wtorek, 23 czerwca 2009

Ćwir Ćwir

Jak pewnie część z Was drodzy czytelnicy, obserwatorzy i subskrybenci rss'ów zauważyła, na blogu, z prawej strony, przybył nowy ficzer - Ćwierkanie z 24 cala. Postanowiłem się poddać już nie takiej nowej ale jeszcze aktualnej modzie, być jazzy, edgy i fogóle i założyć sobie konto na twitterze. W końcu tzw. mikroblogi są aktualnym hitem internetu ,przepraszam Web'u 2.0 i to hitem tego kalibru, że piszą o nim już wszyscy. Dzięki nim można się dzielić stanem ducha i umysłu z wszystkimi zainteresowanymi naszą osobą byle ten stan się mieścił w 140 znakach.
Ja jednak nie zamierzam się za sprawą tej usługi obnażać emocjonalnie a jedynie wykorzystać ją do różnego relacji live. Co prawda blogger pozwala na tworzenie notek via mail a wysłanie takiego z komórki nie jest aktualnie jakimś szczególnym wyczynem jednak nie jest to tak proste jak sms. Poza tym dzięki temu rozdzieleniu serwisów uniknę bałaganu w notkach pisanych z doskoku a takimi ciut bardziej przemyślanymi a przynajmniej robiącymi takimi wrażenie. Najbliższy poważny test przewiduje w sobotę z poznańskiego lokala gdzie będę się bawił w Arcyheretyka czyli zabieram lostów. Mam nadzieje, że do tego czasu zdążę odkryć tajemną wiedzę pozwalającą umieszczać piktogramy w tych mikro-wpisach dzięki czemu ich pojemność wzrośnie do 1000 słów i 140 znaków.
Oczywiście jeśli wpadnie mi do głowy coś 40kowego czemu będzie po drodze z taką kompaktową formą to szlabanów takim wpisom nie będę stawiał. Nie ukrywam, że liczę że ten dodatkowy kanał pisania sprawi, że ten blog nabierze trochę więcej dynamiki której ostatnio mu brakuje. No ale jaki autor taka stronka.... ;)

czwartek, 18 czerwca 2009

Ciekawostka z jungli.

Jak powszechnie wiadomo nowa gwardia dwoma rodzajami modeli stoi. Pierwszy z nich to Cadianie którzy niczym Gondorczycy przywykli do życia pod bokiem arcy-wroga. A oprócz tego są stylizowania na normalne wojsko noszą hełmy, kompletne mundury - nawet praktyczne i całą resztę tego stafu niezbędnego na polu bitwy. Natomiast drugim rodzajem wojaków są Catachanie i ci dla odmiany hełmy zastąpili opaskami, najlepiej w kolorze czerwonym (na przypadek wycieczki na Marsa), a góre munduru zastąpili samymi szelkami bądź podkoszulkami. Słowem wyglądają jak Rambo bo i w końcu w dżungli głównie walczą. Nie da się ukryć, że w ich przypadku GW jakoś szczególnie swoich inspiracji nie ukrywało. Zresztą chyba nigdy nie ukrywa.
Wraz z nowym kodeksem Gwardii oprócz samej książki dostaliśmy również świeżutkie modele a wśród nich fruwajkę z opcją transportu więc jeśli ktoś chciałby sobie zrobić kawalerię powietrzną stylizowaną na amerykanów w Wietnamie ma teraz taką możliwość. Aspekty takie jak grywalność takiej armii czy wymiary podniebnych wierzchowców w tej notce przemilczę.
Jednak dla mnie czymś co równie mocno jak helikoptery czy napalm kojarzy się z walkami w dżunglii są... kanonierki czy też monitory rzeczne.


I przyznam się, że parę razy zastanawiałem się jakby coś takiego wyglądało przełożone na realia 40 millenium, ale na samej fazie koncepcyjnej przynajmniej w moim przypadku się kończyło. Znalazł się jednak ktoś kto poszedł krok czy dwa dalej i zrobił to a swoje dzieła umieścił na tej stronie.
W dziale projects są różne ciekawostki a wśród nich warship. Nie da się ukryć że model mógłby być lepszy ale i tak prezentuje się całkiem, całkiem ciekawie i choć Catachan na pokładzie nie ma i tak by pasował do walk w dżungli. Lub można do niego dołożyć orkową łódź podwodną z Apokalipsy i zrobić bitwę o Atlantyk. No prawie - ale tak czy siak popływać się da.
Zawsze mi się podobała "pojemność" 40ki na różne takie zajawki którą szczególnie właśnie widać w gwardii imperialnej. Bo tam każdy regiment to praktycznie zabawa formułą na temat innej armii z rzeczywistej historii i pomimo że jest ich sporo to jeszcze wiele można dołożyć do istniejących czy stworzyć nowych. A jeśli to jest zgrabnie opakowane to i dobrze się wpasuje w resztę świata i gry.

wtorek, 16 czerwca 2009

...zmiany... Na horyzoncie póki co.

Mogłoby się wydawać, przynajmniej patrząc na końcówkę cyferek, że rok 2009 jest idealny by być spod znaku Tzeentcha. Jednak spogladając na kolejne produkty oferowane nam przez Forgeworld można wywnioskować, że chłopaki mają tak na 3cie oko rok poślizgu i póki co koncentrują się na zabawkach dla fanów Boga Krwi - Khorna. I choć nie da się ukryć, że są one naprawdę zacne wizualnie i kuszące to jednak chciałoby się zobaczyć i najlepiej od razu zamówić coś z olbrzymim dziobem, wielkimi piórami w jeszcze większych skrzydłach lub coś co wygląda jakby uciekło z akwarium na Helu i nie zamierzało tam wrócić. Zwłaszcza, że kultyści Pana Zmian jakoś nigdy nie byli rozpieszczani ani przez GW ani przez FW.
I o dziwo odsiecz dla nich (nas) przychodzi z trzeciej strony - od Black Library które w przyszłym roku zamierza nam w ramach znanego i lubianego cyklu - Herezja Horusa - zaproponować od razu dwu-pak. Tu znajdziecie więcej informacji oraz okładki - warto kliknąć. Szczerze mówiąc już czytając Battle for the Abbyss gdzie pojawiają się Thousand Sonsi (no dobra Son - sztuk jeden) na więcej niż półtora akapitu robiło się fajnie pomimo, że książka wyraźnie zaniża poziom całej serii. Zatem nie mogę się już doczekać tych książek zwłaszcza, że są pisane przez zdecydowanie najlepszych autorów piszących w ramach tego cyklu.
A do tego pojawiają się ploteczki że w kolejnym Imperial Armour opisującym działania na Vraks ma się pojawić demon kosztujący 999 punktów i nie wiele mniej złotówek zwany Szefem Wszystkich Zmian. Jednak wg. tych samych pogłosek ten przełomowy moment ma się pokryć z przełomem roku więc znowu się uśmiechamy do cyferek 2-0-1-0.
W oczekiwaniu na ten cały dobrobyt który ma na nas spłynąć już niedługo możemy się zająć tak zwaną twórczością własną. I np. zmajstrować własną interpretację tematu Doomwing'a:

poniedziałek, 15 czerwca 2009

Wspomnienie Zabójczych Drużyn


W podstawce do czwartej edycji oprócz zasad uśmiercających Rhino Rush oraz rozpoczynających erę pestek, pomiędzy różnymi zajawkowymi scenariuszami korzystającymi z wielu tajnych zasad w rodzaju hidden set-up znalazły się tzw Kill Teamy. A przypomniały mi się one za sprawą artykułu w jakimś prehistorycznym White Dwarfie znajdującym się na wyprzedaży w poznańskim Bardzie a w którym opisano różnego rodzaju roboty czy też inne konstrukty których zasady dopasowano do tej właśnie wariacji na temat 40ki.
A wariant ten swego czasu był całkiem, całkiem wspierany przez Games Workshop - pojawiły się do niego nawet na oficjalnej stronie zasady adaptujące legendarnego Space Hulk'a do tej odmiany 40ki czy różne ciekawostki pokroju tej na którą natrafiłem w kartonie pełnym starych Białych Krasnali. Zresztą z tego co pamietam same Kill Teamy również wywodzą się z WD jeszcze z końcówki 3 edycji - potem dopiero trafiły do podstawki 40ki. W całej tej zabawie chodziło o zaadaptowanie w realia 40 millenium oraz stołu bitewniakowego akcji rodem z Parszywej Dwunastki czy innych widowiskowych filmów wojennych gdzie mały oddział wybitnych specjalistów w mordowaniu, demolowaniu i wysadzaniu dokonuje efektownego wjazdu na baze bezbronnych, nieporadnych i nie jarzących wrogów. Cały problem, że przenosząc to widowisko na stół zaszła potrzeba by ktoś przejął dowodzenia tą drugą frakcją. Rozwiązano to przez zamianę ról w ramach jednej rozgrywki czyli najpierw jeden gracz się bawi w najlepsze a potem drugi a ten pierwszy próbuje mu z wszystkich sił zabrać zepsuć zabawki.
Tylko raz miałem okazję spróbować tej zabawy i szczerze mówiąc nie wiele z tego pamiętam wnioskuje więc, że ta wariacja na temat 4 liter mi nie urwała. Co prawda przez jakiś czas chciałem powrócić do tematu i chodziło mi po głowie parę koncepcji by wykorzystać szerzej te zasady ale w końcu na pomysłach się skończyło. A szkoda bo nawet jeśli bitwa jest na małą by nie powiedzieć mikroskopijną skalę a tak to wygląda przynajmniej przez pryzmat Apokalipsy to i tak trudno ocenić zabawę po jednym zagraniu. Choćz drugiej strony wspomniana Apo już po pierwszym podejściu zdradziła sporo z swojego wielkiego potencjału.
Może rzeczywiście duży może więcej. A na pewno sprzedać - przynajmniej tak pewnie uznało GW i Apokalipsie nie pozwolą tak szybko nas opuścić i będą ją jeszcze przez dłuższy czas wspierać co mnie osobiście cieszy. A Kill Teamy pewnie jeszcze wrócą pod tą czy inną postacią - GW lubi raz po raz odgrzewać swoje dania zmieniając niektóre przystawki. A nawet jeśli Zabójcza Drużyna z Nottingham tego nie zrobi to pewnie znajdą się jacyś fani Złota dla Zuchwałych grający w 40kę którzy ich wyręczą i wskrzeszą tą zabawę.

A notkę postanowiłem napisać gdy trafiłem w telewizji na Parszywą Dwunastkę 4. Nie wiedziałem, że aż tyle tego nakręcono.

czwartek, 11 czerwca 2009

Ban-Szopka

Zawsze w naszym czyli 40kowym środowisku panowało poczucie, że kultura gry jak i ta osobista oraz poziom prezentowany przez zawodników na wszelakich turniejach góruję nad tym co można zobaczyć na imprezach batlowych. Bo przecież to zawsze u kwadratowych ziomków działy się hard-cory jak wałki, ekscesy alkoholowe, dopisywanie ludzi do wyników i inne historie godne kroniki kryminalnej. A u nas? U nas luz blues i malina - po prostu mucha nie siada.
Jednak jakoś tak się regularnie składa, że zawsze dosyć szybko doganialiśmy batlowców i może jeszcze dopisywania ludzi nie przerabialiśmy albo po prostu takowe nie wypłynęło. Ale za sprawą tej dyskusji udało nam się przebić miłośników demonów i wampirów. W skrócie chodzi o banowanie ludzi na turniejach. Rozumiem, że skoro problem już się pojawił to koordynatorzy powinni coś zrobić i zająć jakieś stanowisko oraz ewentualnie zaktualizować regulamin ligii. Zwłaszcza, że choć pewnie to nie jest czubek góry lodowej ale sytuacja z niechęcią organizatora by konkretne osoby brały udział w jego imprezie może się powtórzyć w przyszłości. Warto wtedy mieć gotowe rozwiązanie problemu by uniknąć powtórnej dysputy. Choć na pewno każdorazowo takie sprawy będą budziły kontrowersje bo to będą dosyć indywidualne przypadki. Jak choćby ten od którego zaczęła się ta dyskusja.
Najgorsze w nim jest to, że dorośli ludzie z jednego miasta mający wspólne hobby totalnie nie potrafią się dogadać. Ja rozumiem, że nie wszyscy muszą się lubić tylko dlatego, że grają w tą samą grę, jednak jest różnica pomiędzy nielubieniem się a urządzaniem szopki na ogólnopolskim forum. Bo niestety trudno to inaczej określić.
Mam jedynie nadzieję, że reszta koordynatorów będzie potrafiła pomimo tej całej otoczki znaleźć rozwiązanie które będzię się sprawdzało w przyszłości gdyby się okazało, że takie animozje miałby się jeszcze objawiać. Wolałbym jednak by ludzie grający w 40kę potrafili się na tyle dogadywać by więcej nie doszło do takiej sytuacji i takiej dyskusji.
Choćby dlatego, że batlowcy będą się z nas śmiać ;).

wtorek, 9 czerwca 2009

Nadciąga...


... Syrenka Zagłady 2009. Pierwszy krok już mamy za sobą a niejako przy okazji i kilka następnych - Zły wrzucił na fora (na GV nawet jak zwykle "się dzieje") zarys regulaminu a pod nim widać całkiem spore zainteresowanie tematem. Jednak nie powinno być to zaskoczeniem bo formuła zabawy jest w skali kraju unikatowa a i ciężkich zabawek na półkach graczy przybywa. Również GW do tego się wydatnie przyczynia wprowadzając kolejne ciekawostki dostępne do tej pory jedynie za sprawą forga do własnej oferty. Można powiedzieć, że plastikowe Stompy czy wariacje na temat Banebladów przyniosły Super Heavy pod strzechy :)
Choć mi osobiście klasa turnieju na którym gram jest dokładnie obojętna a o tym czy się skuszę by się ruszyć poza Poznań w sporej mierze decyduje regulamin to jednak wydaje mi się, że dobrze chłopaki z w-w-a zrobili nie ubiegając się o Mastera dla Syrenki. Bo nie oszukujmy się, pomysł wystawiania tytanów na nawet 2300 punktów, to koło balansu nie stał i jestem przekonany, że w którymś momencie by się zrobił flame, że np. ktoś by jechał na ETC 2010 tylko dlatego bo udało mu się wymyślić bardziej chore kombo bazujące na Super Heavy. Choć może chelki będą decydować o końcowej kolejności i jeszcze nas ta zabawa nie ominie ;).
Regulamin po pobieżnym przejrzeniu mi osobiście się podoba mam jedynie nadzieję, że z misjami orgowie też coś fajnego wymyślą bo jak już i tak wspomniany balans został wysłany na spacer to i misje nie koniecznie muszą być stricte podręcznikowe. Choć na pewno będzie obawa przed zbytnim udziwnieniami bo dla graczy nie mających zbyt często styczności z apokaliptycznymi zabawkami ogarnięcie na bieżąco wszystkich zasad SH może być wyzwaniem. Ale nie oszukujmy się to jest turniej raczej dla doświadczonych graczy i wymagający czasu na przygotowanie armii więc to chwila dłużej spędzona nad misjami nikogo nie zbawi. Zwłaszcza jeśli ingerencja będzie niewielka i będzie np. inspirowana assetami czy zasadami formacji czy też w jakiś inny sposób nawiązywała do Apokalipsy. Zastosowanie takiej licytacji czasu na wystawienie od razu by sprawiło, że średnia długość bitwy spadłaby o 15-30 minut.
Szczerze mówiąc ja już się nie mogę doczekać tego turnieju i mam nadzieję, że żadne czynniki zewnętrzne nie zatrzymają mnie w drodze do stolicy. A póki co idę dopieszczać domek czarnoksiężnika czyli Srebne Wieże Tzeentcha i nawet obcięta siła D mnie zatrzyma przed jej wystawieniem.
O ile będzie dopuszczona :)

niedziela, 7 czerwca 2009

Last final assault

Wczoraj czyli w sobotę mieliśmy w Poznaniu turniej 40ki bazujący na formacie który najprawdopodobniej będzie przebojem naszej sceny turniejowej przez najbliższe dwa miesiące czyli opierający się o regulamin ETC. I choć delikatnie rzecz ujmując nie udało się nam osiągnąć jakiejś kosmicznej frekwencji to nie przeszkodziło to osobom które dotarły dobrze się bawić - w końcu wystarczyło graczy by mieć różnych przeciwników w wszystkich 3 bitwach.
Osobiście zdecydowałem się wziąć znowu armię na motorach ale tym razem złożoną na kodeksie marinsów ponieważ od DMP cały czas mam przesyt Ravenwingu. Jeszcze "po drodze" rozważałem różne opcje Eldarów i zwłaszcza kusiła mnie taka Iyanden-style ale suma summarum zdecydowałem się pozostać wierny cyklistom apokalipsy w power armourach. Oczywiście po tych trzech bitwach mam parę refleksji jak np:
- Libra w tej armii jest niepotrzebny. Ani gate ani null zone przy mojej koncepcji nie są mocami kluczowymi lub niezbędnymi. Oczywiście fajnie mieć kaptur ale w RW nie mam i jakoś sobie radzę. Kapelan jako dodatek do Command Squad'u na motorach wydaje się o niebo lepszym rozwiązaniem.
- Parki speederów z Typhoon Launcherami są naprawdę zacnym wyborem. Strzelają jak devki a nawet o dwa Heavy Bolce lepiej i choć są trochę bardziej miękkie to nadrabiają to mobilnością. No i jeśli umiejętnie korzysta się z zasięgu to wymagają konkretnych cegieł do strącenia.
- Troopsy motocyklistów są dla mnie cały czas zagadką. Niby prawie to samo co w RW a jednak znowu prawie robi wiadomo co. Atak bajk jeżdżący z jakąś bandą przybłęd jest pomyłką bo jadąc po preda człowiek oddaje więcej punktów niż był wart cel. Nie ma fearless'a aleakurat to dobrze rekompensuje combat tactics natomiast po tym turnieju jeszcze bardziej doceniłem scout'a. Daje wielkie morze opcji w każdej bitwie i naprawdę trudno go przecenić. Po prostu w wielu momentach brakowało mi pmysłu na te oddziały zwłaszcza na te combat squady bez fista.
Oczywiście też punktacja wzbudziła w mnie parę refleksji i tak:
- w misjach na znaczniki naprawdę nie trzeba zbyt wielu troopsów. Taktyka pilnowania jednego i contestowania przeciwnika sam się nasuwa a do jej realizacji nie potrzeba zbyt wielu własnych jednostek podstawowych - trzeba o nie jedynie dbać screenować itp itd.
- natomiast granie na Kill Pointy gdzie jeden decyduje o 5 dużych punktach to w przypadku wyrównanego skill i potencjału armii to niezły hardkor.
I tu dochodzimy do motywu który tak naprawdę jest fundamentem tej notki.
Gramy sobie z Areckim 3 finałową bitwę - jej zwycięzca najprawdopodobniej wygrywa turniej. 5 tura - jak się miało okazać - ostatnia, wynik w kill pointach 1:0 dla mnie. Do tej pory zajmowałem się głównie unikaniem korytarzy ogniowych oraz po prostu uciekaniem. Marinsi Areckiego natomiast relokowali się co turę z nadzieją na znalezienie świętego gralla firebasów ale mi kitranie się za skałkami wychodziło zdecydowanie lepiej. Arecki kończy i przyjeżdża w końcu do mnie Crusaderem z 5 młotkowymi i Lysanderem którego unikanie wchodziło w skład moich obowiązków jako broniącego korzystnego (w końcu 1:0) wyniku. Landek strzela, wkładka wysiada. Po opadnięciu kurzu i łusek okazuje się, że duch maszyny i reszta załogi po salwie do moich speederów osiągnęli wielkie nic. No to termosy szarżują na jedną parkę a Lysander aka Niszczę Wszystko Co Ma AV Niezależnie Od Ilości Structure Pointów na drugą. Wszyscy trafiają na 6tkach i termosom udaje się to 3 razy i oczywiście niszczą obie fruwajki. Natomiast Pogromca Wież Khornowych trafia dwa razy no i potem na efekty rzuca kolejne dwie szóstki. Koniec bitwy.
Poczułem się jak ten "biedny" Bayern w maju 99 roku:

Nigdy nie przypuszczałem, że znajde pretekst by wrzucić ten filmik na tym blogu ale się udało :). I bardzo proszę bez złośliwości zaczynających się od "A dekadę później..."
W ostatniej fazie, ostatniej tury....
Nawet wynik taki sam :)

środa, 3 czerwca 2009

Zacności w RGB.

Ostatnio potknąłem się o kilka fajnych rysunków w klimatach z 40 millenium i postanowiłem się podzielić tymi odkryciami. Pewnie nie dla wszystkich będą one nowe ale mam nadzieję, że dla kilku z Was drodzy czytelnicy będą to "nówki sztuki nie śmigane".
Zielonooki Krwawy Anioł.
Kolejny Obrońca ludzkości przed całym złem wszechświata.
Dla równowagi Najeźdźcy.
Bardzo epicki duel. A klaw chyba z stompy zajuchcony.

Ale to jeszcze nie wszystko z dziedziny .jpg bowiem na stronie Warhammer World wyklikałem prawdziwy powiew old-schoolu i wręcz retro. Box'y które nierozpakowane potrafią na ebay'u osiągać astronomiczne ceny a które zaczynając swoją zabawę z40ką miałem okazję oglądać. Na kupno takich cudeniek już się niestety nie załapalem:

Takie wiekowe figury marinsów mają dla mnie poza wszystkimi plusami wynikającymi z aspektów kolekcjonerskich i emocjonalnych dodatkowy smaczek, że bardzo fajnie się nadają do zrobienia armii z czasów Herezji Horusa. A taka za sprawą dodatku chłopaków z BoLS'a oraz wiadomego cyklu książek cały czas kręci mi się gdzieś z tyłu czaszki:
to zdjęcie też pochodzi z Warhammer World

wtorek, 2 czerwca 2009

Aaauuuuuu....


Według wszelkich znaków na niebie i w warpie następnym kodeksem którym nas GW uraczy a który będzie miał logo Wh40k na okładce będzie nowy naprawdę długo wyczekiwany kodeks wilków. Znaczy się kolejni marinsi. Aczkolwiek ci jak mało którzy zasługują na swój podręcznik choćby z względu na swoją bogatą przeszłość. Zarówno w dziedzienie fluff'u jak i zasad. Niezależnie kiedy kto zaczął grać w 40kę musiał się natknąć na opowieści z złą sławą owianych wilczych termosów z czasów drugiej edycji i spustoszeniu które siali dysponując katarynką i cyklonem. Równocześnie. Nie da się ukryć, że Kosmiczne Wilki zawsze swoją doktryną bojową czy charakterystcznymi jednostkami wyróżniali się z tłumu innych nosicieli 3+ sejwa.
A aktualnie dodatkowo wyróżniają się za sprawą najbardziej nie przystającego do zasad 5 edycji podręcznika armii - głównie dzięki sporej liczbie odniesień do podstawowego kodeksu Space Marinsów który od premiery C:SW zdążył się pare razy zmienić. I właśnie te odnośniki sprawiają, że w dobie kodeksów o maksymalnej prostocie w dziedzinie opcji i konfiguracji oddziałów mamy podręcznik w którym złożenie legalnej rozpiski wymaga wiedzy tajemnej pochodzącej z faq'ów, uściślenie i Russ wie czego jeszcze. Słowem czarna magia a ta jak powszechnie wiadomo prawdziwym odkrywcom wilczych ścieżek działa na nerwy jak mało który Dark Angel, więc tym bardziej gracze SW powinni dostać nowy dex. Bo jeszcze gotowi Nottingham z Prospero pomylić. Zresztą po tylu latach czekania nie byłoby to dla nikogo zaskoczeniem ;).
A skoro już jesteśmy przy byłym homeworldzie czarowników i zupek w proszku to Afro na gildii zacytował taką plotę:
GDUK 09 can expect to see a MASSIVE pre-heresy game....involving none other than the Space Wolves and Thousand Sons....yes thats right...they will combing the new Wolf Dex release with Planet Strike to re-enact:

The Burning of Prospero!
Szczerze mówiąc mi jako kultyście Tzeentcha takie działania promocyjne nie szczególnie leżą biorąc pod uwagę kto będzie promowany ale jeśli przez przypadek popełnią jakąś ciekawostkę choćby w postaci kolejnej formacji do apokalipsy dla Pana Zmian to będzie warto znieść powtórkę z rozrywki.
A póki co biorąc pod uwagę, że podobno kodeks już jest ukończony to plot odnośnie samych zasad jest niewiele a te które są nie dają jakiegoś ogólnego obrazu armii i koncentrują się na detalach. Mam jednak nadzieję, że armia będzie nadal miał ten swój brutalny charakter wyznawców power-fistów a jednocześnie będzie miała kilka grywalnych opcji. A jak jeszcze nie będą się one ocierały o SAFH z kontrą wolfguardów to już w ogóle będzie super. Zresztą jeśli zmusza się graczy by tyle czasu czekali to wypada by nowy kodeks dał im choć trochę frajdy. I liczę, że nikt w gamesie nie doszedł do wniosku, że po tylu latach cokolwiek z nowym artem na okładce będzie hitem. A na razie nie pozostaje nic innego niż czekać, ale w tym Wilki mają duuużą praktykę a biorąc pod uwagę, że z lat przeszliśmy na miesiące to powinno być łatwiej. Albo i nie - w końcu finisze są najtrudniejsze.

sobota, 30 maja 2009

Jak szczur z goblinem przy spaczeniu.

Rat-Coach

Zgodnie z obietnicą poświęcę tą notkę Flying Cirrcus of Mad Rats czyli bandzie mutantów rodem z kanałów którą przyszło mi dowodzić w najnowszej edycji poznańskiej ligi Blood Bowla. Drużyna już minęła zdecydowanie półmetek rozgrywek i ma na koncie 9 rozegranych meczy więc aktualnie łatwiej mi już coś sensownego o nich napisać.
Przedstawiciele kanałów zwani Underground Team są dla mnie drużyną genialną. Na pierwszy rzut oka w ich rozpisce nie ma nic godnego uwagi. Będąc składakiem zawodników z dwóch innych drużyn czyli goblinów i skavenów wzięto z nich te najbardziej standardowe wybory odrzucający wszystko co fancy u zielonoskórych i szczurzych gutter runnerów. W zamian wszyscy zawodnicy mogą mutować czyli dostali dostęp do skilli mutacyjnych co pozwala na stworzenie naprawdę ciekawych zawodników. I pierwsze właśnie takie psuedo gwiazdki kanałów zaczynają się pojawiać w moim teamie dodając mu sporo kolorytu.
Przy okazji grania tą zbieraniną wyrzutków odkryłem też, że AG 3 jest w zupełności wystarczające by grać a przynajmniej próbować grać piłką. Zresztą niejako byłem zmuszony do dokonania tego odkrycia bo ustawianie cage'a zawodnikami z siłą dwa może i jest możliwe ale zdobywanie nimi terenu zdecydowanie mniej. Granie więc drive'ów 8 turowych i lutowanie wszystkich napotkanych zawodników drużyny przeciwnej po drodze nie jest taktyką która często miała by zastosowanie w przypadku Kanały Finest. Na szczęście istnieją alternatywne strategie, które może i nie pozwalają na zbyt długie utrzymanie piłki ale na robienie touchdownów jak najbardziej. I to w miarę szybkich a rzucając goblinem i mając trochę farta to również można się pokusić o OTT. Nie jest to oczywiście łatwe zresztą mój troll już jeden zielony posiłek zdążył sobie zaserwować ale sama możliwość jest nie do przecenienia.
Używając skili bazujących na zbawiennym działaniu spaczenia można też złożyć całkiem konkretnych blitzerów bez konieczności rzucania żadnych dubletów czy też wzrostów cech które się pojawiają niczym hiszpańska inkiwzycja. Dzięki nim - blitzerom - nie inkwizytorom, człowiek nie czuje się całkiem bezradny w starciach z drużynami siłowymi. A te zdecydowanie dominują w naszej lidze. Są choćby 3 teamy Khorna które z piłką mają tyle wspólnego, że przebywają na tym samym boisku. Do tego inne chaosy, Khemri norsi etc. Z drużyn grających piłką są wampiry i elfy i z oboma przegrałem (i tylko z nimi). I jest to dla mnie o tyle zaskakująca obserwacja bo moje poprzednie szczury dobrze radziły sobie właśnie z drużynami mającymi świadomość istnienia akcji Pass natomiast z drużynami lutującymi regularnie zaliczały fakupy. Ale dwa mecze to mało by wyciągać wnioski poza tym to nie drużyna gra tylko trener a akurat te dwie ekipy mają coachów z górnej półki więc nie ma co dorabiać jakiś teorii do tych wyników.
Patrząc na dotychczasowy bilans czyli:
D-L-D-W-D-L-D-W-D
można dostrzec "delikatną" dominację remisów - wydaje mi się więc, że najbardziej adekwatną nazwą dla mojego teamu byłoby "Złodzieje punktów" bo takimi remisami mogą kogoś pozbawić szans na mistrzostwo. I to będzie ich jedyny udział w walce o najwyższe cele ale w końcu to dopiero pierwszy sezon. A w następnym powrócą więksi, silniejsi i bardziej zmutowani. O ile dożyją...

poniedziałek, 25 maja 2009

Euro. Incoming.

Przed pierwszym Euro udało mi się namówić naszych kadrowiczów do zwierzeń które ciągle znajdują się na tym blogu pod opieką Adeptus Archivus i możecie je znaleźć pod tymi linkami:
Reprezentacyjne Who Is Who cz. 1
Reprezentacyjne Who Is Who cz. 2
Reprezentacyjne Who Is Who cz. 3
W tym roku jeśli nasi reprezentanci dadzą się skusić wizją tabloidowej sławy chciałbym powrócić do tej zabawy. Biorąc pod uwagę, że rotacja w naszej drużynie do jakiejś porażającej nie należy to by się dowiedzieć czegoś nowego należałoby przygotować nowy zestaw pytań, (/początek/) jeśli więc jest coś co chcielibyście wiedzieć a boicie się się spytać (/koniec wyświechtanego zwrotu/) to piszcie choćby w komentarzach.
A póki co zainteresowanym lub szukającym rozrywki dla których bash jest za 3 razy za rzadko aktualizowany polecam kulisy wyłaniania się reprezentacji w WFB. Co prawda dyskusja nie jest pierwszej świeżości ale myślę, że nie wszyscy mieli okazję się z nią zetknąć i dla nich będzie ona nowa. I można by ja sklasyfikować jako ciekawostkę lub uznać, że ale ten kwadrotowy świat jest nooo... po prostu kwadratowy jednak od powodzenia naszych kolegów po młocie uzależniony jest powrót ETC do Polski bo to sukces w popularniejszym (póki co) battlu determinuje gospodarza kolejnej edycji Euro.
Jest jeszcze opcja by 40ka i battle rozdzieliły swoje drogi i o ile przez długi czas wydawała się ona mrzonką tak w kontekście braku turnieju towarzyszącego w 40stce może się stać choć trochę realniejsza. Myślę, że nadal będzie daleko do jej realizacji jednak osobiście uważam, że taka sytuacja która zaistniała w tym roku imprezie jako takiej nie służy. I jeśli częściej okrągła odmiana młotka ma ulegać dominacji kątów prostych to oddzielenie się i nadanie 40kowemu Euro innego w domyśle samodzielnego wymiaru niż side event dla battla może się okazać niezbędne.

sobota, 23 maja 2009

Prawie jak raport z pól chwały

Advance. Bloody Advance.

Cały czas jestem pod wrażeniem wczorajszej bitwy w Apokalipsę którą się udało chłopakom rozegrać przy jako to zostało określone mojej "moderacji". Chłopaków było po trzech w teamie i po jednej stronie konfliktu był chaosu na 12 000 punktów a po drugiej Space Marinsi na 8000 i Eldarzy na kolejne 4000. Przy tej ilości wojsk po raz pierwszy wyszliśmy poza jeden stół bo nawet 96" na 72" było za mało i dołożyliśmy drugi teatr działań o wymiarach 96" na 48". Na głównej arenie było 6 znaczników a na tej niejako dodatkowej 3 kolejne. Oprócz tego każdy z graczy przed bitwą dostał zaklejoną kopertę a w niej ściśle tajny rozkaz który nawet w obrębie własnej drużyny nie powinien był być ujawniany bo nie wszystkim sojusznikom można było ufać... Jego wykonanie liczyło się jak zdobycie 3 znaczników więc teoretycznie można było zdobyć w nich 9 VP. Ale tylko w teorii bo niektóre cele różnych dowódców się wzajemnie wykluczały. A fakt, że oni o tym nie wiedzieli nadawał całej zabawie dodatkowego smaczku.
Kolejną nowością w naszych apokaliptycznych bojach był Avatary - czyli zawodnicy z sekcji HQ którzy mieli niejako reprezentować dzielnych generałów-graczy na stole. Można było też im wymyślić jakąś zbalansowaną zasadę specjalną. Oczywiście jak to w takich sytuacjach bywa okazało się, że póki co pojęcie balansu nie jest wartością uniwersalną i różni ludzie różnie go postrzegają. Jedni bardziej w lewo inni bardziej w prawo - ale pierwsze śliwki robaczywki następnym razem będziemy mądrzejsi jednak sam pomysł był IMO całkiem fajny. No i dał sporo możliwości rozszerzenia spektrum celi w bitwie - np. jeden z graczy chaosu musiał doprawdzić do śmierci szefa "sojuszniczej" ekipy (czyli Avatara kolegii po gwieździe) co by móc zostać szefem wszystkich szefów bez tego "lansera z Eye of Terror".
Oczywiście w takim epickim starciu nie mogło zabraknąć dużych zabawek i po stronie Order'u był już standardowy zestaw w naszych bitwach pod postacią eldarskiego flayera i Scorpiona plus Baneblade. Natomiast Chaos próbuje narzucić wyścig zbrojeń i poza Naprawdę Wielkim Demonami aka "Aauu Sternguardzi Do Nas Strzelają" pojawiły się dwie wieże czyli Khornowa - "Cała Na Płasko" i Nurglowa - "Cała Na Biało". No i na deser Doomsday Device czyli Zegar Słoneczny w Eye of Terror.
Główny teatr działań.

Nie będę nawet próbował odtwarzać i opisywać tego starcia bo zbyt wiele się działo ale parę wydarzeń zasługuje na wspomnienie "bo takie rzeczy to tylko w Apokalipsie". Hitem bitwy były granaty Vortex do tej pory w wszystkich naszych dotychczasowych bitwach były ignorowane a tu nagle się okazało, że wszyscy uznali że nadszedł czas rozwiązań ostatecznych. Oczywiście po użyciu wylądowały w największej zadymie a nasi dzielni genrałowie zamiast wycofać się z tego rejonu zrobili sobie, pomiędzy dwoma templatkami wsysającymi wszystko na swojej drodze, miejsce ustawki. Jednym z większych celi pochłoniętych przez spuszczony z smyczy Vortex był Lojalistyczny Landek z jakimś specialem w środku :).
"Dodatkowa" arena walk

Ale absolutnym hitem bitwy była szarża Lysandera - szefa formacji Łowców tytanów na Khornowy czołg. Pokazał w niej czemu jest szefem tej formacji i dlaczego ona się tak nazywa a nie inaczej. Jak lutnął ze swojego młotka to czołg jak na coś pobogosławione przez Khorna przystało wybuchł apokaliptycznie na 14" (S9, AP2). Zginęło:
3 berków
rhino
predator
droppod
terminator lojalistów
8 oblitów
Dropod i Rhino wybuchły oba na 6" (!!!) cali łaskocząc kolejne berki.
To było Prawdziwe chain reaction tudzież efekt motyla i właśnie dla takich akcji warto czasem sobie zagrać w apo.
Oczywiście Lysandera spotkała zemsta w postaci Pana-Trzy-Ósemki który mu wytłumaczył, że szacunek dla mienia Khorna krwią spływa. Ale żeby było śmieszniej dosłownie 5 minut później dokładnie taki sam los spotkał wieżę Nurgla, jednak w tym przypadku zabrakło tylu modeli w pobliżu by efekt był równie spektakularny ale i tak komuś się udało złapać autostopa do Warpa.
Mnie jednak los tych dwóch wież ucieszył bo dzięki temu zwietrzyłem swoje szanse w konkursie: "Który bóg chaosu jest najlepszym wież-twórcą i dlaczego jest to Tzeentch?" ;). Do następnej rozgrywki 3cia odsłona architektury kolców powinna być ukończona i gotowa by podbić caaaały świat...
Złowieszczy śmiech.
Kurtyna
.
Ciągle WiP ale już coraz bliżej...

środa, 20 maja 2009

Reprezentacyjne Refleksje

Aktualny system dobierania reprezentacji naszego kraju na 40kowe Euro prezentuje się tak, że 5 najlepszych graczy na koniec sezonu w lidze dobiera 3 kolejnych graczy wg własnych kryteriów i w ten sposób otrzymujemy 8 osobową drużynę. Oczywiście też rezerwowi są mile widziani no bo różne wypadki losowe się zdarzają. W tym roku te wybory zakończyły się wcale nie małym niesmakiem związanym z osobą Wosho który pomimo zajęcia 6 miejsca w lidze nie został powołany do naszej kadry i zaproponowano mu w zamian status rezerwowego. A wspomniany niesmak w głównej mierze wynikał też z przyjęcia tej decyzji przez samego zainteresowanego. Ale było, minęło a wszystkim w przeszłości i przyszłości pomijanym na pocieszenie przypomnę, że w batlu pierwsza trójka dobiera resztę teamu więc u nas i tak jest łatwiej sobie zapewnić status reprezentanta z pominięciem liczenia na zdobycie czyjeś uznanie.
Do tegorocznego Euro została zgłoszona reprezentacja Wysp Owczych która tak naprawdę jest drugą reprezentacją Danii bo trudno dwóch dziadków i w przypadku jednej osoby rodziców, uznać za wystarczający mandat do reprezentowania tego, skądinąd uroczego, zakątka globu przez 8 osób. No i w tym momencie powstaje pytanie czy może nie warto dopuścić by jeden kraj mógł wystawić więcej niż jeden team. Potencjalne zyski z tego rozwiązania są oczywiste większa frekwencja więcej teamów i w ogóle więcej. Dla takich krajów jak nasz ma to jeszcze większe znaczenie niż dla innych (w domyśle z mniej rozwiniętą sceną turniejową) bo jak pokazuje przykład wspomnianego już Wosho to pomimo posiadanego skilla dostanie się na tą zabawę wcale nie jest proste a pewnie znalazło by się sporo chętnych do rywalizacji na międzynarodowym szczeblu.
Nie da się jednak ukryć, że takie otwarcie ram imprezy na wszystkich chętnych ma jedną poważną wadę - odbiło by się to na jej prestiżu i klimacie. Nie da się bowiem ukryć, że jednak inaczej smakuje gdy Nasi Najlepsi wygrywają po prostu z Niemcami a nie z Germany B czy C. A takich drużyn, bo trudno o nich już pisać jako o reprezentacjach, z tych największych krajów mogło by być całkiem sporo. A z czasem pewnie pojawiało by się też coraz więcej drużyn mieszanych które by mogły być ostatecznym ciosem dla koncepcji Mistrzostw Europy. Wydaje mi się więc, że jednak aktualna formuła jest optymalna wymaga jedynie zabezpieczenia się przed pomysłami kiedy ludzie bez najmniejszego związku z jakimś krajem będą próbować go reprezentować. Bo nie ukrywam, że pomysł Duńczyków mnie nie zaskoczył bo w Poznaniu już nad tym dumaliśmy i tylko nasze spojrzenie przykuły kraje szejków ponieważ chcieliśmy to połączyć z jakimś sponsoringiem ;).
Odpowiedzią więc na potrzeby ludzi którzy chcą pograć teamowo na ETC może być side event który mam wrażenie póki co jest trochę po macoszemu traktowany. Co w sumie nie jest dziwne biorąc pod uwagę nakład pracy potrzebny do zrealizowania samego głównego turnieju. Jednak zmiana jego formuły jak na jakąś mniejszą czyli 3 lub 5 osobową drużynówkę czy chociaż jak już tu kiedyś proponowałem turniej par mogłoby rozwiązać chociaż część potrzeb w społeczności europejeksich graczy na powszechną międzynarodową ustawkę w 40 millenium. A oto tak na prawdę chodzi w tej całej zabawie.

poniedziałek, 18 maja 2009

Czy często...

... zaglądasz Drogi Czytelniku na fora rozpisek? Albo w pokrewne tematy gdzie jest przedstawiona czyjaś koncepcja armii a inni ją kryt... komentują? Bo muszę się przyznać, że mi się to często nie zdarza by nie powiedzieć wprost, że jest bardzo rzadkie. A wynika to z faktu, że zazwyczaj niewiele się dzieje w tych topicach i trudno tam o jakąś merytoryczną dyskusję a jeśli tak się zdarzy to raczej konwersacja i to na temat legalności rozpiski a nie jej działania. W większości tych tematów też brakuje postów graczy naprawdę doświadczonych którzy jednym postem potrafią zawrzeć więcej niż reszta dyskutantów przez dwie strony.
Ale przychodzi taki czas w roku kiedy nasza krajowa czołówka jest niejako zoobligowana do pisania o rozpiskach, taktykach oraz swoich doświadczeniach z różnymi oddziałami jak i całymi armiami. Ten czas właśnie nastąpił bowiem już coraz bliżej do Euro i nasza reprezentacja zaczyna swój wyścig zbrojeń z czasem i Niemcami ;). I jedną z bardziej istotnych części tego wyścigu jest złożenie rozpisek które o tzw. mityczny klimat nie mają być nawet posądzane a mają po prostu być mocne i pełnić konkretną funkcje w teamie. Na fali Drużynowych Mistrzostw Polski warto zajrzeć na stosowne forum poświęcone naszym Najlepszym które tym razem wylądowało na Glorii.
Swoją drogą warto to odnotować, że przed trzecim już ETC pod-forum naszej reprezentacji ląduje na trzeciej stronie. Może warto pomyśleć, że skoro i tak liga służy selekcji większości z tego teamu to może warto by jego forum od tzw. następnego razu była na Stronie Ligowej. Zwłaszcza, że aktualnie ta w pełni zasługuje na takie miano i sprawia wrażenie stabilnej miejscówki sieciowej. A takie archiwum rozkmin autorstwa najlepszych graczy w naszym kraju nad rozpiskami z różnych edycji zebrane w jednym miejscu byłoby całkiem pouczające zwłaszcza dla nowych graczy.

sobota, 16 maja 2009

Krucze Refleksje


Wracając w zacnym gronie spod szyldu 07set upodlenie z Drużynowych Mistrzostw Polski oczywiście w samochodzie nie mogło zabraknąć rozmów o figurach, bitwach, taktykach i strategiach. Tylko o parowaniu tak jakby mniej rozmawialiśmy ;). I w trakcie tych dywagacji naszła mnie pewna refleksja odnośnie mojej armii czyli Ravenwingu.
Kiedy zaczynałem zbierać tą armię na przełomie 3 oraz 4 edycji jej główną siłą były speedery w wariancie tornado oraz spaślaki na motorach czyli libra i Grandmaster obaj z 2+ sejwa, obaj źli i wkurzeni oraz obaj za 200+ punktów. A tornado jak tornado w liczbie 9 sztuk pluły jak szalone - 63 strzały i to po 12" ruchu. Znaczy się pestkami i bohaterami ta armia stała a reszta to były dodatki znaczy się fisty i melty. Natomiast tym czego zawsze w niej brakowało to były scoringi na koniec bitwy. Przy około 8 na początku i to niezbyt licznych utrzymanie ich powyżej połowy by zajmowały cele (na stare zasady) było poza nielicznymi wyjątkami bardzo trudne. Zwłaszcza, że wszystkie działały z 24 cala ;) lub nawet bliższej odległości. Znaczy się ładowały się pod całe bogactwo inwentarza przeciwnika.
Aktualnie pomimo mojej wielkiej sympatii do Samaela to typka z master-crafted power weapon (S4) trudno nazwać jakimś wielkim koksem. Natomiast kapelan z poprzednimi killerami ma tyle wspólnego, że również ma fista. I to by było na tyle. W porównaniu więc do byłych bywalców sekcji HQ w aktualnych rozpiskach Ravenwingu można stwierdzić poważne osłabienie. Ale jeśli to jest poważne osłabienie to jak nazwać zmianę w ilości pestek z wspomnianych 63 na zero? To są właśnie aktualnie największe bolączki czystego RW - brak morderców w walce wręcz oraz totalny brak pestek. Natomiast to czego na pewno w 5 edycji nie brakuje tej armii to skoringi. Na turnieju lokalnym można mieć ich więcej niż wszyscy 3ej przeciwnicy razem wzięci. Inna sprawa, że twarde to one nie są ale też nigdy nie były więc nic nowego.
Zaskoczyło mnie jak bardzo zmieniła się armia która ma raptem kilka jednostek do wyboru na krzyż i korzysta się cały czas z tych samych wyborów tylko w różnych proporcjach i z różnym uzbrojeniem. W końcu ciągle używam tych samych modeli a armia zmieniła się z zero-jedynkowego młota w zgromadzenie finezyjnych cyklistów i choć fundamenty taktyki są takie same tak czuję się jakbym grał zupełnie nową armią. I za to w sumie uwielbiam tą grę.

poniedziałek, 11 maja 2009

No i po sezonie 2008/2009

No i po DMP. Jak już widać po pierwszych reakcjach na forach powszechne odczucie jest zgodne - było zajefajnie. Impreza jak dla mnie była bardzo dobrze przygotowana pod każdym względem. A pamięć o takich detalach jak bilety dla chętnych by pojechać do knajpy w sobotni wieczór tylko świadczy jak bardzo stołeczne środowisko się zaangażowało w ten turniej.
Oczywiście chętni znajdą dziury w całości ale zrobienie z mistrzostw szwajcarskiego sera jest po prostu niemożliwe. Należy jednak wspomnieć, że może i Death Storm jest fajny ale co najwyżej do Apokalipsy. Natomiast w bitwie na normalne punkty ociera się o niedorzeczność. Dopuszczenie więc tego cuda nie było szczególnie szczęśliwym wyborem. Ale plus tego jest taki możemy uznać ten wynalazek za gruntownie przetestowany. Również widełki punktowe zarówno w obrębie samej bitwy jak i całego meczu były dosyć wymagające co sprawiło, że w porównaniu do poprzednich edycji było dużo więcej remisów. No chyba, że poziom skill'a się tak wyrównał w naszym kraju...
Generalnie, więc ci którzy z różnych przyczyn nie dotarli mają czego żałować bo Warszawiacy pokazali, że czasy kiedy stołeczne turnieje były złą sławą owiane to przeszłość. A ponieważ całą imprezę wygrał team reprezentujący w sporej mierze Toruń to przed środowiskiem z piernikowa wielkie wyzwanie. Bo poprzeczka wisi naprawdę wysoko.
Przy okazji tego turnieju doszło (podobnie jak w zeszłym roku) do rozdania nagród za ligę oraz młotków. O ile ranking był znany wszystkim zainteresowanym od dłuższego czasu i o żadnej niespodziance nie mogło być mowy o tyle rozdanie "Nagród Środowiska" wywołało więcej emocji. Zwłaszcza, że poza kategorią Wkład w Ligę trudno było wytypować żelaznych faworytów.
Tak się prezentuje lista nagrodzonych:

1) Najsympatyczniejszy gracz
- Afro

2) Najprężniejsze środowisko
- Kraków

3) Najlepsza strona internetowa
- Blog Treja "...z 24 cala"

4) Najlepszy turniej
- Wojna Światów

5) Najlepszy sędzia
- Eman

6) Największy wkład w Ligę
- Michał "MiSiU" Wiśniowski - za stronę ligową, automatyzację rankingu ligi i generalnie całokształt

7) Najlepsza twórczość fanowska
- Klub Sztab za kodeks Lost and Damned

Wielkie gratulacje dla wszystkich zwycięzców oraz nominowanych.

Miałem okazję odebrać nagrodę w dwóch kategoriach i korzystając z tej binarnej tuby jaką jest ten blog chciałem podziękować za otrzymane głosy. Obiecuję, że będę się starał w przyszlym roku również na nie zasłużyć a łatwo nie będzie bo konkurencja w poszczególnych kategoriach robi się coraz mocniejsza. Co, prawdę mówiąc działa, na mnie całkiem stymulująco.
Chciałem również bardzo, ale to bardzo podziękować wszystkim zaangażowanym w projekt Lostów bo bez nich jego macki nie ujrzałby światła dziennego. Ich wkład w tą publikację jest absolutnie nie do przecenia i mam nadzieję, że nagroda od Was zmobilizuje naszą ekipę do realizacji kolejnego projektu. A trochę koncepcji chodzi nam po głowach.
A zamiast silenia się na błyskotliwą puentę tzw. tysiąc słów:

czwartek, 7 maja 2009

(D)ipujący (M)łóckowy (P)otworek

Już za kilkadziesiąt godzin rozpocznie się impreza zwieńczająca sezon 2008/09 Ligi WH40K czyli DMP. Szczerze mówiąc jeszcze juto czeka mnie pozbieranie armii w całość nadającą się by wystawić ją na stole, na tym bądź co bądź bardzo prestiżowym turnieju. I mam jakieś takie przeczucie, że nie jestem jedynym który jutro będzie prowadzącym w swoim prywatnym show pt. "Pimp my minis - hurt edition". I na pewno deadline tej produkcji będzie zdecydowanie bardziej napięty niż oryginału z MTV.
Natomiast na forach doskonale widać kto już się z tym uwinął i nie potrzbuje więcej czasu na pracę nad armią i może go wykorzystać na jakiegoś małego flejmika. Albo nawet na takiego nie całkiem małego. Ostatni temat na tapecie to Drop Pod z forga rodem którego zawartość stanowią nie marinsi a rakiety bądź katarynki czyli Deathstorm - złą sławą owiany. I nie trzeba być szczególnie doświadczonym graczem by stwierdzić już po pierwszym rzucie oka na jego zasdady, że jego zasady z balansem się widzieli jak nasi piłkarze z Ligą Mistrzów (tak na czasie). Czyli "prawie". Co ciekawe czytając co prawda jednym okiem te dyskusje nie do końca skumałem co jest przedmiotem sporu. I szczerze mówiąc nie wywołuje to w mnie jakiegokolwiek poczucia straty - po prostu przy pierwszym kontakcie z tym cudeńkiem poproszę sędziego o konsultacje.
Mogą powstać całkiem zasadne wątpliwości co do sensowności opuszczania tej wariacji poda na tak duży turniej ale osobiście wychodzę z założenia, że po prostu jest dopuszczony i nie ma nad czym dywagować. Mam jedynie nadzieję, że nie będzie on niezamierzonym trademarkiem stołecznej odsłony DMP i wszystko co najgorsze w tym względzie odbyło się już w postaci cyfrowej na forach. Choć jego popularność w rozpiskach nie nastraja optymistycznie.
A skoro już o rozpiskach mowa to przyznam się bez bicia, że nie przeczytałem, żadnej z tych wrzuconych na necie. I z tego co się orientuje chyba nikt w naszym teamie o dumnej nazwie 07set upodlenie nie znalazł na to czasu. Taktykę mamy cokolwiek husarską polegającą na unikaniu nawet spojrzeń, nie mówiąc już o kierunku, na boki. Generalnie mam wrażenie, że poniższy klip ma sporo wspólnego a naszą myślą strategiczną:

I jeśli będziemy się bawić równie dobrze jak Tede i spółka na tym video to Warszawskie DMP na pewno zaliczymy do udanych. Czego wybierającym się w najbliższy weekend do stolicy serdecznie życzę.

wtorek, 5 maja 2009

Tribute to 1st edition


Nie wiem drogi Czytelniku jak często zdarza się Tobie odwiedzać stronę Games'a ale ja osobiście muszę się przyznać, że nie jestem zbyt częstym bywalcem na niej. Wydaje mi się, że w głównej mierze wynika to z braku wiary, że warto czyli, że coś ciekawego się pojawiło. A poza tym nie oszukujmy się super przejrzysta i zrozumiała to ona nie jest. Ale to tak tradycja już od kliku dobrych odsłon tego site'u, podobnie jak nie wydawnie nowych figur do Tzeentcha czy kolor Ultramarines'ów.
Jednak są ludzie którzy śledzą działalność webmasterów z Nottingham i wśród nich jest Yedli który w nawiązaniu do mojej nieustającej sympatii do odtwarzania na stole różnych historii z fluff'u rodem podesłał linka do kampanii Rynn's World Disaster. Ta kampania jest historyczna nie tylko z względu na opisanie działań pochodzących z przeszłości Imperium ale również z względu na to, że jest remakiem scenariuszy pochodzących jeszcze z Rogue Trader'a czyli pierwszej edycji Warhammer'a 40k.
Kampania nie wykorzystuje żadnych wielce zaskakujących rozwiązań w kwestii mechaniki i oferuje kilka połączonych scenariuszy, ale chyba nikt się nie spodziewał wiele więcej po niej. Dla mnie osobiście to swoisty hołd dla old-skul'u. Zabawa jest przewidziana dla 2 graczy i jeden z nich dowodzi Crimson Fistami a drugi Orkami więc szczególnie wielkiej dowolności w dobrze sił nie ma. Na taką trzeba poczekać do Planetary Empires czyli może mieć nadzieję, że nie szczególnie długo. A póki co mamy możliwość wskoczenia w przeszłość co posiadającym stosowne modele szczerze polecam.

czwartek, 30 kwietnia 2009

GT strikes back

Początkowo chciałem poświęcić ten wpis Drużynowym Mistrzostwom Polski które odbędą się w kolejny weekend. Byłoby to też zasadne ze względu na fakt, że Marios wrzucił już na widok publiczny za pośrednictwem forum GV rozpiski zgłoszonych teamów. Jednak po chwili zastanowienia stwierdziłem, że DMP nie zając (zwłaszcza "spasione" ilością zgłoszeń), a póki co moim zdaniem wypadałoby wspomnieć o innym turnieju w stolicy naszego kraju który właśnie co się odbył czyli o Grand Tournamencie.
Muszę przyznać, że tak jak choćby jeszcze rok temu GT było imprezą której obecność w tzw. kalendarzu turniejowym nie było dla mnie w jakikolwiek sposób istotne tak w tym roku żałuję, że nie było mi dane dotrzeć do Warszawy. Patrząc bowiem z boku mam wrażenie, że z roku na rok robi się z tego co raz ciekawsza impreza która pomału dorabia się swojego - słowo klucz- trademarka czyli obcokrajowców. Oczywiście nie przyjeżdżają do nas grupami które swoją liczebnością mogłyby stawać w szranki z plutonami gwardzistów ale przy odrobinie szczęścia można się pobawić z ludźmi z innych stron Europy. Jest to dla mnie tzw. duża wartość dodana.
Turniej ma też inne cechy charakterystyczne jak choćby system punktowania który wśród wielu graczy w naszym kraju nie znalazł uznania. Nie da się ukryć, że szczególnie rozbudowany on nie jest - można bowiem wg niego przegrać, zremisować, wygrać. Żadnego stopniowania zwycięstwa więc jeden Killing Point w tą czy w tamtą może mieć zdecydowanie większe konsekwencje niż na innych turniejach. Nie dziwię się, że dla osób przyzwyczajnych do wyników w zakresie 0-20 propozycja GT jest trudna do zaakceptowania ale jeśli dla kogoś, wynik, w najlepszym razie ma drugorzędne znaczenie to jest mu z tym zdecydowanie łatwiej. W przywiązywaniu małej wagi do rywalizacji samej w sobie, poza towarzystwem jak spod wierzy Babel pomaga wizualny aspekt zabawy. Turniej ten mam wrażenie, że jakoś częściej przyciąga ciekawe armie czy też choć modele. Na pewno jest to też powiązane z ludźmi spoza granic Polski których armie nie są "opatrzone" za sprawą kolejnych masterów gdzie się przewijają te same modele.
Podsumowując - podoba mi się asertywność Szamana przy organizacji GT dzięki której nawet jeśli Grand nie będzie bił rekordów frekwencji (w tym roku na 40k było 40 osób) to może być turniejem na który niektórzy będą czekali od maja do kwietnia. Dzięki tej konsekwentnej realizacji wizji mamy w wspomnianym już kalendarzu imprezę która zamiast być kolejną wariacją na temat masterowych standardów proponuje rozrywkę przy Warhammerze 40k gdzie lepiej wynik zsunąć na drugi plan. Tylko ta nazwa jakoś tak mało adekwatna do tej formuły...

sobota, 25 kwietnia 2009

A czy Ty już zagłosowaleś?

Wraz z nadciągającym już wręcz milowymi krokami Drużynowymi Mistrzostwami Polski zbliża się również oficjalne zamknięcie sezonu ligowego. Podium, zwycięzcy i reprezentacja naszego kraju na Euro a także kwiaty, wywiady, wycieczki do zakładów pracy i te klimaty. A przy okazji również rozdanie młotków czyli nagrody środowiska dla środowiska czyli moment chwały orgów czy sędziów. Tutaj znajdziecie zarówno listę nominowanych w 7 kategoriach oraz opis procedury głosownia.
Nie jest ona może szczególnie zautomatyzowana ale mam nadzieję, że nie powstrzyma Was to przed dokonaniem wyboru. Nadal nie jest to szczególnie czasochłonne i na pewno jest warte tej chwili spędzonej na napisaniu maila. Jakby ktoś miał wątpliwości co do swojego ligowego ID znajdzie je bez problemu (najwyżej korzystając z ctrl + f) w rankingu.
Nie będę się tutaj po raz kolejny się rozwodził nad tym dlaczego te nagrody są ważne dla środowiska i jego rozwoju bo pisałem tu o tym nie raz i nie dwa. Nie będę się więc powtarzał i ograniczę się do sparafrazowania może nieco patetycznie ale wydaje mi się, że mimo wszystko na miejscu hasła powstałego przy okazji mobilizacji do jakże boleśniejszych wyborów politycznych:

Młotki szansą dla naszej 40ki. Pomóż ją wykorzystać.

Właśnie wykorzystać młotki:

czwartek, 23 kwietnia 2009

Krwawa Pyra V

4 sezon na stołku głównego trenera drużyny Warp Speeders właśnie dobiegł końca. Otaczały go wyjące z radości orki natomiast ostatnie szczury opuszczające cmentarz na którym rozegrał się ten dramatyczny finał chowały się w studzienkach kanalizacyjnych. Miał przeczucie, że po tej przegranej nie powinien iść w ich ślady. Póki co lepiej się oddalić i przeczekać wielką gorycz wszystkich fanów Ikita czy Timesplittera. Zwłaszcza gorycz takich fanów jak szef wszystkich Assassinów czy inny Szary Prorok.

Jakiś czas temu zakończyliśmy w Poznaniu nasze pierwsze podejście do kampanii w systemie Battlefleet Ghotic które nieskromnie jako organizator uznaje za całkiem udane. Oczywiście dało się wiele rzeczy rozwiązać lepiej ale to jest materiał do analizy przed kolejną edycją która w ogóle ma być lepsza, ciekawsza i bardziej kosmiczna. Ale za nim do niej dojedzie rozegramy właśnie zainaugurowaną ligę Blood Bowl'a. To już piąta jej odsłona w stolicy podziemnych pomarańczy i jestem przekonany że nie ostatnia.

W kanałach powstałeś do kanałów wrócisz. Dotąd nie miał świadomości jak bardzo trafne jest to stwierdzenie. Jednak jego powrót do podziemnego Imperium komplikowała niechęć (najdelikatniej rzecz ujmując) szczurzych władców do jego osoby. Na szczęście w kanałach są miejsca o których elektrykom się nie śniło dzięki czemu nie dość, że znalazł schronienie to i drużynę - głodną sukcesu ale jeszcze bardziej głodną spaczenia w każdej postaci. Drużynę prawdziwych mutantów.

Po zeszło sezonowym finale w którym na prawdę nie wiele zabrakło do końcowego sukcesu prowadzonym przeze mnie szczurom spod szyldu Warp Speeders postanowiłem odpocząć trochę od tych pędziwiatrów i pograć innym teamem. Jednak moje zamiłowanie do Skavenów nie pozwoliło mi szukać zbyt daleko i mój wybór padł na Underground Team. Jest to mieszanka tych gorszych zawodników szczurów z podstawowym zawodnikami goblinów czyli - goblinami. Żadnych fajerwerków poza jednym - wszyscy mają z bazy dostęp do umiejętności mutacyjnych dzięki czemu, przy założeniu, że komuś uda się wystarczająco pożyć można w ramach tej druzyny stworzyć na prawdę ciekawych zawodników. W kawałku fluff'u o tej drużynie który mi kiedyś się przewinął przed oczyma padło stwierdzenie, że kibice przychodzący na mecze Undergroundu nie licze na jakieś dobre wyniki bo o te w ich przypadku trudno leczy by pooglądać największych mutantów w kanałach.

No i wśród wielkiej wrzawy wybiegli na boisko w gorących promieniach słońca. Najpierw najmniejsi i zieloni czyli gobliny. Następnie szczurzy linemani skrzętnie dbający już od początku by od orków z drugiej strony boiska zawsze dzielił ich jakiś zielony kurdupel. Po nich ci na których barkach będzie spoczywać gra piłką i dbałość o to by jakiekolwiek przyłożenie było możliwe czyli Throwerzy. Jak kolejni pojawili się Blitzerzy a ich ostrza by błyszczały w tym słońcu gdyby nie trucizny i inne wywary które wręcz spływały z ich broni. A na koniec z kanałów wyłonił się Troll a każdy jego krok wstrząsał ziemia dzięki czemu najbliżsi widzowie byli świadkami fontann z bloodcornu.


Pierwszy mecz mam już mam za sobą z moim przeciwnikiem z poprzedniego finału - Michałku, który dla odmiany wziął świeżą drużynę orków na tą ligę. Spotkanie było pełne radosnej improwizacji oraz prób namówienia swoich zawodników do jakiegokolwiek choćby najmniejszego sukcesiku. Zazwyczaj bezowocnych, aczkolwiek tzw. momenty były - głównie autorstwa mocno nie do cenianych goblinów. Końcowy wynik brzmiał 1:1 i u mnie nikt nie zginął co jest sukcesem samo w sobie. Po tym meczu pozbyłem się wielu przedsezonowych obaw na temat czy mi się będzie fajnie grało Kanały Finest bo już wiem, że będzie się działo. I na sporadyczne relację z tego już teraz serdecznie zapraszam.

Po pobycie na powierzchni związanym z meczem z ulgą powrócił do kanałów. Krainy smrodu i spaczenia. Ogonów i ścieków. Oraz przegranych i wygranych. Po tych 4 sezonach doskonale wiedział gdzie są przegrani. Pytanie czy ci spaczeniożercy na których przypadkiem trafił okażą się tym drugim biegunem by nie używać zbyt wielkich słów w kontekście żółtodziobów już w ich pierwszym sezonie. Tak to jest dobre pytanie...

wtorek, 21 kwietnia 2009

Łup w niebieskie ciało



Tu miał być trailer Planetsrike ale stwierdziłem, że i tak wszyscy go widzieliście a to jest i w temacie i zbawniejsze.

Co prawda najnowszy suplement do 40ki który będzie się zwał Planetstrike jest już od jakiegoś czasu na tapecie na większości for i trudno na tym etapie plotek dodać coś szczególnie odkrywczego to i tak pozwolę sobie na kilka mniej lub bardziej uporządkowanych refleksji.
Jakiś czas temu widząc w kolejnej garści plotek gdzieś na necie okładkę tego dodatku postanowiłem sobie odświeżyć książkę o bardzo podobnej grafice na czele czyli Cities of Death. Nie da się ukryć, że przynajmniej w naszym kraju zdobywanie a następnie plądrowanie i grabienie miast nie stało się popularne pomimo oczywistego romantyzmu tego rodzaju rozrywek w życiu każdego generała w 40 millenium ;). I nawet poprzedzenie rozgrywki kanonem już filmowej walki miejskiej jak Black Hawk Down czy Wróg u bram nie pomagało temu dodatkowi. Oczywiście miał on swoje dobre strony jak np. uwzględnienie różnic wysokości pomiędzy strzelającym a celem czy stratagem'y. Ale niestety na dłuższą metę był po prostu słaby - zmiany zasad w większości nie pomagały wprowadzeniu klimatu walk miejskich a raczej jak każde grzebanie przy działających rozwiązaniach komplikowały życie. Scenariusze pomimo wręcz hurtowej liczby nie były jakoś szczególnie odkrywcze. Jednak w tym wszystkim było coś co było naprawdę udane - budynki które GW wypuściło przy tej okazji. Jednak w pełni doceniam je dopiero teraz, na etapie fascynacji kolejnym dodatkiem do 40ki czyli Apokalipsą. Pozwalają bowiem one na budowę niektórych zabawek dostępnych w zabawie na duże punkty które dzięki ich zastosowaniu mają szanse prezentować się naprawdę zacnie a nie wymaga to jakiegoś Tzeentch wie jakiego nakładu czasu.
Myśląc o nadchodzącym uderzeniu w planetę też najbardziej cieszę się na zapowiadaną nowa kolekcję architektury 40 millenium. Co prawda po zdjęciach z widocznymi budynkami, które wyciekły do netu trudno ocenić co będzie dostępne w sprzedaży a co jest konwersją ale liczę, że choć część z tych zacności będzie można nabyć. I zaadaptować do innych celi czyli zrobić kolejne apo-konwery ;). Oczywiście samemu dodatkowi zamierzam dać szansę i po cichu liczę, że GW wyciągnęło wnioski z sukcesu Apokalipsy. I mają już np.świadomość, że warto własne produkty wspierać również po momencie oficjalnej premiery choćby za pomocą paru pdf'ów na stronie www raz na jakiś czas. Mam też nadzieję, że dzięki temu suplementowi, rzeczywiście będzie można poczuć klimat inwazji na planetę a nie tylko potknąć się o kilka dziwnych zasad i odgrzewanych kotletów w scenariuszach.
I nie da się ukryć, że nie ma chyba lepszej możliwości zrobienia cross-over'a między 40 ką a BFG niż inwazja na planetę a takie coś cały czas mi chodzi po głowie. Wydaje mi się więc, że pomimo średnio udanych Miast Śmierci, Apokalipsa nadaje nadzieje, że jest na co czekać. Zwłaszcza, że przy tej okazji wyjdzie też kilka "klasycznych" modeli.

niedziela, 19 kwietnia 2009

Warp 2.0

Ostatnimi czasy nie tylko w mediach elektronicznych ale również tych tradycyjnych karierę robią pojęcia takie jak: blogosfera czy web 2.0. Póki co w polskojęzycznej części internetu dotyczącej 40ki czy nawet generalnie warhammer'a te terminy nie miały szczególnej racji bytu bo to fora takie jak te na glorii czy gildii skupiały ludzi zainteresowanych tym hobby wokół siebie. I to właśnie wokół nich powstały zalążki modnych aktualnie społeczności siecowych. Przy tej okazji naszła mnie taka refleksja wydaje mi się, że zasada Pareto znana również jak zasada 80/20 ma również przełożenie na powstawanie postów na forach dyskusyjnych.
Z czasem okazało się, że ogólnopolskie fora nie spełniają wszystkich potrzeb bo niektóre z nich mają charakter wybitnie lokalny. Zatem jakiś czas temu można było zaobserwować wysyp for klubowych które służą graczom do załatwiania lokalnych spraw. Aktualnie praktycznie każda komórka KGB (Klub Gier Bitewnych) w tym kraju ma swoją stronę w sieci. Kolejnym etapem ewolucji binarnego warpu jest powstawanie coraz większej liczby blogów - czego najlepszym przykładem jest ta strona. Jednak nie jest ona jedyna. Jakiś czas temu wspominałem już o Noktovisorze autorstwa Grabariana który skupiał sie na warszawskiej scenie turniejowej i organizacyjnej. Niestety mam wrażenie, że ostatnio jego uwagę w całości pochłonęło DMP gdyż nowych notek jak na lekarstwo. A raczej w ogóle.
Jednak na przestrzeni ostatniego miesiąca powstały dwa inne blogi które mam nadzieję, że zaistnieją na dłuższy czas w sieci. Pierwszego z nich założył Wosho który skupia się na rozpiskowym (choć nie tylko) aspekcie naszego hobby. Zresztą zajrzyjcie sami.
Z kolei drugi z nich skupia się na armii demonów czyli jego autor - Cebul - dość mocno sobie zawęził tematykę a przy okazji też grupę czytelników. Ale póki posty będą się pojawiać z dotychczasową regularnością to i tak będzie można mówić o sukcesie.
Przyznam się, że liczę, iż ten trend się utrzyma dzięki czemu blogów jak i innych stron o naszym hobby będzie przybywało. A przy okazji dla już istniejących poprzeczka będzie miarowo podróżowała w górę co tylko będzie z korzyścią dla nas wszystkich. I tylko przy okazji młotków będzie trudny moment wyboru grożący bólem głowy...

czwartek, 16 kwietnia 2009

Gdzie kodeksy z tamtych lat...


Ostatnio powrócił do mnie 2-go edycyjny kodeks chaosu który przez dłuższy czas przebywał na wypożyczeniu. I po przejrzeniu go, z jak to się mówi, świeżą głową naszło mnie parę refleksji którymi postanowiłem się podzielić (i żadna nie dotyczy charakterystyk bohaterów).
- Ilu tu oddziałów nie ma. Brakuje takich oczywistych oczywistości (przynajmniej w czasach piątej edycji) jak: oblity, raptorzy, possesci, demoniczni książęta itd. Nie da się ukryć, że przez te wszystkie edycje Abbadonowi przybyło i to bardzo zarówno w koszarach jak i arsenałach co jednak nie przeszkodziło mu w partaczeniu kolejnych wypraw łupieżczych zwanych szumnie krucjatami.
- Ile tu jest reszty. Fluffu, opisów, smaczków i innych smakowitości dla każdego umysłu z mackami w miejscu kory mózgowej. Mi osobiście bardzo się podobają starożytne spawny które wymagały całej strony na opis działania. A bynajmniej nie była to nagroda za wierną służbę bóstwom chaosu. Ale też mam wrażenie, że każdy special jest szerzej opisany niż w aktualnym podręczniku chaosu a zwłaszcza ulubieniec (?) Tzeentcha - Ahriman.
- 3 armylisty. Słownie - trzy. W jednym kodeksie. Niestety dopóki Era nie przejmie od GW pisania kodeksów to musimy odświeżać takie perełki z lamusa by być świadomymi, że to w ogóle było (i nadal - podobno - jest) możliwe. Poza podstawowym z legionowymi marinsami i ich zabawkami u podstaw dodano jeszcze chaos cult i deamon world. Ten pierwszy jak się łatwo domyślić to wariacja na temat kultystów którzy jakby nie było czają się za każdym rogiem w imperialnych miastach dzięki czemu na swoje miejsce w księdze opisującej siły chaosu zasłużyli. Natomiast ten drugi to protoplasta współczesnych demonów. Tyle, że z beastmenami, trollami i minotaurami. Tak, tak te słowa padły w dziale zasad kodeksu do 40ki. To są naprawdę spaczone stronice...
Nie będę się wyzłośliwiał na temat aktualnego kodeksu chaosu który składa się ... no właśnie nie będę się wyzłośliwiał z tej formacji. Jednak patrząc na ostanie dzieła Games Workshop (orki, marinsów czy hmu-hmu gwardię) w tzw. ogólności to mam wrażenie, że dla graczy - graczy obecne kodeksy są lepsze: fluffu nadal nie brakuje a jak komuś mało to zawsze jest fluff bible a jednostek do wyboru więcej i armie większe się aktualnie składa (kiedyś podstawowy CSM kosztował 25 pktów) więc i zabawy na polu bitwy więcej. Jednak brakuje mi tych wszystkich 2go edycyjnych smaczków, które potrafiły nie miłosiernie wydłużać i tak długą rozgrywkę jednak były zdecydowanie warte tego. No i tej dbałości o klienta który kupując, bądź co bądź: Codex: Chaos dostawał komplet spaczonych wizji i dzięki temu podręcznikowi mógł się bawić w totalnie różnych klimatach jedną armią. I po tym można zapłakać.

poniedziałek, 13 kwietnia 2009

Gwardyjska Pisanka


No i Wielkanocny zajączek wykicał nam nowy kodeks Gwardii Imperialnej. Wersja tak zwana przedpremierowa, coraz popularniejsza przy produktach GW - przynajmniej tych w całości papierowych. Uniknę w tym miejscu - pomimo, że bardzo mnie korci - kolejnego tekstu odnośnie polityki GW względem kodeksów a zwłaszcza ich elektronicznych wersji i od razu przejdę do pierwszych wrażeń po nie ukrywam jedynie pobieżnym przejrzeniu finalnego produktu.
Fajny, podoba mi się - taka pomyślałem po obejrzeniu dostępnych tu i ówdzie zdjęć. Mam wrażenie, że ilość opcji przytłacza. Liczba różnych luf pasujących do wieżyczek na lemanach czy armat na platformach z chimer sprawia, że samo przeanalizowanie heavy supportu dostarcza zabawy na dłuższą chwilę. Dodatkowo potwierdziły się plotki o squadronach pojazdów z tej sekcji i np. możemy spotkać się z 3 leanami zajmującymi jeden slot heavy. A czają się tam jeszcze perełki jak Deathstrike Missile Launcher znany do tej pory głównie graczom Epica. Jednak jego zadady sprawiają, że nie wiadomo kiedy i iloma blastami strzeli więc nie spodziewałbym się super popularności na stołach. Choć nie da się ukryć, że jak już strzeli to z przytupem. Zresztą po przejzeniu sekcji ciężkiego wsparcia gdzieś w podświadomości byłem zaskoczony, że moim oczom nie ukazała się nigdzie literka D w rubryce siła.
A co najlepsze wydaje mi się, że fast attack będzie dostarczał jeszcze więcej dylematów - z jednego hellhounda zrobił się trzy wersje pojazdów (również mozne je wystawiać hurtem), sentinele z kolei teraz występują w dwóch wariantach - jedna dobrze znana z poprzedniego deksu druga z poprawionym pancerzem kosztem punktów i niektórych zasad specjalnych. A do tego doszly fruwajki znane wcześniej jedynie z Imperial Armoura które daj naprawdę sporo opcji również poprzez możliwość wożenia jakieś wkładki.
Veterani będący do tej pory jednostką elitarną wyladowali w sekcji army listu koło plutonu piechoty. Niestety trzeba ich minimalnie wystawić dziesięciu ale nadal mają BS 4 i choć plazmy podrożały nadal moga być popularni zwłaszcza, że melty przy obecnej popularności landków nie są złą alternatywą. Co prawda lascannonów może być w tej armii od groma za sprawą nowej "architektury" podstawowego plutonu piechoty ale nie wiem czy to jest taka super rozwiązanie przynajmniej w wymiarze punktowym. Choć na pewno parę sztuk przerośniętych latarek w tym fanklubie Świętek Światełka Imperatora będzie wręcz klimatycznym wyborem. Przy okazji troopsów należy wspomnieć o chimerach którenie nie dość, że drastycznie potaniały (w punktach) są dostępne jako opcja transportu dla zwykłych gwardzistów.
W elitach z mojej spaczonej przez Tzeentcha perspektywy zdecydowanie najciekawszym oddziałem (a przy okazji nowością) wydał się Psyker Battle Squad. Banda jajogłowych mutantów którzy działają jako jeden psionik. Niestety ich wiedza o warpie nie jest tak szeroka jak moli książkowych w power armourach ale nie ma co narzekać bo i tak ich moce na pierwszy rzut oka są całkiem mocne. Kolejną ciekawostką w tym rodzaju jednostek są storm troperzy których latarki mają moc . Moc pod postacią AP3. I parę innych ciekawych opcji. Niestety cena w punktach sprawia, że trzeba będzie się mocno nad nimi pozastawiać by nie doszło do przerostu formy nad treścią. W tym miejscu jeszcze należy wspomnieć, że ogryny poprawiono i wszystko wygląda super dopóki nie dojdziemy do kosztu punktowego bo ten sprawia, że czar pryska, aczkolwiek może, być może po testach się okaże, że wcale nie są tak złe.
Przyznam się, że sekcję HQ czyli dowództwa najmniej wgłębnie analizowałem ale jest to dobry moment by wspomnieć o jednym z największych o ile nie największym novum w kodeksie czyli o rozkazach. Te oczywiście mogą być wydawane przez oficerów i nie da się ukryć, że dobrze użyte mogą być przysłowiowym języczkiem u wagi. No i sprawiają, że sekcje dowodzenia przestaną być samobójczymi oddziałami za sprawą dostępności broni specjalnych bo mogą być bardziej użyteczne za liniami własnych oddziałów dowodząc nimi. Prawie jak klimat...
W tych odczuciach na gorąco nie wspomniałem o wielu godnych tego sprawach jak choćby oddziały karne ale jestem przekonany, że będzie jeszcze okazja by do tego wrócić. Mam nadzieję, że do kolejnego razu z gwardią na tym blogu uda mi się już zagrać jakieś bitwy korzystając z nowego kodeksu dzięki czemu nie będę musiał bazować jedynie na odczuciach teoretycznych. A póki co wracam do studiowania bo nie ukrywam, że dla mnie osobiści ten podręcznik prezentuje się najzwyczajniej w świecie bardzo ciekawie i liczę, że uniknie losu kodeksu chaosu (tego w power armourach).

piątek, 10 kwietnia 2009

Prawie jak ETC

Przeglądając forum szczecińskiego klubu Monolith natknąłem się na taki temat. I tak sobie pomyślałem "no normalnie prawie jak Euro - tylko teamy mniejsze, parowanie inne, punkty też mniejsze ale chociaż również w Niemczech no i drużynówka". Muszę przyznać, że z perspektywy Poznania (jak pewnie też miasta Gryfa) tak wycieczka wygląda całkiem kusząco. Bliżej niż do ojczystej stolicy, nowi ludzie, nowe otoczenie, fajny format słowem tylko czas wygospodarować.
Poza tym pojawia się niepowtarzalna okazja by wrócić do pewnej tradycji i wytłumaczyć naszym zachodnim sąsiadom wyższość kawalerii nad czołgami. No i fajnie byłoby "zdobyć Berlin". W końcu jak śpiewał Maleńczuk:

"...nie dla mnie przyjaźń polsko-niemiecka

Niemców nienawidzę od dziecka..."

Ale tak bardziej serio to taki turniej w najbliższym sąsiedztwie to naprawdę kusząca perspektywa zwłaszcza, ze termin sprzyja aktywnością poza figurkowym.

środa, 8 kwietnia 2009

re:Młotki

Drużynowe Mistrzostwa Polski zbliżają się coraz większymi krokami a wraz z nimi rozdanie nagród za ligę oraz Młotków. Czyli nagród od środowiska dla tych ludzi lub zespołów które się najbardziej przyczyniły do jego rozwoju. Przynajmniej w aspekcie ligowym. W tym roku do sześciu zeszłorocznych kategorii czyli (Najsympatyczniejszy gracz, Najprężniejsze środowisko, Najlepsza strona internetowa, Najlepszy turniej, Najlepszy sędzia, Największy wkład w Ligę) doszła jedna nowa - Najlepsza twórczość fanowska. Kandydatury zbierane są do 17 kwietnia a potem zacznie się głosowanie którego wyniki poznamy w drugi weekend maja.
O ile w wszystkich kategoriach szykuje się o wiele większa konkurencja niż w zeszłym roku (zwłaszcza w kategorii strona internetowa gdzie m. in. zgłoszona została i ligowa, i gloria victis - z czego się cieszę - w końcu konkurencja musi być co by progres występował :) ). O tyle w jednej konkurencji nie ma - wkład w ligę MiSiA w tym sezonie jest absolutnie nie do przecenienia. On nie tyle co reanimował stronę ligową ale zrobił nową od podstaw z naprawdę zacnymi ficzerami a w dodatku wygląda na to, że się dopiero rozkręca. I tak np. w przyszłym sezonie zgłaszanie wyników turnieju oraz podliczanie rankingu będzie w dużym stopniu zautomatyzowane dzięki czemu czasy z apdejtem ranku raz na 6 w porywach do 8 tygodni odejdą do zapomnienia.
Dzięki pracy MiSiA liga się doczekała godnej wizytówki a raczej przystani w sieci gdzie wszystko jest na miejscu aktualne i ludzie mają zwyczaj wchodzenia na tą stronę i korzystania z niej bo w przypadku poprzedniej mocno różnie z tym bywało. Oczywiście nadal nie jest tak by nie mogło być lepiej ale mam wrażenie, że zapał szefa imprezy przelewa się na resztę użytkowników którzy z większą regualrnością korzystają np. z forum.
Brakuje jedynie osoby w lidze która by potrafiła sprzedać pracę MiSiA poprzez znalezienie sponsorów. Wiadomo kryzys i tak dalej ale my też nie jesteśmy Barclays Premier League by mieć ciul wie jakie oczekiwania. A jak widać na tym przykładzie nawet nabogatsza liga piłkarska świata ma sponsora tytularnego więc może i nam taki by nie zaszkodził. No i może dzięki niemu nie trzeba by podnosić podatku ligowego. Jeśli więc ktoś miałby młotkowe aspiracje (hehe) i szuka kowadła na którym mógłby je przekuć w rzeczywistość to tu jest pełne pole do popisu.
Wdzięczność środowiska gwarantowana ;)

niedziela, 5 kwietnia 2009

Champion

No i mamy nowego mistrza 40ki.
Vladdi tak nas przyzwyczaił do obecności swojej ksywki koło cyferki 1 w rankingu, że można było odnieść wrażenie, iż to stan permanentny. Jednak w tym sezonie już na półmetku było widać, że nie łatwo będzie mu wygrać kolejny rok z rzędu. No i koniec końców się nie udało. Nowym Czempionem został Zły. O jego tryumfie zadecydowała ostatnia bitwa ostatniego mastera w sezonie (Wojny Światów znaczy się :) ). Dawno nie mieliśmy takiej sytuacji w lidze bo zazwyczaj Vladdi przyjeżdżał z bezpieczną przewaga nad resztą stawki i niezależnie od wynników WŚ zostawał zwycięzcą w końcowym rankingu.
Jednak w tym sezonie głównym rywalem w lidze dla Złego był Skark. I to właśnie ci panowie spotkali się w wspomnianej finałowej bitwie. Ale, żeby uniknąć nie zdrowego ciśnienia przy stole, ustalenie wyniku zostawili swoim towrzyszom z par. Marios grający wraz ze Złym wygrał to starcie i niejako przy okazji sam zajął 3 miejsce a dzięki temu Warszawa zdominowała ligowe podium. Oczywiście to nie są jeszcze wyniki końcowe i coś się może zmienić za sprawą jakiś lokali ale miejsca Złego i Skarka wydają się być niezagrożone.
Zły jako zwycięzca ligi będzie też miał niewątpliwą przyjemność kapitanować naszej reprezentacji na Euro i na jego barki spadnie przygotowanie jakiejś skutecznej taktyki. A biorąc pod uwagę, że chłopaki do Niemiec pojadą jako obrońcy mistrzostwa to trzeba przyznać, że poprzeczka jest zawieszona na najwyższym możliwym szczebelku.
Po cichu liczę, że na ETC rywalizacja będzie równie emocjonująca jak w tym sezonie w lidze. A jak jeszcze przytrafi się jakiś happy end w postaci biało-czerwonej flagi na szczycie to już wogóle będzie przezacnie.

czwartek, 2 kwietnia 2009

Krasnal Apokalipsy


Przyznam się szczerze, że najdelikatniej rzecz ujmując nie jestem na bieżąco z White Dwarfem. Po prostu jakiś czas teamu, podobnie jak wiele osób pamiętających starego dobrego Białego Krasnala, stwierdziłem, że nie warto w ogóle zaglądać do tej marketingowej propagandy. Ale zainspirowany postem Wosho na Nowej Gildii zajrzałem do nr 351 (przedostatni) gdzie podobno był jakiś fajny battle report do Apoklapisy.
Generalnie Dwarfowe raporty z różnorakich starć nigdy nie stały na najwyższym poziomie taktycznym a często też merytorycznym. To znaczy nie rzadko chłopakom nie po drodze było z znajomością zasad gier z ich własnej firmy. No ale nie za to im płacą tylko za sprzedaż ;). Co prawda czasem trafiało się coś fajnego ale najczęściej za sprawą zdjęc czy jakiegoś pojedynczego pomysłu niż, że całość wbijała w ziemię. Z tymi naleciałościami, już właściwie historycznymi, siadłem do lektury „Assault on Fort Wrath” i zostałem bardzo przyjemnie zaskoczony. Pomysł na bitwę okazało się być o wiele bardziej wyrafinowany od tego na tytuł i o ile potyczka – hehehe – jest raczej nie do odtworzenia w warunkach domowych o tyle nadal jest bardzo inspirujący materiał. Nie do odtworzenia bo mało kto ma około 10 stomp i tylu samo benków pod ręką a do tego jeszcze inne tytany i zauważalną ilość lotnictwa. Ale nawet używając zdecydowanie mniejszych sił można parę pomysłów z tego artykułu zerż... ups wykorzystać w własnych apokaliptycznych manewrach. Jednym z nich są sprzeczne osobiste cele w ramach teamu odzwierciadlające np. przerośnięte ego dowódców. Fajnie też przynajmniej w tym raporcie zaprezentowała się koncepcja paru połączonych jakimś zależnościami stołów jako aren walk. Z kolei wydawanie rozkazów przez hersztów teamów na bazie „zdjęć lotniczych” (znajdują się oni w innym pomieszczeniu niż główny stół) jest już trudniejsze do realizacji, ale, pewnie, ... :)
Jednak największym dla mnie zaskoczeniem w tym White Dwarfie było to, że to nie był jedyny fajny materiał. Oprócz niego znalazły się w numerze zasady do nowych wariacji na temat Banedlade'a czy Kustom Stomp. Ale nawet artykuł battlowy opisujący zbieranie doświadczenia przez herosów w kampanii bazującej na Mighty Empires był dla mnie całkiem, całkiem inspirujący. I tak się zastanawiam, czy ten numer jest wyjątkowy, czy też może generalnie chłopaki doszli do wniosku, że bez odrobiny czegoś soczystego to nikt się tym pismem nie będzie interesował (zwłaszcza w dobie netu) albo może ja po prostu dojrzałem by takie mocno zajawkowe pomysły dostarczały mi sporo zabawy. Jest też możliwość, że miałem naprawdę zaniżone wymagania i cokolwiek co nie było promocją mnie bawi.
Chciałem zakończyć górnolotnie, że może kiedyś Biały Krasnal znowu będzie dla wszystkich bawiących się w warhammery co miesięczną pozycją obowiązkową jak za staaaarych dobrych czasów ale szczerze mówiąc pomimo tych (własnych) achów i ochów sam w to nie wierze.
Ale przynajmniej w następnym losowaniu totka skreślę 3 i 51 - może będę miał choć dwójkę.