Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z życia for. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z życia for. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 22 kwietnia 2014

Vote master


Od jakiegoś czasu głosowania na forum ligowym czy sędziowskim nie tyle nie rozpalają mojej wyobraźni co bardziej mnie zwyczajnie nudzą. Bo albo wyniki są łatwe do przewidzenia bądź po prostu mnie w ogóle nie interesują. Jednak teraz trwa głosowanie które śledzę może nie z zapartym tchem (bo to rezerwuję na  następcę Moyes’a na ławce MU) ale na pewno z nie małym zainteresowaniem.

Chodzi mi mianowicie o głosowanie na resztę Masterów w sezonie 2014.

środa, 12 lutego 2014

Sędziowie od zaraz


Wracając z Torunia rozmawialiśmy z chłopakami o tym i owym i w pewnym momencie rozmowa zeszła na sędziowanie. I wtedy Pająk powiedział coś co mi odświeżyło pamięć, że sam już chciałem coś o tym skrobnąć tylko zażarta walka o odrobinę czasu wyparła to z pamięci. Stwierdził mianowicie, że współczuje sędzią bo mają oni mocno przej…, pod górkę - w sensie, ostatnimi czasy.

poniedziałek, 23 września 2013

Marines, zasady i kondycja środowiska.


Ostatnio na forum ligowym z dość dużą uwagą ale również rozbawieniem śledziłem dyskusję o tym czy będzie można na turniejach wystawić niebieskich marinsów na zasadach czarnych marinsów . I odwrotnie. Dla tych którzy to przegapili link tutaj.

Z uwagi chyba nie muszę się tłumaczyć natomiast rozbawienie zasługuje na kilka słów komentarza. Dla mnie całe te 5 stron jest kwintesencją, nazwijmy to, internetowej bezproduktywności dyskusyjnej. Doświadczenie mi podpowiada, że forum sobie a rzeczywistość sobie. Wiele razy różne rzeczy były omawiane i nawet z tego wynikały jakieś deklaracje ale pomysły te w ostatecznym rozrachunku przegrywały w konfrontacji z prawdziwym życiem. I nawet jeśli ktoś by rzeczywiście wymyślił że niebieskich marinsów można wystawić tylko na zasadach niebieskich marinsów a tęczowych marinsów na zasadach wszystkich marinsów to i tak miałby duży problem z realizacją tej szczytnej idei.

A najlepszym dowodem na to, jest to, jakie perełki można oglądać cały czas na turniejach klasy master czyli  tych które wymagają pomalowanej armii. Całkowicie pomalowanej. A nie w 95%. I choć ogólnie trzeba przyznać, że jest progres w tej materii to czasem jeszcze widuje się dość kontrowersyjne modele. I patrząc na ten bój orgów imprez nie wierzę by któremuś się chciało, a jeśli nawet, to się udało w 100% wyegzekwować spójność między kolorem pancerzyka i zasadami.

Zwłaszcza, że kolor to jedno a insygnia drugie i powstaje pytanie co ma mieć priorytet. I pewnie w boju by się znalazło jeszcze milion innych wątpliwości.

Zatem chciałbym by ta dyskusja mogła coś zmienić bo to by bardzo dobrze świadczyło o naszym środowisku. Jednak na tym etapie wydaje mi się jedynie akademickimi rozważaniami i ćwiczeniem z polemiki czy argumentacji. I na razie można się skupić na bardzie przyziemnych zapisach regulaminów.

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Zakładając, że to nie fejk...


Powyższa okładka dziś narobiła niemałego zamieszania na forach. Główny nurt wśród komentarzy był mocno krytyczny w najlepszym razie a w najgorszym średnio nadający się do przytaczania tutaj. Choć znalazło się i parę głosów pochlebnych jednak była to zdecydowana mniejszość. Ja oczywiście do tej się zaliczam.

Żeby nie było nieporozumień, nie uważam tego modelu za mega postęp w dziedzinie rzeźby bitewnej. Powiem więcej, uważam, bazując na tej jednej mocno średniej focie, że jest co najwyżej przyzwoity. Ale jestem turbo kontent, że GW wzięło z okazji Apokalipsy na tapetę akurat ten wynalazek. Lord of Battle ma dla mnie osobiście szczególny charakter. Kiedy kupiłem Epica jakieś 18 lat temu i go zobaczyłem wywarł na mnie kolosalne wrażenie. Głównie z względu na koncept. Pół-demon a pół-maszyna, w jednej ręce wariacja na temat piły łańcuchowej a w drugiej 6 luf. A to wszystko wielkości wieżowca. I jak tu się nie zakochać?

Jeśli ten model okaże się nie być fejkiem oraz będzie produkowany seryjnie może być bazą do wielu szalonych konwersji. Dosztukować jakieś nogi, np. z defilera, dołożyć skrzydła i mamy mega demona. A podwozie oferuje przecież jeszcze więcej możliwości. No i ten spychacz z czaszek. Cudo :) Choćby z tego względu uważam, że warto by to cudo wyszło.

Natomiast, żeby ten model był dla mnie bliższy ideału zamiast nawiązywać do soulgrindera (mechaniczny dół, pseudo organiczna góra) powinien być bardziej spokrewniony z forgowym Decimatorem. Wtedy myślę, że grono malkontentów było by zdecydowanie mniejsze. No ale jak się nie ma co się lubi...

niedziela, 2 czerwca 2013

Fora Farseerów


Byliśmy w sobotę z El Piszczem na meczu futbolu amerykańskiego Gdynia Seahawks vs Kozły Poznań. Swoją drogą okazaliśmy się szczęściarzami ponieważ mecz okazał się bardzo dobrym widowiskiem pełnym dobrych akcji zarówno z strony ofensywy jak i defensywy. Zresztą formacje specjalne również w paru momentach wyszły poza szablon. Słowem działo się, ale ponieważ ten blog cały czas nazywa się z24cala a nie z24jarda więc już przechodzę do rzeczy.

Mianowicie w trakcie tego meczu dokonałem dość ciekawej obserwacji, że spore grono kibiców wierzy, że fakt siedzenia 30 metrów dalej od miejsca zdarzeń niż są od niego są sędziowie sprawia, że widzą wszystko lepiej. Taka ciekawostka z pogranicza psychologii oraz optyki.

I dziś przeglądając fora doszedłem do wniosku, że podobną postawę widać i w naszym półświatku. Jeszcze kodeks Eldarów dobrze nie wyszedł a już na necie nie brakowało zdecydowanych komentarzy o tym co jest ok a co jest bee i czemu do niczego się nie nadaje. Bo przecież im mniej czasu od premiery tym lepiej widać co działa a co nie. Ja wiem, że pewnie rzeczy są oczywiste i trudno oczekiwać po nich niespodzianek ale wydaje mi się, że niektórzy mają zbyt duży pęd do wydawania radykalnych sądów na temat działania danego deksu.
Czasami można wręcz odnieść wrażenie, że jesteśmy świadkami jakiegoś nieformalnego wyścigu kto pierwszy przewidzi składa Heavy bądź Fastów. Jakby w puli był tytuł Farseera roku ;).

Osobiście wychodzę z założenia, że zanim się wychylę z jakimiś opiniami to te parę bitew testowych lepiej zagrać, by tak na serio wiedzieć o czym się dyskutuje. Zwłaszcza, że aktualnie tzw. meta turniejowa, choćby z względu na tempo GW w wydawaniu podręczników, jest na tyle dynamiczna, że czasami trudno ogarnąć co się dzieje z tymi rozpiskami.

Gdy deks chaosu wszedł smok był nieśmiałym dodatkiem (w sensie jedna sztuka) do oblitów.
Potem pojawiła się koncepcja dwóch kosztem np Demon Princa bądź plagów.
Aktualnie o plagach coraz mniej słychać bo muszą być punkty na 3ciego smoka, a jak z czegoś rezygnować by mieć na np. sojusznków to już prędzej z oblitów. Jak widać sytuacja dynamiczna a trzeba pamiętać, że CSMi to jeden z bardziej, że tak tak ujmę, oczywistych kodeksów.

Ja osobiście nie dałby sobie ręki uciąć za teorię o jakiejkolwiek z jednostek  Eldarów i jej przydatności. A Wy?

niedziela, 26 maja 2013

Czy ja już tego nie czytałem?


No i się zaczęło.
Znowu.
Mam wrażenie, że nasze środowisko, w sensie graczy Warhammera, jak każde inne ma jakieś swoje rytuały oraz cykle. No i oczywiście tematy bumerang. I jednym z nich, które zawsze wywołują emocje, i który regularnie się pojawia na szczycie listy postów nieprzeczytanych jest, nazwijmy to, Ogólna Ocena Aktualnej Kondycji Games Workshop. Czyli narzekanie jak to zły szeryf z Nottingham podle łupi z naszych ciężko zdobytych pieniędzy. A Robin Hooda podobno nie widać.Co oczywiście jest bzdurą.

Wystarczy wejść na kickstartera i zobaczyć ilu jest kandydatów do roli obrońcy przed złym szeryfem. Wystarczy wejść na blogi ogólnobitewniakowe, przejrzeć na nich linki i reklamy by zobaczyć, ile firm już okrzepło na tym rynku z swoimi produktami. Jest masa alternatyw dla gier GW, w różnych skalach, w różnych światach, o różnych zasadach. Często te gry, delikatnie rzecz ujmując, nie ustępują niczym tym z młotkiem w logo, by nie powiedzieć, że biją je takowym po głowie.

Jeśli ktoś naprawdę niekomfortowo czuje się w pobliżu logo GW, spodziewając się ataku na portfel podczas samego przeglądania ich strony, to naprawdę dawno minęły czasy pustyni alternatyw. Wydaje mi się, że teraz wokół GW rozpościera się kreatywna dżungla, w której łatwo jest się zgubić i zatracić - tyle tego jest.

Ale jest też inny typ graczy - taki jak ja. Patrzę na te różne systemy i widzę rozwiązania, modele i inne smaczki które mi się podobają. Czasami wręcz szokują swoją prze-zajefajnością. Ale i tak każdą rozmowę na ich temat kończę stwierdzeniem - "Bardzo fajna ta gra. Serio. Ma tylko jedną wadę - nie jest 40stką"
I koniec.
Niektórzy są po prostu nie uleczalnie chorzy na ten świat i pomimo, że mają pewność, a nie tylko podejrzenia, że trawa za górką jest bardziej zielona to i tak zostają tu gdzie są, bo ta pożółkła trawa jest TĄ trawą.

Pewnie, że wolałbym by figurki były tanie, a kodeksy za darmo.
I FAQi z nieba spadały w droppodach.
Ale wiem, że tak nie będzie i nauczyłem się z tym żyć i jest to jedyne, co można z tym zrobić, oprócz oczywiście trafienia szóstki w totka. Nie ma zamiaru narzekać na GW, bo apetyt dostosowuje do możliwości.
Doceniam jakość modeli i kodeksów. Balans, który trzymają w 6 edycji. Tempo wydawnicze. Naprawdę, wiele rzeczy zmieniło się na plus. Jest przepaść między tym co się kupowało parę lat temu wchodząc w to hobby a tym co się kupuje teraz, to jest przepaść. A, że trzeba za to zapłacić to normalne - tak to działa w kapitalizmie. I nikt nikogo nie trzyma na muszce boltera. Jak ktoś woli płacić mniej - Google są otwarte.

wtorek, 10 lipca 2012

Z życia i nie tylko forum


Pierwszym miejscem gdzie napisałem cokolwiek o 40stce w internecie było forum gildii. Nie załapałem się bowiem na okres świetności słynnej listy mailingowej na yahoo będąc jedynie świadkiem jej dogorywania wraz z jej niekwestionowanym trademarkiem czyli tematem o metodyce strzelania z lascannona pt. Laserowy Drapieżca. I mam wrażenie, że choć aktualnie pacjent może i ma się ciut lepiej ale obserwujemy podobny proces w przypadku następcy system bazującego na poczcie. Co prawda, tym razem technologia się nie zmienia, choć za chwilę za sprawą najróżniejszych rozwiązań społecznościowych które są ostatnio bardziej niż na czasie, i tak może się stać. Ale nie zmienia to faktu, że forum gildii od dłuższego czasu zamienia się we własny cień. I choć ostatnio mamy większy ruch z okazji ETC i 6 edycji naraz to jak sobie wyobrażę jakby to wyglądało 2-3 lata temu w przypadku tak nośnego okresu to mi się łezka w oku kręci.

I dlatego doskonale rozumiem pojawiające się cyklicznie głosy, że powinniśmy porzucić gildię i przenieść się na forum ligowe które póki co pomimo swojego sporego potencjału leży odłogiem i jest odwiedzane regularnie jedynie przez najbardziej zatwardziałych zawodników. Powiem więcej, że pomimo, iż na gildii jest moderatorem to takie opnie nie tylko rozumiem ale również popieram. O genezie spadku frekwencji forum NG można by napisać dłuższą pracę z socjologii ja jedynie ograniczę się do stwierdzenia - zbyt mocna moderacja. Odsyłanie wszystkich nowo przybyłych z jakimiś lame questions z kwitkiem a na nim odpowiedzią "sprawdź sobie w archiwum bo dopiero co czyli jakieś 18 miesięcy temu o tym pisaliśmy" wymagało sporego samozaparcia by się nie zrazić do tego forum. A o takie było łatwiej gdy nie był alternatyw, jednak gdy się pojawiła Gloria Victis a wraz z nią nowe możliwości to NG zaczęła skupiać głównie weteranów sceny turniejowej. A ci z czasem się wykruszają co jest naturalnym elementem dorosłego życia a wraz z nimi spada liczba żywych dusz na forum. A następców nie widać.

Z kolei, w przypadku forum ligowego poza krótkotrwałymi pikami trudno mówić o jakiejś większej aktywności i jest to stan normalny od samego początku jego istnienia. Są tam dyskusje o zasadach, o lidze, tematy turniejowe głównie składające się z regulaminu i tyle. Zatem, aż się prosi by ludzie dla których aspekt turniejowy tego hobby jest istotny pisali na forum koncentrującym się na... aspekcie turniejowym. Co zresztą jak wspomniałem jest pomysłem nie tylko nie nowym ale wręcz cyklicznym.

Zatem nie pozostaje nic innego jak przejść od idei do wykonania bo inaczej za rok znowu ktoś o tym wspomni w przypływie chęci uzdrawiania świata. A wykonać najlepiej poprzez założenie na forum ligowym tematów odpowiadających tym najpopularniejszym na gildii i stopniowym przeniesieniu tam dyskusji. Przy czym stopniowo nie koniecznie oznacza wolno. Prowodyrami powinni być ci najwięcej piszący a reszta z mniejszymi lub większymi oporami za nimi ruszy. Tak działa postęp.

czwartek, 12 stycznia 2012

O tym i o owym



Dziś, dla odmiany, chciałbym wspomnieć o 3 tematach. Mam nadzieję, że nie wejdzie mi to w krew, po prostu ostatnimi czasy trudno mi znaleźć wolną chwilę by napisać o wszystkim o czym bym chciał bo trochę się jednak dzieje. Muszę więc się ratować jakimiś notkami zbiorczymi z esencją moich przemyśleń na które też mi szarych komórek nie do końca styka. No ale koniec tego biadolenia i do rzeczy.

Pierwsza sprawa to oczywiście zakończenie aukcji koszulki z Wojny Światów na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Przyznam się szczerze i bez bicia, że osiągnięta cena mnie bardzo zaskoczyła. Super, że się udało tyle osiągnąć i fajnie, że tyle osób się przyczyniło do tak wysokiego zawieszenia poprzeczki - ale jak widać wola pomagania w środowisku jest więc, może ktoś z orgów czy innych osób zaangażowanych w rozwój sceny w przyszłym roku dorzuci coś od siebie, dzięki czemu łączne wsparcie będzie dla WOŚP'u będzie jeszcze większe.

Druga sprawa to "wyciek" podręcznika do 6 edycji który na tą chwilę wydaje się fejkiem. Choć całość wyglądała całkiem wiarygodnie to jednak po analizie materiału dowodowego godnej CSI: Nottingham okazuje się, że jednak mamy do czynienia z mistyfikacją. Zatem nie pozostaje nam nic innego jak uzbroić się w cierpliwość i czekać dalej na jakieś wiarygodne info o czekających nas niechybnie zmianach. A póki co cieszę się, że pomimo szczerych chęci nie miałem czasu by zajrzeć do tych pdfów dzięki czemu zaoszczędziłem sobie rozczarowania. Inna sprawa, że przy tej okazji człowieka w pewnym wieku nachodzą dołujące ciut myśli jak szybko gna przepływ informacji w necie. Pojawia się coś i jeszcze dobrze nie zdążymy się temu przyjrzeć a ktoś już dokonuje dogłębnej analizy i okazuje się, że już nie mamy po co tego czytać. A podejrzewam, że będzie jeszcze szybciej...

Ostatnia choć równie ważna sprawa to nowości w dziale bonusy w postaci dwóch świeżych tapetek. Michu jest autorem zdjęć które potem mniej lub bardzie umiejętnie katowałem w fotoszopie i z pewną nieśmiałością zachęcamy Was do rzucenia na nie okiem a najlepiej do wrzucenia ich na pulpity. Michu zdjęć zrobił więcej więc jeśli te Wam nie przypasują lub po prostu opatrzą to za chwilę lub trzy powinny się pojawić kolejne.

To by było na tyle i mam nadzieję, że kolejny wpis będzie bardziej notką niż jakąś kompilacją newsów i raportem z pola walki o wolną chwilę dla bloga. Mam nadzieję, że choć momentami wygranej :)

wtorek, 3 stycznia 2012

Ostro w styczeń



Ponieważ jest to pierwsza notka po Nowym Roku skorzystam, Drodzy Czytelnicy, z okazji i złożę wam serdeczne życzenia wszystkiego 40kowego. I niezależnie który aspekt naszego wspólnego hobby jest dla was najważniejszy i najbardziej atrakcyjny - ściskam kciuki byście mieli więcej czasu i hajsu na niego. A w jakiej kolejność to już chyba obojętne.

Jednak styczeń to nie tylko czas składania sobie mniej lub bardziej wyszukanych życzeń, ale także moment gdy nadchodzi finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. I przy tej okazji wyjaśnia się jeden z małych sekrecików z (już) ubiegłorocznej Wojny Światów. Mianowicie po co w jej trakcie były zbierane autografy od wszystkich obecnych na turnieju. Teraz już wiadomo - by koszulkę z tymi podpisami przeznaczyć na jakiś cel charytatywny, a lepszego, a już na pewno bardziej rozpoznawalnego niż WOŚP nie ma.

Zatem zapraszam na aukcję:
Unikalna Koszulka Wojny Światów

Heh ledwo się info pojawiło - zaczęła się licytacja - Czad :)

sobota, 3 grudnia 2011

PKZ'ty kolejna runda



Nadrabiając zaległości z forów trafiłem na Glori Victis na temat o dosyć wymownym tytule - Liga Ogólnopolska i opinie na jej temat. Oczywiście zaintrygowany, choć pełen nie najlepszych przeczuć, kliknąłem by odkryć, że o samej lidze tam nie za wiele za to o PKZ'tach całkiem sporo. I szczerze mówiąc zastanawiałem się czy pisać o nich bo mam wrażenie, że będę się powtarzał ale jednak doszedłem do wniosku, że chyba już trochę czasu minęło odkąd ostatni raz na tym blogu pisałem o pracy listy sędziowskiej więc może nie będzie wiało z tej notki nudą.
Odkąd pamiętam zawsze były kontrowersyjne punkty wśród ustaleń sędziów. I zawsze były osoby które lubiły pisać o tym, że się z nimi nie zgadzają do czego mają oczywiście prawo i podejrzewam, że nikt nie zamierza go negować. Natomiast trzeba mieć świadomość, że takie kontrowersyjne punkty nie dość że są i zawsze istniały to zawsze będą istniały, zatem okazji do marudzenia nie zabraknie. Po prostu wybierając sobie hobby trafiliśmy na takie które ma łatwość stawiania graczy przed dylematami interpretacyjnymi. Oczywiście można za każdym razem rzucać sławetne 4+ ale to na dłuższą metę, delikatnie rzecz ujmując, nie jest najlepsze rozwiązanie i warto mieć w zanadrzu takie stałe w czasie - a jak przy okazji będzie również nie zmieniało się z kolejnymi miastami to już w ogóle będzie super. A trzeba przyznać, że pomimo pewnej poprawy nadal trudno powiedzieć by GW nas rozpieszczało z wyjaśnieniami i innymi FAQ'ami zatem musimy radzić sobie sami. I w tym radzeniu sobie sami nie odkryliśmy nic lepszego niż lista sędziowska oraz ustalane przez nie PKZ'ty. Mam wrażenie, że jest to podobny mechanizm jak z demokracją wielu na nią psioczy ale nikt nic lepszego nie wymyślił. Zresztą podczas cyklicznych narzekań na kolejne zapisy autorstwa sędziów nikt nie proponuje plan B skupiając się na fechtunku kontrargumentami dla sędziów. No może jest jedna propozycja by listę sędziowską zignorować/rozgonić w zależności od zaangażowania w polemikę - no ale trudno to traktować poważnie więc przyjmuje, że poza narzekaniem jak bardzo sędziowie minęli się z przepisami i duchem gry nie ma sugestii jak inaczej wyjaśniać sporne sytuacje. A warto przy okazji pamiętać, że by być na tej liście i mieć możliwość głosowania nie trzeba się wykazywać super wielkim zaangażowaniem. Wystarczy po sędziować chelka/mastera jako jeden z kilku sędziów na tej klasie turniejach i wykazać się znajomością zasad. I droga do bycia decyzyjnym staje otworem. Ale wielu z jakiś przyczyn ignoruje tą możliwość.
Gdy Lista Sędziowska powstała przez jakiś czas mocno angażowałem się w jej działalność, potem mniej, by po jakiś dwóch trzech sezonach w ogóle zrezygnować z udzielania się. Jednak cały czas starałem się pozostać na bieżąco z obowiązującymi ustaleniami i choć często się z nimi nie zgadzałem albo w ogóle nie rozumiałem skąd pomysł na jakąś interpretacje  to jednak nigdy przez myśl mi nie przeszło by je ostentacyjnie negować. Po prostu pamiętam, że to szukanie kompromisu wcale nie było aż tak trywialne jak może się wydawać.
Zatem wszystkim którzy, uważają, że lista sędziowska działa nie tak jak powinna a to co ona wydaje na świat to rozbój w biały dzień na rulebooku, proponuje by się do niej przyłączyli i od środka próbowali poprawić sytuacje. Mnie naprawdę nie interesuje z jaką inicjatywą biją wyche z pain tokenem od archona póki jest ona taka sama w Trójmieście, Warszawie czy Krakowie. I szczerze mówiąc czuje nie małą wdzięczność dla ludzi którym chce się o tym dyskutować bo mi pomimo mojego nieustannego zauroczenia 40ką na długo zacięcia nie starczyło. A kolejnym argumentem by po sędziować wymagany turniej i od przyszłego sezonu wejść do grona sędziów jest fakt, że PKZ'ty pomimo stałej krytyki mają się całkiem nieźle, ajak mówi stara mądrość - jeśli wroga nie da się pokonać to najlepiej się do niego przyłączyć.

niedziela, 13 listopada 2011

Cicha rewolucja



Kupiłem sobie tak wcześnie jak tylko się udało nowy kodeks blaszaków zwanych Necronami. I ponieważ byłem bardzo spragniony jego zawartości czym prędzej przystąpiłem do wielkiej rozkminy. Przeglądam zatem te wszystkie mniej lub bardziej nowe czy odświeżone jednostki, sprawdzam kolejne zasady specjalne, liczę koszta punktowe. Słowem zachowuje się jak rozpuszczony pięciolatek w sklepie zabawkami. W pewnym momencie tego radosnego wertowania świeżego podręcznika strona mi się omsknęła i mój wzrok wylądował w samym środku zasad specjalnych jakiegoś bohatera specjalnego. I w tym momencie naszła mnie pewna refleksja - czemu do tej pory ich tak skrzętnie omijałem?

Przyzwyczajenie.

Mam bowiem wrażenie, że właśnie doświadczamy, tytułowej, cichej rewolucji w dziedzinie dosyć kluczowej dla wszystkich graczy turniejowych czyli podejściu organizatorów do bohaterów imiennych. Po latach regularnych i cyklicznych flejmów na temat przegiętości i niezbalansowania Eldrada, Ghazkula, Vulkana czy bardziej współczesnego Corteza coraz częściej można ich wszystkich po prostu wystawić. By nie być gołosłownym weźmy ostatnie turnieje dwudniowe:
3city Heresy - speciale dopuszczone
Arena - speciale dopuszczone
Halo Stars - speciale dopuszczone
Za chwilę odbędzie się Fists of Fury w Koszalinie gdzie zawodnicy specjalnej troski jak się o nich jeszcze niedawno mawiało też będą dostępni przy składaniu rozpiski.

Szczerze mówiąc cieszy mnie ten trend bo wydaje mi się, że nie ma lepszego lekarstwa na rozpiskową nudę niż uwolnienie speciali. Dzięki temu mogą się pojawić nowe koncepcje w dosyć popularnych armiach jak i niektóre trochę zapomniane armie jak np. Eldarzy czy inny Deathwing mogą wyjść z zakamarków kartonów. Ale o tym pisałem na tym blogu nie raz. Natomiast jak się podejście orgów nie zmieni to nie będę musiał już się o tym produkować tylko będziemy mogli korzystać z kodeksów w całości. Zatem trzymam kciuki.

wtorek, 8 listopada 2011

Turniejowe alternatywy




Ostatnio przez fora wszelakie przetoczyła się fala dyskusji na temat roli oceny modelarskiej oraz punktów z testu wiedzy w finalnych wynikach turnieji zwłaszcza tych dwu dniowych. Znaczy się tych wyższej rangi. I w telegraficznym skrócie dla tych którzy przegapili/ola... no nie zainteresowali się. Ocena modelarska jest beee bo niektórzy mają ładniejsze armie niektórzy brzydsze i ci z ładniejszymi mają więcej punktów a przecież wszyscy mają po prostu pomalowaną armię więc powinni dostać po równo. Testy wiedzy są beee ponieważ faworyzują starych stażem graczy oraz ewentualnie tych znających fluff więc powinny być z zasad. Powiem szczerze, że takie podejście niebezpiecznie przypomina mi egzaminem na prawko z częścią praktyczną oraz teoretyczną ale może komuś to jest potrzebne do szczęścia. Wolę chyba zatem plan B czyli w ogóle bez testów.

Jednak celem tej notki nie jest mniej lub bardziej umiejętne szydzenie z jakichkolwiek poglądów bo akurat różnice zdań są fajne. I takie, często nie za bardzo merytoryczne dyskusje dają bodźce do rozwoju tego hobby. Przyszła mi po prostu pewna refleksja do głowy, którą postanowiłem zdgitalizwoać a która mam wrażenie, że już od dłuższego czasu gdzieś tam dojrzewała i dopiero teraz zakwitła. Mianowicie jeśli mam ochotę pograć w 40kę z kimś nowym/innym niż zwykle a najlepiej spędzić na tym graniu np. cały dzień mam to mam do wyboru turniej albo turniej. Koniec. Żadnych eventów i innych kampanii gdzie precyzja metodologii wyłaniania zwycięzcy ustępuje pola epickiej historii i brakowi balansu. I jestem pewien, że nie jestem jedynym cierpiącym na taki brak alternatyw. Siłą rzeczy więc na turniejach często naprzeciw siebie stają ludzie którzy mają zupełnie różne podejście do idei stojącej za przestawianiem plastikowych ludzików. Oczywiście nie umniejszam nic turniejom sam się bowiem na nich doskonale bawię ale czasem brakuje mi po prostu czegoś innego i chętnie jeśli miałbym taką możliwość pograłbym bitwy niekoniecznie zbalansowane ale po których bym wiedział jak się potoczyły losy planety Episilon Dolny.

I myślę, że gdybyśmy mieli więcej możliwości dla takiego luźnego turlania kości to wśród graczy byłoby większe przyzwolenie na „usportawianie turnieji” poprzez kolejne zmiany regulaminów. Po prostu ludzie by mieli to cą lubią a pewnie szybko by doszli do wniosku, że lubią i to i to. Bo większość jednak nie lubi się ograniczać i wszyscy raz po raz potrzebują odmiany,

Nie wierzę jednak by zbyt szybko doszło do takie dobrobytu ponieważ nie oszukujmy się ale przygotowanie takiego eventu na jakimś fajnym poziomie to kawał roboty i kminienia nad regulaminem, misjami, zasadami specjalnymi i spięciem tego wszystkiego w spójną całość. Jak się spojrzy na regulaminy turnieji to ich orgowie nawet nie próbują w nich odkryć ameryki. Raz takie punkty inny raz inne, misje ciut w lewo ciut w prawo, albo po prostu pre-coś tam i tyle. Ale z drugiej strony skoro to wystarcza by się dobrze bawić to po co się rozwodzić nad zagadnieniem - jest to więc dla mnie jak najbardziej zrozumiałe. Jednak przy próbie opowiedzenia za pomocą bitew jakiejś historii i to najlepiej takiej którą wytyczają gracze tak prosto nie ma. I w tym widzę główny hamulec dla alternatywnego grania.

Inna sprawa, że potencjalni orgowie takich imprez nie widzą potrzeby robienia czegoś takiego ponieważ gracze na fyrtlu się tego nie domagają. Jednak jak się mają domgać jak często okazji spróbować i nie do końca wiedzą co tracą.

A tracą wiele i mam nadzieję, że szybko będą mieli okazję sami się o tym przekonać.

środa, 12 października 2011

Fairhammer


I nagle, nie do końca wiadomo skąd pojawiła się na dyskusja. Spontaniczna, zażarta i +1.
Tym razem o wielu rzeczach naraz ale jakby spróbować podsumować całość, to można by powiedzieć, że o byciu w porządku przy stole. Wobec przeciwnika i szeroko rozumianego systemu.
Jednym spośród wielu tematów poruszonych są punkty fair play i ich połączenie z punktami ogólnymi do zdobycia w trakcie turnieju. No i tu się pojawia wiele argumentów i konceptów między innymi taki, że trzeba zdobyć Fair Play'e od kilku osób by dostać jakiejkolwiek bonusowe punkty. Co zastąpiłoby liniową zależność 1FP to jeden duży punkt. Ma to swój sens ale moje myśli poszły w zupełnie inną stronę.
Może zamiast łączyć (lub nie) ferpleje z wynikami turnieju to spróbować połączyć je z nagrodami ligowymi czyli Młotkami. Jest już przecież stosowna kategoria czyli Najsympatyczniejszy Gracz. Oczywiście wymagało by to trochę zachodu od strony technicznej. No i by wyłamywało się z ogólnej doktryny przyznawania młotków. Ale wydaje mi się, że koncept można przemyśleć, zwłaszcza, że do przyszłego sezonu jest jeszcze trochę czasu.
Myślę, że na początek można by to wprowadzić na masterach bo ich orogwie są na tyle ogarnięci w dziedzinie organizacji turnieji, że jedna tabelka w excelu im problemu szczególnego nie zrobi.
Chyba.
A sam mechanizm widzę dosyć prosto. Kto zdobędzie najwięcej ferpleji na masterach wygrywa. Młotka, uścisk dłoni i uwielbienie tłumów. Pewnie, że im kto więcej pojeździ tym ma lepiej ale generalnie ta liga tak działa więc to nic nowego. A jak ktoś jest przysłowiowym złamasem to mu nawet bycie na wszystkich masterach nie pomoże. Z czasem, oczywiście jeśli by się to sprawdziło i przyjęło, można by całą zabawę rozszerzyć na czelki. W ten sposób puryści wynikowi mają świadomość, że żadne pitu-pitu im wyników nie przekłamuje a jednocześnie ludzie którzy się pojawiają na dużych turniejach i wyróżniają swoją postawą przy stole są w jakiś sposób docenieni.
I to w sumie tyle.
A co Wy, drodzy czytelnicy o tym myślicie?

wtorek, 13 września 2011

Social Liga



Nasi koordynatorzy ostatnimi czasy ostro się wzięli do roboty i to na tyle ostro, że chcą się nawzajem rozliczać z klikania przycisku "Vote". Ale, na szczęście, to nie jedyny poruszany temat i poza nim na forum ligowym całkiem sporo się dzieje. Choćby w kwestii DMP, skrótu rozwijającego się do Drużynowych Mistrzostw Polski czyli największej i najbardziej wyczekiwanej imprezy w kraju. Zapowiada się, że jej organizacja zostanie mocno sformalizowana i podana kontroli środowiska a konkretnie koordynatorów.
Zresztą dla tych którzy nie za bardzo kontrolują forum ligowe wkleję aktualny zarys stosownego wpisu do regulaminu Ligii:
Organizator DMP zostanie wybrany w drodze konkursu ofert poprzez glosowanie koordynatorów na forum ligi. Oferty organizatorów powinny zostac zgłoszone do końca października, glosowanie potrwa 10 dni od daty rozpisania przez głownego koordynatora ligi. 
Oferta organizatora powinna zawierać: - miejsce turnieju i orientacyjną datę - maksymalne koszta wejściowki w tym informację o noclegach - zarys regulaminu: specjale, IA, punkty, system punktowania (VP, podręcznikowe, ETC itp. ) - limit miejsc - informację o organizatorach - w tym przynajmniej dwóch niegrających - informację na temat możliwości urządzenia gali rozdania nagród ligowych i młotków 
Mile widziane wszelkie informacje ktore moga mieć wplyw na wybór organizatora takie jak: lokum, zaplecze stołowo-terenowe, wymagania organizatora i wszelkie ograniczenia, dodatkowe atrakcje itp. 
W przypadku jeżeli zgloszą sie wiecej niż dwa ośrodki głosowanie będzie dwuetapowe. Do drugiego etapu przejdą tylko dwa ośrodki i na nie zostanie rozpisane głosowanie. W przypadku głosowania dwuetapowego bedzie 7 dni przerwy w której organizatorzy moga poprawiać swoje oferty. 
W przypadku w którym conajmniej X koordynatorów zglosi zatrzezenia do określonego punktu regulaminu rozgrywek (punkty, specjale, ia itp. ) zostanie rozpisane głosowanie na forum koordynatorskim co do którego organizator ma obowiazek zastosować ewentualne zmiany w regulaminie turnieju. Takie rzeczy jak data, wpisowe itp. bedące częscia oferty organizatora nie podlegaja temu zapisowi. 
Mam swoją opinię na temat roli organizatorów a roli tzw. środowiska w ogarnianiu DMP natomiast powyższa propozycja jest efektem całkiem zdrowego kompromisu. Oczywiście można ubolewać, że w ogóle taki wpis był potrzebny ale po flejmie z okazji ostatniej edycji tego turnieju dosyć popularna, wśród koordynatorów, jest chęć dmuchania na zimne.
Inna sprawa, że jestem na prawdę bardzo ciekawy ile kandydatur zostanie zgłoszonych do konkursu. Bo pomijając już fakt kto ustala ile będzie speciali itp, itd to przy tak dużej imprezie jest co robić. I co gorsza co nosić. Dla każdego ośrodka jest to spory wysiłek organizacyjny. A trzeba jeszcze pamiętać, że większość tych największych a przez co najbardziej prawdopodobnych ma w międzyczasie na głowie inny dwu dniowy turniej który również wymaga zachodu. Zatem szczerze mówiąc osobiście nie spodziewam się jakiegoś wysypu chętnych ale oczywiście chciałbym się mylić.
Natomiast dzięki nowej oddolnej inicjatywie pomijającej głosowania i inne formalizmy Liga ma swój profil na fejsbuku. Jeśli ktoś ma konto na tym serwisie a jeszcze się nie potknął o informacje z linkiem to może kliknąć tutaj. Dzięki temu będzie łatwiej trzymać rękę na pulsie choćby w temacie ochotników do organizacji DMP. Ale też i innych wydarzeń rodem z sceny turniejowej jak choćby 6 osobowa drużynówka w Moskwie. Dla mnie osobiście jest to bardzo wygodne rozwiązanie z takim kanałem informacji ligowych i z całych sil trzymam kciuki by Afro i Picek wytrwali w prowadzeniu tego profilu.
Good luck chopaki!

czwartek, 23 czerwca 2011

Pożarte fora


Mam taki zwyczaj, o którym chyba już wspominałem na tym blogu, że w podróże koleją które cały czas są stałym i co gorsza częstym punktem mojego programu zawsze biorę jakiś kodeks. Tak by mieć co wertować bez większej refleksji po 5 godzinach jazdy. Umysł odpoczywa a czasem może się jakaś wesoła koncepcja zrodzić.
I ostatnim razem towarzyszyły mi w podróży krwawe anioły które wydają się mieć więcej grywalnych rozpisek niż tylko wariacje na temat kompanii pancernej. Złożyłem sobie zatem zarys, bez dokładnego liczenia punktów, armii na samych jump packach. Nie jest to może szczególnie oryginalne bo zarówno z Jasiem jak i Emanem jeszcze przed DMP rozmawialiśmy o sensowności takiej rozpy nie zmienia to jednak faktu, że wciąż nie widziałem czegoś takiego na stole. Moja koncepcja w dużym zarysie to (na 1750):
Libra
Kapelan
Priest albo dwóch
Honor guard
Sanguinary guard
i 4 dychy chopa z troopsów.
z dopuszczonymi specialami na pewno wskakuje Sanguinor nie wiem do końca kosztem czego ale coś by się znalazło (pewnie kapelan i HG). Rozpa może z butów nie wyrywa na papierze ale ma swoje plusy i to zarówno dodatnie jak i ujemne. Na pewno radośnie by się tym grało bo wymusza pewną bezkompromisowość. I kitranie się po krzakach za bardzo nie wchodzi w grę. Co więcej nawet wymyśliłem z czego bym zrobił tą armię i jak pomalował (patrz obrazek powyżej) i co najlepsze koszt całej zabawy (w plnach) nie zabijał koncepcji.
Nie zmienia to jednak faktu, że nowa armia to nowa armia i nie jest to łatwa decyzja by rozpocząć temat. Zwłaszcza, że mam świadomość, że na jednej rozpie się nie skończy bo już teraz mi jakieś devki majaczyły z tyłu. Chciałem zatem wzorem praktyki sprzed lat wrzucić rozpę na jakieś forum by się zapoznać z zdaniem innych i sobie uświadomiłem, że fora o rozpiskach są generalnie martwe.
I w sumie trudno mi zrozumieć dlaczego. Nie ma potrzeby gadać o rozpach? Wystarczają tematy z rozpiskami z poszczególnych turnieji? Za mało nowych graczy aktywnych na forach - bo to zazwyczaj oni generują najwięcej postów w tych działach? A jakie jest wasze zdanie DC (Drodzy Czytelnicy) i to zarówno o forach jak i rozpie? :)

czwartek, 13 stycznia 2011

Kwestia głodu...


Ostatnio na forach wszelakich zarówno tych ogólnopolskich jak i lokalnych, jednym z dominujących tematów konwersacji jest film osadzony w naszym ulubionym świecie pod dosyć łopatologicznym tytułem: "Ultramarines". I dzięki Nathanielowi miałem okazję obejrzeć to 76-minutowe dziełko i muszę powiedzieć, że pierwsza moja impresja była następująca: jaki tytuł taki film.
Ale zanim o fabule to kilka słów na temat zagadnień bardziej technicznych. Twórcy filmu sięgnęli po sprawdzone i intensywnie wykorzystywane ostatnim czasy narzędzie czyli grafikę 3d by przedstawić swoją wizję 40 millenium. I jeśli mam być szczery było lepiej niż się spodziewałem. Co niestety nie oznacza, że jest fajnie, a jedynie, że film po prostu da się obejrzeć w całości na jednym posiedzeniu. Nie ukrywam, że poprzeczka moich wymagań nie sięgała grotom do kolan więc nie wiele trzeba było by mnie zadowolić. Oglądają ten film, przez cały czas miałem wrażenie, że  absolutnie najważniejszym czynnikiem wpływającym na proces decyzyjny przy tworzeniu obrazu była minimalizacja kosztów. Trudno jest zrobić film prostszymi środkami nie spotykając się jednocześnie z zarzutem śmieszności. W dwu minutowym intrze do pierwszego Dawno of War mamy więcej różnych modeli postaci i sprzętu niż w tej pełno metrażowej produkcji. Na szczęście modele przewijające się przez większość filmu choć nieliczne był w miarę dopracowane ale już sceneria była często niestety potraktowana dość umownie. Po prostu by było wiadomo, że to jest most a to dziedziniec i tyle na temat bez jakiejś atencji dla detalu bo trzeba to zrobić "szybciej, szybciej".Poza tym w warstwie wizualnej brakowało mi plastyki ujęć, bo o ile niektóre z nich były fajne - będąc np. cytatami z klasyków to jednak gry świateł czy innych takich "wodotrysków" raczej w tym filmie nie uświadczymy. A nie wydłużyły by one produkcji aż tak bardzo, wymagały jedynie pomysłu. Bo snop latarki w mgle to trochę mało zwłaszcza, że noszą ją typy mające w hełmach noktowizory.
Ścieżka dźwiękowa a zwłaszcza aktorzy podkładający głosy to najmocniejsza część filmu co do której trudno mieć jakieś większe zarzuty. Marinsi mówią jak marinsi a jednocześnie bardzo czysto dzięki czemu nie mamy poczucia że brother Maximus na emeryturze wróci do rodzinnej Walii dalej wypasać krowy.
No i dochodzimy do najważniejszego czyli fabuły. Szczerze mówiąc gdy zobaczyłem, że za scenariusz odpowiedzialny jest Dan Abnett myślałem, że tą warstwę filmu mamy zabezpieczoną. Myliłem się. Ilość odstępstw od kanonu może być dla niektórych trudna do zaakceptowania. Zaś nuda niektórych sekwencji może zniechęcić każdego. Historia opowiedziana w tym dziełku jest równie prosta co większość wykorzystanych modeli i w sumie dosyć przewidywalna. Szczerze mówiąc spodziewałem się po czymś co podpisuje najlepszy autor Black Library bardziej pokręconego scenariusza, choć ten mógł zostać zweryfikowany przez potrzebne nakłady pracy. I oryginał który nie opuścił szuflady/burzy mózgów pozostanie ukryty przed nami na amen. Ale to jedynie hipoteza a fakt jest taki, że historia opowiedziana jest na poziomie trona czy innego avatara tyle, że tamte filmy nadrabiają oprawą graficzną. A dla tego fabuła miała być ratunkiem dla reszty.
Podsumowując mamy udane udźwiękowienie, obraz gorszy od intra do pierwszego Dawn of War i jeszcze gorszą fabułę. Ale co najbardziej zaskakujące i tak nie żałuje ani jednej minuty spędzonej przed monitorem i co ciekawsze podejrzewam, że film obejrzę przynajmniej jeszcze raz. I jedyne wytłumaczenie jakie znajduje dla tego faktu to, że mój głód ruchomych obrazków w klimatach 40ki jest silniejszy niż niedostatki tego filmu. I z tego co się zdążyłem zorientować nie jestem jedynym. A na 40kowego Władcę Pierścieni będziemy musieli jeszcze trochę poczekać.

wtorek, 23 listopada 2010

IA - Ignorowane Armoury


Ostatnimi czasy Forgeworld uraczył nas dwoma, naprawdę zacnymi, nowościami - wariacją na temat Landka oraz eldarską fruwajką. Obie nie mają ani Structre Pointów ani innych zapisów dyskwalifikujących je, potencjalnie przynajmniej, z normalnych gier. Jednak sam fakt, że są spoza kodeksu, czyli wydawnictwa GW, sprawia, że ktoś chcący je wystawić na turnieju, może mieć z tym problem. Bo cały czas a ostatnio mam wrażenie, że nawet bardziej niż dawniej IA jest przez graczy i też organizatorów traktowane z dużą dozą nieufności.
I nie da się temu podejściu odmówić braku racjonalnych podstaw bowiem ludzie siedzący w tym hobby dłuższą chwile dobrze pamiętają różne kwiatki z którymi przyszło nam się mierzyć w przeszłości jak choćby moździerz gwardyjski który wszystko co trafił przepłaszał z stołu bądź poda z pięcioma katarynkami w środku. Na 4 edycyjnym rendingu to już w ogóle było mało zabawne. Jednak ludzie siedzący w tym jeszcze dłużej mogą pamiętać czas kiedy całkiem popularne były Bestie Chaosu ale, żeby były szczególnie przegięte nie dało się powiedzieć - po prostu całkiem fajny wybór i nic więcej. Wtedy jednak było to czas kiedy dopuszczanie IA było całkiem popularne wśród organizatorów. Aktualnie za sprawą paru zabawek których zasady ocierają się o absurd cierpi cała gamma sprzętu który by mógł urozmaicić trochę stoły. I choć z tym nowym Landkiem mam poważne wątpliwości czy chciałbym się często spotykać bo robi wrażenie bardzo mocnej lecz na szczęście również kosztownej jednostki to taki Hornet dla Eldarów wygląda na całkiem zbalansowany. Nie ma to jednak większego znaczenia ponieważ najczęściej orgowie do IA podchodzą całościowo i albo wszystko albo nic. Zdecydowanie częściej nic. Zatem i gracze nie inwestują nie małych w końcu pieniędzy w te modele bo jednak same gry towarzyskie często są za małym pretekstem dla takiego wydatku. A skoro nie inwestują to i nie cisną orgów o dopuszczenie czegoś czego i tak nie mają. I tak się koło zamyka.
I choć nie uważam, że super czadowym i słitaśnym pomysłem jest dopuszczanie IA gdzie popadnie z masterami na czele to jednak podejście do zagadnienia z głową - na paru lokalach czy jakimś czelku mogło by się skonczyć z korzyścią dla wszystkich zainteresowanych. Bo mający żywotny interes w takim rozwiązaniu wystawili by sobie wreszcie to co się kurzy na półce/mieli niezbędny pretekst do ruszenia karty kredytowej, ich przeciwnicy by mogli zagrać z czymś nowym i nie standardowym a na koniec orgowie mogli by na tym zyskać za sprawą większej frekwencji. Przynajmniej taka jest teoria.
Powstaje oczywiście pytanie co znaczy podejść do zagadnienia z głową? Jak wielbiciel prostych środków zrobiłbym listę wszystkich jednostek z źródłem zasad do nich (bazując na tych zestawieniach na koniec IA) i skreślił z nich wszystko co powoduje flejmy na forach zaczynając od tego co już przerabialiśmy. A potem metodą wirusową aka ctrl-c/ctrl-v może by się ta lista zaplątała do kilku innych regulaminów. Nie chodzi by mi bynajmniej by na wszystkich lokalach IA było dopuszczane ale jakby pojawiało by się sporadycznie to by chyba nikomu nie zaszkodziło, bo mam wrażenie, że w tym przypadku strach ma wielkie oczy. Poza tym z jednej strony bardzo popularne są narzekania na brak polotu w rozpiskach a jak nawet jest proste rozwiązanie by je trochę urozmaicić podchodzimy do niego jak pies do jeża.
Jest też inne opcja by zamieszać w rozpiskach czyli speciale ale to temat na zupełnie inną notkę...

środa, 6 października 2010

Kostki i proksy czyli co wolno na lokalach?


Od przeszło roku już bardzo regularnie zaglądam na forum chłopaków z Trójmiasta czyli Spidergames i chciałem donieść tym którzy tego nie czynią, że ostatnio pojawił się tam bardzo frapujący temat, mianowicie - Turniejowy Standard Lokalowy 3city 40k. I początkowo na tej informacji czyli ograniczeniu się do linka chciałem zamknąć tą notkę. Ale po chwili przemyśleń doszedłem do wniosku, że jednak nie byłbym sobą gdybym nie dorzucił kilku zdań od siebie. Zwłaszcza, że na forum ciut głupio mi komentować bo po prostu na trójmiejskie lokale z przyczyn trzecich nie docieram (podobnie zresztą jak na jakiekolwiek inne). Trudno więc bym się na ich temat wymądrzał. Jednak temat jest uniwersalny i jestem pewien, że każdy ośrodek ma swoje rozwiązania w kwestii tego co można na lokalach a co nie za bardzo.
Osobiście uważam, że fakt, iż lokale są na sam dole drabinki splendoru turniejowego nie oznacza, że wszystko powinno być na nich dozwolone. Dobrze jest gdy np. gracze mają kostki miarki etc bo zdarzało mi się nie raz oglądać sytuacje w których obaj zawodnicy nie mieli czym turlać i pożyczali garść od sąsiadów. Podobnie jest z czytelną rozpiską - jeszcze nikomu nie zaszkodziła i pomaga w tym by gra był szybsza i bardziej przejrzysta. Jeden czy dwa punkty za takie bardzo wygodne gadżety mogą pomóc ludziom się zmobilizować by o nie zadbać, a komfort gry gdy można się skupić wyłącznie na własnym stole idzie mocno w górę - przynajmniej dla niektórych.
O ile potrzeba posiadania miarki podczas gry jest trudno do podważenia to tzw. proxy są bardziej kontrowersyjne. Nie da się ukryć, że opcja przetestowania jakiegoś oddziału/ów na lokalu jest nie do przecenienia ale trudno oczekiwać, że każdy nabędzie stosowne modele na wyrost. Jednak z drugiej strony jeśli 3/4 armii przeciwnika nie jest tym na co wygląda i wcale nie jest to zgrabne count-as to niektórzy np. ja zaczynają się gubić. I osobiście uważam, że w erze for nanecie na prawdę łatwo pożyczyć brakujące modele - zwłaszcza w silnie rozwiniętych ośrodkach nie ma zatem potrzeby proksowania. A jeśli nawet przytrafi się taka konieczność będzie to marginalne i nie wpłynie na komfort gry.
Wiem, że to truizm ale należy pamiętać, że generalnie ta gra jest dwuosobowa i dobrze jest gdy obie strony mają przyjemność z przebywania przy stole. Jeśli więc ogarnięcie armii na lokala to kilka minut na znalezienie templatek i skontaktowanie się z kimś od kogo możemy pożyczyć brakujące modele to czemu tego nie zrobić? Zwłaszcza, że te kilka minut przekłada się na kilka godzin zabawy.
A jak to wygląda u Was w mieście?

poniedziałek, 8 lutego 2010

Dyżurna Młócka Polemiczna


Sezon ligowy dobiega pomału już końca, nadchodzi czas tych dużych ale też i tych mniejszych rozstrzygnięć i już jak zwykle zza horyzontu wyłania się DMP które zamknie i podsumuje kolejny rok zabawy. Ale zanim do tego dojdzie mamy okazję przeżyć kolejne dyskusje nad kształtem tego turnieju i są one równie zażarte jak zawsze.
Klasycznie już mamy na tapecie kolejną odsłonę sagi Imperial Armour a rozwój polskiej sceny turniejowej i szczerze mówiąc robi się to dla mnie coraz bardziej drażniące. Kiedyś - dawno, dawno temu za IA zawsze lobowali gracze chaosu ale nie Iron Warriorów co by sobie bestie wystawić. Potrafiło to sporo, kosztowało sporo a armię kultowe dostawały nawet fajnego boosta. A cała reszta miała to w pompie bo do ich armii nic tam nie było. No oczywiście poza graczami Tau ale ci z kolei ocierali się prawie o klęskę urodzaju. Natomiast teraz IA jest potrzebne dużej grupie graczy do szczęścia bo będą tańsze pojazdy. I tego szczerze mówiąc nie kumam bo dla mnie jedno to rozszerzenie spektrum jednostek z kodeksu o mniej lub bardziej zbalansowane zabawki a drugie to zamiana wpisów w podręczniku na takie mniej oficjalne za to bardziej opłacalne. Jakby to był oficjalny faq albo coś w ten deseń no to nie ma pola do dyskusji ale mówimy o twórczości firmy która chyba jeszcze niczego przyzwoicie w punktach nie wyceniła. I jestem wręcz bardzo przeciwny takiemu podejściu do bądź co bądź oryginalnych podręczników. A to, że uważamy, że przepłacamy za rhinosa czy preda jest wyłącznie konsekwencją gry zgodnie z zasadami.
Ale potem w dyskusji zrobiło się jeszcze bardziej serio ale równie klasycznie czyli otrzymaliśmy kolejną rundę sagi DMP vs ETC. Kiedyś miałem podejście do tego bardziej emocjonalne i bardzo mnie drażniło traktowanie DMP jak poligonu dla reprezentacji i forsowanie pewnych rozwiązań odnośnie zasad czy regulaminu w ramach testów. Natomiast teraz mi jest doskonale obojętne. Zen. Jak ktoś potrzebuje treningów i tych klimatów w tą grę droga wolna nie zamierzam mu przeszkadzać w zabawie. Jedyne czego oczekuję w zamian to wzajemności czyli, że w zamian on(i) nie będzie mi przeszkadzał w dobrej zabawie. I póki ten układ będzie sprawnie funkcjonował póty wszystko będzie pasowało jak laska do oblita.
Jednak dla mnie osobiście najważniejszym stwierdzeniem które padło a ramach tych wszystkich przepychanek przy okazji tego rocznych mistrzostw jest to (by Michałku):
Po prostu u zarania dziejów ta impreza miała mieć charakter turnieju, który miał wyłonić najlepszy ośrodek 40k w Polsce, czyż nie?

które jak większość istotnych stwierdzeń wykazało się wyjątkową umiejętnością wtopienia się w tłum z którego tak bardzo zdawało się odstawać. A dobrze jest raz na jakiś czas sięgnąć do korzeni i sobie przypomnieć o co w tym wszystkim chodzi i po co to jest. I dla mnie osoby doskonale pamiętające radosną podjarkę przed pierwszym DMP aktualnie to już nie to samo. I do końca nie wiem z czego to wynika. Na pewno swój udział w tym ma rosnący w raz z wiekiem cynizm ale to na pewno nie jest to jedyny powód. Wydaje mi się jednak, że poszukiwanie tych przyczyn (bo pewnie jest ich więcej) to dobry materiał na osobną notkę.

środa, 13 stycznia 2010

Esencja klimatu

Postawienie na Dready też mnie bardzo cieszy - ta jednostka to dla mnie razem z termosami i jumppackami esencja klimatu, będzie super jeśli w końcu będzie je można wystawiać inaczej niż 'dla klimatu'.
Na taką wypowiedź ostatnio trafiłem na jednym z for dyskusyjnych i była ona katalizatorem oraz sponsorem tej notki. I choć od długiego już czasu nie mamy żadnych zażartych flame-warów na linii pg vs klimat to pewne myślenie jest wiecznie żywe. Konkretnie chodzi mi o to, że na miano jednostek klimatycznych zasługują jedynie te słabe. Nie ma opcji by oblity były klimatyczne - są mocno za mocne by zasłużyć na to miano. To samo młotkowi czyli assaultowe termosy najlepiej jeszcze w landku - póki nie dostali aktualnych tarcz a pojazdy covera to wystawienie takiego oddziału było szczytem klimatu a teraz jest już pornografią. Z kolei takie karki przejdą tą samą drogę tyle, że w drugą stronę bowiem z jednostki powszechnie uznawanej są wygiętą, zwłaszcza wersji elitarnej, mają sporą szansę, za sprawą nowego kodeksu, zamienić się w tytułową esencje kilmatu.
Doskonale rozumiem kiedy o pewnych oddziałach mówi się per no-brainer bo rzeczywiście są w tej grze perełki gdzie trudno mówić jakimś związku między punktami a możliwościami. Rozumiem też, że pewne jednostki czy też całe armie (gorące pozdrowienia dla DA) są po prostu słabe czy za drogie bo w końcu brak zależności między punktami a możliwościami może działać w obie strony. Jednak ni w ząb nie mogę skumać co je zamienia od razu w szczyt klimatu. Jak dla mnie i mam wrażenie, że nie tylko takie rzeczy jak opłacalność jednostki na stole a jej flufficzna otoczka bo do tego w końcu klimat się sprowadza to dwie odmienne sprawy. I dobrze jest ich nie mieszać ze sobą pochodza bowiem z różnych światów.
Oczywiście fajnie jest jak ktoś weźmie na tapetę jakieś wydarzenie z książki czy innego kawałka przyszłości w której jest tylko wojna i na jego bazie zrobi fajną rozpiskę, i jeszcze do tego same figury skonwertuje tak by jak najmocniej nawiązać do wybranego tematu. Ale takie rzeczy choć może nie tylko w erze ale są rzadkie. Zazwyczaj szafowanie terminu klimatu służy jako zasłona dymna dla zwykłego braku skilla albo po prostu pomysłu na grę. Bo jak nam Niemiec w Szczecinie zademonstrował lesserami i bikerami w chaosie też się da grać. I wygrywać.