poniedziałek, 14 lutego 2011

Szara Rewolucja


Jakbym miał wymienić emocje które wywołuje nasze hobby to na pewno, w samej czołówce wspomniałbym o oczekiwaniu. Gracz 40ki cały czas na coś oczekuje – na kolejny turniej, na kolejną edycję czy też na kolejny kodeks. I mam wrażenie, że tak naprawdę, na dłuższą metę lubimy to. Te dywagacje o plotkach, przeciekach i nowych modelach zapewniają kolejne godziny emocjonowania się tym hobby. A zarazem są drugim biegunem dla opowieści z turnieji czy luźnego grania jak np. ta o Lone Wolfie ;).
Aktualnie wyglądamy za Grey Knightami czy ogólniej Demonnhunterami którzy już za momencik nam się okażą w pełnej okazałości a póki co możemy jedynie podglądać skrawki. Ale trzeba przyznać, że te są coraz konkretniejsze, bo w moim odczuciu wchodzimy właśnie w ostatni zakręt za chwilę ostatnia prosta i… podręcznik. Jednak nie zamierzam się szczególnie rozpisywać na temat plotek bo nie taka jest rola tego bloga. Zamierzam bardziej się skupić na paru refleksjach które mi się ostatnio nasunęły myśląc właśnie o tym nadchodzącym deksie.
Deamonhunterzy są dziwną armią. Mam wrażenie, że wielu ludzi na którymś etapie swojej fascynacji tym hobby się o nich otarła. Albo planowała ich kupić, albo kupiła, a może tylko ograniczyła się do modelu Inkwizytora z tarotem. I pomimo, że armia nigdy do tych popularnych nie należała to jednak wielu ludzi tupie nóżkami z niecierpliwości bo może po reedycji ten kodeks będzie oferował na tyle grywalne opcje, że będzie można tym nie tylko grać ale i konkurować na turniejach. Bo do tej pory zestawienie prognozowanych wyników oraz nakładów finansowych na szarych rycerzyków wielu potencjalnych graczy odrzucało. Nie wiadomo na ile zmieni się siła tej armii, bo nawet jeśli są jakieś zasady to bez kosztów punktów trudno zatem o jakąkolwiek analizę, wiadomo natomiast jak się zmieni rozłożenie akcentów w army liście. Będzie więcej Grey Knightów a mniej inkwizytorskiej otoczki. Czyli będziemy mieli de facto kolejną armię 3+ z ciut większą liczbą nietypowych dodatków. Mi osobiście, szczerze mówiąc, w ogóle to nie leży. Bardzo mi odpowiadały proporcje między frakcjami w ciągle aktualnym kodeksie. Jak ktoś chciał mógł mieć armię GK only, a jak nie chciał to dla odmiany bez żadnego szarego-zakutego. W dodatku wszystkie te opcje wraz z przyległościami pośrodku były równie grywalne. Czyli w ogóle.
Pewnie nie będę odosobniony w poglądzie, że ten deks wymagał jedynie gruntownego przejrzenia pod względem kosztów punktowych plus zmiany kilku rzeczy czy dołożenie jednej czy dwóch nowych jednostek i byłby całkiem atrakcyjny dla graczy. Jednak dobrze wiemy, że GW tak nie działa bo jak już biorą jakiś podręcznik na tapetę to po to by wywrócić go o 180 stopni. Tak aby za wiele figurek z dotychczasowej kolekcji się nie sprawdzało. Ale tu poza takim klasycznym zagraniem mamy również dużą zmianę charakteru armii, przynajmniej tak to na tą chwilę wygląda. I to taką jakby u któryś marinsów byli sami skauci w troopsach. Wynika to pewnie z faktu, że Grey Knighci jako ci jeszcze lepsi marinsi zawsze mocno działali na wyobraźnię graczy. Mi też zdarzyło się parę razy złożyć ich rozpiski, nie dziwie się więc, że GW chce z nich zrobić pierwszoplanowych aktorów w tym podręczniku. W końcu to elita elit, więc muszą wyglądać atrakcyjniej od storm tropperów. O ile ten status najlepszych będzie choć trochę zazębiał się z zasadami.
Ale, żeby nie było ja nie narzekam, że mi armię (bo nigdy poza fazę koncepcyjną nie wyszedłem) psują (trudno by było gorzej) - ja jedynie sobie dywaguje. Bo to co idzie w parze z oczekiwaniem to właśnie dywagacje o tym co gdzieś tam udało się dowiedzieć, przeczytać czy podejrzeć.

sobota, 12 lutego 2011

Podcast nr 4 czyli DMW po trzkroć


Ponieważ podcasty spotykają się z lajkami pojedziemy na fejmie i zaplołdujemy kolejnego. A bardziej po ludzku to oboje z Michem mamy moc w ostatnim czasie i wręcz odważę się napisać, że odrobinę dyscypliny tak więc udaje nam się w miarę regularnie spotykać przy mikrofonie. Tym razem na tapetę trafiło DMW czyli Drużynowe Mistrzostwa Warszawy. Taki lokal na ponad 60 osób. Podcast ma konwencje wywiadu najpierw z Jasiem - kapitenem drużyny sztabowej przed imprezą, potem z Czajnikiem czyli organizatorem a na koniec wracamy do Jasia. Miłego słuchania i słitaśne (lub nie) komentki są jak najbardziej na miejscu.

Podcast nr 4 czyli DMW po trzykroć

wtorek, 8 lutego 2011

Starcie z regulaminem.


Dopiero co pisałem o swoich mękach które mi towarzyszyły przy próbach ogarnięcia rozpiski na lokala organizowanego przez Micha a to już się zrobiło po imprezie. I choć początkowo nie miałem w planach szczególnie rozpisywać się na temat tego turnieju, to jednak doszedłem do wniosku, że chyba jednak warto. Za zmianę mojego podejścia, jest odpowiedzialny w dużej mierze, nietypowy regulamin który wyciągnął dla nas z jakiś zakazanych czeluści Warpu Michu. Przynajmniej takie były moje odczucia w trakcie gier.
Turniej był zwieńczeniem Poznańskiej Ligii Lokalnej a konkretnie jej pierwszego sezonu. W związku z tym Michu przez całą imprezę przy parowaniu podpierał się rankingiem ligowym, który na bieżąco aktualizował a nie jak to klasycznie bywa wynikami bitew. Można więc powiedzieć, że parowanie było globalne a nie lokalne. Konsekwencją tego było, że ludzie z topu ligii niezależnie od wyników się okładali między sobą a reszta między sobą. Swoją drogę pomyślałem sobie jaki fajny flame by był gdyby coś takiego pojawiło się przy okazji Wojny Światów.
Jednak nie tylko przyjęty system kojarzenia przeciwników był dla mnie novum. Bo jeszcze większym okazały się same misje. W każdej z nich liczyło się i zajmowanie ćwiartek i zajmowanie znaczników i zabijanie w sensie Kill Pointów. Przy czym oczywiście troops zajmujący ćwiartkę nie mógł dodatkowo zagrabić jakiegoś znacznika. I to wszystko na 1300 punktów i ograniczenie troopsów do 4ech. Misje między sobą różniły się wagami punktowymi przypisanymi do każdego z tych celi, więc raz więcej punktów był za ćwiary, raz za znaczniki itd. Zresztą tutaj można znaleźć regulamin.
Przy takim graniu, często pojawiającym się zarzutem jest że przysłowiowy rhinos wystacza by wygrać i rzeczywiście jeden KP mógł zrobić w wielką różnice w wyniku. A to sprawia, że tzw. łatwe KP czyli rhinosy i pody nie mają łatwego startu do rozpiski. Zresztą sam w ostatnim momencie wywaliłem jednego rhinosa z rozpiski i z perspektywy czasu było to bardzo dobrym zabiegiem. W pierwszej misji w której właśnie najwięcej punktów do zdobycia było za KP, czyli można powiedzieć, że w takiej jakby anihilacji, zginęły mi 3 jednostki czyli Lasher, Rhino oraz 5 csmów z flamerem co wystarczyło bym przegrał. Przy klasycznych VP raczej bym wygrał to starcie a przynajmniej otarł się o remis. No ale nie mam co narzekać bo wiedziałem co mnie czeka.

Zatem z jednej strony potrzeba mieć same twarde oddziały ale jednocześnie trzeba mieć czym zajmować cele misji których jest więcej niż zwykle. Inna sprawa, że wystarczyło zająć więcej np. znaczników niż przeciwnik by wygrać dany cel, zatem jeśli przeciwnik nie zajmował żadnego to absolutnie wystarczał jeden, np. ten w środku własnej ćwiartki. Czyli posiadanie tylko dwóch troopsów na starcie nie blokowało opcji wygrania 20-0.
Podsumowując dziwnie się grało, powiedziałbym, że bardzo piąto edycyjnie. I choć na pewno wolę bardziej klasyczne podejście czyli VP i albo znaczniki albo ćwiartki to bardzo się cieszę, że mogłem zagrać na takie zasady. Wymusiły na mnie trochę inne kminienie co jest wartością samo w sobie, nawet jeśli momentami czułem się skarcony przez zasady.. I na pewno będę nalegał na powtórkę z rozrywki tyle, że na „ciut” większe punkty.
A o to galeria w formie video w której Michu po raz kolejny pokazuje swoje szerokie horyzonty muzyczne:


PS. O bitwach z premedytacją się nie rozpisywałem ponieważ były dosyć podobne do siebie i mam wrażenie, że taktyki grania klasykiem lashowo oblitowym nie wzbogaciłem o nowe patenta. Powiedziałbym, iż nawet pewnie zubożyłem ale i tak grało mi się tym chaosem zaskakująco fajnie. I pewnie szybciej niż później będę starał się wrócić na czoło jakiejś krucjaty. W tym miejscu wielkie podziękowania dla Michałku za pożyczenie integralnej części rozpy (czyli oblitów i Lashera :) ).

niedziela, 6 lutego 2011

Rankings HQ

Są pierwsze promyki nadziei dla rankingu i jego ponownego działania a w tak zwanym międzyczasie Michu rozważa alternatywę. Całkiem frapującą.
Nadaje Michu. Niedawno mieliśmy w naszym czterdziestkowym fyrtlu całkiem ożywioną dyskusję na temat rankingu Ligii. Wywołało ją nagłe i długotrwałe zniknięcie jego sieciowej inkarnacji . Sprawa jest poważniejsza i nie wynika jedynie z problemów technicznych - poruszaliśmy tą sprawę z Łysym w drugim odcinku podcastu, a Eman rozpoczął topic o podobnym wydźwięku na forum Gildii. Pojawiły się głosy o outsourcingu, a Jachu - nasz człowiek na wyspie wspomniał o alternatywie w postaci strony Rankings HQ - www.rankingshq.com.  Pomysł ten zresztą próbował zasygnalizować już jakiś czas temu ale nie było wielkiego odzewu, gdyż Liga działała pełną parą  (niestety nie mogłem znaleźć odpowiedniego tematu z powodu problemów serwerowych Gildii). Rankings HQ zyskało trochę rozgłosu przy okazji ETC i coraz więcej krajów posiada tam swoje rankingi. Chcąc dowiedzieć się więcej o stronie techniczno/organizacyjnej postanowiłem wypytać u źródła. Pana Andrew Galea zaskakująco szybko odpowiedział na mojego maila i w trakcie rozmowy dowiedziałem się paru ciekawych rzeczy, które poniżej znajdziecie wraz z moimi uwagami i dodatkowymi informacjami wygrzebanymi z innych źródeł.

Zacznę od początku. Rankings HQ to pochodzący z antypodów międzynarodowy system rankingowy. Działają już 10 lat i  w tej chwili maja zarejestrowanych ponad 12k graczy z różnych systemów: wh40k, wfb, fow i warmachine/hordes. Mają fajną stronkę z licznymi statystykami, kalendarzem turniejów, siecią blogów i ostatnio videocastem. W przypadku tego ostatniego prowadzący jest swoją drogą jakiś taki...dziwny. Same rankingi są darmowe, a z tego co widziałem utrzymują się z reklam, udostępniania oprogramowanie do prowadzenia turniejów oraz prowizji od sprzedaży biletów - w naszych realiach to ostatnie brzmi nieco kosmicznie ale może kiedyś i tak będzie wyglądać nasza scena turniejowa. Ale to już na osobny wpis. Zachęcam do powędrowanie trochę po stronie - mi podobała się bardzo możliwość zakładania klubów i związanej z tym rywalizacji. No i oczywiście medale i odznaczenia za osiągnięcia na turniejach - „bling, bling” :)

Sam system rankingowy jest w dużym stopniu modyfikowalny i jest różny zarówno dla systemów jak i poszczególnych regionów (krajów). Ogólna zasada jest taka, że do rankingu liczą się X najlepsze turnieje danego gracza z ostatnich 12 miesięcy. Liczba punktów za turnieje jest zależna od  ilości graczy, a maksymalna ilość punktów za turniej (np. 100) jest osiągana jedynie przez turnieje o X liczbie graczy. Ponadto 100% punktów otrzymuje turniej 5 turowy. 4 i 3 turowe mają odpowiednio 80% i 60% punktów.  To w wielkim skrócie - formuła jest modyfikowalna.

To tyle jeśli chodzi o „bling, bling”. W mojej rozmowie z p. Galeą wyszedłem z założenia, że chcę dowiedzieć się jak by to wyglądało, gdybyśmy chcieli przenieść Ligę na Rankings HQ. Okazuje się, że nie ma problemu, żeby w dowolnej chwili zacząć ranking dla Polski. Po drugie i to wydawało mi się bardzo istotne, możemy sami zadecydować o formule liczenia punktów rankingowych. Zapytałem też jak to wygląda ze zgłaszaniem wyników i w jaki sposób dbają o „realność” wyników turniejowych. Okazuje się, że istnieje zewnętrzny Administrator (lub grupa takowych), który zarządza rankingiem danego regionu - turniejami, graczami itp. Możliwość ustalenia formuły rankingowej jak i bezpośrednia kontrola nad rankingiem były dla mnie warunkami koniecznymi aby rozważyć opcję Rankings HQ. Można powiedzieć, że są one spełnione. Pokuszę się zatem o subiektywne wyliczenie zalet i wad umieszczenia tamrankingu ligowego.

Najpierw zalety:
1. Gotowy, niezależny personalnie system - ostatnia sytuacja pokazała jak trudno jest zastąpić osoby takie jak Misiu - nie da się;
2. Zapewniona obsługa techniczna - nie musimy o nią dbać ani płacić;
3. Bling, bling - wiele bajerów i statystyk;
4. Marketing - wszyscy wiedzą, że jesteśmy fajni bo chłopaki na ETC pokazali, że są najlepsi. Ale równie fajnie jest nawiązać kontakt z resztą świata, a Rankings HQ jest do tego całkiem dobrym miejscem;
5. Modyfikowalna formuła - przekonwertowanie obecnego systemy na „ichni” wymagałoby pewnie trochę pracy ale znaleźli by się na pewno chętni do tego (na przykład ja, a i Inki pewnie by nie odmówił zabaw liczbami :) ). Ogólne założenia są bardzo podobne;
6. Kontrola nad rankingiem - nadal mamy bezpośrednia władzę, a wybieranie reprezentantów przerobiliśmy już na wiele sposobów. Z drugiej strony, do jakiego momentu rzeczywiście kontrola jest nasza pokaże dopiero praktyka;
7. Kij w mrowisko - nowy ranking, nowa dyskusja - byłaby szansa na złamanie pewnego skostnienia jakie nastąpiło ostatnimi czasy w Lidze.

A teraz wady:
1. Mamy już takie coś - Misiu i Inki włożyli w ranking ligowy multum pracy. Rzucenie tego wszystkiego w diabły wymaga naprawdę dobrych powodów;
2. Regulamin Ligii - formuła rankingowa swoją drogą, ale system masterów/chelków/lokali może być trudny do wprowadzenia na Rankings HQ. Chociaż pewnie można by się dogadać. Inna sprawa czy system „masterowy” nadal się sprawdza - patrz wątek „warszawski” (link: http://z24cala.blogspot.com/2011/01/cwaniaki-i-inni-cisnieniowcy-czyli-dmw.html);
3. ID ligowe - już żeśmy się do tego przyzwyczaili i spełnia swoje zadanie. Nie wiem czy można by to bezpośrednio zawrzeć w nowym systemie;
4. Podatek ligowy - jak wyglądałoby w tym momencie zbieranie podatku ligowego - Rankings HQ jest darmowe i nie wiem jak by się zapatrywali na takie ściąganie myta. Tutaj mam wrażenie, że dałoby się to rozwiązać odpowiednim regulaminem;
5. ETC - wygrani nie muszą się tłumaczyć, a reprezentanci wybierani z rankingu Ligowego się póki co sprawdzają :) Pozostaje kwestia otwartą czy naruszenie tego systemu nie wpłynie na wyniki. Osobiście tak nie uważam ale dostrzegam możliwy problem.
6. Prace trwają - Inki działa, a nie wiem jak bardzo prace są zaawansowane. Tak czy siak ewentualna migracja to i tak kwestia następnego sezonu.

A teraz podsumowanie i propozycja. Sam nie wiem czy zmiana z własnego, dopieszczonego i sprawdzonego systemu Ligowego byłaby dobra. Za zmianą przemawiają głównie względy techniczne. Sprzeciw wiąże się z rezygnacją z cząstki tej samodzielność, z której było nie było jesteśmy dumni. Wszelka zmiana wymaga energii, a rozmawiamy o tym jedynie dlatego, że ranking w obecnej formie jest na niskim poziomie energetycznym.

Moja propozycja jest natomiast taka. Od następnego sezonu prowadzimy dwa rankingi. Ligowy i Rankings HQ. Wyniki i tak będą wysyłane w jedno miejsce jak do tej pory, więc od organizatorów nie będzie to wymagać dodatkowej pracy. Do tego czasu spróbujemy opracować odpowiednią formułę i zapoznać się z możliwościami administracji. Po jednym sezonie będziemy wiedzieli jakie są różnice i czy są znaczące. Oraz czy nam się to podoba. Żeby nie było - pisząc "zrobimy" zgłaszam się niniejszym niejako automatycznie do pracy.

Piszcie co sądzicie i czy gra jest warta świeczki.

środa, 2 lutego 2011

O mękach twórczych…


Pisząc taki a nie inny tytuł wcale nie miałem na myśli pisania notek które by trafiły w wasze upodobania drodzy Czytelnicy a jedynie coś co każdy z nas robił więcej niż wiele razy czyli składanie rozpisek. W Poznaniu mamy mianowicie, już w najbliższą sobotę, turniej który przy okazji kończy lokalną ligę (Michu już o niej tutaj pisał). W samej lidze już za wiele nie zwojuje ale biorąc pod uwagę moje kontakty z Stolicą Podziemnych Pomarańczy w ostatnim czasie to te parę bitew które udało się rozegrać to i tak zdecydowanie więcej niż się na początku spodziewałem. Jednak niemożność wygrania ligii nie zmienia faktu, że można wygrać sam turniej chce więc  wziąć rozpę która będzie palić, grabić i mordować.

I siać terror.

Taki prosto z oka.

Z tak ambitnym planem zabrałem się za proces twórczy czyli analizę tego co uda mi się upchnąć w 1300 punktów i FOC sponsorowany przez cyferki: 0-1, 0-2, 0-4. Potem stwierdziłem, że pójdę po bandzie i przyjrzę się jeszcze misjom które okazały się być mocno niestandardowe (polecam rzucić okiem). I… nic nie wymyśliłem. Ale jako, że to było tydzień temu stwierdziłem „luzik mam czas i jutro wrócę do jakże przyjemnego evil ploting”. No i tak minął tydzień przez który w ramach Lostów, których mam (a raczej miałem)zamiar wziąć, przebrnąłem przez chyba wszystkie opcje i nie zbliżyłem się do finalnego sukcesu. A ten ma całkiem jasno zdefiniowane warunki brzegowe - mianowicie musi być sporo strzelania, jeszcze więcej combatu i pewna niezależność od (przynajmniej lekkiego) niefarta na kostkach jeśli chodzi o rzuty na rezerwy. Logicznie nasuwające się pytanie w tym momencie to: „a może frytki do tego?”
Od dawna nie miałem takich problemów by dokonać jakiegoś, czy wręcz jakiegolwiek kompromisu, składając rozpiskę. I nie wiem z czego to tak do końca wynika bo jak nad tym się zastanowić to każda armia ma swoje żelazne wybory które są punktem wyjścia do dalszego knucia. Mi natomiast  zachciało się odkrywać Amerykę odrzucając to co do tej pory zaliczałem jako compuslaory choice. I właściwie żadna z do tej pory namiętnie używanych przeze mnie jednostek nie ma status koniecznej. No może poza Lemanami.  Bierze się to głównie z faktu, że takie a nie inne ograniczenia w Lostach wymuszają  rewolucjyne podejćie. Tylko nie wiem czy nie zagalpowałem się w takowym. Jednak jest też optymistyczny wniosek z mojej niemocy twórczej - mianowicie ilość możliwości oferowana przez Lost and Damned sprawia, że ten tydzień był naprawdę twórczy bo różnych wariantów które trafiły na tapetę było klika. Różnych w sensie większym niż wybór pomiędzy plagami a zwyklymi csmi na wypasie.
Puenty nie będzie za to polecę jeszcze raz wszystkim szukającym wyzwań zajrzenie do kodeksu Lostów i choćby próbę złożenia rozpiski na ten turniej ;). Natomiast sam biore Chaos i to zarówno z plagami i ze zwykłymi, rogatymi marinsami ;).
PS A skoro o Chaosie mowa to bardzo mi się podoba BoLS’owa koncepcja legionów – prosta, na temat i dająca sporo opcji. Kto nie widział niech klika.

piątek, 28 stycznia 2011

Podcast nr 3 Czyli Łysemu nie chciało się pisać


Udało się nam w końcu spotkać, przy świeżo zakupionym przez Micha mikrofonie i nagrać kolejny odcinek podcasta. Tym razem podeszliśmy do wyboru tematu ambitnie i wzięliśmy na tapetę całe poprzednie 12 miesięcy – czyli zrobiliśmy podsumowanie roku 2k10.  Wydaje mi się, że technicznie jest lepiej niż w dwóch dotychczasowych odsłonach naszego słuchowiska 40kowego, natomiast jak to wyszło merytorycznie – oceńcie sami.

Podcast nr 3 Czyli Łysemu nie chciało się pisać.

poniedziałek, 24 stycznia 2011

Waaagh painting - czyli mała rewizja historii

Nie ukrywam, że jak dodawałem do tej notki taga "ładne", jako podstawowe oznaczenie tematyki malarskiej na tym blogu trochę dziwnie się czułem. Ale natychmiastowe kliknięcie "humor" trochę rozwiało to poczucie. Drodzy czytelnicy macie wyjątkową okazję zabawić się w sędziów malarskich i choć ktoś może powiedzieć, że jest to zdecydowanie level pre Golden Deamon to recenzje Micha przybliżają takie a nie inne wybory artystyczne twórców.
Nadaje Michu. Można malować dobrze, można malować szybko. Wielu osobom udaje się, w domowym zaciszu,  połączyć te dwie rzeczy znakomicie. Co jednak powstanie, gdy dodamy to tego: aspekt rywalizacji, marne oświetlenie, predefiniowany zestaw kolorów, kibiców obydwu płci oraz konkurs szybkiego picia piwa? Kto był na 3City Herezji miał szansę się przekonać, dzięki staraniom Pająka i pozostałej trójmiejskiej ekipy. A jeśli Was tam zabrakło - nic straconego. W ramach odskoczni od poważnego ostatnio wydźwięku blogu - speed painting.

Ork nr 1 - „skromność wyrazu i klasyczne kolory”

Konkurencji na afterku było sporo, ale jedna wyróżniała się materialnym rezultatem - speed painting. Jakiś czas temu poprosiłem o zdjęcia wspaniałych dzieł, stworzonych owej pamiętnej nocy. Pająk, jako człowiek zabiegany, nie za bardzo miał czas je wykonać, więc wybrnął w całkiem sprytny sposób - przekazał mi je na jednym z turniejów. Pech chciał, że pudełko z Drop Podem, w które je zapakowałem, leżało nieużywane na półce i dopiero u schyłku minionego roku odkryłem   zachomikowane orcze skarby - cztery orki, każdy na swój sposób unikalny i piękny - na orkowy sposób.

Proponuję zatem małą zabawę w Jury - nie powiem, kto malował poszczególne modele, a na dole znajdziecie ankietę, gdzie możecie zagłosować sami. Spróbuję również obiektywnie opisać zalety i wady poszczególnych stylów malowania. I tym razem Miszczu nie będzie miał okazji mamić sędziów laurkami :)

Zaczynamy od modelu Orka nr 1. Na pochwałę zasługuje klasyczna paleta barw. Autor uniknął pokusy wykorzystania dostępnych krzykliwych kolorów i skoncentrował się na realistycznym odwzorowaniu orczej fizis. Pragnę też zwrócić Państwa uwagę na kreatywne wykorzystanie surowych, plastikowych powierzchni. Chociaż to ostatnie może razić, jako zbyt nachalne odwołanie do gustów plebsu, gremialnie hołdującego temu stylowi malowania. Z wad można jeszcze wymienić jedną - malarz wyjechał nieco zielonym na broń.

Ork nr 2 - „braveheart” 

Drugi z przedstawianych tu kandydatów jest również oszczędny w barwach i trzyma ziemistą,  gotycką kolorystykę, Błotne akcenty na twarzy i broni doskonale odzwierciedlają barbarzyńską naturę orczej rasy. Niebieskie akcenty przywodzą z kolei na myśl szkockich bersekerów z filmu z Melem G.. Wrażenie potęgują jeszcze niezbyt rozrzutne ale jakże silne w wyrazie akcenty jasnego różu. Kolor ów potęguje aurę tajemniczości owiewająca ten jakże piękny przykład prawdziwie orkowej techniki malowania. Niestety, pogoń za stylem odbiła się w niezbyt wysokiej dbałości o szczegóły. Można dopatrzyć się licznych uogólnień w oddaniu detali modelu.

Ork nr 3 - „agresywna ekspresja”

W trzecim z modeli autor doskonale uchwycił agresywną ekspresję wojowniczego pamperka. Podkreślają to odważne rozbryzgi  różowej farby zdobiące nie tylko samą sylwetkę ale i podstawkę, co jest nowością w naszym zestawieniu. Ciekawą techniką tutaj zastosowaną jest "malowanie statystyczne" - zgadzają się użyte kolory i wielkość powierzchni nimi pokrytych ale tylko dla całego modelu. Każda płaszczyzna wydaje się losowo pokryta plamami - można nawet zaryzykwać, stwierdzenie, że wzór jest chaotyczny (odpowiednie instytucje zostały powiadomione).

Ork nr 4 - „miss Piggy i chorągiewka”

Czwarty kandydat to pełna opcja. Kolory śmiałe, a nawet wyzywające. Róż użyty niemal bez żadnych oporów. Tutaj również pomalowana jest podstawka, a tonacja jest spójna z resztą modelu. Ciekawa koncepcja to brąz orczej twarzy, co może razić purystów. Jednak tym, co wyróżnia się zdecydowanie jest konwersja - mamy tu rażnie i wesoło powiewający sztandar! Niemała innowacja. Jedyną wadą prezentowanego tutaj stylu malowania jest zbytnia wyrazistość, co może zniechęcać bardziej gotycko-mroczną część publiki.

Zachęcam zatem do głosowania - na końcu poproszę o zidentyfikowanie modeli i zobaczymy zrewidowane wyniki. Kto wie, może któraś z prezentowanych technik malarskich zagości na stałe na turniejowych stołach :)


wtorek, 18 stycznia 2011

Masters - odświeżenie


W ostatnią niedzielę zakończył się rozgrywany w Londynie turniej snookerowy o wiele mówiącej nazwie Masters. Po niestety średnio emocjonującym finale, w którym na szczęście, choć jeden frame mnie pochłonął przypomniałem sobie notkę opublikowaną tu już 3 lata temu. I pomyślałem, że nasza scena turniejowa od tamtego czasu wykonała na tyle duży krok na przód, że może warto koncepcję odświeżyć by nie stała się rezydentem na jakimś zapomnianym Space Hulku.
O ile do tej pory wszystkie rozgrywane turnieje, łącznie z mistrzostwami regionalnymi jak choćby zbliżające się Drużynowe Mistrzostwa Warszawy mają formułę open to wydaje mi się, że nasz 40kowy masters powinien mieć formułę zamknięta, czyli dla np. 16 najlepszych graczy poprzedniego sezonu. W końcu z czegoś ta nazwa musi wynikać. W przypadku jakiś nieobecności zapraszany byłby kolejny w rankingu. Oczywiście głównym czynnikiem wpływającym na kształt imprezy było by to czy byłaby dwudniowa czy nie. Pewnie lepiej, biorąc pod uwagę, że byłby to dla wielu wyjazd, by się udało zaplanować zarówno sobotę i niedzielę - a pewnie przy tej liczbie uczestników łatwiej byłoby o ich zakwaterowanie.
Wydaje mi się, że o ile na zwykłych turniejach nie ma to najmniejszego sensu tak na takim mógłby się sprawdzić jakiś wariant systemu pucharowego. Wniosłoby to dodatkowy koloryt do całej zabawy. Pewnie, że nie fajnie odpadać, ale z drugiej strony można w tym czasie poprzeszkadzać swojemu pogromcy w ramach odwetu oczywiście, bądź też zagrać towarzysko na wolnym stole, przeciwników w końcu nie powinno zabraknąć.
Jednym z ważniejszych elementów całej tej zabawy IMO powinna być relacja live w Internecie, bo nie ukrywajmy, że znalazłoby się parę osób zainteresowanych przebiegiem całej imprezy i wynikami po kolejnych rundach. Zwłaszcza, że nie podejrzewam wielu ludzi o pomysł jazdy na taki turniej jedynie w roli kibica. A przy różnych imprezach w tym sezonie widać było, wśród tych, którzy z różnych przyczyn nie dotarli, spore zainteresowanie przebiegiem zmagań. Kulminację mieliśmy przy okazji ETC gdzie niektórzy cały weekend wyglądali newsów, co i jak.
I skoro jesteśmy przy Euro to jestem przekonany, że najlepszym terminem na taką imprezę byłby właśnie okres między DMP a ETC, przy czym zdecydowanie bliżej tego pierwszego. A jakby orgowi udało się namówić Top 5 naszej ligii by właśnie na Mastersie podawała pełny skład (bo podejrzewam, że dobrani mogą się mieścić w Top16) to w ogóle zainteresowanie murowane - zwłaszcza jakby potraktować tą imprezę jako element przygotowań do Euro. Teraz zostaje jedynie chętnym do organizacji przekuć ten potencjał w środowisku na udział sponsorów, bo bez nich, może być trudno domknąć finansowo imprezę dwudniową na tylko 16 graczy. Ale to już temat na zupełnie inne rozważania.
Ktoś chętny? ;)

niedziela, 16 stycznia 2011

Znowu tytan!

Newsem na czasie, są na pewno nowe FAQ'i popełnione przez Games Workshop zwłaszcza te do Dark Angeli oraz Black Templarów. Dzięki nim te armie dostają "nowe" znaczy się już kilkuletnie zabawki pochodzące z kodeksu Space Marines jak np. tarcze z 3+ inva czy dwu strzałowe cyklony. Jestem bardzo ciekaw jak się to przełoży na scenę turniejową i czy będziemy mogli pograć przeciw innym marinsom niż tylko wilki i krwawe aniołki. Pożyjemy zobaczymy a póki co cieszmy się możliwością knucia nad nowymi rozpiskami. Osobiście dostając te FAQ'i poczułem się jakbym dostał dwa nowe kodeksy. I to naraz.
Natomiast jakby kogoś już zmęczyło wymyślanie nowych rozpisek to zapraszam do tego linka dla odstresowania. A poniżej próbka tego co można tam znaleźć:




Kolejny Warlord Tytan czyli coś do czego swojej słabości nigdy na tym blogu nie ukrywałem (a w sumie to wręcz przeciwnie). Ale ten jest dla mnie o tyle trudny w odbiorze bo o ile mi się straszliwie podoba detal na tym modelu: te mostki wokół luf, ta bitwa tocząca się na nogach i masa innych smaczków to jednak sama bryła przypomina mi te szalone designy z początków 40ki czy Epica. I ten oldskul, dla mnie przynajmniej, tak średnio się broni, ale najlepiej zrobicie oceniając to sami.

czwartek, 13 stycznia 2011

Kwestia głodu...


Ostatnio na forach wszelakich zarówno tych ogólnopolskich jak i lokalnych, jednym z dominujących tematów konwersacji jest film osadzony w naszym ulubionym świecie pod dosyć łopatologicznym tytułem: "Ultramarines". I dzięki Nathanielowi miałem okazję obejrzeć to 76-minutowe dziełko i muszę powiedzieć, że pierwsza moja impresja była następująca: jaki tytuł taki film.
Ale zanim o fabule to kilka słów na temat zagadnień bardziej technicznych. Twórcy filmu sięgnęli po sprawdzone i intensywnie wykorzystywane ostatnim czasy narzędzie czyli grafikę 3d by przedstawić swoją wizję 40 millenium. I jeśli mam być szczery było lepiej niż się spodziewałem. Co niestety nie oznacza, że jest fajnie, a jedynie, że film po prostu da się obejrzeć w całości na jednym posiedzeniu. Nie ukrywam, że poprzeczka moich wymagań nie sięgała grotom do kolan więc nie wiele trzeba było by mnie zadowolić. Oglądają ten film, przez cały czas miałem wrażenie, że  absolutnie najważniejszym czynnikiem wpływającym na proces decyzyjny przy tworzeniu obrazu była minimalizacja kosztów. Trudno jest zrobić film prostszymi środkami nie spotykając się jednocześnie z zarzutem śmieszności. W dwu minutowym intrze do pierwszego Dawno of War mamy więcej różnych modeli postaci i sprzętu niż w tej pełno metrażowej produkcji. Na szczęście modele przewijające się przez większość filmu choć nieliczne był w miarę dopracowane ale już sceneria była często niestety potraktowana dość umownie. Po prostu by było wiadomo, że to jest most a to dziedziniec i tyle na temat bez jakiejś atencji dla detalu bo trzeba to zrobić "szybciej, szybciej".Poza tym w warstwie wizualnej brakowało mi plastyki ujęć, bo o ile niektóre z nich były fajne - będąc np. cytatami z klasyków to jednak gry świateł czy innych takich "wodotrysków" raczej w tym filmie nie uświadczymy. A nie wydłużyły by one produkcji aż tak bardzo, wymagały jedynie pomysłu. Bo snop latarki w mgle to trochę mało zwłaszcza, że noszą ją typy mające w hełmach noktowizory.
Ścieżka dźwiękowa a zwłaszcza aktorzy podkładający głosy to najmocniejsza część filmu co do której trudno mieć jakieś większe zarzuty. Marinsi mówią jak marinsi a jednocześnie bardzo czysto dzięki czemu nie mamy poczucia że brother Maximus na emeryturze wróci do rodzinnej Walii dalej wypasać krowy.
No i dochodzimy do najważniejszego czyli fabuły. Szczerze mówiąc gdy zobaczyłem, że za scenariusz odpowiedzialny jest Dan Abnett myślałem, że tą warstwę filmu mamy zabezpieczoną. Myliłem się. Ilość odstępstw od kanonu może być dla niektórych trudna do zaakceptowania. Zaś nuda niektórych sekwencji może zniechęcić każdego. Historia opowiedziana w tym dziełku jest równie prosta co większość wykorzystanych modeli i w sumie dosyć przewidywalna. Szczerze mówiąc spodziewałem się po czymś co podpisuje najlepszy autor Black Library bardziej pokręconego scenariusza, choć ten mógł zostać zweryfikowany przez potrzebne nakłady pracy. I oryginał który nie opuścił szuflady/burzy mózgów pozostanie ukryty przed nami na amen. Ale to jedynie hipoteza a fakt jest taki, że historia opowiedziana jest na poziomie trona czy innego avatara tyle, że tamte filmy nadrabiają oprawą graficzną. A dla tego fabuła miała być ratunkiem dla reszty.
Podsumowując mamy udane udźwiękowienie, obraz gorszy od intra do pierwszego Dawn of War i jeszcze gorszą fabułę. Ale co najbardziej zaskakujące i tak nie żałuje ani jednej minuty spędzonej przed monitorem i co ciekawsze podejrzewam, że film obejrzę przynajmniej jeszcze raz. I jedyne wytłumaczenie jakie znajduje dla tego faktu to, że mój głód ruchomych obrazków w klimatach 40ki jest silniejszy niż niedostatki tego filmu. I z tego co się zdążyłem zorientować nie jestem jedynym. A na 40kowego Władcę Pierścieni będziemy musieli jeszcze trochę poczekać.

poniedziałek, 10 stycznia 2011

Cwaniaki i inni ciśnieniowcy czyli DMW za moment.



Stolica.
Ponad 70 graczy.
Tłum, wręcz, reprezentantów Polski z różnych edycji ETC.
Aktualna czołówka rankingu.
Silna reprezentacja lokalnego środowiska.
Master w Warszawie?
Nie - to tylko lokal i to jednodniowy. Tyle, że w drużynach, czyli Drużynowe Mistrzostwa Warszawy.
Warszawska scena czterdziestkowa nie przestaje mnie fascynować. Z jednej strony DMW i Syrenka a z drugiej strony zadyma przy DMP i wręcz awersja do organizacji mastera. Po prostu miasto kontrastów nie tylko w sensie społecznym, ale również i w naszym hobby. Jednak intencją stojącą za tą notką nie jest kolejna analiza tego, co się dzieje w naszej stolicy a jedynie przyjrzenie się regulaminowi DMW - jest on, bowiem w paru miejscach, przynajmniej dla mnie, co najmniej frapujący.
Pierwszą rzeczą, która rzuciła mi się w oczy, kiedy go przeglądałem to ograniczenie FOC'a do HQ 1, Troopsy 2-5 reszta 0-2 przy czym należy pamiętać, ze gramy na 1500 punktów. A jest to wielskość bitwy mieszcząca sie w graniach standardu - dlaczego wiec FOC jest nie standardowy nie rozumiem. Nie będę ukrywał, że miałem trochę problemów z poradzeniem sobie z tym FOC’em, bo jednak na te punkty jest mocno krępujące ograniczenie. Oczywiście jak się spojrzy na potencjalny chaos z tylko jednym lashem I „tylko” 6 oblitami to trochę człowiekowi humor się poprawia. Ale prób złożenia eldarów bez Eldrada przy tej formule to wyższa szkoła jazdy.
Kolejną sprawą, która mi się nasunęła to wielkość stołów. Mianowicie będą zarówno szerokości, 72” jaki i 60” przy czym nie do końca człowiek wie, na jakich wyląduje – zwłaszcza w pierwszej rundzie. Nie, żeby różnica była kolosalna, ale jednak to rozwiązanie nie wzbudza mojego zachwytu. Domyślam się jednak, że wynika on z jakiś uwarunkowań logistycznych a nie z koncepcji, orga na nowatorskie Fog of War.
Jednak by nie było, że jedynie marudzę to dla równowagi muszę wspomnieć o tym, co mi się podoba, czyli np. to, że misje są przywiązane do rundy natomiast 3 podręcznikowe strefy wystawienia do stołów w ramach kompletu meczowego (czyli 3ech stołów, na których grają drużyny), co powoduje, że można zagrać 3 różne misje za każdym razem na przykładowo ćwiartki. Wprowadza to też dodatkowy element do rozkminienia parowań dla kapitanów i cała zabawa będzie jeszcze atrakcyjniejsza.
Fajne też mi się wydaje podzielenia drużyn na grupy przez orga przed pierwszą rundą dzięki czemu wymiatacze trafią na sobie równych a ci bardziej rekreacyjni gracze również na takich z podobnym podejściem. Potem oczywiście będzie już system szwajcarski ale dzięki temu rozwiązaniu obowiązuje on już jakby od pierwszej rundy. Szczerze mówiąc wydaje mi się, że warto przetestować to rozwiązanie również przy innych turniejach.
Szczerze mówiąc pomimo drobnych obiekcji nie mogę się już doczekać tej imprezy i mam tylko nadzieję, że uda mi się na nią dotrzeć. Oczywiście będzie brakować i to pewnie nie tylko mi sobotniego wieczoru na długie polaków rozmowy, ale to się jeszcze nadrobi. Natomiast sam turniej może być znakomitym starterem do DMP, które miejmy nadzieję, że nie tylko się odbędzie, ale i przyćmi poprzednie edycje.
Ale to już temat na zupełnie inny wpis.

czwartek, 6 stycznia 2011

Podcast i Liga czyli odcinek 2


Dawno temu prawie wziąłem udział w jakimś projekcie muzycznym. Na szczęście całe przedsięwzięcie nie doszło do skutku. Na szczęście bo osoby lepiej mnie znające mają świadomość, że mój udział w jakiejkolwiek muzyce w charakterze innym niż żywy statyw do mikrofonu lub bileter u potencjalnych odbiorców wywołałby większe spustoszenie niż święta na półkach sklepowych.
Piszę o tym bo nasz pierwszy tzw. nielegal miał mieć tytuł Szumy i Trzaski. I ten zwrot wrócił do mnie gdy odsłuchiwałem kolejny odcinek podcast'a z24cala. I szczerze mówiąc cały czas mam wątpliwości czy powinienem namawiać Was drodzy czytelnicy do odsłuchania materiału w tej jakości. Stwierdziłem jednak, że znalezienie terminu by się spotkać przy mikrofonie łatwe nie jest a temat jest IMO ważny i warto by się chwilkę pomęczyć. Z tego co wiem Michu poczynił pewne inwestycje w sprzęt więc mam też nadzieję, że to będzie Wasze ostatnie spotkanie z przesterowanym gramofonem.
Chciałbym też poczynić pewien disklaimer - osoby które poczują się urażone naszymi poglądami lub np. brakami w wiedzy z góry przepraszamy. Absolutnie naszą intencją nie było szkalowanie nikogo bądź szafowanie etykietkami. Chcieliśmy jedynie zasygnalizować potencjalne problemy dla Ogólnopolskiej Ligii Wh40k i rozważyć jakieś rozwiązania. Po tym zastrzeżeniu z czystym sumieniem zapraszam na:
Podcast 02 - Liga, DMP, ETC...
I oczywiście gorąco zapraszam do komentowania.

niedziela, 2 stycznia 2011

Nowi Dark Eldarzy oczami Lidera i Vladda

Wywiady z graczami armii obdarzonej przez Games Workshop nowym kodeksem w krótkim czasie po jego premierze stały się w zeszłym roku nową tradycją na tym blogu. I mam wrażenie, że całkiem lubianą. A, że od pokazania się na rynku kodeksu Dark Eldarów minęła już chwilka czas na kolejne odpytanie. Tym razem zaprosiłem Vladda czyli kapitana zwycięskiej reprezentacji z ETC i wielokrotnego zwycięzcę naszej ligi oraz Lidera wieeeloletniego gracza DE wiernego im przez ten cały czas niezależnie od koniunktury i tzw. "metagame" -czyli Archona na "Dobre i złe".



Już trochę minęło od premiery nowego kodeksu Dark Eldarów był czas na testy różnych nowych opcji i rozpisek - jak z aktualnej perspektywy oceniasz nowy codex?
Vladdi: To zależy pod jakim względem. Od strony brutalnej siły kodeks jest średni, nie jest tak słaby jak niedostosowane do nowej edycji Tau czy Nekroni, ale nie na poziomie wilków, gwardii czy czerwonych marin sów. Jednakże pod względem różnorodności ciekawych jednostek, pomysłów i wewnętrznego balansu Dark Eldarzy są super, niemal każda jednostka coś tam potrafi, żadna nie wyróżnia się jakoś przeraźliwie spośród reszty. Żadnych przegięć, sporo przydatnych oddziałów i sprzętu. 
Lider: Jak tylko usłyszałem o nowym kodeksie armii, którą darzę nieskończoną miłością we wszystkie możliwe otwory to zacząłem śledzić ploteczki na necie, czego normalnie nie robię zbyt często. Po wyjściu wcześniej wspomnianego, na mojej twarzy pojawił się wielki uśmiech. Spowodowała go liczba opcji, jakie teraz można wykorzystać, oraz to, że nie stracił on ani trochę na klimacie. Początkowo bałem się o to, że stanie się on samograjem dla dzieci, aby GW mogło nachapać zysków ze sprzedaży. Okazało się jednak już po pierwszym przejrzeniu, że jest zupełnie inaczej. Podobają mi się nowe jednostki, nie zniszczyli starych, wprowadzili parę fajnych nowych opcji. Niestety jest też parę minusów, ale na szczęście są dość jak dla mnie nieznaczne. Najbardziej nie podoba mi się nie podobają dwie rzeczy. Succubuska ma za mało opcji w wargearze i niegrywalność mandrake'ów pomimo tego, że mają śliczne modele.
Które z jednostek są Twoim zdaniem najmocniejszym punktem tego deksu a które wręcz przeciwnie - totalnie bezużyteczne? No i oczywiście dlaczego.
V: Nie ma jednostek totalnie i całkowicie bezużytecznych.  Każda ma zęba, ale osobiście uważam ze najsłabsze są flyery – dużo pkt za pojazd z 11Av który niemal nigdy nie dostaje covera. Ravager jest znacznie tańszy, równie szybki i generalnie lepszy. Najmocniejszy oddziały to Incubi, którzy są jedną z niewielu zbliżonych do „przegiętych” w kontekście jakość/cena  jednostek w kodeksie. Problem jednak może być z dostarczaniem ich do hth. Venomy z kolei to super pojazd anty-piechotny,  12 pestek co turę na 36 cali po 12 calach ruchu (ze skuteczną siłą 8 przeciwko Wraithlordom he, he).
L: Najmocniejszy jak zawsze jest Archon, a nawet fakt, że teraz można mieć ich dwóch. Podobało mi się jak podczas ostatniego świątecznego turnieju w trójmieście moich dwóch Archonów z 9 atakami tańcowało wśród oddziałów piechoty wroga. Do bardzo silnych zaliczam jeszcze Incubów, których nawet piątka potrafi bardzo wiele zdziałać przeciwko większości oddziałów w grze. Oczywiście świetnym boostem dla całej armii jest nowa zasada Power from Pain, która wg mnie bardzo fajnie wpasowuje się w sam klimat Dark Eldarów. Co do rzeczy bezużytecznych to tak jak wcześniej wspomniałem Mandrake'i, ze względu na to, że nie mają nic co mogłoby chociaż skutecznie pokiereszować oddział Fire Warriorów, już nie wspominając o czymś twardszym. Succubuski ze względu na małą ilość opcji ustępują Archonom pod każdym względem, co śmieszniejsze są nawet chyba droższe od nich. Całkowicie bezużytecznymi wydają się także Hellioni, ze względu na słabe warunki w walce wręcz, zastanawia mnie jednak to jak Ci panowie i panie sprawdzą się jako mobilna jednostka strzelająca, nie odważę się jednak tego sprawdzać, bo ich koszt wg mnie lepiej zainwestować w Warriorów  z Venomem, którzy prawdopodobnie w strzelaniu będą o wiele skuteczniejsi i o wiele łatwiej ich schować.

Za czym z poprzedniego podręcznika najbardziej będziesz tęsknił (jeśli w ogóle)?
V: W związku z tym że DE grałem głownie na portalowym wych kulcie to portalu będzie mi najbardziej brakować, tzn w jego poprzedniej wersji – gdy jednostki mogły wyjść tylko z niego i można było wychodzić pojazdami. Brakuje mi też rozsądnych wych weaponów, te z nowego kodeksu to ponury żart.
L: Najbardziej jak zawsze będę tęsknił za czwartą edycją, która zasadami stwarzała mi więcej możliwości tworzenia rozpisek. Chodzi przede wszystkim o tereny, które zasłaniają wszystko po obrysie :) Co do starego kodeksu to jedyne za czym tęsknie to czasy kiedy witche połowiły WS w obie strony i odejmowały atak za dodatkową broń, oraz dwie ciężkie bronie w oddziale Warriorów. Co do tego drugiego to muszę jeszcze potestować Warriorów w Venomach, możliwe że ta opcja oddali w niepamięć wcześniej wspomnianą konfigurację.
Czy Twoim zdaniem aktualna wersja Darków bardziej się wpasowuje w Twoją wizję tej armii (od strony fluff'u) czy mniej niż dotychczasowe odsłony?
V: Zdecydowanie bardziej. Tzn stary fluff nie jest aż TAK inny niż poprzedni, ostatecznie nie zmienili ich w kochających pokój miłośników ciepłych bułeczek. Ale obecna wizja ich systemu społecznego, technologii graniczącej z mroczną magią, powolnej utraty dusz i w ogóle całość nowego fluffu jest po prostu genialna. Warto też posłuchać dostępnego na sieci wywiadu z twórcami kodeksu, gdzie wyjaśniają co leżało u podstaw obecnego podejścia do tej rasy. Pozycja obowiązkowa dla miłośników DE. 
L: Stanowczo odpowiem, że o wiele bardziej mi odpowiada ta wersja. Bardzo mi się podoba zasada Power from Pain, świetnie się wpasowuje w sposób bycia Dark Eldarów. Nareszcie także "moje elfiki" zyskały zasadę night vision, bo jak wiadomo wcześniej na Commoragh było dużo słońca w całym mieście. Dodatkowo wprowadzenie nowych wytworów Haemonculusów w postaci Wracków i wielkich Grotesków bardziej odpowiadają mi naturze badań jakie owi panowie przeprowadzają. Nawet sami Haemonculusi dostali całkiem niezłe, klimatyczne zabaweczki. Jednocześnie wprowadzając te opcje utrzymał się nadal klimat walki tej armii, wszystko jest szybkie, miękkie i w większości przypadków potrafi konkretnie przywalić :)

Jak Twoim zdaniem będzie wyglądał aktualnie core turniejowej armii DE?
V: Trudno to na razie w 100% ocenić. Zarówno mi, jak i innym graczom DE z tego co czytam na forach wciąż krążą po głowie różne koncepcje. Niektórzy testują mocno portal na składzie herlaków i dwóch archonach, z którego wychodzą talosy i na razie z wyłuskanych na sieci raportów wydaje się to całkiem nieźle działać. Ja póki testuje dość zbalansowaną rozpiskę, ze wszystkim po trochu. Z pewnością do hitów będą należeć Venomy, które wysyłają straszną ilość zatrutych pestek i 5 osobowe składy kabalistów z blasterami – najlepszy troops w przełożeniu jakość/cena. No i archoni oczywiście, dużo opcji i niewysoka cena czyni z tego HQ pierwszy wybór. Z fastów moim faworytem są bestie, za niewielkie pkt można stworzyć oddział, który może dość łatwo zwrócić się na stole. Z elit z kolei trueborni, w miarę tania jednostka z duża ilością dostępnych specjalnych lub ciężkich broni. DE nie są szczególnie popularną armią, stąd myślę że jeszcze prze dłuższy czas będziemy widzieć różne wahania w rozpiskach, ale myślę z archontów, piątki kabalistów i wuchtę venomów zobaczymy we wszystkich.
L: Szczerze to jeszcze nie mam pojęcia. Mam multum opcji do przetestowania, i zanim wyklaruje coś konkretnego to pewnie minie trochę czasu. Mam dużo dylematów natury Raider czy Venom, brać Haemonculusów czy 2 Archonów, co w troopsach? itd. Najchętniej wrzuciłbym do rozpiski wszystko, nawet nie masz pojęcia jakie to dla mnie przyjemne móc w czymś wybierać, poprzedni kodeks niestety nie zapewniał takiej rozrywki.
Czy jest jakiś nie oczywisty typ rozpiski (np. mocno bazująca na portalu) który może się okazać sensowny i chciałbyś go kiedyś przetestować?
V: Jak już zauważyłem, portalowa armia z pewnością rację bytu 10 herlawych i dwóch archonów to oddział, którego nie łatwo wystrzelać (Veil) lub zabić w hth. Stawia portal i do przodu, w rezerwie talosy/bestie, kabalici/truborni w Riderach/venomach i dawaj. 
L: Jest cała masa rozpisek, które chciałbym przetestować, może nie będę się rozwijał za bardzo w tym temacie, bo chyba nie chodzi o to, abym umieszczał tu wszystkie moje "chore" wizje rozpisek :)
Jakbyś mógł zmienić jedną rzecz w tym kodeksie - co by to było?
V: Zmniejszyłbym koszt Ridera do 45 pkt, 60 to straszna drożyzna za coś co ma 10 Av, jest w miarę duże i open-topped. Taki koszt nie wytrzymuje porównania z żadnym innym transportem w grze, razory i chimery wręcz się śmieją.
L: Wróciłbym stare dragi dla szefów, że mogli by sami wybierać co chcą ćpać. Długo myślałem nad odpowiedzią na to pytanie. Walczyłem pomiędzy powrotem starych zdolności wytch weaponów, polepszeniem Mandrake'ów, albo potanieniem Scourgów.

I na podsumowanie jest lepiej/gorzej /czy "tylko" inaczej niż było?
V: Inaczej. Nie zmieniły się armie z którymi DE ma pod górkę (większość), wciąż to dość dobra armia na to samo co wcześniej (np. CSM). Po prostu jest znacznie większy wybór rozsądnych jednostek, kodeksu jest odświeżony i pachnący, ale siła armii nie jest większa niż była. Wciąż jest raczej ciężko walczyć z dużą częścią turniejowo popularnych armii.
Nawiasem mówiąc skleiłem dziś pierwszą piątkę nowych kabalistów i chyba już wiem czemu zasady kodeksu nie są szczególnie przegięte. Gdyby bowiem stworzyli potężny kodeks to z figurkami jakie wyprodukowali ryzyko byłoby, że wszyscy zaczęliby grać DE. Te modele są absurdalnie śliczne, no po prostu totalny odjazd. A że SMi musza być zgodnie z polityka GW na topie, to wiadomo jak jest.
L: Lepiej przez duuuużeeeee P ;) Zresztą chyba nie starałem się tego ukrywać przy poprzednich pytaniach :)
Wielkie dzięki za poświęcony czas i do zobaczyska :)
V: Spox, no problem, zawsze do usług.
L: Trzymaj się i do zobaczenia przy najbliższej okazji, mam nadzieję, że jak zagramy razem to już będę miał skrystalizowaną rozpiskę turniejową :)

piątek, 31 grudnia 2010

Czterdziestkowego Nowego Roku !!!


... czyli wielu bitew i wszystkich przyjemnych niezależnie od wyniku.
Nowych znajomości i czasu na podtrzymanie starszych.
Nowych kierunków wyjazdów turniejowych i okazji do odwiedzenia sprawdzonych imprez.
I by GW nas rozpieściło jakimiś zacnymi kodeksami i sporadycznymi FAQ'ami.

Słowem, by się działo!!

środa, 29 grudnia 2010

Wikingowie i farmerzy - czyli pół sezonu za nami

Michu w żywiole czyli mapki, liczby i powszechnie uwielbiana statystyka. Ale też i inspiracja oraz materiał do analizy i refleksji. Czyli po prostu dobra robota - zapraszam do lektury.
Nadaje Michu. Jest sezon na ogórki, jest i sezon na podsumowania. Poniżej znajdziecie  próbę ujęcia dynamiki środowiska ligowego na półmetku sezonu przy pomocy krótkich zdań i licznych obrazków. W miarę aktualny ranking, w potrzebnej mi surowej formie, otrzymałem od Inkiego, za co serdecznie dziękuje. A jeśli kogoś interesuje co mają z tym wszystkim wspólnego wikingowie i farmerzy, będzie musiał zaczekać do końca :)

Rycina 1. Liczba graczy ligowych w poszczególnych województwach.

Na początek proste zestawienie liczby graczy w poszczególnych województwach (Rycina 1). Jak można się było spodziewać najłacniej o gracza czterdziestki w stolicy i okolicy. Silną reprezentację mają również województwa południowe. Natomiast najsłabiej, przynajmniej ilościowo, jest na ścianie wschodniej, co jest zapewne spowodowane dominacją ośrodka warszawskiego. Na zachodzie czterdziestka ma zdecydowanie więcej liczących się ośrodków i stąd można tam obserwować dużą równomierność rozkładu graczy. Prawidłowości powyższe zostają częściowo zachowane również w  rozkładzie punktów zdobytych przez graczy identyfikujących się z danym województwem (Rycina 2).

Rycina 2. Liczba punktów zdobytych  w Lidze.

W przypadku liczby punktów rankingowych na pierwszą pozycję zdecydowanie wysuwa się województwo małopolskie. Na wschodzie punktów najmniej, ale różnica nie jest już tak duża jak przy liczbie graczy. Natomiast największy skok w tej klasyfikacji wykonują chłopaki z wybrzeża. Pod względem ilości punktów są na drugiej pozycji, ustępując jedynie Małopolsce. Ich kozactwo jest jeszcze bardziej widoczne jeśli porównamy ilość punktów przypadająca na jednego gracza (Rycina 3).

 
Rycina 3. Punkty przypadające na 1 gracza.

Pomorskie jest w tym ujęciu na pierwszej pozycji, co oznacza, że mają stosunkowo mało ale za to  dobrych graczy. Za to na Mazowszu przewagę  mają gracze o małym dorobku punktowym. Pozycję w czołówce utrzymuje Kraków i okolice.  Zaskoczeniem może być bardzo silne świętokrzyskie. Będzie się ono jeszcze wyróżniać w pozostałych statystykach. Zbóje jacyś :)

Gdzieś te wszystkie punkty trzeba zdobywać a w naszych małych statystykach zostało to ujęte na Rycinie 4 w postaci „Turniejoludków”. To luźne nawiązanie do roboczogodzin określa liczbę graczy,  także przyjezdnych, we wszystkich turniejach zaliczonych do Ligi z obszaru danego województwa. Oczywiście jestem świadom wpływu jaki na ten obraz mają mastery i czelendżery, jednak widać, że chłopaki z Małopolski imprez wszelakich mają najwięcej.

Rycina 4. Liczba graczy w turniejach zaliczonych do Ligi.

Gdzieś te wszystkie punkty trzeba zdobywać a w naszych małych statystykach zostało to ujęte na Rycinie 4 w postaci „Turniejoludków”. To luźne nawiązanie do roboczogodzin określa liczbę graczy,  także przyjezdnych, we wszystkich turniejach zaliczonych do Ligi z obszaru danego województwa. Oczywiście jestem świadom wpływu jaki na ten obraz mają mastery i czelendżery, jednak widać, że chłopaki z Małopolski imprez wszelakich mają najwięcej. Na drugim końcu skali wybijają się dość niegościnne turniejowo regiony województw opolskiego i świętokrzyskiego. I o ile w pierwszym wypadku wynika to z praktycznie nieistniejącego środowiska (2 graczy), to w drugim można by rzec, że już trochę wstyd :)

Rycina 5. Procentowy udział punktów zdobytych na turniejach wyjazdowych.

Gracze ze świętokrzyskiego stanowią zatem wzorowy przykład wikingów naszego środowiska - nic sami nie wytwarzają ale najeżdżają dość skutecznie innych (Rycina 5). Podobny proceder jest popularny również na Warmii i Mazurach, w województwie podkarpackim i wielkopolskim. Za to na miano skutecznych, prawie samowystarczalnych, farmerów punktów zasłużyli bezapelacyjnie gracze z lubelskiego. Zaledwie niecały procent importu. Ja wiem, że daleko ale chcielibyśmy też was czasem zobaczyć :). Z kolei łódzkiego już nic nie usprawiedliwia... Przyznam, że jestem zaskoczony sporym udziałem zdobycznych punktów w moim wielkopolskim fyrtlu. Okazuje się, że to iż sam nie jeżdżę, nie znaczy że nie robią tego inni.

W warunkach ciągłych najazdów warto umieć się bronić. Na Rycinie 6 widać kto robi to najskuteczniej. Ani jednego złamanego punkta nie urwali przyjezdni w podkarpackim i wielkopolskim. Chociaż trzeba uczciwie przyznać, że po prostu nikt nie przyjechał. Też trochę wstyd.  Jeśli ktoś się wybiera po punkty, najbardziej gościnni są mieszkańcy Warmii i Mazur oraz województwa łódzkiego. co potwierdzam z autopsji :)

To tyle mojego wkładu w podsumowanie. Specjalnie nie zagłębiałem się zbytnio w interpretację, gdyż na jej wodach łatwo zbłądzić i popaść w stereotypy. Myślę, że każdy może sobie przeanalizować załączone mapki i zastanowić się, znając własne środowisko, dlaczego wygląda to akurat tak a nie inaczej. Ja widzę przede wszystkim, że musimy w Poznaniu wziąć się ostro do roboty :)  I tym optymistycznym akcentem pozwolę sobie zakończyć.
Rycina 6. Procent punktów zdobytych przez lokalnych graczy w turniejach organizowanych w danym województwie. .

P.S. .Jak pewnie sami zauważyliście istnieje kilka modeli turniejowego środowiska. Można dużo organizować i dużo jeździć jak w Małopolsce, lub też tylko jeździć jak w świętokrzyskim, czy wreszcie organizować lokalne turnieje głównie dla siebie jak w lubelskim. Każdy z tych modeli ma swój urok, natomiast nie każdemu z nich potrzebna jest ogólnopolska liga. Trochę więcej o tym w następnym podcaście :)

P.P.S. Z danych, które dostałem od Inkiego można wycisnąć jeszcze trochę dodatkowych informacji. Jestem ciekaw rozkładu armii, czy też zależności między miejscem turnieju a ilością i pochodzeniem graczy. Jednak Łysy twierdzi, że to nie Plotek i krzywym okiem patrzy na moje mapki, dlatego jeśli chcielibyście jeszcze zobaczyć kolorowe obrazki musicie wyrazić szczątkowe chociaż zainteresowanie :) A tak zupełnie serio to jak zwykle chętnie przeczytam Wasze komentarze - co zmienić w przyszłości, które zestawienia zostawić, które wyrzucić lub uzupełnić.

piątek, 24 grudnia 2010

Wszystkiego Czterdziestkowego!!


Już za moment ta najbardziej rodzinna kolacja w roku, ale może jeszcze przed nią zdążę życzyć Wam, drodzy czytelnicy, wszystkiego najlepszego. Zdrowia, spokoju i po porostu tego, czego Wam brakuje do szczęścia i zadowolenia.
I smacznego karpia oczywiście.

poniedziałek, 20 grudnia 2010

Oooo armia mi się skończyła...


Dobra przyznam się.
Bezpośrednim impulsem do napisania tej notki  był ten wpis z Bell of Lost Souls. Za jego sprawą przypomniałem sobie pierwszy turniej 40stki na który trafiłem gdzieś w okolicach 2003 roku, co nie było szczególnie trudne bowiem dosyć dobrze utkwił w pamięci. Głównie za sprawą wyników bitew które na nim odnotowałem i Tzeentchowi dzięki już nigdy więcej się nie powtórzyły. Dostałem mianowicie 3 razy 20 - 0 w plecy.
Bitew było trzy..
Mógłbym się tłumaczyć, że to były moje pierwsze bitwy w tą grę, że miałem naleciałości z drugiej edycji, że nie znałem ani swojej notabene pożyczonej armii ani tym bardziej tych przeciwników, ale to wszystko byłoby bla-bla-bla. Bo choćby ten honorowy punkcik mogłem na ostatnim stole w trzeciej rundzie wyszarpać. Pamiętam, że grałem wilkami gdzie wziąłem oddział termosów do Land Raidera tylko, że nie doczytałem, iż mieści się w nim tylko 5 typów a ja miałem ich oczywiście 6. Takich kwiatków miałem w rozpisce zdecydowanie więcej. No ale wtedy trudniej było skserować rozpę z netu więc polegałem wyłącznie na własnej kreatywności.
Pamiętam również, że grałem również z Necronami i muszę przyznać, że ogarnięcie ich zasad wtedy przekraczało moje możliwości. Strzelam, strzelam i nic. Biegnę, biegnę i cały czas daleko. A potem armia mi się skończyła. W ogóle to chyba była najczęstsza moja myśl tamtej soboty: "Oooo armia mi się skończyła..."
Ostatnia gra to starcie z klasycznym rhino rushem bladzi. I przez długi czas wydawało mi się, że mam kontakt z moim przeciwnikiem ale na koniec się okazało, że kolejna lekcja do przerobienia to: "Sztuka zajmowania ćwiartek i ich kontestowania."
Ponieważ notka o pierwszej figurce spotkała się z dużym (przynajmniej jak na standardy tego bloga) odzewem po cichu liczę, że tym zamachem na własny image powergamera ;) sprowokuje Was drodzy czytelnicy do sięgnięcia do własnych wspomnień. I może komuś się będzie chciało je zdigitalizować - zapraszam zatem do komentowania.

czwartek, 16 grudnia 2010

ETC wraca!


ETC w 2012 roku wraca do Gorzowa!
Czyli latem za już nie całe dwa lata będziemy mieli okazję oglądać na własnym podwórku nie tylko nasze piłkarskie orły ale też reprezentację która jest faworytem w tym w co gra.
Wydaje mi się, że właśnie tegoroczne złoto naszych w 40sce miało trochę przełożenie na wyniki głosowania i batalii między naszymi a serbskim Nowym Sadem. Bowiem łatwo dostrzec, że Gorzów wśród okrągłych zdecydowanie wygrał i może to wynikać z zainteresowania u innych jak to u nas wygląda. Bo przecież nasi reprezentanci nie zdobyli tegorocznego złota przypadkiem a raczej potwierdzili nim od lat wysoką formę która objawia się choćby tym, że na Euro jeszcze żadnego starcia nie przegrali. I choć na pewno nie można odmówić serbskiej prezentacji sporo uroku to jednak zainteresowanie naszą sceną turniejową i jej zapleczem okazało się być dla niektórych z głosujących kapitanów silniejszym magnesem. Na nasze szczęście.
A samej imprezy szczerze mówiąc już się nie mogę doczekać. I pewnie jak tylko będę miał okazję postaram się maksymalnie udzielać przy czymkolwiek z nią związanym. Nawet jeśli miałoby to być noszenie stołów w niedzielny wieczór. Ale to dopiero za wiele miesięcy a w tzw. międzyczasie Szwajcaria.
Też ładny kraj.

wtorek, 14 grudnia 2010

Eldarska refleksja


W ostatni weekend, dzięki akcji last minute army, przy dużym współudziale eMa miałem możliwość zagrania na poznańskim lokalu gdzie regulamin opierał się na tym z koszalińskiego chelka. Przy czym tym razem postanowiłem dać sobie odpocząć od Lostów i zagrałem zwykłymi Eldarami. I po tej zabawie naszła mnie jedna refleksja, mianowicie - to się zrobiła całkiem fajna armia.
Kiedyś bowiem, a konkretnie za 4 edycji ten kodeks był bardzo mocny. Falcon? - Niezniszczalny. Herlaki? Na tamten rending i konsolidacje? - Ultra killerzy. Itp. Itd. Przy czym ta lista była naprawdę długa. Przez długi czas po premierze armia ta miała łatkę podobną do tej jaką aktualnie mają choćby wilki. I była ona rzeczywiście zasłużona. Jednak po przesiadce na piątą edycję Eldarzy stracili sporo na mocy co w mojej opinii dobrze im zrobiło. Nie są, co oczywiste, już tak mocni jak byli ale cały czas da się zrobić z nich naprawdę mocną armię która ma sporo do zaoferowania a jednocześnie jest całkiem wymagająca w prowadzeniu. I choć istnieje opinia, że aktualnie Eldarzy mają jeden build a reszta pomysłów nadaje się wyłącznie do przegródki klimat&piwo to jednak jestem gotów z tym polemizować. Bo choć rozpiska Farseer, Avatar, Herlaki, Walkery, Falcon z dragonami itd wydaje się być najpopularniejsza to jednak gdy się weźmie poprawkę na wielkość populacji miłośników wytwórców świec trudno mówić o jakiejś zasadzie bo próbka statystyczna jest po prostu za mała. I choć nie ukrywam, że to co wystawiłem w sobotę podpadało pod ten standard to teraz jednak widzę parę opcji które bym z chęcią przetestował. W takim chaosie rzeczywiście jest tak, że co slot jest jeden jedyny wybór albo żaden a o reszcie jednostek nikt nie pamięta. W Eldarach trudno mówić o czymś takim bo jedne rzeczy są lepsze inne gorsze ale jednak można coś pokombinować. Problem z różnymi opcjami polega na tym, że często jeden wybór w tej armii determinuje praktycznie całą rozpiskę są w niej bowiem duże zależności pomiędzy poszczególnymi jednostkami. Dragoni potrzebują tego falcona, bo serpent to jednak nie do końca to, piechota potrzebuje tego avatara a wszyscy chcą farseera. Składanie rozpiski wymaga zatem trochę wprawy i doświadczenia. Podobnie jak jej późniejsze prowadzenie bo jednak nie ma już w tym deksie no-brainerów.
A trzeba pamiętać, że Eldarzy dostali nie aż tak dawno temu zupełnie oficjalnego Night Spinnera, i trochę mniej bo z Imperial Armour, oficjalne Hornety. I obie te jednostki idealnie wpasowują się w ten kodeks czyli przegięte nie są ale użyte z pomysłem powinny spłacić się i to może z nawiązką. Zatem ilość możliwości robi się jeszcze większa.
Podejrzewam zatem, że nie był to mój jedyny kontakt z Eldarami i jeszcze kilka bitew, już mniej lub bardziej zmienioną rozpiską, zagram. A oczywiście o ich wynikach oraz wnioskach po nich nie omieszkam poinformować na tych łamach.

czwartek, 9 grudnia 2010

Dwa bieguny


W następny weekend czyli 18-19 grudnia będziemy mieli do czynienia z turniejową kulminacją. Na szczęście, choć pewnie dla niektórych niestety, turnieje są tak rozstrzelone geograficznie, że raczej nikt nie będzie miał problemu z wyborem imprezy dla siebie. Zwłaszcza, że zimowa aura długim podróżą nie sprzyja ani samochodem ani tym bardziej koleją. Bo do tej ostatniej to w tych dniach strach wsiąść - człowiek nie wiele ile zapasów wziąć na wypadek spóźnienia.
Imprezy o których mowa to Fist of Fury czyli czelek w Koszalinie i dwu dniowy lokal w Bielsku Białej o mocnej nazwie Mistrzostwa Podbeskidzia - swoją drogą to chyba jedyny lokal w tym kraju z własną domeną w necie.
Oba tury (jak to mawiają battlowcy) poza geografią różnią się jeszcze oczywiście regulaminami ale nie jedynie na zasadzie:
- a u nas jest 1500 pktów
- a u nas 1750
- acha to fajnie
ale również samym podejściem do zagadnienia bo z jednej strony są scenariusze w Koszalinie, czyli bardzo zbalansowane, precyzyjnie opisane np. jest zapis z limitem troopsów które mogą zapunktować w wariacji na temat klasycznego Reacona. Oczywiście IA i speciale są niedopuszczone. Mamy zatem warunki wręcz laboratoryjne by wyłonić zwycięzcę. I szczerze mówiąc bardzo mi odpowiada takie podejście bo pomimo, że w regulaminie Ameryka nie została odkryta to widać, że nic w nim zostało pozostawione przypadkowi dzięki czemu cała zabawa ma prawo a wręcz powinność wypalić.
Na drugim biegunie jest Bielsko Biała i jej podejście do misji czyli weźmy podręcznik pt. Battle Missions rzućmy kostką i zobaczmy co się stanie. Dosłownie. I tak całą sobotę czyli 3 bitwy, natomiast dwie ostatnie w niedzielę są już bardziej klasyczne czyli 5 znaczników a potem anihilacja. Bardzo mi się podoba ta koncepcja, choć pewnie nie będzie w trakcie turnieju brakowało sytuacji kiedy dla kogoś scenariusz będzie większym wyzwaniem niż armia oponenta. Zdarzyło mi się parę razy przegrać na turnieju bardziej z misją niż przeciwnikiem ale nadal bym z chęcią wziął udział w takiej imprezie. Bo choć rzeczywiście jest ryzyko średnio fajnej bitwy to jednak jest też spora możliwość jakiejś epickiej rozgrywki totalnie oderwanej od dotychczasowych doświadczeń. Czyli coś do opowiadania na długie zimowe wieczory ;).
Jak widać jeden weekend, dwa końce Polski, dwa turnieje i dwa totalnie różne podejścia do zagadnienia. Nie chcę ich porównywać a tym bardziej czegokolwiek uzasadniać bo jest to pozbawione jakiegokolwiek sensu. Chciałbym jedynie byśmy jako gracze częściej dostawali prezenty takiego wyboru jak na tą gwiazdkę - najlepiej przez cały rok. A jakby jeszcze wybór "tego drugiego" turnieju nie wiązał by się z wycieczką na drugi koniec kraju to byłby już totalny odlot.

wtorek, 7 grudnia 2010

Adeptus Rankingus - go, go, go a yeah, a yeah , a yeah :)


Dziś wybitnie krótko ale jak najbardziej na temat.
Jak już chyba wszyscy, nawet ci mniej, zainteresowani wiedzą ranking ligowy nie działa i to niestety już od dłuższego czasu. Doskonale zdaje sobie sprawę jakim wyzwaniem jest godzenie obowiązków życiowych z prowadzeniem zajawkowej strony. A jeśli jeszcze dołożymy brak kompetencji u osób trzecich - w tym przypadku w firmie hostingowej (więcej w temacie na ligowej) to czasami dzieją się rzeczy nie koniecznie oczekiwane. A nawet wręcz przeciwnie
Nie chce, broń Tzeentchu, tą notką dolewać oliwy do ognia i szastać tu jakimiś bezsensownymi formułkami bo to w niczym nie pomoże i nikomu do szczęścia nie jest potrzebne. Chcę jedynie życzyć Misiowi i Spółce z Adeptus Rankingus powodzenia walce z oporem materii zarówno tej cyfrowej jak i tej bliższej Darwinowi.
A nam pozostaje jedynie trzymać kciuki za powodzenie krucjaty chłopaków.

EDIT:
PS Bezpośrednim inicjatorem, via sms, tej notki jest Jasiu aka Prezes z Poznania :)

poniedziałek, 6 grudnia 2010

Zagubiony w sieci

Przy okazji ostatniego spotkania z Michem tak mu wierciłem dziurę w brzuchu, że dawno tutaj nic nie napisał, iż prawie miałem następnego ranka wyrzuty sumienia. Prawie ;). Jak się jednak okazuje moje działanie choć wątpliwe moralnie okazało się całkiem skuteczne.
Przyznam się bez bicia, że kiedy jeszcze przed przeczytaniem tekstu zobaczyłem obrazki do niego dołączone nie umiałem rozkminić zawartości pliku .doc. Jednak kiedy już go otworzyłem pomyślałem. "Ale urwał!! Tyle lat istnienia bloga i nigdy tu się nic o tym nie pokazało choć już dawno powinno. Wreszcie ktoś pomyślał" O czym? Zapraszam do lektury.

Nadaje Michu. I od razu rozpoczynam wyznaniem - lubię komiksy sieciowe. Myślę, że zajmują mi nieco więcej czasu niż powinny, a dodatkowo mam głupi zwyczaj czytania ich od początku za każdym razem, gdy sobie o jakimś przypomnę. Pół biedy, gdy jest to kilkadziesiąt paneli, bywa znacznie gorzej - niedawno straciłem pół dnia na Order of the Stick. Pośród komiksów, na które natknałem się przez lata, wiele umarło śmiercią naturalną. I nic dziwnego. Tak w sieci bywa. Ale komiksy oparte na świecie GW mają jakby swoje własne problemy.

Jednym z nich jest niestety infantylność, a komiks "Dredd907" bardzo ładnie obrazuje to zagadnienie. I nawet jeśli towarzyszy jej fantastycznie klimatyczna grafika, patrz Immortal Enemies, to jest to nieco ponad moje siły.

Kolejnym problemem jest GW. Panowie czerpią strategie marketingowe wprost z wymiaru X (pamętacie Żółwie Ninja?) i niejeden komiks miał problemy z działem prawnym z Nottingham - moim zdaniem  Golden Throne stracił wiele ze swojego uroku od kiedy  GW zaczeło nalegać na spuszczenie z tonu. Chociaż, trzeba przyznać, że seria "10 najgorszych rzeczy w pracy dla GW" mogła wywołać zaniepokojenie akcjonariuszy - w oczy kole ponoć najbardziej prawda... Nie jest też do końca jasny udział naszej kochanej firmy w zamknięciu najdłużej bodaj działającego komiksu wh40k czyli Turn Signals On A Land Raider. Chociaż złośliwi mogliby zauważyć, że dobre dowcipy skończyły im się już sporo wcześniej...

Ostatnią rzeczą, z jaką borykają się komiksy, są ataki kosmicznych piratów. Niestety. Najpierw zaatakowali The Secret Lives of Mobs (bardziej fantasy ale zacność) a ostatnio również Gone to Ground.  GtG mimo że kanadyjski to jednak miał szansę się rozkręcić, a tu nagle przykra niespodzianka - panowie faktycznie poszukali covera.  Nie liczę za bardzo, że wróci, gdyż szczerze mówiąc o zniknięcie podejrzewam raczej spadek zapału niż kosmicznych piratów. Choroba jest powszechna. Patrząc na ilość aktualizacji powstałego na rpg-owej bazie komiksu Servants of the Imperium, "sticky figures" znikną ze świata czterdziestki już wkrótce.

Ale w całym tym biadoleniu jedna rzecz jest pozytywna. Udało mi się na fali poźno-jesiennej nostalgii znaleźć archiwum komiksu, nomen omen - "Lost in Space". Cieszyłem się niezmiernie. Uważam, że był to jeden z lepszych przejawów fanowskiej twórczości obrazkowej.


Niniejszym dzielę się z Wami znalezionym archiwum - ca. 30 megową paczkę znajdziecie pod adresem: http://earthisflat.net/download/lost_in_space.zip. W środku oprócz komiksu trochę szkiców itp. Miłego czytania :)

P.S. Może ktoś z Was ma zarchiwizowany The Secret Lives of Mobs?
P.P.S. Jak ktoś ma linka do dobrego komiksu wh40k niech się podzieli, już wszystko przeczytałem :)

czwartek, 2 grudnia 2010

Zbiór wieści równie świeżych co obiektywnie wyselekcjonowanych.

Uzbierało się kilka zagadnień o których chciałem na szybko wspomnieć, ale niekoniecznie rozwijać do pełnej notki. Bo i po co męczyć siebie a następnie Was drodzy czytelnicy jakąś pisaniną na siłe. Jedziemy zatem pokrótce:


Flame o Drużynowych Mistrzostwach Polski pomału rozchodzi się po kościach choć nadal nie wiemy najważniejszego. Mianowicie gdzie się odbędzie następna edycja tej imprezy? Na chwilę obecną potencjalne miejscówki są dwie Gorzów oraz Warszawa. Mam nadzieję, że dalsza dyskusja na temat tego turnieju będzie już bardziej merytoryczna bo to co powstało do tej pory było nierzadko bardzo emocjonalne i mniej niż więcej wnoszące do tematu. Trzeba możliwie szybko dokończyć temat tak by potencjalny organizator miał możliwość działania jeszcze przed świętami - zawsze to kilka tygodni do przodu. Więcej na temat DMP i generalnie ligii w planowanym nowym podkaście. Mam nadzieję, że jego nagranie uda się zrealizować w skończonym czasie dzięki czemu w momencie publikacji ktoś jeszcze będzie pamiętał czego dotyczy ;).


Z zupełnie innej beczki to games uraczył nas trzema nowymi formacjami do Apokalipsy. To miłe, że cały czas pamiętaj o tym dodatku i szkoda, że jest to jedyne rozszerzenie które dorobiło się takiej atencji. No ale jest to kwestia która nie ulega zmianie od lat więc trudno się silić na jakikolwiek oryginalny komentarz. Natomiast same formacje są dla Space Marinsów - tych takich zwykłych nie dla wilców czy innych aniołków i szczerze mówiąc oryginalnością na kolana nie rzucają, no może poza jedną z długouchymi aliantami. Podejrzewam, że fani apokalipsy i tak rzucą na nie okiem a reszta je dla odmiany ominie w trosce o własny czas.


Natomiast w Trójmieście rozkręca się pomału kampania Badab War. Pomimo, że osobiście nie zgłosiłem się do udziału głównie za sprawą czasu a raczej jego braku to jednak zamierzam pilnie obserwować jej przebieg i w razie czego relacjonować. Twórcy kampanii założyli na forum spidergames dwa stosowne tematy jeden bardziej organizacyjny a drugi fabularny. Muszę przyznać, że sam wybór teatru działań za chyba najlepszy z możliwych bo z jednej strony mamy nowy podręcznik - Imperial Armour 9 z opisem tych zmagań a  z drugiej zacny podręcznik autorstwa załogi łódki BoLS. Zatem referencji, fluffu, zasad specjalnych, nowych jednostek itp itd jest w bród nic tylko czerpać garściami. Polecam przyjrzenie się zarówno samym podręcznikom jak i całej kampanii może dla kogoś będzie źródłem inspiracji.
To tyle na ten moment i udanego weekendu. Na dworze aura idealna do rekonstrukcji walk na Hoth - nic tylko korzystać ;)