Jakbym miał wymienić emocje które wywołuje nasze hobby to na pewno, w samej czołówce wspomniałbym o oczekiwaniu. Gracz 40ki cały czas na coś oczekuje – na kolejny turniej, na kolejną edycję czy też na kolejny kodeks. I mam wrażenie, że tak naprawdę, na dłuższą metę lubimy to. Te dywagacje o plotkach, przeciekach i nowych modelach zapewniają kolejne godziny emocjonowania się tym hobby. A zarazem są drugim biegunem dla opowieści z turnieji czy luźnego grania jak np. ta o Lone Wolfie ;).
Aktualnie wyglądamy za Grey Knightami czy ogólniej Demonnhunterami którzy już za momencik nam się okażą w pełnej okazałości a póki co możemy jedynie podglądać skrawki. Ale trzeba przyznać, że te są coraz konkretniejsze, bo w moim odczuciu wchodzimy właśnie w ostatni zakręt za chwilę ostatnia prosta i… podręcznik. Jednak nie zamierzam się szczególnie rozpisywać na temat plotek bo nie taka jest rola tego bloga. Zamierzam bardziej się skupić na paru refleksjach które mi się ostatnio nasunęły myśląc właśnie o tym nadchodzącym deksie.
Deamonhunterzy są dziwną armią. Mam wrażenie, że wielu ludzi na którymś etapie swojej fascynacji tym hobby się o nich otarła. Albo planowała ich kupić, albo kupiła, a może tylko ograniczyła się do modelu Inkwizytora z tarotem. I pomimo, że armia nigdy do tych popularnych nie należała to jednak wielu ludzi tupie nóżkami z niecierpliwości bo może po reedycji ten kodeks będzie oferował na tyle grywalne opcje, że będzie można tym nie tylko grać ale i konkurować na turniejach. Bo do tej pory zestawienie prognozowanych wyników oraz nakładów finansowych na szarych rycerzyków wielu potencjalnych graczy odrzucało. Nie wiadomo na ile zmieni się siła tej armii, bo nawet jeśli są jakieś zasady to bez kosztów punktów trudno zatem o jakąkolwiek analizę, wiadomo natomiast jak się zmieni rozłożenie akcentów w army liście. Będzie więcej Grey Knightów a mniej inkwizytorskiej otoczki. Czyli będziemy mieli de facto kolejną armię 3+ z ciut większą liczbą nietypowych dodatków. Mi osobiście, szczerze mówiąc, w ogóle to nie leży. Bardzo mi odpowiadały proporcje między frakcjami w ciągle aktualnym kodeksie. Jak ktoś chciał mógł mieć armię GK only, a jak nie chciał to dla odmiany bez żadnego szarego-zakutego. W dodatku wszystkie te opcje wraz z przyległościami pośrodku były równie grywalne. Czyli w ogóle.
Pewnie nie będę odosobniony w poglądzie, że ten deks wymagał jedynie gruntownego przejrzenia pod względem kosztów punktowych plus zmiany kilku rzeczy czy dołożenie jednej czy dwóch nowych jednostek i byłby całkiem atrakcyjny dla graczy. Jednak dobrze wiemy, że GW tak nie działa bo jak już biorą jakiś podręcznik na tapetę to po to by wywrócić go o 180 stopni. Tak aby za wiele figurek z dotychczasowej kolekcji się nie sprawdzało. Ale tu poza takim klasycznym zagraniem mamy również dużą zmianę charakteru armii, przynajmniej tak to na tą chwilę wygląda. I to taką jakby u któryś marinsów byli sami skauci w troopsach. Wynika to pewnie z faktu, że Grey Knighci jako ci jeszcze lepsi marinsi zawsze mocno działali na wyobraźnię graczy. Mi też zdarzyło się parę razy złożyć ich rozpiski, nie dziwie się więc, że GW chce z nich zrobić pierwszoplanowych aktorów w tym podręczniku. W końcu to elita elit, więc muszą wyglądać atrakcyjniej od storm tropperów. O ile ten status najlepszych będzie choć trochę zazębiał się z zasadami.
Ale, żeby nie było ja nie narzekam, że mi armię (bo nigdy poza fazę koncepcyjną nie wyszedłem) psują (trudno by było gorzej) - ja jedynie sobie dywaguje. Bo to co idzie w parze z oczekiwaniem to właśnie dywagacje o tym co gdzieś tam udało się dowiedzieć, przeczytać czy podejrzeć.


































