czwartek, 29 listopada 2007

Mini-dex'y od BoLS'a

Niezawodny blog Bell of Lost Souls zapowiedział, że zamierza odświeżyć 3 zapomniane już trochę armie i przystosować je do 4 edycji. Konkretnie to przybierze formę mini codexów po ok 10 stron , zresztą całą zapowiedź znajdziecie tutaj.

Armie która mają na celowniku panowie z BoLSa (naprawdę fajny skrót :)) to:

-Ordo-Hereticus Strike Force - oryginalnie z 49 numeru Citadel Journal'a. Jak łatwo się domyślić wariacja na temat Siostrzyczek. Może to być fajną ciekawostką dla graczy Witch Hunterów których jakby mniej na turniejach ostatnio, ale i mnie mniej na turniejach ostatnio więc to możee tylko mylne wrażenie.

- Genestealer Cult. Armia legenda najlepiej znana z zapowiedzianej trójki. Niektórzy pewnie nawet mieli okazję zagrać przeciwko. Ta armia to kwintesencja błota i trawy. oddział z ciężką bronią za ~60 pktów w transportach za kolejne ~20. Czad :D. Podobno autor oryginalnego kodeksu nie znajdzie czasu na odświeżenie zasad przed zakończeniem prac nad jakimiś dodatkami do rpga 40kowego. A to info mam od Oficjalnego Patriarchy Genokultu na Polskę czyli Miodasa aka Horrorus. A ten przezacny tytuł otrzymał od samego Tim Huckelbery. To ci ciekawostka :). Dobrze więc, że ktoś poświęci trochę czasu tej armii bo na pewno nie zasługuję ona na zaginięcie w niepamięci zwłaszcza jak się z nią wiąrzą takie figury:
- Adeptus Arbites - to tacy śmieszni panowie pilnujący porządku w Imperium.

Przynajmniej w zamyśle bo 40 millenium nie wiele wspólnego ma z porządkiem. Z tego co kojarzę to taki armylist też się przewinąl przez Citadel Journal jednak nie za bardzo potrafię sobie wyobrazić prewencję vs oblity ale na pewno armia ta znajdzie swoich fanów.

O ile większości przypadków taką twórczość omijam szerokim łukiem o tyle panowie z BoLSa zasadami do 30ki oraz Apokaliptycznych zabawek udowodnili, że warto ich publikacją poświęcić chwilę. Nawet jeśli to będzie dłuższa chwila bo to na pewno nie będzie czas stracony. Jeśli uda im się utrzymać dotychczasowy poziom to będę silnie lobbował (to ostatnio modne) za dopuszczaniem tych mini-dexów na lokalch w Pozku. Tak dla przykładu :)

wtorek, 27 listopada 2007

Flame War


Czasem mi się wydaje, że dla takich "dyskusji" stworzono internet ;). Niestety coraz mniej takowych kiedyś co większy turniej się dzieło teraz stara gwardia się wykrusza a następców nie widać. Możliwe, że czują się przytłoczeni autorytetem Vlada czy Emana ale jest szansa, że ten flame pokaże młodym wilkom, że nawet im można rzucić rękawicę. Oczywiście piszę to na poły żartobliwie ale nie da się ukryć, że dobry flame nie jest zły. Na gildii nie mamy co liczyć na takie atrakcję bo mam wrażenie, że tam panuje specyficzna poprawność polityczna. A nawet jeśli zasady zostają przekroczone wszystko, szybko zostaje przywrócone do porządku.
Natomiast na GV od początku polityka moderatorów pozwalała na naprawdę wiele. Można dyskutować czy to dobrze (bo się dzieje) czy źle (za dużo bezsensownych postów do czytania) ale fakt faktem, że tylko tam możemy aktualnie liczyć na dobre netowe kłótnie.
A najlepsze jest, że siedem stron tego tematu powstało w godzinach pracy. Też tak chce pracować ;).

Blood Bowl

Ten news oraz wizyta na PGA skłoniła mnie do zareklamowania korzystając z tego bloga gierki pod tytułem Blood Bowl. Zdaje sobie sprawę, że sporo z czytelników już ma swoje pierwsze Touch Downy za sobą ale mam nadzieję, że dla paru osób ten tekst będzie zawierał nowości. Postaram się nie popełnić nudnej recenzji i skupię się na najważniejszych, moim zdaniem, aspektach BB.

Gra przenosi futbol amerykański w realia Starego Świata. Wśród drużyn oprócz ludzi czy elfów mamy skaveny i wyznawców Khorna (tych zdecydowanie bardziej obchodzi pierwszy człon nazwy gierki ;)). Gramy na boisku składającym się z kwadratowych pól. Tak - NIE używamy miarki. Ale kostki są, także ośmiościenne.
Zawodników może być maksymalnie 11 na boisku, do 16 w drużynie. Szybko się przekonacie, że rezerwy często są kluczowe dla wyników meczu. Zawodnicy, oprócz poruszania się po polach mogą lutować przeciwników, ale (podobno) potrafią też rozgrywać między sobą piłkę - np. podawać, bądź po prostu pobiec po przyłożenie (jak już w cudowny sposób wejdą w posiadanie piłki). Może to być zaskakujące, ale akcje związane z przeciwnikiem i glebą są o wiele popularniejsze niż te związane z piłką. Oczywiście, mamy parę statystyk opisujących naszych herosów takich jak ruch, siła, zręczność czy pancerz. Oprócz tego, są umiejętności pozwalające na lepsze wykonywanie pewnych czynności bądź nowych akcji.
Gra składa się z dwóch połówek po 8 tur każda. Tura trwa aż ruszymy wszystkich swoich zawodników lub do momentu, gdy któryś się nam wywróci ,lub gdy stracimy piłkę. Generalnie tury dogrywane do końca są rzadkością- zazwyczaj kończą się przy próbie podania (jeśli ktoś w ogóle ma takie pomysły) lub po nieudanym mordobiciu. Natomiast, zaskakująco często naszą turę przerywa pierwszy rzut. Dlatego wprowadzono re-rolle, które można użyć by przerzucić nieudany rzut. Dodatkowo, by podkreślić dramatyzm sytuacji w BB, wyobraźcie sobie sytuację, że w 40stce Twoja tura kończy się np. po pierwszej jedynce - czad :D. Trzeba mieć naprawdę mocne nerwy by wytrzymać, gdy 3cia tura z rzędu jest kończona przez pierwszy rzut.
Drużynę składa się w ramach odgórnie przyjętego budżetu, który zastępuje punkty znane z innych gier GW/SG. Jeśli gramy w lidze i spotykają się dwie drużyny o różnej wartości, mamy system bonusów mających na celu wyrównać szansę.
Skoro już jesteśmy przy lidze- największa zaletą tej gry jest możliwość rozwijania swojej drużyny. Pojedyncze mecze mają oczywiście swój urok, ale dopiero wtedy, gdy składają się na większą całość i jakiegoś system rozrywek, gra uzależnia. Każdy zawodnik zdobywa wariację na temat expa, która tu nazywa się Star Player Points, za udane oklepanie machy, za Touch Down itd. Dzięki temu, mogą mu wzrosnąć atrybuty (rzadko), lub może mieć nowe skile (często). Sporo radości dostarcza patrzenie na drogę from zero to hero.
Tu mały klip by poczuć ten klimat

Jeśli chcecie grać potrzebujecie:
1. Zasady. Można je ściągnąć stąd. Za darmo. Legalnie. Po prostu. Zupełnie jak nie GW.
2. Drużynę - najlepiej zmontować ją z figur do battla, których zdobycie nie przysparza większych trudności. Wystarczy je potem lekko skonwertować i dream team jak się patrzy ;).
3. Boisko. Można ściągnąć stąd (i nie tylko) wystarczy wydrukować (koło 40 złotych).
Jak widać koszty są porównywalne z landkiem czy innym defilcem, a przed nami otwiera się całkiem nowy świat :). A tak, w ogóle, to zapraszam na forum sztabowe w razie jakiś wątpliwości związanych z BB. Chętnie też pomożemy z organizacją ligi. Póki co 3city się zorganizowało, z tego co słyszę rozgrywki idą całkiem, całkiem. Już jest umówiony mecz pomiędzy zwycięzcami lig z Pyrlandii i Pomorza przy okazji jakiegoś większego turnieju 40ki. Przyznam się, że po cichu liczę, że niedługo dojdziemy do jakiegoś Final Four lub coś w ten deseń.
I na koniec filmik, którego nie mogło zabraknąć w tej notce:

poniedziałek, 26 listopada 2007

Sport ?

W ten weekend w stolicy podziemnych pomarańczy dobyła się kolejna edycja PGA. Pomimo, że dla mnie oczywiście najważniejsza była fantasy arena to jednak większość ludzi przyszła, co oczywiste, dla gier komputerowych. Od dłuższego czasu gry składające się z zer i jedynek nie szczególnie mnie pociągają i nie śledzę tego rynku na bieżąco. Natomiast muszę się przyznać, że poprzez mój paroletni romans z Quakiem (na przełomie wieków - jak to dobrze brzmi) zachowałem spory sentyment do e-sportu i muszę przyznać, że tempo w jakim się rozwija robi na mnie wielkie wrażenie.
Kiedy w 1997 roku Thresh wygrał ferrari John Carmack'a jako nagrodę w turniej Quake to pomimo, że to robiło wrażenie nikt się nie spodziewał takiej rewolucji z jaką mamy do czynienia dzisiaj. Aktualnie jest grupa ludzi którzy, żyją z grania na komputerze - zgarniają naprawdę wysokie nagrody pieniężne a poza tym mają sponsorów wśród choćby producentów myszek czy innych akcesoriów. Po PGA zacząłem się zastanawiać czy np 40ka lu jakakolwiek inna gra bitewna ma szanse kiedyś na podobną "karierę". Na pewno nie na taką skalę bo jednak popularność gier komputerowych jest nie do przebicia. Zwłaszcza, że coraz częściej mówi się o nich jako konkurencji dla kina. Jednak by osiągnąć namiastkę tego co się dzieje aktualnie w e-sporcie producent gry musi tego chcieć. A GW próbuje cały czas łapać i graczy którzy chcą sobie po prostu miło spędzić czas jak i graczy zainteresowanych turniejami ich wygrywaniem i umacnianiem swojej pozycji w jakimś tam rankingu. Jednak by gra sprawdzała się w graniu turniejowym musi mieć możliwie przejrzyste i klarowne zasady. To jest IMO warunek absolutnie konieczny. Jak to działa u GW wszyscy wiemy. Producent też musi wyraźnie wspierać turnieje i trzymać nad tym kontrolę. Generalnie powinnien taką działalność traktować jako normalne działania marketingowe. Tak jak to zrobili panowie z WoC z swoim Magiciem.
To jest zresztą przykład na to, że jest możliwość, że pojawi się kiedyś bitewniak który będzie "sportowy" i którego najlepsi gracze będą dzięki swojemu skilowi zarabiać konkret hajs. Pytanie kiedy ktoś się spróbuję na próbę wejścia w ten rynek. Bo myślę, że "czy" nie mam sensu pytać...
Jeśli kiedyś by doszło do takiej sytuacji, że np. 40ka jest grą, grając w którą można zarobić konkretne pieniądze turnieje na pewno by się zmieniły nie do poznania. Scena graczy myślę, że też. I mam wrażenie, że nie byłyby to zmiany na lepsze. Nie mówię, że wszystko co najlepsze w scenie turniejowej poszłoby w zapomnienie ale bez zmian by się nie obyło. Nie wierzę by wszyscy mając w perspektywie grę o np kilka tysięcy złotych siedzieli do którejś w nocy przy wódce. Ale wierzę, że paru hard-core'wców by się na stówę znalazło.

środa, 21 listopada 2007

40kowe prawodastwo

Od dłuższego czasu zbierałem się do napisania czegoś o liście sędziowskiej i toczonych tam dyskusjach. O ile uważam PKZ'ty za niezbędne dla sceny turniejowej w naszym kraju o tyle te bardziej zażarte boje o kształt danego zapisu mnie męczą. Ja wiem, że rozmowa o zasadach wymusza pewną formę ale mi czasem najzwyczajniej w świecie zdarza się nie rozumieć o czym jest mowa. A wtórnego analfabetyzmu u siebie nie zauważyłem. I żeby nie przedłużać ostatnio oglądając TV natrafiłem na taką scenkę:

i tak jakoś mi się skojarzyło.
Oczywiście do nikogo nie pije bo mam duży szacunek dla ludzi którym się chce swój własny czas poświęcać na próby zinterpretowania radosnej twórczości panów z GW. Mi się nie chce dlatego opuściłem od tego sezonu to zacne grono. Jednak trochę dystansu do siebie i chwila na refleksję chyba nikomu nie zaszkodzi :).

poniedziałek, 19 listopada 2007

Francja - party zone?

Pan Prezes zwany przez niektórych Vodeckim umieścił na gildii dodatkowe info odnośnie turnieju we Francji. Niektórym nie przypadły do gustu pewne ograniczenia np. holofildów czy elitowych karków. Nie jest to w sumie zaskakujące biorąc pod uwagę, że na pewno eldarscy czy tyranidzcy gracze mogą wymienić parę rzeczy które ich zdaniem są równie zbalansowane jak zbanowane/ograniczone jednostki w innych armiach. Ale ideą tej notki nie jest pisanie dyrdymałów o prawach organizatora, głosowaniu nogami (choć w tym przypadku bardziej plikiem Euro) czy innej wolności opinii.
W późniejszej dyskusji pojawiło się parę nieprzychylnych zdań na temat Francji i chociaż sam fan klubu konsumentów żabich udek nie założę postanowiłem zapoznać się z tym krajem bliżej.
Zacznijmy od podstaw i to wcale nie będzie wiki.
Miss Francji:
A tu zainteresowani mogą sprawdzić konkurencję.
Myślałem, żeby uraczyć Was jakąś mapką ale ufam, że nie ma takiej potrzeby a w zamian przytoczę pewną anegdotę na temat geografii Francji. Mianowicie ten kraj składa się z dwóch rejonów: z Paryża oraz prowincji. Nie wiem na ile ten pogląd jest popularny poza tym miastem ale podobno jest to szeroko rozpowszechniona koncepcja podziału administracyjnego.

Turniej jest na prowincji.

Zawsze mnie intrygowała ta słynna kuchnia francuska na czele żabimi udkami i daniami z ślimakami w roli głównej. To drugie wygląda tak:
Nie ukrywam, że dobór zdjęcia wyraża moje podejście do zagadnienia ale jakby ktoś patrząc na to nabrał apetytu (albo poczuł zew Nurgla) to proszę oto przykładowy przepis. Choć, spotkałem się z opiniami, że to tylko tak źle wygląda a w rzeczywistości jest smaczne. I tak nie wierzę.
Z jedzeniem we francuskim wydaniu nie rozłącznie wiąże się muzyka, so here you are:

Mając kobiety, jedzenie i muzykę do pełni szczęścia brakuje nam alkoholu. Jak wiadomo Francja słynie z win. Zwłaszcza takich w kartonikach ;)
Jak widać jeśli komuś pasują i odpowiadają to w Francji znajdzie wszystkie ingrediencje niezbędne by spędzić miło czas w nastroju imprezowym. Natomiast jeśli ktoś poza poznawaniem kultury chciał się skupić na wygrywaniu to Szkoci nam pokazali (żeby nie wprowadzać jakiś ciężkich klimatów z Niemcami w roli głównej):

Podsumowując jak się ma taką możliwość IMO warto połączyć turniej 40ki z poznaniem nowej kultury. A póki co jeszcze zostało wystarczająco czasu by stworzyć sobie tą możliwość a przynajmniej próbować (jeśli ktoś wyczerpał limit szczęścia na ostatnim masterze to ma alternatywę) ;). A tak bardziej serio nie wiem ile dokładnie taki wyjazd może kosztować ale spróbuję wybadać sytuację - jak będę miał konkrety dam znać.

niedziela, 18 listopada 2007

Młotki kolejne podejście

Vodecki zrobił kolejne podejście do zagadnienia Młotków umieszczając propozycję regulaminu na liście ligowej. Oczywiście największym problem są nagrody, a konkretnie ich wykonanie/sfinansowanie. Mam nadzieję, że ta kwestia nie zatrzyma organizacji tej zabawy bo idea mi się bardzo podoba i warto chociaż spróbować ją wcielić w życie. Jednak Liga na obecnym etapie rozwoju sprowadza się do rankingu, rozdzielania masterów, i ustalaniu PKZ'tów. Powstaje pytanie czy to jest to co wystarcza i na tym etapie się zatrzymujemy czy ma ktoś wizję jak a co ważniejsze gdzie to pociągnąć dalej?
Osobiście, wydaje mi się, że nigdy nie jest tak dobrze by nie mogłoby być lepiej i Liga powinna się rozwija jednak nie wyobrażam sobie tego bez jakiegoś źródła finansów. Zresztą niedawno już pisałem o tym nie będę się więc powtarzał. Ograniczę się do stwierdzenia, że Młotki będą swoistym testem dla środowiska koordynatorów, czy uda się nam zorganizować coś co ma już "oszlifowany" pomysł i opracowaną formułę. Tak naprawdę pozostaje rozreklamowanie tego na forach by ludzie głosowali, policzenie głosów, i rozdanie nagród. Które trzeba oczywiście wcześniej przygotować i pewnie okaże się to największym problemem. Oby nie barierą nie do pokonania.


Jeśli się Młotki 2008 wypalą będzie to dobry prognostyk dla ligi. Może na fali takiego sukcesu udało by się od przyszłego sezonu wprowadzić rejestracje ligową dzięki której na aktualizację rankingu zainteresowani by nie musieli czekać tygodniami. A liczba zainteresowanych będzie wzrastać - w to nie wątpię.

czwartek, 15 listopada 2007

Apokaliptyczny teren...

.... z dedykacją dla Bartuula. Tytułem wyjaśnienia dla nieznających go od tej strony - Bartuul jest dużym fanem Wielkiego Jabłka ze szczególnym wskazaniem na Manhattan. A wygląda on (Manhattan, nie Baruul) tak:
Wersja na czasie czyli zimowa prezentuje się tak:
A oto wersja Apokaliptyczna:
Robi wrażenie. Tu jest tego więcej. W takim terenie nawet Imperator Titan by się skitrał.
Ta katedra nad głową mogłaby nawet robić za kamuflaż. Trójwymiarowy. Plus jeden do obsure'a :D

środa, 14 listopada 2007

Pustynia, żar i ... orki

Ostatnio, jeżdżąc do pracy tramwajem, czytam taką książkę, nie chcę zdradzać niczego istotnego więc ograniczę się do stwierdzenia, że akcja dzieje się na pustyni przez którą przetaczają się hordy orków. Każda horda jest zmotoryzowana więc jadąc wywołują huk i kurz zdolny zaspokoić najbardziej wyrafinowane orcze potrzeby ;). To plus pewne przecieki z netu skierowały moją uwagę w ostatnich dniach na zielonych.
Co prawda dawno, dawno temu obiecałem sobie, że nie będę zbierał orków. Ponownie. Był to kiedy sprzedałem całą armię i stwierdziłem, że mój instynkt samozachowawczy może nie wytrzymać koncepcji ponownego zbierania tej samej armii. Tłumaczenie o nowych wzorach figur mogłoby go nie przekonać. I do tej pory trzymałem się dzielnie pomimo, że ferale krzyczały dosyć głośno ale teraz sytuacja robi się groźniejsza. Nowe orki wyglądają bardzo kusząco zwłaszcza, że mam wrażenie iż autorom udało się wyeksponować w zasadach to co najważniejsze wg. fluff'u. A nowe figury nie pozwalają pozostać obojętnym na urok jednej rasy - zielonej rasy ;). Ale póki co nie ma ani figur ani kodeksu w zasięgu ręki więc pokusa jest na szczęście wyłącznie wirtualna.
Ostatnio przypomniałem sobie grę o wdzięcznej nazwie Gorkamorka. Niestety nigdy nie miałem okazji w nią zagrać ale biorąc pod uwagę, że podręczniki się regularnie przewijają na aukcjach jeszcze nie wszystko stracone. A niezbedne figurki mogą być fajnym zaczątkiem armii. Teraz jednak szukając info znalazłem jakąś binarną odsłonę.

wtorek, 13 listopada 2007

Wygrzbane w sieci

Jakby ktoś poszukiwał inspiracji jak urozmaicić swoje bitewki powinien zajrzeć tutaj (PDF). Przyznam się, że przejrzałem to jedynie mocno pobieżnie i niektóre pomysły wydaje mi się dosyć dziwne np. Khornowi Stormboyzi ale może one wynikają z fluff'u autorstwa Black Library który jak wiadomo reprezentuje dosyć mocno zróżnicowany poziom. Jednak na pewno warto temu poświęcić chwilę ponieważ jest porządnie zrobione i może być inspirujące. Ci sami organizatorzy jako kolejny swój event zapowiadają 13 krucjatę. Ciekawe na ile pdf do niego będzie bazował na wiadomym codexie a na ile będzie autorski. Na pewno temat pozwala się wykazać i daje naprawdę duże pole do popisu.
Co ciekawe wygrzebałem tego pdfa przez podstronę Eventów na serwisie GW. Jak widać czasem odwiedzanie takich tajnych miejsc popłaca :)

niedziela, 11 listopada 2007

Mały krok dla koordynatorów - wielki krok dla graczy.

Kiedyś pieczę nad Ligą 40ki sprawowało 3 zawodników którzy zwali się koordynatorami i dbali o jej rozwój. Jednak jakiś czas temu zapadła decyzja o tym by Liga dalej się rozwijała konieczne są gruntowne zmiany. Rewolucją było zwiększenie liczby koordynatorów tak by każdy ośrodek miał swoją reprezentację której wielkość była uzależniona od organizowanych w danym miejscu turnieji.
Wydaje mi się, że na dłuższą metę jest to dobry kierunek zmian jednak musi minąć trochę czasu zanim się on na dobre wdroży. Mam wrażenie, że obecnie liga przechodzi przez bardzo ważny i ryzykowny moment swojego istnienia, ale więcej o tym za moment. Aktualnie sytuacja wygląda tak, że są dwa rodzaje spraw poruszanych na liście ligowej: bieżące i rewolucyjne.
- Bieżące nawarstwiają się zwłaszcza na koniec sezonu kiedy trzeba ustalić regulamin na nowy sezon oraz obgadać mastery. Zmiany w regulaminie zazwyczaj dotyczą jakiś detali technicznych pokroju minimalnej ilości graczy, czy przydziału miejsc koordynatorskich.
- Rewolucyjne to takie jak np. nagrody branżowe o roboczej nazwie Młotki czy pomysł nadawania graczom nr ID który miałby znacząco przyspieszyć tworzenie rankingu. Pomysły te mogłyby pchnąć ligę do przodu jednak nie da się ukryć, że nie spotykają się ze szczególnym zainteresowaniem szerszego grona.
Ostatnio mocno się zastanawiałem dlaczego tak się dzieje, że drugoplanowe detale potrafią wywoływać długie dyskusje, natomiast rzeczy istotne są często ignorowane. Wydaje mi się, ze główną przyczyną takie sytuacji jest, że generalnie większość ludzi traktuje ligę jak coś co był jest i będzie. Odpowiada im w takiej postaci jak jest i nie widzą potrzeby jakiś zmian. Poza tym trochę czasu upłynie zanim nowi ludzie "poczują" zagadnienie i będą się czuli na siłach by przejąć odpowiedzialność na swoje barki. A z drugiej strony część ludzi siedząca w tym od dawna usunęła się w cień zabierając głos sporadycznie w kluczowych kwestiach. To jest właśnie ten ryzykowny moment o którym pisałem wcześniej - mam wrażenie, że powstał pewien bezwład jednym się już nie chce drudzy nie czują się na siłach.
Jednak to co najbardziej ogranicza rozwój ligi to pomimo, że mamy regulamin, koordynatorów i tradycje to liga nadal jest organizacją nie formalną i w tej postaci trudno jej pozyskać jakiegokolwiek sponsora. A nie oszukujmy się bez pieniędzy to wiele ciekawego nie zrobimy. Możemy nadal robić ranking i wybierać na jego bazie reprezentację ale wiele więcej już się z tej organizacji w tej formie nie wyciśnie. I tak bardzo dużo zostało osiągnięte jest już sporo miejsc gdzie się odbywają turnieje, z roku na rok przybywa graczy i generalnie zabawa się kręci do przodu. Ale by zrobić kolejny skok jakościowy liga musi się stać formalną organizacją z jakimś budżetem który będzie pozwalał realizować jeszcze ambitniejsze projekty.
A teraz wszyscy koordynatorzy powinni sobie zadać jedno zaj... ważne pytanie: co dla ligi mogę zrobić i zacząć to robić :).

sobota, 10 listopada 2007

Wiele bitew. Jedna wojna.

Czyli Wojna Światów nadchodzi wielkim krokami. Co prawda zostało jeszcze (niecałe) pół roku jednak przygotowania ruszyły pełną parą. I nastąpiło to wcześniej niż w zeszłych latach co jest powodem do radości dla nas w Sztabie. A jeśli przełoży się na jakość imprezy to będzie i dla Was dobrą wiadomością.
Już przed Euro skończyliśmy się oszukiwać, że damy rade zebrać się gdzieś i robić makiety nie wpadając w tzw. między czasie na milion głupich pomysłów jak np 3edycjny predator w lesie wycięty z styropianu, czy z tego samego materiału zrobiony szef wszystkich raptorów. Nie oszukujmy się - jak spotyka się kilku dobrych kumpli na "robienie makiet" to rzadko będzie panowała atmosfera ciszy i kontemplacji ale mam wrażenie, że na nas kleje szczególnie mocno działały. Od jakiegoś czasu więc kupujemy makiety dzięki czemu unikamy radosnej twórczości na haju ;). Stoły powinny więc być estetyczne i pewnie też grywalne. Przynajmniej taki jest plan.
Turniej odbędzie się w tej samej szkole co zawsze. Jak zwykle przeżyjemy zmianę czasu w nocy z soboty na niedziele i jak zwykle nie przeszkodzi nam to w imprezowaniu. Czyli będzie jak co roku - jeszcze lepiej niż w zeszłym roku.
Tu natomiast jest blog na którym będzie odnotowywany progress z przygotowań. Póki co nie dzieje sie na nim szczególnie wiele ale mam nadzieję, że wraz ze zbliżaniem się końca marca częstotliwość wpisów będzie rosła. Zwłaszcza, że w przygotowaniu są fajne atrakcje. Ale o tym póki co sza... :)

środa, 7 listopada 2007

Kinematografia spod znaku boltera

Kilka dni temu w tej notce napisałem, że kiedyś pochwalenie się swoimi i nie tylko dokonaniami 3d w świecie 40ki. Sporo osób już to widziało ale może dla kogoś to będzie nowe albo ktoś sobie to z chęcią odświeży:

Robiliśmy to w trójkę z czego jeden z twórców nigdy nie grał w 40ke natomiast Chrobry jest powszechnie znany, przynajmniej dla tych z większym niż mniejszym stażem turniejowym. Mieliśmy ambitne plany zrobienia całej kilku minutowej animacji ale ponieważ źle się do tego zabraliśmy i też do końca nie wiedzieliśmy na co się porywamy to nic z tego nie wyszło. W sumie ukończenie tego pseudo-trailera odbieram jako osobisty sukces. Tu jeszcze kilka obrazków powstałych w tamtym czasie:



Aktualnie poziom tych prac a zwłaszcza animacji wydaję mi się mocno średni no ale wtedy akurat tyle umieliśmy. Natomiast teraz gdy umiejętności mamy większe (nie dotyczy to Chro który poszedł inną ścieżką zawodową) nie mamy czasu na to by je wykorzystać poza pracą. A przygody Damnatusa dodatkowo odbierają ochotę. Przy takich ambitnych projektach poza dużą ilością czasu i zgranym zespołem potrzeba motywacji. Bo skończenie projektu który twa kilka miesięcy a robiąc to po godzinach może to przejść wręcz w lata wymaga wiele zaangażowania i wiary by dobrnąć do mety. Niestety nie wydaje mi się by problemy Niemców z publikacją swojego dzieła zachęciły kogokolwiek do poświęcania swojego czasu na realizację jakiś rozbudowanych projektów. A szkoda bo na normalny film komercyjny póki co się nie zanosi. Bardzo mi żal twórców Damnatusa bo włożyli naprawdę bardzo dużo pracy w swoje działo i nie mieć możliwości pokazania tego światu jest, przynajmniej dla mnie osobiście, najzwyczajniej w świecie straszne. Co ciekawe nawet na portalu BBC piszą o sprawie (warto zajrzeć dla szczegółów produkcji). Nie mam przekonania czy dział PR w GW jest z tego powodu zachwycony no ale tak działa WYSIWYG. Mam nadzieję, że jutro nie dostanę maila od jakiś prawników z prośbą o zdjęcie tej Hulkowej animacji...
Cóż póki co pozostają nam intra do gierek ;).

wtorek, 6 listopada 2007

The Breach i nowy marketing

Jednym z najlepszych filmów które widziałem w tym roku jest The Breach. Tym razem nasi tłumacze byli w słabszej formie i nie dali czadu tłumacząc tytuł po prostu jako "Przeciek". Myślę, że dział HR w naszej ukochanej firmie powinien pomyśleć o jakimś sensie grupowym. Zwłaszcza dla tych co mają dostęp do jeszcze nie publikowanych podręczników.
Od paru dni na forum gildii w najlepsze kwitnie dyskusja odnośnie nowego podręcznika orków. Tego którego data premiery jest owiana burzami Warpowymi :). Podobno sytuacja była z codexem chaosu. Też większość zainteresowanych miała do niego dostęp na długo przed premierą. Jest to dla mnie o tyle zaskakujące, że do tej pory miałem wrażenie, że GW doskonale kontroluje wszystkie "wycieki informacji" umiejętnie podgrzewając atmosferę przed każdą nową premierą. Wydawało mi się to wręcz kolejnym narzędziem marketingowym.
Jednak fakt, że codex orków jest dostępny na necie na wiele tygodni przed premierą jako pdf trudno uznać za jakikolwiek zabieg mający na celu poprawienie jego sprzedaży. Po prostu w GW lub w firmach - podwykonawcach ktoś ma własny pomysł na dystrybucję.
Podobnie jak GW Japonia gdzie na oficjalnej stronie wisi Apokalipsa w wersji elektronicznej i czeka na ściągniecie (link dzięki Yedliemu ktory ma wystarczająco fantazji by takie strony zwiedzać ;)). Oczywiście wymagana znajomość japońskiego co dosyć ogranicza grupę potencjalnych odbiorców. I to jest kolejna zagadka dla mnie: czemu tam to jest for free a reszta świata musi płacić za to ciężkie pieniądze (przynajmniej jak na warunki polskie)? Wydaje mi się, że bardziej by się opłacało dawać codexy jako pdfy ich koszt jest i tak dosyć mały w kontekście całej armii a pewnie zebrało sie spore grono pasjonatów i tak by je kupowali choćby ze względu na to, żeby mieć na półce. A przynajmniej ludzie mogli by się zapoznać z armią bez ponoszenia kosztów i narażenia się na Wujków Dobra Rada z podpisu Mariosa.

Masterowego marudzenia ciąg dalszy, czyli głosowanie nogami

Najczęściej jeśli na tym blogu piszę o masterach to dotyczy Warszawy i kolejnych podejść stołecznego środowiska do zagadnienia. Jednak w tym względzie od dłuższego czasu sytuacja wydaje się stabilna i dobrze rokująca na przyszłość. Tym razem będę pisał o innym mieście w którym odbędzie się najbliższy master czyli o Wrocławiu i Strategiconie.
Często w takcie różnych dyskusji dotyczących regulaminów turniejowych przewija się, pogląd, że jak organizator zaliczy fakap (to od najbardziej znanego słowa po angielsku ; - nie nie jest to od codex ;)) to gracze mogą mu dać do zrozumienia co o tym myślą "głosując nogami" czyli najzwyczajniej w świecie nie przychodząc na turniej. Jednak nie oszukujmy się organizator musi zrobić coś spektakularnego by gracze w znaczącej liczbie odpuścili sobie jakiś turniej. Brak alternatywy (np. w kwestii lokali) może być skuteczną motywacją by zacisnąć zęby. Bo gdzieś grać trzeba. Już częściej to głosowanie działa w drugą stronę czyli pozytywną - gracze doceniają zacne pomysły (Toruń turniej z zamianą armii) lub starających się orgów (Halo Stars 2007). Co w sumie chyba dobrze znaczy o naszej scenie turniejowej.
Tym bardziej głupio mi krytykować turniej i to jeszcze przed rozpoczęciem ale organizacja Strategiconu 2007 pozostawia na tyle dużo do życzenia, że czuję, że wypowiadając swoje opinie nie przegnę pały. Jeszcze tytułem przypomnienia - Strategicon 2006 był tak naprawdę 2007 bo został przeniesiony w czasie ze względu na przedłużający się remont szkoły gdzie miał się odbyć. Oczywiście wpływ orgów na to jest zbliżony do tego jaką technologią będą nawadniane pola pszenicy na Marsie. Jednak zmiany terminu turnieju klasy master potrafi skomplikować kalendarz ligowy, ale było, minęło udało się zagrać. Jednak moje wspomnienia względem tej gry za sprawą stołów są traumatyczne. W pamięć mi się wryła zwłaszcza ostatnia bitwa z Areckim na stole gdzie on miał w strefie wielkie Area size 3 cover 4+; ja natomiast kiosk ruchu do schowania 9 spiderów przed 9 oblitami i resztą strzelania IW. Nawet nie będę pisał kto zaczął bo to był tylko kolejny element spirali nieszczęść ;), ograniczę sie do stwierdzenia, że mój deployment opuściły 2 (slownie dwa) spidery. Jedna z najgorszych bitew w moim życiu która była taka za sprawą osoby która tak a nie inaczej przygotowała stoły. I fakt, że Arecki był sympatyczny jak zawsze (czyli bardzo), pomimo moich podłych pomysłów, nie jest w stanie zatrzeć wrażenia. A na deser dochodzi wspomnienie imprezy gdzie bawił się Poznań plus Zły. Oczywiście nie ma obowiązku imprezowego ale nie oszukujmy się aspekt towarzyski jest dosyć istotny w wycieczkach Masterowych.
Od tego turnieju jednak minęło trochę czasu i właściwie moje podejście do kolejnej edycji Strategiconu nie było w żaden sposób zainfekowane przez wspomnienia. Ale już na etapie przygotowań orgowie znowu wprawili mnie w zaskoczenie. Niemiłe niestety.
Powstał jakiś regulamin. I w nim znalazł się zapis o dopuszczeniu wszystkich speciali. I oczywiście rozpętała się kolejna krucjata przeciw special'ą i Damian (naczelny org i legenda wrocławskiej 40ki) się ugiął (niestety) i zrobił na gildii ankietę by gracze zabrali głos. Kto chce może tu sprawdzić wyniki i ich interpretacje.
Dla tych co nie lubią klikać na darmo krótkie summary: to co większość ludzi odczytuje jak przegraną speciali (w poll'u) Damiana nie przekonało do zmiany w regulaminie. W efekcie regulamin został doprecyzowany 6 dni przed turniejem. Zasady ligi mówią, że regulamin Mastera musi być zgłoszony z 14 dniowym wyprzedzeniem. I najgorsze jest to, że żaden koordynator (w tym ja) nawet nie zareagował na to, że organizatorzy "święta 40ki" nie przestrzegają zasad ligi. I to jest efekt wprowadzenia demokracji - wszyscy są odpowiedzialni czyli nikt. Zdaję sobie sprawę, że wielu ludziom może się nie spodobać to co napiszę ale stara metoda zarządzania ligą z trójką sterników była o niebo lepsza. Przynajmniej było wiadomo kto jest odpowiedzialny za ew. fakapy. No ale koniec z tą dygresją bo to temat na osobną, niekrótką, notkę.
Za chwilę wygłoszę kolejny niepopularny pogląd (chyba :) ). Strasznie irytuje mnie pisanie/mówienie formacie 2100 jako o męskich punktach. Szczerze mówiąc kojarzy mi się to bardziej z dziecięcymi punktami. Przypomina mi to bowiem wizytę chłopca w sklepie zabawkowym z kartą kredytową ojca. No ale dostrzegam, plusy grania na duże punkty rozumiem je i potrafię docenić. Co nie zmienia faktu, że wolę zabawę limitem i wymuszanie szukania nowych pomysłów na rozpiski. A irytuje mnie używanie określenia "męskie punkty" bo od razu sugeruje które z innych limitów punktowych są jakie :).
Podsumowując. Żaden z mankamentów przeze mnie wymienionych pojedynczo by nawet nie sprawił by rozważać opcje nie jechania na Stategicon. Jednak jak to poskładałem do kupy i dodałem szacunek dla własnego czasu oraz tzw. kuszące alternatywy to w wyniku dostałem głosowanie nogami. Na pewno będę baaaardzo nieswojo czuł się w Poznaniu w ten weekend ale cóż tak musiało być.
Na koniec ostatnia refleksja. Z tego co się orientuje to Damian (którego zresztą bardzo lubię) ciągnie tą imprezę w dużej mierze sam. Niestety wydaje mi się, że to jest główna przyczyna takiego a nie innego stanu rzeczy. Mastera nie da się zrobić prawie samemu. Tu trzeba więcej ludzi choćby po to by listę zgłoszeń miał kto zrobić i żeby rozpiski miał kto sprawdzić. Niestety nie widać chętnych do pomocy. A i Damian ma coraz mniej czasu. Szkoda bo wystarczy zobaczyć numerek przy tego rocznym Strategiconie by nabrać szacunku dla wrocławskiej tradycji. Miejmy nadzieję, że podobnie jak w Warszawie znajdą się ludzi gotowi przyjąć ten challenge :).

piątek, 2 listopada 2007

Dioramy

Co prawda tytułowe makiety nie są ze świata 40ki tylko 2go wojenne ale IMO i tak warto zajrzeć. Choćby ze względu na inspirację bądź refleksję bo niektóre fotki są mocne:


Tu jest tego więcej.Myślę, że tu nie ma o czym pisać, trzeba po prostu oglądać.

Apokalipsa - post scriptum

Już po napisaniu recenzji, ciągle zastanawiając się nad Apokalipsą naszła mnie pewna refleksja na temat 40ki zwłaszcza w naszym lokalnym (tzn. polskim) wydaniu. Co prawda będę pisał przez pryzmat własnych doświadczeń ale myślę, że sporo ludzi będzie miało podobne odczucia.
Gram już po powrocie do hobby parę dobrych lat i to pykanie jest nieodłącznie powiązane z ligą i turniejami. Wszyscy dobrze znamy schemat który wygląda mniej więcej tak: zbliża się turniej więc szykuje się rozpiskę, a jeśli się nie ma do niej przekonania to trzeba ją wcześniej przetestować. Po czym jest kolejny turniej więc znowu się kleci rozpe która następnie poddaje się eksperymentom i tak dalej. Wiadomo, że są różne limity punktowe, misje, regulaminy ale cała aktywność jeśli chodzi o granie skupia się na turniejach i przygotowaniach do nich. Bo jeśli ktoś nie jest bezrobotnym studentem zaocznym to nie ma zbyt wiele czasu na granie. Przecież czasem/często nie ma się czasu by pójść na turniej (nie mówię o takich na które trzeba jechać) a co dopiero rozpiski testować.
Taki cykl grania skutecznie zasłania nam to co może się uda niektórym na nowo odkryć za pomocą Apokalipsy czyli fun z gry. Nie tylko ze zwycięstwa, wyniku czy ogólnie z sukcesu, tylko fun z po prostu fajnej bitwy. Daleki jestem od krytykowania turniejów, ligi czy gry by wygrać. Nie trafia też do mnie podział na pg i klimaciarzy. Jednak nie oszukujmy się - turniejowo się gra tak a nie inaczej wystawiając takie a nie inne armię. Co jest w pełni zrozumiałe bo niezależnie od tzw. ciśnienia każdy chce swoją bitwę wygrać. Bo w końcu po to się idzie na turniej i to jest normalne. Poza tym parę razy w życiu coś tam wygrałem lub byłem w czołówce i to jest naprawdę fajne uczucie jak się jest na topie. Normalna psychologia sportu.
Kiedy jednak widzę w klubie czy domu bitwę gdzie stają naprzeciw siebie dwie armie na 2k wydanie Teresa Orlovsky i w trakcie rozstawienia ma miejsce następujący dialog:
- Co gramy wogóle?
- Reacona?
- Ok
to mi się w żołądku przewraca. Ile razy można katować te kilka misji??.
Może jednak czasem warto zajrzeć w kodeksie na inne strony niż te z dużą ilością cyferek i wymyślić jakąś misję nawiązującą do fluffu własnej armii? Albo podeprzeć się jakimś "dziełem" z Black Library (zwłaszcza teraz kiedy komiksy są tam za free)? Albo zastosować jakieś ciekawostki z tej stronki np. Creature Feature? Albo najzwyczajniej w świecie przejść w BBB do misji pokroju Ambush czy Meat Grinder. Można też zagrać najpierw Kill Teamy od których będzie zależało coś w głównej misji. Jak widać opcji jest w pyte wiele i tylko od nas zależy czy z nich skorzystamy. Jedyne co jest problemem to chęci bo by zagrać w coś nowego często wystarczy przeczytać kilka zdań. Oczywiście niektórym to może nie być potrzebne do szczęścia bo wolą "turniejową adrenalinkę" czy coś tam ale mam wrażenie, że większość graczy nie kojarzy bogactwa świata 40ki z stołem do gry, żyjąc w słodkiej niewiedzy co ich omija ;).
I chociaż w Imperium niewiedza i ignorancja są w cenie to chyba są lepsze drogi na okazania znajomości fluffu. Nie trzeba sobą tego personifikować.
A poza tym wydaje mi się, że najzwyczajniej w świecie warto spróbować czegoś nowego bo nawet jeśli nie przypasuje to po powrocie stare będzie lepiej smakowało. A może się okazać, że niektóre składniki z nowych dań świetnie pasują do starej kuchni. Nawet jeśli okażą sie jedynie niewinną przyprawą...

czwartek, 1 listopada 2007

Zgodnie z obietnicą...

Już jakiś czas temu stałem się szczęśliwym (chyba) posiadaczem wielkiej księgi w sztywnej oprawie z napisem Apokalipsa na okładce. Korzystając z urlopu udało mi się ją przeczytać, co na początku patrząc na ilość stron wydawało mi się niełatwym zadaniem. Jednak duża ilość różnej maści obrazków sprawia, że książkę się czyta dobrze i co najważniejsze szybko. Oczywiście ktoś może zarzucić, że nie po to się płaci tyle pieniędzy za książkę (koło równowartości 30 funtów) by oglądać zdjęcia stołów i piktogramy jednostek, jednak tekstu jest wystarczająco by nie mieć poczucia, że kupiło się komiks. A oprawa graficzna tworzy fajny klimat - jednak to nie jest szczególną niespodzianką bo do tego GW nas przyzwyczaiło. Na 200 stronach które składają się na całość znalazło się trochę miejsca dla 3 battle reportów. Na szczęście mają one formę mocno skróconą w porównaniu do tego co zazwyczaj mamy w White Dwarfach dzięki czemu są ciekawsze.

Zmiany wprowadzone do rozgrywki w celu przystosowania jej do formatu wielkich punktów nie są aż tak duże jak miały być wg. plotek. Generalnie w książce mamy opisaną jedną misję która oczywiście nazywa się: "The Apocalypse Mission". I już etap ustalenia stref wystawienia sporo mówi o tym jak jest ta gra. Mianowicie tzw. deploymenty wyznacza rzut scaterem który tylko w skrajnym przypadku pozwala na równie duże obszarowo strefy. W absolutnej większości przypadków jedna strona będzie miała zauważalnie mniej miejsca na wystawienie niż oponenci. I taka jest cała Apokalipsa czyli niekoniecznie zbalansowana ale na pewno for fun.
Udało nam się w Pozku rozegrać jedną testową bitwę z limitem 6k punktów na stronę na dwóch połączonych stołach i w jej trakcie zachwycił mnie system wystawiania wymyślony na potrzeby Apokalipsy. W zarysie wygląda to tak: obie strony zapisują czas który potrzebują na wystawienie. Ci którzy ustalili mniej wystawiają się pierwsi (w całości) następnie ci którzy potrzebowali (przynajmniej na papierze) więcej czasu wystawiają swoje jednostki. To czego się nie zdąży wystawić trafia do rezerw. Grę zaczyna strona która obstawiła mniej czasu. Natomiast rezerwy w Apokalipsie wydają mi się kluczowe. Wnoszą sporo możliwości reagowania na sytuację na stole zwłaszcza, że są pozbawione losowości. No i dzięki nim można uniknąć sytuacji kiedy połowa armii odparowuje w pierwszej turze zanim zdąży się zorientować, że bitwa się zaczęła.
Rozpiski tworzone na potrzeby gry na duże punkty nie są ograniczane żadnym FOC’em co może kusić do wystawiania różnych perwersji więc warto pamiętać, że nie tylko my mamy mieć fun z gry. I 30 pojedynczych oblitów na pewno jest klimatycznych ale nie koniecznie druga strona będzie zachwycona takim postrzeganiem fluffu. Z drugiej strony Apokalipsa to wymarzone miejsce dla superciężkich zabawek. Przy tej ilości modeli na stole aż się prosi by kogoś potraktować 10” plackiem i pomimo że te bronie mają naprawdę duży potencjał destrukcyjny to na swój sposób są zbalansowane w bitwach na ciężkie tysiące punktów. Jedyny problem to koszt tych zabawek (w sensie finansów) ponieważ o ile Baneblade by GW ma jeszcze akceptowalną cenę (nawet jeśli większość czasu będzie zdobił półkę), to reszta zabawek jest z forga i ich ceny nie są szczególnie zachęcające. Choć na pewno nie da się tym modelom odmówić uroku i wdzięku a dodatkow teraz łatwiej będzie je użyć na stole.

Kolejną ciekawostką powstałą na potrzeby Apokalipsy są różne sławne formacje które zazwyczaj bazują na kilku egzemplarzach tej samej jednostki. Mamy np. 3 falcony które mogą wejść w tryb flyera i strzelać z pulsów korzystając z zasady lancy lub 3+ pralki które mogą lutnąć naprawdę z przytupem niszcząc elementy terenu. W podręczniku obiecują, że nowe formacje będą się pojawiły na stronie Apokalipsy i rzeczywiści od dłuższego czasu już kilka tam wisi i czeka na ściągnięcie. Jednak kilkanaście dni temu pojawiły się nowe i praktycznie od razu zniknęły. Możliwe, że jakieś zasady były nie do końca fajne i zbalansowane; aczkolwiek do tej pory GW szczególnie takimi pierdołami się nie przejmowało więc nie mam przekonania, że to o to chodzi. Zwłaszcza, że mówimy o rozszerzeniu które z założenia ma być bardziej funowo-piwne niż krucjatą w poszukiwaniu równych szans. Możliwe, że jednak GW będzie chciało wyciągnąć od nas jeszcze trochę grosza publikując nowe formacje w dodatku do dodatku. Niezawdony FW już to wymyślił i zapowiedzia, że swoje dzieła zebrane plus parę nowości opublikuje w książce pod jakże zaskakującym tytułem: „Imperial Armour Apocalypse”. Podsumowując - wydaje mi się, że jeśli nie ma się dostępu do zbyt wielu ciężkich zabawek to formacje nadają fajny klimat rozgrywce dzięki czemu można poczuć się jak prawdziwy głównodowodzący.
Autorzy wymyślili, że liczenie VP na koniec bitwy po kilku godzinach przy stole i przy naprawdę sporych liczbach może być męczące więc o wyniku bitwy decyduje ile kto kontroluje znaczników. Proste i skuteczne. A co najważniejsze pozawala zaoszczędzić sporo czasu sądząc po tym, że niektórzy potrafią na 2k liczyć się pół godziny.

Jak widać największe oszczędności czasowe zostały poczynione na etapie wystawienia oraz zakończenia bitwy. Natomiast sama rozgrywka nie jest w jakiś szczególny sposób przyspieszona. Na pewno stosowanie super-heavy ma pozytywne przełożenie na czas gry ponieważ jedna figurka załatwia 500 albo więcej punktów. Jednak trzeba się liczyć z tym, że bitwa trochę będzie trwała. Tu pojawia się kolejne nowe rozwiązanie bitwa nie ma limitu tur tylko czasu rzeczywistego na rozgrywkę. Oczywiście autorzy sugerują ile może potrwać partia na różne limity punktowe (podobnie sugerują wielkość stołu w zależności od wielkości armii) więc nie trzeba zgadywać. Nasza testowa gra trwała niecałe 5 godzin. Co prawda był rozgrywana w naprawdę szybkim tempie ale wynikało to z małej ilości sprawdzania zasięgów czy LOSów. Wydaję mi się, że granie w Apokalipsę wymaga innego nastawienia bo o ile w „normalną” 40ke można zagrać w 2h o tyle tu trzeba podejść jak do sesji RPG. Czyli trochę to potrwa np. pół nocy i trzeba czerpać garściami z klimatu rozgrywki. Zwłaszcza jeśli ktoś się pokusi o jakiś fajny scenariusz do czego zresztą autorzy zachęcają.

Podsumowując: jeśli ma się armię na większe punkty niż te turniejowe 2k i chęć wyjścia poza oklepany schemat cleansów i reconów – warto. No chyba, że kogoś odrzuca perspektywa wielu godzin przy stole - to wtedy może warto sobie Kill Teamy odświeżyć. Wydaje mi się, że to jednak kwestia podejścia. Co prawda książka tania nie jest ale jest wydana zacnie i co najważniejsze zachęca do zagrania a jej koszt można spokojnie rozłożyć na kilka osób. Natomiast trzeba pamiętać, że granie na 10k punktów w piątek wieczorem po całym tygodniu pracy może nie być do końca trafionym pomysłem ale ja się zacznie w sobotę po południu to jak najbardziej. Zresztą piątkowe wieczory służą do czego innego :D

wtorek, 30 października 2007

Trochę obrazków

Wiem co pomyślicie po tej notce - zawodnik idzie na łatwiznę wrzuca parę obrazków i ma nadzieję, że styknie... Wcale tak nie uważam, jednak trochę czasu mi zajmie uporządkowanie różnych spraw po urlopie więc na bardziej obszerne tekstowo notki trzeba będzie jeszcze chwilę poczekać. Ale o recenzji Apokalipsy pamiętam może nawet będzie poparta jakimiś playtestami...
A póki co obiecane obrazki:
Kolejny komiks z Boom Studios:
Tu jest tego więcej.
Trochę 3d:

Btw. kiedyś też zdarzyło mi się popełnić model sentinela w 3d pod szyldem zbyt ambitnego projektu. Jeśli uda mi się odnaleźć rendery to je tu wrzucę wraz z dłuższą opowieścią na temat jak umierają zacne pomysły i dlaczego Damnatus musi ujrzeć światło dzienne.
Natomiast w tym miejscu znajdziecie trochę rasowego 2d w postaci szkiców głównie postaci. Jak to się mówi "dupy nie urywają" ale kliknąć można.
Natomiast jeśli ktoś poszukuje inspiracji do konwersji czołgu a zwłaszcza egzorcysty polecam to.
No i na koniec wisienka na torcie jednak nie mylić z deserem bo zbyt smakowity widok to to nie jest.

poniedziałek, 29 października 2007

Swiss

Niestety już jestem po urlopie i czas wrócić do pracy. Ale oznacza to także powrót do bloga, co może kogoś ucieszy. Na wyjeździe byłem w Szwajcarii która jest dosyć "ciekawym" krajem dla graczy 40kowych. Konkretnie z naszego punktu widzenia mogłoby tego kraju w ogóle nie być na mapie Europy. Zresztą widać to w White Dwarfie w liście sklepów. Nie wiem czemu tak jest ale nie widziałem tam ani jednego produktu GW. Nawet do LotRa. Nic. Zero. Ludzie tam hajs mają, dzieciaki są a pamperków nie ma. Za to są figurki bohaterów komiksów.
Natomiast wprawne oko mogło parę akcentów 40kowych wyłowić:

czyli obwoźny Assault Cannon alpejski. Jest też coś dla fanów uściśleń sędziowskich:

No i to:

Czyli muzeum twórcy aliena. Coś dla chcących wiedzieć skąd GW zerżnęło tyrki by potem twórcy Starcrafta mieli skąd zerżnąć zergi. Generalnie miejsce z cyklu wchodzisz-zwiedzasz-wychodzisz i chcesz ale to naprawdę Chcesz swojego pierwszego Hive Tyranta. Na szczęście jest w Szwajcarii :).

piątek, 19 października 2007

Przerwa techniczna. Brain reset.

Jutro wyjeżdżam na urlop. Zamiast zgodnie z tradycją wykorzystać go na remont zamierzam podle wypoczywać. Mocno i z przytupem
Z tymi ambitnymi planami wiąże sięrównież przerwa od komputera więc na następny wpis trzeba będzie trochę poczekać. Ale na pocieszenie napiszę, że korzystając z wolnego czasu mam zamiar przeczytać Apokalipsę - spodziewajcie się więc recenzji.
A póki co do zoba wkrótce :)

czwartek, 18 października 2007

Nowości (przynajmniej prawie) z BL (i nie tylko)

Jeśli ktoś przegapił to na stronce BL pojawił się kolejny numer Warhammer Monthly w formacie pdf gotowy do pobrania. To już piąty z kolei co nie zmienia faktu, że cały czas długa droga do końca tej sagi. A skoro już jesteśmy przy komiksach to Boom Studios publikuje coś takiego. Nie do końca się orientuje czy to są dotychczasowe dzieła zebrane czy coś nowego ale ilość stron wreszcie wygląda sensownie.
Jednak co innego miało być istotą tej notki. Black Library przy zdecydowanej większości swoich produktów daje jakieś preview i w przypadku np. powieści są to fragmenty w pdfach, albo w przypadku artbooków jakieś grafy. Zazwyczaj zwłaszcza te fragmenty prozy omijam szerokim łukiem bowiem nie dostrzegam większego sensu w czytaniu wyrywków czegoś większego. A jakoś nie spodziewam się rewolucji w poziomie tych książek. Tym większe było moje zaskoczenie gdy ujrzałem materiały udostępnione przy okazji publikacji The Imperial Monitorum Manual.
Takie smaczki jak wydrukowane formularze na amunicję mogą być fajnym gadżetem na sesjach RPG'a jak już w końcu wyjdzie. A poza tym fajnie czasem poczytać jakiś fluf'owy opis uzbrojenia. I już nawet nie chodzi o master'owe testy wiedzy ale o to by takiego autocannona nie postrzegać tylko i wyłącznie jako broń którą zabrali biednym oblitom.

środa, 17 października 2007

Młotki - warto o nich pamiętać

Po bardzo udanym weekendzie na Halo Stars naszła mnie tak refleksja, że temat młotków czyli nagród w naszym światku w ostatnim czasie popadł trochę w zapomnienie. Jednaktakie turnieje jak ten w Szczecinie udowadniają, że takie nagrody może nie są niezbędne ale na pewno są potrzebne. Wiadomo, że po gradzie komplementów spływających na różnych forach człowiek wie, że impreza się udała i czuje power do działania ale rok póżniej to już są zatarte wspomnienia. A taka nagoda mobilzuje najpierw by działać a potem by ją utrzymać np. Za najlepszy turniej. Wiadomo, że trzeba uważać, żeby skończyło się na pozytywnej mobilizacji ale mam wrażenie, że nie ma szczególnie wielkiego ryzyka spektakularnych szopek w głosowaniach.
Chyba już jakiś czas temu pisałem o tym więc możliwe, że się powtórzę ale moim zdaniem kategorie powinny już powstać, im później będą ogłoszone tym gorzej to będzie wyglądało z PR'owego punktu widzenia. Pozwolę sobie rzucić parę propozycji bazując na tym co już napisał Vodecki na forum ligowym:

1 Najlepszy turniej. - Należy się zastanowić czy chelki i mastery powinny być w jednym worku.
W przyszłości marzy mi się też kategoria najlepszy event promująca granie poza ligowe - typowo for fun.
2 Najdynamiczniejszy ośrodek.
3 Największy wpływ na ligę. Przydałoby się jak by on był pozytywny
4 Najlepsza strona klubowa. Może się to wydać dziwna kategoria ale IMO jest ona istotna. Generalnie dużo ludzi teraz zaczyna swoją przygodę z czymkolwiek nowym od googli więc warto by było by potencjalni nowi gracze w lidze trafili na miłe dla oka i ciekawe strony a nie jakieś mało zachęcające do zgłębiania tematu.
5 Najlepszy sędzia. Ta kategoria wzbudza trochę mój niepokój, ale należy spróbować.
6 Najładniejsza armia.
7 Za duch Fair Play i generalnie bycie Miłym Ziomem Ligi.
8 Cytat roku - obojętnie czy z forum czy z turnieju byle dobry.
9 Jakaś za całokształt. Ciekawe kto ją dostanie :D

Myślę, że tyle na początek będzie akurat. Oczywiście przy niczym się nie upieram bowiem bardziej mi zależało by wyciągnąć temat na wierzch zanim wyryje na dobre w dno morza zapomnienia (lol). Mam nadzieję, że uda nam się wyłonić kategorie w miarę szybko to będzie można przejść do metody głosowania. A na koniec moją propzycja hymnu imprezy:

wtorek, 16 października 2007

Podobno od przybytku głowa nie boli

Nie dość, że GW jakby regularniej niż kiedyś wydaje nowe codex i jeszcze dodatkowo przeplata je dodatkami pokroju Apokalipsy to branża komputerowa także nie próżnuje. Ledwo pisałem o grze Squad Command a okazuje się, że plotki o MMO w świecie 40ki nabierają coraz realniejszych kształtów.
Powiem szczerze, że mam dylemat bo do tej pory gry tej kategori o mijałem szeroki łukiem bo bałem się uzależnienia i siedzenia całymi wieczorami przed kompem. Jeśli ta gra okażę się fajna to może przyciągnie nowych ludzi do hobby tak jak zrobił to Dawn of War. Ale to może się źle odbić na moim życiu. I odwrotnie jeśli będzie n-dziesiątym klonem WOrld of Warcaft i to w dodatku nieudanym to mój czas, związek i praca są bezpieczne. Podobnie jak klub przed zalewem nowych twarzy. Ot dylemat godny Hamleta ;)

poniedziałek, 15 października 2007

Halo Stars 2007

W miniony weekend wraz z Bartuulem i Jasiem reprezentowaliśmy Sztab w Szczecinie na turnieju klasy challenger o wdzięcznej nazwie Halo Stars. Podczas trzeciej godziny podróży zaczęliśmy zgłębiać ewentualne źródła tej nazwy i po przyjeździe na miejsce nawet wypytywaliśmy o to organizatorów ale wzorem Imperium widza o tym zaginęła w mrokach historii. Nie będzie więc zabawnej anegdotki na początek :)
Turniej okazał się pechowy dla co niektórych Rhinosów bowiem u Emana poszła linka gazu ~120 km. za Krakiem. Miało to spore przełożenie na czas podróży Legionowej ekipy ale chłopaki byli twardzi i dali radę. Niestety sobotni wieczór nie był okresem ich największej aktywności więc już są plany na wrocek :). Natomiast w Bartuula w czarnym spiderze poszło sprzęgło 25 km. od Pozka. Też to trochę wydłużyło podróż ale daliśmy radę za wiele się nie spóźnić. Co zaskakujące Krawat nie uraczył nas żadną nową opowieścią godną reklamy nawigacji więc czyżby sie udało tym razem bez zwiedzania webwey'a?
Turniej zaczął się z klasycznym opóźnieniem mieszczącym się w ogólnie przyjętych wartościach oczekiwanych ale nie przeszkodziło to Marcinowi wyjechanie po nas i przyholowanie nas na miejsce - za co wielkie dzięki. Bitew nie będę relacjonował - bo nigdy nie miałem do nich pamięci pod kątem raportów. Ograniczę się do paru ciekawostek i spostrzeżeń. Grałem "nowym" Ravenwingiem na bazie codexu DA. Ostatnio na lokalu w Poznaniu testowałem Samaela na Land Speederze natomiast teraz postanowiłem dać szanse wersji na jetbajku. Może Was zaskoczę ale zdecydowanie wolę tę drugą opcję. Ma zdecydowanie więcej zastosowań. No i nie schodzi od jednego strzału. A mojego zachwytu nie zmieni nawet fakt, że w ostatniej bitwie w 3 tury zadał sobie 2 woundy z Gets Hot a jak już trafił to rzuciłem dwie jedynki na ranienie na dwóch kościach. Generalnie nowy RW mnie zachwycił jedyne czego nie obczaiłem to zabijanie. Nie ma dwóch spaślaków na motorach z 2+ sejwa i biedny trej się gubi ;). Po prostu trzeba się przyzwyczaić, że tu oddziały muszą zdobywać punkty a nie tylko robić za screen dla "bohaterskich bohaterów". Pomimo mniejszej ilości Tornad dużą elastyczność daje fakt że każde sobie rzepkę skrobie. Gdyby tylko kosztowały cały czas 80 punktów.... Multimelty z scout movem nie zmiennie mnie zachwycają. Zwłaszcza faktem że są pojedyncze i tanie. Natomiast nie do końca wyczułem scouta na reszcie cyklistów apokalipsy i bardzo ostrożnie z niego korzystałem. Teraz mam wrażenie, że było to zbyt zachowawcze granie. No ale daje sobie jeszcze trochę czasu na obycie się z tą armią.
Trochę ciekawostek turniejowych:
-Krawat ma nową ksywkę - Kwadrans. Nie będę tu się rozwodził nad jej genezą powiem tylko że grał DE, miał portal i nie zawahałby się z niego korzystać. Jeśli miałby okazję. Jednak duży luz Krawata do różnych sytuacji jest godny pozazdroszczenia :)
-Toster i historia jego rozpiski na 1850 punktów minus jeden oddział. Okazało się, że wrocławscy Archoni nie dogadali się przy podziale ciężkich barek i Toster grał zmodyfikowaną rozpiską gdzie miał 1850 punktów na 2007 możliwych i w dodatku zapominał całą sobotę o wystawianiu jednego oddziału Warriorów z lancami. Ale nie zapominał policzyć punktów za nich dla swoich przeciwników.
Po tych historiach doszedłem do wniosku, że jednak nie będę zbierał DE ponieważ nie znam znaczenia słowa ból i najzwyczajniej w świecie nie czuję tej armii :)
-Niestety w ostatniej bitwie powstało zamieszanie z liczeniem punktów i mam wrażenie, że różne stoły różnie grały. Generalnie książeczka pomimo ciekawego formatu zawierał zbyt mało informacji o misjach. I często powstawały wątpliwości. Następnym razem piszcie jak dla pięciolatków ponieważ gracze zawsze będą szukali dziury w całym i po prostu robienie założenia, że coś jest oczywiste jest zazwyczaj mylne. Brakowało też nie grającego sędziego bo frekwencja jednak niska nie była. Jednak to niedogodności można łatwo wyeliminować przy następnej edycji.
Impreza w sobotni wieczór była w miejscu trochę oddalonym od głównej areny wydarzeń więc organizatorzy nas zawieźli na miejsce poczekali aż się "wyszumimy" i odwieźli do noclegowni. Po prostu absolutna rewelacja. A w knajpie mecz a potem karaoke. Efekt był taki, że mówienie w niedzielę nie było taką trywialną sprawą. 4 godziny darcia ryja bo inaczej tego się nie da określić zrobiły swoje.
Najlepszym podsumowaniem będzie teoria powstała w trakcie imprezy, że są lokale, challengery, mastery i Szczecin. Fantastyczna robota chłopaki. Myślę, że gracze z Szczecina powinni już malować brakujące figury do swoich armii na przyszły rok.

Fotki Emana
Wyniki

piątek, 12 października 2007

Wybory bez popisów

Przeglądając forum naszych kolegów od kwadratowych podstawek "odkryłem" coś czego do tej pory nie zarejestrowałem chociaż mi już o tym wspominano mianowicie aktualnie odbywa się głosowanie nad tym gdzie odbędzie się kolejne Euro zarówno w WFB jak i WH40K. Kandydatury to dotychczasowy gospodarz czyli Gorzów Wielkopolski oraz włoska Modena. Jej kandydatura wynika z faktu, że Włosi zwyciężyli w Battlu a to daje im prawo do organizacji (lub przynajmniej ubiegania się o takową) kolejnej imprezy.

Odrzucając wątek patriotyczny i geograficzny to nadal wolałbym, żeby impreza została w Gorzowie ponieważ Orgowie (takich Orgów się zdecydowanie pisze przez duże O) dwukrotnie udowodnili, że dadzą radę. Delikatnie mówiąc. Tegoroczna impreza był po prostu absolutnie PRO. Bardzo możliwe, że Włosi też dadzą radę ale mam spory dystans do takich teorii jednak bardzo możliwe, że wynika on z mojego szowinizmu.
Jednak z drugiej strony - zawsze fajnie zobaczyć nowe miejsce a chyba jest tam co oglądać. Zwłaszcza jeśli miasto nazywa się tak samo jak to:


Natomiast jeśli ktoś by chciał dać upust swoim odczuciom względem tego głosowania to takie zdjęcie może być pomocne:

czwartek, 11 października 2007

Armorcast - ale old-skol, tej...

Na Bell of Lost Souls, chopaki byli bardzo rozczarowani brakiem zasad do tytanów klasy Reaver w podręczniki Apoklipsy. Zrobili więc własne. Nie myślę by kogokolwiek w Polsce szczególnie to obchodziło ale pojawił się pretekst by wyciągnąć z mroków historii firmę Armorcast. Co nie jest takie proste bo nawet wiki nic na jej temat nie wie. A jak czegoś nie ma na wiki to podobno nie istnieje. Jednak jej produkty raz po raz przemakają po ebay'u. Natomiast dzięki googlom możemy wygrzebać przyzwoite jakościowo zdjęcia różnych tytanów (lub bardziej "zabawek" - sądząc po stylistyce) z tej amerykańskiej firmy.


Niektórzy mogą powiedzieć, że figurki nawiązują do epica i są old-skolwe. Inni mogli by nawet dodać, że są klimatyczne (czytając fora mam wrażenie, że to słowo wygrywa wszelkie rankingi ilości znaczeń w tym hobby). Natomiast złośliwi powiedzą prawie jak Forgeworld.

wtorek, 9 października 2007

Warszawski Master - podejście trzecie

Mam wrażenie, że ilekroć piszę na tym blogu o Warszawie to jest to w kontekście kolejnego nieudanego podejścia do Mastera w sezonie 2007/08. Pierwotna koncepcja była by go zoorganizować przy okazji Polconu. Nie da się ukryć, że to był dobry pomysł - masa (myślę, że to adekwatne słowo jeśli chodzi o Polcon) odwiedzających zainteresowanych fantastyką z jednej strony a z drugiej strony pomalowane armie (no albo przynajmniej prawie pomalowane) i liczba graczy "masterowa", to zawsze może przynieść pozytywne skutki w postaci kolejnych graczy. Jednak turnieje 40ki na największej imprezie poświęconej fantastyce w Polsce po pierwwsze nawet nie aspierowały do najwyższej rangi a po drugie okazały się totalnymi niewypałami. Pojawiła się więc koncepcja połączenia master 40kowego z Bazyliszkiem - konwentem gier bitewnych. Jednak nikt się podjął zorganizowania tego na szybciora co wydaje mi się dość racjonalnym podejściem do zagadnienia.
Jednak jest szansa, że ta saga się nie długo znajdzie swój szczęśliwy finał (że tak poetycko się wyrażę :)) ponieważ na forum GV pojawił się kolejny temat poświęcony dużemu turniejowi w stolicy. Ma on się odbyć w okresie ferii zimowych. Zgaduje, że będzie to powiązane z stołecznymi feriami przynajmniej ja bym tak zrobił ze względu na lokalnych graczy. No ale pytanie jak organizatorom uda się dogadać miejscówkę.
No właśnie organizatorzy tej imprezy są najciekawszym elementem tej historii. Kiedyś sceną warszawską zajmował się Partyzant, Dorian i kilka innych osób ale ich wizja pewnych spraw odbiegała od poglądów reszty więc obfitowało to ciekawymi dyskusjami itp, itd. Odbijało się to też na frekwencji, zwłaszcza wśród osób przyjezdnych, stołecznych turniejów. Następnie pojawiła się Gloria Victis która bardzo dobrze sobie radziła z turniejami od każdej strony. Czyli były ciekawe i grywalne regulaminy, stoły zastawione, sponsorzy załatwieni i grochówka. W tym momencie problemów z frekwencją nie było. Ale teraz GV równie tajemniczo jak się pojawiła zanika ;).
Turniej o roboczej (?) nazwie Varsovia Wars ma organizować nowe generacja w tym aspekcie hobby z doświadczeniami z lokali warszawskich. Mam nadzieję, że uda im się i stolica po perypetiach doczeka się swojego mastera. Najlepiej takiego na którego ludzie będą chcieli rok później wrócić. A sądząc po dyskusji to w pomyśle i ludziach jest potencjał by to wypaliło. Jedyne co bym sugerował to, żeby już z bardziej zaawansowanym regulaminem czyli jakąś betą wyjść poza forum GV w poszukiwaniu zarówno feedback'u jak i graczy.
Jednak to co w tym wszystkim najciekawsze to to, że "sytuacja warszawska" ma też wątek moralizatorski, czyli: "A jak to u ciebie w mieście będzie wyglądało jak aktualni Orgowie odejdą na emeryturę?" lub odwracając kota ogonem "Organizatorze! - wychowałeś swojego następcę?"

niedziela, 7 października 2007

Damnatus - czy już się wpisałeś?

Jakiś czas temu, pisałem o petycji na rzecz dopuszczenia do publikacji niemieckiego filmu fanowskiego Damnatus - bazującego oczywiście w świecie 40ki. Udostępnienie tego dzieła jest blokowane przez GW ze względu na ochronę swojego IP. Po konsultacji z Wikipedią doszedłem, że nie chodzi o statyczne czy dynamiczne IP tylko o takie. Jak dla mnie blokowanie twórczości fanowskiej nie jest najlepszym pomysłem, żeby nie powiedzieć, że jest fatalnym pomysłem. Zwłaszcza, że specyfika uniwersum stworzonego przez GW aż prowokuje do własnej twórczości. Ale IMO to jest oczywistość nie wymagająca większego komentarza.
Jeśli ktoś chce podzielić się ze światem, a zwłaszcza z ulubioną korporacją swoimi odczuciami w tej kwestii to zapraszam tu. A jeśli ktoś potrzebuje dodatkowej zachęty to autorzy Damnatus'a przygotowali takową:

sobota, 6 października 2007

Równość dla speszjali

Na forum ligowym w temacie o Strategiconie 2007 zaczęła się dyskusja o specjalnych bohaterach. Na szczęście tym razem udało się ominąć ustalanie kto jest specialem a kto nie i na kogo trzeba zgodę a na kogo nie i odrazu wyłoniło się sedno problemu. A jest ono, czy dopuszczać bohaterów zmieniających FOC'a jednocześnie zabraniając reszty czy raczej wszyscy albo żaden. Ostatnio speciale tacy jak Samael czy Belial byli wyjątkowi nawet jak na swoje elitarne grono - można było ich wystawić nawet jeśli nominalnie bohaterowie z imionami byli zakazani.
Natomiast w wspomnianej dyskusji padła opinia, że nie ma powodów dla których bohaterowie zmieniający FOC'a mieliby nadal być tak traktowani na takich zasadach bo w końcu nie pozwalają wystawić nowej armii tylko zmieniają troopsy w istniejącym army liście a reszta zostaje bez zmian. Nie da się ukryć, że coś w tym jest. Zresztą mocno średnio to wyglądało, że jedni speciale są inaczej traktowani niż inni.
Problem jest w tym, że Eldrad czy Nightbringer są bardzo złą sławą owiani i nie nastrajają pozytywnie do dopuszczani speciali na turniejach. Natomiast jeśli ich wszystkich będziemy traktowali równo no to fani Raveningu i Deathwingu powinni się przygotować, że zbyt często sobie nie pograją tymi armiami. Ale nie da się ukryć, że nie jest to wina sędziów czy organizotrów tylko GW które tak a nie inaczej projektuje zasady.
Zanik zapisu o zgodzie przeciwnika świadczy o tym, że GW chce traktowani bohaterów immienych na równi z innymi opcjami kodeksu. Wtedy nie będzie problemu, że ktoś swojej armii nie może wystawić. Pytanie czy jesteśmy gotowi by co eldary obok chopaków w rajtuzach spotykać Eldrada...

piątek, 5 października 2007

Wiecie dla kogo są tytuły :)

Od kilku dni w tramwaju w drodze do pracy czytam najnowszego Dwarfa. Nie da się ukryć, że znacząca jego część jest poświęcona Apokalipsie. Jakieś preview'u, nowe boxy, komentarze autorskie i reszta tego marketingowego śmiecia do którego przyzwyczaił nas Biały Krasnal. Czytając jednak artykuły poświęcone Apokalipsie zwróciłem uwagę, że przewijającym się motywem jest fun z bitwy i generalnie ma być miło przyjemnie i w ogóle zabawnie. I najlepiej jakby tak było nie tylko w apokalipsie ale w każdej partii. Szczytna idea ale wywołuje ona we mnie parę wątpliwości. Może nie tyle co idea bo ta jest jak najbardziej zasługuje na pochwałę ale konsekwencje z niej wypływające.

Może my – w sensie gracze jeżdżący po Polsce (a nie długo może nie tylko) na turnieje – używamy produktu GW niezgodnie z przeznaczeniem. A takie pkz'ty to koronny dowód naszego samo umartwienia. Bo przecież normalny człowiek a przynajmniej taki mieszczący się w targecie ulubionej firmy (pomijając kwestię wieku) zawsze się dogada z przeciwnikiem i każdą sporną sytuację obrócą w żart. A może nawet przy okazji kilka innych zasad wymyślą które urozmaicą rozgrywkę. Balans - jaki balans? Zresztą Wy już najlepiej wiecie dla kogo jest balans... Natomiast my siedzimy z podręcznikami i doszukujemy się logiki i myśli przewodniej w miejscu gdzie tych rzeczy najzwyczajniej nie ma. Bo zasady też są funowo i luzacko pisane bo w końcu taka ma być rozgrywka.

Pojawia się jeden problem – jak pokazało ETC Polska nie jest jakimś szczególnym wyjątkiem i wszędzie ludzie chcą grać wg. zasad które chociaż sprawiają wrażenie przemyślanych. I chcą grać na turniejach a nie tylko przy piwku na strychu ziomka. Żeby nie było niejasności uwielbiam wszelkie zajawkowe bitewki zwłaszcza jeśli mnie nic goni i toczą się w miłym gronie. Ale doceniam też uroki grania na turniejach. Przynajmniej wiadomo o co chodzi. Zresztą same GW robi turnieje i ludzie tam też jadą wygrywać i postawią wystawiać koszmarki (vide 60+ osobowa rada serowa).

Czyli z jednej strony GW lansuje a przynajmniej próbuje granie for fun wprowadzanie własnych pomysłów i inne klimaty w ten deseń. A z drugiej strony część graczy chce grać i wygrywać i chce wiedzieć jak to zrobić. Czyli chce mieć spójne zasady a jak coś się to nie uda to chociaż otrzymać szybko FAQ stworzony przez kogoś znającego temat. Mam jednak wrażenie, że takie “wygórowane” wymagania przychodzą z wiekiem bo jak się te 11 lat (a przecież w takiego klienta jest skierowane ostrze marketingu GW) to się w ogóle nie widzi części tych problemów które trafiają na sędziowską. Z czego wynika, że stoimy na przegranej pozycji bo większości odpowiada ten stan rzeczy jaki jest a, że jest to taka a nie inna większość to nie ma większego znaczenia. Zresztą i tak powinniśmy się cieszyć ponieważ są turnieje dla starszych graczy organizowane – raz w roku. Na szczęście są ludzie którym się chce i próbują łatać te zasady i organizują turnieje np. co miesiąc.


czwartek, 4 października 2007

Marketing by GW

Ostatnio na sieci wypłynęło orkowe summary. Można je obejrzeć np. tutaj. Zasady jak zasady więc nie będę się nad nimi rozwodził czy jak kto woli pastwił. jednak przy tej okazji powstała u mnie refleksja na temat tych wszystkich "przecieków" przed każdym nowym kodeksem. Zacząłem się zastanawiać na ile one są rzeczywiście zdobycznymi informacjami a na ile elementami kampanii reklamowej. Może ktoś z działu marketingu w GW usłyszał o marketingu szeptanym i postanowił zastosować tą technikę. A może rzeczywiście pracownicy GW na tych wszystkich Games Day'ach zostawiają graczy z aparatem w jednej ręce i z niepublikowanym jeszcze kodeksem w drugiej a sami idą na typowo angielski lunch. Chociaż przeciek do sieci kodeksu chaosu w pdfie grubo przed premierą trudno mi podciągnąć pod działania mające za zadanie podnieść jego sprzedaż. Trudno mi ustalić jak jest w rzeczywistości ale nie da się ukryć, że to działa. Każdy nowe kodeks jest gorąco wyczekiwany a wszystkie strzępy informacji wałkowane i analizowane w każdą możliwą stronę na forach w wielu językach. Niezależnie czy przypadkiem czy świadomie ale kodeksy sobie same robią reklamę. Przynajmniej wśród ludzi już siedzących w tym hobby. Jedyny problem to kuszenie nowych graczy. Ale tu też GW (przynajmniej częściowo) wyręcza się rękoma klubów i innych ochotników gotowych poświęcać swój czas i energię by korporacja miała zysk. A angielscy emeryci czekają na swój hajs. W końcu po coś kupili te akcje.
Natomiast jeśli chodzi o www to mam wrażenie, że pomimo wielu pozytywnych działań dało by się to zrobić lepiej. Można by np. zunifikować zawartość niezależnie od języka; ceny też mogłyby być bardziej zbliżone w różno-języcznych sklepach on-line. Można by jeszcze wiele rzeczy tu wymienić ale należy jednak docenić postęp bo jeszcze jakiś czas temu strona GW to była tragedia totalną. Miejmy tylko nadzieję, że web squad nie spocznie na laurach i jeszcze coś zrobią z tą stroną.
Na koniec pozytywny akcent czyli to co najlepsze na stronach naszej ukochanej firmy - Black Gobbo.

wtorek, 2 października 2007

Codex: Ruinous Powers

Od czasu Warhammera 30K regularnie zaglądam na Bell of Lost Souls. Załoga to pisząca stara się być na bieżąco z wszelkimi plotkami/przeciekami/fotkami. A łatwiej tam coś znaleźć niż na warseerze gdzie trzeba się przekopywać przez pokaźne ilości różnorakich przemyśleń.
Ostatnio natknąłem się na coś takiego. O ile normalnie do wszystkich plotek zwłaszcza na tak długo przed publikacją kodeksu mam duży dystans o tyle w tym przypadku nie oparłem się pokusie skomentowania. Myślę, że bierze się to z tego jaką sławą były owiane książki składające się na Realm of Chaos kiedy zaczynałem swoją przygodę z Warhammerem. Właśnie nie z 40ką tylko z Warhammerem - bo te podręczniki były stworzone z myślą i o rpg'u, i o wfb, i o 40k'ce. Zawartość książki poznałem właśnie przez pierwszą edycję fabularnego młotka. To co mi się wbiło w pamięć to tabelka mutacji gdzie rzucało się d100. Niestety nie załapałem się na to by w któregoś bitewniaka zagrać z tymi zasadami.
Nie podoba mi się koncepcja Codex: Ruinous Powers z powyższej plotki z paru powodów.
-Będzie mierzyć się z mitem z którym nie ma szansy wygrać. My mamy swoje Wembley a GW ma Realm of Chaos. Serio - to tak działa.
-Aktualnie 40k i WFB to dwie różne gry cokolwiek co ma być i do jednego i do drugiego ma wielkie szanse być do niczego.
-Brak interakcji z CSM oznacza, że powinniśmy przywyknąć do czegoś co się nazywa generic deamon. Nie wiem czy potrafię. I szczerze mówiąc właśnie te demony są czymś co sprawia, że nie chce mi się wierzyć w te plotkę. Nie wyobrażam sobie że rogacze nie mają dostępu do normalnych koleżków z warpu.
-No i chyba nie muszę pisać co jako osoba mocno zaangażowana w ligę sądzę, o nie-turniejowych army listach :) Chociaż to nie ma większego znaczenia bo jeśli będą wykazywały jakieś z balansowanie to w wielu miejscach i tak będą dopuszczone (tak jak np. Cult Genokrada). A nie da się ukryć że Nightbringer oraz Eldrad dosyć mocno poszerzyli widełki tego co może się wydawać wyważone i gwarantujące dobrą zabawę.

I na deser Bolt Thrower z płyty Realm of Chaos (liiiive :))

poniedziałek, 1 października 2007

Kolejna gierka w klimatach

Ostatni na googlach odkryłem taką zabawkę jak Alerts - nie wnikałem do końca jak to działa ale idea jest taka, że pomaga trzymać rękę na pulsie :). I dzięki temu wynalazkowi znalazłem coś takiego. Niestety platformy na których to cudo ma działać to przenośne konsole sony i nintendo. Czyli PSP i DS. Jeśli gra będzie tego warta będzie trzeba poszukać jakiegoś emulatora którejś z tych zabawek. Nie da się ukryć, że turowość tej gierki brzmi zachęcająco.
Natomiast jeśli ktoś jest szczęśliwym posiadaczem N-Gage może warto sobie odświeżyć ten tytuł.

No i ma być nowy dodatek do DoW. Niestety (stety ?) nie gram w tą grę więc nie będę nawet próbował pisać o czymś o czym nie mam pojęcia. Myślę, że i tak zainteresowani już dawno wiedzą :)

Te kilka weekendów w roku

Niestety nie mogłem być na Arenie. Jak to się mówi w pewnych kręgach - "family buissness" który wiązał się z podróżą pociągiem w przeciwną stronę. Podróż nie była krótka i dostarczyła czasu na przemyślenia i refleksję. I jednym z wywodów które zaistniały w mojej głowie w pośpiechu relacji Poznań-Gdynia postanowiłem się podzielić.
To jest naprawdę fajne hobby (dla czytelników poniżej 14 roku życia - zajefajne). Posiada dla każdego coś miłego i dla fanów ZPT jak i plastyki czy matematyki natomiast tym co mi się najbardziej w nim podoba to element geograficzno-chemiczny. Czyli jeżdżenie po kraju i spotykanie się z ziomkami. Co prawda jakiś czas temu sobie na tym blogu trochę po marudziłem, ale nadal jeżdżenie na turnieje sprawia mi sporo frajdy. Patrząc jeszcze w piątek na listę zgłoszeń trochę smutno mi się zrobiło, że mnie tam nie będzie. Bo byłem pewien, że zabawa będzie przednia i oczywiście była. Granie ze starymi ziomkami i nowymi znajomymi jest zawsze kupą dobrej zabawy.
Oczywiście zdarzały się bitwy które nie były jakąś porażającą rozrywką. Czasami były lepsze wyniki na czasem gorsze. Raz po raz nie rozumiałem oceny malowania ale zawsze się dobrze bawiłem. Jeszcze nie zdarzył mi się master po którym żałowałbym wyjazdu. A power i luz który człowiek przywozi z sobą po takim weekendzie jest bezcenny. Od razu człowiek lepiej funkcjonuje w pracy i nie tylko z świeżo naładowanym akumulatorem. Bo o ile fizycznie człowiek może być zmęczony o tyle emocjonalnie/psychicznie zostaje wciśnięty przycisk reset i jest:

Do zobaczenia na Halo Stars i żeby ktoś nie pojechał za daleko ;)