poniedziałek, 20 lutego 2012

Prawie podsumowanie roku 2011


Michu podsyłając mi "dziełko" które dumnie będziemy dalej nazywali podcastem użył bardzo celnego sformułowania: Treść jest aczkolwiek nie narzuca się. Zatem klasycznie już, przedstawiamy Wam drodzy słuchacze ostrą jazdę bez trzymanki pełną dygresji oraz dygresji od dygresji i innych wokalno lirycznych pułapek i mielizn tym razem zarejestrowanego pod pretekstem Podsumowania roku 2011. Roku w którym działa się sporo i choć o części z tych rzeczy spróbowaliśmy wspomnieć pomimo sklerozy przechodzącej płynnie w demencje.

Zatem zapraszamy serdecznie, wszystkich odważnych, do odsłuchu a link poniżej:

Prawie podsumowanie roku 2011

29 komentarzy:

  1. Jak to 2012? Nie 11?

    OdpowiedzUsuń
  2. Hm... dobre, fajnie wiedzieć co się działo w tym roku. :)
    Kto wygrał DMP?
    Poproszę numeru totka tak na jakąś kumulację 10mln. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poprawiłem w treści w nazwie pliku już niestety jest poza moim zasięgiem. Co nie zmienia faktu, że nr totka chętnie podam tylko, że takie bardziej "Chybił" niż "trafił" ;)

      Usuń
    2. Poprawie jak wrócę do Polski. Chociaż merytorycznie to chyba nawet pasuje:)

      Usuń
  3. Moja opinia na temat braku jakichs wielkich udziwnien w masterach i chelkach. Stala formula turnieju daje organizatorowi jakas pewnosc co do ilosci osob jaka przyjedzie na jego turniej, co za tym idzie moze sobie zaplanowac budzet. Niestety przygotowanie takiej imprezy to sa wymierne koszta i jak sie nie zjawi jednak ta zakladana liczba osob to trzeba dokladac do zabawy i robi sie nie ordnung.
    Edek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, że kwestie ekonomiczne są dość istotne ale one nie zawsze się wykluczają z oryginalną koncepcją. Czasami wręcz zapewniają frekwencje - vide Toruń.

      Usuń
  4. Starzejecie się chłopaki i na siłę szukacie klimatu tam, gdzie de facto nie powinno go być - w rozgrywkach turniejowych. To jak wprowadzenie rozgrywek szachowych na turnieju rycerskim. Jeśli jesteście głodni wrażeń to pograjcie sobie jakąś apokalipsę, albo zorganizujcie przy takiej Wojnie Światów jakiś meeegawielki pokaz. Miejsce na pewno się znajdzie.

    Na połowę Masterów w sezonie nie jeżdżę właśnie ze względu na udziwnienia. Dice Crusher, Syrenka dla przykładu...

    No i odnoszę wrażenie, że to nie brak różnorodności naszych największych turniejów jest problemem - to brak nowych fajnych ośrodków. Katowice w tym sezonie dały dupy, nie odbyło się Fire Frenzy, bez kitu najfajniejszy turniej ubiegłego roku - nie licząc WŚ. Chyba powinien powstać jakiś program wspomagający takie turnieje... no i trzeba przemyśleć przydzielanie klasy Master rok w rok tym samym turniejom, bo to wytworzyło elitarną, niezmienną klitę turniejów, w której ukiśniemy na amen. Tam przecież już nic się nie zmieni. Czy się stoi, czy się leży:)

    Prawda jest taka, że gracze w 40stkę dzielą się na dwa rodzaje. Tych z brzuszkiem i tych bez. Pierwsza grupa zjadła zęby na 440stce, udowodniła co potrafi i odkryła co tak naprawdę lubi. Druga grupa pragnie wykazać się, zdobyć jakieś nagrody, udowodnić skilla, zażyć kompetycji. Wiadomo, że to tej pierwszej zawdzięczamy to, jak scena turniejowa prezentuje się obecnie w Polsce. Są jak Space Marines - zbudowali Imperium dla ludzi, tyle że choć ciężko się z tym pogodzić - wojna już dawno dobiegła końca. Nadszedł czas tworzenia turniejów player friendly, oraz nooby friendly. Trzeba powrócić do czasów robienia dla kogoś, w przeciwnym razie zamkniecie się w kameralnym towarzystwie (jak to w podcastu) i skończy się rozkwit tego systemu:) Nie powinno się narzucać klimatu, ambitnych rozwiązań i stymulantów dla brzuszkowych dzieciakom, dla których już sam turniej jest nowością. Zauważcie, że młodzież wybiera głównie te turnieje, które mają stosunkowo klasyczne regulaminy, bez udziwnień.

    PS: Brakuje mi czasów, kiedy z24" kręciło się ambitniej wokół statystyk, danych naszego środowiska itd. Może małe zadanie domowe i podsumujecie w oparciu o dane z rankingu czy inne tajemnicze badania - jak kreuje się przyrost nowych graczy, oraz średnia wieku na największych turniejach 40stki w Polsce:)?

    Pozdrosy,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie masz dużo racji i nawet już po przesłuchaniu tego podcasta stwierdziłem, że w sumie mi nie chodzi o jakieś wielkie udziwnienia bo tak naprawdę to turnieje nie są od tego - zresztą sam o tym piszesz. Zwłąszc za, że wymyślać coś na siłę to jedna z najgorszych rzeczy jaka może się przytrafić regulaminowi. Chodzi mi jedynie by był więcej drużynówek na scenie turniejowej bo - IMO z spokojem jeszcze jedna dwu-dniowa by się przyjęła.
      Natomiast co do dodatkowych atrakcji to są eventy tylko takowe najbardziej zdesperowani muszą sami sobie zorganizowawszy bo inaczej tego nie uświadczą. A łatwiej pomarudzić na orgów turniejów niż samemu się zmobilizować ;) :)

      @staty Powierce dziurę Michowi by ogarnął coś w tym temacie aczkolwiek niczego nie obiecuje zwłaszcza, że z statystyk ligowych takich rzeczy jak wiek nie wyciągniemy (na szczęście ;) ). Myślę że jeśli się uda to najlepiej po sezonie.

      Usuń
    2. Czuje się wiercony - mam parę pomysłów, zobaczę co da się zrobić.

      Usuń
  5. To jeszcze moja mała uwaga.
    Uważam Maćku, ze nie do końca masz rację.
    To nie panowie z brzuszkiem powinni dostosowac się do tzw "narybku". Tylko narybek powinnien wreszcie ruszyć swoje 4 płetwy i zanagarzować się w tworzenie środowiska. A nie ograniczać sie do jedynie komentowania.
    Przykład prowadzenia rankingu bardzo boleśnie pokazał nam ten problem. Swoją drogą można było poruszyć ten temat w podkaście.

    Ps. Podziwiam Chłopaków za wieloletni trud prowadzenia z 24 cala. I nie dziwię się że czasami temat im sie rozprzega.. i pada daleko od drzewka "merytoryki".
    Niemniej jednak sam z chęcią bym popatrzył na statystyki i kolrwe mapki Michu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No Kamilu to jest też trochę tak, że młodzi wstydzą się tak po prostu przyjść i angażować się w scenę. Jesteśmy wbrew pozorom stosunkowo hermetycznym środowiskiem. Podzielonym na pokolenia, oraz grupki w grupach. Na forach też nie raz płonęło - w zasadzie nie dziwię się bojaźliwym... Jako dzieciak miałem problem, żeby zamówić samodzielnie jakieś żarcie na wynos... damn przecież to śmieszne, ale tacy są młodzi ludzie. Idąc dalej mamy wstydliców, a po drugiej stronie totalnych przypałów, którzy dniami i nocami pieprzą co by zmienili, jak to będzie kiedy już przejmą pałeczkę, ale nic w tym kierunku nie robią:) Wypalają się w tydzień, praca ich zniechęca. Wielcy 'sędziowie' jednego turnieju, pewnie wiesz kogo mam na myśli... Obawiam się, że 'know how' naszej ligi i rankingu, oraz obecnego poziomu organizacyjnego umrze razem z naszym pokoleniem - zaprzepaścimy to co nasi poprzednicy (powiedzmy pokolenie z brzuszkiem i/lub dzieckiem) zapoczątkowali i doprowadzili do ładu i składu.

      Oczywiście nie kozaczę - sam nie miał bym czasu na więcej niż jakiś pierdo-komentarz od święta... podziwiam każdą inicjatywę.

      No i na koniec odnosząc się do tego co pisał Trej - kiedyś jak się chciało pograć coś pojebanego - to się to po prostu organizowało:) Tak powstał czokapik... chyba dobrnęliśmy to finału naszej podróży, momentu w którym w skarbcu brak pieniędzy na nasze emerytury i nie ma komu na nas robić:)

      Usuń
    2. Żeby nie było, że w pełni to napiszę, że popieram w 99% ;) W podobnym klimacie zresztą napisałem posta na forum Ligi w kontekście Młotków.

      Nigdy się nie przestanę dziwić czemu ludzie, którzy mają pracę (+ czasem studia) i często rodzinę mają jeszcze poświęcać kupę swojego czasu (którego mają niewiele) dla rozwydrzonym nastolatkom, żeby im wszystko podać na tacy, zamiast np. swoim żonom i dzieciom. Przeprowadzić głosowania, dostarczyć Sędziówkę, przygotować tereny, napisać regulamin, zorganizować turniej, a na koniec jeszcze sprzątnąć stoły i pudełka po pizzy...

      Coś jest ewidentnie nie tak jak być powinno. Pierwsza rzecz to taka, że niewielu takich młodych graczy pojawia się gdzie indziej niż na lokalach. Kasa - jasne, dojazd itd. kosztują, ale z drugiej strony to dla mnie nie był priorytetowy ani jedyny wydatek a nawet nie pracując na stałe było mnie na to stać od czasu do czasu.

      Nie wiem jak to wygląda np. w Krakowie, ale w Warszawie wokół organizacji kręci się tak z 10 osób i scenariusz zawsze jest taki sam. Osoby w wieku 16-20 lat nie mają czasu w niczym pomóc, bo ich poważne życie jest bardziej zajmujące niż niemowlę :P

      Nie wiem ile taki stan rzeczy potrwa, ale jak tak to będzie wyglądać, to coś niebawem dupnie i nie będzie komu tego zbierać - część po prostu się z tego wycofa, a nikogo na ich miejsce nie będzie. Mimo to nie można przecież wszystkiego sprowadzać do bonusowych punktów na turniejach, choć już były pomysły żeby dawać karniaki za śmieci na stole itp. ;)

      Warto pomyśleć jak to zorganizować w przyszłym sezonie. Może warto by jednak wciągnąć młodszych w to wszystko, może oni rzeczywiście się nas trochę boją albo to my nie pozwalamy im się do pewnych rzeczy dopchać. Coś trzeba zmienić na pewno :)

      Usuń
  6. Witam

    Jako gracz nie turniejowy mogę napisać, że Liga zrobiła z tej zabawy sport. Właściwie niewiele jest kombinowania z samą rozpiską - bo na każdym turnieju wśród tych samych armii można zobaczyć ten sam schemat wystawiania, nie mówiąc już o graczach, którzy od kilku lat grają tą samą rozpiską. Właściwie traci sens robienie turnieju typu pre, bo i tak wiadomo co się spotka na stole na turnieju właściwym jak i pre, a rozpiski same w sobie są już przetestowane na długo przed grą.

    Przez to właściwie sportowe podejście do grania powstają podziały na graczy: turniejowych i nieturniejowych - efektem czego jedni z drugimi nie chcą mieć wiele wspólnego.
    Turniejowi śmieją się z nieturniejowych, że grają bezsensownymi rozpiskami, a nieturniejowi śmieją się z turniejowych, że są powergamerami.

    Na tym tracą oba środowiska, a złotego środka nie ma, choć cały czas po głowie chodzi mi ten pomysł, z któregoś posta, żeby zrobić turniej, na którym możliwa byłaby zamiana armii w przypadku, gdyby jedna z nich okazała się lekko przegięta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1) 'Przegięta' - ale komu to oceniać? Ktoś kto ma skminę pojechał by plewą, której nikt nie uznał by za przegiętą i wymieniał się za każdym razem na lepsze armie. No ja bym wystawił na 1000pkt. samych eldarskich guardian, bez broni specjalnych, a w HW autarchę na motorze, bez broni. Zamieniał bym się z każdym i na 90% wygrywał. Bez sensu - sorki.

      2) Zgadzam się z podziałem na turniejowych i nie turniejowych, natomiast nie zgadzam się z biadoleniem na temat utartych rozpisek. Tym bardziej jeśli zakładać, że na turnieje nie jeździsz - to skąd możesz wiedzieć? Na Arenie dajmy na to - jeden raz spotkałem Grey Knightów, 2x Gwardię, Tau i Space Wolfów. Nijak nie miało się to do procentu armii wystawionych na tym turnieju. Sam grałem SM (jeden z trzech graczy na turnieju!!) SW złożone na Land Raiderze - do cna różniące się od utartych schematów, GK kosmos na 2 storm ravenach, bez librariana, Jedna gwardia na piechocie z klasycznym wsparciem, druga dwa oddziały rough riderów. Tau - jak tau, ale 1 hammer, mnóstwo krootów, bardzo dużo crisisów. Duży turniej, 2 miejsce, ZERO schematyczności.

      Poza tym turniej to KOMPETYCJA, gdzie najlepsi mają możliwość powalczyć o top, średni (jak ja) mają niepowtarzalną szansę pokazać się i podgryzać najlepszych, a słabsi (nieturniejowi) mają największy bonus - mogą zamiast kisić się we własnym sosie do końca życia - zagrać z kimś o wiele lepszym od siebie i wyciągnąć wnioski z porażki, ewoluować i podciągnąć skilla. Najcenniejsze gry w życiu rozegrałem na turniejach. Jedną z nich mogę przytoczyć: Turniej Jędruś, Kraków, Huta. Grałem min. przeciwko Emanuelowi F. Byłem pewien mojego ówczesnego Libry w termosce z I6, jego termi-obstawy. Ciukałem tym kogo chciałem. Eman udowodnił, że się mylę, wpadł Death Company z lewej, przeszedł i wypadł z prawej. Straciłem całą armię. Do tego wykłócił się o cover dla swojego preda, postawił zniszczone Rhino bokiem. Wtedy byłem szczylem - ale skillowałem jak nieokiełznany.

      Kiedy bierzesz udział w turniejach - regularnie - mają miejsce konkretne rzeczy:
      - Zwiększa się twoje doświadczenie,
      - Zaczynasz lubić pewne rozwiązania w rozpiskach,
      - Uczysz się jak kasować (dosłownie KASOWAĆ) kombosy i powergamerskie rozwiązania twoich adwersarzy,
      - Popełniasz błędy, przegrywasz w ich następstwie, a z racji na wagę rozgrywek pamiętasz je do końca życia,
      - Poznajesz fajnych ziomów,
      - Wychylasz nos z 'własnego sosu' bo chociaż żaden nieturniejowy gracz tego nie przyzna - to zazwyczaj są oni tak samo powergamerscy w swoim środowisku, jak turniejowi w swoim. Jest Was powiedzmy grupka 3-7 osób. Gracie tylko ze sobą i kminicie kombosy tylko przeciwko sobie. Ktoś wystawia landki, to ktoś melty. To co nazywacie Powergamingiem, to po prostu ten sam proces, ale przyspieszony, bo uczestnicząc w turniejach:
      - jesteś na bieżąco z metą turniejową i szczytem możliwości rozpiskowych.
      - Grasz przeciwko rozpiskom z całej Polski (i nie tylko),

      Poza tym wielu graczy turniejowych i nieturniejowych to malkontencji. Bez obrazy dla nikogo - mówię teraz z rozrzutem, ale zauważcie, że cały nasz naród to malkontenci, a w hobby pełno tego. Narzekanie na rzuty, na rozpiski przeciwnika, na scenariusz. Jakoś nie widziałem, żeby Vladdi narzekał:) Zamiast płakać, że '6stka zniszczyła mi landka' trzeba wycisnąć ile się da z reszty armii i patrzeć jak przeciwnikowi rzednie mina w miarę, jak odbijamy się z sytuacji 'beznadziejnej' :) Zawsze są punkty do ugrania. A jak ktoś ma zamiar wiecznie narzekać - to niech siedzi w domu i gra w szachy, tam nie ma losowości, powergamingu... jest pro rozgrywka:) No i rozgrywki turniejowe nie różnią się zbytnio od tych w domu, za wyjątkiem zegara szachowego:P

      Usuń
    2. I widzisz, dobrze kombinujesz z tą rozpiską, jakby każdy tak zrobił to gra byłaby o wiele ciekawsza, przynajmniej przez pierwsze dwa turnieje. Natomiast z tego co piszesz wywnioskowałem, że jednak zaliczasz się do grona ludzi którym największą przyjemnością jest wygrywanie, zaś gra i klimat schodzi na drugi plan.

      Na kilku turniejach byłem i umiem się bawić nawet, jak przegrywam, niestety nie przychodzi to łatwo niektórym graczom, którzy mają ciśnienie na wygrywanie.

      Przykładów utartych rozpisek nie mam, ale widocznie we wszystkich grach turniejowych w jakich brałem udział trafiałem właśnie na takich graczy - którzy mieli standardową rozpiskę dla swojej armii.

      Do czego więc zmierzam - chciałby żeby to zabawa była na pierwszym miejscu, a za nią szło wygrywanie. Niestety w czysto sportowym podejściu do tematu na pierwszym miejscu zawsze jest wygrywanie.

      Usuń
    3. Mnie się wydaje, że schematami grają głównie średni gracze i nieliczni z najlepszych. Duża część graczy z top 20-30 albo gra armiami stosunkowo rzadko spotykanymi albo jest na tyle dobra, że lubi zaskakiwać swoim podejściem do armii. Dobry gracz potrafi wystawić coś zupełnie nietypowego i tym wygrać - bo ma to poukładane w głowie. Wielu graczy to udowadnia właśnie na dużych turniejach. Na lokalach (przynajmniej w Warszawie, wyłączając Krucjaty) rzeczywiście duża część gra dość typowymi rozpiskami.

      Możliwe jednak, że każdy zaczyna od grania pewnego rodzaju schematem, dopiero z czasem wyrabia mu się gust i przestaje słowo w słowo odbierać porady z forów - dorzuca do armii coś swojego.

      IMHO np. wystawienie Bazyliszka w IG nie jest niczym fajowym tylko dlatego, że rzadko pojawia się na stołach. Fajne jest takie skomponowanie armii i wykorzystanie pozornie słabej jednostki, że dopiero w trakcie gry orientujesz się jak to działa i nie możesz wyjść z podziwu co przeciwnik tym wyprawia :)

      Tak więc wracając do meritum. Najciekawsze rozpiski widziałem właśnie u najlepszych graczy i to im, wbrew pozorom, najczęściej się to przytrafia. Wystawianie czegoś samego tylko po to żeby na siłę nie być na schematycznym jest bez sensu, bo wchodzenie w armię przeciwnika jak w masło nie jest ani trochę fascynujące ;)

      Usuń
  7. "Niestety w czysto sportowym podejściu do tematu na pierwszym miejscu zawsze jest wygrywanie." Turnieje są czysto sportowe. Kampanie, Ligi i inne eventy mogą być czysto klimatyczne. W biegach narciarskich też chodzi o rywalizację i pokonywanie własnych barier, a nie dobrą zabawę:)

    Akurat nie trafiłeś z zakwalifikowaniem mnie, bo na pierwszy miejscu stawiam zabawę - dlatego w tym sezonie gram głównie w kwadraty i prywatnie, a nie turniejowo w 40stkę. Wraz z moimi rozpiskami nie można mnie też zaliczyć do powergamerów, ponieważ całe życie kładłem lachon na 'jedyne słuszne rozwiązania' i wszystko co osiągnąłem do tej pory - budowałem na własnych koncepcjach, często dość niestandardowych. Po prostu kiedy wybieram się na poważny turniej, to podchodzę do tego poważnie - zabieram graty, które lubię, które mi się sprawdzają i które uważam sprawdzą się przeciwko temu - co w danym momencie mogę spotkać. Jedyny turniej, na którym naprawdę miałem wymaksowaną pod regulamin rozpiskę - to ETC 2011. No ale to odpowiedzialność drużynowa - czysta, 100% kompetycja, bez litości:) Po ETC praktycznie przestałem grać w 40stkę, nie licząc Areny, czy zbliżającej się Wojny Światów.

    OdpowiedzUsuń
  8. Tutaj mogę potwierdzić.
    Choć wiele nas różni z Maćkiem, za jedno go zawsze podziwiałem. Za iście pod prąd. Jego rozpiski, styl gry zawsze odbiegał od reszty i był bardzo daleki od utartego schematu.
    Swoją droga jest to dla mnie po dzien dzisiejszy osobisty nemezis turniejowi. Cała śmietanka wh40k gra mocnymi sprawdzonymi schematami.. gdzie ruchy, rozstawienie jest do przewidzenia. A o zwycięstwie decydują już jedynie niuanse i róznice w skillu.
    W grze z Maćkiem (który skromnie mówi o sobie średniak) wiem, że mogę być czymś zaskoczony, a gra za każdym razem bedzie przebiegała inaczej.
    To jak walka z partyzantami, bez otwartej jasnej wymiany ognia:D
    I tutaj Anonimusie (moze warto sie podpisać pod wypowiedzią) w całej przewrotności zagadnienia okazuje sie że granie niestandardowo, dziwnymi rozpiskami jest kluczem na tzw Topowców.
    Sam stosowałem ten wyłom i naprawdę działa zaskakujaco skutecznie :D Polecam i zapraszam do odważnego pokazania środowisku, że warto się bawić.

    Na koniec, bawię się w to hobby naście lat, i powiem że wśród Topowców spotakłem wielu takich, la których dobra zabawa zawsze stoi ponad wygrana. Tutaj szczególnie kieruję ukłony do Trójmiasta i Poznania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  9. Dziękuję Kamilu.

    Mimo wszystko nie wypowiadałem się o sobie z takim dystansem i podejściem zanim nie wybrano mnie do reprezentacji Polski na ETC.

    Początkowo urosłem w pióra uważając się za Boga Wojny. Wiadoma rzecz. Dopiero potem miałem jedyną w życiu szansę podpatrzeć prawdziwych wymiataczy w ich naturalnym środowisku, poczytać ich rozkminy, posłuchać ich rad i zobaczyć w jaki sposób działają. Sposób ich myślenia i głębokiej analizy dalece odbiegają od tego co widzimy na turniejach. Ci ludzie przygotowują się do gry na najwyższym poziomie. To pozwoliło mi po raz pierwszy w życiu nabrać szacunku do poziomu gry innych graczy. Okazało się bowiem, że gra w plastikowe ludziki ma kolejne, zupełnie nowe levele, nie odkryte do tej pory przeze mnie. To co wydawało mi się szczytem formy i umiejętności okazało się przedsionkiem doświadczenia i skilla ludzi, zapraszających mnie do wspólnej walki na arenie większej niż jakakolwiek odwiedzona przeze mnie dotychczas. Był to szok termiczny, który naprawdę ciężko znieść. Przynajmniej są z tego korzyści - nie jestem już tak gnuśny jak kiedyś (przynajmniej w stosunku do tych kilku osób), no i oczywiście jeszcze większą wartość zyskało stawanie z nimi w szranki. Powalić człowieka jest stosunkowo łatwo, ale powalić tytana? Bez kitu - warto bawić się w tą grę i na pewno warto grywać na turniejach.

    OdpowiedzUsuń
  10. Czuje się zaszczycony, że zostałem praktycznie na samym początku wspomniany :D

    A tak w ogóle to panowie wykonaliście świetną robotę i w swietnie się was słucha ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Panowie, temat podcastu bardzo fajny, poruszone tematy bardzo ok, ale realizacja po prostu FATALNA. Kazdy kolejny podcast jest pod tym wzgledem gorszy (poza tymi konkursowymi oczywiscie), a ten juz obija sie po prostu o DNO. Ja rozumiem loozna atmosfere, nagrywanie przy browarze i w licznym towarzystwie. ALE pewne rzeczy na prawde mozna by jednak wycinac. Musialem sie naprawde zmuszac do tego, zeby przesluchac calosc, szczegolnie po tym "doskonalym", dziesieciominutowym wstepie ...
    Baaaardzo szkoda :( Moze odrobine wiecej dyscypliny? Albo chociaz odrobine wiecej edycji tresci przed jej opublikowaniem?

    OdpowiedzUsuń
  12. Eman, hmmm, jakby to powiedzieć masz 100% racji. Miałem poważny dylemat czy to wrzucać ale postanowiłem tak bo do podsumowania zbieraliśmy się 2 miechy i 330 km które się pojawiło miedzy mną i Michem nie ułatwiało sprawy przez moment myślałem że się po prostu nie uda. Miałem zatem opcję, że pierwszy podcast w tym roku będzie po WŚ bądź wrzucić cokolwiek obwarowanego notką krzyczącą achtung minen. Wybrałem jak wybrałem natomiast przy kolejnych podcast (cały czas liczę, że się udadzą) będę cisnął z większą dyscypliną.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja mam propozycje. Bo nie ukrywam, że treści jest niewiele. Może warto przygotowac dwie wersje. Bo mi taką jaka jest świetnie się słucha przy zabawie z figurkami czy przy grze z bratem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To co mówi Pinki. Dwie wersje - tą końcową, którą można by nazywać podcastem, oraz taką raw, nieociosaną wrzuconą dla prawdziwych zboczeńców... to jest myśl.

      Usuń
  14. Odrobine wieksza dyscyplina to jedna opcja, druga jest po prostu odrobina edycji. Ten podcast mozna by smialo obciac do 20 minut i nic by nie stracil - ani z tresci ani z looznosci.
    A tak jeszcze pare drobnych rzeczy, ktore mi sie nasunely:
    - Dawn Assault to scenariusz z 3ED - to byl taki Cleanse z pierwsza tura w nocy;
    - w zeszlym sezonie (nie w tym, co sie konczy, tylko poprzednim) mielismy duzy turniej z nutka swiezosci w formie - Katowickie Fire Frenzy z jedna rozpa i dwoma deatachementami. Szkoda tylko, ze w tym sezonie chlopaki nie dali rady zorganizowac go ponownie. Takze to nie jest do konca tak, ze nic sie nie dzieje.
    No i Teju, jeczysz jak stara baba :P znaczy sie - starzejesz sie, wszystko juz widziales i tyle ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. FF było zajebiste. Śmiem twierdzić, że najzajebistrze (w moim odczuciu). Ogromnie zabolał mnie brak tego turnieju, a jego zasady... o kurde motyw z detachmentami był wyczesany. To dawało nam opcje na mini side... znakomite... bezkonkurencyjne.

      Usuń
    2. Dzięki Naz :P
      To mój pomysł nie chwaląc się :D :D

      Eman, jak by obiąć podkast do 20 minut to stracił by na długosci :P

      Usuń
    3. Tak dla informacji - oryginalne nagranie miało 1,5h i pracy edycyjnej jest tu dodatkowo około 3h. Więc ze zrozumiałych względów 2 wersje podcastu to marzenie ściętej głowy - i tak przeciętnie zajmuje mi tydzień wygospodarowanie czasu.

      @Eman - w przeciwieństwie do Łysego nie uważam, że masz rację. Byłbym otwarty na dyskusję i krytykę ale zdaje się, że chodzi Ci głównie o posłanie w moją stronę, kolejny zresztą raz, paru negatywnie wartościujących epitetów.

      Usuń