Pokazywanie postów oznaczonych etykietą euro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą euro. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 3 października 2013
Najazd na Berlin czyli podcast nr 35
Trzymajcie kciuki za to by nasze przeprosiny z mikrofonem jeszcze chwilę potrwały to może nam w ogóle uda się nadgonić tematy zasługujące na swojego podcasta. Zwłaszcza, że Games chyba nie zamierza zwalniać z tempem podawania nam kolejnych bodźców więc łatwo nie ma i nie będzie.
Dziś jednak będziemy z Michem gadać nie o o nowościach z świata a bardziej o wycieczkach za granicę i to wyjątkowo nie do Serbii. A tak, konkretnie to o próbie podbicia Berlina przez lekką brygadę zmotoryzowaną z 3city. Co z tego wyszło przekonacie się po odsłuchu - zapraszamy:
Podcast nr 35 - Najazd na Berlin
W pewnym momencie nagrania coś wspominam o zdjęciach więc daje link:
Galeria
Etykiety:
euro,
Michu,
podcast,
scena turniejowa
wtorek, 17 września 2013
Mixtape o ETC czyli podcast nr 34
Wreszcie - tak, przynajmniej sadząc po komentarzach i rozmowach powiedzą niektórzy.
Ale znowu o ETC?? - powiedzą może nawet Ci sami.
Tak czy siak po tych dwóch zdaniach i obrazku już wszystko jasne, jest nagranie teamt znany można jechać z koksem a jest z czym bo naszego babolenia dziś wyjątkowo dużo bo od razu fundujemy Wam obie części.
Przyjemności!
Podcast nr 34 ETECE strona A
Podcast nr 34 ETECE strona B
środa, 4 września 2013
Cry "Daemons" and Let Slip the Dogs of War cz.3
Nadaje Michu. Przed Wami
trzecia i ostatnia część sprawozdania z bitew na ETC. Przypominam,
że relacje pozostałych reprezentantów, w tym moje przeklejone
przez Cylindryka, można znaleźć tutaj – Raporty z ETC na Glorii Victis. Z samego ETC obiecaliśmy Wam
jeszcze podcast ale jest tego ponad 2 godziny materiału, który
jeszcze trzeba obrobić. A póki co, jedziemy o bitwach a ostatnio rozstaliśmy się przy wiadomości, że będziemy grać z Germanami.
Trzeci dzień to dzień
zarówno naszego zwycięstwa jak i niestety porażki. Poranek
pachniał golonką po bawarsku. Niemcy to chyba od zawsze
uber-przeciwnik dla Repry, a ja miałem z germańskim najeźdźcą
stanąć po raz pierwszy twarzą w twarz. Nerwy mnie trochę dopadły
ale byłem dobrej myśli po zwycięstwie nad GK Jona, a Łysy dbał abym się zbyt wcześnie nie hiperwentylował do czego
zabierałem się już poprzedniego wieczora. Dodatkowo mieliśmy
łobuzów ogranych i Skark wrócił jeszcze później w nocy co
znaczyło, że będzie zabijał – innymi słowy, kęsim!
Jak zwykle nie ingerowałem
w parowania i spokojnie wentylowałem się w bezpiecznej odległości
od stołów.
Długo tym razem trwało moje czekanie i skończyłem jako któraś
wystawka. W odpowiedzi Niemcy coś dostawili i pokrzyczeli chwilę z
radości. Po chwili dowiedziałem się, że dostałem latający cyrk
smoków z necronami i mam sobie wybrać stół. Nie jest to dla mnie
przeciwnik idealny ale żeby tak się cieszyć? Podejrzane.
Poprosiłem Racę o pomoc w wyborze stołu i poszedłszy za jego
radą wziąłem tak miejski jak tylko się dało bo smoki smokami ale
przed scytami wypada się schować mimo wszystko. I poszedłem
ścisnąwszy pierwej mocno poślady aż poszedł swąd palonych
włosów.
BITWA 5 vs Niemieckie Smoki CSM+Nec
CSM DP bez macki, 1 lvl Tzeentcha
2 x Kultyści
3 x Smok
Necron Lord w barce
2 x Warriory w Night Scycie
1 x Deathmarki z Cryptekiem w Night Scycie
1 x Doom Scyta
Po dojściu do stołu
okazało się, że moim przeciwnikiem jest blond młodzieniec o
ksywie „Schnuffi”. Od razu trochę mi spadło napięcie bo czyż
ktoś o takiej ksywie może być z grunty zły? I faktycznie, grało
nam się całkiem sympatycznie. Nie było szczególnych wybuchów
radości i nawet nie dopuszczałem myśli o kontakcie fizycznym jak z
rosjaninem ale też i bez spin szczególnych, podręcznik główny
wystarczył nam w zupełności. Doszło nawet do tego, że jak w 4
turze zapomniałem rzucić grimoijrę w movemencie i zacząłem
strzelać i nie zgodził się już na rzut (wyszedłem z założenia,
że zawsze warto spróbować) to zaczął mnie przepraszać, że to
ważny mecz etc.
Zaczęliśmy od tzw. istotnych rzutów. Wygrałem stronę, dzięki czemu herald miał swój
wymarzony impas. Z mocy niestety inva nie było ale za to puppet
master i precognition na fateweaverze i co najważniejsze Scrier's
Gaze. Dodatkowo jeden z heraldów wylosował na greaterze lancę,
którą oczywiście zatrzymał z nadzieją na skyfire z mysterious
objectives. Same objectivy rozstawiliśmy tajnie, tak jak było w
scenariuszu (każdy 3,2,1 VP) ale po odkryciu niespodzianek nie było.
Trójki w przeciwległych rogach. Schnuffi zaczął wystawiać Aegis
i zrobiło się zabawnie bo w jednej ręce trzymał komórkę.
Myślałem, że może czyta smsa od dziewczyny czy ki diabeł ale z
głupia frant zapytałem, czy ma tam plany budowy. A On na to, że
tak... Może miał tam plany na każdą okazję, w tym pewnie
opracowana przez Łysego „zagrodę dla psów” ale ze mną
fortyfikacja skończyła jako linia w jego strefie. Rzut na
rozpoczęcie oczywiście przegrałem. I tu czekała mnie mega
niespodzianka – mój przeciwnik wybrał zaczynanie. Cały mój
talent aktorski zużyłem, żeby schować banana z twarzy ale się
nie udało. Na całe szczęście Schnuffi nie patrzył w moją
stronę...
Plan miałem już
opracowany z bitwy z Ukraińcem. Rozstawiłem się podobnie tylko
znacznie lepiej. Miałem dużo covera i trzy objectivy z potencjałem
na skyfire, działo, 1 horrory i 2x demonice schowałem w rezerwie z
tym, że tylko horrory z beamem w DS. Była to misja o tyle dla mnie
dobra, że miałem trzy fasty scorujące.
Minus był taki, że on też a moje były tak czy siak pierwszym celem dla jego
strzelania. Po scoucie zamiast do przodu poszedłem w bok i
rozstawiłem się równo po ćwiartce.
W swojej pierwszej turze
Niemiec wykonał ruchy pozorowane DP, Lordem na barce pozostając
niedaleko commsów. Ja rzucam w pierwszej SG i to pozwala mi rzucać
3 kości na mysterious objectives. Losuje tylko 1 skyfire ale to
zawsze coś. Ruchy pozorowane należy też czasem przemyśleć, bo DP
nie wyleciał poza zasięg FT, co skrzętnie wykorzystałem, rzucając
na niego grimojrę i lecąc na maksa do przodu. Resztą ruszyłem się
do przodu tak żeby zająć jak najwięcej stołu i żeby smoki nie
mogły przelecieć za moja armię a troopsy pozostawały poza 24”
od scyt, blokowane przez psy. FT wypala 4d6 strzałów i DP zostaje na 1 ranie. Nie
zdaje grounda ale zdaje inva. Schnuffi traci nieco spokoju, a ja
żałuje możliwości zdobycia FB.
W turze drugiej zaczynamy
grać na serio. DP ucieka, wychodzą wszystkie lataczki na stół.
Pierwsze psy dostają wszystko co się da i ściągam je garściami.
Niemiec celuje wyraźnie w Heralda, żeby zdobyć FB. Nie udaje się
ale zostaje mi herald i z 6 psów po Go to Ground. Drugi oddział ma
straty minimalne ale jak tak dalej pójdzie to mi psów nie starczy.
W mojej turze grimoijra leci na zdrowe psy. Cofam się, żeby nie
można było przelecieć nade mną, FT skręca i jest za lataczkami.
Tabelka daje mi +1 do inva dla demonów. Nie narzekam, choć właśnie
miałem strzelać do smoków... Rzucam Puppet Mastera na scytę i
strzelam nią w tyłek smokowi a 3d6 idzie w samą scytę. Są dwie
peny na smoku ale obie odbite i tylko 1 HP na scycie...nie najlepiej.
Łysy przechodzi a ja wymownie pokazuje mu kupkę psów. Robię
smutną minę.
W turze trzeciej cały
misterny plan się spłaca. Lataczki wylatują za stół oprócz
jednej Night scyty i Doom Scyty. I mam turę względnego spokoju,
chociaż Herald pada i jest FB dla niemca. Mi niestety nie wychodzi
grimoijra na psach mimo przerzutu. Chowają się bardziej w cover
chociaż i tak priorytetem jest kontrola stołu. Strzelam do lataczek
ale nic nie robię. Łysy otrzymuje informacje o totalnej wtopie.
W czwartej turze powtórka
z drugiej ale Niemiec nie wykorzystuje minusa do sejva na psach.
Skupia się na dopaleniu resztki psów a vectory idą w FT, który
chcąc powetować wtopę z ostatniej tury i dzięki precognicji olewa
wszystko. Niestety spada na ziemię w strzelaniu. Ginie parę psów.
Wychodzą kultyści na stół. Niemiec ma przebłysk i próbuje
zaszarżować dwoma Deathmarkami na FT. Dobrze, że jest 8 cali po
trudnym i nie dochodzą bo bym tam ugrzązł. W mojej turze FT za
stół. Herald wreszcie czyta manual i strąca z lancy Kosę z
troopsem. Dotychczas była jedna odbita pena i dwa wyniki 1 i 2 na
przebicie. Ale nie narzekałem bo to jakby nie jego specjalizacja...
Spadają i wchodzą moje tropsy. Demonice zajmuja znacznik po
przeciwnej stronie stołu za 2 punkty a horrory zaliczają mishapa i
wracają do rezerw. Dostaję wsparcie z Francji – przychodzi Pierre
i mówi, że piąta to będzie ostatnia tura albo karniaki. Zaczynam
się spieszyć i zapominam rzucić grimoijrę... Łysy dostaje info,
że powinienem kopać rowy zamiast grać w figsy.
Piąta tura a ja sobie
powtarzam w myślach - „teraz tego nie sp..., teraz tego nie sp.”
Bo tak naprawdę to Niemiec jest w kłopotach. Mówię do niego
„Słuchaj stary, nie ważne jak się skończy, grało się fajnie”,
bo przewiduję różne wersje w końcówce. Lataczki już niewiele
robią. Ma objectivy za 3, 2 i 1, tak jak ja. Ma FB i zabitego fasta
ale nie będzie miał warlorda i linebrekera. Ja na pewno to drugie i
jeśli nie odbije mocy DP to i warlorda. I kończę. Niemiec strzela
do demonic i ustawia się Necron lordem pod szarże. Robi to fatalnie
i zabija mi tyle, że nie ma szans dojść. Jeden smok próbuje zająć
objectiv za 3 bo w tej chwili mają go kultyści, co jest dość
niepewnym wyborem. Ja odpowiadam ostrożnie bo cały czas w myślach
- „teraz tego nie sp..., teraz tego nie sp.” Nie słyszę co
się dzieje i dobrze bo jakbym widział, że wszyscy wokół nas
stoją... Blokuję znaczniki za 1 i 2 punkty. Horrory mają okazję
na bycie MVP, wystarczy hit na DS i blokują znacznik za 3. Robią to
wielkim stylu – 11 calowy mishap i giną... Tyle radość u Niemca
wcześniej nie widziałem przez całą grę. 5 demonic ma podobna
szansę, wystarczy pokonać 5 warriorów i znacznik za 2 jest
ich...niestety zabijają jednego....FT wypala do DP – ten
oczywiście odbija moc. Ech. Kończy się 11-9 dla mnie.
Odwracam się do Łysego i mówię wynik. Łysy na to, że akurat
starczyło. Pytam - „Jest remis?”, „Nie, wygraliśmy!”.
Wygraliśmy o 2 punkty. Tak dobrze nie czułem się po grze w
czterdziestce chyba nigdy! Mam poczucie, że nic nas teraz nie
powstrzyma! I niestety tutaj się pomyliłem.
BITWA 6 vs Hiszpańskie TAU
Etheral z marker droną
Commander Shadowsun
40 Krootow (1x20)
6 Fire Warriorow w Devilfishu
Riptide
3 Crisisy z 6 marker dronami
4 Piranie
Sky Ray
Brodki
Sniper Drony (3 marksmenów, 8 sniper dron)
Etheral z marker droną
Commander Shadowsun
40 Krootow (1x20)
6 Fire Warriorow w Devilfishu
Riptide
3 Crisisy z 6 marker dronami
4 Piranie
Sky Ray
Brodki
Sniper Drony (3 marksmenów, 8 sniper dron)
Trafiliśmy na bardzo ostro grającą Hiszpanię. Nie mieliśmy jej za bardzo rozkminionej a w dodatku po komentarzach innych drużyn było jasne, że żółto-czerwoni nie przyjechali do Serbii zdobywać przyjaciół. Podczas parowania zostałem zawołany przez Vladda z pytaniem, czy dam radę rozwalić ich Tau. Ja spytałem ile mają Riptidów. Okazało się, że jednego, to powiedziałem, że wstydu nie będzie ale zaznaczyłem, że z nowymi Tau grałem raz w życiu. I przyszło mi zagrać drugi raz.
Moim przeciwnikiem okazał się Arch, całkiem spory koleś (co okazało się zaletą później) i w dodatku całkiem sympatyczny jak na Hiszpana. Typhus grający na stole obok uprzedził mnie, ze koleś będzie stalował. Okazało się to troszkę prawdą bo zagraliśmy 4 tury ale nic nie mogłem zrobić bo przestalowana była faza deploymentu a Pierre przyniósł kartki przed 1 turą. Generalnie z perspektywy czasy wydaje mi się, że było też w tym długim graniu trochę mojej winy - naprawdę musiałem się o wszystko dwa razy pytać nie znając zupełnie kodeksu.
Już na początku zrobiło się dobrze. Wylosowałem inva na heraldzie i precognicję na FT. Ale kluczem był rzut ostatni - udało mi się wygrać i wybrałem zaczynanie. Pierwszy raz na ETC! Strategię, z braku znajomości zasad, oparłem w całości na fluffie. Wystawiłem wszystko, co do jednego demona, na stole. Horrory i FT lekko z tyłu w razie przejęcia inicjatywy, reszta na linii strefy z wywieszonymi jęzorami. On ustawia się z tyłu i infiltruje krootkich i Brodki z Shadowsunem. Infiltruje ich co najmniej dziwnie, bo 2 dziesiątki na jednej flance, a brodki i screen 20 krootow na drugiej flance na skraju krawędzi stołu w neutralnej ćwiartce. Ja scoutem na maksa do przodu w kierunku Brodek. Nie przejął inicjatywy i jedziemy.
Inv na płaszczki, Grimojra na FT. Psy stają tak, że nawet wewnątrz suitów musi być gorąco. Szukam trochę covera ale bez przekonania. Wiem, że cokolwiek się stanie, jeden oddział psów idzie do piachu - liczę, że zostanie herald i może ze dwa psy na overwatcha. Otwieram ogień. Działo i płaszczki wywalają wielką dziurę w screenie Krootów. FT poleciał z boku stołu i wali czym popadnie w broodki. Beam z siła 8 i 4d6 budzą zastanowienie w Hiszpanie i decyduje się na Go to ground na Brodkach. Mimo to leci drona i spada jedna brodka. Krootcy są za daleko etherala i opuszczają stół. Brodki rzucają 10 i każe sobie pokazać że Shadowsun ma 10 - niestety ma :) W jego turze świat robi się bardzo jasny dla jednego oddziały psów i zostaję 3 z heraldem. Drugie też dostają a Riptide podchodzi i zabija 1 płaszczkę i szarżuje. W combacie pada kolejna a ja zadaję 2 rany. Ja się cieszę, bo połknął przynętę i w następnej turze dostanie multiple charge i złoży się z rezultatu. Łysy przynosi mi piwo i energetyka bo widzę, że nei mogę ani na chwilę odejść od stołu.
W swojej turze szarżuje wszystkim co się da - psy mają 3+ inva z grimojry, FT za stół. Gubię się w tym deczko i nie udaje mi się połączyć szarży na brodki z Riptide, Szarżuje na pobliskie Piranie a demonice dołączają do Riptide. Padają brodki, Ripek i 1 pirania. Niestety zapominam o drugich demonicach i zamiast szarży stoje jak głupek przed dronami z piranii. W międzyczasie działo Khorna miętosi krootkich. Hiszpan
oddaje. Zabija 9 demonic z jednego oddziału i cały drugi. Lekko
napoczyna psy ale 3+ sejva to skutecznie utrudnia. Zaczyna się cofać. Ja
staram się go przytulić. Łysy mówi mi że każdy punkt ważny bo mamy problemy. No to idę na tejbla.
Widzę, że zostało bardzo mało czasu więc cisnę na znaczniki horrorami. Udaje mi się szarża niedobitką psów z heraldem na devilfisha i go niszczę. Eteryk się pinnuje co stawia go nie najlepszym położeniu. Płaszczki zabijaja 2 piranie a psy nie dochodzą do dron przez overwatcha. FT się trochę błażni w strzelaniu zabijając 3 krooty i 3 sniper drony. Hiszpan zabija do końca jedne psy z heraldem i wypala z wszystkich rakiet w FT ale zadaje tylko 1 ranę i nie ma grounda dzięki przerzutowi. Crisisy są już w rogu stołu i dalej się nie da. Pirania nie ma szans skontestować znacznika. Przychodzi Pierre i mówi, że 4 to nasza ostatnia tura.
W czwartej turze staram się zabić wszystko w zasięgu. Robię szarże wszystkim na wszystko. Combat ciągnię się przez pół stołu a poza pozostają moje horrory i demonetka i jego crisisy, drony i sky ray. Kończy się przewidywalnie - ryba w menu. W turze Hiszpana liczymy ale jakby nie liczyć, nie jest już w stanie urwać mi ani jednego punktu. Ja nie mam jednego znacznika, reszta moja. Ostateczny wynik to 18-2 dla mnie. W następnej byłby tejbl. Niestety, okazuje się, że wszystko na darmo - przegrywamy i wielki dół. Po grze łapi mnie Arch i zamieniamy się koszulkami. Ta przynajmniej pasuje...
I tak niestety kończy się moja przygoda z ETC. Za rok postaram się wybrać na singlowe ESC do czego zachęcam wszystkich. Pogranie w klimacie ETC to naprawdę dobra zabawa.
Etykiety:
euro,
Michu,
relacje,
scena turniejowa
środa, 28 sierpnia 2013
Cry "Daemons" and Let Slip the Dogs of War cz.2
Nadaje Michu. Czas (najwyższy!) na drugą część relacji z bitew na ETC. W tak zwanym międzyczasie raporty z bitew reprezentacji zostały przeniesione w inne miejsce Glorii Victis, konkretnie tutaj: Raporty z bitew ETC. Za sprawą Cylindryka moje poprzednie wypociny też się tam znalazły. Bez dłuższych zatem wstępów, kontynuujemy.
Drugi dzień zaczęliśmy od gry z Walią. Nie była to jedna z drużyn, której poświęciliśmy jakoś specjalnie dużo czasu ale Vladdi obiecał, że coś wieczorem wykmini. Rozpiski po przejrzeniu okazały się jak najbardziej na poziomie, szczególnie dość brutalne, czyste Tau, z którym nikt do gry się zbytnio nie palił. Nie było akurat przy tej dyskusji Romka, więc powstała koncepcja, że On zagra. I w końcu tak właśnie się okazało. Kupa śmiechu ale okazało się to suma summarum dobrym pomysłem.
Co do mnie to jak i przy pozostałych pairingach się nie wtrącałem, czekając na to co mnie spotka. I dostałem coś takiego:
BITWA 3 vs Walijskie Orki+TAU
2 x Warboss na bajku
3 x 20 Shootasów
2 x 9 Lootasów
2-3 x Krootcy
1 x Riptide
1 x Pathfinderzy
1 x Brodki
1 x Eteral
Skyshield Landing Pad
Przegrałem wszystkie rzuty jak zwykle ale wylosowałem inva na heraldzie i Puppet Master na Fateweaverze, którym zamierzałem obdarowywać Riptide jak tylko się da. Przeciwnik wybrał zaczynanie, rozstawił Tau na landing padzie wraz z lootasami, trochę boyzów przed padem i 20tkę z warbosem pod fortyfikacją. Krooci oraz 20tka boyzów z Warlodem w outflanku - taki wylosował warlord trait. Moim zdaniem już tutaj wyszło, że nie za bardzo wiedział jak zagrać. Bo plan pewnie był, żeby wybić mi troopsy etc ale stracił w ten sposób co najmniej jeden pierścień zasłony wokół landing pada. Ja za to stwierdziłem, że nie po to mnie dostawili do stacjonarnego strzelanie, żebym grał na remis i schowałem tylko FT i heralda 37" od Landing Pada a resztą warowałem przy linii wyznaczającej moją strefę.
Przed grą psy do przodu tak, żeby boyzom zostało 8" na szarże przez ciężki do psów a ja żebym nie miał problemów z kontrą. Rzucam z głupia frant na przejęcie inicjatywy i niespodzianka, jest 6tka! Przeciwnik się z lekka podłamał ale mówi się, życie i gramy. Nie wiedział co go spotka w 1 turze... Ja ruszam delikatnie psy, po scoucie i tak będące tam gdzie chce, rzucam inva 4+ na płaszczki, grimoijre natomiast na FT i też na maksa do przodu. Resztą też podchodzę - w tej sytuacji nie będzie mógł sobie pozwolić na strzelanie do czegokolwiek innego niż psy i płaszczki. Tura strzelania jest raczej ciekawa. Najpierw losuje burzę slaanesha i tracę jednego psa. On nic. Działo Khorna wybija 10 orkową dziurę w screenie przed padem. Płaszczki boostuje pod landing pada na przynetę i po drodze zabieram kolejnych 6 orków ze screena. Reszta biegnie, a na końcu strzela FT. I jaki to jest strzał! Puppet Master na Ripitde. Udany. Proszę przeciwnika o objaśnienie z czego teraz właściwie mógłbym strzelić? Okazuje się, że z placka. No to z placka! Niby Riptidy mają 2+ ale stoją w kupie razem z eteralem i dronami więc nie będę się zastanawiał. Znosi 11 cali. Przeciwnik się cieszy. A ja przypominam o niezużytym jeszcze przerzucie z FT. I kulam HIT. Padają ze dwie drony, plus jeszcze jedna z beama. Oblany test na zebranie i zatrzymują się tuż przed krawędzią. Mogło być super ale i tak nie narzekam.
W swojej turze gość oblewa test na zebranie...first blood. Morale mu nurkuje i rozbija sie o dno pobliskiego Dunaju. Robi absolutnie wszystko źle - strzela do płaszczek zamiast do psów, nie szarżuje niczym a powinien wszystkim oprócz pathfinderów. Ginie 5 płaszczek. Kontra jest miażdząca - znika cały landing pad oprócz Pathfinderów - Ripek nie dostaje rany ale ma test na -14 i nie zostaje na stole. W jego drugiej turze wychodzi outflank. Niestety nie nauczony doświadczeniem zbija go w brzydko mówiąc - kupę. W związku z tym w mojej turze trzeciej działo Khorna wybija równiutki ślad dużego placka w jego rezerwach. Koleś traci resztki ducha i proponuje mi 20:0 w zamian za skończenie gry. Staram się go przekonywać, że powinien urwać jakieś punkty i grać ale na obecnym etapie sam w to nie wierzę - jest o turę za późno. A na zasadach ETC mógł próbować 5 punktów ugrać.. Gra się zatem kończy. Smutno trochę. Mój przeciwnik postanawia się podzielić dokonaniem ze swoja drużyną i robi "tour optymizmu", jak to nazwał Łysy, demoralizując po kolei swoich kolegów z drużyny.
Mecz wygrywamy ze sporym zapasem i nadchodzi pora zmierzyć się z chłopakami zza oceanu. Team America mieliśmy dobrze rozpracowany, a ja w szczególności, gdyż bloby Kopacha były moim zdaniem jedną z lepszych rozpisek i grałem z jego rozpiską więcej niż parę razy. Jednocześnie trochę stresu było, bo wiedziałem, że agresywnej grze to jeśli coś pójdzie nie tak to dostanę łomot. Przy parowaniach jak zwykle krążyłem z daleka ale byłem jedną z ostatnich armii i dostałem info od Łysego, że jeśli mają to na czempionie co przewidzieliśmy to będzie ok a jak nie to będę walczył o życie. I wyszło to drugie bo dostałem GK. Vladdi spytał ile z tym zrobię to powiedziałem, że "co tam, rozwalę to!" ale moje przekonanie wynikało raczej z psychicznego przygotowania do ETC niż z jakiegoś zdrowego rozsądku. Wziałem Skarka na bok i trochę razem pokiminiliśmy co mam zrobić. Wyszło, że pomysł ma ten sam co ja. Wrzucić heralda w płaszczkach do combatu od 2 tury, bo to jest jedyna możliwość żeby go ukryć przed rakietami a w tym czasie zabić jeden oddział termosów. Tak przygotowany ruszyłem do boju.
BITWA 4 vs Amerykańskie GK
Coteaz
Inkwizytor z psikawką
3 x Stormraven z akolitami
2 x 10 terminatorów 1 ze sztandarem, w pełnym rynsztunku
4 x Akolici
3 x czaszki
Moim przeciwnikiem był Jon "The Man" Willingham. Koleś przesympatyczny, uśmiechał się prawie do samego końca, chociaż jak sami przeczytacie za chwilę, powodów do radości miał coraz mniej.
Gramy relikt i 2 znaczniki. Oczywiście przegrałem wszystkie rzuty, więc znaczniki są skupione blisko siebie po jednej stronie stołu. Ale za to ustawiłem je maksymalnie daleko od reliktu. Z mocy mam inva na heraldzie ale nie przewiduje jego długiego życia. Jon wybiera zaczynanie i wystawia się jednym oddziałem pod relikt a drugim daleko z boku pod znaczniki. Czaszki na środku stołu blokują scouta psom. Ja skupiam się na przeciwległej do znaczników flance. W deepie zostawiam jedne horrory i jedne demonice - drugie demonice równo przed znacznikiem i plan jest taki, żeby dobiec do niego przed terminatorami. W ten sposób będzie zmuszony ostrzeliwać demonice zamiast psów.
Niestety nie przejmuje inicjatyw. Jon podchodzi i sprząta parę psów po rzuceniu misfortuny. Ja daje wszytkim na jedną flankę, tak aby dostać skuteczny ostrzał od jednych tylko termosów. Herald jest w horrorach, żeby nie ściagąć ostrzału na płaszczki. Stoi sam daleko licząc że nie wszystkie placki trafią. FT z grimoijrą daje do przodu i z beama ściąga 2 termosy. Niestety, 2 storm raveny wchodzą i herald pada. To było do przewidzenia ale pada też przy okazji działo khorna, które było tu kluczowe - Heraldzi ze swoją 6tką inicjatywy mieli szansę przerzedzić termosy przy szarży. Termosy męczą dalej psy pod misfortuna a drugie trochę przerzedzają demonice. Z jednego oddziału psów zostają 4 psy i herald. Tabelka demonów próbuje mnie zabić ale jest FT na szczęście. Wygląda to fatalnie. Potrzebowałem tu trochę szczęścia. Zapoznaję przeciwnika z frazą "carving in shit" i minę mam adekwatną do tej czynności. I tu Jon popełnia najgorszy błąd, bowiem mówi "No, You will not fool me, I know that You Poles do not give up!". Nie ma bata zatem, nie mogę z siebie zrobić ofiary!
Moja druga tura i wszystko się okaże. Obu heraldów dołączam do zdrowych psów. Szarżuje. Resztka psów zbiera Overwatcha i Jon zapoznaje się z Go to Ground w fazie szarży :) Pozostałem oddziały dochodzą, niestety psy muszą przez ciężki. Kłaki lecą z demonów. Jeden herald odmawia czelendża Justicarowi. Płaszczki zabijają w inicjatywie 2 termosy z halabardami, które zdążyły uderzyć. Niestety oznacza to, że termosy z młotami biją. Ja zabijam 4 termosów i przegrywam combat o tyle, że nie ma co liczyć. Będzie z miliard. Płaszczki się składają i ginie 2d6 woundów z psów - na szczęście statystycznie tylko 3,5 psa.
W trzeciej turze Jona wygląda na to, że dostanę kontrę 2 gich terminatorów, chociaż po cichu liczę, że nie przejdą przez las w którym stoimy. W międzyczasie kolejna demonica z reliktem zostaje odstrzelona a następna czeka na swoją kolej. Szarża terminatorów na 6 cali. Jon rzuca 6 i 1. Ja pokazuje i udowadniam, że jeśli jeden koleś mógłby dojść przez ciężki to wszyscy muszą rzucać. Więc jeszcze jedna kostka i pada 4 więc szarża spalona. Gdzieś tam u mnie w głowie zapala się światełko "no mercy". Heraldzi rozszarpują pozostałych termosów. Trzecia moja tura to 2 termosy giną z beama w shootingu i szarża. Tym razem nie ma ciężkiego terenu po drodze. W międzyczasie przechodzi Trej i robi wielkie oczy. Jon pyta trenera czy musi swoją bitwę wygrać. I popełnia kolejny błąd. Rzuca Hammerhanda na terminatorach, będąc przeświadczonym, że Inkwizytor może potem odpalić Force Weapony na oddziale. Kiedy to robi pytam czy aby na pewno tak jest i jak się okazuje po przejrzeniu rulebooka mam rację. W dwie tury sypie się kolejny oddział terminatorów. Jest po grze. Storm Raveny zabijają jeszcze heraldów i wystawiają akolitów na linebreakera. W tym czasie moje troopsy zajmują i otaczają znaczniki. FT chowa się po kątach. Ostatecznie gra kończy się w 5 turze. Mam wszystkie znaczniki i jest 16:4 dla mnie.
Nie wiem jak to się stało i Jon też za bardzo nie kuma. Szkoda mi kolesia bo kumple zaczynają sypać jego nową ksywą "The Fail". Mam wrażenie, że wygrałem tą grę znajomością zasad i tym, że Jon był za bardzo pewny siebie. Demony z GK stanowią zdecydowanie bardziej wyrównany pairing niż w 5 edycji.
Koniec dnia w wyśmienitym nastroju. Ale w niedzielę Old Adversary w postaci Niemców, trza się spiąć.
C.D.N.
2 x Warboss na bajku
3 x 20 Shootasów
2 x 9 Lootasów
2-3 x Krootcy
1 x Riptide
1 x Pathfinderzy
1 x Brodki
1 x Eteral
Skyshield Landing Pad
Przegrałem wszystkie rzuty jak zwykle ale wylosowałem inva na heraldzie i Puppet Master na Fateweaverze, którym zamierzałem obdarowywać Riptide jak tylko się da. Przeciwnik wybrał zaczynanie, rozstawił Tau na landing padzie wraz z lootasami, trochę boyzów przed padem i 20tkę z warbosem pod fortyfikacją. Krooci oraz 20tka boyzów z Warlodem w outflanku - taki wylosował warlord trait. Moim zdaniem już tutaj wyszło, że nie za bardzo wiedział jak zagrać. Bo plan pewnie był, żeby wybić mi troopsy etc ale stracił w ten sposób co najmniej jeden pierścień zasłony wokół landing pada. Ja za to stwierdziłem, że nie po to mnie dostawili do stacjonarnego strzelanie, żebym grał na remis i schowałem tylko FT i heralda 37" od Landing Pada a resztą warowałem przy linii wyznaczającej moją strefę.
Przed grą psy do przodu tak, żeby boyzom zostało 8" na szarże przez ciężki do psów a ja żebym nie miał problemów z kontrą. Rzucam z głupia frant na przejęcie inicjatywy i niespodzianka, jest 6tka! Przeciwnik się z lekka podłamał ale mówi się, życie i gramy. Nie wiedział co go spotka w 1 turze... Ja ruszam delikatnie psy, po scoucie i tak będące tam gdzie chce, rzucam inva 4+ na płaszczki, grimoijre natomiast na FT i też na maksa do przodu. Resztą też podchodzę - w tej sytuacji nie będzie mógł sobie pozwolić na strzelanie do czegokolwiek innego niż psy i płaszczki. Tura strzelania jest raczej ciekawa. Najpierw losuje burzę slaanesha i tracę jednego psa. On nic. Działo Khorna wybija 10 orkową dziurę w screenie przed padem. Płaszczki boostuje pod landing pada na przynetę i po drodze zabieram kolejnych 6 orków ze screena. Reszta biegnie, a na końcu strzela FT. I jaki to jest strzał! Puppet Master na Ripitde. Udany. Proszę przeciwnika o objaśnienie z czego teraz właściwie mógłbym strzelić? Okazuje się, że z placka. No to z placka! Niby Riptidy mają 2+ ale stoją w kupie razem z eteralem i dronami więc nie będę się zastanawiał. Znosi 11 cali. Przeciwnik się cieszy. A ja przypominam o niezużytym jeszcze przerzucie z FT. I kulam HIT. Padają ze dwie drony, plus jeszcze jedna z beama. Oblany test na zebranie i zatrzymują się tuż przed krawędzią. Mogło być super ale i tak nie narzekam.
W swojej turze gość oblewa test na zebranie...first blood. Morale mu nurkuje i rozbija sie o dno pobliskiego Dunaju. Robi absolutnie wszystko źle - strzela do płaszczek zamiast do psów, nie szarżuje niczym a powinien wszystkim oprócz pathfinderów. Ginie 5 płaszczek. Kontra jest miażdząca - znika cały landing pad oprócz Pathfinderów - Ripek nie dostaje rany ale ma test na -14 i nie zostaje na stole. W jego drugiej turze wychodzi outflank. Niestety nie nauczony doświadczeniem zbija go w brzydko mówiąc - kupę. W związku z tym w mojej turze trzeciej działo Khorna wybija równiutki ślad dużego placka w jego rezerwach. Koleś traci resztki ducha i proponuje mi 20:0 w zamian za skończenie gry. Staram się go przekonywać, że powinien urwać jakieś punkty i grać ale na obecnym etapie sam w to nie wierzę - jest o turę za późno. A na zasadach ETC mógł próbować 5 punktów ugrać.. Gra się zatem kończy. Smutno trochę. Mój przeciwnik postanawia się podzielić dokonaniem ze swoja drużyną i robi "tour optymizmu", jak to nazwał Łysy, demoralizując po kolei swoich kolegów z drużyny.
Mecz wygrywamy ze sporym zapasem i nadchodzi pora zmierzyć się z chłopakami zza oceanu. Team America mieliśmy dobrze rozpracowany, a ja w szczególności, gdyż bloby Kopacha były moim zdaniem jedną z lepszych rozpisek i grałem z jego rozpiską więcej niż parę razy. Jednocześnie trochę stresu było, bo wiedziałem, że agresywnej grze to jeśli coś pójdzie nie tak to dostanę łomot. Przy parowaniach jak zwykle krążyłem z daleka ale byłem jedną z ostatnich armii i dostałem info od Łysego, że jeśli mają to na czempionie co przewidzieliśmy to będzie ok a jak nie to będę walczył o życie. I wyszło to drugie bo dostałem GK. Vladdi spytał ile z tym zrobię to powiedziałem, że "co tam, rozwalę to!" ale moje przekonanie wynikało raczej z psychicznego przygotowania do ETC niż z jakiegoś zdrowego rozsądku. Wziałem Skarka na bok i trochę razem pokiminiliśmy co mam zrobić. Wyszło, że pomysł ma ten sam co ja. Wrzucić heralda w płaszczkach do combatu od 2 tury, bo to jest jedyna możliwość żeby go ukryć przed rakietami a w tym czasie zabić jeden oddział termosów. Tak przygotowany ruszyłem do boju.
BITWA 4 vs Amerykańskie GK
Coteaz
Inkwizytor z psikawką
3 x Stormraven z akolitami
2 x 10 terminatorów 1 ze sztandarem, w pełnym rynsztunku
4 x Akolici
3 x czaszki
Moim przeciwnikiem był Jon "The Man" Willingham. Koleś przesympatyczny, uśmiechał się prawie do samego końca, chociaż jak sami przeczytacie za chwilę, powodów do radości miał coraz mniej.
Gramy relikt i 2 znaczniki. Oczywiście przegrałem wszystkie rzuty, więc znaczniki są skupione blisko siebie po jednej stronie stołu. Ale za to ustawiłem je maksymalnie daleko od reliktu. Z mocy mam inva na heraldzie ale nie przewiduje jego długiego życia. Jon wybiera zaczynanie i wystawia się jednym oddziałem pod relikt a drugim daleko z boku pod znaczniki. Czaszki na środku stołu blokują scouta psom. Ja skupiam się na przeciwległej do znaczników flance. W deepie zostawiam jedne horrory i jedne demonice - drugie demonice równo przed znacznikiem i plan jest taki, żeby dobiec do niego przed terminatorami. W ten sposób będzie zmuszony ostrzeliwać demonice zamiast psów.
Niestety nie przejmuje inicjatyw. Jon podchodzi i sprząta parę psów po rzuceniu misfortuny. Ja daje wszytkim na jedną flankę, tak aby dostać skuteczny ostrzał od jednych tylko termosów. Herald jest w horrorach, żeby nie ściagąć ostrzału na płaszczki. Stoi sam daleko licząc że nie wszystkie placki trafią. FT z grimoijrą daje do przodu i z beama ściąga 2 termosy. Niestety, 2 storm raveny wchodzą i herald pada. To było do przewidzenia ale pada też przy okazji działo khorna, które było tu kluczowe - Heraldzi ze swoją 6tką inicjatywy mieli szansę przerzedzić termosy przy szarży. Termosy męczą dalej psy pod misfortuna a drugie trochę przerzedzają demonice. Z jednego oddziału psów zostają 4 psy i herald. Tabelka demonów próbuje mnie zabić ale jest FT na szczęście. Wygląda to fatalnie. Potrzebowałem tu trochę szczęścia. Zapoznaję przeciwnika z frazą "carving in shit" i minę mam adekwatną do tej czynności. I tu Jon popełnia najgorszy błąd, bowiem mówi "No, You will not fool me, I know that You Poles do not give up!". Nie ma bata zatem, nie mogę z siebie zrobić ofiary!
Moja druga tura i wszystko się okaże. Obu heraldów dołączam do zdrowych psów. Szarżuje. Resztka psów zbiera Overwatcha i Jon zapoznaje się z Go to Ground w fazie szarży :) Pozostałem oddziały dochodzą, niestety psy muszą przez ciężki. Kłaki lecą z demonów. Jeden herald odmawia czelendża Justicarowi. Płaszczki zabijają w inicjatywie 2 termosy z halabardami, które zdążyły uderzyć. Niestety oznacza to, że termosy z młotami biją. Ja zabijam 4 termosów i przegrywam combat o tyle, że nie ma co liczyć. Będzie z miliard. Płaszczki się składają i ginie 2d6 woundów z psów - na szczęście statystycznie tylko 3,5 psa.
W trzeciej turze Jona wygląda na to, że dostanę kontrę 2 gich terminatorów, chociaż po cichu liczę, że nie przejdą przez las w którym stoimy. W międzyczasie kolejna demonica z reliktem zostaje odstrzelona a następna czeka na swoją kolej. Szarża terminatorów na 6 cali. Jon rzuca 6 i 1. Ja pokazuje i udowadniam, że jeśli jeden koleś mógłby dojść przez ciężki to wszyscy muszą rzucać. Więc jeszcze jedna kostka i pada 4 więc szarża spalona. Gdzieś tam u mnie w głowie zapala się światełko "no mercy". Heraldzi rozszarpują pozostałych termosów. Trzecia moja tura to 2 termosy giną z beama w shootingu i szarża. Tym razem nie ma ciężkiego terenu po drodze. W międzyczasie przechodzi Trej i robi wielkie oczy. Jon pyta trenera czy musi swoją bitwę wygrać. I popełnia kolejny błąd. Rzuca Hammerhanda na terminatorach, będąc przeświadczonym, że Inkwizytor może potem odpalić Force Weapony na oddziale. Kiedy to robi pytam czy aby na pewno tak jest i jak się okazuje po przejrzeniu rulebooka mam rację. W dwie tury sypie się kolejny oddział terminatorów. Jest po grze. Storm Raveny zabijają jeszcze heraldów i wystawiają akolitów na linebreakera. W tym czasie moje troopsy zajmują i otaczają znaczniki. FT chowa się po kątach. Ostatecznie gra kończy się w 5 turze. Mam wszystkie znaczniki i jest 16:4 dla mnie.
Nie wiem jak to się stało i Jon też za bardzo nie kuma. Szkoda mi kolesia bo kumple zaczynają sypać jego nową ksywą "The Fail". Mam wrażenie, że wygrałem tą grę znajomością zasad i tym, że Jon był za bardzo pewny siebie. Demony z GK stanowią zdecydowanie bardziej wyrównany pairing niż w 5 edycji.
Koniec dnia w wyśmienitym nastroju. Ale w niedzielę Old Adversary w postaci Niemców, trza się spiąć.
C.D.N.
Etykiety:
euro
środa, 21 sierpnia 2013
Cry "Daemons" and Let Slip the Dogs of War cz.1
Nadaje Michu. Raportowania z ETC część druga. Tym razem postaram się zaserwować mniej lub bardziej soczyste raporty bitewne. Część reprezentacji już zaczęła się spowiadać, idąc za przykładem Typhusa, na forum Glorii Victis - opisy bitew znaleźć można pod tym linkiem: Raporty z ETC. Mam nadzieję, ze Vladdi wrzuci tam też parowania, gdyż dla wielu osób, razem z niżej podpisanym byłoby to całkiem interesujące. Poniżej znajdziecie krótkie raporty z moich bitew. Mam wrażenie nieodparte, że nie będą one ani tak dokładne ani tak żywiołowe jak Typhusa ale jestem w wieku, w którym bardziej pamięta się swoją pierwszą bitwę w życiu i jak to fajnie było w drugiej edycji niż cokolwiek z zeszłego turniej. Upraszając zatem czytelników o wyrozumiałość przechodzimy do rzeczy.
Ha, ale najpierw kolejny wstęp i tzw. "ogólna koncepcja". Od Vladdiego dostałem zadanie zabijania blobów i innych armii piechotnych. Rozpa ewoluowała drastycznie w miarę testów, począwszy od Latającego Cyrku Grubasów, przez strzelające Screamery aż do czegoś takiego:
Ha, ale najpierw kolejny wstęp i tzw. "ogólna koncepcja". Od Vladdiego dostałem zadanie zabijania blobów i innych armii piechotnych. Rozpa ewoluowała drastycznie w miarę testów, począwszy od Latającego Cyrku Grubasów, przez strzelające Screamery aż do czegoś takiego:
- Kairos Fateweaver [300 pts]
- Herald of Tzeentch, Mastery level 3, Exalted Reward (zawsze Grimoijra)[125 pts]
- Herald of Khorne, Juggernaut, G.Reward, Greater Locus of Fury [140]
- Herald of Khorne, Juggernaut, G. Reward, Greater Locus of Fury [140 ]
- Troop 1 : Horrors of Tzeentch, Iridescent Horror [95]
- Troop 2 : Horrors of Tzeentch, [90]
- Troop 3 : Daemonettes of Slaanesh [90]
- Troop 4 : Daemonettes of Slaanesh [90]
- FA1: Flesh Hounds of Khorne, 15 [240 pts]
- FA2: Flesh Hounds of Khorne, 15 [240 pts]
- FA3: Screamers of Tzeentch, 7 [175 pts]
- HS1: Skull Cannon of Khorne [125]
Pewnie niektórzy z Was pamiętaja podcast o demonach, gdzie nabijaliśmy się okrutnie z Kairosa i Działa Khorna...bogowie Chasou jak widać mają poczucie humoru. Rozpa w kontekście blobów jest moim zdaniem mniej skuteczna niż np. rozpa demoniczna hiszpańska (Screamerstar + miliard horrorów) ale zamysł był taki, że będzie można tym zagrać z prawie wszystkim. I z perspektywy czasu okazało się to koncepcją słuszną, a demony sprawiły niespodziankę więcej niż jednemu przeciwnikowi. Dobra teraz już naprawde do rzeczy :)
BITWA 1 vs Ukraińskie smoki CSM+Nec
Bastion z commsami
Lord na Juggerze
2xKultysci
3xSmok
Zandrek
2 Night Scyty z Warrioram
1 Doom Scytha
1 Night Scyta z Deathmarkami + Cryptek
Gramy o 5 znaczników na ćwiartki. Przegrywam 2 rzuty w tym kluczowy na zaczynania i jadę pierwszy. Wybieram strone z impasem, żeby schować Heralda z Grimoijrą. On losuje scoringa na Lordzie. Ja za to 2x Inv 4+ To nie wróży nic dobrego bo więcej znaczników u niego. Jeden praktycznie za bastionem w rogu stołu czyli nie do wyjęcia. Ja zaczynam w większości na stole. Wiem już, że nie mam za bardzo co biec do przodu, bo bastionu nie przeskocze, zatem blokuje swoja ćwiartkę - psy z przodu rozstawione jak najbardziej, za nimi w podobny sposób 2 troopsy, działo i FT. Staram się ograniczyć mocno pole manewru lataczom i kontrolować stół. Na objectivach losuje 2 razy nic i przerzut jedynek więc o strzelaniu do lataczy raczej zapominam. W całej grze zadałem 1 HP...
Cała gra wygląda prosto - ja rzucam 4+ na psy, Grimoijre na FT, on strzela ja sie ruszam tak, że musi wylecieć za stół. Kultyści z pomocą commsów wychodzą w 4 turze. Przewidywany wynik w okolicy remisu - blokowany środek - ja 2 objectivy, on 2 objectivy, on FB kja Linebreaker. Bez Warlordów. On +1 za VP. Tylko w ostatniej turze FT pali Grimoijre i ginie ze strzelania co daje mu dodatkowo +1VP za Warlorda i +1VP za następne oczko w stratach.
W rezultacie 7:13
Gość był jak się okazało bardzo sympatyczny. Nie miał większego doświadczenia w graniu necronami ale wiedział jak działaja scyty a to chyba wystarczy. Doskonale za to znał Demony. Zresztą miałem wrażenie, że wszyscy moi przeciwnicy pamietaja tabelkę Warpstorma lepiej niż ja..ale to dygresja. Na początku wydawało mi się, że trafiłem słabo bo gość był markotny i podkręcony ale okazało się, że zaiwanili mu koszulkę. Zero spin etc. Pilnowaliśmy się ale bez przesady. Poddawałem w wątpliwość wszystkie flamery ale bez przekonania, ot dla zasady, On w 3 turze już mechanicznie mówił, żebym poprawił koherencje w psach.
BITWA 2 vs Rosyjscy skaczący Necroni
Oberon
Zandrekh
Cryptec z Veilem
Cryptec z Chronometronem
Cryptec z czymś
2xWraithy (6)
Lord na śmietniku
3 barki Anihilacyjne
5 immortali w Night Scycie
6 immortali
10 immortali
Najlepsza, najbardziej wymagająca i najprzyjaźniejsza gra na turnieju...ale od początku. Nie wiem czy to tak miało być ale sam twierdziłem, że poradzę sobie z Necronami na remis+ więc dostałem takie coś. Nigdy z tym nie grałem za bardzo, więc do kolegów po szkolenie krótkie. Dowiedziałem się jak skacza i co robią. I do stołu. Tam już koleś czeka i mówi "gramy". Trochę sztywny, na pytanie czy chce moja rozpę mówi, że nie trzeba. Ja sobie myślę - nie najlepiej, znowu koleś co zna lepiej demony ode mnie. Poźniej się okazało, że nie znał jednego szczegółu ale jestem czysty - zapytałem. Ja go dokładnie wypytuje, czytam codex. Też niedokładnie jak się później okazuje.
Wygrywam znaczniki i ustawiam tak, żę są trzy prawie w mojej ćwiartce, on ma jeden. Przegrywam na rozpoczęcie i zaczynam prawie wszystkim na stole oprócz 1 demonic i 1 horrorów. On ma w rezerwach Scytę i Wrajty w Deep Striku. Psy na maxa do przodu w linii. On w reakcji cofa się wszystkim na 24 cal ode mnie. Ja w scoucie cofam się psami i rozbiegam w swojej ćwiartce. Patrzy na mnie ale nic nie mówi. A mój plan prosty. Buduje zamek z troopsów z murami z psów. Nie może deepować za troopsy a jak zdeepuje przed psy to ma ponad 12" do troopsów i ich nie zastrzeli za łatwo. I cal po calu przemieszczam się pod objectivy. W pierwszych turach niewiele się dzieje z uwagi na wystawienie. W drugiej mojej wychodzą mi jedne troopsy. Ruszam się działam etc. a ziom sobie przypomina o zasadzei Zandrekha - jak mi coś wychodzi z rezerwa to on może wstawić swoje z DS i chce zlądować Wrajtami. Ja mu pozwalam bo gra się miło i poza tym zdecydowanie wolę nie mieć niespodzianek w kolejnych turach - umawiamy się, że mogę zmienić ruchy. Więc ladują. Znosi je 9 cali i spadają niebezpiecznie blisko psów. Ja zmieniam zatem ruchy i staram się go przekonać, że psy stały bliżej niż mu się wydawało. Obaj bowiem nie pamietamy, bo przed DS nie miało to żadnego znaczenia. Staje na 8 calach szarży. Jestem w domu - wiadamo, psy na 8" szarżują lepiej niż na 7". Wrajty są w lesie ale działo khorna dostarcza granat. Szarża dochodzi i tak gdzieś połowa psów bije. Szarże rzuciłem 8 ale psy przestawiam 11" - pięć minut tłumaczę swój skrót myślowy, że zastosowałem od razu pile ina. Jest kupa śmiechu jak sobie uświadamia, że jest ok a nie, że mu gruby wał sprzedaje :) Wrajty zostaja 3 po szarży.
Przychodzi Łysy - ja mu mówię, że nie wiadomo.
W jego turze wchodzi Scyta, dostaje THuntera i zasadza się na działo. On skacze i rusza na moja flankę wszystkim co ma. Działo dostaje z kosy, 2 barek i 1 immortali. 2 HP stracone. Patrzę mu w oczy i mówię "Cannon of Khorne, dude". A w myślach - "Po kiego grzyba mu to działo? Co prawda 2 wrajty już odstrzeliłem ale żeby aż tak?" Może FB chce koniecznie?" W mojej turze okazuje się, że panicznie bał się działa bo myślał, że ma AP3 a on po DS stał immortalami w kupie i by musiał wszystko na Oberona brać. Po wyjaśnieniu nieporozumienia przestaje być priorytetem. Lecę FT po NScytę. Sprzedaje jej 13 hitów. On robi Evade. Ja biorę 7 kości do ręki i mówię "Na nic Twój Evade, rzucę teraz 6 szóstek". I rzucam...jest wesoło, krzyki, śmiechy, Rosyjski trener sprzedaje sobie faceplanta a kosa daje mi FB. Zabijam ostatniego wrajta i popełniam fatalny błąd - konsoliduje się i wystaję pół cala podstawką za las. W jego turze lord na smietniku daje w moją stronę - dołączają się z tyłu wrajty w rządku. Barki strzelaja w psy. Immortale się teleportują i zabijają 9 demonic. Wrajty z lordem doszarżowują w psy a ja przyjmuję bez sensu czelendż. Zaćmiło mnie bo psy nie mają się jak dostawić do combatu i dostają lody bez zwrotki.
Przychodzi Łysy - ja mu mówię, że kiepa.
Zaczyna się dziać. Spisuję na straty psy i staram się zabić barki i immortali. Udaje mi się wlepić misfortunę na jednych immmortali i w strzelaniu ginie Zandrekh (Warlord). 10tka z Oberonem dostaje szarże psów. Zdają niestety 16 sejvów bez problemu i ginie tylko 2. Scremery dostają 1 barkę. Troopsy idą na objectivy.
Mówię Łysemu, że dostaje w tytę. Sędzia przychodzi i mówi, że gramy 5 turę i alles.
Oberon sie wyteleportowuje na objectiv. Immortale z krawędzi podchodzą na ten w swojej ćwiartce. Barki zabijają 5 screamerów. W mojej turze szarżuje na immortali bez Zandrekha z resztką psów. FT śmiga na drugą strone stołu i blokuje znacznik. Szarżuje na 2 barki screamerami nic nie robiąc a jedne psy gina od wrajtów w końcu. Zajmuje 2 objectivy troopsami. W ostatniej swojej Rosjanin nie ma za wielu do roboty oprócz jednej rzeczy. Wygrywam objectivy 2 do 1, mam Warlorda, Linebreakera,i FB a on nic i wygrywam na VP. Więc wyteleportowuje się Oberonem na znacznik zostawiając immortali. Potrzebuje Hita bo inaczej mishap. Przed rzutem dyskusja z head refami - nie spodziewałem się tego i prowadzę dyskusję "pokaż mi to w podręczniku". Ale okazuje się, że może i oczywiście rzuca tego hita...jeden znacznik mniej i linebreaker. W nagrodę dostaje soczystego całusa od Rosjanina. Są emocje :)
Kończy się 12:8 dla mnie co jest sporym zaskoczeniem dla Łysego :)
Po grze sobie gadaliśmy - okazało się, że bardzo go zaskoczyłem tym jak zagrałem. Myślał, że pójdę wszystkim do przodu, zabije mu barki i wrajty a on planował wtedy masakrę moich troopsów. A tak - było ultra ciekawie. Wszystko na styk, chociaż gdybym nie wystawił niepotrzebnie psów pod szarże byłoby dużo lepiej bo do tego momentu kontrolowałem stół całkowicie. Gość dogania mnie i wymienia się koszulką - on w niej zmieści jeszcze plecak i brata a ja wyglądam cokolwiek nieprzyzwoicie ale jest fajna :)
Po pierwszym dniu 19 punktów. Nie powiem, że kładłem się zadowolony spać...
C.D.N.
P.S. Podzieliłem relację na części - nie chce Was straszyć ścianą tekstu :)
BITWA 1 vs Ukraińskie smoki CSM+Nec
Bastion z commsami
Lord na Juggerze
2xKultysci
3xSmok
Zandrek
2 Night Scyty z Warrioram
1 Doom Scytha
1 Night Scyta z Deathmarkami + Cryptek
Gramy o 5 znaczników na ćwiartki. Przegrywam 2 rzuty w tym kluczowy na zaczynania i jadę pierwszy. Wybieram strone z impasem, żeby schować Heralda z Grimoijrą. On losuje scoringa na Lordzie. Ja za to 2x Inv 4+ To nie wróży nic dobrego bo więcej znaczników u niego. Jeden praktycznie za bastionem w rogu stołu czyli nie do wyjęcia. Ja zaczynam w większości na stole. Wiem już, że nie mam za bardzo co biec do przodu, bo bastionu nie przeskocze, zatem blokuje swoja ćwiartkę - psy z przodu rozstawione jak najbardziej, za nimi w podobny sposób 2 troopsy, działo i FT. Staram się ograniczyć mocno pole manewru lataczom i kontrolować stół. Na objectivach losuje 2 razy nic i przerzut jedynek więc o strzelaniu do lataczy raczej zapominam. W całej grze zadałem 1 HP...
Cała gra wygląda prosto - ja rzucam 4+ na psy, Grimoijre na FT, on strzela ja sie ruszam tak, że musi wylecieć za stół. Kultyści z pomocą commsów wychodzą w 4 turze. Przewidywany wynik w okolicy remisu - blokowany środek - ja 2 objectivy, on 2 objectivy, on FB kja Linebreaker. Bez Warlordów. On +1 za VP. Tylko w ostatniej turze FT pali Grimoijre i ginie ze strzelania co daje mu dodatkowo +1VP za Warlorda i +1VP za następne oczko w stratach.
W rezultacie 7:13
Gość był jak się okazało bardzo sympatyczny. Nie miał większego doświadczenia w graniu necronami ale wiedział jak działaja scyty a to chyba wystarczy. Doskonale za to znał Demony. Zresztą miałem wrażenie, że wszyscy moi przeciwnicy pamietaja tabelkę Warpstorma lepiej niż ja..ale to dygresja. Na początku wydawało mi się, że trafiłem słabo bo gość był markotny i podkręcony ale okazało się, że zaiwanili mu koszulkę. Zero spin etc. Pilnowaliśmy się ale bez przesady. Poddawałem w wątpliwość wszystkie flamery ale bez przekonania, ot dla zasady, On w 3 turze już mechanicznie mówił, żebym poprawił koherencje w psach.
BITWA 2 vs Rosyjscy skaczący Necroni
Oberon
Zandrekh
Cryptec z Veilem
Cryptec z Chronometronem
Cryptec z czymś
2xWraithy (6)
Lord na śmietniku
3 barki Anihilacyjne
5 immortali w Night Scycie
6 immortali
10 immortali
Najlepsza, najbardziej wymagająca i najprzyjaźniejsza gra na turnieju...ale od początku. Nie wiem czy to tak miało być ale sam twierdziłem, że poradzę sobie z Necronami na remis+ więc dostałem takie coś. Nigdy z tym nie grałem za bardzo, więc do kolegów po szkolenie krótkie. Dowiedziałem się jak skacza i co robią. I do stołu. Tam już koleś czeka i mówi "gramy". Trochę sztywny, na pytanie czy chce moja rozpę mówi, że nie trzeba. Ja sobie myślę - nie najlepiej, znowu koleś co zna lepiej demony ode mnie. Poźniej się okazało, że nie znał jednego szczegółu ale jestem czysty - zapytałem. Ja go dokładnie wypytuje, czytam codex. Też niedokładnie jak się później okazuje.
Wygrywam znaczniki i ustawiam tak, żę są trzy prawie w mojej ćwiartce, on ma jeden. Przegrywam na rozpoczęcie i zaczynam prawie wszystkim na stole oprócz 1 demonic i 1 horrorów. On ma w rezerwach Scytę i Wrajty w Deep Striku. Psy na maxa do przodu w linii. On w reakcji cofa się wszystkim na 24 cal ode mnie. Ja w scoucie cofam się psami i rozbiegam w swojej ćwiartce. Patrzy na mnie ale nic nie mówi. A mój plan prosty. Buduje zamek z troopsów z murami z psów. Nie może deepować za troopsy a jak zdeepuje przed psy to ma ponad 12" do troopsów i ich nie zastrzeli za łatwo. I cal po calu przemieszczam się pod objectivy. W pierwszych turach niewiele się dzieje z uwagi na wystawienie. W drugiej mojej wychodzą mi jedne troopsy. Ruszam się działam etc. a ziom sobie przypomina o zasadzei Zandrekha - jak mi coś wychodzi z rezerwa to on może wstawić swoje z DS i chce zlądować Wrajtami. Ja mu pozwalam bo gra się miło i poza tym zdecydowanie wolę nie mieć niespodzianek w kolejnych turach - umawiamy się, że mogę zmienić ruchy. Więc ladują. Znosi je 9 cali i spadają niebezpiecznie blisko psów. Ja zmieniam zatem ruchy i staram się go przekonać, że psy stały bliżej niż mu się wydawało. Obaj bowiem nie pamietamy, bo przed DS nie miało to żadnego znaczenia. Staje na 8 calach szarży. Jestem w domu - wiadamo, psy na 8" szarżują lepiej niż na 7". Wrajty są w lesie ale działo khorna dostarcza granat. Szarża dochodzi i tak gdzieś połowa psów bije. Szarże rzuciłem 8 ale psy przestawiam 11" - pięć minut tłumaczę swój skrót myślowy, że zastosowałem od razu pile ina. Jest kupa śmiechu jak sobie uświadamia, że jest ok a nie, że mu gruby wał sprzedaje :) Wrajty zostaja 3 po szarży.
Przychodzi Łysy - ja mu mówię, że nie wiadomo.
W jego turze wchodzi Scyta, dostaje THuntera i zasadza się na działo. On skacze i rusza na moja flankę wszystkim co ma. Działo dostaje z kosy, 2 barek i 1 immortali. 2 HP stracone. Patrzę mu w oczy i mówię "Cannon of Khorne, dude". A w myślach - "Po kiego grzyba mu to działo? Co prawda 2 wrajty już odstrzeliłem ale żeby aż tak?" Może FB chce koniecznie?" W mojej turze okazuje się, że panicznie bał się działa bo myślał, że ma AP3 a on po DS stał immortalami w kupie i by musiał wszystko na Oberona brać. Po wyjaśnieniu nieporozumienia przestaje być priorytetem. Lecę FT po NScytę. Sprzedaje jej 13 hitów. On robi Evade. Ja biorę 7 kości do ręki i mówię "Na nic Twój Evade, rzucę teraz 6 szóstek". I rzucam...jest wesoło, krzyki, śmiechy, Rosyjski trener sprzedaje sobie faceplanta a kosa daje mi FB. Zabijam ostatniego wrajta i popełniam fatalny błąd - konsoliduje się i wystaję pół cala podstawką za las. W jego turze lord na smietniku daje w moją stronę - dołączają się z tyłu wrajty w rządku. Barki strzelaja w psy. Immortale się teleportują i zabijają 9 demonic. Wrajty z lordem doszarżowują w psy a ja przyjmuję bez sensu czelendż. Zaćmiło mnie bo psy nie mają się jak dostawić do combatu i dostają lody bez zwrotki.
Przychodzi Łysy - ja mu mówię, że kiepa.
Zaczyna się dziać. Spisuję na straty psy i staram się zabić barki i immortali. Udaje mi się wlepić misfortunę na jednych immmortali i w strzelaniu ginie Zandrekh (Warlord). 10tka z Oberonem dostaje szarże psów. Zdają niestety 16 sejvów bez problemu i ginie tylko 2. Scremery dostają 1 barkę. Troopsy idą na objectivy.
Mówię Łysemu, że dostaje w tytę. Sędzia przychodzi i mówi, że gramy 5 turę i alles.
Oberon sie wyteleportowuje na objectiv. Immortale z krawędzi podchodzą na ten w swojej ćwiartce. Barki zabijają 5 screamerów. W mojej turze szarżuje na immortali bez Zandrekha z resztką psów. FT śmiga na drugą strone stołu i blokuje znacznik. Szarżuje na 2 barki screamerami nic nie robiąc a jedne psy gina od wrajtów w końcu. Zajmuje 2 objectivy troopsami. W ostatniej swojej Rosjanin nie ma za wielu do roboty oprócz jednej rzeczy. Wygrywam objectivy 2 do 1, mam Warlorda, Linebreakera,i FB a on nic i wygrywam na VP. Więc wyteleportowuje się Oberonem na znacznik zostawiając immortali. Potrzebuje Hita bo inaczej mishap. Przed rzutem dyskusja z head refami - nie spodziewałem się tego i prowadzę dyskusję "pokaż mi to w podręczniku". Ale okazuje się, że może i oczywiście rzuca tego hita...jeden znacznik mniej i linebreaker. W nagrodę dostaje soczystego całusa od Rosjanina. Są emocje :)
Kończy się 12:8 dla mnie co jest sporym zaskoczeniem dla Łysego :)
Po grze sobie gadaliśmy - okazało się, że bardzo go zaskoczyłem tym jak zagrałem. Myślał, że pójdę wszystkim do przodu, zabije mu barki i wrajty a on planował wtedy masakrę moich troopsów. A tak - było ultra ciekawie. Wszystko na styk, chociaż gdybym nie wystawił niepotrzebnie psów pod szarże byłoby dużo lepiej bo do tego momentu kontrolowałem stół całkowicie. Gość dogania mnie i wymienia się koszulką - on w niej zmieści jeszcze plecak i brata a ja wyglądam cokolwiek nieprzyzwoicie ale jest fajna :)
Po pierwszym dniu 19 punktów. Nie powiem, że kładłem się zadowolony spać...
C.D.N.
P.S. Podzieliłem relację na części - nie chce Was straszyć ścianą tekstu :)
Etykiety:
euro
sobota, 6 lipca 2013
Pauza
Sporo rzeczy się dzieje w naszym półświatku ostatnimi czasy. Apokalipsa wersja druga. Publikacja rozp na ETC.Turnieje byłe i następne. Nowości z firm trzcich na np. kickstarterze. Itp, itd.
A oprócz tego mam ogromne poczucie zaległości ile razy na półce widzę kodeks Tau czy Eldarów. Niestety przez najbliższy miesiąc na pewno z czasem nie będzie lepiej - to co mogę przeznaczyć na hobby zje grania i ETC.
W odwrotnej kolejności.
Nie ukrywam, że zajęło mi to trochę czasu by samemu przed sobą się do tego przyznać ale jest niestety duże ryzyko, że do Mistrzostw notki będą się tu pojawiały sporadycznie. Bardzo sporadycznie.
Natomiast mam nadzieję, że po imprezie będzie już lepiej i samo relacja z niej będzi równie obfita co wyczerpująca.
I na odwrót.
Chciałem na koniec tej notki dam Wam trochę do czytania rękami innych czyli zalinkować rozpiski z ETC niestety nie udało mi się ich znaleźć. Za to potknąłem się o to:
|
Etykiety:
euro,
technikalia
czwartek, 13 czerwca 2013
Klimacik musi być
Już niedługo sezon 2013/14 Ogólnopolskiej Ligi Wh40k będzie można uznać za otwarty na pełen gwizdek. Zostały bowiem jakieś dwa tygodnie do pierwszego mastera tej edycji rozgrywek czyli olsztyńskiego Battle Cannona. I muszę się przyznać, że mam z tym turniejem duży problem.
A konkretnie z rozpiską na niego. I już pomijając nietypowe punkty (1410) to sama koncepcja do której aktualnie skłaniam się wywołuje we mnie bardzo mieszane uczucia. Wymyśliłem sobie bowiem, że pojadę z Ravenwingiem, ale takim czystym bez żadnych crusaderów ani innych płotów. Motory spidery, melty i boltery. Taktyka sponsorowana przez "In your face".
Czyste zero jeden a rozwiązania pośrednie są dla...
Czyste zero jeden a rozwiązania pośrednie są dla...
... no Eldarów, umówmy się ;).
Czujecie zatem myśl przewodnią.
No i złożyłem coś, zagrałem testowo i okazało się za miękkie więc coś tam znowu zacząłem dłubać i doszedłem do wniosku, że stawiając sobie takie warunki wstępne sam siebie zsyłam z scyzorykiem na strzelaninę.
Dwa czy trzy smoki robią z tej armii sieczkę.
Wiadro markerów i innych luf robi z tej armii sieczkę.
Nowi eldarzy też wydają się z swoim strzelaniem robić z tej armii sieczkę.
A do tego czekają Necroni, Gwardia i cała reszta.
No i mogę ten problem rozwiązać na dwa sposoby - albo zmieniam warunki brzegowe i dopuszczam coś co nie ma motoru, albo stwierdzam Klimat uber ales z wszelkimi tego konsekwencjami. I szczerze mówiąc skłaniam się do tej drugiej opcji. Łatwo nie będzie ale w końcu nikt tego nie obiecywał.
A swoją rozkminę zachowam na okoliczność ETC. Szczerze mówiąc nie wiem jak to wyglądało w zeszłych latach ale aktualnie na forum repry "się dzieje". Na prawdę jest rozkmina i to ostra nad armiami a zawodnicy testują więcej niż się spodziewałem. Słowem dzieje się. Aktualnie jestem między dwoma zgrupowaniami więc myśl o masterze 'chwilę' później nie wywołuje w mnie aż takiej ekscytacji jak zwykle. Granie samych hard corów, armiami które finezje zjadły, przeżuły i zapomniały wywołuje w mnie chęć relaksu i pobawienia się figurkami a nie tylko mordowania i palenia wiosek. Słowem myśl o BC uwalnia w mnie klimaciarza.
No prawie ;)
Dwa czy trzy smoki robią z tej armii sieczkę.
Wiadro markerów i innych luf robi z tej armii sieczkę.
Nowi eldarzy też wydają się z swoim strzelaniem robić z tej armii sieczkę.
A do tego czekają Necroni, Gwardia i cała reszta.
No i mogę ten problem rozwiązać na dwa sposoby - albo zmieniam warunki brzegowe i dopuszczam coś co nie ma motoru, albo stwierdzam Klimat uber ales z wszelkimi tego konsekwencjami. I szczerze mówiąc skłaniam się do tej drugiej opcji. Łatwo nie będzie ale w końcu nikt tego nie obiecywał.
A swoją rozkminę zachowam na okoliczność ETC. Szczerze mówiąc nie wiem jak to wyglądało w zeszłych latach ale aktualnie na forum repry "się dzieje". Na prawdę jest rozkmina i to ostra nad armiami a zawodnicy testują więcej niż się spodziewałem. Słowem dzieje się. Aktualnie jestem między dwoma zgrupowaniami więc myśl o masterze 'chwilę' później nie wywołuje w mnie aż takiej ekscytacji jak zwykle. Granie samych hard corów, armiami które finezje zjadły, przeżuły i zapomniały wywołuje w mnie chęć relaksu i pobawienia się figurkami a nie tylko mordowania i palenia wiosek. Słowem myśl o BC uwalnia w mnie klimaciarza.
No prawie ;)
Etykiety:
euro,
myśli ulotne,
scena turniejowa
środa, 8 maja 2013
Biało czerwone z24cala
Niestety wspaniały Mac OS mnie przerósł i zanim odkryłem gdzie jest ctrl+Z było po ptokach. Cóż. Ominęło was sporo wodolejstwa i półtorej anegdotki więc w sumie jesteście do przodu. Przynajmniej patrząc na sprawę między wskazówkami zegara.
Dobrze znany już tegoroczny skład reprezentacji to:
Vladdi (kapitan)
Skark
Karkówa
Raca
Zły
Michu
Romek
Typhus
Coach Trej.
Armie póki co są tajne i dyskutowane. W sensie nie zna ich nikt. Choć oczywiście niektóre rozwiązania narzucają się same. Ale to też powoduje że można wnioskować iż innym też do rozpisek wlazły z buciorami. Zatem trzeba zaskoczyć ich kontrą. I tak dalej...
Jak łatwo się domyślić w tym roku nie za bardzo będziemy mieli moce przerobowe, żeby imprezę relacjonować na gorąco ale postaramy się pewnie wynagrodzić to po fakcie jakąś szeroką relacją. Natomiast z pewnością przed sierpniem pojawi się tu jeszcze kilka notek na temat, choć oczywiście będziemy się starali nie zanudzić Was tym. I raz po raz zaproponować coś z zupełnie innej bajki.
I coś takiego już wkrótce ;)
wtorek, 5 lutego 2013
Bet2Bolter
W komentarzach pod ostatnią notką padła koncepcja która wydała mi się całkiem sensowna i uzasadniona byśmy spróbowali pobawić się w Farseerów i przewidzieli przyszłość. I to tak na pełen gwizdek bo w perspektywie 3 miesięcy. A konkretnie chodzi o skład ligowego Top 5, czyli trzon reprezentacji, na koniec aktualnego sezonu.
Zatem by nie przedłużać na szybko zasady punktacji. Podajemy 5 ksyw zawodników którzy naszym zdaniem wylądują na szczycie ligi i:
- za każdy trafioną ksywę dostajemy punkt.
- a za każde dobrze przewidziane miejsce dodatkowe dwa.
Więc jeśli nasz typ wygląda tak
A
B
C
D
E
a wyniki
A
F
G
B
C
to dostajemy 1+1+1+2 czyli 5 punktów. Proste ;)
Dla potrzebujących pomocy naukowych link do aktualnego rankingu.
To co. Trochę matematyki tudzież fusów i zapraszam do komentarzy bądź na fejsa. A zabawę kończymy przed samą Wojną Światów by za łatwo nie było.
Etykiety:
euro,
konkurs,
scena turniejowa
poniedziałek, 10 września 2012
Podcast nr 26 Bigos Brajtman Buszmen Bonus
Szczerze mówiąc przez dłuższy moment żyłem w przeświadczeniu, że z tematem ETC 2012 i przy jego okazji z 5tą edycją już się na tym blogu rozprawiliśmy. Jednak Michu wyprowadził mnie dzisiejszego ranka z błędu wysyłając mi linka do podcasta nagranego w trakcie naszej sierpniowej wizyty w Gorzowie.
Całość nie jest długa więc powrót do naszej radosnej twórczości wokalnej, po dłuższej przerwie, będzie łatwiejszy. A przy okazji, udało się zebrać naprawdę zacne grono rozmówców więc tym bardziej warto posłuchać. Zatem zapraszamy do klikania i słuchania:
Podcast nr 26 Bigos Brajtman Buszmen Bonus
niedziela, 26 sierpnia 2012
ETC 2012 zdjęciowo
Nadaje Michu. W 3City właśnie trwa pierwszy master na 6 edycją. Z tego co się orientuje wiele się dzieje, szczególnie w kwestii interpretacji zasad... Ja nie dotarłem ale za to znalazłem kilka chwil na zrobienie porządku w zdjęciach z ETC, opatrzenie głupim komentarzem i opublikowanie. Zatem jeśli ktoś akurat nie gra i może chce sobie zobaczyć lub przypomnieć jak było, to serdecznie zapraszam. I tak - jest pani z Rumunii :)
wtorek, 21 sierpnia 2012
Mistrzami typowania zostali...
AlMalik i Dako - obaj zdobywając po 3 punkty - wielkie gratulacje:
A tu reszta wyników:
Undermine 2
Typhus 2
Picek 2
Knade 2
Jachu 2
trej 2
eM 2
Perzan 1
Eman 1
bOOg 1
gilthanas 1
Antonio 1
Matus 1
Inkq 1
jezo 1
Pająk 0
adrenalbooster 0
A tu reszta wyników:
Undermine 2
Typhus 2
Picek 2
Knade 2
Jachu 2
trej 2
eM 2
Perzan 1
Eman 1
bOOg 1
gilthanas 1
Antonio 1
Matus 1
Inkq 1
jezo 1
Pająk 0
adrenalbooster 0
Dla przypomnienia podium wyglądało tak:
1. Anglia
2. Niemcy
3. Włosi
Wyników komentować nie będę, ponieważ znając siebie wiem, że od razu płynnie przejdę do wyniku naszej reprezentacji. A wydaje mi się, że to zasługuje na szersze potraktowanie w osobnej notce. Zatem na tą chwilę over and out i tylko na koniec wielkie dzięki dla wszystkich którzy się przyłączyli do zabawy.
Ale skąd ci Włosi...
;)
Etykiety:
euro
niedziela, 12 sierpnia 2012
A jakie są wasze typy na ETC?
Już za momencik i chwil parę w Gorzowie rozpocznie się największa i najważniejsza impreza figurkowa w naszym kraju na przestrzeni kilku lat. ETC czyli European Team Championship które już praktycznie są World ale z względu na tworzący się przy zmianie skrót obowiązuje cały czas obowiązuje oryginalna nazwa.
Niezwykle intensywny program na najbliższy tydzień wygląda następująco:
Pn-wt turniej 6 edycji
Śr-czw ESC czyli European Single Championship
no i od piątku do niedzieli gwóźdź programu czyli ETC.
Jak widać chętni mogą spędzić upojny tydzień z figurkami i na pewno przez najbliższe dni będzie się działo na zachodzie naszego kraju. Oczywiście planujemy relację z24cala z głównego turnieju tego maratonu natomiast więcej detali technicznych gdzie i jak klikać podamy bliżej całej imprezy jak doprecyzujemy nasze pomysły. So stay tuned.
No i oczywiście podobnie jak przy okazji innych dużych imprez chciałem zaproponować zabawę w typowanie obsady podium. Teraz szybkie odświeżenie zasad:
Wygrywa ten kto zdobędzie najwięcej punktów a punkty są za:
- jeden za każdą wytypowaną reprezentacje która trafiła na podium niezależnie od zajętego miejsca.
- jeden dodatkowo jeśli poprawnie przewidzi się miejsce.
Czyli przykładowo moja wizja przyszłości wygląda tak:
1 A
2 B
3 C
a wyniki turnieju z kolei wyglądają tak:
1 A
2 D
3 B
Dostaje za ten dar od Tzeentcha 3 punkty - dwie pary na podium plus jedna z miejscem.
Typowanie zamykamy w piątkowy poranek. A póki co oddaję wam komentarze oraz facebooka gdzie możecie zostawiać swoje typy (najlepiej podpisane ksywą ;) )
Etykiety:
euro
niedziela, 22 lipca 2012
Dlaczego nie zagram na ESC?
A odpowiedź na tytułowe pytanie jest prosta - bo będzie na 5 edycję. A ta wywołuje w mnie aktualnie uczucie odrzucenia. I choć na obecna chwilę oraz swój stan wiedzy nie zaryzykowałbym teorii, że 6 edycja jest o dwie klasy lepsza to przynajmniej ma dwie niepodważalne przewagi nad swoją poprzedniczką. Po pierwsze jest inna a po drugie nieznana. A to wystarcza, żeby w moich oczach była fascynująca.
I trudno się dziwić, że wizja grania w połowie sierpnia cały czas w 5 edycję jakoś szczególnie mnie nie kusi. Zwłaszcza, że choć impreza ta nie ma nic wspólnego z ligą to nadal jest dość prestiżowa głównie z względu na międzynarodową obsadę, wypadałoby zatem na niej powalczyć - choćby o swoje dobre imię. A to przy mieszających się zasadach mogłoby by być trudne. Co prawda jeszcze jakiś czas temu planowałem granie w Gorzowie i nawet zacząłem rozkminiać od kogo mógłbym z tej okazji pożyczyć jakiś Necronów najchętniej z dużą ilością Wraithów ale po pierwszych testach 6 edycji stwierdziłem, że to nie ma większego sensu. Po prostu nie będzie mi się chciało katować zagadnienia - ile można.
Podejrzewam, że w swoim podejściu nie jestem odosobniony wydaje mi się zatem, że największymi beneficjentami tej sytuacji są chopaki z północy a konkretnie organizatorzy Herezji w trójmieście. Organizowanie dużego turnieju tydzień po największej i najważniejszej imprezie pamperkowej w naszym kraju od kilku lat wydawało mi się misją samobójczą i jedynie przez niechęć do bawienia się w czarnowidza siedziałem cicho. Jednak dzięki zmianie edycji i faktowi, że Herezja będzie pierwszym dużym turniejem na nowe zasady na pewno znajdzie sporo adoratorów - ja już np. kminie czym i jak na niej grać.
Nie zmienia to faktu, że do Gorzowa i tak się wybieram a czas zaoszczędzony na graniu na singlu zamierzam wykorzystać w pełni towarzysko. A patrząc na listę zgłoszonych na ten turniej to widzę, że będzie z kim. No i tak pozytywnie naładowany będę mógł rzucić się od piątku w wir relacji live z Drużynowych Mistrzostw Świata.
Etykiety:
euro,
nowości GW
środa, 4 lipca 2012
Zaskoczeni?
Zdaję sobie sprawę, że niektórzy mogli by zarzucić mi, iż pisząc na tym blogu mocno pracuję nad tym by fraza "jeden obrazek - tysiąc słów" była mocno wytarta. Co więcej przyjąłbym taką krytykę na klatę i żył z tym dalej bo rzeczywiście tak trochę jest. Ale nic nie poradzę na to, że czasami nie ma co się silić na monologi i inne rozprawki tylko po to by poklepać w tą biedną klawiaturę bo autentycznie te parę pikseli załatwia temat dokumentnie oraz definitywnie (oraz kompletnie, konkretnie). I poniżej macie takie tysiąc słów na temat występowania armii na ETC (dla niewtajemniczonych - Drużynowe Mistrzostwa Świata):
Zagadka bez nagród: ile drużyn się zgłosiło? ;)
Zagadka bez nagród: ile drużyn się zgłosiło? ;)
Etykiety:
euro
czwartek, 28 czerwca 2012
Podcast nr 25 Słychać tylko Skarka
Nie da się ukryć, że tematem nr 1, nr 2, nr 3 a co najważniejsze również nr 6, jest aktualnie, w naszym półświatku nowa edycja podręcznika głównego. Jednak pożegnanie z jeszcze aktualnie nam panującym odbędzie się z wielkim przytupem bo na ETC (Drużynowych Mistrzostwach Świata) czyli turniejem turnieji. I to dosłownie, przynajmniej biorąc pod uwagę coraz popularniejsze systemy kwalifikacji poprzez różne imprezy w poszczególnych krajach.
Mały szum wokół tej imprezy na naszych forach wynika po części z wspomnianej, fundamentalnej zmiany którą właśnie przechodzimy, po części z czasu który został do samych zmagań ale również z małej ilości informacji wychodzących z obozu naszej drużyny. I choć większość, w sumie to kibiców, akceptuje ten stan rzecz i szanuje prywatność repry, postanowiliśmy wraz z Michem, korzystając z okazji w Olsztynie, wziąć na spytki naszego kapitana czyli Skarka. Efekt możecie odsłuchać pod poniższym linkiem. W ramach zachęty powiem tylko, że jest tak interesująco jakby postanowił sobie odbić całe to milczenie i to z nawiązką.
Szczerze polecamy:
piątek, 15 czerwca 2012
Prosimy o trzymanie się tematu....
Miałem w planach coś skrobnąć o nowatorstwie rozpisek które powstały przy okazji Battle Cannonona, tudzież o jego braku - opinie w tej sprawie są dosyć mocno podzielone. Apowiedziałbym nawet bazując na moim wykształceniu - spolaryzowane. Jednak proza życia - tak Euro - zgadliście sprawiła, że częściej w ręku miałem pilota niż klawiaturę. Na szczęści Michu ma luźniejsze podejście do takich infantylnych rozrywek i wykazał się refleksem wystosowując poniższy apel:
Nadaje Michu. Słuchajcie ludziska – jest sprawa. Pomysł wpadł mi do głowy w ostatniej chwili więc, nie ma chwili do stracenia. Ale od początku.
Jedziemy z Łysym do Olsztyna. Granie, jak granie – coś tam pokulamy. Dodatkowo jest knajpa, mecz i znowu pewnie nie pozwiedzamy perły województwa warmińsko-mazurskiego (nie żebym się spodziewał). Jednak przede wszystkim - będziemy mieli mikrofon. Plan jest taki, że złapiemy Skarka, naszego Kapitana i wyciągniemy z niego ile się da o ETC. Obawiam się, że będę musiał złapać też Treja, znając jego dziwne skłonności do grawitowania w stronę afterka, więc trzymajcie za mnie kciuki, a jakbyście Go spotkali wieczorkiem przypadkiem, to spytajcie czy już podcast nagrany :).
Słuchacze podcastu zapewne orientują się, że czasami miewamy problemy z trzymaniem się tematu. W celu zapobieżania takiemu obrotowi sprawy a i dla większej zabawy, otwieram niniejszym pole do popisu dla Was, Drodzy Czytelnicy – piszcie w komentarzach co chcielibyście się dowiedzieć od Skarka. O co mamy spytać? Co jest niejasne? Co jest dla Was ciekawe? I pamiętajcie – jeśli nic się nie pojawi, to istnieje całkiem spore prawdopodobieństwo, że jedyną sensowną informacją jaką otrzymacie będzie aktualne pogoda i jakość piwa w knajpie.
Zatem piszcie czym prędzej i do usłyszenia po weekendzie.
P.S. Przypominay o nakryciach głowy w Olsztynie! Ja upatruję tu głównego źródła punktów...
piątek, 8 czerwca 2012
Podcast nr 23 Kudłate Myśli
Tytuł notki jest z deka złowieszczy ale spokojnie to tylko (albo aż) Michu wywiad przeprowadza. Rozmówce wybrał bardzo interesującego bo Kudłatego który odsłoni nam trochę batlowej kuchni przed ETC (Drużynowymi Mistrzostwami Świata w Warhammery). Jest on w tym roku coachem reprezentacji a w zeszłym byłem pewnym punktem złotej drużyny więc wie o czym mówi. No a poza tym pogrywa w 40ke dzięki czemu umie znaleźć paralele pomiędzy kwadratem o okręgiem.
Zatem w ramach budowania suspensu przed naszym świętem w Gorzowie zapraszam do pierwszego, z mam nadzieję większego, cyklu wywiadów z reprezentantami, kapitanami i może, jak się uda orgami.
Miłego słuchania i oczywiście zapraszamy do komentowania.
Podcast nr 23 Kudłate Myśli
sobota, 19 maja 2012
Podcast nr 22 Po DMP przed ETC i patronat
Właściwie to tytuł mówi wszystko. Może powinno się do tego jeszcze dołożyć wzmiankę o Młotkach i ich niezmiennie kiepskiej kondycji i będzie pełen zakres tematyki. No prawie pełen, bo oczywiście tu i ówdzie nie wyrobiliśmy na zakrętach dyskusji by się obudzić na jakiś manowcach ale to już nasz treademark więc nikt chyba nie będzie tym zaskoczony.
Tak więc dla zainteresowanych wspomnianą tematyka oraz dla tych trochę mniej zainteresowanych podaję link oraz gorące zaproszenie do odsłuchu:
Podcast nr 22 Po DMP przed ETC
Z ciekawostek Emeryt prosił o objecie patronatu nad inicjatywą Story of the Month co z wielką radością uczyniłem zatem możecie się spodziewać twórczości literackiej, bądź linków do takowej oraz możliwości bawienia się w krytyków literackich poprzez głosowanie na najlepsze, Waszym zdaniem, opowiadania. Szczerze mówiąc bardzo się cieszę na tą akcję bo wniesie ona spory powiew świeżości na tego bloga i przełamie trochę pewien turniejowy monotematyzm który tu króluje.
Etykiety:
euro,
Michu,
młotki,
podcast,
twórczość fanowska
poniedziałek, 14 maja 2012
Robota w wywiadzie
Przydałoby się zatem zrobić jakiś research i popatrzeć jakie rozpiski królują w innych krajach zwłaszcza, że poza granicami częściej się uwzględnia specyfikę Euro i tamtejsze regulaminy turnieji są bardziej zbliżone do tego co będzie w Gorzowie. Zatem i tzw. "mete" mają tam zapewne lepiej ograną. Jedyny problem to odpowiedź na pytanie skąd wziąć obce rozpski turniejowe i to najlepiej takie w wersji pro i zaprojektowane by zabijać.
I tu się pojawia apel do Was drodzy czytelnicy. Jeśli wiecie gdzie znaleźć takie cuda to serdecznie zapraszam do podzielenia się linkami najlepiej w komentarzach bądź na fejsie. Może się to oczywiście przydać naszym reprezentantom oraz wszystkim ich sparingpartnerom którzy będą próbowali grać potencjalne groźnymi/popularnymi buildami. Może się to przydać wszystkim zmierzającym na turniej singlowy organizowany przy okazji ETC a którzy nie do końca wiedzą czego się spodziewać. I może się to oczywiście przydać wszystkim fanom rozkminy którzy muszą czymś zająć szare komórki przed nadejściem 6 edycji. Zatem potencjalne audytorium jest szerokie więc jak się człowiek potknie o coś ciekawego klikając po warpnecie to warto wcisnąć ctrl+C, ctrl+V z adreskiem.
W sumie to inspiracją do tej notki był Jachu który jako pierwszy wyrwał się przed szereg i dał ciekawy namiar. Natomiast ja patrząc za zachodnią granicę napotkałem na ciut mniej ciekawy wywiad z kapitanem reprezentacji Anglii i to zarówno na nasze, traumatyczne, DMP, jak i oczywiście ETC.
A Wy coś macie?
Etykiety:
euro
Subskrybuj:
Posty (Atom)












