poniedziałek, 16 sierpnia 2010

Abaddon nie dotarł - czyli parę słów o dobrej zabawie w pewien sobotni dzionek

Michu postanowił podzielić się swoimi wrażeniami z 40kowego eventu który odbywał się w Poznaniu w ten sam weekend co ETC. Jest ich sporo a miejscami postanowiłem się od razu odnieść do niektórych uwag – nie przedłużam zatem i zapraszam do lektury.
Czołem. Powtórnie nadaje Michu. Powoli przechodzi gorączka wywołana zwycięstwem naszej reprezentacji w ETC. Trzeba przyznać, że mimo spodziewanego skądinąd wyniku (wiary nigdy nie brak w tym kraju) to jest ona całkiem uzasadniona - chłopaki postanowili zapewnić nam emocje do ostatniej chwili... Nadszedł zatem odpowiedni czas aby wspomnieć o wydarzeniu, które odbyło się w tym samym czasie ale na zupełnie przeciwnym skraju 40-kowego spektrum. Mowa tu o poznańskim evencie organizowanym przez Sztab (a przede wszystkim Treja) w sobotę 7 sierpnia.
Wspomniany osobnik ma u nas niezłą markę jeśli chodzi o organizację wszelkiej maści niestandardowych turniejów, gier i zabaw.  Zasady są zawsze na przyzwoitym poziomie innowacyjności a fluff pasuje i nie razi infantylnością, co jest niestety częstym grzechem fanowskich inicjatyw (ci wspaniali marinsi w ich wspaniałych maszynach...). Niepodważalną zaletą Treja jest też to, iż łatwo wyzwolić jego kreatywność. Tym razem udało się nam to niezamierzonym podstępem: Prezes wysunął propozycje, reszta poczuła się zobowiązana do radosnej, niekonstruktywnej krytyki i jedynie wzmiankowany miał sensowny pomysł.  Efektem była całkiem udana sobota, o której parę słów poniżej.

Podczas zabawy nie zdążyłem zrobić żadnych zdjęć, więc wklejam Treja jedzącego banana. Mam wątpliwości czy nie zmieni to aby kategorii bloga na xxx.

Cóż miło się czyta swoją ksywę oraz dobrą markę w jednym zdaniu – dziękuje.Acha zdjęcia Michu wybierał i to jemu zawdzięczacie takie hmmm.. obrazki.
Autor zapowiedział, iż dokładnymi zasadami podzieli się z gawiedzią (zamierzam zebrać wszystkie materiały w jednym pdfie a póki co zapraszam na forum Sztabu gdzie jest wystarczające info by zobaczyć o co w tym wszystkim chodziło), zatem odpuszczę sobie szczegóły a skupię na wrażeniach i emocjach. Te są jak najbardziej pozytywne, choć nie jestem aż taki dobry by o paru niedociągnięciach nie wspomnieć.  Będę się natomiast starał je uwypuklić w formie konstruktywnej krytyki. Zatem zaczynamy w wygodnej formie podpunktów:

1. Gorący start: Na początek sobotniego poranka życie postanowiło nam uświadomić,  iż można tą część tygodnia spędzić interesująco bez towarzystwa spoconych gości i plastikowych pamperków - pozdrowienia dla Pani z kamienicy na Kasprzaka, która swoje chwile uniesień miłosnych transmitowała w formie fal akustycznych o sporej mocy :)

2. Ktoś musi dowodzić ale dlaczego On?:  Na evencie rywalizowały ze sobą dwie frakcje - „tzw. Dobrzy” i  „tzw Źli”. Wyszło na to, że rozkmina i dowodzenie tej pierwszej przypadły mnie i Areckiemu. Uważam, że o ile nie jest do końca możliwe rozdzielenie  graczy z wyprzedzeniem, to bezwzględnie  powinni być wyznaczeni Generałowie. Gdybym wiedział, że to mi przyjdzie rozkmina (a zakładałem inaczej), byłbym się przygotował zgoła inaczej (czytaj - bardziej niż zerowo).  Nie wiem też czy nie byłoby najlepiej, gdyby dowodzący po prostu nie grał.
Na przyszłość już wiem, że na pewno trzeba będzie wybierać szefów frakcji zawczasu ale nie wiem czy jeśli nie będą grali to się będą równie dobrze bawić co inni. Ale mam pomysł jak to obejść wymaga on jednak jeszcze gruntownego przemyślenia.
3. Koperty: Niby nic ale to, że przed każdą grą dostawaliśmy zaklejoną kopertę z zadaniami i misjami w ilości wystarczającej dla wszystkich co było klimatyczne i miłe.
Niestety zabrakło mi czasu by to należycie oprawić graficznie ale następnym razem się zawezmę by niczego nie odpuścić.
4. SAFH i inne pomocne skróty: Rzecz, o której warto powiedzieć mniej doświadczonym graczom. Niezwykle ważne jest aby móc zakomunikować w przybliżeniu istotę swojej armii w ograniczonej ilości słów - jedno zdanie potrafi czynić cuda a taka informacja jest podstawą.
Myślę, że przy generałach wybranych zawczasu takie kwestie rozwiążą się tak zwaną - "siłą rzeczy".
5. Taktyka jest dla ciot: Mój pomysł na grę ewoluował w miarę upływu czasu. W pierwszej turze starałem się przybliżyć graczom scenary i poznać co mają w rozpach. Źli wygrywają 13 do 0. W drugiej turze już wiem kto co wart ale nadal próbujemy dopasować armie jak najlepiej do scenarów. Lepiej ale nadal w plecy 11 do 6. Wygrywamy scenariusze dające bonusy a nie Naprawdę Duże Victory Pointy, co jest rezultatem dawania skomplikowanych scenariuszy bardziej obeznanym graczim. W trzeciej i ostatniej zmiana koncepcji. Są scenariusze ważne i gracze doświadczeni a reszta czynników nieistotna. Po połączeniu obu składników otrzymujemy upragnione zwycięstwo 19 do 18.  Ale za mało i za poźno. Niemniej polecam  to jako pomysł na rozkiminę o wysokim stosunku wyników do zaangażowania :)
6. Czego brakuje Necronom w 5 edycji? : Nasi mega assaultowi BA stosując metodę eksperymentalną i całkowite poświęcenie ustalili, że jest to Stubborn.
7. Tau: Można poszaleć mając aż trzech. Nie ujmuje niczego graczom, którzy mile mnie zaskakiwali wygrywając czasem ale moje wyobrażenie o szansach tej armii z przeciętnym „złym” wygląda następująco (w myśl zasady wielokrotnie na tym blogu przytaczanej, iż jeden obraz to tysiąc słów):

Walka dla miększego bobra. Skala zachowana.

8. Bomby z nieba, strzały znikąd: Bonusy były fajne ale moim zdaniem ich skala była nieodpowiednia. Wpływały trochę na pojedyncze gry a  z perspektywy czasu wydaje się, że byłoby ciekawiej gdyby wpływały turę np. możliwość zamiany gracza po dostawieniu, dodatkowe punkty do przydzielania w danym scenarze itp.
Szczerze mówiąc na to nie wpadłem a jest to bardzo dobra koncepcja warta zastosowania przy następnej okazji.
9. Scenariusze: Najsoczystsza część zabawy, zrobiona w wielkim stylu i z dużym wykopem. Jestem miłośnikiem dziwnych misji i może trochę nieobiektywny będe ale pod tym względem było wspaniale. W każdej turze było 5 różnych misji. Naprawdę różnych. Nie dość, że odbiegały od standardu to jeszcze były całkiem zbalansowane, w tym rozumieniu, iż nawet jeśli któraś ze stron miała teoretycznie mniejsze szanse to dało się przydzielić do niej armię tak aby tą różnice zniwelować. Nasunęła mi się też refleksja odnośnie 5 edycji.  Jej zasady, szczególnie powszechne rezerwy i deep strike, umożliwiają świeże spojrzenie na  misje z dawnych czasów w stylu obrońca/atakujący. Może nie należy ich teraz aż tak unikać na turniejach.  Przykładem są moje ulubione scenariusze z ostatniej tury: Kociol I i II. Na pierwszy rzut oka w obu przypadkach któraś ze stron jest w od razu w lochu ale losowe zaczynanie określane po rozstawieniu i konieczność umieszczenie części armii w rezerwach  sprawia, że nie wiadomo kto ma gorzej. Uważam, że przynajmniej część ze scenariuszy nadaje się po paru grach testowych na jakiś większy turniej i będę Treja do tego zachęcał.
A oto scenariusze o których Michu wspomina:
Kocioł I
Cele Misji: Jeden znacznik na środku stołu.
Wystawienie: Gracz Dobrych maksymalnie 12” od środka stołu. Źli przynajmniej 18” od środka stołu.
Kto zaczyna: Losowo (UWAGA rzut wykonujemy PO wystawieniu).
Rezerwy: Źli MUSZĄ cofnąć HQ oraz HS do rezerw. Inne jednostki również mogą. Rezerwy mogą  wchodzić z dwolnej krawędzi. Dobzi mogą cofnąć jedynie jednostki z FA oraz te posiadające Deep Strike.
Koniec gry: 6 tur.
Warunki zwycięstwa: Wygrywa ten kto ma więcej oddziałów punktujących w całości w 12” od znacznika.
Zasady specjalne: Moc znacznika. Obie strony mogą traktować znacznik jako teleport Homer/ikonę z zasięgiem 9”.
Wynik dla frakcji: 4 NDVP
Kocioł II
Cele Misji: Jeden znacznik na środku stołu.
Wystawienie: Gracz Złych maksymalnie 12” od środka stołu. Dobzi przynajmniej 18” od środka stołu.
Kto zaczyna: Losowo (UWAGA rzut wykonujemy PO wystawieniu).
Rezerwy: Dobzi MUSZĄ cofnąć HQ oraz HS do rezerw. Inne jednostki również mogą. Rezerwy mogą  wchodzić z dwolnej krawędzi. Źli mogą cofnąć jedynie jednostki z FA oraz te posiadające Deep Strike.
Koniec gry: 6 tur.
Warunki zwycięstwa: Wygrywa ten kto ma więcej oddziałów punktujących w całości w 12” od znacznika.
Zasady specjalne: Moc znacznika. Obie strony mogą traktować znacznik jako teleport Homer/ikonę z zasięgiem 9”.
Wynik dla frakcji: 4 NDVP

10. Czy generał powinien się tak pocić? :  Nabiegałem się i napociłem podczas tego eventu. Można to złożyć na brak kondycji ale brakowało chwili przerwy między turami, w której byłyby na przykład pokazane wyniki frakcji, aktualne punkty itp. podobne pierdoły. Dodało by to trochę klimatu i zwiększyło świadomość odmienności od standardowego turnieju. Przez to bieganie i nieustająca walkę z czasem miałem wrażenie pewnego niedosytu. Ale nie zrozumcie mnie źle. To nie tak, że było za mało możliwości. Wręcz przeciwnie. Mam po prostu wrażenie, że wykorzystaliśmy tak 70% potencjału jaki drzemał w pracy jaką Trej poświecił temu eventowi. Stawiam to jako kolejny argument za niegrającymi generałami.  
11. Pozdrowienia dla Gorzowa: Fajnie, że było dużo nowych twarzy. Przy okazji trochę mi głupio, że wrobiłem przyjezdnego w noszenie stołu po grze ale nie było aż tak daleko co? :)
28 graczy - jak na warunki poznańskie w ostatnim czasie to rewelacyjny wynik i to na imprezie z założenia mniej nastawionej na współzawonictwo niż klasyczny turniej. Mam swoje teorie na ten temat.
12. Abbadon nie dotarł: Rzecz oczywista, w końcu krucjata się udała...
I to tyle zebranych myśli na dzisiaj. Dobrze się bawiliśmy chyba wszyscy i mam wrażenie, że ogólna ilość zadowolenia z uczestnictwa była większa niż przy standardowym turnieju. Nie chce Treja martwić ale będziemy chcieli więcej :)
Ja od siebie polecam spróbować raz na jakiś czas pobawić się formułą i zamiast kolejnego turnieju pre-coś tam zagrać coś zupełnie odmiennego. Coś nastawionego mniej na bezpośrednią rywalizację a bardziej odwołujące się do świata. A jeśli zepchnięcie balansu na trzeci plan będzie zgóry zapowiedziane to jego braku nie przeszkadza nawet.

czwartek, 12 sierpnia 2010

Powrót do przeszłości...

...czyli do weekend'u przed zwycięstwem naszej reprezentacji na ETC kiedy to odbyła się Syrenka Zagłady. Doskonale zdaję sobie sprawę czym, żyje aktualnie środowisko 40kowców ale muszę ulżyć swoim kronikarskim zapędom.

A więc, do Warszawy a raczej Piaseczna z Gdynii pojechałem przez Poznań. Z przyzwyczajania ale też trochę wbrew pozoru wygody. Jednak co podróż z ziomami to podróż z ziomami (i tu wielkie podziękowania za towarzystwo dla współ-Sztabowców). Jedynym minusem takich wycieczek jest to, że człowiek na miejsce dojeżdża no... niekoniecznie pierwszej świeżości i w optymalnej formie. No ale przynajmniej humor mu dopisuje (jeszcze przez moment ;) ). Chwila na oporządzenie i zaopatrzenie i zaczęły się bitwy. Nie będę nawet się silił na jakieś battle reporty bo raz - już dokładnie nie pamiętam ich przebiegu, dwa - ostatnio dzięki naszym reprezentantom na froum choćby gildii takich nie brakuje. Przejde zatem od razu do wolnych wniosków i podsumowania.
Bardzo się cieszę, że jest tak impreza jak Syrenka Zagłady w kalendarzu ligowym. Byłem drugi raz i drugi raz się doskonale bawiłem. Zaingerowałbym trochę w listę rzeczy dopuszczonych tzn. odchudził ją odrobinę ale sama formuła bardzo mi odpowieda. Trzeba jednak mieć świadomość wybierając się na ten turniej, że balans to jest ostatnia rzecz którą się tam spotka. O wiele łatwiej natknąć się na jakiegoś potworka pokroju dwa lashe i 4 placki z siłą D oraz Vortex z scenariusza na dokładkę czy inny tytan z czteroma wilczymi lordami do kontry. Z drugiej strony nic nie stoi na przeszkodzie by samemu coś takiego wystawić lub po prostu przygotować się na coś takiego. Tytan strzela jak głupi ale z drugiej strony przy "odrobinie" niefarta schodzi od jednej laski/melty. A stadko melt to wręcz cuda działa. Jeszcze trzeba mieć okazję z nich strzelić no ale po to sie gra - żeby jakieś wyzwanie było. Po prostu jadąc na Syrenkę trzeba trochę odmiennie podejść do czegoś co amerylanie nazwali metagame a co i u nas się przyjęło , przynajmniej jeśli chodzi o termin. Na syrence mamy bowiem zupełnie inny pakiet warunków startowych i niezależnie od tego czy mamy ciężkie zabawkli czy nie musimy się przygotować na tego rodzaju sprzęt u innych i najlepiej trzymać jakiegoś asa w rękawie.
A swoją drogą, posiadanie samemu czegoś ciężkiego też nie zaszkodzi. Najlepiej od razu z maksymalną ilością siły D, jest bowiem ona, nawet po obcięciu nadal morderczo skuteczna. A gdy jeszcze ma placek to już wogóle - rzeź niewiniątek i śmierć niewiernych. A jeśli nie odpowiada nam patforma strzelnicza ktora praktycznie się nie rusza to możemy wziąć jakiegoś Naprawdę Wielkiego Demona tyle, że on może nie zdążyć się zwrócić zwłaszcza jeśli wejdzie w 3 czy 4 turze i nie strzela. Ale i tak swoje powinien zabić.
Jeden z głónych problemów z ciężkimi zabawkami jest to, że o ile gra się w Apo do piwa by przeżyć epickie starcie to ich balns ma 3cio-rzędne znaczenie. Jednak przy okazji Syrenki wychodzi, że za podobne punkty można mieć przedstawicieli dwóch zupełni różnych kategorii wagowych i pomimo podobnego kosztu niektóre rzeczy są o niebo lepsze od innych. Nie ma zatem zbyt wiele balansu (przynajmniej zbyt wiele) ale jest dużo zabawy choćby z spotkania zabawek które trudno spotkać przy innej okazji (przynajmniej na tak małym stole). A takie rzeczy jak np. pojedynek strzelecki dwóch Knightów z Stompą się po prostu pamięta na długo.
Od strony organizacyjnej turniejowi nie można nic zarzucić - baza sanitarna ok. Grill. Każdy stół stał osobno dzięki czemu można było sobie chodzić wokół w poszukiwaniu covera/jego braku. A niska frekwencja dzięki której tak się stało tylko się przełożyła na plus było bowiem kameralnie i wesoło ale i kulturalnie. Sławetne więc z pierwszej edycji syrenki zagłady zostały uczczone scenariuszem ale obyło się bez prób naśladownictwa.
Jak za rok będę miał okazję jadę na pewno. I na pewno biorę tyle ciężkiego sprzętu ile dam radę wepchnąć do rozpiski inaczej bowiem traci się prawie cały urok tego turnieju. A jeśli nawet zdarzy się przegrać za sprawą np. zbiegu scenariusza z armią po drugiej stronie rozpaczać nie zamierzam bowiem taki po prostu jest trademark tej imprezy.

wtorek, 10 sierpnia 2010

Wyniki Mistrzów

Pozbierałem do jednej tabelki wyniki spod tego linku i oto co wyszło:


A, że jeden obrazek to 1000 słów nie przynudzam dalej :)

poniedziałek, 9 sierpnia 2010

Mistrzostwo

Ten tytuł jest nasz!!
Ten tytuł jest nasz!!
Ten tytuł do Polski należy!! 

Wielkie Gratulacje dla naszej reprezentacji na ETC - jesteście WIELCY!!!

Przez weekend czułem się jakbym przeżył 6 ostatnich kolejek sezon Premiership w jednej pigułce. A po dwóch remisach w sobotę emocje były naprawdę wzrosły niebotycznie. Ale w niedzielę w pociągu gdzieś za Bydgoszczą w przypływie netu gdy się dorwałem do gildii i zobaczyłem to co chciałem od początku zobaczyć pomyślałem:

"Jest pięknie."

I za to wielkie dzięki dla Was chłopaki. I jeszcze raz GRATULACJE.

PS. Wywiad z Vladdim będzie. Niech nasz Kapitan się tylko ogarnie i będę go męczył ;).

wtorek, 3 sierpnia 2010

Event machen


W miniony weekend odbyła się Syrenka a również i inne rzeczy/wydarzenia jak choćby ETC (to dla odmiany najbliższy weekend) domagają się skomentowania czy też notki. Jednak w tym tygodniu będzie mi się ciężko tu pojawić i coś sensownego a przy okazji dłuższego naskrobać szykuje bowiem na sobotę event 40kowy w stolicy podziemnych pomarańczy. Jak by ktoś był zainteresowany jak moja koncepcja takiej imprezy wygląda serdecznie zapraszam do tego tematu na forum sztabowym.
Póki co jest tam 5 misji które przygotowałem na potrzeby pierwszej tury zabawy ale po weekendzie zbiorę je wszystkie pewnie w całość i opublikuje wraz z resztą regulaminu. Może kogoś do czegoś zainspirują a skoro już powstały to szkoda mi je od razu chować do szuflady. A póki co do zobaczenia w przyszłym tygodniu. No i oczywiście pamiętajcie ściskać kciuki za naszych reprezentantów przez sobotę oraz niedzielę.

środa, 28 lipca 2010

Syreni śpiew o frekwencji


W ostatnią sobotę udało nam się w pozku wreszcie zgrać naszymi osiami czasu tak by się przecięły i by możliwa stała się kolejna partyjka Apokalipsy. Nie będę wchodził tu w detal co do samej potyczki choć Abbadon znowu zapisał się spaczeniowymi zgłoskami w historii [1] i od razu przejdę do końcowej konkluzji do której doszliśmy po bitwie. Wreszcie było apokaliptycznie i zbalansowanie. No prawie - jeden asset przez który odparowało 30 Death Companistów na wypasie (ale bez plecaków) w jednej chwili miał, no nie ukrywajmy - przynajmniej kolosalny wpływ na przebieg rozgrywki. Ale dzięki nałożeniu limitów na ciężkie zabawki udało się sprawić by obie strony miały zarówno możliwości jak i obawy. A to poszukiwanie równowagi "trochę" trwało bo do tej pory pomimo świadomości problemu balansu i pomimo, że ekipa grająca w Apo w dużej mierze jest stała to różnie z tym bywało.
Jak zatem ma być w tym względzie na Syrence, czyli warszawskim czelku, gdzie będzie dopuszczone praktycznie wszystko? Pewnie nie za bardzo. I myślę, że właśnie rozłąka z choćby próbami zachowania balansu jest głównym powodem fatalnej wręcz frekwencji. Póki co jest zgłoszone 21 osób a pewnie ktoś nie dotrze, czy też się rozmyśli w ostatniej chwili może więc być jeszcze gorzej. Jak Vladdi słusznie na gildii zauważył z każdą kolejną edycją turnieju na listę rzeczy dopuszczonych przenikały coraz bardziej egzotyczne wynalazki. I szczerze mówiąc absolutnie nie dziwię się ludziom, że podchodzą do Syrenki Zagłady z dystansem. Wyobraźnia podpowiada masę zabawek którą będą mieli okazję zobaczyć po raz pierwszy na oczy. A z drugiej strony jest brak wiedzy lub modeli by coś samemu wziąć. A nawet jak ktoś się wybiera "zwykłą" rozpiską do do końca nie wie czego się spodziewać i jak ewentualnie przed tym się bronić lub to najefektywniej zabić. Nawet jakby ktoś chciał nadrobić zaległości w know-how to i tak nie będzie to dla niego trywialne choćby z względu na mnogość źródeł po które musiał by sięgnąć. A część z nich nie jest jakaś szczególnie łatwo dostępna. Jeśli więc ktoś nie grywa raz po raz w Apo i nie ma doświadczenia z zasadami super heavy czy flayerów, nie ma nic na specjalne okazje na półce i musi się przygotować na możliwość dostania łomotu praktycznie ot-tak to rzeczywiście może mieć poważne wątpliwości. Można by je zawrzeć w pytaniu: Po co więc się fatygować na taki turniej zwłaszcza, że konkurencyjnych imprez nie brakuje?
Myślę, że na to pytanie będą musieli odpowiedzieć sobie warszawscy orgowie i wyciągnąć wnioski z tego rocznej frekwencji. Może nie jest konieczne całkowite zarzucanie koncepcji ale na pewno wymaga ona renowacji i to całkiem sporej. Bo wszystkiego na termin nie da się zrzucić.

[1] Po ostatniej wtopie w postaci dostania łomotu w HtH od Vindicatora - czołgu nie assassina czyli tak mówimy o modelu bez WS - nie było łatwo znaleźć przeciwnika na stole na miarę możliwości Abbadona. W końcu napatoczyli się jacyś guardianie: jeden pchał skater drugi miał pilota do niego a ośmiu pozostałym wosk z butów wystawał. All-Mighty-Champion of Chaos prowodyr nastu krucjat zaszarżował na to 95 punktów do zajmowania znaczników. No i streszczenie walki może wyglądać tak: 3 jedynki na deamonic weapon plus 4 rana od wytwórców świec i papa. Nie chce się wierzyć :)

środa, 21 lipca 2010

999


Od jakiegoś czasu biegam sobie po lesie, tak dla funu bo szczerze mówiąc na nic więcej nie mam ambicji. I pierwsze tygodnie mój mózg był w stanie pernamentnego "stack overflowed" za sprawą sygnałów pełnych bólu i cierpienia za sprawą wszystkich komórek z dostępem do jakiejkolwiek końcwóki nerwu. Czułem się jak więzień wyjątkowo cierpliwego Archona. Jednak aktualnie doszedłem do poziomu pozwalającego raz po raz pomyśleć o czymś innym niż "Uwaga! Szyszki!". I w trakcie dzisiejszego truchtania uświadomiłem sobie, że tak w sumie to nie napisałem nic o Panie Trzy Dziewiątki od momentu jego premiery. A minęło przecież od niej już sporo czasu. Postanowiłem nadrobić tą zaległość zwłaszcza, że moment jest całkie dobry bowiem już w przyszły weekend odbędzie się warszawski czelek - Syrenka Zagłady gdzie takie zabawki są mile widzane.
Koszt tego Demonicznego Władcy był jedyną pewną rzeczą na wiele miesięcy przed jego pojawieniem się na stronie Forgewold'u. I jako najdroższy z wszystkich Naprawdę Dużych Demonów wzbudzał wiele spekulacji co dostaniemy za te punkty. No właśnie i co do nas wyszło z Warpa?
Statystki poza BSem, atakami i oczywiście sejwem oscylują wokół świętej liczby Tzeentcha. Jego sejw to 3+ tyle, że podlega zasadom demonicznym czyli jest invem co w połączeniu z przyzwoitym tafem i wiaderkiem ran robi się mocne. Mamy też jako ciekawostkę zasadę pozwalającą odbijać  moce psioniczne. Generalnie, więc Wielkie Ptaszysko wydaje się być nietrywialne do zabicia i całkiem wyporne. Z dugiej strony jak się za coś płaci praktycznie 1000 punktów to nie chce się by to spadało od byle splunięcia.
Ale również chciałoby się by przy tych kosztach by poza tym, że jest na stole to coś jeszcze zabijał i szczerze
mówiąc w tej kwestii jest równie jeśli nie ciekawiej. Bo poza mocniejszymi wersjami giftów z podręcznika demonów jak np. latanie na 20" mamy dwie naprawdę mocne zasady. Pierwsza z nich to tworzenie nowych horrorów co prawda w niezbyt dużych ilościach ale zawsze. W końcu darmowy scooring piechotą nie chodzi, zwłaszcza w ostatniej turze. Druga z nich zaczyna się od wymogu pozastania modelu bez ruchu w movemencie by następnie w shotingu strzelil kilka razy koniczynką (te pięć sklejonych placków 5 calowych) i modele ktore się na to załapią dostają wounda na 4+ (AP 3) lub penke również na 4+. Bez covera. LOS i zasięg nie potrzebny. Nie ma rzutu na trafienie jest za to test liderki który który w przypadku oblania pozwala przeciwnikowi położyć template. Jeśli modele będące celem nie grzeszą sejwem 2+ i/lub Feel no Pain'em to ta moc może zrobić naprwdę sporą czystkę.
Zatem za bardzo niecały kafelek punktów dostajemy model który jest całkiem wytrzymały, mobilny, i z sporymi możliwościami jeśli o zadawanie strat. Czy jest warty tych punktów - szczerze mówiąc nie wiem czy to ma jakiekolwiek znaczenie. Specyfika Apo jest taka a nie inna czyli opłacalność tam czegolwiek nie jest istotna o ile jest to wystarczająco duże by wszystkie zastrzeżenia się za tym schowały. Natomiast Syrenka w roku jest tylko jedna i chyba nikt specjalnie pod ten turniej tego modelu kupować nie będzie. A wyznawcy Pana Zmian i tak wyboru nie mają i żadne skrzydła ich nie powstrzymają.

poniedziałek, 19 lipca 2010

1/3 drogi do Tzeentchowego oświecenia...

... czyli trzecie urodziny.
Jestem przekonany, że gdyby mi ktoś równo 3 lata temu powiedział, że ten blog, z różnymi wzlotami i upadkami ale jednak, będzie przez taki czas funkcjonował - nie uwierzyłbym. Nie, żebym był człowiekiem szczególnie małej wiary - po prostu 36 miesięcy to już, jednak jest kawałek czasu, zwłaszcza w internecie. Dużo się przez ten czas w hobby pozmieniało co doskonale widać gdy zajrzy się archiwum. Ale jednak sama formuła tej pisaniny jest stała. Kręci się to, po prostu, od notki do notki - o tym co uważam za ważne, ciekawe czy też po prostu zacne. Jednak ostatnio zacząłem się ciut poważniej zastanawiać nad pewnymi zmianami i parę pomysłów chodzi mi po głowie. Od razu deklaruje, że nie chcę przeprowadzać jakiejś rewolucji jednak chciałbym parę rzeczy do tego bloga dołożyć czy też pozmieniać.
W sumie planuje to już od kilku miesięcy ale cały czas nie mam możliwości z różnych powodów do tego tak na serio przysiąść. Mam jednak nadzieję a co ważniejsze widoki, że w najbliższej przyszłości się, w końcu, uda. A po tej publicznej deklaracji będę się tym bardziej poczuwał zobowiązany, żeby działać by tak się stało.
A póki co, w ramach prezentu - dla wszystkich szukających "dekoracji" regulaminów turnieji czy innych dyplomów dzielę się takim oto znaleziskiem. Enjoy :)

A good general does not lead an army to destruction just because he knows it will follow.
A good soldier obeys without question. A good officer commands without doubt.
A mind without purpose will wander in dark places.
A small mind is a tidy mind.
A small mind is easily filled with faith.
A good soldier obeys without question. A good officer commands without doubt.
A man can remake the world if he has a dream and no facts to cloud his mind.
All untruths are sedition.
An empty mind is a loyal mind.
Anyone who will not fight by your side is an enemy you must crush.
Be strong in your ignorance.
Better crippled in body than corrupt in mind.
Blessed is the mind too small for doubt.
Camouflage is the color of fear.
Carry the Emperor’s Will as your torch, with it destroy the shadows.
Cease and Repent.
Crush the unholy in all of their many guises.
Damnation is Eternal.
Death is the servant of the righteous.
Destroy the impure.
Doubt is the open gate through which slips the most fatal of enemies.
Even a heretic may repent and in his death be saved. A traitor is forever damned.
Every man is expected to work his fingers to the bone to accomplish the task in hand. And if that proves insufficient, he shall work them to the marrow!
Examine your thoughts.
Excuses are the refuge of the weak.
Exitus Acta Probat: The outcome justifies the deed.
Extreme remedies are most appropriate for extreme diseases.
Faith in the Emperor is its own reward.
Faith is the sturdiest armour. Hatred the surest weapon.
Faith without deeds is worthless.
Faith is the sturdiest armour. Hatred the surest weapon.
Faith without deeds is worthless.
Fear me, for I am your apocalypse.
Fear not the creatures of the jungle but those that lurk within your mind.
For a warrior the only crime is cowardice.
For those who seek perfection there can be no rest this side of the grave.
Follow me if I advance. Kill me is I retreat. Avenge me if I die.
Form follows content.
Guns and warriors are useful but it is our indomitable will that promises the ultimate victory.
Hatred is eternal.
He who lives for nothing is nothing. He who dies for the Emperor is a hero.
He who loses a limb lives on. He who loses his head does not.
He who seizes the moment, he is the right man.
Honour, duty & obedience.
Hope is the beginning of unhappiness.
Hope is the first step on the road to disappointment.
If a job’s worth doing it’s worth dying for!
If you want peace, prepare for war.
If a job’s worth doing, it’s worth dying for.
If you want peace, prepare for war.
In the grim darkness of the far future there is only war.
Innocence proves nothing.
Inspiration grows from the barrel of a gun.
It causes me constant pain. I would not have it any other way, for it serves as a remainder against complacency.
It is better to die for the Emperor than to live for yourself.
Ignorance is a virtue.
Ignorance is no excuse.
In failure are the seeds of Heresy sown.
Information is power.
Innocence proves nothing.
Know thine enemy.
Know your destination before you set out.
Knowledge is power, hide it well.
Knowledge is power, guard it well.
Let faith light the darkness of your soul.
No battle was every won that was poorly planned. No plan ever succeeded that was poorly conceived.
No man that died in the Emperor’s service died in vain.
Nobody is innocent, there are merely varying degrees of guilt.
Not even the dead know the end of war.
Nothing can hide from the wrath of the Emperor.
One man can start a landslide with the casting of a single pebble.
Only the lost understand true terror.
Only in death does duty end.
Only the awkward question; only the foolish ask twice.
Pain is an illusion of the senses, despair is an illusion of the mind.
Peace is hell.
Peace? There cannot be peace in these times.
Perseverance and silence are the highest virtues.
Prayer cleanses the soul, but pain cleanses the body.
Purge the unclean.
Purity is not your best defence; it is your only defence.
Retribution stalks the heretic from afar.
Seek reward in service alone.
Serve the Emperor today, for tomorrow you may be dead.
Sorrow awaits the foolhardy.
Strength through unity.
Strive Harder.
Study the Alien, the better to kill it.
Success is commemorated. Failure is merely remembered.
Suffer not the Alien.
That which is unknown and unseen always commands the greatest fear.
The Cosmos cry out for salvation.
The dead watch over us and guide us.
The difference between heresy and treachery is ignorance.
The Emperor knows, the Emperor is watching.
The end justifies the means.
The enemy of man lies in his own blood.
The only true achievement is purity.
The population needs deception, so deceive them.
The road to purity is drenched in the blood of the martyred.
The wage of negligence is utter destruction.
The wise man learns from the deaths of others.
There is no art more beautiful and diverse than the art of Death.
There is no salvation without suffering.
There is only the Emperor and he is our shield and protector.
Though the artificers of Evil are many, a bolter round kills just as assuredly.
Thought begets heresy: Heresy begets retribution.
To live in peace is to know death, to die in battle is to know peace.
Tolerance is a sign of weakness.
Trust no one else and trust yourself less.
Trust to your faith.
War is Peace, Freedom is Slavery, Ignorance is Strength.
Wisdom is the beginning of fear.
Zeal is no excuse.
Prayer cleanses the soul, but pain cleanses the body.
Sometimes the good must perish so that the rest survive.
The ends always justify the means.
The Known is but a shadow of the Knowable.
The rewards of tolerance are treachery and betrayal.
There is nothing to fear but failure.
There is nothing to fear except fear itself.
Tolerance is a sign of weakness
Victory needs no explanation, defeat allows none.
We are Last Chancers. If in doubt, shoot it.
We ask only to serve.
What can a man know of the Universe that knows not his own mind.
What is the terror of death? That we die, our work incomplete. What is the joy of life? To die, knowing our task is done.
What is your fate? My duty is my fate.
Wiem - wszystko znane itd. ale fajnie, że ktoś tyle tego zebrał w jednym miejscu. A zrobił to a potem umieścił  na forum łódki niejaki Commander Dante.

środa, 14 lipca 2010

Kwadratowa ósemka

Po Michu który dokonał przełomu ingerując, w wydawałoby się stałą, w liczbę autorów tekstów na tym blogu, chcę Wam przedstawić kolejnego zawodnika który zechciał skorzystać z tych gościnnych łam - Kudłatego. Pochodzi z Poznania i jest kwadratowy - w battla znaczy się gra. I choć do tej pory WFB pojawiał się tu sporadycznie stwierdziłem, że nowa edycja jest na tyle dużym wydarzeniem, że warto wyjrzeć poza swoje podwórko. A że sam się znam na tym tak, że nawet wywiadu bym nie dał rady przeprowadzić tym bardziej wdzięczny jestem Kudłatem za ten tekst.

Jako że Michu dokonał precedensu i poszerzył grono autorów bloga to i ja postanowiłem się wprosić. Pisanie o WFB jest dość nietypowe jak na bloga głównie poświęconego tematyce 40k, aczkolwiek wydanie nowej edycji kwadratowego starszego brata jest czymś o czym warto moim zdaniem tu chociażby wspomnieć.
Dobrze nowa edycja, ale co z tego? Wiadomo że gracze widzą tysiące różnic, modyfikacji poszczególnych zagrań czy jak zauważają złośliwi "chęci" zakupu "kilku" dodatkowych modeli. Nie zamierzam się rozpisywać na temat tego czym konkretnie się różni 7 edycja od 8. Zrobiłem taki przegląd jakiś czas temu na forum sztabu, wydawało mi się że pisałem o rzeczach tak oczywistych że każdy je zrozumie. Owszem nieliczni gracze WFB zrozumieli, ludzie nierozumiejący 7 edycyjnych kwadratów zobaczyli przydługawy post o niczym.
Więc czym tak naprawdę jest nowa edycja? Zacznijmy od tego co patrząc z zewnątrz może się podobać w klasycznym warhammerze, a co dotychczas ta gra niestety mocno eliminowała. To co moim, i nie tylko moim, zdaniem jest bardzo istotną rzeczą czyli to jak się gra a przede wszystkim jak armie prezentują na stole. Ta gra ma rewelacyjne perspektywy by wyglądać niesamowicie, ma możliwość przedstawienia bitwy nie jako starcia dwóch przeciwstawnych grupek awanturników ale dwóch armii opartych na oddziałach, chorągwiach i w dodatku wspieranych przez liczne mniej lub bardziej egzotyczne stwory czy postacie. Przecież można było coś takiego wystawić wcześniej więc co się w tej materii zmieniło? Niby niewiele a jednak. Zasady wsparły tworzenie większych oddziałów, co więcej przyspieszyły rozgrywkę więc i w konsekwencji zwiększyły format a co za tym idzie ilość modeli.
Rozpocząłem od zalety systemu to dla równowagi przejdźmy do jego największej wady w poprzednich edycjach czyli dynamiki rozgrywki. Nic tak nie dziwi obserwatora bitwy z wykorzystaniem kwadratowych figurek jak to że tam się często niemal nic nie dzieje. Wszystko na początku wygląda ładnie. Po chwili oddziały zaczynają wykonywać jakieś dziwne taktyczne ruchy, muszą obejść każdy najmniejszy teren, których na stole jest dziwnie mało, bo jak w niego wejdą to przesuwają się wolniej niż pociąg osobowy PKP. Z drugiej strony nawet jak nie mają naprzeciw terenu to starają się nie wejść w efektywny zasięg przeciwnika, a jak już wejdą to i tak uciekną. Nie każda bitwa tak wyglądała ale nie była to dynamika czterdziestki. Co w takim razie uczyniono by była to gra a nie układnie fajnie wyglądającej scenki na makiecie? Tu zrobiono bardzo dużo, od przebudowy działania terenów, po wprowadzenie losowości w kilka miejsc by rozgrywka miała w sobie trochę więcej z niepewności bitwy a mniej z szachów.
Skoro jest tak fajnie to co jest nie tak? O ile gracza 40k true line of sight w grze od jakiegoś czasu nie dziwi, o tyle dyskusja o tej zasadzie na głównym forum kwadratów i próba jej naprawy może zadziwić. Tak w środowisko WFB istnieje ciąg do tworzenia Polhammera i poprawiania GW, ale to już temat na osobny wpis. Natomiast co się z samą grą stało? Zamieniono produkt bardzo taktyczny, wręcz hermetyczny na znacznie szybszego ale zarazem prostszego i bardziej losowego bitewniaka. Dla nowych graczy jest rewelacja, dla starych wyjadaczy kolejny powód by w każdym poście na forum przypomnieć że lepiej już było. No i zasada która ma na forach niemal samych przeciwników, a moim zdaniem jest rewelacją bo pozwoli wejść młodym a jednocześnie przyspiesza grę - w 8 edycji wolno Ci zmierzyć, nie trzeba już oceniać i zgadywać. Czy to dobrze? Teraz zamiast marudzić na to że zabrakło milimetra będziemy po prostu marudzić na rzuty. Z ciekawszych rzeczy dostosowano grę do większych formatów i puszczono wyraźne sygnały że Apokalipsa w WFB to tylko kwestia czasu. Jest również coś co zawsze było w 40k a u nas nazywało się pitched battle czyli scenariusze, nie są na razie zbyt rozbudowane ale widać światełko w tym tunelu.
Czy mając perspektywę kupowania kolejnej armii na okrągłych podstawkach warto się zastanowić nad kwadratowymi? Odważna teza jak na tego bloga. Moim zdaniem należy poczekać co się stanie z największą wadą tej gry z 7 edycji czyli jej balansem armii. GW wydał co prawda erraty do wszystkich armii z okazji wyjścia edycji aczkolwiek przy tak dużych zmianach trzeba zagrać wiele testów by sprawdzić czy otrzymaliśmy nowy rewelacyjny produkt czy po prostu wesołą nawalankę w klimacie fantasy. W Poznaniu pierwszy turniej 24 lipca i wtedy się dowiem czy słusznie szydzę z wszystkich forumowych malkontentów czy może to oni mają rację.

poniedziałek, 12 lipca 2010

Ta pierwsza figura

Nie wiem czy to za sprawą ostatnio obejrzanego Toy Story 3 czyli historii o porzuconych zabawkach, czy też wywiadu gdzie jakiś raper z LA opowiada o swoim pierwszym Low-Raiderze i dlaczego go nigdy nie sprzeda, naszła mnie pewna refleksja - co właściwie stało się z moją pierwszą figurką do 40ki?

I po powszechnej mobilizacji wśród szarych komórek chyba sobie przypomniałem - sprzedałem ją. A raczej jego bo to ork z drugiej edycji był. Jeden z wielu identycznych Goffów które były w ówczesnej podstawce. I stał się ofiarą mojego pomysłu sprzed jakiś 12 czy 13 lat pt. sprzedaje wszystkie figurki przecież nie będę w to już więcej grał. Tiiaaa.... ach te grzechy młodości popełniane w poczuciu pełnego oświecenia. Ale zielonych, podobnie zresztą jak dark elfów, już nie mam. Jedyne co pozostało po tych czasach to smok którego używam do dziś w charakterze dużego demona (a wcześniej bestii).
To co w tej sytuacji jest najśmieszniejsze to to, że moją pierwszą figurkę kupioną jeszcze "za szczeniaka" od razu dałem do profesjonalnego jak na tamte czasy malowania. I miałem jednego takiego typa jak z zdjęcia w podręczniku i 20 takich prosto z ramki. Był więc szefem i naturalnym proksem na wszelkich bossów. I choć przeszedł swoje to nawet bardzo się nie poobijał. Zgaduje, że jednak jego nowy właściciel nie zachwycił się malowaniem i go szybko utopił w jakimś docie czy innym odczynniku.
Piszę to wszystko po to, by Was drodzy czytelnicy spytać o Wasze pierwsze figurki - co to byli za jegomoście i co się z nimi stali. Zapraszam do komentarzy.


piątek, 9 lipca 2010

O punktach...



Od już prawie roku mam okazję bardzo regularnie korzystać z usług PKP i staram się zawsze w trakcie takiej podróży mieć jakiś kodeks pod ręką. Nie waży on zbyt wiele w kontekście całego bagażu, a skoro fora rozpisek wyrżnęły o dno i chyba tam się już zakopały na dobre to trzeba sobie radzić samemu. I tak np. w ostatnim czasie najczęściej towarzyszy mi kodeks bladzi. Próbowałem nawet złożyć na jego bazie parę rozpisek ale napotkałem jeden poważny problem. Mianowicie w sumie to nie wiem na ile te rozpy składać.
Back in old good days wszystko było prostsze ;). Co drugi turniej regulamin sprowadzał się do wpierw półtora a później dwóch tysięcy punktów oraz rikona, klinsa i tejka end holda. Dzięki temu, jak człowiek przymierzał się do jakiejś armii wiedział, że składając rozpiskę na 2k pktów będzie miał dobry fundament armii - bo ewentualnej redukcji będźie mógł grać na zdecydowanej większości turnieji ligowych. A obecnie trudno wskazać takowy format. Bo mam wrażenie, że zdecydowana większość imprez jest na punkty gdzieś pomiędzy małe a bardzo małe. I choć osobiście nie jestem fanem 2k bo lubię kiedy składanie rozpiski jest  sztuką kompromisu a nie wizyta w sklepie z zabawkami to jednak nawet turnieje na takie ok 1750 są jakby rzadziej niż przykładowo 2 sezony sezony temu. Choć może to tylko moje wrażenie bazujące na wybiórczej percepcji. Ale spójrzmy jeszcze raz na tą listę.
Battle Cannon - 1800 (duże).
Grill'n'Chill - 1250 (małe).
Syrenka 2300 - zdecydowanie duże.
3city Heresy - małe.
Arena - nie wiadomo jeszcze - zainteresowanych zapraszam tutaj. Przyjmę, że i małe i duże.
Halo Stars - zgaduje, że duże.
Mini Wars ostatnio 1550 czyli na obecne standardy duże.
Dice Crusher - małe
Wojna Światów - małe.
Czyli mamy równowagę ale wśród turniej sklasyfikowanych na duże punkty jest taki na okolice 1550 oraz taki gdzie oprócz dużej armii można spotkać również tytana co skutecznie sporo ludzi od niego odstrasza.
Nie jestem przeciwnikiem małych punktów wręcz przeciwnie - bardzo je lubię. Gra się szybciej więc jest więcej czasu na pogaduchy i całą tą otoczkę turniejową. Ale z perspektywy osoby składającej nową armię mam problem. Mianowicie kiedy człowiek bierze się za kodeks takich np. wspomnianych wcześniej BA to chce w rozpie zmieścić tyyyyle rzeczy i nawet na konkretne pkty to nie jest łatwe; a co dopiero jak ma się ich do dyspoozycji około 1300 gdzie właściwie wchodzą troopsy, szef, trochę strzelania i jakaś maleńka zajawka.
Z drugiej strony można złożyć rozpiskę na niewielkie punkty i mieć armię którą się pogra na połowie turnieji w sezonie. A plusy - poza tym najbardziej oczywistym czyli graniem nową armią - takiego rozwiązania są oczywiste - jak choćby mało malowania czy niższe koszta całej zabawy. Może więc to jest rozwiązanie i czas wrócić do kodeksu by zamiast próbować zmieścić wszystko co fajne to złożyć małą armijke i iść zgodnie z duchem czasu.

poniedziałek, 5 lipca 2010

Spalony Grill

Cały weekend gdzieś tam na granicy świadomości pałętała mi się myśl, że gdzieś tam "...set" kilometrów stąd ziomy grają w 40ke na pełnym luzie i w dodatku przy grillu. Czyli coś jak zazdrość ;). Z różnych powodów odpuściłem sobie jednak łódzkiego chelka - Grill'n'Chill i tym większe było moje zaskoczenie gdy zobaczyłem dziś rano flame na różnych forach (największa kompilacja myśli i opinii na ligowej). W skrócie sytuacja wyglądała tak:
Cebul napisał:

Hej. 
Po chwili przemyślenia i ochłonięciu, chciałbym zapostulować o zmianę rezultatu turnieju. 
W ostatniej bitwie rzeczywiście zgodziłem się na zaproponowany przez Emeryta wynik, przez co wskoczyłem na 2 miejsce, wyprzedzając Romana, któremu ta nagroda się należała. 
Niniejszym zrzekam się nagrody za drugie miejsce na rzecz Romana, przekażę mu ją przy naszym najbliższym spotkaniu. Przepraszam stary, zbłądziłem, zrobiłem dokładnie to, czemu byłem przez cały sezon przeciwny i co potępiałem. Mam nadzieję, że zrozumiesz i wybaczysz. 
Podobnie przepraszam innych graczy. 
Jeżeli chodzi o miejsce 3 prosiłbym Inqiego o wyłonienie osoby, która je w tej sytuacji zajęła. Osobiście widzę 2 rozwiązania, albo po prostu wpisanie mi 0 pkt za ostatnią bitwę, lub 0 pkt za całość turnieju. 
Proszę tylko o nie wyciąganie konsekwencji w stosunku do Emeryta, wygrał ostatnią bitwę znacznie, chciał dobrze dla kumpla. 
Przepraszam wszystkich, takie rzeczy nie powinny mieć miejsca, szczególnie na TAKIM turnieju... 
Mam tylko nadzieję, że uda mi się jakoś odpokutować winę. 
Jeżeli chodzi o punkty rankingowe, proszę o podjęcie decyzji przez organizatorów oraz wypowiedzenie się głównej osoby poszkodowanej, czyli Romana oraz osoby, która wskoczy teraz na 3 miejsce.
Orgowie spod znaku Ośmiornicy postanowili zarówno Cebula jak i Emeryta ukarać dając im obojgu po 0 punktów za ostatnią bitwę. Wydaje mi się to być minimalnym wymiarem kary ale krucjaty na rzecz dołożenia im nie zamierzam prowadzić zwłaszcza, że Cebul się przyznał i to w tempie ekspresowym. Ważniejsze dla mnie w tej sytuacji jest by nasi koordynatorzy wyciągnęli wnioski z niej i przygotowali się do, niestety możliwej, powtórki w przyszłości. Bo szczerze mówiąc czytując niektóre posty na liście ligowej mam wrażenie, że niektórzy by najchętniej zamietli sprawę pod dywan wychodząc z założenia, że sytuacja nigdy się nie powtórzy. Jednak ja nie podzielam tak optymistycznej wizji naszego środowiska choćby z względu temat ostatniego lokala zeszłego sezonu w Warszawie, który wypłynął niejako przy okazji:
Miszczu napisał:

Przyznawanie sie do braku podręcznika już przy oddawaniu wyników końcowych (a gdzie była uczciwość w tej sprawie wcześniej) tak aby kolega wygrał turniej nazywamy "czyimś wyborem i brakiem oszustwa"? 
Nie został nikt pokrzywdzony? Przecież wszystko jest ok. Osoby uprawnione do głosowania (top5) były te same? Wybrano by zapewne tych samych ludzi? 
Proszę was. Bez takich. Tak jak mówiłem o sprawie postanowiłem zapomnieć i nie wracać. Ale tego typu wypowiedzi mną troszkę trącają. 
Zachowanie, które miało miejsce w poprzednim sezonie jest dla mnie takim samym oszustwem jak każde inne w tej kategorii. Nawet dużo gorsze bo miało niebagatelny wpływ na wiele spraw. Dla przypomnienia 
a) zajętego miejsca przez graczy w lidze 
b) wyboru 3 osób w squadzie na ETC (kto wie jak by potoczyły się głosowania i kto by został dobrany do drużyny) 
Jak widać w lidze się dzieje i to nie najlepiej a wraz z wzrostem liczby ludzi walczących o punkty ligowe tych którym nie uda się oprzeć różnym pokusom będzie coraz więcej. Wychodzenie więc z założenia, że chłopaki się przyznali to po 0 punktów, wiedzą że zrobili źle więc zapomnijmy o sprawie jest dla mnie błędem. Bo wyobraźmy sobie analogiczną sytuację tyle, że nie przy okazji drugiego lecz ostatniego czelka w sezonie. I pamiętajmy, że sporo ludzi walczących o Top 5 czyli pewne miejsce w reprezentacji Polski na ETC to równocześnie koordynatorzy. I oni mieli by podejmować decyzję o ewentualnej karze dla delikwenta który sprzedał jakiś wał, która równoznaczna by była z decyzją kto np. zajmuje 5te miejsce? Może lepiej uniknąć posądzeń o prywatę i inne niskie pobudki i zawczasu przygotować się od strony regulaminu?
Oczywiście można zacisnąć kciuki by były to martwe punkty regulaminu i może kiedyś się je wykreśli. Bo takie zapisy o wałowaniu na pewno nie zdobią zasad zabawy w ligę ale spójrzmy prawdzie w oczy - nie wszyscy potrafią do tego podchodzić jako wyłącznie zabawy. I oni też  swoją postawą kształtują tą ligę.  Niestety.
A najbardziej mnie irytuje możliwość, że jakiś początkujący adept hobby wygoogla któreś z for z ochotą poszukania ludzi do grania w swojej okolicy i trafi na taką dyskusję po czym stwierdzi "w pompie to mam" i sprzeda wszystko co zdążył kupić w cholerę bądź ograniczy się do grania z kumplami . Bo dwóch zdobywców nagród środowiska czyli Młotków miało moment słabości/zaćmy/whatever i postanowiło zabawić się w PZPN i sobie podrukować.

wtorek, 29 czerwca 2010

O Mechanicusach i nie tylko z Perzanem. Czyli wywiad hobbystyczny....

.... a w tle tytany, tytany, tytany.

Jak się część z Was orientuje ostatnio sporo czasu spędzam w Trójmieście i siłą rzeczy zacieśniają się moje więzy z Słoną Sceną 40ki ;). I ponieważ mam okazję poza wszystkimi innymi przezacnymi personami spotykać się między innymi z tegorocznym zwycięzcą młotka w kategorii Twórczość fanowska czyli Perzanem olśniło mnie, żeby przeprowadzić z nim wywiad. Taaaa-daaaammm. Koncepcja wydala mi się zacna ponieważ Perzan nie tylko wyleczył kilka osób z pomysłu robienia własnego podejścia do Mechanicusów (w tym i mnie) ale również zawodowo zajmuje się robieniem armii i modeli pracując w Micro Art Studio. Żal nie skorzystać z okazji i nie spytać o to i owo. Zwłaszcza, że dotychczas opublikowane wywiady spotkały się z sporym zainteresowaniem. I choć ten jest o trochę innym aspekcie hobby to tematyka nadal jest wybitnie ciekawa, no i te linki...

Okładka jednego z nr Firebase'a. Można dostrzec dość czytelną inspirację.


Twoje początki z Wh40k - kiedy zacząłeś grać jaką armią i dlaczego akurat tą?
Moje pierwsze spotkanie z bitewniakami w ogóle a z 40ką w szczególności odbyło się na dywanie u mojego kuzyna, Kacpra, gdzie przeglądałem jego White Dwarfa i oglądałem jego krasnale i wysokie elfy jego brata. W którymś miejscu White Dwarfa natknąłem się na rozkładówkę, gdzie drugoedycyjni Ultramarinsi odpierali bohatersko szturm Eldarów (albo odwrotnie) na zielonych polach jako żywo przeniesionych z Irlandii. Podobno powiedziałem wtedy coś w stylu "jakie to głupie, przyszłość a oni walczą na miecze... Ale ci z białymi głowami i piąchami w pasy wyglądają fajnie.
Na imieniny w 1998 dostałem od Kacpra swoja pierwszą figurkę, Terminatora Deathwingu z Assault Cannonem. Pomalowałem go na czarno ("bo czarny jest cool") farbkami emaliowymi Humbrola. Boże, ale był po tym brzydki.
Jaka byla Twoja pierwsza konwersja i kiedy ją wykonałeś?
Pierwszą konwersją było przemalowanie II wojennej Pantery w barwy Dark Angelsów i przyczepienie jej dwóch połówek długopisu jako twin-linkowanych lascannonów. Próbowałem wystawiać ją jako Razorbacka. Wiecie jakie to bydle jest duże w skali 1:35? 
Pierwszą poważną próbą było zbudowanie od podstaw wyrzutni do Whirlwinda ze styropianu oklejonego papierem. No i Marine trzymający głowę Orka za kitę w ręce. Któż go nie zrobił w tamtych czasach?
Kiedy i w jakich okolicznościach 40kowe modelarstwo z "tylko" hobby przerodziło się w prace?
Dość wcześnie wpadłem na pomysł że mogę malować innym dzieciakom figurki bohaterów za pieniądze. Pomalowałem tak jednego goblina i jednego krasnoluda. Plastikowych, jednoczęściowych. Pierwszą kaskę za swój oddział zrobiony specjalnie na sprzedaż dostałem jakoś tak po pierwszym roku studiów. Było to 10 mutantów do LatD, sprzedali się jakoś tak za 70 dolców.
Czy po pracy w studiu dłubanie przy własnych figurach daje jeszcze tyle satysfakcji co kiedyś, gdy to była wyłącznie zajawka?
Ehh... Swoje modele dają mnóstwo satysfakcji, problem jest taki że po powrocie do domu już mi się nie chce brać nożyka ani pędzelka do ręki, więc swoje modele robię niejako w godzinach pracy. A kto nie pracuje ten nie je... 
No i inna kwestia - miałem zajawkę na Orki parę lat temu. Zrobiłem sobie oddział, ciężarówkę, wycackałem ich na maksa. Zacząłem budować 6 pojazdów, 2 warbossów, nakupiłem i posklejałem ze 100 modeli... I co? Zgłasza się klient który chciałby zrobić Orki wzorowane na Kriegach. Wow, super! Robię mu armię i po tym nie mam już ochoty robić sobie orków.
W wielu twoich modelach czy wręcz armiach widać fascynacje Adeptus Mechanicus - dlaczego właśnie oni?
Głównie dlatego, że nie ma do nich modeli, a szkice są głównie Blanche'a - dość dowolne. Po za tym zawsze chciałem być cyborgiem. Adeptusi są dziwni, pełni sprzeczności i niedopowiedzeń. Budują wszystko co Imperium potrzebuje, ale też na pewno setki rzeczy które tylko mają dowieść jakiejś teorii lub tylko posłużyć do wykonania jednego zadania. Skupiają największych wizjonerów i wtórnych wyrobników. Modyfikują jednostki do pełnienia określonych funkcji, dodając lub odejmując. Według jakiego klucza? Prowadzą zakrojone na skalę całych układów gwiezdnych ekspedycje, mają własne floty, a jednocześnie przez kilka wieków debatują czy dany pomysł jest zgodny z ich credo. Wszystko to i wiele więcej.
Czy poza AM jest w 40 millenium jakaś frakcja która Ciebie fascynuje i której chciałbyś poświęcić czas i ją odpicować?
Orki w klimacie piratów - Freebootaz!. Poza tym Latający Cyrk Monty Goblina, czyli armia Goblinów używająca jakiegoś kodeksu gdzie można wystawiac dużo małych i większych samolocików - mam 12 samolocików i goblina z lunetą w sterowcu - co z tego będzie?
Pytanie którego nie mogło zabraknąć: metale czy plastiki? Ale z uzasadnieniem :)
All the way plastiki. Lżejsze, łatwiejsze do cięcia i sklejania, łatwiej się magnetyzuje, oraz w dzisiejszych czasach maja już lepszy detal niż metale. Poza tym odlewnicy by GW totalnie paprają robotę - modele mają wąsy w losowych miejscach i czyszczenie ich to koszmar. No i najważniejsze dla gracza - farba nie odpryskuje jak figurka się o coś otrze!
Jak oceniasz na ile ważny w branży w której działasz ważny jest talent a na ile "chęć szczera" i po prostu wytrwałość?
10-20% talent i 80-90% wytrwałość. Jeśli ktoś ma talent to da mu to jedynie to że chętniej będzie malował na początku (bo mu będzie lepiej wychodziło). Wystarczy determinacja i samokształcenie (polecam sekcję artykułów z CMON) - czytać i od razu próbować to namalować. Codziennie spędzić godzinkę z pędzlem w ręku - sprawność motoryczna i pamięć ruchowa jest ważna. Starać się przez co najmniej pół roku każdą figurkę pomalować lepiej niż poprzednią. Chować swoje poprzednie figurki i wyciągnąć je dopiero po pomalowaniu kilku kolejnych modeli. Obiektywna ocena różnic i postępu.
Jak oceniasz digtalizacje procesu rzeźbienia i coraz większy udział w procesie tworzenia nowych modeli komputerów i drukarek 3d?
Jest to kolejne narzędzie do wykorzystania. Jak na razie prawie każda technologia odlewania 3d zostawia linie, ale jakość jest coraz lepsza. To co GW robi z plastikami jest fenomenalne. 
Prawda jest taka że wyrzeźbienie jednego karabinu (czy dowolnego innego niewielkiego detalu technicznego) ręcznie zajmuje około 10 godzin. A są to bardzo proste kształty na kompie. Z drugiej strony, realistyczna twarz ma pizdyliard poligonów. A wprawnemu rzeźbiarzowi zajmuje maksymalnie 30 minut.
Uważam że jest to kolejne narzędzie do wykorzystywania. Nie korzystanie z niego jest jak jedzenie zupy widelcem. Trzeba jednak pamiętać że czasem może to być barszcz i łatwiej go wysiorbać.
Czy z punktu widzenia profesjonalnego malarza Polska to jakikolwiek rynek, czy jednak liczy się tylko tzw. zachód?
Hmm... Janek twierdzi że podobno malowaliśmy jakąś armię dla Polaka lub dwóch. Ja robię kilka armii rocznie i najbliższy Polaka był Niemiec mieszkający w Szczecinie. Oceńcie sami ;)
Z realizacji jakiego zlecenia jesteś szczególnie dumny?
Kriegowe Orki oraz szarzy Eldarzy po równo, z różnych powodów. Orki były totalną samowolką, sugerowałem coś i dostawałem "OK", rzeźbiłem coś i było "cool", malowałem jak chciałem i było "wonderful" Zrobiłem coś co sam chciałem, wyszło zarąbiście i jeszcze klient był zadowolony.
Zielona galeria.
Eldarów z kolei poprzedziło 30 telefonów i 100 maili ze Stanów uzgadniających każdy szczegół. Jednego Falcona przemalowywałem 3 razy. Poprawek i kręcenia nosem było co niemiara. Rezultat końcowy jest jednak chyba najlepszą armią jaką zrobiłem. No i robię ją dalej :). Zmieniła właściciela, a nowy zażyczył sobie najpierw troopsów, a potem tytanów.
Szara galeria 1
Szara galeria 2
Szare tytany
Czy planujesz nowe modele do Brotherhood of Iron? A może coś zupełnie nowego?
Pewnie, chcę rozszerzać tą linię. Dostałem kilka sugestii od fanów modeli, ale wszystkie czekają na lepsze czasy - robiąc Iron Brotherhood odwlekam sobie wypłatę... Na pewno chcę zrobić jeszcze ze 2 wersje Stalkera.
I na zakończenie może jakaś "złota porada" malarska na poziomie beginer? Żeby było na czasie może odnośnie czołgów.
Czołgi... Nie bać się drybrusha, ale robić go profesjonalnie - duży miękki okrągły pędzel (stary GW "Tank Brush" jest najlepszy, nowy płaski "Drybrush" nadaje się tylko do washowania), i farba wytarta do sucha - tak że pędzel przeciągnięty po palcu ledwo wydobędzie linie papilarne, ale nie zostawi smug.
Wielkie dzięki za odpowiedzi i poświęcony czas.
Polecam się na przyszłość ;)

poniedziałek, 28 czerwca 2010

Fotki z Wojny Światów 2010, czyli o korzyściach czyszczenia pulpitu

Michu dostał ostatnio jakiegoś kreacja-boostera na czym korzystacie i Wy, drodzy czytelnicy i ja czy raczej moje wewnętrzne, zawyżone wymagania motywacyjne. Leń znaczy się. Dziś krótko ale z drugiej strony biorąc pod uwagę, że jeden obraz to tysiąc słów to całkien niezła nowelka przed wami.

Żeby uniknąć niedomówień od razu zastrzegam, że Michu wybrał to zdjęcie. :)

Czołem, nadaje Michu. Jak niektórzy pamiętają podczas tegorocznej Wojny Światów pomagałem w sędziowaniu (jak co roku...). Jednocześnie moją nieznajomość zasad w ówczesnym okresie określiłbym jako tak ca 1,5 edycji. Połączenie tych dwóch faktów spowodowało, iż dla bezpieczeństwa zgromadzonych postanowiłem skupić się raczej na wynieś/przynieś/pozamiataj/ oraz robieniu zdjęć. To ja byłem tym osobnikiem przemykającym ze statywem i testującym wytrzymałość drabinek podczas wspinaczki (bo przy mojej sprawności fizycznej była to wspinaczka...).
Niestety, zdjęć owych nie było dane mi pokazać. Zbieranie gratów i noszenie stołów w niedzielę (z roku na rok sił mniej, tylko twarze te same) nieco mnie wyczerpało i zapomniałem zapiąć plecak, w którym wcześnie umieściłem futerał z aparatem. Futerał mięciutki, trawniki przez które skracałem sobie drogę bujne i nawet nie usłyszałem jak sprzęt opuścił swoje miejsce. Przypuszczam, iż długo nie leżał samotny - przy okazji, pozdrowienia dla nowego właściciela...
I byłby to koniec historii, gdyby nie odkrycie dokonane parę dni temu. Zmuszony byłem bowiem do odpalenia na laptopie na dłuższy czas systemu windows (ostatnio robiłem to na WŚ). Komunikat o nieużywanych ikonach, pobieżne spojrzenie na pulpit  i tadaaa! Folder z fotkami z turnieju. Okazuje się, iż byłem na tyle sprytny, że zarchiwizowałem foty z pierwszego dnia. Niestety na tyle sprytny aby zrobić tak z drugim albo o tym pamiętać nie byłem. Jednak dzięki temu możecie sobie na chwilę wrócić wspomnieniami do ostatnich dni marca korzystając z poniższego linka go galerii:

czwartek, 24 czerwca 2010

Spearhead.

Numer 366 White Dwarf'a ma sporą szansę przejść do historii (podobnie jak Włosi i Francuzi - nie mogłem się powstrzymać ;) ). Dawno, ale to naprawdę dawno nie było wydania płatnej gazetki reklamowej GW o takim stężeniu sensownego materiału. I nie, żeby było go Tzeentch wie ile. Po prostu wystąpił w całych dwóch odsłonach. O jednej czyli zasadach do eldarskiego Night Spinnera już tu pisałem. Natomiast o drugiej czyli zasadach Spearheada dziś coś skrobnę.

Spearhead czyli nowy dodatek koncentrujący się na walkach czołgów. Zatem wszyscy gracze 40ki którzy na dźwięk słów Łuk Kurski popadali w zadumę bądź dostawali gęsiej skórki dostali swój prezent pod choinkę już w czerwcu. Przynajmniej w teorii a w praktyce?
W praktyce dostajemy nowe misje w ilości 3 sztuk oraz nowe strefy wystawienia, wszystkie obrócone o 90 stopni względem tego do czego przywykliśmy (by podnieść znaczenie transportów i zasięgów na niektórych czołgach) również w ilości 3. Czyli mamy 9 kombinacji powstających, przynajmniej wg. GW, po rzucie kostką. Oprócz tego zapis o scorowaniu przez czołgi oraz walkery powodowany oczywistymi względami. I jeśli chodzi o część Białym Krasnalu to by było tyle jeśli chodzi o rzeczy ważne. Natomiast to co najistotniejsze w tym całym dodatku to formacje pojazdów nazwane (dla odmiany) spearheads które można ściągnąć z strony Games'a. Nie da się ukryć, że niektóre z nich są całkiem, całkiem ciekawe. Niektóre dosyć oczywiste (Tank Hunter Spearhead), a na niektóre nie mam pomysłu. Jednak ja patrzę przez pryzmat konkretnych armii a pomimo, że wszystkie są dostępne dla wszystkich to jednak z konkretnymi bonusami lepiej mogą się sprawdzić te a nie inne pojazdy. Poza zasadami specjalnymi unikalnymi dla każdej z nich warto pamiętać o większych możliwości strzelania pojazdów wchodzących w skład takiej formacji zarówno jeśli chodzi o siłę ognia jak i o możliwość jego dzielenia.

Na temat praktycznego zastosowania tego dodatku nie mogę się jeszcze wypowiedzieć ponieważ nie miałem okazji go przetestować lecz mam nadzieję szybko to nadrobić. Aczkolwiek analizując go tak z boku mam wrażenie, że w równej części pisali go zawodnicy z studia jak i z działu marketingu. Już wcześniej np. przy okazji Apokalipsy podnosiły się takie zarzuty lecz wtedy (zresztą do teraz) mi one szczególnie nie trafiały do przekonania. Natomiast takie dosyć mocne boostowanie wszystkiego co mech kiedy i bez tego jest to mocne pachnie mi pomysłem na jeszcze większe wzmocnienie sprzedaży czołgów. Zwłaszcza, że formację promują raczej hurt a nie detal. Ale może ja w złą stronę odwróciłem nos i w rzeczywistości ten dodatek jest lepszy od Planet Strike czy Cities of Death które..., no... furory nie zrobiły. Poprzeczka zatem nie wisi zbyt wysoko. Pogram - dam znać a jakby ktoś już miał okazję niech się nie krępuje i zapraszam do komentarzy.

wtorek, 22 czerwca 2010

Czy wielkość gwiazdki też się liczy?

Michu strikes back.
Po pierwszym tekście, który sądząc po ilości komentarzy i generalnie tzw. feedbacku przypadł Wam do gustu, Michu postanowił pójść za ciosem. I o ile poprzedni tekst pozwalał nam podróż za ocean by zajrzeć jak tam podchodzą do turnieji tak teraz dostajemy wehikuł czasu i możemy cofnąć się w przeszłość naszej, polskiej, sceny turniejowej oraz zobaczyć jak się ona zmieniała.
Inspiruje do refleksji.



Czołem. Po raz drugi korzystając z uprzejmości Treja prezentuje swoje wypociny. Tym razem również o scenie turniejowej ale z nieco bardziej syntetycznego ujęcia.
Jak niektórzy zapewne wiedzą, jestem geografem. Najbardziej widocznym tego objawem jest absolutny brak orientacji w terenie, kwitowany zazwyczaj rubasznymi uwagami towarzyszy podroży. Jednak nie tylko. Dodatkowo zdarza mi się czasami zastanawiać nad przestrzenną naturą zjawisk. Od jakiegoś czasu kołatał mi się po głowie pomysł zobrazowania historii rozwoju czterdziestkowej ligi w postaci serii map. Niestety czas ten stawała się coraz dłuższy i dopiero nałożenie się kilku elementów sprawiło, iż zamiar ujrzał światło dzienne. Było to możliwe przede wszystkim dzięki dostępności danych ligowych na wiadomej stronie, mojemu powrotowi do grania, gościnnym łamom bloga Treja oraz konieczności przygotowania nowych zajęć dla studentów (kolejność przypadkowa).
Spośród różnych możliwości porównania dostępnych danych wybrałem, zainspirowany Młotkami, tzw. dynamikę ośrodka. Jednak aby wyrazić ilościowo udział danego miasta/ośrodka w ogólnym obrazie ligi potrzebowałem jakiejś pojedynczej, mniej abstrakcyjnej wartości. Po agregacji danych do skali ośrodka, jako oczywiste nasuwają się dwie: liczba graczy oraz suma zdobytych punktów. Jednak pojedyncze bezwzględne wartości nie oddają dobrze natury zjawiska a dodatkowo wydawało mi się, iż należy problem traktować całościowo. Przyjąłem zatem założenie o równoważności obu cech oraz porównałem je do sum dla całej ligi. Tak powstał wskaźnik nazwany przeze mnie roboczo Wskaźnikiem Dynamiki Ośrodka (WDO) obliczony następnie dla poszczególnych sezonów według wzoru (daje on udział procentowy):

WDO = (((ilość graczy / suma graczy w sezonie) + (ilość punktów / suma punktów w lidze))/2)*100    

Efekty powyższych działań można zobaczyć pod następującym adresem. W lewej kolumnie (Warstwy mapy) można przełączać efekt obliczeń dla poszczególnych sezonów. Miasta zaznaczono symbolami w postaci gwiazdek (patrz tytuł), których wielkość jest zależna proporcjonalnie od wartości wskaźnika WDO. Dla zachowania czytelności mapy wszystkie miasta poniżej 5% WDO mają taka samą sygnaturę. Podobnie etykiety miast, jednak przedział proporcjonalności wynosi tutaj 5-15 (aby zobaczyć nazwy mniejszych miejscowości trzeba powiększyć wybrany fragment mapy).
Interfejs użytkownika jest dość intuicyjny - przybliżanie, oddalanie, powiększanie. Można pobrać link do aktualnego widoku i przesłać matce aby podziwiała lub ściągnąć w postaci obrazka. Dodatkowe funkcjonalności pozwalają dobrać się do danych źródłowych. Ikonka kursora ze znaczkiem „i” pozwala kliknąć na pojedyncze  miasto a jej towarzyszka po prawej wybrać cały ich zakres - czego efekty prezentuje poniższy obrazek na przykładzie fyrtla krakowskiego (rezultat  można zapisać np. jako plik excela):

Dla zainteresowanych - mapy są generowane dynamicznie przez UMN Mapserver a interfejs opiera się o framework p.mapper. Przetłumaczyłem go na polski ale muszę się przyznać, że mogą się trafić komunikaty po angielsku...  Przy dobieraniu ogólnej kolorystyki starałem się aby trzymała mroczny styl strony ligowej:). Z niej tez pochodzą dane do mapy. Współrzędne miast przyporządkowałem korzystając z otwartej bazy danych Geonames. Ma to ten skutek, że prawdopodobnie są jakieś błędy. Poprawiłem miasta, które rzucały się w oczy ale jak ktoś znajdzie swoją miejscowość nie tam gdzie trza niech daje znać.
Po nawet pobieżnej analizie mapek mogę powiedzieć dwie rzeczy. Po pierwsze jest nas coraz więcej i to nie tylko z dużych ośrodków ale, co cieszy, kontur Polski jest coraz bardziej wypełniany przez gwiazdki symbolizujące mniejsze miasta. Po drugie - w Poznaniu bywało lepiej. Ale to temat na inną dyskusję a na razie zakładamy, że nie wielkość gwiazdki się liczy...:) Mając dostęp do danych zachęcam do sprawdzenie w jakim stopniu  o dynamice ośrodka decydują punkty a w jakim ilość graczy (są takie miejsca jak Ustka...). A jeśli będzie zainteresowanie być może sam rozszerzę zakres analizy.
Celem mapek jest, oprócz prezentacji treści, zaprezentowanie pewnej formy udostępniania danych ligowych. Jeśli pomysł się spodoba nic nie stoi na przeszkodzie stworzeniu takiej mapki dla aktualnego rankingu czy przede wszystkim informowaniu o planowanych turniejach w formie mapy na stronie ligowej (dla mnie byłoby to na przykład ułatwieniem). Zachęcam zatem do komentarzy i krytyk wszelakich.

wtorek, 15 czerwca 2010

Start w nowy sezon czyli Battle Cannon 2010

Zdjęcie autorstwa Spyro

No i sezon ligi Warhammera 40k 2010/2011 możemy uznać za oficjalnie otwarty za sprawą pierwszego dwudniowego turnieju czyli Battle Cannon'a w Olsztynie. I jeśli potraktujemy go jako prognostyk dla całości zabawy przez najbliższy (niecały) rok to będzie rewelacyjnie. Bowiem

Organizacyjnie

turniej naprawdę ocierał się o perfekcję. Pewnie były minusy ale nie oszukujmy się nie były one szczególnie bolesne. Oczywiście jak ktoś o brejku dowiadywał się w niedzielę rano, po dwóch bitwach w sobotę gdzie takowego zasadził mógł się czuć poirytowany. Mi osobiście brakowała coveru dla piechoty bowiem nie brakowało LOS blockerów ale piechota często miała problem z znalezieniem sobie miejsca na stole. Z kolei inni mogli mieć poczucie sędziowsko osieroconych bowiem jeden Ederus to mało na 40 graczy. I w sumie to koniec niedociągnięć.
Natomiast po stronie plusów mamy genialną miejscówkę fajna sala, 40 metrów dalej piwiarnia i grill z przyzwoitymi cenami i kolejne 20 metrów dalej akademik wraz z łazienkami, lodówkami i czystą pościelą. Wejściówka 30 złotych - nie mam pytań. Coś takiego trudno przebić.
Stoły pomimo wspomnianych niedostatków z perspektywy zwykłego szeregowca były więcej niż poprawne w ujęciu ogólnym i choć ich estetyka nie rzucała na kolana to swój cel spełniały można było bowiem pograć i pokombinować podczas ruch nad pozycjami do strzału lub braku takiego u przeciwnika.
Regulamin jak już ktoś dotarł do info brejku był całkiem fajny i różnorodny a jednocześnie klasyczny czyli reacon, trójkąty i inne takie ale bez jakiś rozbalansowanych frywolności. Dzięki czemu każda bitwa była inna ale w żadnej człowiek nie miał poczucia rzeźbienia w wiadomo czym bo np landek dostał imobila z jakiegoś meteoru bądź inne takie atrakcje. Nie jestem przeciwnikiem takich upiększeń ale doceniam regulamin w którym jest 5 różnych misji i sama klasyka.
Ostatnią rzeczą o której chciałem wspomnieć w sekcji organizacyjnej to test wiedzy - bardzo mi się podobał nie był oczywisty ale trudny również nie i fajnie się zaznaczało odpowiedzi bo się wiedziało a nie na drodze losowania. Szkoda tylko, że nie którzy już się nie mogą doczekać DMP i skoro nie mogli w bitwach współdziałać zrobili to przy okazji właśnie testu.

Bitwy

zanim o nich pokrótce opowiem to wpierw moja rozpiska:

Great Unclean One (muchy) 165
Greater 100
Aspiring Champion#1 (combimelta) 40
Aspiring Champion#2 (combimelta) 40
Aspiring Champion#3 30
Traitors [10] (laska ikona flamer agitator) 100
Traitors [10] (laska ikona flamer) 90
Traitors [5] (ikona agitator power weapon flamer) 55
Bloodletery [10] 160
Demonetki [10] 140
Crushery [3] (trąbka furia) 135
Traitors [5] (melta ikona) + Rhino 45 + 35
Traitors [10] (miska, melta ikona) + Chimera (hflamer autocannon) 90 + 60
Armoured sentinels[2] laski 140
Griffon 75
Defiler (dodatkowa ręka za palnik) 150
Defiler (dodatkowa ręka za palnik) 150

Pierwsza bitwa to challenge z Złym i jego wilkami. [Pitched battle, recon]
Dwóch lordów na wilach w obstawie 10 wilków a reszta standard.
Tu się zaczęło nieźle bo od przejęcia inicjatywy. Udało się w pierwszej turze zrobić jakiegoś imobila na rhinosie zabić kilku fangów i tyle. Potem zaczął się dramat bowiem na jednej flance ruszyłem 3 oddziały i wszystkie źle. Miałem bowiem jakiś mega ambitny plan zaszarżowania crusherami na Grey Hunterów ale  jak się okazało byli oni powyżej 6" więc to nie miało prawa wypalić a planu B nie zaszczyciłem myślą. Efekt obie ikony na flance zginęły, crushery również i to by było na tyle po mojej prawej. A z lewej kostki zrobiły jakąś czarną dziurę. 10 sejwów na letterach 10 oblanych, 8 sejwów na demonetkach 8 ginie. Dwie pozostałe szarżują na runka na ostatniej ranie nic mu nie robią i giną. Ten sam runek potem puszcza paszcze za 300 punktów zabija bowiem GUO (na 4+) i ostatniego Championa dla grejtera który zgubił się w warpie (na 5+). Czad.
Wynik to zero do wielkiego łomotu.

Druga bitwa to orki Groobego. [Dawn of War, o środek]
Dwa standardowe Wagony z wkładką, motonoby, szef na bicyklu, szef w mega zbroi, burnasi, lootasi, loby i chyba jeszcze jedna cięzarówka chłopaków.
Tu plan A był podobny Crushery szarżują na motonoby które za blisko się wypuściły wchodząc w pierwszej turze. Ale stwierdziłem, że 3 crushery to ciut mało na 7 ork finest więc dorzuciłem demonetki. Przegrałem ale ustałem w tym kombacie. Do zabawy dołączył się zatem Wielki nieczysty i Defiler i efekt końcowy to zabity motoboss, motonoby crushery, demonetki. Potem się uporałem z burnasami którzy spalil (hehe) szarże i pogniły ich kontrujące armoured sentinele i kolejnym oddziałem orków. Lettery wytłumaczyły megobossowi że wcale nie jest taki mega i wtedy zaczął się dramat pt. rolka. Wagony mi przejechały wszystko zanim udało mi się je zatrzymać. A w międzyczasie ginęły troopsy i się zrobiło mocno nieciekawie. Koniec konców na stole zostały same niedobitki ale moich mniej więc znowu przegrałem ale tym razem tylko 12-8.

Trzecia bitwa to BA kolegi z Olsztyna. (ćwiartki)
Dwa predy, pralka, 2 małe AS w pojazdach, jeden duży AS na packach jacyś priści libra, strzelający scouci, i średnio wypasiona kompania, para AB z MM.

Strzelaliśmy bez większych efektów choć z przewagą na moją stronę a potem zaczęły się szarże i kontrszarże z których to manewrów wyszedłem zwycięsko. Jednak część czerwonych pancerzyków widząc co się święci uciekła druga część w ogóle nie przyszła i w efekcie końcowym udało się zająć wyłącznie własną ćwiartkę. Jedna boczna ćwiartka była blisko ale nie udało mi się otworzyć blokującego ją preda pomimo 3 penek. Wynik to 16:4 do przodu.

Czwarta bitwa Kris i jego Eldarzy. [trójkąty, 4 znaczniki]
Falcon, 2 prismy, autarch, farseer, 10 herlawych, dragoni, rangerzy, guardianie, 2 razy jetgurdianie i dwa serpy, warp spajderzy.

Kris wygrał zaczynanie wystawił się mocno ofensywnie po czym przejąłem inicjatywę i tak naprawdę już do końca bitwy z czołgów już nie strzelił do mnie. Jedynie 2 giej turze prism otworzył rhinosa. Przez większość bitwy ja biegłem demonami do jego troopsów w czym wybitnie pomagał griffon kolejno pinując guardianów i rangerów a Kris dla odmiany z racji kolejnych urwanych broni i szejków tank szokował moje troopsy. Efekt - w ostatniej turze uciekł ostatni z znacznika natomiast jetbajki które przeżyły demoniczny rajd i tak nie mogły zająć żadnego znacznika wszystkie bowiem było kontestowane. Przy remisie 0:0 w znacznikach za sprawą większych strat które zadałem wygrałem 14:6.

Piąta bitwa Jasiu aka Jezo i jego BA. [Pitched battle, Anihilacja]
Baal, dwa predy, kompania na średnim wypasie, dwa duże AS na packach, dwa małe w palnikowych razorach, dwaj prieści, libra, para AB z MM.

Jasiu zaczynał więc wydarł do mnie rhinosami na All Ahead Full resztą podjechał postrzelał ale bez większego efektu. Ja oddałem ale również wiele nie osiągnąłem. W drugiej turze przejechał Baalem jednego sentinela ale tym samym zerwał gąsienicę. Mi w strzelaniu udało się wysadzić kompanie której niestety GUO nie sięgnął szarżą. Udało mu się to turę i dwa składy traitorów później. W międzyczasie crushery zabiły AB po czym zostały wbite w ziemię przez kontrę. I tak w radosnej atmosferze szarż i kontr sobie turlaliśmy kostkami. Jasiu w międzyczasie mnie przypalał z flamerów na razorach co sprawiło, że w pewnym momencie wystraszyłem się braku zasięgu do szarży letterami i poszedłem nimi w drugą stronę by uniknąć palnika. Jak się okazało niesłusznie bowiem było ciut poniżej 12". To co mnie zaskoczyło w tej bitwie to, że mimo mojej niemocy w otwieraniu pojazdów miałem cały czas jakieś cele do szarży i gdy lettery wbiły w ziemię kolejny bladziowy skład ci zaczęli się kitrać pozostałościami. Jasiowi na koniec zostało bardziej okrojone niedobitki niż mi i jak do tego doszedł brejk i KP zrobiło się 16 :4 dla mnie

Podsumowując po raz kolejny grało mi się lostami genialnie. Armia miała do zaoferowania wszystkim napotkanym przeciwnikom jakieś atrakcje. Nawet w pierwszej bitwie nie czułem się jak z nożami na strzelaninie tylko zrobiłem błędy do tego doszło trochę niefartu i się skończyło rumakowanie. A w kolejnych już było tylko lepiej.
A Battle Cannonowi wystarczy, że będzie tak samo za rok a jeśli tylko się uda przyjeżdżam na pewno bo tak dobrą imprezę przegapić po prostu żal.


Więcej zdjęć (całkiem fajnych) autorstwa Spyro tutaj.


Specjalne podziękowania dla towarzyszy podróży oraz zabaw w sobotni wieczór z specjalną dedykacją dla Emeryta - jeszcze raz wszystkiego najlepszego i sto lat.

środa, 9 czerwca 2010

Subiektywnie o turniejach z noclegiem.


Nasza Ogólnopolska Liga 40ki wymusza na organizatorach wcześniejsze zgłaszanie dużych turniejów by gracze przed rozpoczęciem sezonu wiedzieli czego się spodziewać. Postanowiłem zatem przyjrzeć się nadchdzącym imprezom i dokonać ich mocno subiektywnego przeglądu:

BattleCannon - Czerwiec - Olsztyn
Turniej miał być masterem ale z powodów formalnych będzie chelkiem. Jak się tylko o tym dowiedziałem to dostałem -100 do malowania. Okazuje się, że jednak bez spinki i terminu to nie to samo ;). Poza graniem na 1800 punktów przewidziane są piłkarzyki i nocleg w akedamikach, czyli zacnie. Szczerze mówiąc podoba mi się w tym turnieju jego klasyczne podejście do zagadnienia. Czyli fajne punkty, klasyczne scenary, atrakcje na sobotni wieczór i dobry nocleg. W końcu co więcej potrzeba do pełni szczęścia?

Grill'n'Chill - Lipiec - Łódź
Luz, blues, ultramaryna. Sielsko i anielsko. Małe punkty - 1250 i bez pośpiechu, na pełnym lajcie ale przy kiełbasie. Tylko Lostów brak, co biorąc pod uwagę koncept na formułe turnieju jest dla mnie mocno zaskakujące. Turniej robi wrażenie mocno popularnego, na który wszyscy chcą jechać więc orgowie wymagają (i słusznie) przedpłaty by uniknąć blokowania miejsc "na wszelki wypadek - bo może znajdę chwilę na turniej". Nie przełożyło to się negatywnie na frekwencje i mam wrażenie, że nie wszyscy chętni pojadą na niego. Ja niestety muszę sobie go odpuścić bowiem z czegoś trzeba zrezygnować a pomimo wybitnej koncepcji nadla akurat z GNC mi najłatwiej.

Syrenka - Lipiec - Warszawa
Czyli prawie jak apo. Duże zabawki, duże punkty i siła D. To ostatnie prawie (na szczęście) ale i tak wydarzenie unikalne na naszej scenie turniejowej. Byłem raz i bardzo sobie chwaliłem. Na następną odsłonę rok temu nie udało mi się dotrzeć czego bardzo żałuję ale mam cichą nadzieję że tym razem wiatry Warpu nie staną mi na przeszkodzie w drodze do stolicy. Żeby w pełni się rozkoszować tym turniejem warto jednak mieć jakąś fajną zabawkę z najcięższej kategorii wagowej więc jeśli ktoś nie ma może warto zacząć kombinować bo impreza jest już tak naprawdę zaraz za pasem.

3City Heresy - Sierpień - Trójmiasto. Kiedy ostatni raz grałem na turnieju klasy master w 3city byłem drugi co jest póki co moim najlepszym osiągnięciem w karierze. Nie wyobbrażam sobie choćby zbliżenia się aktualnie do tego wyniku ale na pewno można na tej imprezie się doskonale bawić. Nie da się bowiem ukryć, że "kozacy z północy" doświadczenie mają i nie jeden już zacny turniej zoorganizowali. A dodatkowo wyjazd nad morze w sierpniu ma swoje zupełnie poza bitewniakowe plusy.

Arena - Wrzesień - Kraków. Czyli najlepszy master dopiero co zakończonego sezonu. Nie będę ukrywał, że mnie trochę kusi by się przełamać i po latach przerwy znowu pojechać do Krakowa by zobaczyć Arene z bliska. Zwłaszcza, że ziomki z Poznania którzy na ostatnią odsłonę dotarli chwalili bardzo i to pod każdym względem. Zgaduje zatem, że teraz zjadą się tzw. "wszyscy" i po prosty wypada się pojawić :). Natomiast zamierzchłym wycieczkom do Krakowa zawdzięczam najbardziej hardkorowe wspomnienia z PKP jak np łóżko piętrowe z stolika w Warsie czy mecz Blood Bowl'a na placu między Galerią Krakowską a dworcem głównym. Tak jak teraz o tym myślę to miastu smoka wogóle dużo wspomnień zawdzięczam ale one bardziej się nadają na jakiś afterkowy wieczór niż bloga.

Halo Stars - Październik - Szczecin. Turniej kontrowersyjny, mocno krytykowany ale który mi osobiście bardzo się podobał. Dzięki takiemu a nie innemu regulaminowi (głównie zapisowi, że jeden oddział może zajmować więcej niż jeden znacznik) miałem okazję zagrać nekronami, bo przez cały sezon tylko w Szczecinie byli grywalni, co już samo w sobie było odświeżające. Poza tym widać było spory nakład włożonej pracy który miejscami wręcz ocierał się o rozpieszczanie graczy. Niezależnie od regulaminu i innych takich detali, jeśli tylko będę miał możliwość - wbijam.

MiniWars - Styczeń - Wrocław. Czyli czelek czelkiem ale zacny afterek musi być. Miejscami zacny aż do bólu i to też osób postronnych co już takie urocze nie było. Natomiast turniej miał bardzo przyzwoitą miejscówkę, dość typowy regulaminu i punkty celujące w standardzik. Dla niektórych takie podejście może być zaletą, dla innych wadą, mi na pewno nie przeszkadza jednak sprawy takie jak tereny czy wspomniana gorączka sobotniej nocy mogą sprawić, że dwa razy się zastanowię przed przyjazdem.

Dice Crusher - Luty/Marzec - Toruń. Dla mnie absolutne must-be. Po prostu konwencja mecz rewanż z zmianą armii oferuje tyle wrażeń że trudno o lepszy pomysł na weekend - przynajmniej taki z figurkami w roli głównej. A jeszcze do tego dobra organizacja i choćby taka niespodziewajka jak nieśmiertelnik i jestem już teraz gotów zaklepywać termin. Kto jeszcze nie miał okazji odwiedzić bitewniakowo miasta Najświętszego Masztu - szczerze polecam. Turniej jest wybitnie rozwijający i dzięki niemu można nabrać dystansu i świeżego spojrzenia na swoją (i nie tylko) armię. Dobra już przestaje słodzić bo ktoś będzie podejrzewał mnie o jakieś konszachty.

Wojna Światów - Marzec - Poznań. Wiele bitew - jedna wojna. Liczę na to, że brak młotka w tym roku podziała na Sztab jak płachta na byka i WŚ wróci na szczyt. Albo zginie próbując. W każdym bądź razie nie będzie, żadnych żenujących opowieści z cyklu "In good, old days...". Zdarzyło mi się kilkukrotnie uczestniczyć w procesie szykowania tego turnieju i z doświadczenia wiem, że na tym etapie próby odgadnięcia kształtu imprezy mają jeszcze mniejsze szanse na powodzenie, niż ogarnięcie planów Tzeentcha. Ograniczę się do stwierdzenia, że turniej będzie i na pewno warto przyjechać choćby z względu na doświadczenie osób go robiących. Ale co im do głowy przyjdzie...

wtorek, 1 czerwca 2010

Dykteryjka



Już od dłuższego czasu, a przynajmniej dłuższego niż bym sobie życzył, mam okazję baaardzo regularnie korzystać z usług PKP na jednej - stałej trasie. Zacząłem się więc interesować sposobami na ograniczenie kosztów tej zabawy i natrafiłem na coś takiego - czyli 5 przejazdów wybranej relacji w cenie 4. Całe 25% gratis - znaczy się warto zadziałać. Bo jak mawiał klasyk mieć 25%, a nie mieć 25% to razem 50%. Poszedłem więc przy pierwszej sposobności gdzie trzeba by nabyć ten bilet ale z zamiarem zadania wcześniej paru pytań. Pierwszym z nich było:
- Czy trasa miejscowość X a miejscowość Y to, w państwa rozumieniu to samo co trasa miejscowość Y a miejscowość X?
Okazało się, że tak.
Całkiem niedawno moja rozmowa z el Piszczem zeszła właśnie na tory, całkiem kolejowe i w swym błyskotliwym pędzie zahaczyła o tą promocję. I jego pierwsze pytanie było dokładnie takie same jak moje czyli:
- Czy trasa miejscowość A a miejscowość B to, bla bla bla
W pierwszym odruchu ta koincydencja nie wywołała w mnie żadnej refleksji, jednak po upływie kilku dni niespodziewanie, bo przy goleniu, takowa się pojawiła. Czy to jest tak, że PKP czy też szerzej generalnie firmy przyzwyczaiły nas do różnych kruczków i z założenia im już nie ufamy? A może to granie w bitewniaki wykształciło w nas odruch szukania dziury w całym i takiego podświadomego naginania przepisów i/lub zabezpieczania się przed nim?