środa, 7 listopada 2007

Kinematografia spod znaku boltera

Kilka dni temu w tej notce napisałem, że kiedyś pochwalenie się swoimi i nie tylko dokonaniami 3d w świecie 40ki. Sporo osób już to widziało ale może dla kogoś to będzie nowe albo ktoś sobie to z chęcią odświeży:

Robiliśmy to w trójkę z czego jeden z twórców nigdy nie grał w 40ke natomiast Chrobry jest powszechnie znany, przynajmniej dla tych z większym niż mniejszym stażem turniejowym. Mieliśmy ambitne plany zrobienia całej kilku minutowej animacji ale ponieważ źle się do tego zabraliśmy i też do końca nie wiedzieliśmy na co się porywamy to nic z tego nie wyszło. W sumie ukończenie tego pseudo-trailera odbieram jako osobisty sukces. Tu jeszcze kilka obrazków powstałych w tamtym czasie:



Aktualnie poziom tych prac a zwłaszcza animacji wydaję mi się mocno średni no ale wtedy akurat tyle umieliśmy. Natomiast teraz gdy umiejętności mamy większe (nie dotyczy to Chro który poszedł inną ścieżką zawodową) nie mamy czasu na to by je wykorzystać poza pracą. A przygody Damnatusa dodatkowo odbierają ochotę. Przy takich ambitnych projektach poza dużą ilością czasu i zgranym zespołem potrzeba motywacji. Bo skończenie projektu który twa kilka miesięcy a robiąc to po godzinach może to przejść wręcz w lata wymaga wiele zaangażowania i wiary by dobrnąć do mety. Niestety nie wydaje mi się by problemy Niemców z publikacją swojego dzieła zachęciły kogokolwiek do poświęcania swojego czasu na realizację jakiś rozbudowanych projektów. A szkoda bo na normalny film komercyjny póki co się nie zanosi. Bardzo mi żal twórców Damnatusa bo włożyli naprawdę bardzo dużo pracy w swoje działo i nie mieć możliwości pokazania tego światu jest, przynajmniej dla mnie osobiście, najzwyczajniej w świecie straszne. Co ciekawe nawet na portalu BBC piszą o sprawie (warto zajrzeć dla szczegółów produkcji). Nie mam przekonania czy dział PR w GW jest z tego powodu zachwycony no ale tak działa WYSIWYG. Mam nadzieję, że jutro nie dostanę maila od jakiś prawników z prośbą o zdjęcie tej Hulkowej animacji...
Cóż póki co pozostają nam intra do gierek ;).

wtorek, 6 listopada 2007

The Breach i nowy marketing

Jednym z najlepszych filmów które widziałem w tym roku jest The Breach. Tym razem nasi tłumacze byli w słabszej formie i nie dali czadu tłumacząc tytuł po prostu jako "Przeciek". Myślę, że dział HR w naszej ukochanej firmie powinien pomyśleć o jakimś sensie grupowym. Zwłaszcza dla tych co mają dostęp do jeszcze nie publikowanych podręczników.
Od paru dni na forum gildii w najlepsze kwitnie dyskusja odnośnie nowego podręcznika orków. Tego którego data premiery jest owiana burzami Warpowymi :). Podobno sytuacja była z codexem chaosu. Też większość zainteresowanych miała do niego dostęp na długo przed premierą. Jest to dla mnie o tyle zaskakujące, że do tej pory miałem wrażenie, że GW doskonale kontroluje wszystkie "wycieki informacji" umiejętnie podgrzewając atmosferę przed każdą nową premierą. Wydawało mi się to wręcz kolejnym narzędziem marketingowym.
Jednak fakt, że codex orków jest dostępny na necie na wiele tygodni przed premierą jako pdf trudno uznać za jakikolwiek zabieg mający na celu poprawienie jego sprzedaży. Po prostu w GW lub w firmach - podwykonawcach ktoś ma własny pomysł na dystrybucję.
Podobnie jak GW Japonia gdzie na oficjalnej stronie wisi Apokalipsa w wersji elektronicznej i czeka na ściągniecie (link dzięki Yedliemu ktory ma wystarczająco fantazji by takie strony zwiedzać ;)). Oczywiście wymagana znajomość japońskiego co dosyć ogranicza grupę potencjalnych odbiorców. I to jest kolejna zagadka dla mnie: czemu tam to jest for free a reszta świata musi płacić za to ciężkie pieniądze (przynajmniej jak na warunki polskie)? Wydaje mi się, że bardziej by się opłacało dawać codexy jako pdfy ich koszt jest i tak dosyć mały w kontekście całej armii a pewnie zebrało sie spore grono pasjonatów i tak by je kupowali choćby ze względu na to, żeby mieć na półce. A przynajmniej ludzie mogli by się zapoznać z armią bez ponoszenia kosztów i narażenia się na Wujków Dobra Rada z podpisu Mariosa.

Masterowego marudzenia ciąg dalszy, czyli głosowanie nogami

Najczęściej jeśli na tym blogu piszę o masterach to dotyczy Warszawy i kolejnych podejść stołecznego środowiska do zagadnienia. Jednak w tym względzie od dłuższego czasu sytuacja wydaje się stabilna i dobrze rokująca na przyszłość. Tym razem będę pisał o innym mieście w którym odbędzie się najbliższy master czyli o Wrocławiu i Strategiconie.
Często w takcie różnych dyskusji dotyczących regulaminów turniejowych przewija się, pogląd, że jak organizator zaliczy fakap (to od najbardziej znanego słowa po angielsku ; - nie nie jest to od codex ;)) to gracze mogą mu dać do zrozumienia co o tym myślą "głosując nogami" czyli najzwyczajniej w świecie nie przychodząc na turniej. Jednak nie oszukujmy się organizator musi zrobić coś spektakularnego by gracze w znaczącej liczbie odpuścili sobie jakiś turniej. Brak alternatywy (np. w kwestii lokali) może być skuteczną motywacją by zacisnąć zęby. Bo gdzieś grać trzeba. Już częściej to głosowanie działa w drugą stronę czyli pozytywną - gracze doceniają zacne pomysły (Toruń turniej z zamianą armii) lub starających się orgów (Halo Stars 2007). Co w sumie chyba dobrze znaczy o naszej scenie turniejowej.
Tym bardziej głupio mi krytykować turniej i to jeszcze przed rozpoczęciem ale organizacja Strategiconu 2007 pozostawia na tyle dużo do życzenia, że czuję, że wypowiadając swoje opinie nie przegnę pały. Jeszcze tytułem przypomnienia - Strategicon 2006 był tak naprawdę 2007 bo został przeniesiony w czasie ze względu na przedłużający się remont szkoły gdzie miał się odbyć. Oczywiście wpływ orgów na to jest zbliżony do tego jaką technologią będą nawadniane pola pszenicy na Marsie. Jednak zmiany terminu turnieju klasy master potrafi skomplikować kalendarz ligowy, ale było, minęło udało się zagrać. Jednak moje wspomnienia względem tej gry za sprawą stołów są traumatyczne. W pamięć mi się wryła zwłaszcza ostatnia bitwa z Areckim na stole gdzie on miał w strefie wielkie Area size 3 cover 4+; ja natomiast kiosk ruchu do schowania 9 spiderów przed 9 oblitami i resztą strzelania IW. Nawet nie będę pisał kto zaczął bo to był tylko kolejny element spirali nieszczęść ;), ograniczę sie do stwierdzenia, że mój deployment opuściły 2 (slownie dwa) spidery. Jedna z najgorszych bitew w moim życiu która była taka za sprawą osoby która tak a nie inaczej przygotowała stoły. I fakt, że Arecki był sympatyczny jak zawsze (czyli bardzo), pomimo moich podłych pomysłów, nie jest w stanie zatrzeć wrażenia. A na deser dochodzi wspomnienie imprezy gdzie bawił się Poznań plus Zły. Oczywiście nie ma obowiązku imprezowego ale nie oszukujmy się aspekt towarzyski jest dosyć istotny w wycieczkach Masterowych.
Od tego turnieju jednak minęło trochę czasu i właściwie moje podejście do kolejnej edycji Strategiconu nie było w żaden sposób zainfekowane przez wspomnienia. Ale już na etapie przygotowań orgowie znowu wprawili mnie w zaskoczenie. Niemiłe niestety.
Powstał jakiś regulamin. I w nim znalazł się zapis o dopuszczeniu wszystkich speciali. I oczywiście rozpętała się kolejna krucjata przeciw special'ą i Damian (naczelny org i legenda wrocławskiej 40ki) się ugiął (niestety) i zrobił na gildii ankietę by gracze zabrali głos. Kto chce może tu sprawdzić wyniki i ich interpretacje.
Dla tych co nie lubią klikać na darmo krótkie summary: to co większość ludzi odczytuje jak przegraną speciali (w poll'u) Damiana nie przekonało do zmiany w regulaminie. W efekcie regulamin został doprecyzowany 6 dni przed turniejem. Zasady ligi mówią, że regulamin Mastera musi być zgłoszony z 14 dniowym wyprzedzeniem. I najgorsze jest to, że żaden koordynator (w tym ja) nawet nie zareagował na to, że organizatorzy "święta 40ki" nie przestrzegają zasad ligi. I to jest efekt wprowadzenia demokracji - wszyscy są odpowiedzialni czyli nikt. Zdaję sobie sprawę, że wielu ludziom może się nie spodobać to co napiszę ale stara metoda zarządzania ligą z trójką sterników była o niebo lepsza. Przynajmniej było wiadomo kto jest odpowiedzialny za ew. fakapy. No ale koniec z tą dygresją bo to temat na osobną, niekrótką, notkę.
Za chwilę wygłoszę kolejny niepopularny pogląd (chyba :) ). Strasznie irytuje mnie pisanie/mówienie formacie 2100 jako o męskich punktach. Szczerze mówiąc kojarzy mi się to bardziej z dziecięcymi punktami. Przypomina mi to bowiem wizytę chłopca w sklepie zabawkowym z kartą kredytową ojca. No ale dostrzegam, plusy grania na duże punkty rozumiem je i potrafię docenić. Co nie zmienia faktu, że wolę zabawę limitem i wymuszanie szukania nowych pomysłów na rozpiski. A irytuje mnie używanie określenia "męskie punkty" bo od razu sugeruje które z innych limitów punktowych są jakie :).
Podsumowując. Żaden z mankamentów przeze mnie wymienionych pojedynczo by nawet nie sprawił by rozważać opcje nie jechania na Stategicon. Jednak jak to poskładałem do kupy i dodałem szacunek dla własnego czasu oraz tzw. kuszące alternatywy to w wyniku dostałem głosowanie nogami. Na pewno będę baaaardzo nieswojo czuł się w Poznaniu w ten weekend ale cóż tak musiało być.
Na koniec ostatnia refleksja. Z tego co się orientuje to Damian (którego zresztą bardzo lubię) ciągnie tą imprezę w dużej mierze sam. Niestety wydaje mi się, że to jest główna przyczyna takiego a nie innego stanu rzeczy. Mastera nie da się zrobić prawie samemu. Tu trzeba więcej ludzi choćby po to by listę zgłoszeń miał kto zrobić i żeby rozpiski miał kto sprawdzić. Niestety nie widać chętnych do pomocy. A i Damian ma coraz mniej czasu. Szkoda bo wystarczy zobaczyć numerek przy tego rocznym Strategiconie by nabrać szacunku dla wrocławskiej tradycji. Miejmy nadzieję, że podobnie jak w Warszawie znajdą się ludzi gotowi przyjąć ten challenge :).

piątek, 2 listopada 2007

Dioramy

Co prawda tytułowe makiety nie są ze świata 40ki tylko 2go wojenne ale IMO i tak warto zajrzeć. Choćby ze względu na inspirację bądź refleksję bo niektóre fotki są mocne:


Tu jest tego więcej.Myślę, że tu nie ma o czym pisać, trzeba po prostu oglądać.

Apokalipsa - post scriptum

Już po napisaniu recenzji, ciągle zastanawiając się nad Apokalipsą naszła mnie pewna refleksja na temat 40ki zwłaszcza w naszym lokalnym (tzn. polskim) wydaniu. Co prawda będę pisał przez pryzmat własnych doświadczeń ale myślę, że sporo ludzi będzie miało podobne odczucia.
Gram już po powrocie do hobby parę dobrych lat i to pykanie jest nieodłącznie powiązane z ligą i turniejami. Wszyscy dobrze znamy schemat który wygląda mniej więcej tak: zbliża się turniej więc szykuje się rozpiskę, a jeśli się nie ma do niej przekonania to trzeba ją wcześniej przetestować. Po czym jest kolejny turniej więc znowu się kleci rozpe która następnie poddaje się eksperymentom i tak dalej. Wiadomo, że są różne limity punktowe, misje, regulaminy ale cała aktywność jeśli chodzi o granie skupia się na turniejach i przygotowaniach do nich. Bo jeśli ktoś nie jest bezrobotnym studentem zaocznym to nie ma zbyt wiele czasu na granie. Przecież czasem/często nie ma się czasu by pójść na turniej (nie mówię o takich na które trzeba jechać) a co dopiero rozpiski testować.
Taki cykl grania skutecznie zasłania nam to co może się uda niektórym na nowo odkryć za pomocą Apokalipsy czyli fun z gry. Nie tylko ze zwycięstwa, wyniku czy ogólnie z sukcesu, tylko fun z po prostu fajnej bitwy. Daleki jestem od krytykowania turniejów, ligi czy gry by wygrać. Nie trafia też do mnie podział na pg i klimaciarzy. Jednak nie oszukujmy się - turniejowo się gra tak a nie inaczej wystawiając takie a nie inne armię. Co jest w pełni zrozumiałe bo niezależnie od tzw. ciśnienia każdy chce swoją bitwę wygrać. Bo w końcu po to się idzie na turniej i to jest normalne. Poza tym parę razy w życiu coś tam wygrałem lub byłem w czołówce i to jest naprawdę fajne uczucie jak się jest na topie. Normalna psychologia sportu.
Kiedy jednak widzę w klubie czy domu bitwę gdzie stają naprzeciw siebie dwie armie na 2k wydanie Teresa Orlovsky i w trakcie rozstawienia ma miejsce następujący dialog:
- Co gramy wogóle?
- Reacona?
- Ok
to mi się w żołądku przewraca. Ile razy można katować te kilka misji??.
Może jednak czasem warto zajrzeć w kodeksie na inne strony niż te z dużą ilością cyferek i wymyślić jakąś misję nawiązującą do fluffu własnej armii? Albo podeprzeć się jakimś "dziełem" z Black Library (zwłaszcza teraz kiedy komiksy są tam za free)? Albo zastosować jakieś ciekawostki z tej stronki np. Creature Feature? Albo najzwyczajniej w świecie przejść w BBB do misji pokroju Ambush czy Meat Grinder. Można też zagrać najpierw Kill Teamy od których będzie zależało coś w głównej misji. Jak widać opcji jest w pyte wiele i tylko od nas zależy czy z nich skorzystamy. Jedyne co jest problemem to chęci bo by zagrać w coś nowego często wystarczy przeczytać kilka zdań. Oczywiście niektórym to może nie być potrzebne do szczęścia bo wolą "turniejową adrenalinkę" czy coś tam ale mam wrażenie, że większość graczy nie kojarzy bogactwa świata 40ki z stołem do gry, żyjąc w słodkiej niewiedzy co ich omija ;).
I chociaż w Imperium niewiedza i ignorancja są w cenie to chyba są lepsze drogi na okazania znajomości fluffu. Nie trzeba sobą tego personifikować.
A poza tym wydaje mi się, że najzwyczajniej w świecie warto spróbować czegoś nowego bo nawet jeśli nie przypasuje to po powrocie stare będzie lepiej smakowało. A może się okazać, że niektóre składniki z nowych dań świetnie pasują do starej kuchni. Nawet jeśli okażą sie jedynie niewinną przyprawą...

czwartek, 1 listopada 2007

Zgodnie z obietnicą...

Już jakiś czas temu stałem się szczęśliwym (chyba) posiadaczem wielkiej księgi w sztywnej oprawie z napisem Apokalipsa na okładce. Korzystając z urlopu udało mi się ją przeczytać, co na początku patrząc na ilość stron wydawało mi się niełatwym zadaniem. Jednak duża ilość różnej maści obrazków sprawia, że książkę się czyta dobrze i co najważniejsze szybko. Oczywiście ktoś może zarzucić, że nie po to się płaci tyle pieniędzy za książkę (koło równowartości 30 funtów) by oglądać zdjęcia stołów i piktogramy jednostek, jednak tekstu jest wystarczająco by nie mieć poczucia, że kupiło się komiks. A oprawa graficzna tworzy fajny klimat - jednak to nie jest szczególną niespodzianką bo do tego GW nas przyzwyczaiło. Na 200 stronach które składają się na całość znalazło się trochę miejsca dla 3 battle reportów. Na szczęście mają one formę mocno skróconą w porównaniu do tego co zazwyczaj mamy w White Dwarfach dzięki czemu są ciekawsze.

Zmiany wprowadzone do rozgrywki w celu przystosowania jej do formatu wielkich punktów nie są aż tak duże jak miały być wg. plotek. Generalnie w książce mamy opisaną jedną misję która oczywiście nazywa się: "The Apocalypse Mission". I już etap ustalenia stref wystawienia sporo mówi o tym jak jest ta gra. Mianowicie tzw. deploymenty wyznacza rzut scaterem który tylko w skrajnym przypadku pozwala na równie duże obszarowo strefy. W absolutnej większości przypadków jedna strona będzie miała zauważalnie mniej miejsca na wystawienie niż oponenci. I taka jest cała Apokalipsa czyli niekoniecznie zbalansowana ale na pewno for fun.
Udało nam się w Pozku rozegrać jedną testową bitwę z limitem 6k punktów na stronę na dwóch połączonych stołach i w jej trakcie zachwycił mnie system wystawiania wymyślony na potrzeby Apokalipsy. W zarysie wygląda to tak: obie strony zapisują czas który potrzebują na wystawienie. Ci którzy ustalili mniej wystawiają się pierwsi (w całości) następnie ci którzy potrzebowali (przynajmniej na papierze) więcej czasu wystawiają swoje jednostki. To czego się nie zdąży wystawić trafia do rezerw. Grę zaczyna strona która obstawiła mniej czasu. Natomiast rezerwy w Apokalipsie wydają mi się kluczowe. Wnoszą sporo możliwości reagowania na sytuację na stole zwłaszcza, że są pozbawione losowości. No i dzięki nim można uniknąć sytuacji kiedy połowa armii odparowuje w pierwszej turze zanim zdąży się zorientować, że bitwa się zaczęła.
Rozpiski tworzone na potrzeby gry na duże punkty nie są ograniczane żadnym FOC’em co może kusić do wystawiania różnych perwersji więc warto pamiętać, że nie tylko my mamy mieć fun z gry. I 30 pojedynczych oblitów na pewno jest klimatycznych ale nie koniecznie druga strona będzie zachwycona takim postrzeganiem fluffu. Z drugiej strony Apokalipsa to wymarzone miejsce dla superciężkich zabawek. Przy tej ilości modeli na stole aż się prosi by kogoś potraktować 10” plackiem i pomimo że te bronie mają naprawdę duży potencjał destrukcyjny to na swój sposób są zbalansowane w bitwach na ciężkie tysiące punktów. Jedyny problem to koszt tych zabawek (w sensie finansów) ponieważ o ile Baneblade by GW ma jeszcze akceptowalną cenę (nawet jeśli większość czasu będzie zdobił półkę), to reszta zabawek jest z forga i ich ceny nie są szczególnie zachęcające. Choć na pewno nie da się tym modelom odmówić uroku i wdzięku a dodatkow teraz łatwiej będzie je użyć na stole.

Kolejną ciekawostką powstałą na potrzeby Apokalipsy są różne sławne formacje które zazwyczaj bazują na kilku egzemplarzach tej samej jednostki. Mamy np. 3 falcony które mogą wejść w tryb flyera i strzelać z pulsów korzystając z zasady lancy lub 3+ pralki które mogą lutnąć naprawdę z przytupem niszcząc elementy terenu. W podręczniku obiecują, że nowe formacje będą się pojawiły na stronie Apokalipsy i rzeczywiści od dłuższego czasu już kilka tam wisi i czeka na ściągnięcie. Jednak kilkanaście dni temu pojawiły się nowe i praktycznie od razu zniknęły. Możliwe, że jakieś zasady były nie do końca fajne i zbalansowane; aczkolwiek do tej pory GW szczególnie takimi pierdołami się nie przejmowało więc nie mam przekonania, że to o to chodzi. Zwłaszcza, że mówimy o rozszerzeniu które z założenia ma być bardziej funowo-piwne niż krucjatą w poszukiwaniu równych szans. Możliwe, że jednak GW będzie chciało wyciągnąć od nas jeszcze trochę grosza publikując nowe formacje w dodatku do dodatku. Niezawdony FW już to wymyślił i zapowiedzia, że swoje dzieła zebrane plus parę nowości opublikuje w książce pod jakże zaskakującym tytułem: „Imperial Armour Apocalypse”. Podsumowując - wydaje mi się, że jeśli nie ma się dostępu do zbyt wielu ciężkich zabawek to formacje nadają fajny klimat rozgrywce dzięki czemu można poczuć się jak prawdziwy głównodowodzący.
Autorzy wymyślili, że liczenie VP na koniec bitwy po kilku godzinach przy stole i przy naprawdę sporych liczbach może być męczące więc o wyniku bitwy decyduje ile kto kontroluje znaczników. Proste i skuteczne. A co najważniejsze pozawala zaoszczędzić sporo czasu sądząc po tym, że niektórzy potrafią na 2k liczyć się pół godziny.

Jak widać największe oszczędności czasowe zostały poczynione na etapie wystawienia oraz zakończenia bitwy. Natomiast sama rozgrywka nie jest w jakiś szczególny sposób przyspieszona. Na pewno stosowanie super-heavy ma pozytywne przełożenie na czas gry ponieważ jedna figurka załatwia 500 albo więcej punktów. Jednak trzeba się liczyć z tym, że bitwa trochę będzie trwała. Tu pojawia się kolejne nowe rozwiązanie bitwa nie ma limitu tur tylko czasu rzeczywistego na rozgrywkę. Oczywiście autorzy sugerują ile może potrwać partia na różne limity punktowe (podobnie sugerują wielkość stołu w zależności od wielkości armii) więc nie trzeba zgadywać. Nasza testowa gra trwała niecałe 5 godzin. Co prawda był rozgrywana w naprawdę szybkim tempie ale wynikało to z małej ilości sprawdzania zasięgów czy LOSów. Wydaję mi się, że granie w Apokalipsę wymaga innego nastawienia bo o ile w „normalną” 40ke można zagrać w 2h o tyle tu trzeba podejść jak do sesji RPG. Czyli trochę to potrwa np. pół nocy i trzeba czerpać garściami z klimatu rozgrywki. Zwłaszcza jeśli ktoś się pokusi o jakiś fajny scenariusz do czego zresztą autorzy zachęcają.

Podsumowując: jeśli ma się armię na większe punkty niż te turniejowe 2k i chęć wyjścia poza oklepany schemat cleansów i reconów – warto. No chyba, że kogoś odrzuca perspektywa wielu godzin przy stole - to wtedy może warto sobie Kill Teamy odświeżyć. Wydaje mi się, że to jednak kwestia podejścia. Co prawda książka tania nie jest ale jest wydana zacnie i co najważniejsze zachęca do zagrania a jej koszt można spokojnie rozłożyć na kilka osób. Natomiast trzeba pamiętać, że granie na 10k punktów w piątek wieczorem po całym tygodniu pracy może nie być do końca trafionym pomysłem ale ja się zacznie w sobotę po południu to jak najbardziej. Zresztą piątkowe wieczory służą do czego innego :D

wtorek, 30 października 2007

Trochę obrazków

Wiem co pomyślicie po tej notce - zawodnik idzie na łatwiznę wrzuca parę obrazków i ma nadzieję, że styknie... Wcale tak nie uważam, jednak trochę czasu mi zajmie uporządkowanie różnych spraw po urlopie więc na bardziej obszerne tekstowo notki trzeba będzie jeszcze chwilę poczekać. Ale o recenzji Apokalipsy pamiętam może nawet będzie poparta jakimiś playtestami...
A póki co obiecane obrazki:
Kolejny komiks z Boom Studios:
Tu jest tego więcej.
Trochę 3d:

Btw. kiedyś też zdarzyło mi się popełnić model sentinela w 3d pod szyldem zbyt ambitnego projektu. Jeśli uda mi się odnaleźć rendery to je tu wrzucę wraz z dłuższą opowieścią na temat jak umierają zacne pomysły i dlaczego Damnatus musi ujrzeć światło dzienne.
Natomiast w tym miejscu znajdziecie trochę rasowego 2d w postaci szkiców głównie postaci. Jak to się mówi "dupy nie urywają" ale kliknąć można.
Natomiast jeśli ktoś poszukuje inspiracji do konwersji czołgu a zwłaszcza egzorcysty polecam to.
No i na koniec wisienka na torcie jednak nie mylić z deserem bo zbyt smakowity widok to to nie jest.

poniedziałek, 29 października 2007

Swiss

Niestety już jestem po urlopie i czas wrócić do pracy. Ale oznacza to także powrót do bloga, co może kogoś ucieszy. Na wyjeździe byłem w Szwajcarii która jest dosyć "ciekawym" krajem dla graczy 40kowych. Konkretnie z naszego punktu widzenia mogłoby tego kraju w ogóle nie być na mapie Europy. Zresztą widać to w White Dwarfie w liście sklepów. Nie wiem czemu tak jest ale nie widziałem tam ani jednego produktu GW. Nawet do LotRa. Nic. Zero. Ludzie tam hajs mają, dzieciaki są a pamperków nie ma. Za to są figurki bohaterów komiksów.
Natomiast wprawne oko mogło parę akcentów 40kowych wyłowić:

czyli obwoźny Assault Cannon alpejski. Jest też coś dla fanów uściśleń sędziowskich:

No i to:

Czyli muzeum twórcy aliena. Coś dla chcących wiedzieć skąd GW zerżnęło tyrki by potem twórcy Starcrafta mieli skąd zerżnąć zergi. Generalnie miejsce z cyklu wchodzisz-zwiedzasz-wychodzisz i chcesz ale to naprawdę Chcesz swojego pierwszego Hive Tyranta. Na szczęście jest w Szwajcarii :).

piątek, 19 października 2007

Przerwa techniczna. Brain reset.

Jutro wyjeżdżam na urlop. Zamiast zgodnie z tradycją wykorzystać go na remont zamierzam podle wypoczywać. Mocno i z przytupem
Z tymi ambitnymi planami wiąże sięrównież przerwa od komputera więc na następny wpis trzeba będzie trochę poczekać. Ale na pocieszenie napiszę, że korzystając z wolnego czasu mam zamiar przeczytać Apokalipsę - spodziewajcie się więc recenzji.
A póki co do zoba wkrótce :)

czwartek, 18 października 2007

Nowości (przynajmniej prawie) z BL (i nie tylko)

Jeśli ktoś przegapił to na stronce BL pojawił się kolejny numer Warhammer Monthly w formacie pdf gotowy do pobrania. To już piąty z kolei co nie zmienia faktu, że cały czas długa droga do końca tej sagi. A skoro już jesteśmy przy komiksach to Boom Studios publikuje coś takiego. Nie do końca się orientuje czy to są dotychczasowe dzieła zebrane czy coś nowego ale ilość stron wreszcie wygląda sensownie.
Jednak co innego miało być istotą tej notki. Black Library przy zdecydowanej większości swoich produktów daje jakieś preview i w przypadku np. powieści są to fragmenty w pdfach, albo w przypadku artbooków jakieś grafy. Zazwyczaj zwłaszcza te fragmenty prozy omijam szerokim łukiem bowiem nie dostrzegam większego sensu w czytaniu wyrywków czegoś większego. A jakoś nie spodziewam się rewolucji w poziomie tych książek. Tym większe było moje zaskoczenie gdy ujrzałem materiały udostępnione przy okazji publikacji The Imperial Monitorum Manual.
Takie smaczki jak wydrukowane formularze na amunicję mogą być fajnym gadżetem na sesjach RPG'a jak już w końcu wyjdzie. A poza tym fajnie czasem poczytać jakiś fluf'owy opis uzbrojenia. I już nawet nie chodzi o master'owe testy wiedzy ale o to by takiego autocannona nie postrzegać tylko i wyłącznie jako broń którą zabrali biednym oblitom.

środa, 17 października 2007

Młotki - warto o nich pamiętać

Po bardzo udanym weekendzie na Halo Stars naszła mnie tak refleksja, że temat młotków czyli nagród w naszym światku w ostatnim czasie popadł trochę w zapomnienie. Jednaktakie turnieje jak ten w Szczecinie udowadniają, że takie nagrody może nie są niezbędne ale na pewno są potrzebne. Wiadomo, że po gradzie komplementów spływających na różnych forach człowiek wie, że impreza się udała i czuje power do działania ale rok póżniej to już są zatarte wspomnienia. A taka nagoda mobilzuje najpierw by działać a potem by ją utrzymać np. Za najlepszy turniej. Wiadomo, że trzeba uważać, żeby skończyło się na pozytywnej mobilizacji ale mam wrażenie, że nie ma szczególnie wielkiego ryzyka spektakularnych szopek w głosowaniach.
Chyba już jakiś czas temu pisałem o tym więc możliwe, że się powtórzę ale moim zdaniem kategorie powinny już powstać, im później będą ogłoszone tym gorzej to będzie wyglądało z PR'owego punktu widzenia. Pozwolę sobie rzucić parę propozycji bazując na tym co już napisał Vodecki na forum ligowym:

1 Najlepszy turniej. - Należy się zastanowić czy chelki i mastery powinny być w jednym worku.
W przyszłości marzy mi się też kategoria najlepszy event promująca granie poza ligowe - typowo for fun.
2 Najdynamiczniejszy ośrodek.
3 Największy wpływ na ligę. Przydałoby się jak by on był pozytywny
4 Najlepsza strona klubowa. Może się to wydać dziwna kategoria ale IMO jest ona istotna. Generalnie dużo ludzi teraz zaczyna swoją przygodę z czymkolwiek nowym od googli więc warto by było by potencjalni nowi gracze w lidze trafili na miłe dla oka i ciekawe strony a nie jakieś mało zachęcające do zgłębiania tematu.
5 Najlepszy sędzia. Ta kategoria wzbudza trochę mój niepokój, ale należy spróbować.
6 Najładniejsza armia.
7 Za duch Fair Play i generalnie bycie Miłym Ziomem Ligi.
8 Cytat roku - obojętnie czy z forum czy z turnieju byle dobry.
9 Jakaś za całokształt. Ciekawe kto ją dostanie :D

Myślę, że tyle na początek będzie akurat. Oczywiście przy niczym się nie upieram bowiem bardziej mi zależało by wyciągnąć temat na wierzch zanim wyryje na dobre w dno morza zapomnienia (lol). Mam nadzieję, że uda nam się wyłonić kategorie w miarę szybko to będzie można przejść do metody głosowania. A na koniec moją propzycja hymnu imprezy:

wtorek, 16 października 2007

Podobno od przybytku głowa nie boli

Nie dość, że GW jakby regularniej niż kiedyś wydaje nowe codex i jeszcze dodatkowo przeplata je dodatkami pokroju Apokalipsy to branża komputerowa także nie próżnuje. Ledwo pisałem o grze Squad Command a okazuje się, że plotki o MMO w świecie 40ki nabierają coraz realniejszych kształtów.
Powiem szczerze, że mam dylemat bo do tej pory gry tej kategori o mijałem szeroki łukiem bo bałem się uzależnienia i siedzenia całymi wieczorami przed kompem. Jeśli ta gra okażę się fajna to może przyciągnie nowych ludzi do hobby tak jak zrobił to Dawn of War. Ale to może się źle odbić na moim życiu. I odwrotnie jeśli będzie n-dziesiątym klonem WOrld of Warcaft i to w dodatku nieudanym to mój czas, związek i praca są bezpieczne. Podobnie jak klub przed zalewem nowych twarzy. Ot dylemat godny Hamleta ;)

poniedziałek, 15 października 2007

Halo Stars 2007

W miniony weekend wraz z Bartuulem i Jasiem reprezentowaliśmy Sztab w Szczecinie na turnieju klasy challenger o wdzięcznej nazwie Halo Stars. Podczas trzeciej godziny podróży zaczęliśmy zgłębiać ewentualne źródła tej nazwy i po przyjeździe na miejsce nawet wypytywaliśmy o to organizatorów ale wzorem Imperium widza o tym zaginęła w mrokach historii. Nie będzie więc zabawnej anegdotki na początek :)
Turniej okazał się pechowy dla co niektórych Rhinosów bowiem u Emana poszła linka gazu ~120 km. za Krakiem. Miało to spore przełożenie na czas podróży Legionowej ekipy ale chłopaki byli twardzi i dali radę. Niestety sobotni wieczór nie był okresem ich największej aktywności więc już są plany na wrocek :). Natomiast w Bartuula w czarnym spiderze poszło sprzęgło 25 km. od Pozka. Też to trochę wydłużyło podróż ale daliśmy radę za wiele się nie spóźnić. Co zaskakujące Krawat nie uraczył nas żadną nową opowieścią godną reklamy nawigacji więc czyżby sie udało tym razem bez zwiedzania webwey'a?
Turniej zaczął się z klasycznym opóźnieniem mieszczącym się w ogólnie przyjętych wartościach oczekiwanych ale nie przeszkodziło to Marcinowi wyjechanie po nas i przyholowanie nas na miejsce - za co wielkie dzięki. Bitew nie będę relacjonował - bo nigdy nie miałem do nich pamięci pod kątem raportów. Ograniczę się do paru ciekawostek i spostrzeżeń. Grałem "nowym" Ravenwingiem na bazie codexu DA. Ostatnio na lokalu w Poznaniu testowałem Samaela na Land Speederze natomiast teraz postanowiłem dać szanse wersji na jetbajku. Może Was zaskoczę ale zdecydowanie wolę tę drugą opcję. Ma zdecydowanie więcej zastosowań. No i nie schodzi od jednego strzału. A mojego zachwytu nie zmieni nawet fakt, że w ostatniej bitwie w 3 tury zadał sobie 2 woundy z Gets Hot a jak już trafił to rzuciłem dwie jedynki na ranienie na dwóch kościach. Generalnie nowy RW mnie zachwycił jedyne czego nie obczaiłem to zabijanie. Nie ma dwóch spaślaków na motorach z 2+ sejwa i biedny trej się gubi ;). Po prostu trzeba się przyzwyczaić, że tu oddziały muszą zdobywać punkty a nie tylko robić za screen dla "bohaterskich bohaterów". Pomimo mniejszej ilości Tornad dużą elastyczność daje fakt że każde sobie rzepkę skrobie. Gdyby tylko kosztowały cały czas 80 punktów.... Multimelty z scout movem nie zmiennie mnie zachwycają. Zwłaszcza faktem że są pojedyncze i tanie. Natomiast nie do końca wyczułem scouta na reszcie cyklistów apokalipsy i bardzo ostrożnie z niego korzystałem. Teraz mam wrażenie, że było to zbyt zachowawcze granie. No ale daje sobie jeszcze trochę czasu na obycie się z tą armią.
Trochę ciekawostek turniejowych:
-Krawat ma nową ksywkę - Kwadrans. Nie będę tu się rozwodził nad jej genezą powiem tylko że grał DE, miał portal i nie zawahałby się z niego korzystać. Jeśli miałby okazję. Jednak duży luz Krawata do różnych sytuacji jest godny pozazdroszczenia :)
-Toster i historia jego rozpiski na 1850 punktów minus jeden oddział. Okazało się, że wrocławscy Archoni nie dogadali się przy podziale ciężkich barek i Toster grał zmodyfikowaną rozpiską gdzie miał 1850 punktów na 2007 możliwych i w dodatku zapominał całą sobotę o wystawianiu jednego oddziału Warriorów z lancami. Ale nie zapominał policzyć punktów za nich dla swoich przeciwników.
Po tych historiach doszedłem do wniosku, że jednak nie będę zbierał DE ponieważ nie znam znaczenia słowa ból i najzwyczajniej w świecie nie czuję tej armii :)
-Niestety w ostatniej bitwie powstało zamieszanie z liczeniem punktów i mam wrażenie, że różne stoły różnie grały. Generalnie książeczka pomimo ciekawego formatu zawierał zbyt mało informacji o misjach. I często powstawały wątpliwości. Następnym razem piszcie jak dla pięciolatków ponieważ gracze zawsze będą szukali dziury w całym i po prostu robienie założenia, że coś jest oczywiste jest zazwyczaj mylne. Brakowało też nie grającego sędziego bo frekwencja jednak niska nie była. Jednak to niedogodności można łatwo wyeliminować przy następnej edycji.
Impreza w sobotni wieczór była w miejscu trochę oddalonym od głównej areny wydarzeń więc organizatorzy nas zawieźli na miejsce poczekali aż się "wyszumimy" i odwieźli do noclegowni. Po prostu absolutna rewelacja. A w knajpie mecz a potem karaoke. Efekt był taki, że mówienie w niedzielę nie było taką trywialną sprawą. 4 godziny darcia ryja bo inaczej tego się nie da określić zrobiły swoje.
Najlepszym podsumowaniem będzie teoria powstała w trakcie imprezy, że są lokale, challengery, mastery i Szczecin. Fantastyczna robota chłopaki. Myślę, że gracze z Szczecina powinni już malować brakujące figury do swoich armii na przyszły rok.

Fotki Emana
Wyniki

piątek, 12 października 2007

Wybory bez popisów

Przeglądając forum naszych kolegów od kwadratowych podstawek "odkryłem" coś czego do tej pory nie zarejestrowałem chociaż mi już o tym wspominano mianowicie aktualnie odbywa się głosowanie nad tym gdzie odbędzie się kolejne Euro zarówno w WFB jak i WH40K. Kandydatury to dotychczasowy gospodarz czyli Gorzów Wielkopolski oraz włoska Modena. Jej kandydatura wynika z faktu, że Włosi zwyciężyli w Battlu a to daje im prawo do organizacji (lub przynajmniej ubiegania się o takową) kolejnej imprezy.

Odrzucając wątek patriotyczny i geograficzny to nadal wolałbym, żeby impreza została w Gorzowie ponieważ Orgowie (takich Orgów się zdecydowanie pisze przez duże O) dwukrotnie udowodnili, że dadzą radę. Delikatnie mówiąc. Tegoroczna impreza był po prostu absolutnie PRO. Bardzo możliwe, że Włosi też dadzą radę ale mam spory dystans do takich teorii jednak bardzo możliwe, że wynika on z mojego szowinizmu.
Jednak z drugiej strony - zawsze fajnie zobaczyć nowe miejsce a chyba jest tam co oglądać. Zwłaszcza jeśli miasto nazywa się tak samo jak to:


Natomiast jeśli ktoś by chciał dać upust swoim odczuciom względem tego głosowania to takie zdjęcie może być pomocne:

czwartek, 11 października 2007

Armorcast - ale old-skol, tej...

Na Bell of Lost Souls, chopaki byli bardzo rozczarowani brakiem zasad do tytanów klasy Reaver w podręczniki Apoklipsy. Zrobili więc własne. Nie myślę by kogokolwiek w Polsce szczególnie to obchodziło ale pojawił się pretekst by wyciągnąć z mroków historii firmę Armorcast. Co nie jest takie proste bo nawet wiki nic na jej temat nie wie. A jak czegoś nie ma na wiki to podobno nie istnieje. Jednak jej produkty raz po raz przemakają po ebay'u. Natomiast dzięki googlom możemy wygrzebać przyzwoite jakościowo zdjęcia różnych tytanów (lub bardziej "zabawek" - sądząc po stylistyce) z tej amerykańskiej firmy.


Niektórzy mogą powiedzieć, że figurki nawiązują do epica i są old-skolwe. Inni mogli by nawet dodać, że są klimatyczne (czytając fora mam wrażenie, że to słowo wygrywa wszelkie rankingi ilości znaczeń w tym hobby). Natomiast złośliwi powiedzą prawie jak Forgeworld.

wtorek, 9 października 2007

Warszawski Master - podejście trzecie

Mam wrażenie, że ilekroć piszę na tym blogu o Warszawie to jest to w kontekście kolejnego nieudanego podejścia do Mastera w sezonie 2007/08. Pierwotna koncepcja była by go zoorganizować przy okazji Polconu. Nie da się ukryć, że to był dobry pomysł - masa (myślę, że to adekwatne słowo jeśli chodzi o Polcon) odwiedzających zainteresowanych fantastyką z jednej strony a z drugiej strony pomalowane armie (no albo przynajmniej prawie pomalowane) i liczba graczy "masterowa", to zawsze może przynieść pozytywne skutki w postaci kolejnych graczy. Jednak turnieje 40ki na największej imprezie poświęconej fantastyce w Polsce po pierwwsze nawet nie aspierowały do najwyższej rangi a po drugie okazały się totalnymi niewypałami. Pojawiła się więc koncepcja połączenia master 40kowego z Bazyliszkiem - konwentem gier bitewnych. Jednak nikt się podjął zorganizowania tego na szybciora co wydaje mi się dość racjonalnym podejściem do zagadnienia.
Jednak jest szansa, że ta saga się nie długo znajdzie swój szczęśliwy finał (że tak poetycko się wyrażę :)) ponieważ na forum GV pojawił się kolejny temat poświęcony dużemu turniejowi w stolicy. Ma on się odbyć w okresie ferii zimowych. Zgaduje, że będzie to powiązane z stołecznymi feriami przynajmniej ja bym tak zrobił ze względu na lokalnych graczy. No ale pytanie jak organizatorom uda się dogadać miejscówkę.
No właśnie organizatorzy tej imprezy są najciekawszym elementem tej historii. Kiedyś sceną warszawską zajmował się Partyzant, Dorian i kilka innych osób ale ich wizja pewnych spraw odbiegała od poglądów reszty więc obfitowało to ciekawymi dyskusjami itp, itd. Odbijało się to też na frekwencji, zwłaszcza wśród osób przyjezdnych, stołecznych turniejów. Następnie pojawiła się Gloria Victis która bardzo dobrze sobie radziła z turniejami od każdej strony. Czyli były ciekawe i grywalne regulaminy, stoły zastawione, sponsorzy załatwieni i grochówka. W tym momencie problemów z frekwencją nie było. Ale teraz GV równie tajemniczo jak się pojawiła zanika ;).
Turniej o roboczej (?) nazwie Varsovia Wars ma organizować nowe generacja w tym aspekcie hobby z doświadczeniami z lokali warszawskich. Mam nadzieję, że uda im się i stolica po perypetiach doczeka się swojego mastera. Najlepiej takiego na którego ludzie będą chcieli rok później wrócić. A sądząc po dyskusji to w pomyśle i ludziach jest potencjał by to wypaliło. Jedyne co bym sugerował to, żeby już z bardziej zaawansowanym regulaminem czyli jakąś betą wyjść poza forum GV w poszukiwaniu zarówno feedback'u jak i graczy.
Jednak to co w tym wszystkim najciekawsze to to, że "sytuacja warszawska" ma też wątek moralizatorski, czyli: "A jak to u ciebie w mieście będzie wyglądało jak aktualni Orgowie odejdą na emeryturę?" lub odwracając kota ogonem "Organizatorze! - wychowałeś swojego następcę?"

niedziela, 7 października 2007

Damnatus - czy już się wpisałeś?

Jakiś czas temu, pisałem o petycji na rzecz dopuszczenia do publikacji niemieckiego filmu fanowskiego Damnatus - bazującego oczywiście w świecie 40ki. Udostępnienie tego dzieła jest blokowane przez GW ze względu na ochronę swojego IP. Po konsultacji z Wikipedią doszedłem, że nie chodzi o statyczne czy dynamiczne IP tylko o takie. Jak dla mnie blokowanie twórczości fanowskiej nie jest najlepszym pomysłem, żeby nie powiedzieć, że jest fatalnym pomysłem. Zwłaszcza, że specyfika uniwersum stworzonego przez GW aż prowokuje do własnej twórczości. Ale IMO to jest oczywistość nie wymagająca większego komentarza.
Jeśli ktoś chce podzielić się ze światem, a zwłaszcza z ulubioną korporacją swoimi odczuciami w tej kwestii to zapraszam tu. A jeśli ktoś potrzebuje dodatkowej zachęty to autorzy Damnatus'a przygotowali takową:

sobota, 6 października 2007

Równość dla speszjali

Na forum ligowym w temacie o Strategiconie 2007 zaczęła się dyskusja o specjalnych bohaterach. Na szczęście tym razem udało się ominąć ustalanie kto jest specialem a kto nie i na kogo trzeba zgodę a na kogo nie i odrazu wyłoniło się sedno problemu. A jest ono, czy dopuszczać bohaterów zmieniających FOC'a jednocześnie zabraniając reszty czy raczej wszyscy albo żaden. Ostatnio speciale tacy jak Samael czy Belial byli wyjątkowi nawet jak na swoje elitarne grono - można było ich wystawić nawet jeśli nominalnie bohaterowie z imionami byli zakazani.
Natomiast w wspomnianej dyskusji padła opinia, że nie ma powodów dla których bohaterowie zmieniający FOC'a mieliby nadal być tak traktowani na takich zasadach bo w końcu nie pozwalają wystawić nowej armii tylko zmieniają troopsy w istniejącym army liście a reszta zostaje bez zmian. Nie da się ukryć, że coś w tym jest. Zresztą mocno średnio to wyglądało, że jedni speciale są inaczej traktowani niż inni.
Problem jest w tym, że Eldrad czy Nightbringer są bardzo złą sławą owiani i nie nastrajają pozytywnie do dopuszczani speciali na turniejach. Natomiast jeśli ich wszystkich będziemy traktowali równo no to fani Raveningu i Deathwingu powinni się przygotować, że zbyt często sobie nie pograją tymi armiami. Ale nie da się ukryć, że nie jest to wina sędziów czy organizotrów tylko GW które tak a nie inaczej projektuje zasady.
Zanik zapisu o zgodzie przeciwnika świadczy o tym, że GW chce traktowani bohaterów immienych na równi z innymi opcjami kodeksu. Wtedy nie będzie problemu, że ktoś swojej armii nie może wystawić. Pytanie czy jesteśmy gotowi by co eldary obok chopaków w rajtuzach spotykać Eldrada...

piątek, 5 października 2007

Wiecie dla kogo są tytuły :)

Od kilku dni w tramwaju w drodze do pracy czytam najnowszego Dwarfa. Nie da się ukryć, że znacząca jego część jest poświęcona Apokalipsie. Jakieś preview'u, nowe boxy, komentarze autorskie i reszta tego marketingowego śmiecia do którego przyzwyczaił nas Biały Krasnal. Czytając jednak artykuły poświęcone Apokalipsie zwróciłem uwagę, że przewijającym się motywem jest fun z bitwy i generalnie ma być miło przyjemnie i w ogóle zabawnie. I najlepiej jakby tak było nie tylko w apokalipsie ale w każdej partii. Szczytna idea ale wywołuje ona we mnie parę wątpliwości. Może nie tyle co idea bo ta jest jak najbardziej zasługuje na pochwałę ale konsekwencje z niej wypływające.

Może my – w sensie gracze jeżdżący po Polsce (a nie długo może nie tylko) na turnieje – używamy produktu GW niezgodnie z przeznaczeniem. A takie pkz'ty to koronny dowód naszego samo umartwienia. Bo przecież normalny człowiek a przynajmniej taki mieszczący się w targecie ulubionej firmy (pomijając kwestię wieku) zawsze się dogada z przeciwnikiem i każdą sporną sytuację obrócą w żart. A może nawet przy okazji kilka innych zasad wymyślą które urozmaicą rozgrywkę. Balans - jaki balans? Zresztą Wy już najlepiej wiecie dla kogo jest balans... Natomiast my siedzimy z podręcznikami i doszukujemy się logiki i myśli przewodniej w miejscu gdzie tych rzeczy najzwyczajniej nie ma. Bo zasady też są funowo i luzacko pisane bo w końcu taka ma być rozgrywka.

Pojawia się jeden problem – jak pokazało ETC Polska nie jest jakimś szczególnym wyjątkiem i wszędzie ludzie chcą grać wg. zasad które chociaż sprawiają wrażenie przemyślanych. I chcą grać na turniejach a nie tylko przy piwku na strychu ziomka. Żeby nie było niejasności uwielbiam wszelkie zajawkowe bitewki zwłaszcza jeśli mnie nic goni i toczą się w miłym gronie. Ale doceniam też uroki grania na turniejach. Przynajmniej wiadomo o co chodzi. Zresztą same GW robi turnieje i ludzie tam też jadą wygrywać i postawią wystawiać koszmarki (vide 60+ osobowa rada serowa).

Czyli z jednej strony GW lansuje a przynajmniej próbuje granie for fun wprowadzanie własnych pomysłów i inne klimaty w ten deseń. A z drugiej strony część graczy chce grać i wygrywać i chce wiedzieć jak to zrobić. Czyli chce mieć spójne zasady a jak coś się to nie uda to chociaż otrzymać szybko FAQ stworzony przez kogoś znającego temat. Mam jednak wrażenie, że takie “wygórowane” wymagania przychodzą z wiekiem bo jak się te 11 lat (a przecież w takiego klienta jest skierowane ostrze marketingu GW) to się w ogóle nie widzi części tych problemów które trafiają na sędziowską. Z czego wynika, że stoimy na przegranej pozycji bo większości odpowiada ten stan rzeczy jaki jest a, że jest to taka a nie inna większość to nie ma większego znaczenia. Zresztą i tak powinniśmy się cieszyć ponieważ są turnieje dla starszych graczy organizowane – raz w roku. Na szczęście są ludzie którym się chce i próbują łatać te zasady i organizują turnieje np. co miesiąc.


czwartek, 4 października 2007

Marketing by GW

Ostatnio na sieci wypłynęło orkowe summary. Można je obejrzeć np. tutaj. Zasady jak zasady więc nie będę się nad nimi rozwodził czy jak kto woli pastwił. jednak przy tej okazji powstała u mnie refleksja na temat tych wszystkich "przecieków" przed każdym nowym kodeksem. Zacząłem się zastanawiać na ile one są rzeczywiście zdobycznymi informacjami a na ile elementami kampanii reklamowej. Może ktoś z działu marketingu w GW usłyszał o marketingu szeptanym i postanowił zastosować tą technikę. A może rzeczywiście pracownicy GW na tych wszystkich Games Day'ach zostawiają graczy z aparatem w jednej ręce i z niepublikowanym jeszcze kodeksem w drugiej a sami idą na typowo angielski lunch. Chociaż przeciek do sieci kodeksu chaosu w pdfie grubo przed premierą trudno mi podciągnąć pod działania mające za zadanie podnieść jego sprzedaż. Trudno mi ustalić jak jest w rzeczywistości ale nie da się ukryć, że to działa. Każdy nowe kodeks jest gorąco wyczekiwany a wszystkie strzępy informacji wałkowane i analizowane w każdą możliwą stronę na forach w wielu językach. Niezależnie czy przypadkiem czy świadomie ale kodeksy sobie same robią reklamę. Przynajmniej wśród ludzi już siedzących w tym hobby. Jedyny problem to kuszenie nowych graczy. Ale tu też GW (przynajmniej częściowo) wyręcza się rękoma klubów i innych ochotników gotowych poświęcać swój czas i energię by korporacja miała zysk. A angielscy emeryci czekają na swój hajs. W końcu po coś kupili te akcje.
Natomiast jeśli chodzi o www to mam wrażenie, że pomimo wielu pozytywnych działań dało by się to zrobić lepiej. Można by np. zunifikować zawartość niezależnie od języka; ceny też mogłyby być bardziej zbliżone w różno-języcznych sklepach on-line. Można by jeszcze wiele rzeczy tu wymienić ale należy jednak docenić postęp bo jeszcze jakiś czas temu strona GW to była tragedia totalną. Miejmy tylko nadzieję, że web squad nie spocznie na laurach i jeszcze coś zrobią z tą stroną.
Na koniec pozytywny akcent czyli to co najlepsze na stronach naszej ukochanej firmy - Black Gobbo.

wtorek, 2 października 2007

Codex: Ruinous Powers

Od czasu Warhammera 30K regularnie zaglądam na Bell of Lost Souls. Załoga to pisząca stara się być na bieżąco z wszelkimi plotkami/przeciekami/fotkami. A łatwiej tam coś znaleźć niż na warseerze gdzie trzeba się przekopywać przez pokaźne ilości różnorakich przemyśleń.
Ostatnio natknąłem się na coś takiego. O ile normalnie do wszystkich plotek zwłaszcza na tak długo przed publikacją kodeksu mam duży dystans o tyle w tym przypadku nie oparłem się pokusie skomentowania. Myślę, że bierze się to z tego jaką sławą były owiane książki składające się na Realm of Chaos kiedy zaczynałem swoją przygodę z Warhammerem. Właśnie nie z 40ką tylko z Warhammerem - bo te podręczniki były stworzone z myślą i o rpg'u, i o wfb, i o 40k'ce. Zawartość książki poznałem właśnie przez pierwszą edycję fabularnego młotka. To co mi się wbiło w pamięć to tabelka mutacji gdzie rzucało się d100. Niestety nie załapałem się na to by w któregoś bitewniaka zagrać z tymi zasadami.
Nie podoba mi się koncepcja Codex: Ruinous Powers z powyższej plotki z paru powodów.
-Będzie mierzyć się z mitem z którym nie ma szansy wygrać. My mamy swoje Wembley a GW ma Realm of Chaos. Serio - to tak działa.
-Aktualnie 40k i WFB to dwie różne gry cokolwiek co ma być i do jednego i do drugiego ma wielkie szanse być do niczego.
-Brak interakcji z CSM oznacza, że powinniśmy przywyknąć do czegoś co się nazywa generic deamon. Nie wiem czy potrafię. I szczerze mówiąc właśnie te demony są czymś co sprawia, że nie chce mi się wierzyć w te plotkę. Nie wyobrażam sobie że rogacze nie mają dostępu do normalnych koleżków z warpu.
-No i chyba nie muszę pisać co jako osoba mocno zaangażowana w ligę sądzę, o nie-turniejowych army listach :) Chociaż to nie ma większego znaczenia bo jeśli będą wykazywały jakieś z balansowanie to w wielu miejscach i tak będą dopuszczone (tak jak np. Cult Genokrada). A nie da się ukryć że Nightbringer oraz Eldrad dosyć mocno poszerzyli widełki tego co może się wydawać wyważone i gwarantujące dobrą zabawę.

I na deser Bolt Thrower z płyty Realm of Chaos (liiiive :))

poniedziałek, 1 października 2007

Kolejna gierka w klimatach

Ostatni na googlach odkryłem taką zabawkę jak Alerts - nie wnikałem do końca jak to działa ale idea jest taka, że pomaga trzymać rękę na pulsie :). I dzięki temu wynalazkowi znalazłem coś takiego. Niestety platformy na których to cudo ma działać to przenośne konsole sony i nintendo. Czyli PSP i DS. Jeśli gra będzie tego warta będzie trzeba poszukać jakiegoś emulatora którejś z tych zabawek. Nie da się ukryć, że turowość tej gierki brzmi zachęcająco.
Natomiast jeśli ktoś jest szczęśliwym posiadaczem N-Gage może warto sobie odświeżyć ten tytuł.

No i ma być nowy dodatek do DoW. Niestety (stety ?) nie gram w tą grę więc nie będę nawet próbował pisać o czymś o czym nie mam pojęcia. Myślę, że i tak zainteresowani już dawno wiedzą :)

Te kilka weekendów w roku

Niestety nie mogłem być na Arenie. Jak to się mówi w pewnych kręgach - "family buissness" który wiązał się z podróżą pociągiem w przeciwną stronę. Podróż nie była krótka i dostarczyła czasu na przemyślenia i refleksję. I jednym z wywodów które zaistniały w mojej głowie w pośpiechu relacji Poznań-Gdynia postanowiłem się podzielić.
To jest naprawdę fajne hobby (dla czytelników poniżej 14 roku życia - zajefajne). Posiada dla każdego coś miłego i dla fanów ZPT jak i plastyki czy matematyki natomiast tym co mi się najbardziej w nim podoba to element geograficzno-chemiczny. Czyli jeżdżenie po kraju i spotykanie się z ziomkami. Co prawda jakiś czas temu sobie na tym blogu trochę po marudziłem, ale nadal jeżdżenie na turnieje sprawia mi sporo frajdy. Patrząc jeszcze w piątek na listę zgłoszeń trochę smutno mi się zrobiło, że mnie tam nie będzie. Bo byłem pewien, że zabawa będzie przednia i oczywiście była. Granie ze starymi ziomkami i nowymi znajomymi jest zawsze kupą dobrej zabawy.
Oczywiście zdarzały się bitwy które nie były jakąś porażającą rozrywką. Czasami były lepsze wyniki na czasem gorsze. Raz po raz nie rozumiałem oceny malowania ale zawsze się dobrze bawiłem. Jeszcze nie zdarzył mi się master po którym żałowałbym wyjazdu. A power i luz który człowiek przywozi z sobą po takim weekendzie jest bezcenny. Od razu człowiek lepiej funkcjonuje w pracy i nie tylko z świeżo naładowanym akumulatorem. Bo o ile fizycznie człowiek może być zmęczony o tyle emocjonalnie/psychicznie zostaje wciśnięty przycisk reset i jest:

Do zobaczenia na Halo Stars i żeby ktoś nie pojechał za daleko ;)

czwartek, 27 września 2007

Arena tuż-tuż

I jak zwykle wszyscy się zgłosili na ostatnią chwilę.

Albo przynajmniej organizator późno znalazł ich zgłoszenia na własnej skrzynce. Filtry antyspamowe - wynalazek demoniczy ;). Na szczęście sytuacja została opanowana i okazja do fajnego flame war'a przeszła nam koło nosa ;). A szkoda bo ostatnio nudno ;) - żart oczywiście. Przez długi czas lista zgłoszeń nie robiła szczególnego wrażenia ale aktualnie wygląda jak to się mówi na południu - sycąco. Nawet bardzo. Z tej sytuacji można wyciągnąć dwa wnioski:
- nawet jeśli jest zależność między liczbą graczy a limitem punktowym to jest ona dosyć paradoksalna;
-reszta orgów powinna wziąć pod uwagę pewne mechanizmy działania człowieka planując swoje imprezy. Bo czasem przyrost zgłoszeń przed deadlinem potrafi zaskoczyć. Warto unikać stresujących sytuacji jak np. brak stołów czy terenów na nich. Oczywiście to wszystko można zawsze jakoś rozwiązać o ile jest fizycznie miejsce dla graczy ale po co się narażać na wrzody. Od zapewnienia wrzodów i innych takich przyjemności jest McDonald na Floriańskiej a orgowie powinni o siebie dbać o siebie bo ciągle są ludzie w tym kraju którzy ich potrzebują...

Space Hulk


Od pewnego czasu mnie kusiło by napisać kilka zdań o tej gierce, ponieważ najzwyczajniej w świecie na to zasługuje. Ale gdy trafiłem przypadkowo na tą namiastkę komiksu stwierdziłem, że to jest znak. Może nie w kukurydzy ale zawsze.
Nie będę się za wiele rozwodził tytułem wstępu i robił reklamy bo inni już to za mnie zrobili ograniczę się do stwierdzenia, że pomimo widocznej na pierwszy rzut oka prostoty zasad warto poświęcić Space Hulkowi trochę czasu, bo na pewno nie będzie to czas stracony. Możliwe, że wzorem Magii I Miecza czyli w oryginale Talismanu SH doczeka się kolejnej edycji (IIRC byłaby to trzecia), ale póki co pomimo plotek na Warserze się na to nie zanosi.Przynajmniej nie ma jakiegoś przecieku z namiastkami oficjalności. Z drugiej strony taki re-launch nie jest aż tak bardzo potrzebny ponieważ figurki termosów i gienków są a część z Was pewnie je nawet posiada. Zasady można ściągnąć, jedynie plansza może być problemem. Ale i na to są sposoby. Można ściągnąć pdfa z jej elementami i je wydrukować, podkleić czymś sztywnym i grać. Albo jeśli ktoś ma za dużo czasu/ambicji można podejść do zagadnienia bardziej modelarsko i taką planszę przygotować w 3ech wymiarach.


Natomiast wracając jeszcze do zasad: poza oryginalnymi można skorzystać z udostępnionych na stronie GW. Jednak te bazują na kill-teamach co dla niektórych zwłaszcza miłośników old-schoolu może być problematyczne.
Jak już się dorobimy figur, planszy i zasad to pozostaje nam znalezienie przeciwnika. Jeśli szukanie takowego będzie się przedłużać nasz skill możemy poćwiczyć ze sztuczną inteligencją przy pomocy jednej z wielu gierek na różne platformy.
Jeśli mamy jeszcze dosa to polecam absolutny klasyk. Natomiast jeśli nie byliśmy pogrążeni w hibernacji przez ostatnie 15 lat możemy skorzystać z takiego rozwiązania. Natomiast jeśli nasi znajomi mówia o nas per Inspector Gadget to polecam zajrzenie tutaj.
Jak widać możliwości grania w Space Hulk jest wiele. Warto którejkolwiek z nich poświęcić chwilę czasu, zwłaszcza, że idą długie wieczory i może będzie ciut łatwiej ten czas wygospodarować.

środa, 26 września 2007

Technikalia

Ostatnio zacząłem walczyć z pewnymi technicznymi aspektami bloga. Póki co ja się wystawiłem w openie a engine dostał pierwszą turę ;) Ale pracuje by w kolejnych turach wyciągnąć to magiczne 20:0. Plan przewiduje:
-Komentarze. Już można się dzielić swoimi wnioskami jednak trzeba "wejść w posta" przez np. kliknięcie jego tytułu. Teraz zostało tylko dogadanie się z silnikiem blogspotu by pod postem była aktualna ilość Waszych komentarzy. Acha nie trzeba się nigdzie rejestrować (i narażać się na kolejny spam) by pisać.
-RSS. Walczę z tym tematem i mam wrażenie że już działa ale wymaga to testów. Innymi słowy czasu.
-Etykiety. Pewnie niektórzy zwrócili uwagę na to, że ostatnio się pojawiły. Staram się nowe wpisy na bieżąco opisywać, natomiast archiwum musi jeszcze chwilę poczekać na swoje etykietki. Już trochę tych postów się uzbierało a na początku nie doceniłem możliwości ich segregowania zwłaszcza jak będzie ich w czasie przyrastać. Mam jednak nadzieję, że szybko uda się sytuację opanować i wkrótce wszystkie wpisy będą opisane stosownymi tagami.

Mam nadzieję, że niedługo będą widoczne kolejne efekty tych zmagań. A póki co jeślli ktoś na forum chce mieć coś takiego w podpisie:


to musi wkleić w stosownym miejscu w profilu następujący kod:

[URL=http://z24cala.blogspot.com/]
[img]http://images30.fotosik.pl/88/2963dec0f797ffc2.jpg[/img][/URL]

tylko, że w jednej linii.

wtorek, 25 września 2007

Nowy kierunek?

Ostatnio sobie wymyśliłem, że umieszczę na tym blogu notkę, że im lepsze figurki tym gorszy codex, że GW działa na zasadzie naczyń połączonych itp itd. I zacząłem rozwijać mentalnie (dumnie brzmi) ten wątek i doszedłem do wniosku, że teza leżąca u źródeł wpisu jest najzwyczajniej w świcie błędna.
Mi po prostu nowe codex'y się podobają. Nawet bardzo. Co biorę któryś z nowych podręczników do ręki to mam wrażenie, że rozpiski same się składają. Może to jest właśnie idea stojąca za nowym layoutem: wcale nie chodzi o dzieciaki tylko o by weterani biorąc kodeks do ręki mieli gotowe rozwiązania przed oczyma ;). No a kiedy spojrzy się na nowe figury pokusa robi się prawie nie do odparcia. Na szczęście prawie... bla bla. Oczywiście nie da się ukryć, poprzednie edycje kodeksów były mocniejsze albo przynajmniej miały wypracowane gotowe rozwiązania i były przetestowane w każdą stronę, jednak nowe mają swoje zalety.
Wydaję mi się, że za podręcznikami do Darków, Bladzi czy Chaosu stoi jakaś idea. Najpierw jest temat a potem jest on obudowywany zasadami. DA z klasycznego safhu przemienili się w strike force marinsowy co przejawia się scoutem na bajkach i zasadą Deathwing Assault, natomiast Bladzie dają możliwość stworzenia rozpiski naprawdę mającej przeciąg w combacie i będzie ona nadal grywalna.
Chaos bardzo zubożał względem swojego poprzednika jeśli chodzi o opcje, wargear czy armylisty. Ale pomimo, że grałem jednym z tych army listów który pożegnaliśmy to mi to nie przeszkadza. Podoba mi się nowy charakter rogatych marinsów czyli bandy renegatów, i szemranych kamratów :). Wiadomo, że trochę słabo się robi patrząc na stronę na której podobno są opisane demony ale od początku wiadomo, że to rozwiązanie tymczasowe. A takie potraktowanie sprawy umożliwiło położenie akcentu na wszelakiej maści marinsów. Niektórym opcja 4 marków plus 2 deamon princów w jednej armii nie do końca pokrywa się z fluffem ale wolę to niż kombinatorykę z przenoszeniem oddziałów do elit na starym kodeksie.
GW zdecydowało się na odważny krok, nie poszło bowiem za oczekiwaniami graczy którzy po tyrkach i eldarach oczekiwali armii podobnej mocy tylko dało im 10-woundowe laski i "zmodernizowało" opcję bohaterów i oddziałów. Powstaje pytanie na ile to jest element świadomej polityki (np. unikania samonapędzającej się spirali coraz silniejszych kodeksów) a na ile dzieło przypadku wynikającego np. z obsady autorów. Jak to Wosho zauważył autorem codex'u orków jest ten sam pan co popełnił Eldarów i Tyrków. Jego kolejne dzieło odpowie nam na pytanie czy GW ma spójną wizję rozwoju tej gry czy każdy z piszących podręczniki ma własną a ich biurka są na tyle daleko, że uniemożliwiają jakąkolwiek komunikację. Czytaj w Warpie :).

niedziela, 23 września 2007

Ravenwing - wrażenia poturniejowe


Wczoraj udało mi się po raz pierwszy zagrać "nowym" Ravenwingiem na turnieju. Chociaż trudno wyciągać na bazie tego testu jakieś wnioski- bo zasady były lekko szalone, a turniej lokalny to jakieś materiał do refleksji się uzbierał.
AB ze scout movem są szalone. Zwłaszcza z MM. Na reszcie armii scout też się przydaje, ale bardziej do celi taktycznych (uwielbiam to określenie w przypadku 40ki ;)) niż włożenia komuś melty między oczy. Można próbować trójkami motocykli ale one są dość drogie, jak na takie szalone akcje.
Fearless na całej armii, co nie jest zaskakujące, jest bardzo fajną sprawą i mam wrażenie, że w sporej części niweluje brak Skilled Raiders. Po prostu, teraz w innych momentach bitwy traci się te bajki, jednak aktualnie jest to bardziej do przewidzenia. Zawsze można omijać ciężki.
Samael - tornado jak tornado. Nie da się ukryć, że zabić go nie jest łatwo, ale dwa razy podczas trzech bitew moim przeciwnikom ta sztuka się udała. Na pewno przy najbliższej okazji spróbuję tego na jetbajku ,choćby dla figury.
Troopsy. Wszystko widać na pierwszy rzut oka, niespodzianek nie ma. 3 z fistem to mało zwłaszcza, jeśli jakiś ciężki teren przytrafi im się po drodze. Pojedyńcze tornado ma swoje plusy zwłaszcza jak jest ich kilka. Jeden pred-plujka nie robi rzezi squadronu. No i lepiej się rozkłada strzelanie.
Największym minusem tej armii jest brak combatu z przytupem. Osobiście używałem 2 woundowego kapelana i robił swoje, ale pojechać porzezać to nim trudno. W sumie pojechać to można, ale z dojechaniem jest pewien kłopot. Brakuje trochę libry z kapturkiem i veilem. No, ale to chyba nie jest dla nikogo zaskoczeniem. Generalnie, trochę tych fistów jest ale trzeba naprawdę uważnie mierzyć siły na zamiary. Nie można już opierać się na subtelnych taktykach bazujących na dwóch spaślakach na motorach.
Natomiast to, co w tej armii rozczula, to ilość mobilnych scoringów. Jest ich naprawdę sporo.

Podsumowując. W porównaniu do marinsów złożonych na "Be swift as the wind" otrzymujemy zbliżone strzelanie choć brakuje AB z TH. Odczuwalnie słabszy combat. No i brak skiled raiders - pomijam w tym momencie komentarze dotyczące tego, kto go może mieć, jeśli formacja jeżdżąc bajkami od eonow go nie posiada. Z drugiej strony, dostajemy scout move, który ułatwia zmieszczenie armii za coverami w razie słabszej strefy wystawienia. I daje możliwość szachowania czołgów przeciwnika meltami. Fearless, którego reklamować nie trzeba. O masę scoring unitów, z którymi zawsze w bajkowej armii na C:SM było krucho ze względu na koszty jednostek.
IMO armia ma swój potencjał, choć trudno mówić o niej, że jest rzeźnicza. Jednak granie czymś takim dostarcza sporo funu, a jak ktoś chce prostych rozwiązań, to wiadomo jaki codex powinnien wziąć do rąk ;)

czwartek, 20 września 2007

Warhammer 30k (to nie literówka)

Wosho na forum gildii umieścił linka do jednego z ciekawszych dzieł fanowskich na jakie kiedykolwiek się natknąłem. Mianowicie do Warhammera 30000. Dodatek jest przygotowany bardzo starannie i korzysta z układu znanego z nowych kodeksów. Zawiera także formacje przygotowane pod kątem Apokalipsy. Do tego trochę zasad specjalnych, nowe jednostki (Sisters of Silence), i tona speciali. A na koniec kampania i naprawdę bardzo dobre zdjęcia. Generalnie warto rzucić na to okiem, a jeśli jest się fanem twardzieli 3+ aka Space Marines (tych rogatych też) to jest to lektura obowiązkowa. Mam nadzieję, że znajdzie się u nas ktoś kto to przetestuje.
Biorąc pod uwagę popularność cyklu Horus Heresy z Black Library i potencjał tkwiący w tym kawałku fluffu nie zdziwiłbym się jakby kiedyś GW na zasadzie Apokalipsy czy innego Cityfighta wydało stosowny dodatek. Jednak biorąc pod uwagę jakość do jakiej przyzwyczajają nas panowie z naszej ulubionej spółki akcyjnej ma on duże szanse być od tego fanowskiego. Ale z drugiej strony figurki mogłoby być obłędne. Bo nie da się ukryć, że w tej dziedzinie jest progres, nawet satysfakcjonujący.

EDIT: Jakby ktoś chciał sobie któryś z nowych oddziałów skonwertować i poszukiwał referencji (i nie przeraża go wysokość poprzeczki ustawionej przez Scibora) to tu są karty z Herezji Horus produkcji Sabertooth.

wtorek, 18 września 2007

Banowanie i dopuszczanie

Czyli temat bumerang. Aktualnie mamy kolejną odsłonę, znowu dotyczącą zabawki z FW - Infernal Shells. Wkrótce tego typu dyskusje będziemy mogli wpisać do kanonu dysput kultowych obok np. PG vs klimat.
Choć dla mnie sprawa jest prosta. Jeśli organizator wymyśli sobie, że nie dopuszcza niebieskich figurek to jego święte prawo. Tak samo jak świętym prawem graczy jest nie przyjść na taki turniej. Generalnie turnieje są dla graczy i póki co wszyscy orgowie sobie doskonale z tego zdają sprawę traktując frekwencję jak ważny wyznacznik do oceny swoich działań. Ale jak już napisałem turnieje są dla graczy ale nie dla gracza. Czyli to większość ma mieć fun. Nawet kosztem pasjonatów którzy zainwestowali swój czas/pieniądze w egzotyczne modele. Bo nie oszukujmy się, że twórczość FW jest dosyć egzotyczna. Najciekawsze, że GW nie stawi swoim kolegom poprzeczki za wysoko jeśli chodzi o jakość zasad a im nadal często nie udaje się nawet jej dostrzec. I pomimo, że jestem miłośnikiem dopuszczania jak największej ilości różnych ciekawostek to niektóre pomysły z IA są po prostu totalnie nieprzemyślane. I nie bardzo widzę powody dla których gracze mają ponosić konsekwencje czyjegoś niedbalstwa/braku wyobraźni.
Zresztą częściej się mówi o banowaniu konkretnych wynalazków niż całych army listów czy IA jako takiego. Więc prawdziwi fani DKoK i tak będą mieli okazje sobie pograć po prostu nie ma co się przyzwyczajać do IS. Ale można się przyzwyczajać do wdzianka prawdziwego wojownika z Krieg'u:

Jest robota. Fajna nawet.

Klikając po tych zawodowych stronach wyklikałem coś takiego. Jeśli więc ktoś umie posługiwać się ołówkiem może warto spróbować. Natomiast mnie intryguje co to za projekt. Musi być jeszcze na mocno początkowym etapie jeśli szukają concept artist. Nie myślę by chodziło o kolejne rozszerzenie do Dawn of War bo tam już chyba jest w miarę zgrana ekipa. Możliwe więc, że nadchodzi nowa gra z logo wh40k na pudełku. Bo niestety do branży filmowej na tym serwisie nie rekrutują. Na movie więc nie mamy póki co liczyć.
Chyba, że mamy do czynienia z fog of war ;).

sobota, 15 września 2007

Back in good old days.

Jakiś czas temu na forum GV natknąłem się na taką wypowiedź yakubu:

„Niestety, krakowscy orgowie, zamiast zadbac wieczorem o gości, zwykli się masterowac we własnym gronie. Drwiący

Ten post przypomniał mi o czymś o czym chciałem napisać już jakiś czas temu. Kiedyś na masterach spotkanie w sobotni wieczór przy piwku lub czymś mocniejszym było fundamentem każdego mastera. Ale od jakiegoś czasu ta tradycja się rozmywa. Ma na to wpływ pewnie jak zwykle wiele czynników. Nie oszukujmy się wiek nie jest najmniej ważnym z nich. Często ludzie będąc zmęczonymi po podróży i całym dniu grania zamiast siedzenia do późnej nocy wybierają sen. Normalna sprawa. Zwłaszcza, że coraz więcej ludzi jeździ po turniejach samochodem a mając w perspektywie średnio 300 km do przejechania następnego dnia średnim pomysłem są wieczorne szarże alkoholowe. Ludzie też coraz częściej zwracają uwagę na warunki noclegowe i wieczorami się relokują z miejsca walk.

Nie da się też ukryć, że na turniejach przewija się coraz więcej twarzy i zamiast jednej wielkiej szczęśliwej rodziny mamy do czynienia z osobnymi grupkami w koszulkach klubowych. Podejrzewam, że dla sporej grupy osób to o czym piszę nie jest żadnym problemem jednak dla mnie aspekt towarzyski tego hobby zawsze był jednym z najważniejszych. A już na pewno przed malowaniem ;). I szkoda mi tych długich nocnych Polaków rozmów. Powiem szczerze, że nie wiem czy samo granie jest wystarczająco atrakcyjne by gdzieś jechać pół Polski. Zwłaszcza jeśli pod nosem mam pełne wybór armii, przeciwników a nawet systemów.

Jednak to marudzenia nie zmienia faktu, że nadal wyjazd na master jest jednym z lepszych sposobów by naładować baterie przed kolejnymi tygodniami w pracy. No i nadal się dzieje wieczorami tak jak ostatnio na Snocie na przykłada albo jakiś czas temu na Krakonie kiedy wieczorne imprezy były w knajpach.

Warto posłuchać:

Golden Demon edycja PL

Na Polconie oprócz dwóch turnieji 40ki odbył się po raz pierwszy w Polsce legendarny Golden Demon. To już kolejna impreza GW znana do tej pory jedynie z Białych Krasnali która odbywa się w Polsce. Doczekała się nawet własnej strony i stosownej domeny. Strona zgodnie z obowiązującymi trendami strona posiada własne forum. Mogłoby się wydawać, że organizacja była i jest pro. I o ile na etapie przygotowań do imprezy mam wrażenie, że niczego nie zabrakło o tyle po jest trochę gorzej.

Niestety nie udało mi się znaleźć ani wyników konkursu ani jakichkolwiek zdjęć figur na WWW. Na wspomnianym forum Szaman tłumaczy, że zdjęcia są poddawane obróbce i nie chcą wrzucać niczego w słabej jakości na stronę. Argumentacja jak najbardziej zrozumiała i racjonalna tylko 2 tygodnie na obrobienie zdjęć to nie tak mała czasu. A lista nazwisk nie wymaga takich nakładów czasu jak fotki. Miejmy nadzieję, że uda się szybko updatować stronę bo ostatnia aktualizacja pochodzi z 24 sierpnia i trochę słabo to wygląda.

Z jednej strony jest to kolejna impreza GW w naszym kraju której czegoś brakuje do pełnego szczęścia ale z drugiej strony cieszy, że te imprezy regularnie się odbywają. Liga też na początku nie była idealna ;).

wtorek, 11 września 2007

Krakowska Apokalipsy Promocja ;)

Arena się zbliża wielkimi krokami, regulamin się krystalizuje, punkty są ustalone na 100% (nawet dwa razy ;)) i naszła mnie pewna refleksja odnośnie wielkości bitew. Przez długi czas byłem miłośnikiem wymiaru 2k i uznawałem go za najlepszy ale wszystko może się przejeść nawet limit punktów. Podoba, że po raz kolejny Arena jest na większe niż mniejsze punkty (2125) bo to jest od jakiegoś czas jej cecha charakterystyczna. Z drugiej strony jak ktoś woli mniejsze punkty to też znajdzie coś dla siebie w kalendarzu imprez. Jednak te małe punkty najczęściej są grane na lokalach. Natomiast na masterach orgowie raczej nie spuszczają poprzeczki zbyt nisko.
Z premedytacją omijam w tym miejscu szerokim łukiem jakiekolwiek dywagacje na temat punkty a frekwencja. To już było przerabiane. I skończyło się tak jak się skończyło czyli nijak.
Często 2k+ określane są mianem męskich punktów. Łatwo sobie dopowiedzieć dla kogo są mniejsze w tym momencie. Wydaje mi się jednak, że bitwy na 1-1,5k oferują wystarczająco wyzwań zwłaszcza na etapie składania rozpiski, że skuszą prawdziwych mężczyzn. Zresztą:

Jestem ciekaw czy kiedyś się znajdzie ktoś odważny kto zrobi mastera na naprawdę małe punkty z większą ilością bitew. Nie da się ukryć, że ten sezon wybitnie się nadaje do takich eksperymentów biorąc pod uwagę brak wymaganej liczby graczy na najważniejszych turniejach w sezonie. Nie warto się ograniczać w imię przyzwyczajeń i pewnej wygody. Może warto zaryzykować.

niedziela, 9 września 2007

Zasady

Chyba się pomału starzeję. Kiedyś czytanie dyskusji na temat zasad nie było dla mnie problemem, powiem więcej spieranie się na forach o interpretacje jakiegoś zapisu często dostarczało mi nawet frajdę. Jednak obecnie mam problemy z czytaniem takich dyskusji. Bardzo duże problemy:
"A czy fleet nie jest instead of shooting? A genestelearzy mają BS 0 i co? Nie mogą fleetować?" (koix forum.gildia.pl)
"
Jesli "ustawodawca" rozroznia terminy, my nie powinnismy uznawac, ze mial to samo na mysli." (vladdi liga.wh40k.pl)
Ważne dla mnie jest żeby w dyskusji padały argumenty, a nie jakieś nie do końca przemyślane stwierdzenia. Równie ważne dla mnie jest jak, że jak przeczytam posta to go rozumiem a nie cofam się do początku i czytam go po raz kolejny. Ja rozumiem, że jest to sposób formułowania myśli jak każdy inny itp itd ale trudno byłoby mi się włączyć do dyskusji prowadzonej w takiej formie. Inna sprawa, że same PKZty są dla mnie trzeciorzędne. To znaczy bardzo się cieszę, że są ale to czy coś działa w sposób A lub w sposób B jest dla mnie mało istotne. Ważne, żebym wiedział czy to A czy B na etapie składania rozpiski. Ale ja mam po prostu zaufanie do większości ludzi odpowiadających za klaryfikację i wiem, że są dobrzy w interpretowaniu zasad. Ale mam wrażenie, że jest całkiem spora grupa graczy którzy nie zdążyli poznać sędziów przy okazji masterów i którzy nie do końca widzą powody dla których jacyś nieznani zawodnicy mają decydować wg. jakich zasad grają. A jak te ich decyzje są poprzedzone nie do końca zrozumiałymi dyskusjami to też tak średnio wygląda. Na szczęście aktualnie PKZty są powszechnie akceptowane ale też ostatnio nie było konieczności podejmowania jakiś kontrowersyjnych decyzji. Dopiero teraz z nowym chaosem mogą się takowe pojawić.
A dodatkowo trzeba pamiętać, że dzięki Euro kontakty między graczami z różnych krajów się zacieśniają. I możliwe, że w przyszłości będziemy grali w EKZ'tów więc ważne jest, żeby ludzie mieli wiarę w ludzi za tym stojących. Może przy okazji Młotków (tych nagród) przyznawać wyróżnienie dla najbardziej wyróżniającego się sędziego. Niekoniecznie fryzurą:

sobota, 8 września 2007

Dźwięki 40ki

Podejrzewam, że kiedy wyjdzie RPG wszyscy mistrzowie gry będą poszukiwali muzyki na swoje sesje i wtedy powróci nieśmiertelny Chaos Gate i pewnie soundtrack z Draculi. Jednak jest jeszcze jedna klimatyczna płytka która może się sprawdzić podczas rozgrywek Dark Heresy. To soundtrack do książki Dana Abnetta Traitor General. Niestety ukazał się on z limitowaną edycją tej książki i obecnie jest trudno dostępny. Może jednak się komuś uda.
Natomiast autor tej muzyki ma swoją stronę gdzie trochę muzyki jest udostępnione. Myślę, że znajdzie się tam coś by poskładać jakąś sesyjną playlistę.

BTW. Na stronce BL pojawił się kolejny numer Warhammer Monthly.

środa, 5 września 2007

RPG bliżej. O 34 strony

Tu jest demo jednego z bardziej oczekiwanych RPGów a w naszym światku to jedynego oczekiwanego ;).
Trudno mi komentować mechanikę bo jedynie przejrzałem tego pdfa zresztą ta zawsze była dla mnie na drugim planie. Natomiast cieszy, że to demo się ukazało może na finalną wersję nie każą nam zbyt długo czekać. A póki co czas odgrzebać kostki 10 ścienne bo sądząc po wartościach współczynników takich będzie się używać.

Warszawski Master

Coś nie idzie Wawie organizowanie mastera. Miał być na Polconie ale lokalnym graczom z różnych powodów ten pomysł nie przypadł do gustu. Więc był lokal nawet dwa na których ilość graczy był do zliczenia na palcach jednej ręki. Zmutowanej ale zawsze. Następnie pojawiła się koncepcja podłączenia się pod Bazyliszka. Jest jeden problem chopaki ze Szczecina już dawno zaklepały ten sam termin na swojego chelka.
Na szczęście z tego co widać warszawiacy jednak przeniosą swoją imprezę na zimę. Niestety bądź stety muszą całość zorganizować od podstaw ale nie oszukujmy się - innej opcji nie ma. Robienie na siłę mastera w terminie innego dużego turnieju jest delikatnie mówiąc nie fair. Po za tym naprawdę ciężko mi zrozumieć czemu się nie udało go zorganizować na Polconie. Termin przyzwoity trochę blisko Euro ale zawsze coś jest blisko. Największa impreza fantastyczna w kraju reklamowana w TV. Z tego co piszą batlowcy fajna miejscówka. Same plusy. Tzn. widzę jeden problem. Brak Organizatora przez duże O. Kogoś kto poza forami i własnymi figsami lub poza pracą i rodziną ma czas by coś zrobić dla środowiska. I odczuwa taką potrzebę. Bo nie oszukujmy tego się nie robi dla sławy i pieniędzy tylko dla frajdy. A mało osób realizuje się wydzwaniając po sekretariatach, dopinając ludzi do noszenia stołów, licząc czy makiet styknie etc. To trzeba po prostu lubić.
Drugim problem może być brak klubu. Zdaję sobie sprawę, że jak jest grupa raczej starszych graczy którzy lubią pograć w własnym gronie to klub do niczego nie jest potrzebny, ale przy organizacji imprez już bywa bardzo przydatny. Wspólne barwy ułatwiają poświęcenie, np. swojego prywatnego czasu na malowanie blatów, czy robienie makiet. Poza tym wykształca się naturalna hierarchia i wiadomo kto ma brać odpowiedzialność na swoje barki a kto tylko blaty :).
Piszę o tym ponieważ jeśli warszawiakom nie uda się zrobić mastera w tym sezonie to mnie to nie zaboli. Ale przypomnę, że tego sezonowe DMP ma być w Wawie a biorąc pod uwagę majsterowe przejścia to nie potrzeba nawet fusów by być farseerem jak to może się skończyć. Może szukając szkoły/sali na zimę warto pomyśleć o drugiej połowie kwietnia od razu?

wtorek, 4 września 2007

Here we go. Again.

Ledwo ukazał się kodeks chaosu a już wypłynęły obszerne przecieki o orkach. Nie da się ukryć, że można tam znaleźć ciekawe rzeczy ale nadal do premiery zostało kilka długich miesięcy. Zawsze mnie zadziwiała ilość postów powstająca przed premierą nowego kodesku. Dla mnie było to zawsze zbliżone do wróżenia z fusów ale rozumiem emocje jakie wywołuje nowy kodeks zwłaszcza jeśli posiadamy daną armię i powstaje pytanie: "ile będę musiał dołożyć by armia znowu działała". Jednak, jak widać po książce rogatych marinsów playtesty dużo czasu GW nie zabierają więc nawet biorąć pod uwagę czas druku i dystrybucji to nadal autorom zostało sporo czasu na na radosną twórczość ;).
Jednak na tym przykładzie widać cykl, życia for. Bo nie da się ukryć, że mastery oraz nowe przecieki są czymś co sprawia, że ilość postów mocno rośnie. A teraz na gildii oprócz plotek o orkach mamy jeszcze wątki odnośnie Areny i Bazyliszka (kolejność alfabetyczna) można więc spodziewać się dużej aktywności :). Zwłaszcza, że termin Bazyliszka jest IMO mocno kontrowersyjny i zachęca do dyskusji. Widać to już po pierwszej godzinie tematu. Ale to temat na osobną notkę. Stay tuned.

poniedziałek, 3 września 2007

Wszystkich narzekającym...

... na nowy codex chaosu (lub inne BA czy DA) polecam ten temat. Może i ubyło w chaosie opcji jednostek, stron (np.ta z wargearem zginęła ;)) ale nadal jest w czym wybierać tworząc rozpiski. Podobnie jest z DA czy z BA. I mam nadzieję że tak będzie też z orkami. Natomiast linkowany powyżej temat jest kwintesencją army listu necrońskiego. Niezwykle ubogiego army listu. Co razi z bogactwem całej reszty codexu który jest jednym z lepszych od strony fluffu itp. Mam wrażenie, że jeśli nowy kodeks Necronów zawierał tyle opcji co nowe kodeksy (pomijam siłę tych rozwiązań) to gracze blaszaków byli by gotowi zrzucić się na kolejny pomnik w Nottingham.
Tylko do jego wyjścia GW może znowu zmienić totalnie swoją wizję tej gry. O ile jakąkolwiek do tej pory miało.