czwartek, 23 kwietnia 2009

Krwawa Pyra V

4 sezon na stołku głównego trenera drużyny Warp Speeders właśnie dobiegł końca. Otaczały go wyjące z radości orki natomiast ostatnie szczury opuszczające cmentarz na którym rozegrał się ten dramatyczny finał chowały się w studzienkach kanalizacyjnych. Miał przeczucie, że po tej przegranej nie powinien iść w ich ślady. Póki co lepiej się oddalić i przeczekać wielką gorycz wszystkich fanów Ikita czy Timesplittera. Zwłaszcza gorycz takich fanów jak szef wszystkich Assassinów czy inny Szary Prorok.

Jakiś czas temu zakończyliśmy w Poznaniu nasze pierwsze podejście do kampanii w systemie Battlefleet Ghotic które nieskromnie jako organizator uznaje za całkiem udane. Oczywiście dało się wiele rzeczy rozwiązać lepiej ale to jest materiał do analizy przed kolejną edycją która w ogóle ma być lepsza, ciekawsza i bardziej kosmiczna. Ale za nim do niej dojedzie rozegramy właśnie zainaugurowaną ligę Blood Bowl'a. To już piąta jej odsłona w stolicy podziemnych pomarańczy i jestem przekonany że nie ostatnia.

W kanałach powstałeś do kanałów wrócisz. Dotąd nie miał świadomości jak bardzo trafne jest to stwierdzenie. Jednak jego powrót do podziemnego Imperium komplikowała niechęć (najdelikatniej rzecz ujmując) szczurzych władców do jego osoby. Na szczęście w kanałach są miejsca o których elektrykom się nie śniło dzięki czemu nie dość, że znalazł schronienie to i drużynę - głodną sukcesu ale jeszcze bardziej głodną spaczenia w każdej postaci. Drużynę prawdziwych mutantów.

Po zeszło sezonowym finale w którym na prawdę nie wiele zabrakło do końcowego sukcesu prowadzonym przeze mnie szczurom spod szyldu Warp Speeders postanowiłem odpocząć trochę od tych pędziwiatrów i pograć innym teamem. Jednak moje zamiłowanie do Skavenów nie pozwoliło mi szukać zbyt daleko i mój wybór padł na Underground Team. Jest to mieszanka tych gorszych zawodników szczurów z podstawowym zawodnikami goblinów czyli - goblinami. Żadnych fajerwerków poza jednym - wszyscy mają z bazy dostęp do umiejętności mutacyjnych dzięki czemu, przy założeniu, że komuś uda się wystarczająco pożyć można w ramach tej druzyny stworzyć na prawdę ciekawych zawodników. W kawałku fluff'u o tej drużynie który mi kiedyś się przewinął przed oczyma padło stwierdzenie, że kibice przychodzący na mecze Undergroundu nie licze na jakieś dobre wyniki bo o te w ich przypadku trudno leczy by pooglądać największych mutantów w kanałach.

No i wśród wielkiej wrzawy wybiegli na boisko w gorących promieniach słońca. Najpierw najmniejsi i zieloni czyli gobliny. Następnie szczurzy linemani skrzętnie dbający już od początku by od orków z drugiej strony boiska zawsze dzielił ich jakiś zielony kurdupel. Po nich ci na których barkach będzie spoczywać gra piłką i dbałość o to by jakiekolwiek przyłożenie było możliwe czyli Throwerzy. Jak kolejni pojawili się Blitzerzy a ich ostrza by błyszczały w tym słońcu gdyby nie trucizny i inne wywary które wręcz spływały z ich broni. A na koniec z kanałów wyłonił się Troll a każdy jego krok wstrząsał ziemia dzięki czemu najbliżsi widzowie byli świadkami fontann z bloodcornu.


Pierwszy mecz mam już mam za sobą z moim przeciwnikiem z poprzedniego finału - Michałku, który dla odmiany wziął świeżą drużynę orków na tą ligę. Spotkanie było pełne radosnej improwizacji oraz prób namówienia swoich zawodników do jakiegokolwiek choćby najmniejszego sukcesiku. Zazwyczaj bezowocnych, aczkolwiek tzw. momenty były - głównie autorstwa mocno nie do cenianych goblinów. Końcowy wynik brzmiał 1:1 i u mnie nikt nie zginął co jest sukcesem samo w sobie. Po tym meczu pozbyłem się wielu przedsezonowych obaw na temat czy mi się będzie fajnie grało Kanały Finest bo już wiem, że będzie się działo. I na sporadyczne relację z tego już teraz serdecznie zapraszam.

Po pobycie na powierzchni związanym z meczem z ulgą powrócił do kanałów. Krainy smrodu i spaczenia. Ogonów i ścieków. Oraz przegranych i wygranych. Po tych 4 sezonach doskonale wiedział gdzie są przegrani. Pytanie czy ci spaczeniożercy na których przypadkiem trafił okażą się tym drugim biegunem by nie używać zbyt wielkich słów w kontekście żółtodziobów już w ich pierwszym sezonie. Tak to jest dobre pytanie...

wtorek, 21 kwietnia 2009

Łup w niebieskie ciało



Tu miał być trailer Planetsrike ale stwierdziłem, że i tak wszyscy go widzieliście a to jest i w temacie i zbawniejsze.

Co prawda najnowszy suplement do 40ki który będzie się zwał Planetstrike jest już od jakiegoś czasu na tapecie na większości for i trudno na tym etapie plotek dodać coś szczególnie odkrywczego to i tak pozwolę sobie na kilka mniej lub bardziej uporządkowanych refleksji.
Jakiś czas temu widząc w kolejnej garści plotek gdzieś na necie okładkę tego dodatku postanowiłem sobie odświeżyć książkę o bardzo podobnej grafice na czele czyli Cities of Death. Nie da się ukryć, że przynajmniej w naszym kraju zdobywanie a następnie plądrowanie i grabienie miast nie stało się popularne pomimo oczywistego romantyzmu tego rodzaju rozrywek w życiu każdego generała w 40 millenium ;). I nawet poprzedzenie rozgrywki kanonem już filmowej walki miejskiej jak Black Hawk Down czy Wróg u bram nie pomagało temu dodatkowi. Oczywiście miał on swoje dobre strony jak np. uwzględnienie różnic wysokości pomiędzy strzelającym a celem czy stratagem'y. Ale niestety na dłuższą metę był po prostu słaby - zmiany zasad w większości nie pomagały wprowadzeniu klimatu walk miejskich a raczej jak każde grzebanie przy działających rozwiązaniach komplikowały życie. Scenariusze pomimo wręcz hurtowej liczby nie były jakoś szczególnie odkrywcze. Jednak w tym wszystkim było coś co było naprawdę udane - budynki które GW wypuściło przy tej okazji. Jednak w pełni doceniam je dopiero teraz, na etapie fascynacji kolejnym dodatkiem do 40ki czyli Apokalipsą. Pozwalają bowiem one na budowę niektórych zabawek dostępnych w zabawie na duże punkty które dzięki ich zastosowaniu mają szanse prezentować się naprawdę zacnie a nie wymaga to jakiegoś Tzeentch wie jakiego nakładu czasu.
Myśląc o nadchodzącym uderzeniu w planetę też najbardziej cieszę się na zapowiadaną nowa kolekcję architektury 40 millenium. Co prawda po zdjęciach z widocznymi budynkami, które wyciekły do netu trudno ocenić co będzie dostępne w sprzedaży a co jest konwersją ale liczę, że choć część z tych zacności będzie można nabyć. I zaadaptować do innych celi czyli zrobić kolejne apo-konwery ;). Oczywiście samemu dodatkowi zamierzam dać szansę i po cichu liczę, że GW wyciągnęło wnioski z sukcesu Apokalipsy. I mają już np.świadomość, że warto własne produkty wspierać również po momencie oficjalnej premiery choćby za pomocą paru pdf'ów na stronie www raz na jakiś czas. Mam też nadzieję, że dzięki temu suplementowi, rzeczywiście będzie można poczuć klimat inwazji na planetę a nie tylko potknąć się o kilka dziwnych zasad i odgrzewanych kotletów w scenariuszach.
I nie da się ukryć, że nie ma chyba lepszej możliwości zrobienia cross-over'a między 40 ką a BFG niż inwazja na planetę a takie coś cały czas mi chodzi po głowie. Wydaje mi się więc, że pomimo średnio udanych Miast Śmierci, Apokalipsa nadaje nadzieje, że jest na co czekać. Zwłaszcza, że przy tej okazji wyjdzie też kilka "klasycznych" modeli.

niedziela, 19 kwietnia 2009

Warp 2.0

Ostatnimi czasy nie tylko w mediach elektronicznych ale również tych tradycyjnych karierę robią pojęcia takie jak: blogosfera czy web 2.0. Póki co w polskojęzycznej części internetu dotyczącej 40ki czy nawet generalnie warhammer'a te terminy nie miały szczególnej racji bytu bo to fora takie jak te na glorii czy gildii skupiały ludzi zainteresowanych tym hobby wokół siebie. I to właśnie wokół nich powstały zalążki modnych aktualnie społeczności siecowych. Przy tej okazji naszła mnie taka refleksja wydaje mi się, że zasada Pareto znana również jak zasada 80/20 ma również przełożenie na powstawanie postów na forach dyskusyjnych.
Z czasem okazało się, że ogólnopolskie fora nie spełniają wszystkich potrzeb bo niektóre z nich mają charakter wybitnie lokalny. Zatem jakiś czas temu można było zaobserwować wysyp for klubowych które służą graczom do załatwiania lokalnych spraw. Aktualnie praktycznie każda komórka KGB (Klub Gier Bitewnych) w tym kraju ma swoją stronę w sieci. Kolejnym etapem ewolucji binarnego warpu jest powstawanie coraz większej liczby blogów - czego najlepszym przykładem jest ta strona. Jednak nie jest ona jedyna. Jakiś czas temu wspominałem już o Noktovisorze autorstwa Grabariana który skupiał sie na warszawskiej scenie turniejowej i organizacyjnej. Niestety mam wrażenie, że ostatnio jego uwagę w całości pochłonęło DMP gdyż nowych notek jak na lekarstwo. A raczej w ogóle.
Jednak na przestrzeni ostatniego miesiąca powstały dwa inne blogi które mam nadzieję, że zaistnieją na dłuższy czas w sieci. Pierwszego z nich założył Wosho który skupia się na rozpiskowym (choć nie tylko) aspekcie naszego hobby. Zresztą zajrzyjcie sami.
Z kolei drugi z nich skupia się na armii demonów czyli jego autor - Cebul - dość mocno sobie zawęził tematykę a przy okazji też grupę czytelników. Ale póki posty będą się pojawiać z dotychczasową regularnością to i tak będzie można mówić o sukcesie.
Przyznam się, że liczę, iż ten trend się utrzyma dzięki czemu blogów jak i innych stron o naszym hobby będzie przybywało. A przy okazji dla już istniejących poprzeczka będzie miarowo podróżowała w górę co tylko będzie z korzyścią dla nas wszystkich. I tylko przy okazji młotków będzie trudny moment wyboru grożący bólem głowy...

czwartek, 16 kwietnia 2009

Gdzie kodeksy z tamtych lat...


Ostatnio powrócił do mnie 2-go edycyjny kodeks chaosu który przez dłuższy czas przebywał na wypożyczeniu. I po przejrzeniu go, z jak to się mówi, świeżą głową naszło mnie parę refleksji którymi postanowiłem się podzielić (i żadna nie dotyczy charakterystyk bohaterów).
- Ilu tu oddziałów nie ma. Brakuje takich oczywistych oczywistości (przynajmniej w czasach piątej edycji) jak: oblity, raptorzy, possesci, demoniczni książęta itd. Nie da się ukryć, że przez te wszystkie edycje Abbadonowi przybyło i to bardzo zarówno w koszarach jak i arsenałach co jednak nie przeszkodziło mu w partaczeniu kolejnych wypraw łupieżczych zwanych szumnie krucjatami.
- Ile tu jest reszty. Fluffu, opisów, smaczków i innych smakowitości dla każdego umysłu z mackami w miejscu kory mózgowej. Mi osobiście bardzo się podobają starożytne spawny które wymagały całej strony na opis działania. A bynajmniej nie była to nagroda za wierną służbę bóstwom chaosu. Ale też mam wrażenie, że każdy special jest szerzej opisany niż w aktualnym podręczniku chaosu a zwłaszcza ulubieniec (?) Tzeentcha - Ahriman.
- 3 armylisty. Słownie - trzy. W jednym kodeksie. Niestety dopóki Era nie przejmie od GW pisania kodeksów to musimy odświeżać takie perełki z lamusa by być świadomymi, że to w ogóle było (i nadal - podobno - jest) możliwe. Poza podstawowym z legionowymi marinsami i ich zabawkami u podstaw dodano jeszcze chaos cult i deamon world. Ten pierwszy jak się łatwo domyślić to wariacja na temat kultystów którzy jakby nie było czają się za każdym rogiem w imperialnych miastach dzięki czemu na swoje miejsce w księdze opisującej siły chaosu zasłużyli. Natomiast ten drugi to protoplasta współczesnych demonów. Tyle, że z beastmenami, trollami i minotaurami. Tak, tak te słowa padły w dziale zasad kodeksu do 40ki. To są naprawdę spaczone stronice...
Nie będę się wyzłośliwiał na temat aktualnego kodeksu chaosu który składa się ... no właśnie nie będę się wyzłośliwiał z tej formacji. Jednak patrząc na ostanie dzieła Games Workshop (orki, marinsów czy hmu-hmu gwardię) w tzw. ogólności to mam wrażenie, że dla graczy - graczy obecne kodeksy są lepsze: fluffu nadal nie brakuje a jak komuś mało to zawsze jest fluff bible a jednostek do wyboru więcej i armie większe się aktualnie składa (kiedyś podstawowy CSM kosztował 25 pktów) więc i zabawy na polu bitwy więcej. Jednak brakuje mi tych wszystkich 2go edycyjnych smaczków, które potrafiły nie miłosiernie wydłużać i tak długą rozgrywkę jednak były zdecydowanie warte tego. No i tej dbałości o klienta który kupując, bądź co bądź: Codex: Chaos dostawał komplet spaczonych wizji i dzięki temu podręcznikowi mógł się bawić w totalnie różnych klimatach jedną armią. I po tym można zapłakać.

poniedziałek, 13 kwietnia 2009

Gwardyjska Pisanka


No i Wielkanocny zajączek wykicał nam nowy kodeks Gwardii Imperialnej. Wersja tak zwana przedpremierowa, coraz popularniejsza przy produktach GW - przynajmniej tych w całości papierowych. Uniknę w tym miejscu - pomimo, że bardzo mnie korci - kolejnego tekstu odnośnie polityki GW względem kodeksów a zwłaszcza ich elektronicznych wersji i od razu przejdę do pierwszych wrażeń po nie ukrywam jedynie pobieżnym przejrzeniu finalnego produktu.
Fajny, podoba mi się - taka pomyślałem po obejrzeniu dostępnych tu i ówdzie zdjęć. Mam wrażenie, że ilość opcji przytłacza. Liczba różnych luf pasujących do wieżyczek na lemanach czy armat na platformach z chimer sprawia, że samo przeanalizowanie heavy supportu dostarcza zabawy na dłuższą chwilę. Dodatkowo potwierdziły się plotki o squadronach pojazdów z tej sekcji i np. możemy spotkać się z 3 leanami zajmującymi jeden slot heavy. A czają się tam jeszcze perełki jak Deathstrike Missile Launcher znany do tej pory głównie graczom Epica. Jednak jego zadady sprawiają, że nie wiadomo kiedy i iloma blastami strzeli więc nie spodziewałbym się super popularności na stołach. Choć nie da się ukryć, że jak już strzeli to z przytupem. Zresztą po przejzeniu sekcji ciężkiego wsparcia gdzieś w podświadomości byłem zaskoczony, że moim oczom nie ukazała się nigdzie literka D w rubryce siła.
A co najlepsze wydaje mi się, że fast attack będzie dostarczał jeszcze więcej dylematów - z jednego hellhounda zrobił się trzy wersje pojazdów (również mozne je wystawiać hurtem), sentinele z kolei teraz występują w dwóch wariantach - jedna dobrze znana z poprzedniego deksu druga z poprawionym pancerzem kosztem punktów i niektórych zasad specjalnych. A do tego doszly fruwajki znane wcześniej jedynie z Imperial Armoura które daj naprawdę sporo opcji również poprzez możliwość wożenia jakieś wkładki.
Veterani będący do tej pory jednostką elitarną wyladowali w sekcji army listu koło plutonu piechoty. Niestety trzeba ich minimalnie wystawić dziesięciu ale nadal mają BS 4 i choć plazmy podrożały nadal moga być popularni zwłaszcza, że melty przy obecnej popularności landków nie są złą alternatywą. Co prawda lascannonów może być w tej armii od groma za sprawą nowej "architektury" podstawowego plutonu piechoty ale nie wiem czy to jest taka super rozwiązanie przynajmniej w wymiarze punktowym. Choć na pewno parę sztuk przerośniętych latarek w tym fanklubie Świętek Światełka Imperatora będzie wręcz klimatycznym wyborem. Przy okazji troopsów należy wspomnieć o chimerach którenie nie dość, że drastycznie potaniały (w punktach) są dostępne jako opcja transportu dla zwykłych gwardzistów.
W elitach z mojej spaczonej przez Tzeentcha perspektywy zdecydowanie najciekawszym oddziałem (a przy okazji nowością) wydał się Psyker Battle Squad. Banda jajogłowych mutantów którzy działają jako jeden psionik. Niestety ich wiedza o warpie nie jest tak szeroka jak moli książkowych w power armourach ale nie ma co narzekać bo i tak ich moce na pierwszy rzut oka są całkiem mocne. Kolejną ciekawostką w tym rodzaju jednostek są storm troperzy których latarki mają moc . Moc pod postacią AP3. I parę innych ciekawych opcji. Niestety cena w punktach sprawia, że trzeba będzie się mocno nad nimi pozastawiać by nie doszło do przerostu formy nad treścią. W tym miejscu jeszcze należy wspomnieć, że ogryny poprawiono i wszystko wygląda super dopóki nie dojdziemy do kosztu punktowego bo ten sprawia, że czar pryska, aczkolwiek może, być może po testach się okaże, że wcale nie są tak złe.
Przyznam się, że sekcję HQ czyli dowództwa najmniej wgłębnie analizowałem ale jest to dobry moment by wspomnieć o jednym z największych o ile nie największym novum w kodeksie czyli o rozkazach. Te oczywiście mogą być wydawane przez oficerów i nie da się ukryć, że dobrze użyte mogą być przysłowiowym języczkiem u wagi. No i sprawiają, że sekcje dowodzenia przestaną być samobójczymi oddziałami za sprawą dostępności broni specjalnych bo mogą być bardziej użyteczne za liniami własnych oddziałów dowodząc nimi. Prawie jak klimat...
W tych odczuciach na gorąco nie wspomniałem o wielu godnych tego sprawach jak choćby oddziały karne ale jestem przekonany, że będzie jeszcze okazja by do tego wrócić. Mam nadzieję, że do kolejnego razu z gwardią na tym blogu uda mi się już zagrać jakieś bitwy korzystając z nowego kodeksu dzięki czemu nie będę musiał bazować jedynie na odczuciach teoretycznych. A póki co wracam do studiowania bo nie ukrywam, że dla mnie osobiści ten podręcznik prezentuje się najzwyczajniej w świecie bardzo ciekawie i liczę, że uniknie losu kodeksu chaosu (tego w power armourach).

piątek, 10 kwietnia 2009

Prawie jak ETC

Przeglądając forum szczecińskiego klubu Monolith natknąłem się na taki temat. I tak sobie pomyślałem "no normalnie prawie jak Euro - tylko teamy mniejsze, parowanie inne, punkty też mniejsze ale chociaż również w Niemczech no i drużynówka". Muszę przyznać, że z perspektywy Poznania (jak pewnie też miasta Gryfa) tak wycieczka wygląda całkiem kusząco. Bliżej niż do ojczystej stolicy, nowi ludzie, nowe otoczenie, fajny format słowem tylko czas wygospodarować.
Poza tym pojawia się niepowtarzalna okazja by wrócić do pewnej tradycji i wytłumaczyć naszym zachodnim sąsiadom wyższość kawalerii nad czołgami. No i fajnie byłoby "zdobyć Berlin". W końcu jak śpiewał Maleńczuk:

"...nie dla mnie przyjaźń polsko-niemiecka

Niemców nienawidzę od dziecka..."

Ale tak bardziej serio to taki turniej w najbliższym sąsiedztwie to naprawdę kusząca perspektywa zwłaszcza, ze termin sprzyja aktywnością poza figurkowym.

środa, 8 kwietnia 2009

re:Młotki

Drużynowe Mistrzostwa Polski zbliżają się coraz większymi krokami a wraz z nimi rozdanie nagród za ligę oraz Młotków. Czyli nagród od środowiska dla tych ludzi lub zespołów które się najbardziej przyczyniły do jego rozwoju. Przynajmniej w aspekcie ligowym. W tym roku do sześciu zeszłorocznych kategorii czyli (Najsympatyczniejszy gracz, Najprężniejsze środowisko, Najlepsza strona internetowa, Najlepszy turniej, Najlepszy sędzia, Największy wkład w Ligę) doszła jedna nowa - Najlepsza twórczość fanowska. Kandydatury zbierane są do 17 kwietnia a potem zacznie się głosowanie którego wyniki poznamy w drugi weekend maja.
O ile w wszystkich kategoriach szykuje się o wiele większa konkurencja niż w zeszłym roku (zwłaszcza w kategorii strona internetowa gdzie m. in. zgłoszona została i ligowa, i gloria victis - z czego się cieszę - w końcu konkurencja musi być co by progres występował :) ). O tyle w jednej konkurencji nie ma - wkład w ligę MiSiA w tym sezonie jest absolutnie nie do przecenienia. On nie tyle co reanimował stronę ligową ale zrobił nową od podstaw z naprawdę zacnymi ficzerami a w dodatku wygląda na to, że się dopiero rozkręca. I tak np. w przyszłym sezonie zgłaszanie wyników turnieju oraz podliczanie rankingu będzie w dużym stopniu zautomatyzowane dzięki czemu czasy z apdejtem ranku raz na 6 w porywach do 8 tygodni odejdą do zapomnienia.
Dzięki pracy MiSiA liga się doczekała godnej wizytówki a raczej przystani w sieci gdzie wszystko jest na miejscu aktualne i ludzie mają zwyczaj wchodzenia na tą stronę i korzystania z niej bo w przypadku poprzedniej mocno różnie z tym bywało. Oczywiście nadal nie jest tak by nie mogło być lepiej ale mam wrażenie, że zapał szefa imprezy przelewa się na resztę użytkowników którzy z większą regualrnością korzystają np. z forum.
Brakuje jedynie osoby w lidze która by potrafiła sprzedać pracę MiSiA poprzez znalezienie sponsorów. Wiadomo kryzys i tak dalej ale my też nie jesteśmy Barclays Premier League by mieć ciul wie jakie oczekiwania. A jak widać na tym przykładzie nawet nabogatsza liga piłkarska świata ma sponsora tytularnego więc może i nam taki by nie zaszkodził. No i może dzięki niemu nie trzeba by podnosić podatku ligowego. Jeśli więc ktoś miałby młotkowe aspiracje (hehe) i szuka kowadła na którym mógłby je przekuć w rzeczywistość to tu jest pełne pole do popisu.
Wdzięczność środowiska gwarantowana ;)

niedziela, 5 kwietnia 2009

Champion

No i mamy nowego mistrza 40ki.
Vladdi tak nas przyzwyczaił do obecności swojej ksywki koło cyferki 1 w rankingu, że można było odnieść wrażenie, iż to stan permanentny. Jednak w tym sezonie już na półmetku było widać, że nie łatwo będzie mu wygrać kolejny rok z rzędu. No i koniec końców się nie udało. Nowym Czempionem został Zły. O jego tryumfie zadecydowała ostatnia bitwa ostatniego mastera w sezonie (Wojny Światów znaczy się :) ). Dawno nie mieliśmy takiej sytuacji w lidze bo zazwyczaj Vladdi przyjeżdżał z bezpieczną przewaga nad resztą stawki i niezależnie od wynników WŚ zostawał zwycięzcą w końcowym rankingu.
Jednak w tym sezonie głównym rywalem w lidze dla Złego był Skark. I to właśnie ci panowie spotkali się w wspomnianej finałowej bitwie. Ale, żeby uniknąć nie zdrowego ciśnienia przy stole, ustalenie wyniku zostawili swoim towrzyszom z par. Marios grający wraz ze Złym wygrał to starcie i niejako przy okazji sam zajął 3 miejsce a dzięki temu Warszawa zdominowała ligowe podium. Oczywiście to nie są jeszcze wyniki końcowe i coś się może zmienić za sprawą jakiś lokali ale miejsca Złego i Skarka wydają się być niezagrożone.
Zły jako zwycięzca ligi będzie też miał niewątpliwą przyjemność kapitanować naszej reprezentacji na Euro i na jego barki spadnie przygotowanie jakiejś skutecznej taktyki. A biorąc pod uwagę, że chłopaki do Niemiec pojadą jako obrońcy mistrzostwa to trzeba przyznać, że poprzeczka jest zawieszona na najwyższym możliwym szczebelku.
Po cichu liczę, że na ETC rywalizacja będzie równie emocjonująca jak w tym sezonie w lidze. A jak jeszcze przytrafi się jakiś happy end w postaci biało-czerwonej flagi na szczycie to już wogóle będzie przezacnie.

czwartek, 2 kwietnia 2009

Krasnal Apokalipsy


Przyznam się szczerze, że najdelikatniej rzecz ujmując nie jestem na bieżąco z White Dwarfem. Po prostu jakiś czas teamu, podobnie jak wiele osób pamiętających starego dobrego Białego Krasnala, stwierdziłem, że nie warto w ogóle zaglądać do tej marketingowej propagandy. Ale zainspirowany postem Wosho na Nowej Gildii zajrzałem do nr 351 (przedostatni) gdzie podobno był jakiś fajny battle report do Apoklapisy.
Generalnie Dwarfowe raporty z różnorakich starć nigdy nie stały na najwyższym poziomie taktycznym a często też merytorycznym. To znaczy nie rzadko chłopakom nie po drodze było z znajomością zasad gier z ich własnej firmy. No ale nie za to im płacą tylko za sprzedaż ;). Co prawda czasem trafiało się coś fajnego ale najczęściej za sprawą zdjęc czy jakiegoś pojedynczego pomysłu niż, że całość wbijała w ziemię. Z tymi naleciałościami, już właściwie historycznymi, siadłem do lektury „Assault on Fort Wrath” i zostałem bardzo przyjemnie zaskoczony. Pomysł na bitwę okazało się być o wiele bardziej wyrafinowany od tego na tytuł i o ile potyczka – hehehe – jest raczej nie do odtworzenia w warunkach domowych o tyle nadal jest bardzo inspirujący materiał. Nie do odtworzenia bo mało kto ma około 10 stomp i tylu samo benków pod ręką a do tego jeszcze inne tytany i zauważalną ilość lotnictwa. Ale nawet używając zdecydowanie mniejszych sił można parę pomysłów z tego artykułu zerż... ups wykorzystać w własnych apokaliptycznych manewrach. Jednym z nich są sprzeczne osobiste cele w ramach teamu odzwierciadlające np. przerośnięte ego dowódców. Fajnie też przynajmniej w tym raporcie zaprezentowała się koncepcja paru połączonych jakimś zależnościami stołów jako aren walk. Z kolei wydawanie rozkazów przez hersztów teamów na bazie „zdjęć lotniczych” (znajdują się oni w innym pomieszczeniu niż główny stół) jest już trudniejsze do realizacji, ale, pewnie, ... :)
Jednak największym dla mnie zaskoczeniem w tym White Dwarfie było to, że to nie był jedyny fajny materiał. Oprócz niego znalazły się w numerze zasady do nowych wariacji na temat Banedlade'a czy Kustom Stomp. Ale nawet artykuł battlowy opisujący zbieranie doświadczenia przez herosów w kampanii bazującej na Mighty Empires był dla mnie całkiem, całkiem inspirujący. I tak się zastanawiam, czy ten numer jest wyjątkowy, czy też może generalnie chłopaki doszli do wniosku, że bez odrobiny czegoś soczystego to nikt się tym pismem nie będzie interesował (zwłaszcza w dobie netu) albo może ja po prostu dojrzałem by takie mocno zajawkowe pomysły dostarczały mi sporo zabawy. Jest też możliwość, że miałem naprawdę zaniżone wymagania i cokolwiek co nie było promocją mnie bawi.
Chciałem zakończyć górnolotnie, że może kiedyś Biały Krasnal znowu będzie dla wszystkich bawiących się w warhammery co miesięczną pozycją obowiązkową jak za staaaarych dobrych czasów ale szczerze mówiąc pomimo tych (własnych) achów i ochów sam w to nie wierze.
Ale przynajmniej w następnym losowaniu totka skreślę 3 i 51 - może będę miał choć dwójkę.

wtorek, 31 marca 2009

Wojna, wojna i pokój...

... czyli po Wojnie Światów. Szczerze mówiąc jeszcze nie odespałem tego turnieju i towarzyszących mu nocnych atrakcji ale postaram się dziś skrobnąć parę przemyśleń związanych z samymi bitwami które mi się nasunęły po ciężkich bojach. Dla zwiększenia czytelności uporządkuje je w punkty ale jeszcze dla przypomnienia podam rozpiski moją i Jacha czyli mojej "pary":

Jachu (IG):
junior i 3 flamery
2x sws 3 flamery

2x 5 vetsów z 3 meltami

3x plutony:
junior i 3 flamery
2x oddzialy z flamerem
remnanci z, surprise surprise, flamerem

3 kury z ciezkimi flamerami i improved comms

ja (DA):

Kapelan 3W motor fist

5 taktycznych melta fist pod
5 taktycznych melta fist pod

6 bajkow melta fist flamer + AB z MM
6 bajkow melta fist flamer + AB z MM

1. Kill pointy. Wyznaczały zwycięzcę w dwóch misjach i obie z kretesem przegraliśmy ale też nawet nie próbowaliśmy jakiejś zachowawczej gry po prostu z góry wliczyliśmy masakry w koszta. Nie da się ukryć, że tną one równo z murawą koncepcję błota i trawy i trzeba o nich pamiętać składając rozpiskę na turniej gdzie będą grane.
2. Outflank. Na dużym stole jest mocno przereklamowany. Zwłaszcza jeśli się chce wchodzić całą armią czy nawet połową z bocznych krawędzi. Przeciwnik się trzyma środka i śmieje się nam w twarz. Jeśli już to tylko jakieś delikatne siły które mogą postraszyć. Z outflankiem jest jeszcze jeden ból bo oddział niedość, że nie wiadomo kiedy się pojawi to też miejsce wyjścia jest tajemnicą. Niby przy deep strajku jest podobnie ale tam rozrzut jest jednak "ciut" mniejszy.
3. Palniki w ilościach hurtowych na gwardzistach to samobójstwo. Rzadko kiedy uda im się wypalić na tyle przeciwnika by nie miał kto im oddać. A ktokolwiek im odda to robi im wiadomo z czego jesień średniowiecza. A jeszcze by lądować 10 modelami z DS pod kątem strzelania z flamera trzeba poza mega tanimi jednostkami (nadal wartymi 1KP) mieć po prostu dużo spokoju wewnętrznego lub skłonności do szaleństwa.
4. Dark Angelskie troopsy bez speciali są naprawdę słabe. Mało opcji uzbrojenia/wargearu, pody po 50 punktów. Co prawda nadal są to marinsi więc coś tam potrafią ale nie zmienia to faktu, że przy aktualnym nacisku na troopsy to posiadania jednego średnio konfigurowalnego wyboru mocno wpływa na siłę lub raczej jej brak armii. Ale nadal lepiej tak niż u Necronów :).
5. Melty. Na tym turnieju absolutne must have na wszystkim co mogło je mieć. Ilość Land Raiderów na tegorocznej WŚ była przerażająca. A w zdecydowanej większości z nich siedzieli jacyś psychopaci do walki wręcz. A żeby zrobić jedną penkę na landku trzeb 9 strzałów z BS'em 4. I to w otwartym terenie. Skuteczną alternatywą dla strzelania choć nie tanią jest Bloodthirster.

O ile z względu na bliskość nowego kodeksu gwardii który wszystko wywróci do góry nogami jakoś szczególnie tej armii nie analizowałem o tyle aktualny Ravenwing osobiście bardzo mi się podoba. Scout move plus okradziona hurtownia melt daje spory straszak na landki i inne klocki żelaza zwłaszcza przy aktualnych zasadach rozpoczynania. I nawet nie do końca działający outflank nie psuje mojego entuzjamu. W naszym teamie na DMP już sobie zaklepałem slot speciala dla Samaela na motorze odrzutowym.

wtorek, 24 marca 2009

"Czas..." - trylogia

Przy okazji tegorocznej Wojny Światów podobnie jak w poprzednich latach byłem odpowiedzialny za działania wizerunkowe pod postacią trailerów. I o ile poprzednio każdy był zajawką powstałą pod wpływem nastroju, czasu i miejsca to tym razem postanowiłem że będą stanowiły jakąś całość. Linki do "produkcji" w ramach tego cyklu można co prawda znaleźć w stosownych tematach na gildii czy GV ale i tak postanowiłem je zebrać tutaj w całość. Coś na kształt Trej - colected visions ;).

Czas przygotowań

Czas rozpisek

Czas drogi

niedziela, 22 marca 2009

Black Audio

Dawno temu przynajmniej stosując się do standardów internetowych pisałem tutaj o soundtracku do książki Dana Abnetta pt. "Traitor General" będącej kolejnym tomem cykla o Duchach Gaunta. W tamtej notce nawet podałem adres strony autora tej muzyki - Johna Bergin'a. Ostatnio wszedłem na nią ponownie i ku mojemu zaskoczeniu wspomniana płyta znajduje sie na niej za darmo w formacie mp3 w stosownym dziale czyli music archive. Nie za bardzo się czuje w pisaniu o muzyce więc ograniczę się do stwierdzenia, że gatunkowo to można określić jako industrialny ambient z momentami przyspieszenia. Or something.
W bezpośrednim sąsiedztwie tej płytki są linki do innych produkcji o tak zachęcających tytułach jak Terra Null czy Terra Damnata. Jeśli ktoś potrzebuje więc muzyki na sesję Dark Heresy czy jako tło bitwy czy też po prostu jako towarzystwa do lektury książki z Black Library to polecam.
A trafiłem ponownie na tą stronę zainspirowanym tym tematem na forum Glorii Victis. Trzeba przyznać, że zebrano w nim całkiem sporo ciekawego info o muzyce inspirowanej 40ką. Polecam wszystkim kliknąć by chociaż tylko wyłapać autorów czy tytuły płyt.
Wracjąc jeszcze do Traitor General OST to żałuję jedynie, że nie doczekaliśmy się takiego soundtracku inspirowanego którymś tomem czy całością cyklu Horus Heresy. Ale ponieważ ten cykl jest oczkiem w głowie działu marketingu z Black Library może jeszcze nie wszystko stracone a póki co dla uzależnionych słuchawek i innych audiofilii pozostaje audiobook - Dark King and The Lightning Tower.

Binarne mutacje


Jak widać wokół, trochę poprzerabiałem tego bloga na czele z kolorystyką i belką tytułową. Ale choć te zmiany są najbardziej widoczne to jednak nie są one najważniejsze bo do tych zaliczam - uwaga:

taa-daaam

ko-men-ta-rze !!!

widoczne już na stronie głównej.

Nie wiem jak mi się to udało ale skorzystałem ze statusu słomianego wdowca w ten weekend i postanowiłem klikać do upadłego aż je wyklikam. I nie ukrywam, że jednak ku mojemu zaskoczeniu ale się udało.
Drugą nowością jest panel osób obserwujących który postanowiłem wyeksponować bo
a.) ktoś zaczął tego bloga obserwować
b.) może to zachęci innych
c.) tak jest bardziej społecznościowo czy web 2 zerowo ;)
Mam nadzieje, że to jeszcze nie koniec mojej walki w dziedzinie technikali ale doba się nie chce rozciągnąć a jednak najważniejsze dla mnie jest regularne pisanie kolejnych notek bo jakby nie było to jest istotą prowadzenia bloga. Liczę jednak że to jeszcze nie koniec zmian i mutacji.
W końcu dodatkowa macka jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Tym bardziej jeśli składa się tylko z zer i jedynek.

sobota, 21 marca 2009

Zakład

Na ostatnim lokalu w Poznaniu oprócz spotkania z Armią Śmierci o którym już na tym blogu wspominałem, miałem też okazję zagrać z inną brygadą kafarów biegnących do walki wręcz w power armourach tyle, że szarych. Z Wilkami znaczy się.
I po tej bitwie oczywiście naszło mnie refleksji na temat kodeksu Space Wolves czy raczej broszury będącej dodatkiem do dawno zapomnianego kodeksu marinsów którego pewnie sporo graczy aktualnie bywających na turniejach nie miała nigdy okazji zobaczyć na żywo. Temat SW i dostosowania ich podręcznika do aktualnych zasad wraca niczym bumerang zarówno w rozmowach graczy jak i na forach dyskusyjnych. Choć przewija się pogląd, że najłatwiej a może i najlepiej byłoby nie dopuszczać wilczych watach do turneji to póki co miłośnicy sierści i kłów mogą spać spokojnie bo jednak na wszystkich turniejach można grać wilkami i to w dodatku korzystając z pełnego zakresu dobrodziejstw aktualnego kodeksu Space Marines. I to płacąc za nie stare punkty jak to ma miejsce m. in. w przypadku Storm Shielda.
To połączenie kodeksów które dzielą dwie edycję i kilka(naście ?) lat obfituje w różnej maści potowrki. Na przykład wilkowe atak bajki mają kontr szarże oraz combat tactics. Zresztą jako jedyne w tej armii mają CT. Z kolei ich bohaterowie biorąc odpowiednie zabawki mają więcej ataków zaszarżowani niż w szarży. I tak można mnożyć różne wyzwania dla logiki i balansu powstałe po zmianie C:SM.
Space Wolves są jednym z najciekawszych zakonów w tej grze i ich podręcznik przez długi czas pozwalał tworzyć bardzo fajne i grywalne rozpiski które pomimo dużego stężenia 3+ sejva trudno było podciągnąć pod zwykłych marinsów. Jednak kiedy teraz gram czy rozmawiam o wilkach mam gdzieś tam z tyłu głowy poczucie obcowania z grubym wałem. Po prostu jak widzę aktualne SW które łączą nowy (w sensie działania) wargear ze starymi kosztami i do tego dokładają swoje zabawki które były wycenianie w zupełnie innych realiach to coś w mnie krzyczy Nieeee. Ale może to jest spowodowane moim materiałem genetycznym ;) bo w końcu moje dwie pierwsze armii do 40ki po powrocie do tej zabawy to obie z którymi wilki miały i mają kosę (TS i DA). Ale gdyby to od mnie zależało to pewnie na Wojnie Światów by nie było dopuszczonych wilków. Rozumiem, że ludzie grający wilkami nie po to zbierali właśnie tą armię by się przesiadać na waniliwych marinsów jednak nie byłby to pierwszy przypadek, że GW swoją radosną twórczością jakąś armię uśmierca. Zresztą drugi ani trzeci też nie.
W wspomnianej w wstępie bitwie Kosmicznymi Wilkami grał Afro z którym w trakcie afterka jeszcze rozmawialiśmy właśnie o SW. A także o tym kiedy wyjdzie nowy kodeks który byłby rozwiązaniem wszelkich aktualnych problemów związanych z tą armią. A jak wiadomo kodeks SW jest dyżurną plotką podobnie ten Dark Eldarów i zawsze się przewija jako poważny kandydat na ten "następny" podręcznik. Na tyle często że już przestałem wierzyć w jego szybką publikację dlatego z Afro założyłem się, że jak już to cudo wyjdzie to kupując go w naszym kraju będzie za nie płacił Euro. Afro ma nadzieje, że jednak w złotówkach ale szczerze mówiąc to jest nas dwóch bo też bym chciał by wilki miały po prostu mocny kodeks a nie jakąś protezę rodem z szpitala wojskowego z frontu zachodniego w pierwszej wojnie światowej. Jednak póki co musimy żyć z tą protezą.
Lub wzorem konowałów wojskowych amputować.

czwartek, 19 marca 2009

DMP ...kontynuacja...

Jakiś czas temu pisałem o kontrowersjach jakie wzbudziła pierwsza wersja regulaminu Drużynowych Mistrzostw Polski. Ostatnio pojawiła się kolejna tym razem określona jako ostateczna i oczywiście znalazła ona dosyć szybko swoich przeciwników. Jednak ilość głosów krytycznych jak na turniej na 100+ osób jest już marginalna - przynajmniej póki co.
W tym regulaminie poza takimi rzeczami jak FOC, punkty czy misje znalazły się też koszta wejściówki które w tym roku wynoszą 50 złotych od osoby (rok temu - 40) co nie oszukujmy się - mało nie jest. Ale nie jest też - przynajmniej w moim odczuciu ceną zaporową, w końcu generalnie turnieje wyjazdowe super tanią rozrywką nie są więc ta dycha różnicy na wejściówce nie będzie miała zbyt często decydującego znaczenia dla tego czy ktoś przyjedzie czy nie. Jednak na GV już się zaczęły podnosić głosy, że to za dużo a między wierszami niektórych postów można było wyczytać (i to boldem) sugestie, że orgowie chcą zarobić.
Potencjalna dochodowość biznesu turniejowego (bo większe perspektywy rysuje regularne inwestowanie w Chybił-Trafił) gwarantuje nam że jeszcze długi czas nikt się tym nie będzie parał dla pieniędzy. Jednak ta sytuacja pokazuje jak niewdzięczną rolą jest przygotowanie i prowadzenie DMP. I nie do końca rozumiem z czego to wynika bo nie przypominam sobie takich imprez towarzyszących przy okazji poprzednich edycji. Nie wiem czy to się bierze ze specyfiki forum Glorii Victis gdzie dosadne posty są mile widziane, czy z racji kontrowersyjnych decyzji/propozycji organizatorów, czy też może zbyt powszechnej dyskusji (można ją było ograniczyć do kapitanów). Naprawdę nie pojmuje z czego się to bierze ale można odnieść wrażenie że niektórzy już na siłę szukają dziur w całym przy okazji tego turnieju. A szkoda. Bo mam wrażenie, że frekwencji na nim mogą o wiele bardziej zaszkodzić kolejne flame-wary niż 10 złotych w tą czy w tą na wejściówce.
A biorąc pod uwagę że organizowanie kolejnej odsłony tego turnieju jest nagrodą za jego wygranie to grając na pierwszym secie stołów piątą bitwę poważnie bym się zastanowił czy to jest taki dobry pomysł by "zapinać". Na szczęście mojemu teamowi nie grożą takie rozterki ;).

poniedziałek, 16 marca 2009

Armia Śmierci czy ostateczna Śmierć Armii


Dawno, dawno temu za 7 sektorami i 13 słońcami na polach bitew oświetlanych blaskiem Imperatora największy postrach siała Armia Śmierci. Żeby za bardzo się nie rozwodzić- to jak się nazywała tak robiła i to praktycznie wyłącznie w fazie assaultu. Głównie fistami. Raz po raz ktoś odpalił jakąś meltę ale nikt zazwyczaj nie czekał na efekt strzału i od razu szarżował. Zwłaszcza, że jeśli był krótki z melty to wnioski były oczywiste. Taktyka stojąca za tą armią sprawiała, że plany Wujka Marcelusa wobec pokraki były szczytem wyrafinowania i podstępnej przebiegłości.


Army of Death to wariacja na temat Blood Angeli która swoje korzenie przynajmniej jeśli chodzi o zasady miała w jakimś scenariuszu który odtwarzał "historyczne" starcie gdzie nie tylko Kompanii były po drodze z Czarną Furią i to na dłuższą metę. Jednak zmiana kodeksu bladzi sprawiła, że próba przystosowania przedpotopowych zasad do nowych realiów była równie karkołomna co po prostu bezsensowna (również dostrzegacie szarą analogię? ;) ). I teraz po długim odpoczynku od armii składającej się z bandy terminatorów z FnP, furiusem i dodatkowym atakiem wspieranym przez dwóch kapelanów za sprawą chłopaków z BoLS'a koszmar wszystkich SAFH'ów powraca.
Ale, żeby być szczerym nie jest to powrót taki jak heroiny w pulp fiction. Z jednej strony - tej lepszej - jest sporo fajnych rzeczy w tej armii np. wszyscy (prawie) dostali rending co przy aktualnych zasadach jest dobre ale już nie wzbudza grymasu bólu na twarzach przeciwników, nadal można sobie wykupić feel no pain czy furius charge. I co ciekawsze można wykupić jedno lub drugie i nie trzeba brać wielkiego pakietu jak kiedyś. Jednocześnie te bonusy zostały doprawione dla wyrównania plusami ujemnymi jak brak podów czy combat squadów. Nie da się ukryć że takie obostrzenie poważnie zawęzają pole manewru i całkiem sprawnie balansują całość.
Oprócz tego autorzy z BoLSa dopracowali pewne bzdury z poprzedniej edycji jak: zawsze rejdżujące devki czy libra nie mogący używać mocy i na ich zasadach te jednostki są wystawialne a dewastatorzy nawet ciekawi. Oprócz tego nowa Army of Death ma specjalne zasady dotyczące warunków zwycięstwa czy rozstawienia które bardzo zgrabnie podkreślają jej szalony charakter.
Jednak armia ma jedną poważną wadę - Rage. I po bitwie z Jasiem na ostatnim lokalu dochodzę do wniosku, że może być to czynnik który sprawi, że armia będzie raczej ciekawostką i egzotyką niż czymś choć raz po raz spotykanym na turniejach. Konieczność biegania za najbliższym celem nawet jeśli jest to jest pusty Rhinos za 35 punktów trafiany na 6stkach skutecznie eliminuje sporo taktyki z rozgrywki. Co prawda szefowie kompanii pomagają trochę - trzeba gonić jakiegokolwiek wroga - nie koniecznie najbliższego ale to nadal nie to. Zwłaszcza, że aktualnie trzeba się ruszyć prosto i maksymalnie do wroga i skończyła się kombinatoryka z kończeniem ruchu bliżej niż się zaczęło. Nie da się ukryć że to idealnie wpasowuje się "image" armii ale zdecydowanie mniej w plany graczy.
Myślę jednak że większość zawodników mających czerwone power armoury na półce i tak spróbuje sił i da szanse temu mini-kodeksowi. A może nawet któryś z nich poczuje lekkie ukłucie z tyłu i to będzie jego wkur.... ambicja dzięki czemu ktoś wykmini jak dowodzić tą armią a nie tylko ograniczać się do przesuwania figurek. A życzę tego nam wszystkim bo aktualnie ta armia wydaje się być całkiem zbalnsowana (tak poza tym) i myślę że urozmaicenie przez nią oferowane nikomu by nie zaszkodziło. A posiadaczom bloodzi mogło by dać sporo funu.

piątek, 13 marca 2009

"You know you've been playing Ghotic too much when..."

Ostatnio przeglądając różne materiały do Battlefleet Ghotic natrafiłem na bardzo ciekawy zbiór w śmiesznych tekstów zatytułowanych "You know you've been playing Ghotic too much when..." Postanowiłem się tym dobrem podzielić i chociaż ktoś mógłby zarzucić mi piractwo to jednak poczucie szkody że coś takiego miałoby się marnować i ginąć w mrokach zapomnienia wygrało z wyrzutami sumienia. Zresztą BFG Magazine (z którego ten tekst pochodzi) już od dawana nie jest wydawany więc i to sumienie jakby ciszej siedzi. No i w końcu ta kompilacja powstała na bazie twórczości z grupy dyskusyjnej na yahoo (laserowy drapieżca ciągle tam jest :D) a jak wiadomo z bitów powstałeś w bity się obrócisz ;)
Acha no i część tekstów mocno bazuje na specyfice bfg ale część (ta większa) jest zrozumiała dla wszystkich osób które się otarły o hobby.

poniedziałek, 9 marca 2009

Tytan tytanów.

No i stało się. Games Workshop w fali nowych jednostek i formacji do Apokalipsy opublikowanych na swojej stronie uwzględniło największe lądowe narzędzie destrukcji w arsenale Imperium o wdzięcznej nazwie Emperor Battle Titan. Szczerze mówiąc nie spodziewałem się, że go kiedyś opiszą ale z drugiej strony skoro nawet Primarch w postaci stat-line'u zaplątał się do dwarfa to chyba jednak nie powinienem być zaskoczony. Jak widać dla studia nie ma żadnych świętości no może poza Adeptus Mechanicus ;)
Niestety...
Ale wracając do dużego przyjaciela każdego kwardzisty który się nie załapał w zbyt bliskie sąsiedztwo jego stopy to muszę się przyznać, że cały czas trawię tego tytana bo jest noo.... inspirujący. Dlatego niejako na gorąco postanowiłem się podzielić kilkoma refleksjami:

Model

Kierując się rysunkiem dołączonym do opisu można oszacować wielkość tej zabawki dla naprawdę dużych (i silnych) chłopców na około 1 metra co przynajmniej dla mnie jest zaskoczeniem. Wydawało mi się że będzie miał przynajmniej 1.3 no ale może ktoś w GW zrobił tą ilustrację na oko czy inne pi razy drzwi.

Mam nadzieję, że model oryginalnej produkcji się nigdy nie pojawi i nie dlatego żebym uważał, że jest nie potrzebny bo na pewno wiele ludzi skusiłoby się na alternatywę dla tego:
ale dlatego że wtedy GW zgodnie ze swoją taktyką wrzuciłoby formację 3 takich potworów. A to by mogło sprawić że Sprite by się stał pragnieniem.

Punkty:

4k czyli tyle co męskie punkty razy dwa.
Co 16 Bloodthirsterów.
Co 61 i pół oblita.
Co 100 termosów assaultowych.
Co 181 herlaków lub 176 z jednym Farseerem.
Co 307 podstawek nurglingów co daje 921 woundów bez instantów.
Lub 1000 gretchinów ze 100 runtherdami.

Uzbrojenie:

Tu się zaczyna prawdziwy hard-core bo ta mechaniczna godzilla w wersji gotyk może mieć 6 broni zwykłego tytana i 2 swoje. A takie np. Vengance Cannon już samo z siebie jest niczego sobie. 4 placki 7" z siłą D? WTF? Zresztą Ordnance 8, 7" blast czy Apocalypse Barrage (10) też robią wrażenie. A to nadal bez tej szatanskiej szóstki "broni pomocniczych". Ten model chyba nawt jest wart tych 4000 punktów. Zwłaszcza, że 8 tarcz i 12 punktów wytrzymałości sprawia, że jest co strzelać do niego. Nawet dla tych 61 i pół oblita byłby wyzwaniem.

Wyporność

18 oblitów potrzeba by wyłączyć tarcze pozostałe robią około 6 glanów i 6 pentracji niby nie mało ale w tym przypadku delikatnie rzecz mówiąc raczej to nie styknie. A tak zwana zwrotka z pizdyliarda strzałów z siłą D lub 8+ z wystarczającym AP mogła by sprawić że gracz od oblitów by został tylko z nożami na tej strzelaninie.
A skoro jesteśmy przy nożach to mam wrażenie że 16 dużych demonów Khorna w walce z nim mogłoby się okazać Rambo tej zadymy. W koncu mają 96 ataków z których trafia 64 i około połowy jest pentracją. Przy reakcjach łańcuchowych mogłoby się to okazać wystarczające. Inna sprawa że niszczenie go w walce wręcz jest cokolwiek sambójczym pomysłem za sprawą specjalnych zasad.

Jednak niezależnie po której stronie luf bym się znalazł chciałby zagrać z takim cudem na stole pod warunkiem, że byłoby reprezentowane przez model godny tych punktów, tego uzbrojenia i w ogóle tej glorii i chwały. Znaczy się cała nadzieja w forgu który może nas kiedyś zaskoczy niczym GW z tym zasadami...

Jednak póki co niech się skupią na dużym Tzeentchowym bo to jest zdecydowanie ważniejsze dla losów glaktyki.

sobota, 7 marca 2009

Drużynowa Młócka Poglądowa

Drużynowe Mistrzostwa Polski, czyli w skrócie DMP, są coraz bliżej i pojawia się coraz więcej radosnej twórczości na różnych forach związanej z tym turniejem. Głównie te dyskusje dotyczą regulaminu, ale też są poruszane ciekawsze zagadnienia jak np. roli DMP na naszej scenie turniejowej, czy też co wypada, a co nie, organizatorowi Mistrzostw.
Jak powszechnie wiadomo, ale i tak just-in-case przypomnę, nasza drużynówka jest turniejem przechodnim i prawo do organizacji kolejnej edycji ma zwycięzca poprzedniej czyli w tym roku Warszawa. Co się chwali, filary zwycięskiej drużyn,y jak Marios czy Skark, rzeczywiście wzięli się za organizację. Zamiast załadować na tą minę przeciwpiechotną kogoś mniej doświadczonego, a samemu się zabrać za składanie kolejnego mocnego teamu. A piszę o organizacji DMP jako o minie, bo się okazuje, że ludzie, którzy się za to biorą, są bardzo mocno na cenzurowanym i każdy ich krok jest szeroko komentowany. Dlatego też, propozycja regulaminu autorstwa Mariosa wzbudził zajadłą dyskusję, gdzie różne strony przerzucają się argumentami niczym granatami. Sporne kwestie to:
- system punktacji bardzo nowatorski, ale podobno przetestowany przy okazji DMW (dla odmiany Drużynowe Mistrzostwa Warszawy) gdzie się sprawdził,
- FOC i jego ograniczenie przy limicie punktów 1900. Normalnie byłoby mi to obojętne, ale że wybieram się Ravenwingiem (chyba), to obcięcie fastów mnie szczególnie nie cieszy,
- IA i speciale. Każde ma być przynajmniej wg propozycji dopuszczone jako 0-1 na team. Mnie to wydaje się całkiem fajnym rozwiązaniem,
- pierwszy scenariusz, gdzie się zyskuje punkty za każdą turę na celach misji, a nie tylko za ich końcowe kontrolowanie- podobne rozwiązanie pojawia się jako urozmaicenie w Apokalipsie czy Epicu.
Generalnie, poza prywatą związaną z FOCem, regulamin się bardzo podoba i uważam że trochę nowości, zwłaszcza, że proponowanych przez doświadczonych graczy (więc pewnie całkiem zbalansowanych), nikomu nie zaszkodzi. Jednak krytycy tego regulaminu są całkiem głośni i domagaj się czegoś bardziej standardowego uważając, że DMP jako największa i najważniejsza (?) impreza sezonu nie jest dobrym miejscem na eksperymenty. Szczerze mówiąc uważam, że nie ma lepszego miejsca do eksperymentów: w końcu liczba graczy, a przez to bitew, zapewnia sporo materiału do analizy, poza tym turniej się nie liczy do ligi, a nagroda w nim poza statuetkami i satysfakcją, jest wyjątkowo słaba.
Wydawałoby się, że organizacja DMP to sława i chwała na dzielni. Okazuje się, że niekoniecznie. Ponieważ całkiem popularny jest pogląd, że Mistrzostwa są turniejem środowiska (cokolwiek to oznacza) i rolą organizatora jest załatwienie sali, wstawienie do niej stołów a następnie posprzątanie po tej setce reprezentantów środowiska, do których ta zabawa należy. Przy okazji może załatwić jakieś pucharki czy inne statuetki, a na koniec tak to zrobić, by na tym wszystkim nie stracić finansowo. Natomiast takie sprawy jak regulamin powinien zostawić kapitanom- bo w końcu to ich turniej.
Szczerze mówiąc, takie traktowanie organizatorów DMP budzi w mnie głęboki sprzeciw. W końcu nagrodą za wygranie tego turnieju jest organizacja DMP, a nie prawo do targania stołów w jedną i w drugą stronę. A jeśli do tego dochodzi argumentacja, że to jest turniej przysłowiowych wszystkich, to przypominają się inne próby sprzed jakiegoś czasu, np. by fabryki miały za właścicieli wszystkich i bynajmniej nie chodziło w tym układzie o spółki akcyjne. Efektów wszyscy jesteśmy świadomi. Ale też nie uważam, by orgowie DMP mieli prawo robić z tym turniejem co im się żywnie podoba i pewna konsultacja, co bardziej skrajnych pomysłów, nikomu by nie zaszkodziła. Jednak należy pamiętać, że jest różnica pomiędzy oczekiwaniem dyskusji, a sprowadzeniem orgów do roli tragarzy.
Jest to już trzecia odsłona Mistrzostw, ale pierwsza gdzie dochodzi do przekazania pałeczki - można więc powiedzieć, że jest pewne novum. Należy wziąć na to poprawkę i po prostu przyjąć, że dopiero teraz pewne aspekty DMP zostaną wypracowane i te rozwiązania będą obowiązywały w przyszłości. I zarówno rozwiązania gospodarz- tragarz, jak i - wygrałem więc dzielę i rządzę, są równie skrajne, co nietrafne. Mam nadzieję, że z tej dyskusji, która się aktualnie toczy, wyniknie coś więcej niż to, czy można wystawić w roku 2009 Eldrada. Coś co będzie fundamentem kolejnych, udanych DMP kontynuujących zacną już tradycję.

środa, 4 marca 2009

Walizka

Wtorek

17.00 - 19.30 Bitewka w Bardzie w parach. Oczywiście w ramach testów przed Wojną Światów. Miła przyjemna i po raz pierwszy Darkami - Darkami a nie Ravenwingiem.
19.30 -21.00 Fajki, ploty, dalekosiężne plany w zacnym gronie i oglądanie bitwy Areckiego z Vodeckim.
21.00 Powrót z A i V zu hause areckomobilem.
21.30 Home sweet home. Nawet udało mi się pomieć przez moment nadzieję, że Liverpool i/lub Chelsea znowu stracą punkty ale tak jak napisałem przez moment.
22.00 Odkryłem, że moje plany obejrzenia Curse of Frankenstein z Hammer Studios za sprawą zawodnej techniki w postaci rysy na płycie spalą w panewce.
22.30 Zabrałem się za chowanie figur.
22.33 Odkrywam brak walizki z wszystkimi motorami.
22.37 Poszukiwań i negowania rzeczywistości ciąg dalszy.
22.50 Spacer po klatce w poszukiwaniu.
23.00 Pierwsze dopuszczenie czarnego scenariusza.
23.05 Telefon do Areckiego. ...bo może w samochodzie... ...niestety...
23.10 Nocna wycieczka z Ukochaną Małżonką na parking startowy.
24.00 Powrót z pustymi rękoma.

Środa.

00.05 Przygotowanie wraz z Ukochaną Małżonką ogłoszenia bazującego na teorii, że walizkę musiałem zostawić pod drzwiami szukając klucza. Klucz - wiadomo - broń dwuręczna.
00.15 Rozwieszenie ogłoszenia na klatce.
00.25 Lulu.
03.35 Pierwsza pobudka z wizją cyklisty apokalipsy pod powiekami.
05.15 Druga pobudka z wizją cyklisty apokalipsy pod powiekami.
08.30 Praca i oczekiwanie na telefon od sąsiada.
09.45 Cisza.
12.00 Ciszy ciąg dalszy.
14.00 Brak przerwy w ciszy telefonu.
14.05 Ostatnia deska ratunku telefon do Barda. Jednak zakłócenia na linii uniemożliwiają skuteczną komunikację.
14.15 Kontakt z chopakami z wiadomego sklepu na drodze smsowej.
14.30 Informacja, że walizka czeka.

To był ciężkie kilkanaście godzin. Nikomu nie życzę takich przeżyć. Utrata figur irytuje nie tylko ze względów materialnych ale głównie z powodów emocjonalnych - jednak człowiek lubi te pamperki między innymi za wspomnienia które się z nimi wiążą i jak to nagle znika to po prostu robi się pusto gdzieś tam w środku.
Wiem jak to górnolotnie brzmi ale tak to trochę działa.
Na szczęście moja pustka zbyt długo nie trwała co nie zmienia faktu, że była to pouczająca lekcja.