, i nie tylko

Kiedy w poprzedniej notce pozwoliłem sobie na nawiązanie do szkoły budowania napięcia autorstwa Samego Mistrza Suspensu nie spodziewałem się, że formowe batalie tak idealnie wpiszą się w "pożądany" scenariusz.
Tu się akcja zaczyna i dosyć szybko się rozwija. Niestety lub stety brak wyraźnej puenty tej dyskusji, ale co się odwlecze... ;). Zresztą ciekawość współ-forumowiczów względem "zza-kulisowych" wydarzeń została rozbudzona i w razie braku naturalnego wyjaśnienia sprawy zostaną DiSy czyli domysły i spekulacje. A tak bardziej serio to całą to dysputę osobiście uważam za niezła farsę z jednej strony jest Jaro który napisał coś podobno wulgarnego Vladiemu, nota bene na temat atmosfery kadry w której nie był czyli każde info ma z drugiej ręki, a z drugiej strony Vladdi który wybiórczo cytuje prywatną korespondencję na forum ogólnym. Generalnie po tych osobach nie spodziewałem się takiego obrotu sytuacji. Ale na szczęście część publiczna bardzo szybko się skończyła pytanie czy uda się chopakom wyjaśnić sprawę obojętnie czy na privie czy w trakcie challenge na najbliżym turnieju.
Natomiast na GV znalazłem takiego posta. W pierwszej chwili pomyślałem haha-lekko się moderuje - gupoty się czytuje. Ale potem przyszła refleksja, że właściwie przez każde forum przewijają się tego typu zawodnicy (no może poza ligowym ;)) i chyba niestety trzeba się przyzwyczaić do istnienia grupy "sora ale chcialem sie wypowiedziec Drwiący a nie chcialo mi sie czytac postow Bardzo szczęśliwy wszystkich Uśmiech".
Jak widać w różnym wieku różnie to wygląda ale generalnie z forami trzeba ostrożnie ;). Bo jak piszesz tak cie widzą itp itd ;). Natomiast na miejscu orgów DMP zrobił bym na bazie sporu Jaro i Vladda (kolejność alfabetyczna) sobie marketing. Na przykład w takiej postaci:
Taki żart sytuacyjny dla rozładowania napięcia :)

niedziela, 2 grudnia 2007

DMP - nadchodzi. Z przytupem.

Zeszłe DMP wygrał team warszawski w składzie (kolejność przypadkowa): Brat Tomasz, MarcinB, Marios, Skark. Jako nagroda poza sławą i respektem było przewidziane prawo do organizacji następnej edycji. Niestety aktualnie w stolicy mamy zmianę pokoleniową dzięki czemu są problemy z organizacją mastera ale chyba już zażegnane. Natomiast kolejna duża impreza w krótkim czasie mogłaby być zbyt dużym ciężarem dla warszawskich młodych orgów więc na propozycję chłopaków z Trójmiasta impreza znowu odbędzie się w Gdańsku. Termin 12-13 kwietnia.
Zmianą względem zeszłego roku jest powiększenie drużyn do 5 osób co zmniejsza wpływ pierwszego rzutu na pary w ramach meczu. Ta zmiana przeszła bez żadnej dyskusji natomiast reszta regulaminu a konkretnie na ile ma być zbliżony do regulaminu ETC wzbudziła zażartą dysputę. Na tyle zaciętą, że sam się do niej włączyłem. Trzeba przyznać że póki co wydarzenia wokół DMP spełniają warunki samego Hitchcocka na dobry thriller. Jak dalej tak będzie szło to boje się pomyśleć jak będzie wyglądała 5 bitwa ;). Oby tylko rozdanie Młotków nie padło ofiarą jakiś wydarzeń podnoszących napięcie i nie zaliczyło przypadkowego zgonu.
Osobiście jest mi obojętny regulamin i w sumie cieszę się, że nie muszę podejmować, żadnych decyzji w tej sprawie. Bo w tej kwestii póki co łatwych wyborów nie widzę. Wydaje mi się jednak, że chłopaki z 3city powinni wziąć decyzję na siebie zwłaszcza, że mają wszelkie możliwości przeprowadzenia zacnej "burzy mózgów". Oczywiście konsultacje nie zaszkodzą ale ostateczna decyzja powinna należeć do orgów a nie do osób których może w ogóle nie być na turnieju. Jednak zawodnicy z Trójmiasta mają dużą wprawę i doświadczenie w organizacji turniejów więc na pewno dadzą radę.

(UWAGA to jest polski hip-hop ale często powtarzają damy radę więc pasuje ;))

Tytany i nie tylko

Kolejna dawka obrazków. Szczerze mówiąc przez moment zastanawiałem się, czy warto je prezentować ale te dwa fanarty są na naprawdę wysokim poziomie. Jednak na początek dwa tytany z niemieckiego Games Day 2004 - napierw lojalistyczny:
a tu jego evil twin:
Jak dla mnie wyglądają jak Warlord Titan ale mój ostatni kontakt z jakimikolwiek referencjami w tej materii miał miejsce chyba już naście lat temu więc mogę się mylić. Teraz kolejny tytan i muszę przyznać, że obrazek jest całkiem zacny:
a tu kolejny w tym klimacie - ze specjalną dedykacją dla miłośników wszystkiego co krwawe i skrzydlate (tapeta jak się patrzy ;)):
I na koniec morał czyli jak każdy tytan skończy niezależnie od koloru, ilości czaszek oraz posiadanego arsenału:

czwartek, 29 listopada 2007

Mini-dex'y od BoLS'a

Niezawodny blog Bell of Lost Souls zapowiedział, że zamierza odświeżyć 3 zapomniane już trochę armie i przystosować je do 4 edycji. Konkretnie to przybierze formę mini codexów po ok 10 stron , zresztą całą zapowiedź znajdziecie tutaj.

Armie która mają na celowniku panowie z BoLSa (naprawdę fajny skrót :)) to:

-Ordo-Hereticus Strike Force - oryginalnie z 49 numeru Citadel Journal'a. Jak łatwo się domyślić wariacja na temat Siostrzyczek. Może to być fajną ciekawostką dla graczy Witch Hunterów których jakby mniej na turniejach ostatnio, ale i mnie mniej na turniejach ostatnio więc to możee tylko mylne wrażenie.

- Genestealer Cult. Armia legenda najlepiej znana z zapowiedzianej trójki. Niektórzy pewnie nawet mieli okazję zagrać przeciwko. Ta armia to kwintesencja błota i trawy. oddział z ciężką bronią za ~60 pktów w transportach za kolejne ~20. Czad :D. Podobno autor oryginalnego kodeksu nie znajdzie czasu na odświeżenie zasad przed zakończeniem prac nad jakimiś dodatkami do rpga 40kowego. A to info mam od Oficjalnego Patriarchy Genokultu na Polskę czyli Miodasa aka Horrorus. A ten przezacny tytuł otrzymał od samego Tim Huckelbery. To ci ciekawostka :). Dobrze więc, że ktoś poświęci trochę czasu tej armii bo na pewno nie zasługuję ona na zaginięcie w niepamięci zwłaszcza jak się z nią wiąrzą takie figury:
- Adeptus Arbites - to tacy śmieszni panowie pilnujący porządku w Imperium.

Przynajmniej w zamyśle bo 40 millenium nie wiele wspólnego ma z porządkiem. Z tego co kojarzę to taki armylist też się przewinąl przez Citadel Journal jednak nie za bardzo potrafię sobie wyobrazić prewencję vs oblity ale na pewno armia ta znajdzie swoich fanów.

O ile większości przypadków taką twórczość omijam szerokim łukiem o tyle panowie z BoLSa zasadami do 30ki oraz Apokaliptycznych zabawek udowodnili, że warto ich publikacją poświęcić chwilę. Nawet jeśli to będzie dłuższa chwila bo to na pewno nie będzie czas stracony. Jeśli uda im się utrzymać dotychczasowy poziom to będę silnie lobbował (to ostatnio modne) za dopuszczaniem tych mini-dexów na lokalch w Pozku. Tak dla przykładu :)

wtorek, 27 listopada 2007

Flame War


Czasem mi się wydaje, że dla takich "dyskusji" stworzono internet ;). Niestety coraz mniej takowych kiedyś co większy turniej się dzieło teraz stara gwardia się wykrusza a następców nie widać. Możliwe, że czują się przytłoczeni autorytetem Vlada czy Emana ale jest szansa, że ten flame pokaże młodym wilkom, że nawet im można rzucić rękawicę. Oczywiście piszę to na poły żartobliwie ale nie da się ukryć, że dobry flame nie jest zły. Na gildii nie mamy co liczyć na takie atrakcję bo mam wrażenie, że tam panuje specyficzna poprawność polityczna. A nawet jeśli zasady zostają przekroczone wszystko, szybko zostaje przywrócone do porządku.
Natomiast na GV od początku polityka moderatorów pozwalała na naprawdę wiele. Można dyskutować czy to dobrze (bo się dzieje) czy źle (za dużo bezsensownych postów do czytania) ale fakt faktem, że tylko tam możemy aktualnie liczyć na dobre netowe kłótnie.
A najlepsze jest, że siedem stron tego tematu powstało w godzinach pracy. Też tak chce pracować ;).

Blood Bowl

Ten news oraz wizyta na PGA skłoniła mnie do zareklamowania korzystając z tego bloga gierki pod tytułem Blood Bowl. Zdaje sobie sprawę, że sporo z czytelników już ma swoje pierwsze Touch Downy za sobą ale mam nadzieję, że dla paru osób ten tekst będzie zawierał nowości. Postaram się nie popełnić nudnej recenzji i skupię się na najważniejszych, moim zdaniem, aspektach BB.

Gra przenosi futbol amerykański w realia Starego Świata. Wśród drużyn oprócz ludzi czy elfów mamy skaveny i wyznawców Khorna (tych zdecydowanie bardziej obchodzi pierwszy człon nazwy gierki ;)). Gramy na boisku składającym się z kwadratowych pól. Tak - NIE używamy miarki. Ale kostki są, także ośmiościenne.
Zawodników może być maksymalnie 11 na boisku, do 16 w drużynie. Szybko się przekonacie, że rezerwy często są kluczowe dla wyników meczu. Zawodnicy, oprócz poruszania się po polach mogą lutować przeciwników, ale (podobno) potrafią też rozgrywać między sobą piłkę - np. podawać, bądź po prostu pobiec po przyłożenie (jak już w cudowny sposób wejdą w posiadanie piłki). Może to być zaskakujące, ale akcje związane z przeciwnikiem i glebą są o wiele popularniejsze niż te związane z piłką. Oczywiście, mamy parę statystyk opisujących naszych herosów takich jak ruch, siła, zręczność czy pancerz. Oprócz tego, są umiejętności pozwalające na lepsze wykonywanie pewnych czynności bądź nowych akcji.
Gra składa się z dwóch połówek po 8 tur każda. Tura trwa aż ruszymy wszystkich swoich zawodników lub do momentu, gdy któryś się nam wywróci ,lub gdy stracimy piłkę. Generalnie tury dogrywane do końca są rzadkością- zazwyczaj kończą się przy próbie podania (jeśli ktoś w ogóle ma takie pomysły) lub po nieudanym mordobiciu. Natomiast, zaskakująco często naszą turę przerywa pierwszy rzut. Dlatego wprowadzono re-rolle, które można użyć by przerzucić nieudany rzut. Dodatkowo, by podkreślić dramatyzm sytuacji w BB, wyobraźcie sobie sytuację, że w 40stce Twoja tura kończy się np. po pierwszej jedynce - czad :D. Trzeba mieć naprawdę mocne nerwy by wytrzymać, gdy 3cia tura z rzędu jest kończona przez pierwszy rzut.
Drużynę składa się w ramach odgórnie przyjętego budżetu, który zastępuje punkty znane z innych gier GW/SG. Jeśli gramy w lidze i spotykają się dwie drużyny o różnej wartości, mamy system bonusów mających na celu wyrównać szansę.
Skoro już jesteśmy przy lidze- największa zaletą tej gry jest możliwość rozwijania swojej drużyny. Pojedyncze mecze mają oczywiście swój urok, ale dopiero wtedy, gdy składają się na większą całość i jakiegoś system rozrywek, gra uzależnia. Każdy zawodnik zdobywa wariację na temat expa, która tu nazywa się Star Player Points, za udane oklepanie machy, za Touch Down itd. Dzięki temu, mogą mu wzrosnąć atrybuty (rzadko), lub może mieć nowe skile (często). Sporo radości dostarcza patrzenie na drogę from zero to hero.
Tu mały klip by poczuć ten klimat

Jeśli chcecie grać potrzebujecie:
1. Zasady. Można je ściągnąć stąd. Za darmo. Legalnie. Po prostu. Zupełnie jak nie GW.
2. Drużynę - najlepiej zmontować ją z figur do battla, których zdobycie nie przysparza większych trudności. Wystarczy je potem lekko skonwertować i dream team jak się patrzy ;).
3. Boisko. Można ściągnąć stąd (i nie tylko) wystarczy wydrukować (koło 40 złotych).
Jak widać koszty są porównywalne z landkiem czy innym defilcem, a przed nami otwiera się całkiem nowy świat :). A tak, w ogóle, to zapraszam na forum sztabowe w razie jakiś wątpliwości związanych z BB. Chętnie też pomożemy z organizacją ligi. Póki co 3city się zorganizowało, z tego co słyszę rozgrywki idą całkiem, całkiem. Już jest umówiony mecz pomiędzy zwycięzcami lig z Pyrlandii i Pomorza przy okazji jakiegoś większego turnieju 40ki. Przyznam się, że po cichu liczę, że niedługo dojdziemy do jakiegoś Final Four lub coś w ten deseń.
I na koniec filmik, którego nie mogło zabraknąć w tej notce:

poniedziałek, 26 listopada 2007

Sport ?

W ten weekend w stolicy podziemnych pomarańczy dobyła się kolejna edycja PGA. Pomimo, że dla mnie oczywiście najważniejsza była fantasy arena to jednak większość ludzi przyszła, co oczywiste, dla gier komputerowych. Od dłuższego czasu gry składające się z zer i jedynek nie szczególnie mnie pociągają i nie śledzę tego rynku na bieżąco. Natomiast muszę się przyznać, że poprzez mój paroletni romans z Quakiem (na przełomie wieków - jak to dobrze brzmi) zachowałem spory sentyment do e-sportu i muszę przyznać, że tempo w jakim się rozwija robi na mnie wielkie wrażenie.
Kiedy w 1997 roku Thresh wygrał ferrari John Carmack'a jako nagrodę w turniej Quake to pomimo, że to robiło wrażenie nikt się nie spodziewał takiej rewolucji z jaką mamy do czynienia dzisiaj. Aktualnie jest grupa ludzi którzy, żyją z grania na komputerze - zgarniają naprawdę wysokie nagrody pieniężne a poza tym mają sponsorów wśród choćby producentów myszek czy innych akcesoriów. Po PGA zacząłem się zastanawiać czy np 40ka lu jakakolwiek inna gra bitewna ma szanse kiedyś na podobną "karierę". Na pewno nie na taką skalę bo jednak popularność gier komputerowych jest nie do przebicia. Zwłaszcza, że coraz częściej mówi się o nich jako konkurencji dla kina. Jednak by osiągnąć namiastkę tego co się dzieje aktualnie w e-sporcie producent gry musi tego chcieć. A GW próbuje cały czas łapać i graczy którzy chcą sobie po prostu miło spędzić czas jak i graczy zainteresowanych turniejami ich wygrywaniem i umacnianiem swojej pozycji w jakimś tam rankingu. Jednak by gra sprawdzała się w graniu turniejowym musi mieć możliwie przejrzyste i klarowne zasady. To jest IMO warunek absolutnie konieczny. Jak to działa u GW wszyscy wiemy. Producent też musi wyraźnie wspierać turnieje i trzymać nad tym kontrolę. Generalnie powinnien taką działalność traktować jako normalne działania marketingowe. Tak jak to zrobili panowie z WoC z swoim Magiciem.
To jest zresztą przykład na to, że jest możliwość, że pojawi się kiedyś bitewniak który będzie "sportowy" i którego najlepsi gracze będą dzięki swojemu skilowi zarabiać konkret hajs. Pytanie kiedy ktoś się spróbuję na próbę wejścia w ten rynek. Bo myślę, że "czy" nie mam sensu pytać...
Jeśli kiedyś by doszło do takiej sytuacji, że np. 40ka jest grą, grając w którą można zarobić konkretne pieniądze turnieje na pewno by się zmieniły nie do poznania. Scena graczy myślę, że też. I mam wrażenie, że nie byłyby to zmiany na lepsze. Nie mówię, że wszystko co najlepsze w scenie turniejowej poszłoby w zapomnienie ale bez zmian by się nie obyło. Nie wierzę by wszyscy mając w perspektywie grę o np kilka tysięcy złotych siedzieli do którejś w nocy przy wódce. Ale wierzę, że paru hard-core'wców by się na stówę znalazło.

środa, 21 listopada 2007

40kowe prawodastwo

Od dłuższego czasu zbierałem się do napisania czegoś o liście sędziowskiej i toczonych tam dyskusjach. O ile uważam PKZ'ty za niezbędne dla sceny turniejowej w naszym kraju o tyle te bardziej zażarte boje o kształt danego zapisu mnie męczą. Ja wiem, że rozmowa o zasadach wymusza pewną formę ale mi czasem najzwyczajniej w świecie zdarza się nie rozumieć o czym jest mowa. A wtórnego analfabetyzmu u siebie nie zauważyłem. I żeby nie przedłużać ostatnio oglądając TV natrafiłem na taką scenkę:

i tak jakoś mi się skojarzyło.
Oczywiście do nikogo nie pije bo mam duży szacunek dla ludzi którym się chce swój własny czas poświęcać na próby zinterpretowania radosnej twórczości panów z GW. Mi się nie chce dlatego opuściłem od tego sezonu to zacne grono. Jednak trochę dystansu do siebie i chwila na refleksję chyba nikomu nie zaszkodzi :).

poniedziałek, 19 listopada 2007

Francja - party zone?

Pan Prezes zwany przez niektórych Vodeckim umieścił na gildii dodatkowe info odnośnie turnieju we Francji. Niektórym nie przypadły do gustu pewne ograniczenia np. holofildów czy elitowych karków. Nie jest to w sumie zaskakujące biorąc pod uwagę, że na pewno eldarscy czy tyranidzcy gracze mogą wymienić parę rzeczy które ich zdaniem są równie zbalansowane jak zbanowane/ograniczone jednostki w innych armiach. Ale ideą tej notki nie jest pisanie dyrdymałów o prawach organizatora, głosowaniu nogami (choć w tym przypadku bardziej plikiem Euro) czy innej wolności opinii.
W późniejszej dyskusji pojawiło się parę nieprzychylnych zdań na temat Francji i chociaż sam fan klubu konsumentów żabich udek nie założę postanowiłem zapoznać się z tym krajem bliżej.
Zacznijmy od podstaw i to wcale nie będzie wiki.
Miss Francji:
A tu zainteresowani mogą sprawdzić konkurencję.
Myślałem, żeby uraczyć Was jakąś mapką ale ufam, że nie ma takiej potrzeby a w zamian przytoczę pewną anegdotę na temat geografii Francji. Mianowicie ten kraj składa się z dwóch rejonów: z Paryża oraz prowincji. Nie wiem na ile ten pogląd jest popularny poza tym miastem ale podobno jest to szeroko rozpowszechniona koncepcja podziału administracyjnego.

Turniej jest na prowincji.

Zawsze mnie intrygowała ta słynna kuchnia francuska na czele żabimi udkami i daniami z ślimakami w roli głównej. To drugie wygląda tak:
Nie ukrywam, że dobór zdjęcia wyraża moje podejście do zagadnienia ale jakby ktoś patrząc na to nabrał apetytu (albo poczuł zew Nurgla) to proszę oto przykładowy przepis. Choć, spotkałem się z opiniami, że to tylko tak źle wygląda a w rzeczywistości jest smaczne. I tak nie wierzę.
Z jedzeniem we francuskim wydaniu nie rozłącznie wiąże się muzyka, so here you are:

Mając kobiety, jedzenie i muzykę do pełni szczęścia brakuje nam alkoholu. Jak wiadomo Francja słynie z win. Zwłaszcza takich w kartonikach ;)
Jak widać jeśli komuś pasują i odpowiadają to w Francji znajdzie wszystkie ingrediencje niezbędne by spędzić miło czas w nastroju imprezowym. Natomiast jeśli ktoś poza poznawaniem kultury chciał się skupić na wygrywaniu to Szkoci nam pokazali (żeby nie wprowadzać jakiś ciężkich klimatów z Niemcami w roli głównej):

Podsumowując jak się ma taką możliwość IMO warto połączyć turniej 40ki z poznaniem nowej kultury. A póki co jeszcze zostało wystarczająco czasu by stworzyć sobie tą możliwość a przynajmniej próbować (jeśli ktoś wyczerpał limit szczęścia na ostatnim masterze to ma alternatywę) ;). A tak bardziej serio nie wiem ile dokładnie taki wyjazd może kosztować ale spróbuję wybadać sytuację - jak będę miał konkrety dam znać.

niedziela, 18 listopada 2007

Młotki kolejne podejście

Vodecki zrobił kolejne podejście do zagadnienia Młotków umieszczając propozycję regulaminu na liście ligowej. Oczywiście największym problem są nagrody, a konkretnie ich wykonanie/sfinansowanie. Mam nadzieję, że ta kwestia nie zatrzyma organizacji tej zabawy bo idea mi się bardzo podoba i warto chociaż spróbować ją wcielić w życie. Jednak Liga na obecnym etapie rozwoju sprowadza się do rankingu, rozdzielania masterów, i ustalaniu PKZ'tów. Powstaje pytanie czy to jest to co wystarcza i na tym etapie się zatrzymujemy czy ma ktoś wizję jak a co ważniejsze gdzie to pociągnąć dalej?
Osobiście, wydaje mi się, że nigdy nie jest tak dobrze by nie mogłoby być lepiej i Liga powinna się rozwija jednak nie wyobrażam sobie tego bez jakiegoś źródła finansów. Zresztą niedawno już pisałem o tym nie będę się więc powtarzał. Ograniczę się do stwierdzenia, że Młotki będą swoistym testem dla środowiska koordynatorów, czy uda się nam zorganizować coś co ma już "oszlifowany" pomysł i opracowaną formułę. Tak naprawdę pozostaje rozreklamowanie tego na forach by ludzie głosowali, policzenie głosów, i rozdanie nagród. Które trzeba oczywiście wcześniej przygotować i pewnie okaże się to największym problemem. Oby nie barierą nie do pokonania.


Jeśli się Młotki 2008 wypalą będzie to dobry prognostyk dla ligi. Może na fali takiego sukcesu udało by się od przyszłego sezonu wprowadzić rejestracje ligową dzięki której na aktualizację rankingu zainteresowani by nie musieli czekać tygodniami. A liczba zainteresowanych będzie wzrastać - w to nie wątpię.

czwartek, 15 listopada 2007

Apokaliptyczny teren...

.... z dedykacją dla Bartuula. Tytułem wyjaśnienia dla nieznających go od tej strony - Bartuul jest dużym fanem Wielkiego Jabłka ze szczególnym wskazaniem na Manhattan. A wygląda on (Manhattan, nie Baruul) tak:
Wersja na czasie czyli zimowa prezentuje się tak:
A oto wersja Apokaliptyczna:
Robi wrażenie. Tu jest tego więcej. W takim terenie nawet Imperator Titan by się skitrał.
Ta katedra nad głową mogłaby nawet robić za kamuflaż. Trójwymiarowy. Plus jeden do obsure'a :D

środa, 14 listopada 2007

Pustynia, żar i ... orki

Ostatnio, jeżdżąc do pracy tramwajem, czytam taką książkę, nie chcę zdradzać niczego istotnego więc ograniczę się do stwierdzenia, że akcja dzieje się na pustyni przez którą przetaczają się hordy orków. Każda horda jest zmotoryzowana więc jadąc wywołują huk i kurz zdolny zaspokoić najbardziej wyrafinowane orcze potrzeby ;). To plus pewne przecieki z netu skierowały moją uwagę w ostatnich dniach na zielonych.
Co prawda dawno, dawno temu obiecałem sobie, że nie będę zbierał orków. Ponownie. Był to kiedy sprzedałem całą armię i stwierdziłem, że mój instynkt samozachowawczy może nie wytrzymać koncepcji ponownego zbierania tej samej armii. Tłumaczenie o nowych wzorach figur mogłoby go nie przekonać. I do tej pory trzymałem się dzielnie pomimo, że ferale krzyczały dosyć głośno ale teraz sytuacja robi się groźniejsza. Nowe orki wyglądają bardzo kusząco zwłaszcza, że mam wrażenie iż autorom udało się wyeksponować w zasadach to co najważniejsze wg. fluff'u. A nowe figury nie pozwalają pozostać obojętnym na urok jednej rasy - zielonej rasy ;). Ale póki co nie ma ani figur ani kodeksu w zasięgu ręki więc pokusa jest na szczęście wyłącznie wirtualna.
Ostatnio przypomniałem sobie grę o wdzięcznej nazwie Gorkamorka. Niestety nigdy nie miałem okazji w nią zagrać ale biorąc pod uwagę, że podręczniki się regularnie przewijają na aukcjach jeszcze nie wszystko stracone. A niezbedne figurki mogą być fajnym zaczątkiem armii. Teraz jednak szukając info znalazłem jakąś binarną odsłonę.

wtorek, 13 listopada 2007

Wygrzbane w sieci

Jakby ktoś poszukiwał inspiracji jak urozmaicić swoje bitewki powinien zajrzeć tutaj (PDF). Przyznam się, że przejrzałem to jedynie mocno pobieżnie i niektóre pomysły wydaje mi się dosyć dziwne np. Khornowi Stormboyzi ale może one wynikają z fluff'u autorstwa Black Library który jak wiadomo reprezentuje dosyć mocno zróżnicowany poziom. Jednak na pewno warto temu poświęcić chwilę ponieważ jest porządnie zrobione i może być inspirujące. Ci sami organizatorzy jako kolejny swój event zapowiadają 13 krucjatę. Ciekawe na ile pdf do niego będzie bazował na wiadomym codexie a na ile będzie autorski. Na pewno temat pozwala się wykazać i daje naprawdę duże pole do popisu.
Co ciekawe wygrzebałem tego pdfa przez podstronę Eventów na serwisie GW. Jak widać czasem odwiedzanie takich tajnych miejsc popłaca :)

niedziela, 11 listopada 2007

Mały krok dla koordynatorów - wielki krok dla graczy.

Kiedyś pieczę nad Ligą 40ki sprawowało 3 zawodników którzy zwali się koordynatorami i dbali o jej rozwój. Jednak jakiś czas temu zapadła decyzja o tym by Liga dalej się rozwijała konieczne są gruntowne zmiany. Rewolucją było zwiększenie liczby koordynatorów tak by każdy ośrodek miał swoją reprezentację której wielkość była uzależniona od organizowanych w danym miejscu turnieji.
Wydaje mi się, że na dłuższą metę jest to dobry kierunek zmian jednak musi minąć trochę czasu zanim się on na dobre wdroży. Mam wrażenie, że obecnie liga przechodzi przez bardzo ważny i ryzykowny moment swojego istnienia, ale więcej o tym za moment. Aktualnie sytuacja wygląda tak, że są dwa rodzaje spraw poruszanych na liście ligowej: bieżące i rewolucyjne.
- Bieżące nawarstwiają się zwłaszcza na koniec sezonu kiedy trzeba ustalić regulamin na nowy sezon oraz obgadać mastery. Zmiany w regulaminie zazwyczaj dotyczą jakiś detali technicznych pokroju minimalnej ilości graczy, czy przydziału miejsc koordynatorskich.
- Rewolucyjne to takie jak np. nagrody branżowe o roboczej nazwie Młotki czy pomysł nadawania graczom nr ID który miałby znacząco przyspieszyć tworzenie rankingu. Pomysły te mogłyby pchnąć ligę do przodu jednak nie da się ukryć, że nie spotykają się ze szczególnym zainteresowaniem szerszego grona.
Ostatnio mocno się zastanawiałem dlaczego tak się dzieje, że drugoplanowe detale potrafią wywoływać długie dyskusje, natomiast rzeczy istotne są często ignorowane. Wydaje mi się, ze główną przyczyną takie sytuacji jest, że generalnie większość ludzi traktuje ligę jak coś co był jest i będzie. Odpowiada im w takiej postaci jak jest i nie widzą potrzeby jakiś zmian. Poza tym trochę czasu upłynie zanim nowi ludzie "poczują" zagadnienie i będą się czuli na siłach by przejąć odpowiedzialność na swoje barki. A z drugiej strony część ludzi siedząca w tym od dawna usunęła się w cień zabierając głos sporadycznie w kluczowych kwestiach. To jest właśnie ten ryzykowny moment o którym pisałem wcześniej - mam wrażenie, że powstał pewien bezwład jednym się już nie chce drudzy nie czują się na siłach.
Jednak to co najbardziej ogranicza rozwój ligi to pomimo, że mamy regulamin, koordynatorów i tradycje to liga nadal jest organizacją nie formalną i w tej postaci trudno jej pozyskać jakiegokolwiek sponsora. A nie oszukujmy się bez pieniędzy to wiele ciekawego nie zrobimy. Możemy nadal robić ranking i wybierać na jego bazie reprezentację ale wiele więcej już się z tej organizacji w tej formie nie wyciśnie. I tak bardzo dużo zostało osiągnięte jest już sporo miejsc gdzie się odbywają turnieje, z roku na rok przybywa graczy i generalnie zabawa się kręci do przodu. Ale by zrobić kolejny skok jakościowy liga musi się stać formalną organizacją z jakimś budżetem który będzie pozwalał realizować jeszcze ambitniejsze projekty.
A teraz wszyscy koordynatorzy powinni sobie zadać jedno zaj... ważne pytanie: co dla ligi mogę zrobić i zacząć to robić :).

sobota, 10 listopada 2007

Wiele bitew. Jedna wojna.

Czyli Wojna Światów nadchodzi wielkim krokami. Co prawda zostało jeszcze (niecałe) pół roku jednak przygotowania ruszyły pełną parą. I nastąpiło to wcześniej niż w zeszłych latach co jest powodem do radości dla nas w Sztabie. A jeśli przełoży się na jakość imprezy to będzie i dla Was dobrą wiadomością.
Już przed Euro skończyliśmy się oszukiwać, że damy rade zebrać się gdzieś i robić makiety nie wpadając w tzw. między czasie na milion głupich pomysłów jak np 3edycjny predator w lesie wycięty z styropianu, czy z tego samego materiału zrobiony szef wszystkich raptorów. Nie oszukujmy się - jak spotyka się kilku dobrych kumpli na "robienie makiet" to rzadko będzie panowała atmosfera ciszy i kontemplacji ale mam wrażenie, że na nas kleje szczególnie mocno działały. Od jakiegoś czasu więc kupujemy makiety dzięki czemu unikamy radosnej twórczości na haju ;). Stoły powinny więc być estetyczne i pewnie też grywalne. Przynajmniej taki jest plan.
Turniej odbędzie się w tej samej szkole co zawsze. Jak zwykle przeżyjemy zmianę czasu w nocy z soboty na niedziele i jak zwykle nie przeszkodzi nam to w imprezowaniu. Czyli będzie jak co roku - jeszcze lepiej niż w zeszłym roku.
Tu natomiast jest blog na którym będzie odnotowywany progress z przygotowań. Póki co nie dzieje sie na nim szczególnie wiele ale mam nadzieję, że wraz ze zbliżaniem się końca marca częstotliwość wpisów będzie rosła. Zwłaszcza, że w przygotowaniu są fajne atrakcje. Ale o tym póki co sza... :)

środa, 7 listopada 2007

Kinematografia spod znaku boltera

Kilka dni temu w tej notce napisałem, że kiedyś pochwalenie się swoimi i nie tylko dokonaniami 3d w świecie 40ki. Sporo osób już to widziało ale może dla kogoś to będzie nowe albo ktoś sobie to z chęcią odświeży:

Robiliśmy to w trójkę z czego jeden z twórców nigdy nie grał w 40ke natomiast Chrobry jest powszechnie znany, przynajmniej dla tych z większym niż mniejszym stażem turniejowym. Mieliśmy ambitne plany zrobienia całej kilku minutowej animacji ale ponieważ źle się do tego zabraliśmy i też do końca nie wiedzieliśmy na co się porywamy to nic z tego nie wyszło. W sumie ukończenie tego pseudo-trailera odbieram jako osobisty sukces. Tu jeszcze kilka obrazków powstałych w tamtym czasie:



Aktualnie poziom tych prac a zwłaszcza animacji wydaję mi się mocno średni no ale wtedy akurat tyle umieliśmy. Natomiast teraz gdy umiejętności mamy większe (nie dotyczy to Chro który poszedł inną ścieżką zawodową) nie mamy czasu na to by je wykorzystać poza pracą. A przygody Damnatusa dodatkowo odbierają ochotę. Przy takich ambitnych projektach poza dużą ilością czasu i zgranym zespołem potrzeba motywacji. Bo skończenie projektu który twa kilka miesięcy a robiąc to po godzinach może to przejść wręcz w lata wymaga wiele zaangażowania i wiary by dobrnąć do mety. Niestety nie wydaje mi się by problemy Niemców z publikacją swojego dzieła zachęciły kogokolwiek do poświęcania swojego czasu na realizację jakiś rozbudowanych projektów. A szkoda bo na normalny film komercyjny póki co się nie zanosi. Bardzo mi żal twórców Damnatusa bo włożyli naprawdę bardzo dużo pracy w swoje działo i nie mieć możliwości pokazania tego światu jest, przynajmniej dla mnie osobiście, najzwyczajniej w świecie straszne. Co ciekawe nawet na portalu BBC piszą o sprawie (warto zajrzeć dla szczegółów produkcji). Nie mam przekonania czy dział PR w GW jest z tego powodu zachwycony no ale tak działa WYSIWYG. Mam nadzieję, że jutro nie dostanę maila od jakiś prawników z prośbą o zdjęcie tej Hulkowej animacji...
Cóż póki co pozostają nam intra do gierek ;).

wtorek, 6 listopada 2007

The Breach i nowy marketing

Jednym z najlepszych filmów które widziałem w tym roku jest The Breach. Tym razem nasi tłumacze byli w słabszej formie i nie dali czadu tłumacząc tytuł po prostu jako "Przeciek". Myślę, że dział HR w naszej ukochanej firmie powinien pomyśleć o jakimś sensie grupowym. Zwłaszcza dla tych co mają dostęp do jeszcze nie publikowanych podręczników.
Od paru dni na forum gildii w najlepsze kwitnie dyskusja odnośnie nowego podręcznika orków. Tego którego data premiery jest owiana burzami Warpowymi :). Podobno sytuacja była z codexem chaosu. Też większość zainteresowanych miała do niego dostęp na długo przed premierą. Jest to dla mnie o tyle zaskakujące, że do tej pory miałem wrażenie, że GW doskonale kontroluje wszystkie "wycieki informacji" umiejętnie podgrzewając atmosferę przed każdą nową premierą. Wydawało mi się to wręcz kolejnym narzędziem marketingowym.
Jednak fakt, że codex orków jest dostępny na necie na wiele tygodni przed premierą jako pdf trudno uznać za jakikolwiek zabieg mający na celu poprawienie jego sprzedaży. Po prostu w GW lub w firmach - podwykonawcach ktoś ma własny pomysł na dystrybucję.
Podobnie jak GW Japonia gdzie na oficjalnej stronie wisi Apokalipsa w wersji elektronicznej i czeka na ściągniecie (link dzięki Yedliemu ktory ma wystarczająco fantazji by takie strony zwiedzać ;)). Oczywiście wymagana znajomość japońskiego co dosyć ogranicza grupę potencjalnych odbiorców. I to jest kolejna zagadka dla mnie: czemu tam to jest for free a reszta świata musi płacić za to ciężkie pieniądze (przynajmniej jak na warunki polskie)? Wydaje mi się, że bardziej by się opłacało dawać codexy jako pdfy ich koszt jest i tak dosyć mały w kontekście całej armii a pewnie zebrało sie spore grono pasjonatów i tak by je kupowali choćby ze względu na to, żeby mieć na półce. A przynajmniej ludzie mogli by się zapoznać z armią bez ponoszenia kosztów i narażenia się na Wujków Dobra Rada z podpisu Mariosa.

Masterowego marudzenia ciąg dalszy, czyli głosowanie nogami

Najczęściej jeśli na tym blogu piszę o masterach to dotyczy Warszawy i kolejnych podejść stołecznego środowiska do zagadnienia. Jednak w tym względzie od dłuższego czasu sytuacja wydaje się stabilna i dobrze rokująca na przyszłość. Tym razem będę pisał o innym mieście w którym odbędzie się najbliższy master czyli o Wrocławiu i Strategiconie.
Często w takcie różnych dyskusji dotyczących regulaminów turniejowych przewija się, pogląd, że jak organizator zaliczy fakap (to od najbardziej znanego słowa po angielsku ; - nie nie jest to od codex ;)) to gracze mogą mu dać do zrozumienia co o tym myślą "głosując nogami" czyli najzwyczajniej w świecie nie przychodząc na turniej. Jednak nie oszukujmy się organizator musi zrobić coś spektakularnego by gracze w znaczącej liczbie odpuścili sobie jakiś turniej. Brak alternatywy (np. w kwestii lokali) może być skuteczną motywacją by zacisnąć zęby. Bo gdzieś grać trzeba. Już częściej to głosowanie działa w drugą stronę czyli pozytywną - gracze doceniają zacne pomysły (Toruń turniej z zamianą armii) lub starających się orgów (Halo Stars 2007). Co w sumie chyba dobrze znaczy o naszej scenie turniejowej.
Tym bardziej głupio mi krytykować turniej i to jeszcze przed rozpoczęciem ale organizacja Strategiconu 2007 pozostawia na tyle dużo do życzenia, że czuję, że wypowiadając swoje opinie nie przegnę pały. Jeszcze tytułem przypomnienia - Strategicon 2006 był tak naprawdę 2007 bo został przeniesiony w czasie ze względu na przedłużający się remont szkoły gdzie miał się odbyć. Oczywiście wpływ orgów na to jest zbliżony do tego jaką technologią będą nawadniane pola pszenicy na Marsie. Jednak zmiany terminu turnieju klasy master potrafi skomplikować kalendarz ligowy, ale było, minęło udało się zagrać. Jednak moje wspomnienia względem tej gry za sprawą stołów są traumatyczne. W pamięć mi się wryła zwłaszcza ostatnia bitwa z Areckim na stole gdzie on miał w strefie wielkie Area size 3 cover 4+; ja natomiast kiosk ruchu do schowania 9 spiderów przed 9 oblitami i resztą strzelania IW. Nawet nie będę pisał kto zaczął bo to był tylko kolejny element spirali nieszczęść ;), ograniczę sie do stwierdzenia, że mój deployment opuściły 2 (slownie dwa) spidery. Jedna z najgorszych bitew w moim życiu która była taka za sprawą osoby która tak a nie inaczej przygotowała stoły. I fakt, że Arecki był sympatyczny jak zawsze (czyli bardzo), pomimo moich podłych pomysłów, nie jest w stanie zatrzeć wrażenia. A na deser dochodzi wspomnienie imprezy gdzie bawił się Poznań plus Zły. Oczywiście nie ma obowiązku imprezowego ale nie oszukujmy się aspekt towarzyski jest dosyć istotny w wycieczkach Masterowych.
Od tego turnieju jednak minęło trochę czasu i właściwie moje podejście do kolejnej edycji Strategiconu nie było w żaden sposób zainfekowane przez wspomnienia. Ale już na etapie przygotowań orgowie znowu wprawili mnie w zaskoczenie. Niemiłe niestety.
Powstał jakiś regulamin. I w nim znalazł się zapis o dopuszczeniu wszystkich speciali. I oczywiście rozpętała się kolejna krucjata przeciw special'ą i Damian (naczelny org i legenda wrocławskiej 40ki) się ugiął (niestety) i zrobił na gildii ankietę by gracze zabrali głos. Kto chce może tu sprawdzić wyniki i ich interpretacje.
Dla tych co nie lubią klikać na darmo krótkie summary: to co większość ludzi odczytuje jak przegraną speciali (w poll'u) Damiana nie przekonało do zmiany w regulaminie. W efekcie regulamin został doprecyzowany 6 dni przed turniejem. Zasady ligi mówią, że regulamin Mastera musi być zgłoszony z 14 dniowym wyprzedzeniem. I najgorsze jest to, że żaden koordynator (w tym ja) nawet nie zareagował na to, że organizatorzy "święta 40ki" nie przestrzegają zasad ligi. I to jest efekt wprowadzenia demokracji - wszyscy są odpowiedzialni czyli nikt. Zdaję sobie sprawę, że wielu ludziom może się nie spodobać to co napiszę ale stara metoda zarządzania ligą z trójką sterników była o niebo lepsza. Przynajmniej było wiadomo kto jest odpowiedzialny za ew. fakapy. No ale koniec z tą dygresją bo to temat na osobną, niekrótką, notkę.
Za chwilę wygłoszę kolejny niepopularny pogląd (chyba :) ). Strasznie irytuje mnie pisanie/mówienie formacie 2100 jako o męskich punktach. Szczerze mówiąc kojarzy mi się to bardziej z dziecięcymi punktami. Przypomina mi to bowiem wizytę chłopca w sklepie zabawkowym z kartą kredytową ojca. No ale dostrzegam, plusy grania na duże punkty rozumiem je i potrafię docenić. Co nie zmienia faktu, że wolę zabawę limitem i wymuszanie szukania nowych pomysłów na rozpiski. A irytuje mnie używanie określenia "męskie punkty" bo od razu sugeruje które z innych limitów punktowych są jakie :).
Podsumowując. Żaden z mankamentów przeze mnie wymienionych pojedynczo by nawet nie sprawił by rozważać opcje nie jechania na Stategicon. Jednak jak to poskładałem do kupy i dodałem szacunek dla własnego czasu oraz tzw. kuszące alternatywy to w wyniku dostałem głosowanie nogami. Na pewno będę baaaardzo nieswojo czuł się w Poznaniu w ten weekend ale cóż tak musiało być.
Na koniec ostatnia refleksja. Z tego co się orientuje to Damian (którego zresztą bardzo lubię) ciągnie tą imprezę w dużej mierze sam. Niestety wydaje mi się, że to jest główna przyczyna takiego a nie innego stanu rzeczy. Mastera nie da się zrobić prawie samemu. Tu trzeba więcej ludzi choćby po to by listę zgłoszeń miał kto zrobić i żeby rozpiski miał kto sprawdzić. Niestety nie widać chętnych do pomocy. A i Damian ma coraz mniej czasu. Szkoda bo wystarczy zobaczyć numerek przy tego rocznym Strategiconie by nabrać szacunku dla wrocławskiej tradycji. Miejmy nadzieję, że podobnie jak w Warszawie znajdą się ludzi gotowi przyjąć ten challenge :).

piątek, 2 listopada 2007

Dioramy

Co prawda tytułowe makiety nie są ze świata 40ki tylko 2go wojenne ale IMO i tak warto zajrzeć. Choćby ze względu na inspirację bądź refleksję bo niektóre fotki są mocne:


Tu jest tego więcej.Myślę, że tu nie ma o czym pisać, trzeba po prostu oglądać.

Apokalipsa - post scriptum

Już po napisaniu recenzji, ciągle zastanawiając się nad Apokalipsą naszła mnie pewna refleksja na temat 40ki zwłaszcza w naszym lokalnym (tzn. polskim) wydaniu. Co prawda będę pisał przez pryzmat własnych doświadczeń ale myślę, że sporo ludzi będzie miało podobne odczucia.
Gram już po powrocie do hobby parę dobrych lat i to pykanie jest nieodłącznie powiązane z ligą i turniejami. Wszyscy dobrze znamy schemat który wygląda mniej więcej tak: zbliża się turniej więc szykuje się rozpiskę, a jeśli się nie ma do niej przekonania to trzeba ją wcześniej przetestować. Po czym jest kolejny turniej więc znowu się kleci rozpe która następnie poddaje się eksperymentom i tak dalej. Wiadomo, że są różne limity punktowe, misje, regulaminy ale cała aktywność jeśli chodzi o granie skupia się na turniejach i przygotowaniach do nich. Bo jeśli ktoś nie jest bezrobotnym studentem zaocznym to nie ma zbyt wiele czasu na granie. Przecież czasem/często nie ma się czasu by pójść na turniej (nie mówię o takich na które trzeba jechać) a co dopiero rozpiski testować.
Taki cykl grania skutecznie zasłania nam to co może się uda niektórym na nowo odkryć za pomocą Apokalipsy czyli fun z gry. Nie tylko ze zwycięstwa, wyniku czy ogólnie z sukcesu, tylko fun z po prostu fajnej bitwy. Daleki jestem od krytykowania turniejów, ligi czy gry by wygrać. Nie trafia też do mnie podział na pg i klimaciarzy. Jednak nie oszukujmy się - turniejowo się gra tak a nie inaczej wystawiając takie a nie inne armię. Co jest w pełni zrozumiałe bo niezależnie od tzw. ciśnienia każdy chce swoją bitwę wygrać. Bo w końcu po to się idzie na turniej i to jest normalne. Poza tym parę razy w życiu coś tam wygrałem lub byłem w czołówce i to jest naprawdę fajne uczucie jak się jest na topie. Normalna psychologia sportu.
Kiedy jednak widzę w klubie czy domu bitwę gdzie stają naprzeciw siebie dwie armie na 2k wydanie Teresa Orlovsky i w trakcie rozstawienia ma miejsce następujący dialog:
- Co gramy wogóle?
- Reacona?
- Ok
to mi się w żołądku przewraca. Ile razy można katować te kilka misji??.
Może jednak czasem warto zajrzeć w kodeksie na inne strony niż te z dużą ilością cyferek i wymyślić jakąś misję nawiązującą do fluffu własnej armii? Albo podeprzeć się jakimś "dziełem" z Black Library (zwłaszcza teraz kiedy komiksy są tam za free)? Albo zastosować jakieś ciekawostki z tej stronki np. Creature Feature? Albo najzwyczajniej w świecie przejść w BBB do misji pokroju Ambush czy Meat Grinder. Można też zagrać najpierw Kill Teamy od których będzie zależało coś w głównej misji. Jak widać opcji jest w pyte wiele i tylko od nas zależy czy z nich skorzystamy. Jedyne co jest problemem to chęci bo by zagrać w coś nowego często wystarczy przeczytać kilka zdań. Oczywiście niektórym to może nie być potrzebne do szczęścia bo wolą "turniejową adrenalinkę" czy coś tam ale mam wrażenie, że większość graczy nie kojarzy bogactwa świata 40ki z stołem do gry, żyjąc w słodkiej niewiedzy co ich omija ;).
I chociaż w Imperium niewiedza i ignorancja są w cenie to chyba są lepsze drogi na okazania znajomości fluffu. Nie trzeba sobą tego personifikować.
A poza tym wydaje mi się, że najzwyczajniej w świecie warto spróbować czegoś nowego bo nawet jeśli nie przypasuje to po powrocie stare będzie lepiej smakowało. A może się okazać, że niektóre składniki z nowych dań świetnie pasują do starej kuchni. Nawet jeśli okażą sie jedynie niewinną przyprawą...

czwartek, 1 listopada 2007

Zgodnie z obietnicą...

Już jakiś czas temu stałem się szczęśliwym (chyba) posiadaczem wielkiej księgi w sztywnej oprawie z napisem Apokalipsa na okładce. Korzystając z urlopu udało mi się ją przeczytać, co na początku patrząc na ilość stron wydawało mi się niełatwym zadaniem. Jednak duża ilość różnej maści obrazków sprawia, że książkę się czyta dobrze i co najważniejsze szybko. Oczywiście ktoś może zarzucić, że nie po to się płaci tyle pieniędzy za książkę (koło równowartości 30 funtów) by oglądać zdjęcia stołów i piktogramy jednostek, jednak tekstu jest wystarczająco by nie mieć poczucia, że kupiło się komiks. A oprawa graficzna tworzy fajny klimat - jednak to nie jest szczególną niespodzianką bo do tego GW nas przyzwyczaiło. Na 200 stronach które składają się na całość znalazło się trochę miejsca dla 3 battle reportów. Na szczęście mają one formę mocno skróconą w porównaniu do tego co zazwyczaj mamy w White Dwarfach dzięki czemu są ciekawsze.

Zmiany wprowadzone do rozgrywki w celu przystosowania jej do formatu wielkich punktów nie są aż tak duże jak miały być wg. plotek. Generalnie w książce mamy opisaną jedną misję która oczywiście nazywa się: "The Apocalypse Mission". I już etap ustalenia stref wystawienia sporo mówi o tym jak jest ta gra. Mianowicie tzw. deploymenty wyznacza rzut scaterem który tylko w skrajnym przypadku pozwala na równie duże obszarowo strefy. W absolutnej większości przypadków jedna strona będzie miała zauważalnie mniej miejsca na wystawienie niż oponenci. I taka jest cała Apokalipsa czyli niekoniecznie zbalansowana ale na pewno for fun.
Udało nam się w Pozku rozegrać jedną testową bitwę z limitem 6k punktów na stronę na dwóch połączonych stołach i w jej trakcie zachwycił mnie system wystawiania wymyślony na potrzeby Apokalipsy. W zarysie wygląda to tak: obie strony zapisują czas który potrzebują na wystawienie. Ci którzy ustalili mniej wystawiają się pierwsi (w całości) następnie ci którzy potrzebowali (przynajmniej na papierze) więcej czasu wystawiają swoje jednostki. To czego się nie zdąży wystawić trafia do rezerw. Grę zaczyna strona która obstawiła mniej czasu. Natomiast rezerwy w Apokalipsie wydają mi się kluczowe. Wnoszą sporo możliwości reagowania na sytuację na stole zwłaszcza, że są pozbawione losowości. No i dzięki nim można uniknąć sytuacji kiedy połowa armii odparowuje w pierwszej turze zanim zdąży się zorientować, że bitwa się zaczęła.
Rozpiski tworzone na potrzeby gry na duże punkty nie są ograniczane żadnym FOC’em co może kusić do wystawiania różnych perwersji więc warto pamiętać, że nie tylko my mamy mieć fun z gry. I 30 pojedynczych oblitów na pewno jest klimatycznych ale nie koniecznie druga strona będzie zachwycona takim postrzeganiem fluffu. Z drugiej strony Apokalipsa to wymarzone miejsce dla superciężkich zabawek. Przy tej ilości modeli na stole aż się prosi by kogoś potraktować 10” plackiem i pomimo że te bronie mają naprawdę duży potencjał destrukcyjny to na swój sposób są zbalansowane w bitwach na ciężkie tysiące punktów. Jedyny problem to koszt tych zabawek (w sensie finansów) ponieważ o ile Baneblade by GW ma jeszcze akceptowalną cenę (nawet jeśli większość czasu będzie zdobił półkę), to reszta zabawek jest z forga i ich ceny nie są szczególnie zachęcające. Choć na pewno nie da się tym modelom odmówić uroku i wdzięku a dodatkow teraz łatwiej będzie je użyć na stole.

Kolejną ciekawostką powstałą na potrzeby Apokalipsy są różne sławne formacje które zazwyczaj bazują na kilku egzemplarzach tej samej jednostki. Mamy np. 3 falcony które mogą wejść w tryb flyera i strzelać z pulsów korzystając z zasady lancy lub 3+ pralki które mogą lutnąć naprawdę z przytupem niszcząc elementy terenu. W podręczniku obiecują, że nowe formacje będą się pojawiły na stronie Apokalipsy i rzeczywiści od dłuższego czasu już kilka tam wisi i czeka na ściągnięcie. Jednak kilkanaście dni temu pojawiły się nowe i praktycznie od razu zniknęły. Możliwe, że jakieś zasady były nie do końca fajne i zbalansowane; aczkolwiek do tej pory GW szczególnie takimi pierdołami się nie przejmowało więc nie mam przekonania, że to o to chodzi. Zwłaszcza, że mówimy o rozszerzeniu które z założenia ma być bardziej funowo-piwne niż krucjatą w poszukiwaniu równych szans. Możliwe, że jednak GW będzie chciało wyciągnąć od nas jeszcze trochę grosza publikując nowe formacje w dodatku do dodatku. Niezawdony FW już to wymyślił i zapowiedzia, że swoje dzieła zebrane plus parę nowości opublikuje w książce pod jakże zaskakującym tytułem: „Imperial Armour Apocalypse”. Podsumowując - wydaje mi się, że jeśli nie ma się dostępu do zbyt wielu ciężkich zabawek to formacje nadają fajny klimat rozgrywce dzięki czemu można poczuć się jak prawdziwy głównodowodzący.
Autorzy wymyślili, że liczenie VP na koniec bitwy po kilku godzinach przy stole i przy naprawdę sporych liczbach może być męczące więc o wyniku bitwy decyduje ile kto kontroluje znaczników. Proste i skuteczne. A co najważniejsze pozawala zaoszczędzić sporo czasu sądząc po tym, że niektórzy potrafią na 2k liczyć się pół godziny.

Jak widać największe oszczędności czasowe zostały poczynione na etapie wystawienia oraz zakończenia bitwy. Natomiast sama rozgrywka nie jest w jakiś szczególny sposób przyspieszona. Na pewno stosowanie super-heavy ma pozytywne przełożenie na czas gry ponieważ jedna figurka załatwia 500 albo więcej punktów. Jednak trzeba się liczyć z tym, że bitwa trochę będzie trwała. Tu pojawia się kolejne nowe rozwiązanie bitwa nie ma limitu tur tylko czasu rzeczywistego na rozgrywkę. Oczywiście autorzy sugerują ile może potrwać partia na różne limity punktowe (podobnie sugerują wielkość stołu w zależności od wielkości armii) więc nie trzeba zgadywać. Nasza testowa gra trwała niecałe 5 godzin. Co prawda był rozgrywana w naprawdę szybkim tempie ale wynikało to z małej ilości sprawdzania zasięgów czy LOSów. Wydaję mi się, że granie w Apokalipsę wymaga innego nastawienia bo o ile w „normalną” 40ke można zagrać w 2h o tyle tu trzeba podejść jak do sesji RPG. Czyli trochę to potrwa np. pół nocy i trzeba czerpać garściami z klimatu rozgrywki. Zwłaszcza jeśli ktoś się pokusi o jakiś fajny scenariusz do czego zresztą autorzy zachęcają.

Podsumowując: jeśli ma się armię na większe punkty niż te turniejowe 2k i chęć wyjścia poza oklepany schemat cleansów i reconów – warto. No chyba, że kogoś odrzuca perspektywa wielu godzin przy stole - to wtedy może warto sobie Kill Teamy odświeżyć. Wydaje mi się, że to jednak kwestia podejścia. Co prawda książka tania nie jest ale jest wydana zacnie i co najważniejsze zachęca do zagrania a jej koszt można spokojnie rozłożyć na kilka osób. Natomiast trzeba pamiętać, że granie na 10k punktów w piątek wieczorem po całym tygodniu pracy może nie być do końca trafionym pomysłem ale ja się zacznie w sobotę po południu to jak najbardziej. Zresztą piątkowe wieczory służą do czego innego :D

wtorek, 30 października 2007

Trochę obrazków

Wiem co pomyślicie po tej notce - zawodnik idzie na łatwiznę wrzuca parę obrazków i ma nadzieję, że styknie... Wcale tak nie uważam, jednak trochę czasu mi zajmie uporządkowanie różnych spraw po urlopie więc na bardziej obszerne tekstowo notki trzeba będzie jeszcze chwilę poczekać. Ale o recenzji Apokalipsy pamiętam może nawet będzie poparta jakimiś playtestami...
A póki co obiecane obrazki:
Kolejny komiks z Boom Studios:
Tu jest tego więcej.
Trochę 3d:

Btw. kiedyś też zdarzyło mi się popełnić model sentinela w 3d pod szyldem zbyt ambitnego projektu. Jeśli uda mi się odnaleźć rendery to je tu wrzucę wraz z dłuższą opowieścią na temat jak umierają zacne pomysły i dlaczego Damnatus musi ujrzeć światło dzienne.
Natomiast w tym miejscu znajdziecie trochę rasowego 2d w postaci szkiców głównie postaci. Jak to się mówi "dupy nie urywają" ale kliknąć można.
Natomiast jeśli ktoś poszukuje inspiracji do konwersji czołgu a zwłaszcza egzorcysty polecam to.
No i na koniec wisienka na torcie jednak nie mylić z deserem bo zbyt smakowity widok to to nie jest.

poniedziałek, 29 października 2007

Swiss

Niestety już jestem po urlopie i czas wrócić do pracy. Ale oznacza to także powrót do bloga, co może kogoś ucieszy. Na wyjeździe byłem w Szwajcarii która jest dosyć "ciekawym" krajem dla graczy 40kowych. Konkretnie z naszego punktu widzenia mogłoby tego kraju w ogóle nie być na mapie Europy. Zresztą widać to w White Dwarfie w liście sklepów. Nie wiem czemu tak jest ale nie widziałem tam ani jednego produktu GW. Nawet do LotRa. Nic. Zero. Ludzie tam hajs mają, dzieciaki są a pamperków nie ma. Za to są figurki bohaterów komiksów.
Natomiast wprawne oko mogło parę akcentów 40kowych wyłowić:

czyli obwoźny Assault Cannon alpejski. Jest też coś dla fanów uściśleń sędziowskich:

No i to:

Czyli muzeum twórcy aliena. Coś dla chcących wiedzieć skąd GW zerżnęło tyrki by potem twórcy Starcrafta mieli skąd zerżnąć zergi. Generalnie miejsce z cyklu wchodzisz-zwiedzasz-wychodzisz i chcesz ale to naprawdę Chcesz swojego pierwszego Hive Tyranta. Na szczęście jest w Szwajcarii :).