Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciekawsotka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciekawsotka. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 3 marca 2014
z24cala live
Zdania na temat rozdziału Wojny Światów z Pyrkonem są mocno podzielone. Niektórzy uważają, że szkoda bo fajnie było poczuć niejako przy okazji konwent i popatrzeć na jeszcze większych dziwaków od siebie. Bo nie oszukujmy się zawodnicy z skrzynkami na narzędzia czy innymi walizkami jeśli czymkolwiek się wyróżniają na takim Pyrkonie to chyba tylko swoją normalnością.
Druga grupa albo po konwencie nie płacze bo i po czym albo rozdział ją cieszy bo mogą skorzystać i z niego i z WŚ. Zatem są podwójnie wygrani. Mi szczerze mówiąc do tego roku było to dokładnie obojętne. Turniej to turniej a z Pyrkonu kojarzę głównie kolejki na rejestracji niezależnie od pogróżek o modernizacji systemu, procedur i wszystkiego innego co gwarantowało 3h gratisowej integracji z innymi sfrustrowanymi ludźmi. Z drugiej strony targi są zacną infrastrukturą a i z barem na pięterku wiąże się parę zacnych historii. Bilans więc wychodził na zero.
Natomiast w tym roku odwiedzę Pyrkon w zupełnie nowej dla mnie roli. Bo razem z Michem po raz kolejny nie potrafiliśmy odmówić eM'owi (który, swoją drogą, jest mistrzem timingu i zawsze dokładnie wie kiedy zadać TO ważne pytanie - nigdy przed 22 ;) ) i zgodziliśmy się poprowadzić prelekcję. Temat to:
There is only War - pluszowe króliczki, spinacze i Drużynowe Mistrzostwa Europy czyli Świat Bitewniaków.
Osobiście uważam, że temat brzmi ładnie natomiast Michu twierdzi, że bez cycków z frekwencji nici. Cóż zobaczymy, a póki co musimy się przygotować. No i tu jest problem. Bo to wcale nie jest tak, że brak notek tutaj oznacza, że z Michem mamy już rozbudowaną o wiele anegdot 17stą wersję draftu naszego epickiego wystąpienia. Wręcz przeciwnie. Mamy powyższy temat i zamysł ogólny który jest następujący: chcemy na przykładzie 40stki pokazać jak potrzeba rywalizacji pozwala się integrować ludziom którzy są w stanie stworzyć wszystkie potrzebne instytucje do spokojnego okładania się plastikowymi pamperkami oraz kostkami. I akceptować wyniki glosowań, sędziów nominowanych według przegłosowanych procedur itp, itd. A przy okazji pewnie pokażemy bogactwo postaw ludzkich jakie można zaobserwować przy okazji tego hobby.
No i skoro już znacie temat i myśl za nim stojącą to pojawia się apel do Was czytelnicy - jeśli macie pomysł o czym powinniśmy wspomnieć albo co by było karygodne pominąć zapraszamy do komentarzy.
Pomożecie? ;)
Etykiety:
ciekawsotka,
Michu,
myśli ulotne,
scena turniejowa
poniedziałek, 27 stycznia 2014
Dla zmęczonych ripkami
W sumie ta notka to takie swoiste przyznanie do grzechu zaniechania. Na szczęście jego finał zdecydowanie wpada do tej samej kategorii co zakończenia komedii romantycznych. Mam więc happy end. A odpowiedź na oczywiste w tym momencie pytanie o co w ogóle chodzi brzmi o trójmiejską kampanie Kill Team.
Etykiety:
ciekawsotka,
scena turniejowa,
twórczość fanowska
środa, 15 stycznia 2014
Ot ci ciekawostka...
W normalnych warunkach czasowych punkt zaczepienia tej notki nie zasłużyłby na osobny wpis a jedynie na wzmiankę na fejsie lub nawet jedynie przy browarze. Jednak 70 demonetek oczekujących na malowanie bardzo skutecznie zrewidowały moje plany powiązane z każdą wolną chwilą więc niczym ten tonący brzytwy się chwytam. I biorę obrazki dorzucam 3 zdania i notka jest.
Etykiety:
ciekawsotka,
ukochana firma
niedziela, 6 października 2013
Figurkowy PM
Choć na forum ligowym dzieje się ostatnimi czasy całkiem sporo - zupełnie jakby to był koniec sezonu - to obiecałem sobie, że nie będę tego komentował na blogu. Wychodzę po prostu z założenia, że większość omawianych tematów jak przykładow to od kiedy do kiedy ma być sezon średnio interesuje większość graczy. Ale jak mam być szczery to mam wątpliwości czy to co o czym chce wspomnieć będzie miało wiele większe audytorium.
Właściwie jedynym w miarę regularnie słuchanym przez mnie zagranicznym podcastem jest Inependent Characters. I właśnie tam znalazłem rozwiązanie nurtującego mnie ostatnio problemu. Problemu zarządzania figurkami, tymi które się maluje, dopiero skleja, czy czekają na podstawki. Po prostu któreś z kolei zaskakujące znalezisko np. jakiegoś sorrerera z którego będzie idealny herald zainspirowało mnie do refleksji że w moim wieku przy tej liczbie figurek same szare komórki to za mało by to ogarnąć. Oczywiście można się wspomóc Excelem które jest uniwersalnym lekiem na całe zło pierwszego świata ale ja chciałem coś bardziej dedykowanego. Przez moment zastanawiałem się nawet czy samemu się za tworzenie jakiegoś narzędzia nie zabrać ale doszedłem do wniosku, że to chyba byłby za bardzo angażujące czasowo na tym etapie. I tak łamiąc się z myślami odsłuchałem wspomniany podcast i okazało się, że nie jestem jedynym z takim problem.
Rozwiązaniem zaproponowanym przez amerykańskich przyjaciół jest
KanbanFlow
I po zapoznaniu się z nim stwierdzam, że warto mu się przyjrzeć. Generalnie jest to narzędzia zaprojektowane z myślą o zarządzaniu projektami informatycznymi - jedno z wielu dostępnych w internecie. Mamy w nim kolumny których liczbę i tytuły sobie sami określamy. Oprócz tego mamy zadania które sami tworzymy. Ja osobiście przyjąłem klucz, że jedno zadanie to jeden oddział. A kolumny mają tytuły: W pudełkach, Sklejanie, Malowanie, Wykończenie, Done. I cały pic polega na tym, że zadania podążają w prawo do kolejnych etapów pracy.
Dzięki temu widzę ile mnie jeszcze czeka by skończyć demony. Wuchte. A niżej mam eldarów i kolejna wuchta roboty. I niby wiedziałem o tym ale jak zobaczyłem to rozbite na kolejne jednostki to moja percepcja sporo zyskała.
Narzędzie ma masę dodatkowych funkcji jak sub taski (używam do oznaczenia potrzeby zmycia farby) czy tagi lub kolory. Aplikacja działa z poziomu przeglądarki, dane są w jakiejś chmurze a całość jest trywialna i bardzo wygodna w obsłudze. No i jest to darmowa zabawa. Co prawda jest jakieś konto premium ale nie jest potrzebne do szczęścia.
Zdaję sobie, że sporo ludzi nie ma potrzeby uciekania się do takich pomocy bo doskonale wiedzą co w walizce, co na półce a co w pudełkach. Jednak dla tych którzy mają poczucie, że chaos zakrada się między nich a ich figsy taka pomoc może być nieoceniona. A na pewno warta przetestowania.
Etykiety:
ciekawsotka,
varia,
zagranica
poniedziałek, 24 czerwca 2013
Ryszard F.
Bardzo zajmująco opowiadali o swoich rozterkach i dylematach które im towarzyszyły podczas pracy nad synami Imperatora. Mówili o źródłach inspiracji oraz o wielu innych ciekawostakach związanych z procesem twórczym. Słowem było ciekawie i się działo. Kiedy główna część wykładu dobiegła końca pozostałe kilka minut było przeznaczone na pytania z sali.
I jedno z nich było o Fulgrima a konkretnie o jego rolę wśród Primarchów. Wiadomo przecież, że każdy z nich miał swoją funkcję i tak np. Leman Russ to egezkutor, Cruze miał zastraszać wrogów Imperium itp itd. No i pytanie jaką rolę miał Imperator dla Fulgrima?
Fryzjera. - Brzmiała odpowiedź.
To tak a propos premiery wiadomego modelu.
Etykiety:
ciekawsotka
poniedziałek, 17 września 2012
Gratulacje dla ....
Za co?
A za to:
They want to make all the weapon options/units available they can to “stop little companies springing up in Poland”.
Te słowa to cytat z przedstawiciela Forgeworldu na Games Day'u w Australii. Nie dość, że zauważyli to jeszcze oddech na plecach czują. Dobra robota!
Kiedyś kraina nad Wisłą głównie powergamerami z których ci najbardziej power trafiali do reprezentacji płynęła a teraz pałeczkę przejęli rzeźbiarze, odlewnicy (?) i innymi niezbędni zawodnicy i zawodnicznki w tym biznesie. Miejmy nadzieję, że za rok i jedni i drudzy będą dominować na swoich poletkach, a póki co jeszcze raz wielkie gratulacje dla całej branży. Mamy nowy produkt narodowy -figurki, gdzieś między oscypkiem a wódką ;)
A dla ludzi którzy by chcieli wiedzieć co się dzieje na rynku i co nasze "little companies" wydają, ale średnio mają czas klikać w te wszystkie linki polecam naprawdę zacny blog:
Dużo szybkich aktualizacji, sam konkret i zero wypełniaczy, słowem nic tylko śledzić.
Etykiety:
ciekawsotka,
ładne
czwartek, 19 kwietnia 2012
Et tu Brute....
Wyzwanie oczywiście przyjęte. O co chodzi?
To już Wam Michu wytłumaczy dopisując przy okazji kolejny rozdział do cały czas kiełkującego "Art of chellenging"
Nadaje Michu. Łysy sobie nabrechtał. Przez pewien czas utrzymywał Nas w niepewności czy chce z nami zagrać w teamie na DMP (mówiąc „Nas” mam na myśli dziadków z Poznania), po czym pewnego pięknego wiosennego dnia (pamiętam ja dziś) zadzwonił do mnie i wyznał zdradę. Oj zawrzała we mnie krew niemal natychmiast! Jestem człowiekiem spokojnej natury niebywale ale takiej obrazy dawnom nie doznał...może za wyjątkiem przegranej w parowaniu na poprzednim DMP z gośćmi którzy nie mieli własnych rozpisek (pozdrowienia swoja drogą:) ).
A do tego wszystkiego Trej próbował się tłumaczyć. Że niby chciałby poznać DMP od strony grania w celu osiągnięcia jakiegoś wyniku...pfffff (tutaj odgłos w większości kultur uznawany za objaw lekceważenia rozmówcy i nie zawsze wydawany ustami). Mógłbym w tym momencie przejść nad tym do porządku dziennego i powiedzieć sobie: „Trudno, nikt na starość nie mądrzeje, niektórzy kupują sobie kabriolety a niektórzy zostają powergamerami”. Ale tutaj w całej historii jest pewna nieścisłość – konkretnie team, który Łysy wybrał do realizacji swojego celu. Galowie. Kto bowiem przy zdrowych zmysłach daje im jakąkolwiek szansę na wynik? Toż to banda barbarzyńców jest bez klasy zupełnie. Niestety, jako człowiek niosący, było nie było, kaganek oświaty w tym kraju, nie mogłem tego tak zostawić bez odzewu. Dodatkowo, Arecki mieszka na osiedlu Greckim na ulicy imienia rzymianina, więc barbarzyńców zapewne nie znosi w równym stopniu co ja, a nasz Kapitan, człowiek wielu imion i talentów (zatem bogaty) się zgodził, zatem:
Wyzywam was przeto, podli Galowie, na pojedynek epickich proporcji, na śmierć i życie, aż ostatnia figurka nie odda kill pointów i objectivów. Pardonu dawać się nie będzie, jeno łupić nawzajem, bezlitośnie i bez tchu. Miejscem godnym stolica się wydaje, gdzie na oczach gawiedzi zatriumfuje męstwo i uroda nad barbarzyństwem i brzydotą. Zdajemy sobie wszakże sprawę, że godnymi pojedynku w szrankach nie jesteście, przeto do potyczki dojść może jedynie za zgodą Króla miłościwie nam na turnieju panującego a utensyliami kuchennymi się pieczętującego. W razie nie przyjęcia wyzwania, wiedzcie, że do końca dni Waszych i dzieci Waszych, jako i potomków waszych do 10-tego pokolenia, zwać was będą w naszych stronach „warzywami nawet zupy niegodnymi”.
Mam nadzieję, że obraziłem wystarczająco wszystkich zainteresowanych :) Do zobaczenia w sobotę!
To już Wam Michu wytłumaczy dopisując przy okazji kolejny rozdział do cały czas kiełkującego "Art of chellenging"
Nadaje Michu. Łysy sobie nabrechtał. Przez pewien czas utrzymywał Nas w niepewności czy chce z nami zagrać w teamie na DMP (mówiąc „Nas” mam na myśli dziadków z Poznania), po czym pewnego pięknego wiosennego dnia (pamiętam ja dziś) zadzwonił do mnie i wyznał zdradę. Oj zawrzała we mnie krew niemal natychmiast! Jestem człowiekiem spokojnej natury niebywale ale takiej obrazy dawnom nie doznał...może za wyjątkiem przegranej w parowaniu na poprzednim DMP z gośćmi którzy nie mieli własnych rozpisek (pozdrowienia swoja drogą:) ).
A do tego wszystkiego Trej próbował się tłumaczyć. Że niby chciałby poznać DMP od strony grania w celu osiągnięcia jakiegoś wyniku...pfffff (tutaj odgłos w większości kultur uznawany za objaw lekceważenia rozmówcy i nie zawsze wydawany ustami). Mógłbym w tym momencie przejść nad tym do porządku dziennego i powiedzieć sobie: „Trudno, nikt na starość nie mądrzeje, niektórzy kupują sobie kabriolety a niektórzy zostają powergamerami”. Ale tutaj w całej historii jest pewna nieścisłość – konkretnie team, który Łysy wybrał do realizacji swojego celu. Galowie. Kto bowiem przy zdrowych zmysłach daje im jakąkolwiek szansę na wynik? Toż to banda barbarzyńców jest bez klasy zupełnie. Niestety, jako człowiek niosący, było nie było, kaganek oświaty w tym kraju, nie mogłem tego tak zostawić bez odzewu. Dodatkowo, Arecki mieszka na osiedlu Greckim na ulicy imienia rzymianina, więc barbarzyńców zapewne nie znosi w równym stopniu co ja, a nasz Kapitan, człowiek wielu imion i talentów (zatem bogaty) się zgodził, zatem:
Wyzywam was przeto, podli Galowie, na pojedynek epickich proporcji, na śmierć i życie, aż ostatnia figurka nie odda kill pointów i objectivów. Pardonu dawać się nie będzie, jeno łupić nawzajem, bezlitośnie i bez tchu. Miejscem godnym stolica się wydaje, gdzie na oczach gawiedzi zatriumfuje męstwo i uroda nad barbarzyństwem i brzydotą. Zdajemy sobie wszakże sprawę, że godnymi pojedynku w szrankach nie jesteście, przeto do potyczki dojść może jedynie za zgodą Króla miłościwie nam na turnieju panującego a utensyliami kuchennymi się pieczętującego. W razie nie przyjęcia wyzwania, wiedzcie, że do końca dni Waszych i dzieci Waszych, jako i potomków waszych do 10-tego pokolenia, zwać was będą w naszych stronach „warzywami nawet zupy niegodnymi”.
Mam nadzieję, że obraziłem wystarczająco wszystkich zainteresowanych :) Do zobaczenia w sobotę!
Etykiety:
ciekawsotka
środa, 1 lutego 2012
Lokalni Specjale
Przed małym DMP, czyli Drużynowymi Mistrzostwami Poznań, które odbyły się w ostatnią niedzielę, zmuszeni takim a nie innym terminem zorganizowaliśmy sobie biforek zamiast klasycznego afterka który był oczywiście okazją do plot wszelakich. I w trakcie tych pogaduch pojawił się temat nie szablonowych pomysłów na turnieje, a że towarzyszył nam Kudłaty czyli batlowiec pełną parą to mogliśmy posłuchać co tam kwadraty wymyśliły. I jedną z tych koncepcji wartych podejrzenia jest ta:
Bazyliszek 2011
W skrócie chodzi o to, że każdy może wziąć do swojej armii Bohatera Specjalnego, zwanego Bazyliszkiem - co może mieć coś wspólnego z nazwą turnieju, który w sposób luźny i humorystyczny nawiązuję do któregoś z złotych reprezentantów naszego kraju w kwadraty. Jak dla mnie rewelacyjne w swojej prostocie. Wiadomo trochę trzeba się napracować by zasady były odpowiednio wyważone czyli mające wpływ na grę ale nie za wielki a jednocześnie by jakoś się wiązały z opisywaną osobą. Warto też się za bardzo nie rozpędzać z humorem bo łatwo może się on przerodzić w nadmierną szyderę. Jednak warunki te nie umniejszają wartości pomysłu.
Samo wymyślanie zasad i ich nazw może być źródłem sporej frajdy. Wymaga to co prawda wiedzy o opisywanych osobach ale biorąc pod uwagę na ile często można je spotkać na turniejach to chyba nie jest problemem. Zresztą późniejsze knucie nad jakimś podłym kombem pomiędzy reprezentantem a naszą armią też pewnie będzie źródłem niemałej zabawy.
Jednak by to tak działało od początku do końca potrzeba sporo rozwagi i taktu by wszyscy zainteresowani mieli równie wiele radości.
Etykiety:
ciekawsotka,
Kudłaty,
scena turniejowa,
wfb
środa, 26 października 2011
Komisarz Gadżet
Na początku tygodnia w paru miejscach na sieci jak choćby na łódce potknąłem się o info o tym, że jakaś firma wymyślił sobie produkcje limitowanej serii chainswordów inspirowanych grą na konsole Space Marine. No i oczywiście będzie je sprzedawała w jakiejś kolekcjonerskiej a.k.a. niedorzecznej cenie w tym przypadku 650$. Szczerze mówiąc jakbym miał wybierać między tytanem klasy Reaver a tą zębatą wykałaczką ;) to nie wahałbym się ani przez moment ale rozumiem, że nie wszyscy muszą być fanami wielkich kroczących narzędzi destrukcji totalnej.
Przy tej okazji przypomniało mi się coś nad czym zastanawiałem się już jakiś czas temu mianowicie czemu GW nie produkuje pod postacią jakieś firmy pokrewnej (a'la Black Library) gadżetów związanych z światem przedstawionym. Począwszy od koszulek skończywszy na np. mapowniku oficera Kriegu czy pojemniku na cokolwiek (np kości i miarkę) w kształcie magazynku do boltera. Pamiętam, że dawno, dawno temu czyli z jakieś 16 lat, przywiozłem sobie z Anglii jakiś t-shirt z Hive Tyrantem ale niewiele później podobna konfekcja zniknęła z rynku. Podobnie jak firma Warp Artefacts (chyba tak się nazywała) która produkowała różne małe gadżety w "klimacie". Jak choćby wisiorki z symbolami zakonów marinsów/bogów chaosu.
Czyli jak widać było, ale się skończyło. Łatwo zgadnąć, że pewnie chodziło o pieniądze i cała działalność okazała się średnio opłacalna. Ale wydaje mi się, że warto by przeanalizować czy nie warto wrócić do koncepcji biznesu w aktualnej rzeczywistości. Myślę, że znalazłoby się parę osób chętnych na taki bagnet imperialny. Oczywiście nie da się ukryć, że sukces by zależał od wielkości oferty oraz cen czyli trzeba by na początku trochę w to zainwestować i mogłoby się to nie zwrócić w ciągu pół roku. Ale GW ma na tyle długą historię, że niekoniecznie wszystko musi traktować perspektywą kwartalną. Aktualna popularność sieci oraz dostępność finansowa usług kurierskich sprawia, że potencjalnym rynkiem jest cały świat z czego zresztą korzysta wiele firm robiących w branży "akcesoria dla geeków". Warp Artefacts tak komfortowych warunków nie miało.
Znając, życie Games Workshop nie wróci do raz zarzuconego biznesu ale może jeśli ten chainsword okaże się sukcesem to odsprzeda komuś licencję na takie produkty na podobnej zasadzie jak było z planszówkami/rpgami i Fantasy Flight Games.
A wy byście się podobnymi gadżetami zaineresowali czy jednak potrzeba posiadania kolejnej armii byłaby silniejsza?
Etykiety:
biznes,
ciekawsotka
poniedziałek, 10 października 2011
Brak autoryzacji
Ta notka to w sumie post scriptum do poprzedniej czyli opisu dodatku opisującego zmagania w 30 milenium pt. Age of Emperor autorstwa Tempus Fugitives. Okazuje się, że nie tylko całkiem zgrabny i całkiem sensowny pdf ma swoich autorów ale również modele. Co prawda nie za wiele bo dwa, a tak w sumie będąc bardziej drobiazgowym to półtora ale za to duże bo pojazdów. Chętni do zabawy w czasach HerezjI Horusa mogą bowiem kupić Olympia Storm Tank, oraz Sabre Tank Destroyer conversion kit.
Domyślam się, że super oficjalne to nie jest by nie powiedzieć, że w ogóle o czym najlepiej świadczy dosyć undergroundowa dystrubcja ale koncept frapujący. Koncept czyli zrobienie nie tylko fanowskiego dodatku bardzo mocno zakotwiczonego w oficjalnym fluffie oraz partyzanckich modeli również nawiązujących do tej historii. Do tej pory najczęściej w ofercie firm alternatywnych dla Games Workshop mieliśmy modele dla jednostek opisanych w kodeksach ale które się nie dorobiły oficjalnych wizerunków. Jak choćby wilczą kawalerie.
A tu wyższa szkoła jazdy nie tylko model ale też zasady dla niego. Szczerze mówiąc mam mieszane uczucia co do tego. Bo zjednej strony fajnie, że ludzie się bawią konwencją i to dosyć konsekwetnie. Ale z drugiej strony wydaje mi się, że to trochę za daleko posunięta twórczość fanowska, zwłaszcza jakby ktoś próbował na tych modelach zarabiać konkretne pieniądze. Choć zapewne cała działalnośc by miała swój fianł w sądzie . Ale póki co to odosbniony i dosyć mały przypadek i szczerze mówiąc nie spodziewam się wysypu tego typu inicjatyw więc całość należy postrzegać w kategoriach branżowej ciekawostki.
Etykiety:
ciekawsotka,
twórczość fanowska
czwartek, 29 września 2011
Spragniony nowinek
Niestety nie będzie mi dane pojechać na Arenę w tym roku. Nie za bardzo mam możliwość wziąć wolne w pracy a ~30h z PKP w jeden weekend to dla mnie ciut za dużo. Można korzenie zapuścić albo co gorsza się przyzwyczaić. Jednak moja planowana absencja nie przeszkodziła mi z wielkim zainteresowaniem przejrzeć rozpisek udostępnionych przez Inkiego. Zwróciłem uwagę szczególnie na Chaos, Dark Eldarów i zwykłych Eldarów. Na demony również rzuciłem okiem ale tam znalazłem jedną rozpiskę która nowatorstwem mnie na kolana nie rzuciła więc szybko ruszyłem do innych armii. No i niestety nikt się nie zdecydował na Lostów - a taka fajna armia :). Ale wracając do tych trzech armii, na których się skupiam głównie z względu na to, że są mi najbliższe oraz najwięcej rozkimnek im poświęciłem, to naszło mnie parę refleksji w związku z tym co wyczytałem.
CSM
Nudno. Nie, żebym się spodziewał Tzeentch wie czego ale na te punkty plus dopuszczone speciale spodziewałem się ciut więcej różnorodności. Nie znalazłem np. żadnych chosenów a mogłoby się wydawać że ktoś się skusi na nich. Melty, outflank - od razu zwęża się deplojment dla dredów GK. Abaddona również nie dostrzegłem no ale ten typ jest z gatunku tych którzy robią całkiem konkretnie zamieszanie w rozpie. Kosztuje milion. Potrzebuj landka za drugi milion. A potem szarżuje i rzuca "1" na swój demoniczny miecz i tak się kończy kolejna krucjata. Ale za to jak mu wyjdzie... Jednak nikt nie postanowił sprawdzać co się wtedy dzieje i do standarowych wyborów doszło ciut więcej termosów oraz landków i to by było na tyle.
Dark Eldarzy
Tu jest ciut ciekawiej bo zauważyłem trend który sobie roboczo nazwałem "szkołą krakowską" który polega na braniu webway portalu. Nie wiem na ile autorzy tych rozpisek w niego wierzą i zamierzają korzystać ale jest i czeka na użycie. Niestety jeszcze nie miałem okazji zagrać nowymi Darkami, zresztą starymi również nie, ale wiele razy grałem przeciw (poza tym znam kogoś kto grał i on mi co nieco opowiedział ; )) i od zmiany deksu portalu praktycznie nie widziałem. Jestem zatem ciekaw czy to wypali choć osobiście mam poważne wątpliwości co do tego, podobnie zresztą jak gracze z innych rejonów polski którzy postawili na standardowy latający cyrk co najwyżej z małymi domieszkami jednostek bez własnego latawca. Natomiast jeśli chodzi o speciali ameryki nikt nie chciał odkrywać i Asdrubael Vect rządzi. Tzn. nie żeby był w każdej rozpie ale jak ktoś już bierze speciala to własnie jego. Bo Rządi i to przez duże R, to Eldrad. Dochodzimy zatem do:
Elarów
Gdzie właśnie Dawno Martwy Dziadek zajmuję miejsce na szczycie każdej, oprócz jednej - potwierdzającej regułę, rozpiski. Jednak taki stan rzecz zapewne dla nikogo nie jest niespodzianką. Ale to cię dzieje pod nim zwłaszcza w sekcji HQ juz może być bowiem zanosi się, że na Arenie 2k11 nie będzie żadnego Avatara. Nie będzie zatem standardowego buildu Eldarskiego czyli piechota z lancami, kissami meltami ew spinnerami plus falcon, walkery ew. Wraith Lord, przeskalowanego w górę. Powstaje zatem pytanie co będzie? - Ano ciekawostki i to z radami na czele. Zapowiadają się dwie moto-rady oraz jedna w serpencie. Szczerze mówiąc jestem bardzo ciekaw wyników tych armii bowiem ta jednostka od dłuższego czasu nie daje mi spokoju. Zresztą raz 5 osobową moto radę miałem na Wojnie Światów i całkiem fajnie się tym grało. Jednak od tego czasu meta tej gry tak się zmieniła, że hoł-hoł-hoł więc przemyśleniami po tamtym turnieju już za bardzo się nie przejmuje i jestem ciekaw bardziej aktualnego materiału do analizy. Zatem zamierzam się przypatrywać psotępom tych armii. I tu pytanie do orgów Areny. Panowie - zamierzacie wrzucić gdzieś paringi z każdej rundy?? Plz, Plz, Plz :).
Inną ciekawostką eldarską jest 10 Wraithguardów w rozpisce Chrupka. "To ci troops" - jak mawiali starożytni Rzymianie. Przy tej jednostce co prawda mój entuzjazm jest zdecydowanie bardziej ograniczony niż przy radach ale i tak będę za nich trzymał kciuki. Po prostu wszystko co nie jest dredem z dwoma auto-psy-cannonami (a na te punkty pojawiły się nawet w wersji wenerycznej - szczyt perwersji z Fortitude) bądź innym runkiem wzbudza mój szczery entuzjazm. Nie zmienia to faktu, że powodzenia życzę absolutnie wszystkim którzy dotrą i już im zaczynam zazdrościć czadowego weekendu. A jakby ktoś miał inne refleksje bądź refleksje o innych armiach to niech się unie wacha żyć klawiatury w komentarzach.
Etykiety:
ciekawsotka,
kodeksy,
myśli ulotne,
scena turniejowa
czwartek, 15 września 2011
Mongolskie bary i chińska wódka
Parafrazując nieśmiertelnych flm - "chłopaki nie płaczą" wstęp do tej notki mógłby wyglądać tak:
-Byłeś na Warhammerach w Mongolii?
-Nie.
-No właśnie. A ja znam kogoś kto był i opowiedział mi to i owo....
Nadaje Michu. Wróciłem. Zważywszy na częstotliwość ukazywania się moich wypocin można było nie zauważyć, że wyjechałem ale na wszelki wypadek informuje. Tym razem będzie o tym czego nie znalazłem szukając i o tym co przywiozłem wcale nie zamierzając. I trochę o czterdziestce. Acha – i czelendż oczywiście. Czyli luźne pitu-pitu, żeby trzy obrazki pokazać.
Jak widać w Ułan-bator czterdziestka kojarzy się również głównie z piwem i pizzą.
Wiedziałem, że będzie mi dane być przynajmniej w trzech dużych stolicach. Stąd w głowie mej powstał niecny plan kontynuowania, zaczętej przez Łysego w Pradze, tradycji odwiedzania lokalnych sklepów z figurkami. A nawet postarałem się o ulepszenie i zabrałem firmową koszulkę - w celach narcystyczno-promocyjnych. Szkoda jedynie, że wyszło z tego niewiele.
W Moskwie wysiadłem nieco pijany i szybko przeszedłem do stanu kaca (jak się dowiedzieliśmy z pociągu, żabojady określają to trafnie i obrazowo jako „gueule de bois” - gęba z drewna). Niestety byliśmy na tyle krótko, że nie zdążyłem tego stanu opuścić i szukanie sklepów z figurkami musiało ustąpić szukaniu czegoś do picia.
Następny przystanek to Ułan-bator. Tutaj mówiąc szczerze nie liczyłem na wiele. I się nie zawiodłem. Chociaż przynajmniej bar czterdziestkowy znalazłem jak widać na załączonym obrazku. W sumie robiłem tam to, co na większości turniejów – żarłem pizze i chlałem browar w towarzystwie agresywnych mongołów.
Z kolejną stolicą wiązałem zdecydowanie większe nadzieje. Dodatkowo uzbrojony byłem w adresy sklepów, opisy z for internetowych i Store Finder by GW. Byłem szczerze zaciekawiony, czy w pekińskich sklepach również figurki są „prawie oryginalne”. Pierwszego dnia poszedłem według wskazówek ze strony GW – mnóstwo chodzenia z zerowym wynikiem. Otóż jak się okazało, a czego nie zaważyłem choć powinienem, sklepy z figurkami były na mapie w jednym miejscu dlatego, że silnik lokalizacyjny nie był w stanie poradzić sobie ze znalezieniem ulic i umieścił wszystkie punkty w okolicy geometrycznego środka miasta. Swoją drogą nie spotkałem mapy tego miejsca, która schodziłaby z nazwami i reprezentacją dróg na przydatny poziom. Dodatkowo pidgin nie jest ścisłym zapisem i nigdy nie wiesz, co autor miał na myśli tłumacząc chińskie znaczki. To tłumaczy też dlaczego w drugim źródle informacji, jakim było anglojęzyczne forum dla pekińskch expatów, posługiwano się wskazówkami w charakterze azymutu, a nie adresami.
Uzbrojony w powyższą wiedzę, uderzyłem powtórnie dnia następnego. Z perspektywy czasu lepiej wyszedłbym idąc na piwo. Które jest tam nawiasem całkiem dobre – pozostałość czasów kolonialnych. Pierwszy sklep miał być rajem dla tzw. geeków” – całe piętro różnego badziewia od naszych wspaniałych kosmicznych marins, do znacznie mniej opancerzonych figurek dziewczynek o dużych oczach. Trafiłem łatwo ale jak pokazuje obrazek poniżej – na darmo. Remonty się zdarzają nawet w centrach handlowych. Pech.
W tym momencie moja wiara w powodzenie przedsięwzięcia nieco opadła.
W mniej fiołkowym nastroju udałem się dalej. Ale oszczędzając historii - z podobnym skutkiem. Jedno z miejsc stało się placem budowy kolejnej linii metra a w drugim ślad jeno w pamięci sąsiadów. Rozczarowanie na całej linii. Podobno jednak nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Miejsce w plecaku zarezerwowane na suweniry i chińskie figurki zostało wypełnione miejscowym produktem fermentacji (diabeł wie czego) w zgrabnym opakowaniu. Pojemnik na tyle foremny, że mieści się w walizce na figurki.
Piknik pełną gębą.
I tu dochodzimy do wzmiankowanego na początku czelendża. Nie, nie – nie w piciu chińśkiej wódki, choć tego nie można wykluczyć:) Otóż Łysy nie gra w tym roku (chociaż mam nadzieję, że będzie i pomoże z wódką). A ja wielce chciałbym, korzystając z warunków zapewnianych przez organizatorów Areny, nagrać filmik podobny do tego w zeszłym roku. Tylko tym razem do końca oczywiście. Zatem jeśli ktoś się czuje na siłach na filmowanego czelendża to rzucam w tłum rękawice:) Mam tylko jeden warunek – armia dobrze, żeby była pomalowana inaczej niż czerwono bo zamierzam grać bladziami.
Do zobaczyska na Arenie!
Etykiety:
ciekawsotka,
Michu,
varia
sobota, 9 lipca 2011
Lustro-Tur
Ostatnimi czasy, nie tylko za sprawą plotek które tam regularnie się pojawiają ale też innych wpisów bardzo polubiłem blog pt. The blood of the Kittens. I dopiero co trafiłem tam na notkę która mnie bardzo zaintrygowała. Chodzi mianowicie o turniej w formacie, że wszyscy gramy tą samą armią. A co więcej - tą samą rozpiską.
Jak dla mnie – niezła jazda.
Pewnie można powiedzieć bez sensu bo to tylko i wyłącznie festiwal turlania, liczy się sam fart a w ogóle to pierwszy rzut jest najważniejszy. I nie ma wątpliwości, że coś w tym jest.
Ale z drugiej strony ktoś może odpowiedzieć, że właśnie wtedy wychodzi skill bo unikamy dobrze znanego w 40sce mechanizmu papier-kamień-nożyce, rozpiski są identyczne więc potencjał jest ten sam. Znając swoją armię znamy armię przeciwnika i generalnie jest tak równo jak tylko się da. Złośliwi mogli by nawet coś napomknąć o 40stkowym komunizmie. Trudniej również, przynajmniej w teorii, o niespodzianki wynikające z braku zasad wypaczające wynik.
Tak czy siak - przyznacie sami, że koncept jest co najmniej frapujący.
Jestem też przekonany, że taki turniej może mieć efekty uboczne jak znużenie, czy w najcięższych przypadkach koszmary nocne. Ile w końcu można grać tym samym przeciw temu samemu. Mogło by się również okazać, że niektórym pomimo początkowych chęci religia zabrania grać wybraną armią. Na przykład wilkami. Ważne również jest by rozpiska która będzie obowiązywała była ciekawa i korzystająca z więcej niż jednej czy dwóch faz tej gry. Czyli raczej unikać zielonej hordy czy bladzi na plecakach a pójść w stronę marinsów pt. wszystkiego po trochu. Tak zresztą zrobiono to za wielką wodą.
Organizacja takie turnieju w naszych warunkach, na jakieś sensowne punkty to kwestia co najmniej problematyczna. Bo nawet wybranie na motyw przewodni dwóch laszy i oblitów mogło by znaleźć mało armatorów. Jednak, czysto hipotetycznie, gdyby coś takiego doszło do skutku, rozpiska była by ciekawa i by wam podchodziła oraz mielibyście możliwość zagralibyście w takim turnieju? Czy jednak wybralibyście inny – bardziej klasyczny - format?
Etykiety:
ciekawsotka,
scena turniejowa
poniedziałek, 16 maja 2011
Praga 40k
Urlopowe ścieżki skierowały mnie do stolicy naszych południowych sąsiadów czyli Pragi – swoją drogą miasto to ma wyjątkową łatwość w uwodzeniu turystów ale to nie blog turstyczny więc tematu zgłębiać nie będę. Ponieważ poza Żoną towarzyszył mi w tej wycieczce między innymi eM nie będzie chyba dla nikogo niespodzianką, że poświęciliśmy chwilę na czterdziestkowy rekonesans.
Znalezienie praskiego sklepu z produktami GW znając adres nie jest szczególnie trudne. Znajduje się praktycznie w samym centrum miasta a dodatkowo jest od ulicy a nie w żadnej bramie co także sporo ułatwia. Sam sklep jak to sklep, wydawał się dobrze zaopatrzony i urządzony maksymalnie klient – friendly co się objawia tym, że np. blistery można było obejrzeć bez pośrednictwa sprzedawcy. Oczywiście nie mogło zabraknąć gablotki z pomalowanymi modelami niektórymi prehistorycznymi a niektórymi dość ciekawymi jak np. Hammerheady do Epica. Tym co mnie zaskoczyło w tym sklepie był wybór książek z Black Library (w oryginale) bo był on chyba kompletny. A jeśli czegoś brakowało to pojedynczych tytułów. Na półkach stała kompletna Herezja Horusa, Space Marine Battles, omnibusy itp. itd. Z battlowymi tytuałmi sytuacja wydawał się podobna ale z względu na swoją ignorancje w tym temacie szczególnie kompetentny nie jestem. Nie wiem z czego to wynika ale możliwe, że czeskie podejście do 40ki bazuje na większej równowadze między różnymi aspektami tego hobby.
Oczywiście nie mogło zabraknąc chwilki pogawędki z sprzedawcą, który kiedyś odwiedział nas z swoją armią – grał bowiem na Wojnie Światów (tej w Luboniu). Z tego co eM się dowiedział (ja w tym czasie dochodziłem do wniosku, że może warto jednak poczytać Space Marines Battles) to 40kowej scenie w Czechach brakuje jakiegoś centralnego miejsca w internecie i istnieją głównie fora lokalne skupiające graczy z poszczególnych miast. Natomiast coś takiego jak nasza gildia czy tym bardziej Strona Ligowa u nich nie występuje. Szkoda bo by to ułatwiło promocję naszych turnieji u nich a z drugiej strony ułatwiło podbój krainy piwem i absyntem płynącej. Co prawda sprzedawca wspomniał coś o stronie thereisonlywar.cz/forum to niestety nie udało mi się sprawdzić co się na niej kryje bo mam jakieś problemy z rejestracją.
Sklep wielkością nie przytłaczał - poza częścią, nazwijmy to, handlową było tam miejsce tylko na 3 za to całkiem estetyczne stoły. Trudno zatem się spodziewać, że będą w nim się odbywać jakiekolwiek większe imprezy, zatem jeśli coś się w stolicy Czech dzieje to pewnikiem gdzie indziej.
Gołym okiem widać, że czeska scena bitewniakowa do czołówki europejskiej jeśli chodzi o prężność nie należy nie zmienia to, przynajmniej w moim odczuciu, faktu, że jest warta uwagi bo szczególnie daleko do np. Pragi nie jest a ilość atrakcji dodatkowych powala.
Czasami nawet dosłownie ;)
Etykiety:
ciekawsotka,
euro
sobota, 23 kwietnia 2011
DMP - wstęp do analizy
Doskonale sobie zdaję sprawę, że zdecydowana większość ludzi aktualnie zajmuje się zupełnie innymi rzeczami niż plastikowe ludziki i ich wojny ale jakby ktoś sobie chciał zrobić przerwę w świątecznych przygotowaniach to może porozkminiać przed DMP. Bo pomimo całej tej zadymy i flejma które towarzyszyły regulaminowi parę osób się zadeklarowało z uczestnictwem a co więcej wysłało rozpiski. I właśnie te są dla mnie ostatnio pożywką do zabaw intelektualnych. I pomimo, że nie będzie dane mi pograć na najzacniejszej imprezie sezonu to i tak się dobrze bawię oglądając co ludzie wymyślili i czym chcą zaskoczyć swoich przeciwników.
Na pewno bardziej rozpiskami niż armiami bo rozkład tych jest dosyć mało zaskakujący - że tak delikatnie ujmę. No może poza popularnością Dark Angeli. Ale chyba nikogo nie zaskoczę jak napiszę, że wszystkie rozpiski DA mają Beliala. Zresztą gracze Eldarów wykazali się podobną wiernością wobec swojego Dziadka czyli Eldrada. Jedyne co mnie zaskoczyło to brak Necronów bo szczerze mówiąc myślałem, że przy zapisie o scorowaniu jednym oddziałem paru znaczników plus dopuszczonym Nightbringerze ktoś się skusi. Ale może ludzie w ogóle zapomnieli o istnieniu tej armii co w sumie dziwne by nie było.
A tu tysiąc słów na temat armii:
Natomiast jeśli dla kogoś jeden obrazek to za mało to zapraszam do dokumentu z którego powstał. Jak by ktoś wyciągnął jakieś ciekawe wnioski, znalazł błędy, bądź miał propozycje co jeszcze to zapraszam do komentarzy. IA z rozmysłem pominąłem bo w wielu rozpiskach sprytnie się chowało a nie miałem Tzeentch wie ile czasu na to - niestety.
A tak w ogóle to smacznego jajka, suchego poniedziałku i małego kaca kulinarnego w wtorek.
Na pewno bardziej rozpiskami niż armiami bo rozkład tych jest dosyć mało zaskakujący - że tak delikatnie ujmę. No może poza popularnością Dark Angeli. Ale chyba nikogo nie zaskoczę jak napiszę, że wszystkie rozpiski DA mają Beliala. Zresztą gracze Eldarów wykazali się podobną wiernością wobec swojego Dziadka czyli Eldrada. Jedyne co mnie zaskoczyło to brak Necronów bo szczerze mówiąc myślałem, że przy zapisie o scorowaniu jednym oddziałem paru znaczników plus dopuszczonym Nightbringerze ktoś się skusi. Ale może ludzie w ogóle zapomnieli o istnieniu tej armii co w sumie dziwne by nie było.
A tu tysiąc słów na temat armii:
Przepraszam za aspekt wizualny tego tysiaka słów ale Open Office i Gimp to nie są moje ulubione narzędzie do robienia czegokolwiek.
A tak w ogóle to smacznego jajka, suchego poniedziałku i małego kaca kulinarnego w wtorek.
Etykiety:
ciekawsotka,
scena turniejowa
poniedziałek, 28 marca 2011
Wojenna ruletka rozwiązanie
Kris.
Gratulacje!!
Są oficjalne wyniki - jest i rozwiązanie naszej zabawy.
Kris jako jedyny zdobył 3 punkty, reszta klasyfikacji wygląda następująco (ksywa/punkty):
Jan 2
grbz 2
Inkq 2
vladdi 2
Z perspektywy kury domowej 2
mati.pl 1
Emeryt 1
Marios 1
trej 1
Maciej 1
Typhus 1
Ykb 1
Można powiedzieć że tabela jest dość płaska :) Wielkie dzięki dla wszystkich za udział.
Mam nadzieję, że w nie dalekiej przyszłości będzie więcej konkursów i to może nawet takich z nagrodami.
A o samej Wojnie Światów więcej w najbliższym czasie jak tylko się z Michem ogarniemy, a póki co muszę tą imprezkę najzwyczajniej w świecie odespać bo niestety jeszcze nie miałem okazji.
Etykiety:
ciekawsotka,
konkurs
piątek, 25 marca 2011
Wojenna ruletka
Mam dla Was coś co idealnie można opisywać określeniem Prawie Jak Konkurs, bo zadanie jest tyle, że nagród poza krótkotrwałą sławą przy publikacji wyników i własną satysfakcją nie ma. Nie będę nadwyrężał cierpliwości tych którzy nie skończyli lektury po ostatnim a zarazem pierwszym zdaniu i od razu przejdę do rzeczy. Chodzi o odkrycie w sobie Farseera, wyznawcy Tzeentcha, Warpheada czy innego Astropaty i przewidznie przyszłości a konkretnie podium na Wojnie Światów. Jak ktoś nie wie kto wogóke będzie grał zapraszam tutaj.
Można ksywami, można numerami par z listy zgłoszeń. Wygrywa ten kto zdobędzie najwięcej punktów a punkty są za:
- jeden za każdą wytypowaną parę która trafiła na podium niezależnie od zajętego miejsca.
- jeden dodatkowo jeśli poprawnie przewidzi się miejsce.
Czyli przykładowo moja wizja przyszłości wygląda tak:
1 A
2 B
3 C
a wyniki turnieju z kolei wyglądają tak:
1 A
2 D
3 B
Dostaje za ten dar od Tzeentcha 3 punkty - dwie pary na podium plus jedna z miejscem.
Swoje projekcje astralne i wizje międzyplanetarne (cytując klasyków z Kielc) zostawcie proszę w komentarzach i gorąco zapraszam do zabawy.
Acha i deadline na punktowane zgłoszeniato rozpoczęcie pierwszej bitwy czyli sobota godzina 9 rano.
Etykiety:
ciekawsotka,
konkurs
wtorek, 18 stycznia 2011
Masters - odświeżenie
W ostatnią niedzielę zakończył się rozgrywany w Londynie turniej snookerowy o wiele mówiącej nazwie Masters. Po niestety średnio emocjonującym finale, w którym na szczęście, choć jeden frame mnie pochłonął przypomniałem sobie notkę opublikowaną tu już 3 lata temu. I pomyślałem, że nasza scena turniejowa od tamtego czasu wykonała na tyle duży krok na przód, że może warto koncepcję odświeżyć by nie stała się rezydentem na jakimś zapomnianym Space Hulku.
O ile do tej pory wszystkie rozgrywane turnieje, łącznie z mistrzostwami regionalnymi jak choćby zbliżające się Drużynowe Mistrzostwa Warszawy mają formułę open to wydaje mi się, że nasz 40kowy masters powinien mieć formułę zamknięta, czyli dla np. 16 najlepszych graczy poprzedniego sezonu. W końcu z czegoś ta nazwa musi wynikać. W przypadku jakiś nieobecności zapraszany byłby kolejny w rankingu. Oczywiście głównym czynnikiem wpływającym na kształt imprezy było by to czy byłaby dwudniowa czy nie. Pewnie lepiej, biorąc pod uwagę, że byłby to dla wielu wyjazd, by się udało zaplanować zarówno sobotę i niedzielę - a pewnie przy tej liczbie uczestników łatwiej byłoby o ich zakwaterowanie.
Wydaje mi się, że o ile na zwykłych turniejach nie ma to najmniejszego sensu tak na takim mógłby się sprawdzić jakiś wariant systemu pucharowego. Wniosłoby to dodatkowy koloryt do całej zabawy. Pewnie, że nie fajnie odpadać, ale z drugiej strony można w tym czasie poprzeszkadzać swojemu pogromcy w ramach odwetu oczywiście, bądź też zagrać towarzysko na wolnym stole, przeciwników w końcu nie powinno zabraknąć.
Jednym z ważniejszych elementów całej tej zabawy IMO powinna być relacja live w Internecie, bo nie ukrywajmy, że znalazłoby się parę osób zainteresowanych przebiegiem całej imprezy i wynikami po kolejnych rundach. Zwłaszcza, że nie podejrzewam wielu ludzi o pomysł jazdy na taki turniej jedynie w roli kibica. A przy różnych imprezach w tym sezonie widać było, wśród tych, którzy z różnych przyczyn nie dotarli, spore zainteresowanie przebiegiem zmagań. Kulminację mieliśmy przy okazji ETC gdzie niektórzy cały weekend wyglądali newsów, co i jak.
I skoro jesteśmy przy Euro to jestem przekonany, że najlepszym terminem na taką imprezę byłby właśnie okres między DMP a ETC, przy czym zdecydowanie bliżej tego pierwszego. A jakby orgowi udało się namówić Top 5 naszej ligii by właśnie na Mastersie podawała pełny skład (bo podejrzewam, że dobrani mogą się mieścić w Top16) to w ogóle zainteresowanie murowane - zwłaszcza jakby potraktować tą imprezę jako element przygotowań do Euro. Teraz zostaje jedynie chętnym do organizacji przekuć ten potencjał w środowisku na udział sponsorów, bo bez nich, może być trudno domknąć finansowo imprezę dwudniową na tylko 16 graczy. Ale to już temat na zupełnie inne rozważania.
Ktoś chętny? ;)
Etykiety:
ciekawsotka,
scena turniejowa
piątek, 31 grudnia 2010
Czterdziestkowego Nowego Roku !!!
... czyli wielu bitew i wszystkich przyjemnych niezależnie od wyniku.
Nowych znajomości i czasu na podtrzymanie starszych.
Nowych kierunków wyjazdów turniejowych i okazji do odwiedzenia sprawdzonych imprez.
I by GW nas rozpieściło jakimiś zacnymi kodeksami i sporadycznymi FAQ'ami.
Słowem, by się działo!!
Etykiety:
ciekawsotka
piątek, 24 grudnia 2010
Wszystkiego Czterdziestkowego!!
Już za moment ta najbardziej rodzinna kolacja w roku, ale może jeszcze przed nią zdążę życzyć Wam, drodzy czytelnicy, wszystkiego najlepszego. Zdrowia, spokoju i po porostu tego, czego Wam brakuje do szczęścia i zadowolenia.
I smacznego karpia oczywiście.
Etykiety:
ciekawsotka
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















