Pokazywanie postów oznaczonych etykietą scena turniejowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą scena turniejowa. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 22 kwietnia 2014
Vote master
Od jakiegoś czasu głosowania na forum ligowym czy sędziowskim nie tyle nie rozpalają mojej wyobraźni co bardziej mnie zwyczajnie nudzą. Bo albo wyniki są łatwe do przewidzenia bądź po prostu mnie w ogóle nie interesują. Jednak teraz trwa głosowanie które śledzę może nie z zapartym tchem (bo to rezerwuję na następcę Moyes’a na ławce MU) ale na pewno z nie małym zainteresowaniem.
Chodzi mi mianowicie o głosowanie na resztę Masterów w sezonie 2014.
Etykiety:
scena turniejowa,
z życia for
czwartek, 3 kwietnia 2014
Dużo Mamy Pieniędzy (do wydania)
Nie wiem jak Wam, drodzy czytelnicy idą przygotowania do Drużynowych Mistrzostw Polski, ale mi – wybornie. Z rozpiską wróciłem do punktu wyjścia, ale po paru testach, więc może ewentualne decyzje nie będą jedynie wynikiem teoretyzowania w pijanym widzie. A logistyka wycieczki dzięki zaangażowaniu kolegów z teamu jest ogarniana na bieżąco, co się oczywiście wiązało z paroma przelewami.
No i ta notka miała być o tych przelewach. Oraz o tym, co moja, Żona kiedyś ładnie nazwała moim „Wewnętrznym Poznaniakiem” objawiającym się miedzy innym głuchnięciem na dźwięk słów „Kochanie a może kupimy … „ Umówmy się 20 lat mieszkania w stolicy podziemnych pomarańczy zobowiązuje do pewnych zachowań.
No i ta notka miała być o tych przelewach. Oraz o tym, co moja, Żona kiedyś ładnie nazwała moim „Wewnętrznym Poznaniakiem” objawiającym się miedzy innym głuchnięciem na dźwięk słów „Kochanie a może kupimy … „ Umówmy się 20 lat mieszkania w stolicy podziemnych pomarańczy zobowiązuje do pewnych zachowań.
Etykiety:
scena turniejowa,
zagranica
czwartek, 27 marca 2014
Trailer nr 2
Na szybko i na ostatnią chwilę zmontowałem trailer nr 2 tegorocznej Wojny Światów.
Etykiety:
scena turniejowa,
twórczość fanowska
czwartek, 13 marca 2014
poniedziałek, 3 marca 2014
z24cala live
Zdania na temat rozdziału Wojny Światów z Pyrkonem są mocno podzielone. Niektórzy uważają, że szkoda bo fajnie było poczuć niejako przy okazji konwent i popatrzeć na jeszcze większych dziwaków od siebie. Bo nie oszukujmy się zawodnicy z skrzynkami na narzędzia czy innymi walizkami jeśli czymkolwiek się wyróżniają na takim Pyrkonie to chyba tylko swoją normalnością.
Druga grupa albo po konwencie nie płacze bo i po czym albo rozdział ją cieszy bo mogą skorzystać i z niego i z WŚ. Zatem są podwójnie wygrani. Mi szczerze mówiąc do tego roku było to dokładnie obojętne. Turniej to turniej a z Pyrkonu kojarzę głównie kolejki na rejestracji niezależnie od pogróżek o modernizacji systemu, procedur i wszystkiego innego co gwarantowało 3h gratisowej integracji z innymi sfrustrowanymi ludźmi. Z drugiej strony targi są zacną infrastrukturą a i z barem na pięterku wiąże się parę zacnych historii. Bilans więc wychodził na zero.
Natomiast w tym roku odwiedzę Pyrkon w zupełnie nowej dla mnie roli. Bo razem z Michem po raz kolejny nie potrafiliśmy odmówić eM'owi (który, swoją drogą, jest mistrzem timingu i zawsze dokładnie wie kiedy zadać TO ważne pytanie - nigdy przed 22 ;) ) i zgodziliśmy się poprowadzić prelekcję. Temat to:
There is only War - pluszowe króliczki, spinacze i Drużynowe Mistrzostwa Europy czyli Świat Bitewniaków.
Osobiście uważam, że temat brzmi ładnie natomiast Michu twierdzi, że bez cycków z frekwencji nici. Cóż zobaczymy, a póki co musimy się przygotować. No i tu jest problem. Bo to wcale nie jest tak, że brak notek tutaj oznacza, że z Michem mamy już rozbudowaną o wiele anegdot 17stą wersję draftu naszego epickiego wystąpienia. Wręcz przeciwnie. Mamy powyższy temat i zamysł ogólny który jest następujący: chcemy na przykładzie 40stki pokazać jak potrzeba rywalizacji pozwala się integrować ludziom którzy są w stanie stworzyć wszystkie potrzebne instytucje do spokojnego okładania się plastikowymi pamperkami oraz kostkami. I akceptować wyniki glosowań, sędziów nominowanych według przegłosowanych procedur itp, itd. A przy okazji pewnie pokażemy bogactwo postaw ludzkich jakie można zaobserwować przy okazji tego hobby.
No i skoro już znacie temat i myśl za nim stojącą to pojawia się apel do Was czytelnicy - jeśli macie pomysł o czym powinniśmy wspomnieć albo co by było karygodne pominąć zapraszamy do komentarzy.
Pomożecie? ;)
Etykiety:
ciekawsotka,
Michu,
myśli ulotne,
scena turniejowa
niedziela, 16 lutego 2014
Najlepsi z słabszymi armiami
Ostatnio namiętnie słucham podcastów spod szyldu 40kglobal. Niestety dzięki temu nie starcza mi już czasu na mój drugi ulubiony czyli Independent Characters. I muszę przyznać, że obie te nagrywki znajdują na przeciwległych biegunach podejścia do hobby. I o ile ten drugi jest nagrywany przez amerykańskich hobbystów o różnych hobbystycznych sprawach jak IA, tereny, kampanie czy inne takie o tyle pierwszy nagrywają angole o turniejach, mocnych rozpiskach i raportach z pola walki. Technicznie jest podobnie IC to duża atencja dla jakości nagrania co zresztą widać na niektórych zdjęciach po samych pro wyglądających mikrofonach. Z kolei 40kglobal to często radosna jazda bez trzymanki i poważne wyzwanie dla słuchającego kiedy czyjś szkocki akcent skombuje się z rwącym się skypem.
Etykiety:
scena turniejowa,
zagranica
środa, 12 lutego 2014
Sędziowie od zaraz
Wracając z
Torunia rozmawialiśmy z chłopakami o tym i owym i w pewnym momencie rozmowa
zeszła na sędziowanie. I wtedy Pająk powiedział coś co mi odświeżyło pamięć, że
sam już chciałem coś o tym skrobnąć tylko zażarta walka o odrobinę czasu
wyparła to z pamięci. Stwierdził mianowicie, że współczuje sędzią bo mają oni
mocno przej…, pod górkę - w sensie, ostatnimi czasy.
Etykiety:
scena turniejowa,
z życia for
środa, 5 lutego 2014
Lista życzeń
Zazwyczaj przed wyjazdem na turniej w głowie powstaje mi coś na wzór banlisty - czyli wykminiam sobie wszystkie najgorsze paringi z argumentami dlaczego. I tak np. z Necronami nie po latacze, z Gwardią nie bo dużo ich, z motorami nie bo szybkie, z Tau nie bo lufy itd. Zazwyczaj zostawały siostry ale po DMW akurat one znalazły się na szczycie listy niepożądanych armii w przeciwnym deplojmencie.
Jednak w przypadku Dice Crushera i jego formuły polegającej na graniu w ramach jednego meczu bitwy najpierw armią przeciwnika i potem rewanżu własną tak lista staję się w dużej mierze Wishlistą.
Etykiety:
myśli ulotne,
scena turniejowa
poniedziałek, 27 stycznia 2014
Dla zmęczonych ripkami
W sumie ta notka to takie swoiste przyznanie do grzechu zaniechania. Na szczęście jego finał zdecydowanie wpada do tej samej kategorii co zakończenia komedii romantycznych. Mam więc happy end. A odpowiedź na oczywiste w tym momencie pytanie o co w ogóle chodzi brzmi o trójmiejską kampanie Kill Team.
Etykiety:
ciekawsotka,
scena turniejowa,
twórczość fanowska
środa, 22 stycznia 2014
Formaty
Natomiast nie da się ukryć, że tempo nadal jest zabójcze dla sporej części z nas. W styczniu dostaliśmy Tyranidy potem ich ultrasowych pogromców (z fruwajkami w infiltracji) a teraz czekamy na kolejny dodatek opowiadający o pierwszym etapie ataku floty tyranidzkiej na planetę. Słowem nadal się dzieje i chyba czas oswajać się z myślą, że to tak na dłużej.
Etykiety:
myśli ulotne,
scena turniejowa,
twórczość fanowska
sobota, 21 grudnia 2013
3cia armia...
Mam wrażenie, że cały czas po macoszemu traktowany przez większość zainteresowanych. Z jednej strony nie ma co się dziwić bo nawet nie idąc w rozwiązania by GW dobry i estetyczny teren to koszta. I to zauważalne. Zatem choć może co bardziej zapaleni hobbyści sobie sprawią tematyczny stół na domówki o tyle orgowie turnieji i inne mniej czy bardzie formalne grupy graczy mają z tym większy problem.
Etykiety:
scena turniejowa,
zagranica
wtorek, 22 października 2013
Too fast (?), too furious ('bout money)
Emeryt na forum Glorii Victis sprowokował dyskusję pytając czy obecne tempo wydawnicze zarzucone przez Games Workshop nie jest zbyt duże? I tak pomyślałem sobie że skrobnę kilka słów zwłaszcza, że o podobnej tematyce chciałem już pisać od dłuższego czasu. No i przy okazji dam sobie jeszcze chwilę na czytanie deksu siostrzyczek zanim o nim coś napiszę.
Etykiety:
kodeksy,
myśli ulotne,
scena turniejowa,
ukochana firma
wtorek, 15 października 2013
Top 3
Ostatnio gdy ludzie, którzy wybrali się do Krakowa na Arenę odkrywali uroki Kazimierza po zmroku my - mocną ekipą choć głównie wiekiem, siedzieliśmy w Poznaniu przy degustacji Whiskey i gadaliśmy na tematy wszelakie. Jednym z nich było to, że taka degustacja pomimo paru wad ma też parę przewag nad wycieczką do smoczego grodu. I te ostatnie są z gatunku tych turbo istotnych dla ludzi z pewnymi cyferkami w numerze pesel.
Ale nie o przemijaniu miało być a o teraźniejszości.
Brutalnej teraźniejszości.
Bo w pewnym momencie konwersacja zeszła na tytułowy top 3 armii aktualnie występujących na stołach. No i przy pierwszych dwóch miejscach dyskusji większej nie było - Tau i Demony i to w tej właśnie kolejności wydają się dominować.
Tau to nie tylko Reptidy ale również cała reszta luf. Ale to jeszcze nie jest dramat. No prawie nie jest. Prawdziwą różnicę robią wszystkie te bonusy z systemów i markery. Tu no cover, a tu przerzuty a może plus do BSa i tak się ten shoting kręci.
Łącznie z tym w asssaulcie przeciwnika.
Demony to heraldzi grimory, wiadro turlania przed bitwą, mark tzeentcha i jazda z koksem. Czyli Moc, Energia, Książka. Ale nie oszukujmy się reszta armii też całkiem sprawnie działa. Zresztą póki co wydaje mi się to być kodeks o największej licznie grywalnych opcji, zwłaszcza spośród tych w twardych oprawach.
No i miejsce trzecie które poszło do Eldarów ale już nie jednogłośnie bo trochę dla zasady ale uznałem za stosowne zaprotestować. Bo choćby marinsi. Albo... i tu już trochę mi zabrakło konceptu.
Dark Angels? No niby jest ten RW ale to takie trochę 0-1 choć nie da się ukryć, że zabijać potrafi.
Gwardia? Fajna ale dopiero z sojusznikami no i trochę skilla wymaga. Etap że warunkiem koniecznym do jej obsługi był intelekt na poziomie paczki drożdży mamy już dawno za sobą.
Dark Eldarzy? Ujmę to tak. Na drużynówkach lepsi niż na singlowych turniejach. Zdecydowanie.
CSMi? Smoki i oblity to trochę za mało na aktualne stoły. Ale może się mylę.
Bladzie? Wyginęli.
Wilki? Niewiele ich więcej od czerwonych braciszków. A jak już ich widać to jako sojuszników odpowiedzialnych za reptajdy.
Szarzy Rycerze? To jest ciekawostka. Bo wydaje mi się, że ta armia ma spory potencjał na ta metę tylko mocno ukryty. Czy coś.
Necroni? Napór, fruwajki, mobilne troopsy. Tylko wyników brak.
Orki? Słabi nie są, ale czy są wystarczająco dobzi na podium. Nie sądzę.
Tyranidzi? No offence ale who cares - i tak "za chwilę" nowy deks.
A może siostrzyczki przypadkiem złamią system?
Puenty nie będzie za to zaproszę Was do podzielenia się waszymi typami na podium i w razie chęci resztę rankingu armii. Słitaśne komenty czekają.
Tau to nie tylko Reptidy ale również cała reszta luf. Ale to jeszcze nie jest dramat. No prawie nie jest. Prawdziwą różnicę robią wszystkie te bonusy z systemów i markery. Tu no cover, a tu przerzuty a może plus do BSa i tak się ten shoting kręci.
Łącznie z tym w asssaulcie przeciwnika.
Demony to heraldzi grimory, wiadro turlania przed bitwą, mark tzeentcha i jazda z koksem. Czyli Moc, Energia, Książka. Ale nie oszukujmy się reszta armii też całkiem sprawnie działa. Zresztą póki co wydaje mi się to być kodeks o największej licznie grywalnych opcji, zwłaszcza spośród tych w twardych oprawach.
No i miejsce trzecie które poszło do Eldarów ale już nie jednogłośnie bo trochę dla zasady ale uznałem za stosowne zaprotestować. Bo choćby marinsi. Albo... i tu już trochę mi zabrakło konceptu.
Dark Angels? No niby jest ten RW ale to takie trochę 0-1 choć nie da się ukryć, że zabijać potrafi.
Gwardia? Fajna ale dopiero z sojusznikami no i trochę skilla wymaga. Etap że warunkiem koniecznym do jej obsługi był intelekt na poziomie paczki drożdży mamy już dawno za sobą.
Dark Eldarzy? Ujmę to tak. Na drużynówkach lepsi niż na singlowych turniejach. Zdecydowanie.
CSMi? Smoki i oblity to trochę za mało na aktualne stoły. Ale może się mylę.
Bladzie? Wyginęli.
Wilki? Niewiele ich więcej od czerwonych braciszków. A jak już ich widać to jako sojuszników odpowiedzialnych za reptajdy.
Szarzy Rycerze? To jest ciekawostka. Bo wydaje mi się, że ta armia ma spory potencjał na ta metę tylko mocno ukryty. Czy coś.
Necroni? Napór, fruwajki, mobilne troopsy. Tylko wyników brak.
Orki? Słabi nie są, ale czy są wystarczająco dobzi na podium. Nie sądzę.
Tyranidzi? No offence ale who cares - i tak "za chwilę" nowy deks.
A może siostrzyczki przypadkiem złamią system?
Puenty nie będzie za to zaproszę Was do podzielenia się waszymi typami na podium i w razie chęci resztę rankingu armii. Słitaśne komenty czekają.
Etykiety:
scena turniejowa
czwartek, 3 października 2013
Najazd na Berlin czyli podcast nr 35
Trzymajcie kciuki za to by nasze przeprosiny z mikrofonem jeszcze chwilę potrwały to może nam w ogóle uda się nadgonić tematy zasługujące na swojego podcasta. Zwłaszcza, że Games chyba nie zamierza zwalniać z tempem podawania nam kolejnych bodźców więc łatwo nie ma i nie będzie.
Dziś jednak będziemy z Michem gadać nie o o nowościach z świata a bardziej o wycieczkach za granicę i to wyjątkowo nie do Serbii. A tak, konkretnie to o próbie podbicia Berlina przez lekką brygadę zmotoryzowaną z 3city. Co z tego wyszło przekonacie się po odsłuchu - zapraszamy:
Podcast nr 35 - Najazd na Berlin
W pewnym momencie nagrania coś wspominam o zdjęciach więc daje link:
Galeria
Etykiety:
euro,
Michu,
podcast,
scena turniejowa
środa, 4 września 2013
Cry "Daemons" and Let Slip the Dogs of War cz.3
Nadaje Michu. Przed Wami
trzecia i ostatnia część sprawozdania z bitew na ETC. Przypominam,
że relacje pozostałych reprezentantów, w tym moje przeklejone
przez Cylindryka, można znaleźć tutaj – Raporty z ETC na Glorii Victis. Z samego ETC obiecaliśmy Wam
jeszcze podcast ale jest tego ponad 2 godziny materiału, który
jeszcze trzeba obrobić. A póki co, jedziemy o bitwach a ostatnio rozstaliśmy się przy wiadomości, że będziemy grać z Germanami.
Trzeci dzień to dzień
zarówno naszego zwycięstwa jak i niestety porażki. Poranek
pachniał golonką po bawarsku. Niemcy to chyba od zawsze
uber-przeciwnik dla Repry, a ja miałem z germańskim najeźdźcą
stanąć po raz pierwszy twarzą w twarz. Nerwy mnie trochę dopadły
ale byłem dobrej myśli po zwycięstwie nad GK Jona, a Łysy dbał abym się zbyt wcześnie nie hiperwentylował do czego
zabierałem się już poprzedniego wieczora. Dodatkowo mieliśmy
łobuzów ogranych i Skark wrócił jeszcze później w nocy co
znaczyło, że będzie zabijał – innymi słowy, kęsim!
Jak zwykle nie ingerowałem
w parowania i spokojnie wentylowałem się w bezpiecznej odległości
od stołów.
Długo tym razem trwało moje czekanie i skończyłem jako któraś
wystawka. W odpowiedzi Niemcy coś dostawili i pokrzyczeli chwilę z
radości. Po chwili dowiedziałem się, że dostałem latający cyrk
smoków z necronami i mam sobie wybrać stół. Nie jest to dla mnie
przeciwnik idealny ale żeby tak się cieszyć? Podejrzane.
Poprosiłem Racę o pomoc w wyborze stołu i poszedłszy za jego
radą wziąłem tak miejski jak tylko się dało bo smoki smokami ale
przed scytami wypada się schować mimo wszystko. I poszedłem
ścisnąwszy pierwej mocno poślady aż poszedł swąd palonych
włosów.
BITWA 5 vs Niemieckie Smoki CSM+Nec
CSM DP bez macki, 1 lvl Tzeentcha
2 x Kultyści
3 x Smok
Necron Lord w barce
2 x Warriory w Night Scycie
1 x Deathmarki z Cryptekiem w Night Scycie
1 x Doom Scyta
Po dojściu do stołu
okazało się, że moim przeciwnikiem jest blond młodzieniec o
ksywie „Schnuffi”. Od razu trochę mi spadło napięcie bo czyż
ktoś o takiej ksywie może być z grunty zły? I faktycznie, grało
nam się całkiem sympatycznie. Nie było szczególnych wybuchów
radości i nawet nie dopuszczałem myśli o kontakcie fizycznym jak z
rosjaninem ale też i bez spin szczególnych, podręcznik główny
wystarczył nam w zupełności. Doszło nawet do tego, że jak w 4
turze zapomniałem rzucić grimoijrę w movemencie i zacząłem
strzelać i nie zgodził się już na rzut (wyszedłem z założenia,
że zawsze warto spróbować) to zaczął mnie przepraszać, że to
ważny mecz etc.
Zaczęliśmy od tzw. istotnych rzutów. Wygrałem stronę, dzięki czemu herald miał swój
wymarzony impas. Z mocy niestety inva nie było ale za to puppet
master i precognition na fateweaverze i co najważniejsze Scrier's
Gaze. Dodatkowo jeden z heraldów wylosował na greaterze lancę,
którą oczywiście zatrzymał z nadzieją na skyfire z mysterious
objectives. Same objectivy rozstawiliśmy tajnie, tak jak było w
scenariuszu (każdy 3,2,1 VP) ale po odkryciu niespodzianek nie było.
Trójki w przeciwległych rogach. Schnuffi zaczął wystawiać Aegis
i zrobiło się zabawnie bo w jednej ręce trzymał komórkę.
Myślałem, że może czyta smsa od dziewczyny czy ki diabeł ale z
głupia frant zapytałem, czy ma tam plany budowy. A On na to, że
tak... Może miał tam plany na każdą okazję, w tym pewnie
opracowana przez Łysego „zagrodę dla psów” ale ze mną
fortyfikacja skończyła jako linia w jego strefie. Rzut na
rozpoczęcie oczywiście przegrałem. I tu czekała mnie mega
niespodzianka – mój przeciwnik wybrał zaczynanie. Cały mój
talent aktorski zużyłem, żeby schować banana z twarzy ale się
nie udało. Na całe szczęście Schnuffi nie patrzył w moją
stronę...
Plan miałem już
opracowany z bitwy z Ukraińcem. Rozstawiłem się podobnie tylko
znacznie lepiej. Miałem dużo covera i trzy objectivy z potencjałem
na skyfire, działo, 1 horrory i 2x demonice schowałem w rezerwie z
tym, że tylko horrory z beamem w DS. Była to misja o tyle dla mnie
dobra, że miałem trzy fasty scorujące.
Minus był taki, że on też a moje były tak czy siak pierwszym celem dla jego
strzelania. Po scoucie zamiast do przodu poszedłem w bok i
rozstawiłem się równo po ćwiartce.
W swojej pierwszej turze
Niemiec wykonał ruchy pozorowane DP, Lordem na barce pozostając
niedaleko commsów. Ja rzucam w pierwszej SG i to pozwala mi rzucać
3 kości na mysterious objectives. Losuje tylko 1 skyfire ale to
zawsze coś. Ruchy pozorowane należy też czasem przemyśleć, bo DP
nie wyleciał poza zasięg FT, co skrzętnie wykorzystałem, rzucając
na niego grimojrę i lecąc na maksa do przodu. Resztą ruszyłem się
do przodu tak żeby zająć jak najwięcej stołu i żeby smoki nie
mogły przelecieć za moja armię a troopsy pozostawały poza 24”
od scyt, blokowane przez psy. FT wypala 4d6 strzałów i DP zostaje na 1 ranie. Nie
zdaje grounda ale zdaje inva. Schnuffi traci nieco spokoju, a ja
żałuje możliwości zdobycia FB.
W turze drugiej zaczynamy
grać na serio. DP ucieka, wychodzą wszystkie lataczki na stół.
Pierwsze psy dostają wszystko co się da i ściągam je garściami.
Niemiec celuje wyraźnie w Heralda, żeby zdobyć FB. Nie udaje się
ale zostaje mi herald i z 6 psów po Go to Ground. Drugi oddział ma
straty minimalne ale jak tak dalej pójdzie to mi psów nie starczy.
W mojej turze grimoijra leci na zdrowe psy. Cofam się, żeby nie
można było przelecieć nade mną, FT skręca i jest za lataczkami.
Tabelka daje mi +1 do inva dla demonów. Nie narzekam, choć właśnie
miałem strzelać do smoków... Rzucam Puppet Mastera na scytę i
strzelam nią w tyłek smokowi a 3d6 idzie w samą scytę. Są dwie
peny na smoku ale obie odbite i tylko 1 HP na scycie...nie najlepiej.
Łysy przechodzi a ja wymownie pokazuje mu kupkę psów. Robię
smutną minę.
W turze trzeciej cały
misterny plan się spłaca. Lataczki wylatują za stół oprócz
jednej Night scyty i Doom Scyty. I mam turę względnego spokoju,
chociaż Herald pada i jest FB dla niemca. Mi niestety nie wychodzi
grimoijra na psach mimo przerzutu. Chowają się bardziej w cover
chociaż i tak priorytetem jest kontrola stołu. Strzelam do lataczek
ale nic nie robię. Łysy otrzymuje informacje o totalnej wtopie.
W czwartej turze powtórka
z drugiej ale Niemiec nie wykorzystuje minusa do sejva na psach.
Skupia się na dopaleniu resztki psów a vectory idą w FT, który
chcąc powetować wtopę z ostatniej tury i dzięki precognicji olewa
wszystko. Niestety spada na ziemię w strzelaniu. Ginie parę psów.
Wychodzą kultyści na stół. Niemiec ma przebłysk i próbuje
zaszarżować dwoma Deathmarkami na FT. Dobrze, że jest 8 cali po
trudnym i nie dochodzą bo bym tam ugrzązł. W mojej turze FT za
stół. Herald wreszcie czyta manual i strąca z lancy Kosę z
troopsem. Dotychczas była jedna odbita pena i dwa wyniki 1 i 2 na
przebicie. Ale nie narzekałem bo to jakby nie jego specjalizacja...
Spadają i wchodzą moje tropsy. Demonice zajmuja znacznik po
przeciwnej stronie stołu za 2 punkty a horrory zaliczają mishapa i
wracają do rezerw. Dostaję wsparcie z Francji – przychodzi Pierre
i mówi, że piąta to będzie ostatnia tura albo karniaki. Zaczynam
się spieszyć i zapominam rzucić grimoijrę... Łysy dostaje info,
że powinienem kopać rowy zamiast grać w figsy.
Piąta tura a ja sobie
powtarzam w myślach - „teraz tego nie sp..., teraz tego nie sp.”
Bo tak naprawdę to Niemiec jest w kłopotach. Mówię do niego
„Słuchaj stary, nie ważne jak się skończy, grało się fajnie”,
bo przewiduję różne wersje w końcówce. Lataczki już niewiele
robią. Ma objectivy za 3, 2 i 1, tak jak ja. Ma FB i zabitego fasta
ale nie będzie miał warlorda i linebrekera. Ja na pewno to drugie i
jeśli nie odbije mocy DP to i warlorda. I kończę. Niemiec strzela
do demonic i ustawia się Necron lordem pod szarże. Robi to fatalnie
i zabija mi tyle, że nie ma szans dojść. Jeden smok próbuje zająć
objectiv za 3 bo w tej chwili mają go kultyści, co jest dość
niepewnym wyborem. Ja odpowiadam ostrożnie bo cały czas w myślach
- „teraz tego nie sp..., teraz tego nie sp.” Nie słyszę co
się dzieje i dobrze bo jakbym widział, że wszyscy wokół nas
stoją... Blokuję znaczniki za 1 i 2 punkty. Horrory mają okazję
na bycie MVP, wystarczy hit na DS i blokują znacznik za 3. Robią to
wielkim stylu – 11 calowy mishap i giną... Tyle radość u Niemca
wcześniej nie widziałem przez całą grę. 5 demonic ma podobna
szansę, wystarczy pokonać 5 warriorów i znacznik za 2 jest
ich...niestety zabijają jednego....FT wypala do DP – ten
oczywiście odbija moc. Ech. Kończy się 11-9 dla mnie.
Odwracam się do Łysego i mówię wynik. Łysy na to, że akurat
starczyło. Pytam - „Jest remis?”, „Nie, wygraliśmy!”.
Wygraliśmy o 2 punkty. Tak dobrze nie czułem się po grze w
czterdziestce chyba nigdy! Mam poczucie, że nic nas teraz nie
powstrzyma! I niestety tutaj się pomyliłem.
BITWA 6 vs Hiszpańskie TAU
Etheral z marker droną
Commander Shadowsun
40 Krootow (1x20)
6 Fire Warriorow w Devilfishu
Riptide
3 Crisisy z 6 marker dronami
4 Piranie
Sky Ray
Brodki
Sniper Drony (3 marksmenów, 8 sniper dron)
Etheral z marker droną
Commander Shadowsun
40 Krootow (1x20)
6 Fire Warriorow w Devilfishu
Riptide
3 Crisisy z 6 marker dronami
4 Piranie
Sky Ray
Brodki
Sniper Drony (3 marksmenów, 8 sniper dron)
Trafiliśmy na bardzo ostro grającą Hiszpanię. Nie mieliśmy jej za bardzo rozkminionej a w dodatku po komentarzach innych drużyn było jasne, że żółto-czerwoni nie przyjechali do Serbii zdobywać przyjaciół. Podczas parowania zostałem zawołany przez Vladda z pytaniem, czy dam radę rozwalić ich Tau. Ja spytałem ile mają Riptidów. Okazało się, że jednego, to powiedziałem, że wstydu nie będzie ale zaznaczyłem, że z nowymi Tau grałem raz w życiu. I przyszło mi zagrać drugi raz.
Moim przeciwnikiem okazał się Arch, całkiem spory koleś (co okazało się zaletą później) i w dodatku całkiem sympatyczny jak na Hiszpana. Typhus grający na stole obok uprzedził mnie, ze koleś będzie stalował. Okazało się to troszkę prawdą bo zagraliśmy 4 tury ale nic nie mogłem zrobić bo przestalowana była faza deploymentu a Pierre przyniósł kartki przed 1 turą. Generalnie z perspektywy czasy wydaje mi się, że było też w tym długim graniu trochę mojej winy - naprawdę musiałem się o wszystko dwa razy pytać nie znając zupełnie kodeksu.
Już na początku zrobiło się dobrze. Wylosowałem inva na heraldzie i precognicję na FT. Ale kluczem był rzut ostatni - udało mi się wygrać i wybrałem zaczynanie. Pierwszy raz na ETC! Strategię, z braku znajomości zasad, oparłem w całości na fluffie. Wystawiłem wszystko, co do jednego demona, na stole. Horrory i FT lekko z tyłu w razie przejęcia inicjatywy, reszta na linii strefy z wywieszonymi jęzorami. On ustawia się z tyłu i infiltruje krootkich i Brodki z Shadowsunem. Infiltruje ich co najmniej dziwnie, bo 2 dziesiątki na jednej flance, a brodki i screen 20 krootow na drugiej flance na skraju krawędzi stołu w neutralnej ćwiartce. Ja scoutem na maksa do przodu w kierunku Brodek. Nie przejął inicjatywy i jedziemy.
Inv na płaszczki, Grimojra na FT. Psy stają tak, że nawet wewnątrz suitów musi być gorąco. Szukam trochę covera ale bez przekonania. Wiem, że cokolwiek się stanie, jeden oddział psów idzie do piachu - liczę, że zostanie herald i może ze dwa psy na overwatcha. Otwieram ogień. Działo i płaszczki wywalają wielką dziurę w screenie Krootów. FT poleciał z boku stołu i wali czym popadnie w broodki. Beam z siła 8 i 4d6 budzą zastanowienie w Hiszpanie i decyduje się na Go to ground na Brodkach. Mimo to leci drona i spada jedna brodka. Krootcy są za daleko etherala i opuszczają stół. Brodki rzucają 10 i każe sobie pokazać że Shadowsun ma 10 - niestety ma :) W jego turze świat robi się bardzo jasny dla jednego oddziały psów i zostaję 3 z heraldem. Drugie też dostają a Riptide podchodzi i zabija 1 płaszczkę i szarżuje. W combacie pada kolejna a ja zadaję 2 rany. Ja się cieszę, bo połknął przynętę i w następnej turze dostanie multiple charge i złoży się z rezultatu. Łysy przynosi mi piwo i energetyka bo widzę, że nei mogę ani na chwilę odejść od stołu.
W swojej turze szarżuje wszystkim co się da - psy mają 3+ inva z grimojry, FT za stół. Gubię się w tym deczko i nie udaje mi się połączyć szarży na brodki z Riptide, Szarżuje na pobliskie Piranie a demonice dołączają do Riptide. Padają brodki, Ripek i 1 pirania. Niestety zapominam o drugich demonicach i zamiast szarży stoje jak głupek przed dronami z piranii. W międzyczasie działo Khorna miętosi krootkich. Hiszpan
oddaje. Zabija 9 demonic z jednego oddziału i cały drugi. Lekko
napoczyna psy ale 3+ sejva to skutecznie utrudnia. Zaczyna się cofać. Ja
staram się go przytulić. Łysy mówi mi że każdy punkt ważny bo mamy problemy. No to idę na tejbla.
Widzę, że zostało bardzo mało czasu więc cisnę na znaczniki horrorami. Udaje mi się szarża niedobitką psów z heraldem na devilfisha i go niszczę. Eteryk się pinnuje co stawia go nie najlepszym położeniu. Płaszczki zabijaja 2 piranie a psy nie dochodzą do dron przez overwatcha. FT się trochę błażni w strzelaniu zabijając 3 krooty i 3 sniper drony. Hiszpan zabija do końca jedne psy z heraldem i wypala z wszystkich rakiet w FT ale zadaje tylko 1 ranę i nie ma grounda dzięki przerzutowi. Crisisy są już w rogu stołu i dalej się nie da. Pirania nie ma szans skontestować znacznika. Przychodzi Pierre i mówi, że 4 to nasza ostatnia tura.
W czwartej turze staram się zabić wszystko w zasięgu. Robię szarże wszystkim na wszystko. Combat ciągnię się przez pół stołu a poza pozostają moje horrory i demonetka i jego crisisy, drony i sky ray. Kończy się przewidywalnie - ryba w menu. W turze Hiszpana liczymy ale jakby nie liczyć, nie jest już w stanie urwać mi ani jednego punktu. Ja nie mam jednego znacznika, reszta moja. Ostateczny wynik to 18-2 dla mnie. W następnej byłby tejbl. Niestety, okazuje się, że wszystko na darmo - przegrywamy i wielki dół. Po grze łapi mnie Arch i zamieniamy się koszulkami. Ta przynajmniej pasuje...
I tak niestety kończy się moja przygoda z ETC. Za rok postaram się wybrać na singlowe ESC do czego zachęcam wszystkich. Pogranie w klimacie ETC to naprawdę dobra zabawa.
Etykiety:
euro,
Michu,
relacje,
scena turniejowa
sobota, 17 sierpnia 2013
E jak ETC
Nadaje Michu. Po bardzo długiej przerwie powracam na łamy bloga nie tylko jako czytelnik ale ponownie jako autor. Przerwa ta wymuszona była zarówno zmianą liczebności "podstawowej komórki" jak i przede wszystkim przygotowaniami do ETC. Jako nowy członek reprezentacji poczytywałem sobie za obowiązek przeprowadzenie tak dużej liczby treningów jak tylko się dało, co okazało się patrząc z perspektywy czasu bardzo dobrym pomysłem ale spowodowało, że gro pomysłów na teksty uleciało w międzyczasie zapomnienie, podobnie jak epizodyczne popisy wokalne w postaci podcastów. Teraz jednakże jest już po wszystkim. Było minęło, trzeba zacząć spełniać miły obowiązek sprawozdawczości - w moim odczuciu jestem to wielu osobom dłużny. Zatem planowo będą trzy odsłony. Dwie tekstowe (słownik ETC oraz bitwy) i jedna podcastowa (ETC ogólnie). Tekstową zajawkę numer jeden w postaci słownikowej macie przed soba - zapraszam!
A jak ASSAULT - ludzie narzekają, że faza assaultu odeszła w zapomnienie ale ja tam nie narzekam. Dzięki urokom drużynówki po niektórych bitwach musiałem zdrapywać z siebie zaschniętą krew.
National Team Warhammer - from Google with love
A jak ASSAULT - ludzie narzekają, że faza assaultu odeszła w zapomnienie ale ja tam nie narzekam. Dzięki urokom drużynówki po niektórych bitwach musiałem zdrapywać z siebie zaschniętą krew.
B jak BRĄZ - z perspektywy czasu to fajnie być na podium i wogóle ale
zdaje się, że to był nasz plan minimum. Bezpośrednio po wynikach po
prostu bolało.
C jak COACH - nie jest to łatwa fucha ale Trej zdaje się spisał się na na medal (literalnie). Trzeba przyznać, że taki gość jak jak nie ułatwia sprawy ogarniania wyniku meczu. Po prostu nie potrafię powiedzieć - "wygrywam z gościem 14 lub więcej", więc zawsze mówię, że albo dostaję albo nie jest najlepiej albo nie wiadomo. Łysy już w połowie turnieju zakumał, że z moimi ocenami jest coś nie teges...:) Ale na moje usprawiedliwienie dodam, że oceny meczu u moich przeciwników działają na mnie jak Frenzon. Jak słyszę "wygram 16-17" to mnie coś strzela...usłyszałem tak z Niemcem i Amerykańcem i obaj musieli się potem tłumaczyć.
D jak DEMONY - naprawdę pasują do drużynówki. Cieszę się, że doszliśmy z Vladdim (i kto zna jak składam rozpy będzie wiedział gdzie główna zasługa) to takiej a nie innej rozpiski bo planowany na początku cyrk grubych tak jak mnie nie przekonywał tak mnie nadal nie przekonuje a moim Dogpilem (tak to się ponoć nazywa - amerykanie w termino-twórstwie nie maja sobie równych) można było jak się okazuje zagrać skutecznie z wszystkim. Granie na dwóch oddziałach psów z heraldami jako żywo przypomina mi czasy LatD by GW i mutantów z fistami.
E jak ETC - Naprawdę się cieszę, że mogłem pojechać. Bardzo ważne dla mnie jest, że mogłem reprezentować Polskę. Dodatkowo poziom niespotykany na żadnym innym turnieju (parz "P"). Zobaczyć i uczestniczyć to jednak dwie różne sprawy i jeśli kiedyś jeszcze zdarzy mi się okazja ponownego wzięcia udziału (znaczy jak wyjdzie kolejny suplement w WD :) ) to się nie będę zastanawiał.
F jak RELACJA NA FEJSIE - super pomysł, że relacją zajmowali się Jasiu i Wołek - niektórzy są do tego po prostu stworzeni - dzięki!
C jak COACH - nie jest to łatwa fucha ale Trej zdaje się spisał się na na medal (literalnie). Trzeba przyznać, że taki gość jak jak nie ułatwia sprawy ogarniania wyniku meczu. Po prostu nie potrafię powiedzieć - "wygrywam z gościem 14 lub więcej", więc zawsze mówię, że albo dostaję albo nie jest najlepiej albo nie wiadomo. Łysy już w połowie turnieju zakumał, że z moimi ocenami jest coś nie teges...:) Ale na moje usprawiedliwienie dodam, że oceny meczu u moich przeciwników działają na mnie jak Frenzon. Jak słyszę "wygram 16-17" to mnie coś strzela...usłyszałem tak z Niemcem i Amerykańcem i obaj musieli się potem tłumaczyć.
D jak DEMONY - naprawdę pasują do drużynówki. Cieszę się, że doszliśmy z Vladdim (i kto zna jak składam rozpy będzie wiedział gdzie główna zasługa) to takiej a nie innej rozpiski bo planowany na początku cyrk grubych tak jak mnie nie przekonywał tak mnie nadal nie przekonuje a moim Dogpilem (tak to się ponoć nazywa - amerykanie w termino-twórstwie nie maja sobie równych) można było jak się okazuje zagrać skutecznie z wszystkim. Granie na dwóch oddziałach psów z heraldami jako żywo przypomina mi czasy LatD by GW i mutantów z fistami.
E jak ETC - Naprawdę się cieszę, że mogłem pojechać. Bardzo ważne dla mnie jest, że mogłem reprezentować Polskę. Dodatkowo poziom niespotykany na żadnym innym turnieju (parz "P"). Zobaczyć i uczestniczyć to jednak dwie różne sprawy i jeśli kiedyś jeszcze zdarzy mi się okazja ponownego wzięcia udziału (znaczy jak wyjdzie kolejny suplement w WD :) ) to się nie będę zastanawiał.
F jak RELACJA NA FEJSIE - super pomysł, że relacją zajmowali się Jasiu i Wołek - niektórzy są do tego po prostu stworzeni - dzięki!
G
jak GUARANA - napój energetyzujący produkcji miejscowej dostarczał
niezbędnej dawki składników odżywczych, a jego skuteczność rosła
niepomiernie w połączeniu z piwem grejpfrutowym (nie zalecane). Po 6 turze gdyby mi
kazali grać dogrywkę to grałbym z przyjemnością...CHARGEEEE!!!!
H jak HISZPANIA - nasuwa się zupełnie inne słowo w tym kontekście ale po pierwsze jest niecenzuralne, więc nadaje się tylko do podcastu, a po drugie inaczej się pisze. Wielkie, przynajmniej z naszej strony zaskoczenie - stąd nikła ilość testów z ich rozpiskami. Chłopaki grali lepiej niż się wszyscy spodziewali i w dodatku uznawali nieco inne zasady fair play, w czym dobitnie pomagała zerowa niekiedy znajomość angielskiego. Lepiej grało się z Niemcami a to już chyba coś mówi...
K jak KIBICE - nasi są najlepsi! Wielkie dzięki za wiarę w nas i gratulacje jakie dostaliśmy po wszystkim. Nie miałem czasu nawet na chwilę zerknąć na relację na fejsa ale jak coś napisaliście to Jasiu przychodził i nam mówił. Wielkie dzięki, to było +5 do wyniku jak dla mnie!
M jak "MOC, ENERGIA, AMFETAMINA" - proste i szczere hasło, które towarzyszyło nam dzięki Wołkowi i Dropsowi oraz szczecińskiemu poddziemiu elektronicznemu w osobie DJ Trakmajstera. Jak będziecie na YT to wersją kanoniczna utworu jest według Dropsa ta z cyckami.
N jak NIEMCY - Mój przeciwnik miał grzywkę model lata trzydzieste zeszłego stulecia i równoważącą to ksywę "Schnufi". Grał sympatycznie i na poziomie, nawet się parę razy uśmiechnął i zażartował. Chociaż musiał mi później mówić, że to żart był. To też jest żart jakby co :)
K jak KIBICE - nasi są najlepsi! Wielkie dzięki za wiarę w nas i gratulacje jakie dostaliśmy po wszystkim. Nie miałem czasu nawet na chwilę zerknąć na relację na fejsa ale jak coś napisaliście to Jasiu przychodził i nam mówił. Wielkie dzięki, to było +5 do wyniku jak dla mnie!
M jak "MOC, ENERGIA, AMFETAMINA" - proste i szczere hasło, które towarzyszyło nam dzięki Wołkowi i Dropsowi oraz szczecińskiemu poddziemiu elektronicznemu w osobie DJ Trakmajstera. Jak będziecie na YT to wersją kanoniczna utworu jest według Dropsa ta z cyckami.
N jak NIEMCY - Mój przeciwnik miał grzywkę model lata trzydzieste zeszłego stulecia i równoważącą to ksywę "Schnufi". Grał sympatycznie i na poziomie, nawet się parę razy uśmiechnął i zażartował. Chociaż musiał mi później mówić, że to żart był. To też jest żart jakby co :)
P jak POZIOM GRY - ETC to najbardziej wymagający turniej na jakim byłem. Przegrywa z wszystkimi rodzimymi pod względem około-bitewnego klimatu natomiast co do samych gier to łeb urywa. Wyłączając Walijczyka, każdy z moich przeciwników walczył do końca. Jednak mam wrażenie, że mimo wszystko w Polsce jest naprawdę wysoki poziom gry i znam całą masę osób, które nie zrobiłyby wstydu na ETC. Pierwsza dziesiątka naszego mastera to są goście, z którymi gra się naprawdę trudno a tutaj bywało różnie.
R jak REFEREES - byłem jednym z tych, którzy nie omieszkiwali ciągnąć łacha ze znajomości zasad wśród naszej eksportowej produkcji sędziowskiej w postaci niepowstrzymanego trio ETC "eM, Jasiu & Rudzik" (patrz obrazek). Jednak na miejscu okazało się, że chłopaki stanowią tam ostoję rozsądku i oczytania oraz główny cel wędrówek Head Refów - szacun. Rozstrzyganie LOSa po 11 browcach musi być wymagające :)
Bez kitu - jak się wpisze w Google "trio ETC" to to wyskakuje...
S jak STALOWANIE - jeśli ktoś z Was myśli, że nie można nie zagrać pełnej gry w 4 godziny to jesteście w błędzie...Naprawdę, da się. Organizatorzy co prawda dawali kartki, żeby zapisywać rozpoczęcie i zakończenie tury ale co z tego jak można przedłużać nawet kulanie sejwów... Myślę, że jedynym wyjściem jest po prostu danie w pysk przez Karkówę. Najlepiej prewencyjnie całej drużynie przeciwnej jako pierwsze przyjacielskie ostrzeżenie. Karkówa na każdym turnieju!
T jak TESTY i TRENINGI - prawda jest taka - im więcej testów tym lepszy wynik. Nie ma przebacz. Dziękuje moim nieocenionym testerom - eMowi, Afro, Chrobremu i Łysemu. Sorki, że kazałem Wam przesuwać po tyle razy milion gwardyjskich figurek a potem nie zabiłem nawet jednego gwardzisty. Obiecuje czelendżować bloby na turniejach :)
Z jak ZAKOŃCZENIE - no i skończyły mi się pomysły na literki :) Następnym razem będzie już bardziej konkretnie o pamperkach i bitwach o ile jeszcze coś pamietam. Howgh!
Etykiety:
Michu,
relacje,
scena turniejowa
czwartek, 13 czerwca 2013
Klimacik musi być
Już niedługo sezon 2013/14 Ogólnopolskiej Ligi Wh40k będzie można uznać za otwarty na pełen gwizdek. Zostały bowiem jakieś dwa tygodnie do pierwszego mastera tej edycji rozgrywek czyli olsztyńskiego Battle Cannona. I muszę się przyznać, że mam z tym turniejem duży problem.
A konkretnie z rozpiską na niego. I już pomijając nietypowe punkty (1410) to sama koncepcja do której aktualnie skłaniam się wywołuje we mnie bardzo mieszane uczucia. Wymyśliłem sobie bowiem, że pojadę z Ravenwingiem, ale takim czystym bez żadnych crusaderów ani innych płotów. Motory spidery, melty i boltery. Taktyka sponsorowana przez "In your face".
Czyste zero jeden a rozwiązania pośrednie są dla...
Czyste zero jeden a rozwiązania pośrednie są dla...
... no Eldarów, umówmy się ;).
Czujecie zatem myśl przewodnią.
No i złożyłem coś, zagrałem testowo i okazało się za miękkie więc coś tam znowu zacząłem dłubać i doszedłem do wniosku, że stawiając sobie takie warunki wstępne sam siebie zsyłam z scyzorykiem na strzelaninę.
Dwa czy trzy smoki robią z tej armii sieczkę.
Wiadro markerów i innych luf robi z tej armii sieczkę.
Nowi eldarzy też wydają się z swoim strzelaniem robić z tej armii sieczkę.
A do tego czekają Necroni, Gwardia i cała reszta.
No i mogę ten problem rozwiązać na dwa sposoby - albo zmieniam warunki brzegowe i dopuszczam coś co nie ma motoru, albo stwierdzam Klimat uber ales z wszelkimi tego konsekwencjami. I szczerze mówiąc skłaniam się do tej drugiej opcji. Łatwo nie będzie ale w końcu nikt tego nie obiecywał.
A swoją rozkminę zachowam na okoliczność ETC. Szczerze mówiąc nie wiem jak to wyglądało w zeszłych latach ale aktualnie na forum repry "się dzieje". Na prawdę jest rozkmina i to ostra nad armiami a zawodnicy testują więcej niż się spodziewałem. Słowem dzieje się. Aktualnie jestem między dwoma zgrupowaniami więc myśl o masterze 'chwilę' później nie wywołuje w mnie aż takiej ekscytacji jak zwykle. Granie samych hard corów, armiami które finezje zjadły, przeżuły i zapomniały wywołuje w mnie chęć relaksu i pobawienia się figurkami a nie tylko mordowania i palenia wiosek. Słowem myśl o BC uwalnia w mnie klimaciarza.
No prawie ;)
Dwa czy trzy smoki robią z tej armii sieczkę.
Wiadro markerów i innych luf robi z tej armii sieczkę.
Nowi eldarzy też wydają się z swoim strzelaniem robić z tej armii sieczkę.
A do tego czekają Necroni, Gwardia i cała reszta.
No i mogę ten problem rozwiązać na dwa sposoby - albo zmieniam warunki brzegowe i dopuszczam coś co nie ma motoru, albo stwierdzam Klimat uber ales z wszelkimi tego konsekwencjami. I szczerze mówiąc skłaniam się do tej drugiej opcji. Łatwo nie będzie ale w końcu nikt tego nie obiecywał.
A swoją rozkminę zachowam na okoliczność ETC. Szczerze mówiąc nie wiem jak to wyglądało w zeszłych latach ale aktualnie na forum repry "się dzieje". Na prawdę jest rozkmina i to ostra nad armiami a zawodnicy testują więcej niż się spodziewałem. Słowem dzieje się. Aktualnie jestem między dwoma zgrupowaniami więc myśl o masterze 'chwilę' później nie wywołuje w mnie aż takiej ekscytacji jak zwykle. Granie samych hard corów, armiami które finezje zjadły, przeżuły i zapomniały wywołuje w mnie chęć relaksu i pobawienia się figurkami a nie tylko mordowania i palenia wiosek. Słowem myśl o BC uwalnia w mnie klimaciarza.
No prawie ;)
Etykiety:
euro,
myśli ulotne,
scena turniejowa
poniedziałek, 22 kwietnia 2013
Młotki 2k13 - addendum
Nadaje Michu. DMP za nami jak i towarzyszące mu rozdanie Młotków. W tym roku na prośbę Afro i z własnej nieprzymuszonej woli uczestniczyliśmy w zaszczytnym procederze organizowania tych ostatnich. Okazało się, że zajmowało to więcej czasu niż przewidzieliśmy ale dzięki poświęceniu Łysego w nabywaniu młotków (tradycyjnie już firmy TOPEX) i przede wszystkim Biecie, która uratowała sprawę plakietek, udało się wszystko zrobić na czas.
Niestety na miejscu nie wszystek wyszło zgodnie z planem. Przyczyn jest zapewne wiele - obsuwa czasowa, noclegi w różnych miejscach, nie do końca przyjazna obsługa lokalu i zrozumiałe zmęczenie orgów. Innymi słowy - miała być nowa jakość a wyszło jak zwykle. Nie wszystko jednak stracone - poniżej macie zamieszoną prezentację, która miała lecieć w trakcie rozdania i nie poleciała z przyczyn technicznych.
Wyniki głosowanie są podane wraz z wykresami, gdzie jest pokazana ilość głosów oddanych przez poszczególne środowiska na zwycięzcę. Sumować trzeba samemu :) Postanowiłem nie zamieszczać ilości głosów oddanych na innych kandydatów - co za dużo to niezdrowo. Oto i prezentacja a poniżej jeszcze podsumowanie i zwycięzcy w krótszej formie.
Gdyby nie działało to osobny link: PREZENTACJA MŁOTKI 2k13
Głosów oddano ogółem 73. Patrząc na zeszłoroczny ranking to jest to ca. 1/3 ilości aktywnie grających osób (3+ turnieje). Mało? Chyba nie aż tak. Chociaż zadanie na przyszłość to aktywizacja paru środowisk, którym się nie chciało - tak, na Was patrzę Stolico :)
Wyniki to w losowej kolejności:
- Najsympatyczniejszy gracz: Marcin "Karkówa" Kargula
- Naprężniejsze środowisko: Trójmiasto
- Najlepszy sędzia: Marcin "Nathaniel" Sprawka
- Najlepsza strona www: z24cala
- Najlepszy turniej: Fist of Fury
- Największy wkład w Ligę: Zulus
- Najlepsza twórczość fanowska: z24cala
Dziękujemy wszystkim, którzy oddali głosy i gratulujemy zwycięzcom! Bardzo dziękujemy również wszystkim, którzy oddali głosy na nas. Nawet nie potrzebowaliśmy zbytnio oszukiwać przy liczeniu głosów :)
Jeszcze raz dzięki!
P.S. Relacja z DMP oczywiście będzie osobno. Stay in touch!
P.P.S. Nie nie wiemy jak się używa młotka spawalniczego ale wygląda srogo :)
P.P.S. Nie nie wiemy jak się używa młotka spawalniczego ale wygląda srogo :)
Etykiety:
młotki,
relacje,
scena turniejowa,
twórczość fanowska
poniedziałek, 18 lutego 2013
Konwent z 40 millenium
W ostatnim odcinku, który dopiero co zacząłem słuchać i chwilę to jeszcze potrwa ma bowiem 4 godziny natrafiłem na dość ciekawą rzecz, która zainspirowała mnie do tego wpisu, a mianowicie na zapowiedź jakiejś imprezy bitewniakowej. Podobno największej na zachodnim wybrzeżu USA a przynajmniej jeśli chodzi o 40stkę. I w tym momencie potwierdzę przeczucia co czujniejszych - tak celowo nie użyłem słowa turniej. Bo taki, oczywiście też tam będzie ale w towarzystwie różnych innych okazji do pogrania czy by pobyć z innymi hobbystami.
I w tym momencie po raz kolejny zamarzyłem o czymś takim w naszym kraju. Jak ktoś chce to może grać w turnieju głównym a jak nie to w jakimś mniejszym evencie przez jeden dzień i jakimś combat patrolu czy innym kill zonie przez kolejne pół. I na pewno nie da się ukryć, że z takim konwentem jest związane wiele obaw czy wad jak choćby wzajemna kanibalizacja imprez. Czy też wątpliwości, czy aby na pewno by się znalazło wystarczająco chętnych by wszystko doszło do skutku w jakimś sensownym wymiarze. Ale z drugiej strony są też plusy jak możliwość skuszenia ludzi którym z turniejami nie po drodze czy otworzenia się na inny rozrywki niż tylko ligowa młócka.
Jakby przykładowo na takiej Wojnie Światów zamiast grać na w sobotę do 20 na parówce miał opcje pogrania do 17 odtwarzając np. wydarzenie z Badab War to miałbym poważny dylemat co wybrać. Albo i nawet nie.
Moja aktualna tęsknota za takim graniem wynika również z absencji warszawskiej Syrenki w kalendarzu na aktualny sezon. I choć niby był to klasyczny turniej, a przynajmniej na wierzchu, to jednak miał posmak takiego eventowego grania chociażby z względu na swoje średnie zbalansowanie. No i można było postrzelać się Knightami z prawdziwymi tytanami.
Nie wiem czy uda mi się trafić na taką pełno-krwisty konwent bitewniakowy w naszym kraju. Cały czas wielkość sceny i inne sygnały każą potencjalnym organizatorom podwójnie się zastanowić czy to w tym momencie ma sens. I wyniki tej rozkminy są raczej nie sprzyjające dla tej koncepcji. Jednak mimo wszystko mam przekonanie że podstawowe pytanie nie jest "czy?" tylko "kiedy?". Nawet jeśli to kiedy by miało być za wiele lat. I tym pozytywnym zapraszam do komentowania.
Etykiety:
myśli ulotne,
scena turniejowa
piątek, 15 lutego 2013
Walentynka z piernikami w tle
Na początek muszę coś jasno i wyraźnie oznajmić. Ta notka jest pierwszą w historii tego bloga pisana na zamówienie. Zleceniodawcą są orgowie toruńskiej perły turniejowej czyli Dice Cruhera. Chopaki poprosili o patronat medialny a ja oczywiście się zgodziłem bo i tak myślałem by z okazji tego mastera coś skrobnąć. A tak, przy okazji, logo z24cala gdzieś się pojawi i może trafi do kogoś kto tu jeszcze nie był. I choć przy okazji Wojny Światów już były podobne sytuacje to jednak nie miało to aż tak formalnej oprawy. Albo przynajmniej ja tego poprzez stopień znajomości tak tego nie odbierałem.
No i mając ten disclaimer za sobą muszę się przyznać do kolejnej rzeczy.
To był błąd.
Za każdym razem (poza pierwszym) kiedy chcę coś napisać o DC to mam wielki problem. Po prostu nie wiem co by się nie powtarzać. Formuła, czyli bitwa i rewanż z zamianą armii była już przerabiana. Usprawniać jej już nie ma jak bo odkąd najpierw gramy armią przeciwnika a dopiero potem własnymi to już w ogóle nie ma się do czego przyczepić.
Organizacja? Wszystko tak jak powinno być czyli: blog, rzutnik kawa i herbata. Tu co prawda pojawia sie pole do poprawy bo wybór pomiędzy sushi a stejkami nikomu by nie zawadził ale umówmy się jego brak nie jest szczególnym odstępstwem od przyjętych na masterach standardów. No więc tu też raczej nie ma się do czego przyczepić.
A może komuś się przyśnił jakiś pamiątkowy gadżet? To o ile nie jest to śpiwór w różowe orzełki imperialne to może być zadowolony. W tym roku na uczestników czekają woreczki na kostki z wiadomym logo. A w poprzednich były np. purity seale z ksywkami z magnesem na lodówkę.
Jak widać nie jest łatwo znaleźć jakąś niedoróbkę w przypadku tego turnieju nie narażając się na śmieszność ale jakbym miał się do czegoś czepiać to do ilości gier. 8 w półtora dnia to jest niezły maraton i trzeba sporo zdrowia by go przetrwać w jako-takim stanie. Zmęczenie w niedzielne popołudnie jest zatem z tych większych ale również taka jest satysfakcja więc nie choć ona trochę osładza traumę. I choć zmniejszanie liczby rund nie ma większego sensu to może jeszcze ciut zejść z punktami w dół.
Jeśli ktoś po przeczytaniu tej laurki miałby wątpliwości co do jej szczerości to polecam się mimo wszystko wybrać do Torunia. Warto. Bo jak ktoś już był to raczej nie będzie w nią wątpił. Przynajmniej takie mam wrażenie ilekroć rozmawiam z ludźmi o tym imprezie w jej trakcie czy po.
To co? Do zo.
W piernikowie :)
Etykiety:
scena turniejowa
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















