poniedziałek, 19 lipca 2010

1/3 drogi do Tzeentchowego oświecenia...

... czyli trzecie urodziny.
Jestem przekonany, że gdyby mi ktoś równo 3 lata temu powiedział, że ten blog, z różnymi wzlotami i upadkami ale jednak, będzie przez taki czas funkcjonował - nie uwierzyłbym. Nie, żebym był człowiekiem szczególnie małej wiary - po prostu 36 miesięcy to już, jednak jest kawałek czasu, zwłaszcza w internecie. Dużo się przez ten czas w hobby pozmieniało co doskonale widać gdy zajrzy się archiwum. Ale jednak sama formuła tej pisaniny jest stała. Kręci się to, po prostu, od notki do notki - o tym co uważam za ważne, ciekawe czy też po prostu zacne. Jednak ostatnio zacząłem się ciut poważniej zastanawiać nad pewnymi zmianami i parę pomysłów chodzi mi po głowie. Od razu deklaruje, że nie chcę przeprowadzać jakiejś rewolucji jednak chciałbym parę rzeczy do tego bloga dołożyć czy też pozmieniać.
W sumie planuje to już od kilku miesięcy ale cały czas nie mam możliwości z różnych powodów do tego tak na serio przysiąść. Mam jednak nadzieję a co ważniejsze widoki, że w najbliższej przyszłości się, w końcu, uda. A po tej publicznej deklaracji będę się tym bardziej poczuwał zobowiązany, żeby działać by tak się stało.
A póki co, w ramach prezentu - dla wszystkich szukających "dekoracji" regulaminów turnieji czy innych dyplomów dzielę się takim oto znaleziskiem. Enjoy :)

A good general does not lead an army to destruction just because he knows it will follow.
A good soldier obeys without question. A good officer commands without doubt.
A mind without purpose will wander in dark places.
A small mind is a tidy mind.
A small mind is easily filled with faith.
A good soldier obeys without question. A good officer commands without doubt.
A man can remake the world if he has a dream and no facts to cloud his mind.
All untruths are sedition.
An empty mind is a loyal mind.
Anyone who will not fight by your side is an enemy you must crush.
Be strong in your ignorance.
Better crippled in body than corrupt in mind.
Blessed is the mind too small for doubt.
Camouflage is the color of fear.
Carry the Emperor’s Will as your torch, with it destroy the shadows.
Cease and Repent.
Crush the unholy in all of their many guises.
Damnation is Eternal.
Death is the servant of the righteous.
Destroy the impure.
Doubt is the open gate through which slips the most fatal of enemies.
Even a heretic may repent and in his death be saved. A traitor is forever damned.
Every man is expected to work his fingers to the bone to accomplish the task in hand. And if that proves insufficient, he shall work them to the marrow!
Examine your thoughts.
Excuses are the refuge of the weak.
Exitus Acta Probat: The outcome justifies the deed.
Extreme remedies are most appropriate for extreme diseases.
Faith in the Emperor is its own reward.
Faith is the sturdiest armour. Hatred the surest weapon.
Faith without deeds is worthless.
Faith is the sturdiest armour. Hatred the surest weapon.
Faith without deeds is worthless.
Fear me, for I am your apocalypse.
Fear not the creatures of the jungle but those that lurk within your mind.
For a warrior the only crime is cowardice.
For those who seek perfection there can be no rest this side of the grave.
Follow me if I advance. Kill me is I retreat. Avenge me if I die.
Form follows content.
Guns and warriors are useful but it is our indomitable will that promises the ultimate victory.
Hatred is eternal.
He who lives for nothing is nothing. He who dies for the Emperor is a hero.
He who loses a limb lives on. He who loses his head does not.
He who seizes the moment, he is the right man.
Honour, duty & obedience.
Hope is the beginning of unhappiness.
Hope is the first step on the road to disappointment.
If a job’s worth doing it’s worth dying for!
If you want peace, prepare for war.
If a job’s worth doing, it’s worth dying for.
If you want peace, prepare for war.
In the grim darkness of the far future there is only war.
Innocence proves nothing.
Inspiration grows from the barrel of a gun.
It causes me constant pain. I would not have it any other way, for it serves as a remainder against complacency.
It is better to die for the Emperor than to live for yourself.
Ignorance is a virtue.
Ignorance is no excuse.
In failure are the seeds of Heresy sown.
Information is power.
Innocence proves nothing.
Know thine enemy.
Know your destination before you set out.
Knowledge is power, hide it well.
Knowledge is power, guard it well.
Let faith light the darkness of your soul.
No battle was every won that was poorly planned. No plan ever succeeded that was poorly conceived.
No man that died in the Emperor’s service died in vain.
Nobody is innocent, there are merely varying degrees of guilt.
Not even the dead know the end of war.
Nothing can hide from the wrath of the Emperor.
One man can start a landslide with the casting of a single pebble.
Only the lost understand true terror.
Only in death does duty end.
Only the awkward question; only the foolish ask twice.
Pain is an illusion of the senses, despair is an illusion of the mind.
Peace is hell.
Peace? There cannot be peace in these times.
Perseverance and silence are the highest virtues.
Prayer cleanses the soul, but pain cleanses the body.
Purge the unclean.
Purity is not your best defence; it is your only defence.
Retribution stalks the heretic from afar.
Seek reward in service alone.
Serve the Emperor today, for tomorrow you may be dead.
Sorrow awaits the foolhardy.
Strength through unity.
Strive Harder.
Study the Alien, the better to kill it.
Success is commemorated. Failure is merely remembered.
Suffer not the Alien.
That which is unknown and unseen always commands the greatest fear.
The Cosmos cry out for salvation.
The dead watch over us and guide us.
The difference between heresy and treachery is ignorance.
The Emperor knows, the Emperor is watching.
The end justifies the means.
The enemy of man lies in his own blood.
The only true achievement is purity.
The population needs deception, so deceive them.
The road to purity is drenched in the blood of the martyred.
The wage of negligence is utter destruction.
The wise man learns from the deaths of others.
There is no art more beautiful and diverse than the art of Death.
There is no salvation without suffering.
There is only the Emperor and he is our shield and protector.
Though the artificers of Evil are many, a bolter round kills just as assuredly.
Thought begets heresy: Heresy begets retribution.
To live in peace is to know death, to die in battle is to know peace.
Tolerance is a sign of weakness.
Trust no one else and trust yourself less.
Trust to your faith.
War is Peace, Freedom is Slavery, Ignorance is Strength.
Wisdom is the beginning of fear.
Zeal is no excuse.
Prayer cleanses the soul, but pain cleanses the body.
Sometimes the good must perish so that the rest survive.
The ends always justify the means.
The Known is but a shadow of the Knowable.
The rewards of tolerance are treachery and betrayal.
There is nothing to fear but failure.
There is nothing to fear except fear itself.
Tolerance is a sign of weakness
Victory needs no explanation, defeat allows none.
We are Last Chancers. If in doubt, shoot it.
We ask only to serve.
What can a man know of the Universe that knows not his own mind.
What is the terror of death? That we die, our work incomplete. What is the joy of life? To die, knowing our task is done.
What is your fate? My duty is my fate.
Wiem - wszystko znane itd. ale fajnie, że ktoś tyle tego zebrał w jednym miejscu. A zrobił to a potem umieścił  na forum łódki niejaki Commander Dante.

środa, 14 lipca 2010

Kwadratowa ósemka

Po Michu który dokonał przełomu ingerując, w wydawałoby się stałą, w liczbę autorów tekstów na tym blogu, chcę Wam przedstawić kolejnego zawodnika który zechciał skorzystać z tych gościnnych łam - Kudłatego. Pochodzi z Poznania i jest kwadratowy - w battla znaczy się gra. I choć do tej pory WFB pojawiał się tu sporadycznie stwierdziłem, że nowa edycja jest na tyle dużym wydarzeniem, że warto wyjrzeć poza swoje podwórko. A że sam się znam na tym tak, że nawet wywiadu bym nie dał rady przeprowadzić tym bardziej wdzięczny jestem Kudłatem za ten tekst.

Jako że Michu dokonał precedensu i poszerzył grono autorów bloga to i ja postanowiłem się wprosić. Pisanie o WFB jest dość nietypowe jak na bloga głównie poświęconego tematyce 40k, aczkolwiek wydanie nowej edycji kwadratowego starszego brata jest czymś o czym warto moim zdaniem tu chociażby wspomnieć.
Dobrze nowa edycja, ale co z tego? Wiadomo że gracze widzą tysiące różnic, modyfikacji poszczególnych zagrań czy jak zauważają złośliwi "chęci" zakupu "kilku" dodatkowych modeli. Nie zamierzam się rozpisywać na temat tego czym konkretnie się różni 7 edycja od 8. Zrobiłem taki przegląd jakiś czas temu na forum sztabu, wydawało mi się że pisałem o rzeczach tak oczywistych że każdy je zrozumie. Owszem nieliczni gracze WFB zrozumieli, ludzie nierozumiejący 7 edycyjnych kwadratów zobaczyli przydługawy post o niczym.
Więc czym tak naprawdę jest nowa edycja? Zacznijmy od tego co patrząc z zewnątrz może się podobać w klasycznym warhammerze, a co dotychczas ta gra niestety mocno eliminowała. To co moim, i nie tylko moim, zdaniem jest bardzo istotną rzeczą czyli to jak się gra a przede wszystkim jak armie prezentują na stole. Ta gra ma rewelacyjne perspektywy by wyglądać niesamowicie, ma możliwość przedstawienia bitwy nie jako starcia dwóch przeciwstawnych grupek awanturników ale dwóch armii opartych na oddziałach, chorągwiach i w dodatku wspieranych przez liczne mniej lub bardziej egzotyczne stwory czy postacie. Przecież można było coś takiego wystawić wcześniej więc co się w tej materii zmieniło? Niby niewiele a jednak. Zasady wsparły tworzenie większych oddziałów, co więcej przyspieszyły rozgrywkę więc i w konsekwencji zwiększyły format a co za tym idzie ilość modeli.
Rozpocząłem od zalety systemu to dla równowagi przejdźmy do jego największej wady w poprzednich edycjach czyli dynamiki rozgrywki. Nic tak nie dziwi obserwatora bitwy z wykorzystaniem kwadratowych figurek jak to że tam się często niemal nic nie dzieje. Wszystko na początku wygląda ładnie. Po chwili oddziały zaczynają wykonywać jakieś dziwne taktyczne ruchy, muszą obejść każdy najmniejszy teren, których na stole jest dziwnie mało, bo jak w niego wejdą to przesuwają się wolniej niż pociąg osobowy PKP. Z drugiej strony nawet jak nie mają naprzeciw terenu to starają się nie wejść w efektywny zasięg przeciwnika, a jak już wejdą to i tak uciekną. Nie każda bitwa tak wyglądała ale nie była to dynamika czterdziestki. Co w takim razie uczyniono by była to gra a nie układnie fajnie wyglądającej scenki na makiecie? Tu zrobiono bardzo dużo, od przebudowy działania terenów, po wprowadzenie losowości w kilka miejsc by rozgrywka miała w sobie trochę więcej z niepewności bitwy a mniej z szachów.
Skoro jest tak fajnie to co jest nie tak? O ile gracza 40k true line of sight w grze od jakiegoś czasu nie dziwi, o tyle dyskusja o tej zasadzie na głównym forum kwadratów i próba jej naprawy może zadziwić. Tak w środowisko WFB istnieje ciąg do tworzenia Polhammera i poprawiania GW, ale to już temat na osobny wpis. Natomiast co się z samą grą stało? Zamieniono produkt bardzo taktyczny, wręcz hermetyczny na znacznie szybszego ale zarazem prostszego i bardziej losowego bitewniaka. Dla nowych graczy jest rewelacja, dla starych wyjadaczy kolejny powód by w każdym poście na forum przypomnieć że lepiej już było. No i zasada która ma na forach niemal samych przeciwników, a moim zdaniem jest rewelacją bo pozwoli wejść młodym a jednocześnie przyspiesza grę - w 8 edycji wolno Ci zmierzyć, nie trzeba już oceniać i zgadywać. Czy to dobrze? Teraz zamiast marudzić na to że zabrakło milimetra będziemy po prostu marudzić na rzuty. Z ciekawszych rzeczy dostosowano grę do większych formatów i puszczono wyraźne sygnały że Apokalipsa w WFB to tylko kwestia czasu. Jest również coś co zawsze było w 40k a u nas nazywało się pitched battle czyli scenariusze, nie są na razie zbyt rozbudowane ale widać światełko w tym tunelu.
Czy mając perspektywę kupowania kolejnej armii na okrągłych podstawkach warto się zastanowić nad kwadratowymi? Odważna teza jak na tego bloga. Moim zdaniem należy poczekać co się stanie z największą wadą tej gry z 7 edycji czyli jej balansem armii. GW wydał co prawda erraty do wszystkich armii z okazji wyjścia edycji aczkolwiek przy tak dużych zmianach trzeba zagrać wiele testów by sprawdzić czy otrzymaliśmy nowy rewelacyjny produkt czy po prostu wesołą nawalankę w klimacie fantasy. W Poznaniu pierwszy turniej 24 lipca i wtedy się dowiem czy słusznie szydzę z wszystkich forumowych malkontentów czy może to oni mają rację.

poniedziałek, 12 lipca 2010

Ta pierwsza figura

Nie wiem czy to za sprawą ostatnio obejrzanego Toy Story 3 czyli historii o porzuconych zabawkach, czy też wywiadu gdzie jakiś raper z LA opowiada o swoim pierwszym Low-Raiderze i dlaczego go nigdy nie sprzeda, naszła mnie pewna refleksja - co właściwie stało się z moją pierwszą figurką do 40ki?

I po powszechnej mobilizacji wśród szarych komórek chyba sobie przypomniałem - sprzedałem ją. A raczej jego bo to ork z drugiej edycji był. Jeden z wielu identycznych Goffów które były w ówczesnej podstawce. I stał się ofiarą mojego pomysłu sprzed jakiś 12 czy 13 lat pt. sprzedaje wszystkie figurki przecież nie będę w to już więcej grał. Tiiaaa.... ach te grzechy młodości popełniane w poczuciu pełnego oświecenia. Ale zielonych, podobnie zresztą jak dark elfów, już nie mam. Jedyne co pozostało po tych czasach to smok którego używam do dziś w charakterze dużego demona (a wcześniej bestii).
To co w tej sytuacji jest najśmieszniejsze to to, że moją pierwszą figurkę kupioną jeszcze "za szczeniaka" od razu dałem do profesjonalnego jak na tamte czasy malowania. I miałem jednego takiego typa jak z zdjęcia w podręczniku i 20 takich prosto z ramki. Był więc szefem i naturalnym proksem na wszelkich bossów. I choć przeszedł swoje to nawet bardzo się nie poobijał. Zgaduje, że jednak jego nowy właściciel nie zachwycił się malowaniem i go szybko utopił w jakimś docie czy innym odczynniku.
Piszę to wszystko po to, by Was drodzy czytelnicy spytać o Wasze pierwsze figurki - co to byli za jegomoście i co się z nimi stali. Zapraszam do komentarzy.


piątek, 9 lipca 2010

O punktach...



Od już prawie roku mam okazję bardzo regularnie korzystać z usług PKP i staram się zawsze w trakcie takiej podróży mieć jakiś kodeks pod ręką. Nie waży on zbyt wiele w kontekście całego bagażu, a skoro fora rozpisek wyrżnęły o dno i chyba tam się już zakopały na dobre to trzeba sobie radzić samemu. I tak np. w ostatnim czasie najczęściej towarzyszy mi kodeks bladzi. Próbowałem nawet złożyć na jego bazie parę rozpisek ale napotkałem jeden poważny problem. Mianowicie w sumie to nie wiem na ile te rozpy składać.
Back in old good days wszystko było prostsze ;). Co drugi turniej regulamin sprowadzał się do wpierw półtora a później dwóch tysięcy punktów oraz rikona, klinsa i tejka end holda. Dzięki temu, jak człowiek przymierzał się do jakiejś armii wiedział, że składając rozpiskę na 2k pktów będzie miał dobry fundament armii - bo ewentualnej redukcji będźie mógł grać na zdecydowanej większości turnieji ligowych. A obecnie trudno wskazać takowy format. Bo mam wrażenie, że zdecydowana większość imprez jest na punkty gdzieś pomiędzy małe a bardzo małe. I choć osobiście nie jestem fanem 2k bo lubię kiedy składanie rozpiski jest  sztuką kompromisu a nie wizyta w sklepie z zabawkami to jednak nawet turnieje na takie ok 1750 są jakby rzadziej niż przykładowo 2 sezony sezony temu. Choć może to tylko moje wrażenie bazujące na wybiórczej percepcji. Ale spójrzmy jeszcze raz na tą listę.
Battle Cannon - 1800 (duże).
Grill'n'Chill - 1250 (małe).
Syrenka 2300 - zdecydowanie duże.
3city Heresy - małe.
Arena - nie wiadomo jeszcze - zainteresowanych zapraszam tutaj. Przyjmę, że i małe i duże.
Halo Stars - zgaduje, że duże.
Mini Wars ostatnio 1550 czyli na obecne standardy duże.
Dice Crusher - małe
Wojna Światów - małe.
Czyli mamy równowagę ale wśród turniej sklasyfikowanych na duże punkty jest taki na okolice 1550 oraz taki gdzie oprócz dużej armii można spotkać również tytana co skutecznie sporo ludzi od niego odstrasza.
Nie jestem przeciwnikiem małych punktów wręcz przeciwnie - bardzo je lubię. Gra się szybciej więc jest więcej czasu na pogaduchy i całą tą otoczkę turniejową. Ale z perspektywy osoby składającej nową armię mam problem. Mianowicie kiedy człowiek bierze się za kodeks takich np. wspomnianych wcześniej BA to chce w rozpie zmieścić tyyyyle rzeczy i nawet na konkretne pkty to nie jest łatwe; a co dopiero jak ma się ich do dyspoozycji około 1300 gdzie właściwie wchodzą troopsy, szef, trochę strzelania i jakaś maleńka zajawka.
Z drugiej strony można złożyć rozpiskę na niewielkie punkty i mieć armię którą się pogra na połowie turnieji w sezonie. A plusy - poza tym najbardziej oczywistym czyli graniem nową armią - takiego rozwiązania są oczywiste - jak choćby mało malowania czy niższe koszta całej zabawy. Może więc to jest rozwiązanie i czas wrócić do kodeksu by zamiast próbować zmieścić wszystko co fajne to złożyć małą armijke i iść zgodnie z duchem czasu.

poniedziałek, 5 lipca 2010

Spalony Grill

Cały weekend gdzieś tam na granicy świadomości pałętała mi się myśl, że gdzieś tam "...set" kilometrów stąd ziomy grają w 40ke na pełnym luzie i w dodatku przy grillu. Czyli coś jak zazdrość ;). Z różnych powodów odpuściłem sobie jednak łódzkiego chelka - Grill'n'Chill i tym większe było moje zaskoczenie gdy zobaczyłem dziś rano flame na różnych forach (największa kompilacja myśli i opinii na ligowej). W skrócie sytuacja wyglądała tak:
Cebul napisał:

Hej. 
Po chwili przemyślenia i ochłonięciu, chciałbym zapostulować o zmianę rezultatu turnieju. 
W ostatniej bitwie rzeczywiście zgodziłem się na zaproponowany przez Emeryta wynik, przez co wskoczyłem na 2 miejsce, wyprzedzając Romana, któremu ta nagroda się należała. 
Niniejszym zrzekam się nagrody za drugie miejsce na rzecz Romana, przekażę mu ją przy naszym najbliższym spotkaniu. Przepraszam stary, zbłądziłem, zrobiłem dokładnie to, czemu byłem przez cały sezon przeciwny i co potępiałem. Mam nadzieję, że zrozumiesz i wybaczysz. 
Podobnie przepraszam innych graczy. 
Jeżeli chodzi o miejsce 3 prosiłbym Inqiego o wyłonienie osoby, która je w tej sytuacji zajęła. Osobiście widzę 2 rozwiązania, albo po prostu wpisanie mi 0 pkt za ostatnią bitwę, lub 0 pkt za całość turnieju. 
Proszę tylko o nie wyciąganie konsekwencji w stosunku do Emeryta, wygrał ostatnią bitwę znacznie, chciał dobrze dla kumpla. 
Przepraszam wszystkich, takie rzeczy nie powinny mieć miejsca, szczególnie na TAKIM turnieju... 
Mam tylko nadzieję, że uda mi się jakoś odpokutować winę. 
Jeżeli chodzi o punkty rankingowe, proszę o podjęcie decyzji przez organizatorów oraz wypowiedzenie się głównej osoby poszkodowanej, czyli Romana oraz osoby, która wskoczy teraz na 3 miejsce.
Orgowie spod znaku Ośmiornicy postanowili zarówno Cebula jak i Emeryta ukarać dając im obojgu po 0 punktów za ostatnią bitwę. Wydaje mi się to być minimalnym wymiarem kary ale krucjaty na rzecz dołożenia im nie zamierzam prowadzić zwłaszcza, że Cebul się przyznał i to w tempie ekspresowym. Ważniejsze dla mnie w tej sytuacji jest by nasi koordynatorzy wyciągnęli wnioski z niej i przygotowali się do, niestety możliwej, powtórki w przyszłości. Bo szczerze mówiąc czytując niektóre posty na liście ligowej mam wrażenie, że niektórzy by najchętniej zamietli sprawę pod dywan wychodząc z założenia, że sytuacja nigdy się nie powtórzy. Jednak ja nie podzielam tak optymistycznej wizji naszego środowiska choćby z względu temat ostatniego lokala zeszłego sezonu w Warszawie, który wypłynął niejako przy okazji:
Miszczu napisał:

Przyznawanie sie do braku podręcznika już przy oddawaniu wyników końcowych (a gdzie była uczciwość w tej sprawie wcześniej) tak aby kolega wygrał turniej nazywamy "czyimś wyborem i brakiem oszustwa"? 
Nie został nikt pokrzywdzony? Przecież wszystko jest ok. Osoby uprawnione do głosowania (top5) były te same? Wybrano by zapewne tych samych ludzi? 
Proszę was. Bez takich. Tak jak mówiłem o sprawie postanowiłem zapomnieć i nie wracać. Ale tego typu wypowiedzi mną troszkę trącają. 
Zachowanie, które miało miejsce w poprzednim sezonie jest dla mnie takim samym oszustwem jak każde inne w tej kategorii. Nawet dużo gorsze bo miało niebagatelny wpływ na wiele spraw. Dla przypomnienia 
a) zajętego miejsca przez graczy w lidze 
b) wyboru 3 osób w squadzie na ETC (kto wie jak by potoczyły się głosowania i kto by został dobrany do drużyny) 
Jak widać w lidze się dzieje i to nie najlepiej a wraz z wzrostem liczby ludzi walczących o punkty ligowe tych którym nie uda się oprzeć różnym pokusom będzie coraz więcej. Wychodzenie więc z założenia, że chłopaki się przyznali to po 0 punktów, wiedzą że zrobili źle więc zapomnijmy o sprawie jest dla mnie błędem. Bo wyobraźmy sobie analogiczną sytuację tyle, że nie przy okazji drugiego lecz ostatniego czelka w sezonie. I pamiętajmy, że sporo ludzi walczących o Top 5 czyli pewne miejsce w reprezentacji Polski na ETC to równocześnie koordynatorzy. I oni mieli by podejmować decyzję o ewentualnej karze dla delikwenta który sprzedał jakiś wał, która równoznaczna by była z decyzją kto np. zajmuje 5te miejsce? Może lepiej uniknąć posądzeń o prywatę i inne niskie pobudki i zawczasu przygotować się od strony regulaminu?
Oczywiście można zacisnąć kciuki by były to martwe punkty regulaminu i może kiedyś się je wykreśli. Bo takie zapisy o wałowaniu na pewno nie zdobią zasad zabawy w ligę ale spójrzmy prawdzie w oczy - nie wszyscy potrafią do tego podchodzić jako wyłącznie zabawy. I oni też  swoją postawą kształtują tą ligę.  Niestety.
A najbardziej mnie irytuje możliwość, że jakiś początkujący adept hobby wygoogla któreś z for z ochotą poszukania ludzi do grania w swojej okolicy i trafi na taką dyskusję po czym stwierdzi "w pompie to mam" i sprzeda wszystko co zdążył kupić w cholerę bądź ograniczy się do grania z kumplami . Bo dwóch zdobywców nagród środowiska czyli Młotków miało moment słabości/zaćmy/whatever i postanowiło zabawić się w PZPN i sobie podrukować.

wtorek, 29 czerwca 2010

O Mechanicusach i nie tylko z Perzanem. Czyli wywiad hobbystyczny....

.... a w tle tytany, tytany, tytany.

Jak się część z Was orientuje ostatnio sporo czasu spędzam w Trójmieście i siłą rzeczy zacieśniają się moje więzy z Słoną Sceną 40ki ;). I ponieważ mam okazję poza wszystkimi innymi przezacnymi personami spotykać się między innymi z tegorocznym zwycięzcą młotka w kategorii Twórczość fanowska czyli Perzanem olśniło mnie, żeby przeprowadzić z nim wywiad. Taaaa-daaaammm. Koncepcja wydala mi się zacna ponieważ Perzan nie tylko wyleczył kilka osób z pomysłu robienia własnego podejścia do Mechanicusów (w tym i mnie) ale również zawodowo zajmuje się robieniem armii i modeli pracując w Micro Art Studio. Żal nie skorzystać z okazji i nie spytać o to i owo. Zwłaszcza, że dotychczas opublikowane wywiady spotkały się z sporym zainteresowaniem. I choć ten jest o trochę innym aspekcie hobby to tematyka nadal jest wybitnie ciekawa, no i te linki...

Okładka jednego z nr Firebase'a. Można dostrzec dość czytelną inspirację.


Twoje początki z Wh40k - kiedy zacząłeś grać jaką armią i dlaczego akurat tą?
Moje pierwsze spotkanie z bitewniakami w ogóle a z 40ką w szczególności odbyło się na dywanie u mojego kuzyna, Kacpra, gdzie przeglądałem jego White Dwarfa i oglądałem jego krasnale i wysokie elfy jego brata. W którymś miejscu White Dwarfa natknąłem się na rozkładówkę, gdzie drugoedycyjni Ultramarinsi odpierali bohatersko szturm Eldarów (albo odwrotnie) na zielonych polach jako żywo przeniesionych z Irlandii. Podobno powiedziałem wtedy coś w stylu "jakie to głupie, przyszłość a oni walczą na miecze... Ale ci z białymi głowami i piąchami w pasy wyglądają fajnie.
Na imieniny w 1998 dostałem od Kacpra swoja pierwszą figurkę, Terminatora Deathwingu z Assault Cannonem. Pomalowałem go na czarno ("bo czarny jest cool") farbkami emaliowymi Humbrola. Boże, ale był po tym brzydki.
Jaka byla Twoja pierwsza konwersja i kiedy ją wykonałeś?
Pierwszą konwersją było przemalowanie II wojennej Pantery w barwy Dark Angelsów i przyczepienie jej dwóch połówek długopisu jako twin-linkowanych lascannonów. Próbowałem wystawiać ją jako Razorbacka. Wiecie jakie to bydle jest duże w skali 1:35? 
Pierwszą poważną próbą było zbudowanie od podstaw wyrzutni do Whirlwinda ze styropianu oklejonego papierem. No i Marine trzymający głowę Orka za kitę w ręce. Któż go nie zrobił w tamtych czasach?
Kiedy i w jakich okolicznościach 40kowe modelarstwo z "tylko" hobby przerodziło się w prace?
Dość wcześnie wpadłem na pomysł że mogę malować innym dzieciakom figurki bohaterów za pieniądze. Pomalowałem tak jednego goblina i jednego krasnoluda. Plastikowych, jednoczęściowych. Pierwszą kaskę za swój oddział zrobiony specjalnie na sprzedaż dostałem jakoś tak po pierwszym roku studiów. Było to 10 mutantów do LatD, sprzedali się jakoś tak za 70 dolców.
Czy po pracy w studiu dłubanie przy własnych figurach daje jeszcze tyle satysfakcji co kiedyś, gdy to była wyłącznie zajawka?
Ehh... Swoje modele dają mnóstwo satysfakcji, problem jest taki że po powrocie do domu już mi się nie chce brać nożyka ani pędzelka do ręki, więc swoje modele robię niejako w godzinach pracy. A kto nie pracuje ten nie je... 
No i inna kwestia - miałem zajawkę na Orki parę lat temu. Zrobiłem sobie oddział, ciężarówkę, wycackałem ich na maksa. Zacząłem budować 6 pojazdów, 2 warbossów, nakupiłem i posklejałem ze 100 modeli... I co? Zgłasza się klient który chciałby zrobić Orki wzorowane na Kriegach. Wow, super! Robię mu armię i po tym nie mam już ochoty robić sobie orków.
W wielu twoich modelach czy wręcz armiach widać fascynacje Adeptus Mechanicus - dlaczego właśnie oni?
Głównie dlatego, że nie ma do nich modeli, a szkice są głównie Blanche'a - dość dowolne. Po za tym zawsze chciałem być cyborgiem. Adeptusi są dziwni, pełni sprzeczności i niedopowiedzeń. Budują wszystko co Imperium potrzebuje, ale też na pewno setki rzeczy które tylko mają dowieść jakiejś teorii lub tylko posłużyć do wykonania jednego zadania. Skupiają największych wizjonerów i wtórnych wyrobników. Modyfikują jednostki do pełnienia określonych funkcji, dodając lub odejmując. Według jakiego klucza? Prowadzą zakrojone na skalę całych układów gwiezdnych ekspedycje, mają własne floty, a jednocześnie przez kilka wieków debatują czy dany pomysł jest zgodny z ich credo. Wszystko to i wiele więcej.
Czy poza AM jest w 40 millenium jakaś frakcja która Ciebie fascynuje i której chciałbyś poświęcić czas i ją odpicować?
Orki w klimacie piratów - Freebootaz!. Poza tym Latający Cyrk Monty Goblina, czyli armia Goblinów używająca jakiegoś kodeksu gdzie można wystawiac dużo małych i większych samolocików - mam 12 samolocików i goblina z lunetą w sterowcu - co z tego będzie?
Pytanie którego nie mogło zabraknąć: metale czy plastiki? Ale z uzasadnieniem :)
All the way plastiki. Lżejsze, łatwiejsze do cięcia i sklejania, łatwiej się magnetyzuje, oraz w dzisiejszych czasach maja już lepszy detal niż metale. Poza tym odlewnicy by GW totalnie paprają robotę - modele mają wąsy w losowych miejscach i czyszczenie ich to koszmar. No i najważniejsze dla gracza - farba nie odpryskuje jak figurka się o coś otrze!
Jak oceniasz na ile ważny w branży w której działasz ważny jest talent a na ile "chęć szczera" i po prostu wytrwałość?
10-20% talent i 80-90% wytrwałość. Jeśli ktoś ma talent to da mu to jedynie to że chętniej będzie malował na początku (bo mu będzie lepiej wychodziło). Wystarczy determinacja i samokształcenie (polecam sekcję artykułów z CMON) - czytać i od razu próbować to namalować. Codziennie spędzić godzinkę z pędzlem w ręku - sprawność motoryczna i pamięć ruchowa jest ważna. Starać się przez co najmniej pół roku każdą figurkę pomalować lepiej niż poprzednią. Chować swoje poprzednie figurki i wyciągnąć je dopiero po pomalowaniu kilku kolejnych modeli. Obiektywna ocena różnic i postępu.
Jak oceniasz digtalizacje procesu rzeźbienia i coraz większy udział w procesie tworzenia nowych modeli komputerów i drukarek 3d?
Jest to kolejne narzędzie do wykorzystania. Jak na razie prawie każda technologia odlewania 3d zostawia linie, ale jakość jest coraz lepsza. To co GW robi z plastikami jest fenomenalne. 
Prawda jest taka że wyrzeźbienie jednego karabinu (czy dowolnego innego niewielkiego detalu technicznego) ręcznie zajmuje około 10 godzin. A są to bardzo proste kształty na kompie. Z drugiej strony, realistyczna twarz ma pizdyliard poligonów. A wprawnemu rzeźbiarzowi zajmuje maksymalnie 30 minut.
Uważam że jest to kolejne narzędzie do wykorzystywania. Nie korzystanie z niego jest jak jedzenie zupy widelcem. Trzeba jednak pamiętać że czasem może to być barszcz i łatwiej go wysiorbać.
Czy z punktu widzenia profesjonalnego malarza Polska to jakikolwiek rynek, czy jednak liczy się tylko tzw. zachód?
Hmm... Janek twierdzi że podobno malowaliśmy jakąś armię dla Polaka lub dwóch. Ja robię kilka armii rocznie i najbliższy Polaka był Niemiec mieszkający w Szczecinie. Oceńcie sami ;)
Z realizacji jakiego zlecenia jesteś szczególnie dumny?
Kriegowe Orki oraz szarzy Eldarzy po równo, z różnych powodów. Orki były totalną samowolką, sugerowałem coś i dostawałem "OK", rzeźbiłem coś i było "cool", malowałem jak chciałem i było "wonderful" Zrobiłem coś co sam chciałem, wyszło zarąbiście i jeszcze klient był zadowolony.
Zielona galeria.
Eldarów z kolei poprzedziło 30 telefonów i 100 maili ze Stanów uzgadniających każdy szczegół. Jednego Falcona przemalowywałem 3 razy. Poprawek i kręcenia nosem było co niemiara. Rezultat końcowy jest jednak chyba najlepszą armią jaką zrobiłem. No i robię ją dalej :). Zmieniła właściciela, a nowy zażyczył sobie najpierw troopsów, a potem tytanów.
Szara galeria 1
Szara galeria 2
Szare tytany
Czy planujesz nowe modele do Brotherhood of Iron? A może coś zupełnie nowego?
Pewnie, chcę rozszerzać tą linię. Dostałem kilka sugestii od fanów modeli, ale wszystkie czekają na lepsze czasy - robiąc Iron Brotherhood odwlekam sobie wypłatę... Na pewno chcę zrobić jeszcze ze 2 wersje Stalkera.
I na zakończenie może jakaś "złota porada" malarska na poziomie beginer? Żeby było na czasie może odnośnie czołgów.
Czołgi... Nie bać się drybrusha, ale robić go profesjonalnie - duży miękki okrągły pędzel (stary GW "Tank Brush" jest najlepszy, nowy płaski "Drybrush" nadaje się tylko do washowania), i farba wytarta do sucha - tak że pędzel przeciągnięty po palcu ledwo wydobędzie linie papilarne, ale nie zostawi smug.
Wielkie dzięki za odpowiedzi i poświęcony czas.
Polecam się na przyszłość ;)

poniedziałek, 28 czerwca 2010

Fotki z Wojny Światów 2010, czyli o korzyściach czyszczenia pulpitu

Michu dostał ostatnio jakiegoś kreacja-boostera na czym korzystacie i Wy, drodzy czytelnicy i ja czy raczej moje wewnętrzne, zawyżone wymagania motywacyjne. Leń znaczy się. Dziś krótko ale z drugiej strony biorąc pod uwagę, że jeden obraz to tysiąc słów to całkien niezła nowelka przed wami.

Żeby uniknąć niedomówień od razu zastrzegam, że Michu wybrał to zdjęcie. :)

Czołem, nadaje Michu. Jak niektórzy pamiętają podczas tegorocznej Wojny Światów pomagałem w sędziowaniu (jak co roku...). Jednocześnie moją nieznajomość zasad w ówczesnym okresie określiłbym jako tak ca 1,5 edycji. Połączenie tych dwóch faktów spowodowało, iż dla bezpieczeństwa zgromadzonych postanowiłem skupić się raczej na wynieś/przynieś/pozamiataj/ oraz robieniu zdjęć. To ja byłem tym osobnikiem przemykającym ze statywem i testującym wytrzymałość drabinek podczas wspinaczki (bo przy mojej sprawności fizycznej była to wspinaczka...).
Niestety, zdjęć owych nie było dane mi pokazać. Zbieranie gratów i noszenie stołów w niedzielę (z roku na rok sił mniej, tylko twarze te same) nieco mnie wyczerpało i zapomniałem zapiąć plecak, w którym wcześnie umieściłem futerał z aparatem. Futerał mięciutki, trawniki przez które skracałem sobie drogę bujne i nawet nie usłyszałem jak sprzęt opuścił swoje miejsce. Przypuszczam, iż długo nie leżał samotny - przy okazji, pozdrowienia dla nowego właściciela...
I byłby to koniec historii, gdyby nie odkrycie dokonane parę dni temu. Zmuszony byłem bowiem do odpalenia na laptopie na dłuższy czas systemu windows (ostatnio robiłem to na WŚ). Komunikat o nieużywanych ikonach, pobieżne spojrzenie na pulpit  i tadaaa! Folder z fotkami z turnieju. Okazuje się, iż byłem na tyle sprytny, że zarchiwizowałem foty z pierwszego dnia. Niestety na tyle sprytny aby zrobić tak z drugim albo o tym pamiętać nie byłem. Jednak dzięki temu możecie sobie na chwilę wrócić wspomnieniami do ostatnich dni marca korzystając z poniższego linka go galerii:

czwartek, 24 czerwca 2010

Spearhead.

Numer 366 White Dwarf'a ma sporą szansę przejść do historii (podobnie jak Włosi i Francuzi - nie mogłem się powstrzymać ;) ). Dawno, ale to naprawdę dawno nie było wydania płatnej gazetki reklamowej GW o takim stężeniu sensownego materiału. I nie, żeby było go Tzeentch wie ile. Po prostu wystąpił w całych dwóch odsłonach. O jednej czyli zasadach do eldarskiego Night Spinnera już tu pisałem. Natomiast o drugiej czyli zasadach Spearheada dziś coś skrobnę.

Spearhead czyli nowy dodatek koncentrujący się na walkach czołgów. Zatem wszyscy gracze 40ki którzy na dźwięk słów Łuk Kurski popadali w zadumę bądź dostawali gęsiej skórki dostali swój prezent pod choinkę już w czerwcu. Przynajmniej w teorii a w praktyce?
W praktyce dostajemy nowe misje w ilości 3 sztuk oraz nowe strefy wystawienia, wszystkie obrócone o 90 stopni względem tego do czego przywykliśmy (by podnieść znaczenie transportów i zasięgów na niektórych czołgach) również w ilości 3. Czyli mamy 9 kombinacji powstających, przynajmniej wg. GW, po rzucie kostką. Oprócz tego zapis o scorowaniu przez czołgi oraz walkery powodowany oczywistymi względami. I jeśli chodzi o część Białym Krasnalu to by było tyle jeśli chodzi o rzeczy ważne. Natomiast to co najistotniejsze w tym całym dodatku to formacje pojazdów nazwane (dla odmiany) spearheads które można ściągnąć z strony Games'a. Nie da się ukryć, że niektóre z nich są całkiem, całkiem ciekawe. Niektóre dosyć oczywiste (Tank Hunter Spearhead), a na niektóre nie mam pomysłu. Jednak ja patrzę przez pryzmat konkretnych armii a pomimo, że wszystkie są dostępne dla wszystkich to jednak z konkretnymi bonusami lepiej mogą się sprawdzić te a nie inne pojazdy. Poza zasadami specjalnymi unikalnymi dla każdej z nich warto pamiętać o większych możliwości strzelania pojazdów wchodzących w skład takiej formacji zarówno jeśli chodzi o siłę ognia jak i o możliwość jego dzielenia.

Na temat praktycznego zastosowania tego dodatku nie mogę się jeszcze wypowiedzieć ponieważ nie miałem okazji go przetestować lecz mam nadzieję szybko to nadrobić. Aczkolwiek analizując go tak z boku mam wrażenie, że w równej części pisali go zawodnicy z studia jak i z działu marketingu. Już wcześniej np. przy okazji Apokalipsy podnosiły się takie zarzuty lecz wtedy (zresztą do teraz) mi one szczególnie nie trafiały do przekonania. Natomiast takie dosyć mocne boostowanie wszystkiego co mech kiedy i bez tego jest to mocne pachnie mi pomysłem na jeszcze większe wzmocnienie sprzedaży czołgów. Zwłaszcza, że formację promują raczej hurt a nie detal. Ale może ja w złą stronę odwróciłem nos i w rzeczywistości ten dodatek jest lepszy od Planet Strike czy Cities of Death które..., no... furory nie zrobiły. Poprzeczka zatem nie wisi zbyt wysoko. Pogram - dam znać a jakby ktoś już miał okazję niech się nie krępuje i zapraszam do komentarzy.

wtorek, 22 czerwca 2010

Czy wielkość gwiazdki też się liczy?

Michu strikes back.
Po pierwszym tekście, który sądząc po ilości komentarzy i generalnie tzw. feedbacku przypadł Wam do gustu, Michu postanowił pójść za ciosem. I o ile poprzedni tekst pozwalał nam podróż za ocean by zajrzeć jak tam podchodzą do turnieji tak teraz dostajemy wehikuł czasu i możemy cofnąć się w przeszłość naszej, polskiej, sceny turniejowej oraz zobaczyć jak się ona zmieniała.
Inspiruje do refleksji.



Czołem. Po raz drugi korzystając z uprzejmości Treja prezentuje swoje wypociny. Tym razem również o scenie turniejowej ale z nieco bardziej syntetycznego ujęcia.
Jak niektórzy zapewne wiedzą, jestem geografem. Najbardziej widocznym tego objawem jest absolutny brak orientacji w terenie, kwitowany zazwyczaj rubasznymi uwagami towarzyszy podroży. Jednak nie tylko. Dodatkowo zdarza mi się czasami zastanawiać nad przestrzenną naturą zjawisk. Od jakiegoś czasu kołatał mi się po głowie pomysł zobrazowania historii rozwoju czterdziestkowej ligi w postaci serii map. Niestety czas ten stawała się coraz dłuższy i dopiero nałożenie się kilku elementów sprawiło, iż zamiar ujrzał światło dzienne. Było to możliwe przede wszystkim dzięki dostępności danych ligowych na wiadomej stronie, mojemu powrotowi do grania, gościnnym łamom bloga Treja oraz konieczności przygotowania nowych zajęć dla studentów (kolejność przypadkowa).
Spośród różnych możliwości porównania dostępnych danych wybrałem, zainspirowany Młotkami, tzw. dynamikę ośrodka. Jednak aby wyrazić ilościowo udział danego miasta/ośrodka w ogólnym obrazie ligi potrzebowałem jakiejś pojedynczej, mniej abstrakcyjnej wartości. Po agregacji danych do skali ośrodka, jako oczywiste nasuwają się dwie: liczba graczy oraz suma zdobytych punktów. Jednak pojedyncze bezwzględne wartości nie oddają dobrze natury zjawiska a dodatkowo wydawało mi się, iż należy problem traktować całościowo. Przyjąłem zatem założenie o równoważności obu cech oraz porównałem je do sum dla całej ligi. Tak powstał wskaźnik nazwany przeze mnie roboczo Wskaźnikiem Dynamiki Ośrodka (WDO) obliczony następnie dla poszczególnych sezonów według wzoru (daje on udział procentowy):

WDO = (((ilość graczy / suma graczy w sezonie) + (ilość punktów / suma punktów w lidze))/2)*100    

Efekty powyższych działań można zobaczyć pod następującym adresem. W lewej kolumnie (Warstwy mapy) można przełączać efekt obliczeń dla poszczególnych sezonów. Miasta zaznaczono symbolami w postaci gwiazdek (patrz tytuł), których wielkość jest zależna proporcjonalnie od wartości wskaźnika WDO. Dla zachowania czytelności mapy wszystkie miasta poniżej 5% WDO mają taka samą sygnaturę. Podobnie etykiety miast, jednak przedział proporcjonalności wynosi tutaj 5-15 (aby zobaczyć nazwy mniejszych miejscowości trzeba powiększyć wybrany fragment mapy).
Interfejs użytkownika jest dość intuicyjny - przybliżanie, oddalanie, powiększanie. Można pobrać link do aktualnego widoku i przesłać matce aby podziwiała lub ściągnąć w postaci obrazka. Dodatkowe funkcjonalności pozwalają dobrać się do danych źródłowych. Ikonka kursora ze znaczkiem „i” pozwala kliknąć na pojedyncze  miasto a jej towarzyszka po prawej wybrać cały ich zakres - czego efekty prezentuje poniższy obrazek na przykładzie fyrtla krakowskiego (rezultat  można zapisać np. jako plik excela):

Dla zainteresowanych - mapy są generowane dynamicznie przez UMN Mapserver a interfejs opiera się o framework p.mapper. Przetłumaczyłem go na polski ale muszę się przyznać, że mogą się trafić komunikaty po angielsku...  Przy dobieraniu ogólnej kolorystyki starałem się aby trzymała mroczny styl strony ligowej:). Z niej tez pochodzą dane do mapy. Współrzędne miast przyporządkowałem korzystając z otwartej bazy danych Geonames. Ma to ten skutek, że prawdopodobnie są jakieś błędy. Poprawiłem miasta, które rzucały się w oczy ale jak ktoś znajdzie swoją miejscowość nie tam gdzie trza niech daje znać.
Po nawet pobieżnej analizie mapek mogę powiedzieć dwie rzeczy. Po pierwsze jest nas coraz więcej i to nie tylko z dużych ośrodków ale, co cieszy, kontur Polski jest coraz bardziej wypełniany przez gwiazdki symbolizujące mniejsze miasta. Po drugie - w Poznaniu bywało lepiej. Ale to temat na inną dyskusję a na razie zakładamy, że nie wielkość gwiazdki się liczy...:) Mając dostęp do danych zachęcam do sprawdzenie w jakim stopniu  o dynamice ośrodka decydują punkty a w jakim ilość graczy (są takie miejsca jak Ustka...). A jeśli będzie zainteresowanie być może sam rozszerzę zakres analizy.
Celem mapek jest, oprócz prezentacji treści, zaprezentowanie pewnej formy udostępniania danych ligowych. Jeśli pomysł się spodoba nic nie stoi na przeszkodzie stworzeniu takiej mapki dla aktualnego rankingu czy przede wszystkim informowaniu o planowanych turniejach w formie mapy na stronie ligowej (dla mnie byłoby to na przykład ułatwieniem). Zachęcam zatem do komentarzy i krytyk wszelakich.

wtorek, 15 czerwca 2010

Start w nowy sezon czyli Battle Cannon 2010

Zdjęcie autorstwa Spyro

No i sezon ligi Warhammera 40k 2010/2011 możemy uznać za oficjalnie otwarty za sprawą pierwszego dwudniowego turnieju czyli Battle Cannon'a w Olsztynie. I jeśli potraktujemy go jako prognostyk dla całości zabawy przez najbliższy (niecały) rok to będzie rewelacyjnie. Bowiem

Organizacyjnie

turniej naprawdę ocierał się o perfekcję. Pewnie były minusy ale nie oszukujmy się nie były one szczególnie bolesne. Oczywiście jak ktoś o brejku dowiadywał się w niedzielę rano, po dwóch bitwach w sobotę gdzie takowego zasadził mógł się czuć poirytowany. Mi osobiście brakowała coveru dla piechoty bowiem nie brakowało LOS blockerów ale piechota często miała problem z znalezieniem sobie miejsca na stole. Z kolei inni mogli mieć poczucie sędziowsko osieroconych bowiem jeden Ederus to mało na 40 graczy. I w sumie to koniec niedociągnięć.
Natomiast po stronie plusów mamy genialną miejscówkę fajna sala, 40 metrów dalej piwiarnia i grill z przyzwoitymi cenami i kolejne 20 metrów dalej akademik wraz z łazienkami, lodówkami i czystą pościelą. Wejściówka 30 złotych - nie mam pytań. Coś takiego trudno przebić.
Stoły pomimo wspomnianych niedostatków z perspektywy zwykłego szeregowca były więcej niż poprawne w ujęciu ogólnym i choć ich estetyka nie rzucała na kolana to swój cel spełniały można było bowiem pograć i pokombinować podczas ruch nad pozycjami do strzału lub braku takiego u przeciwnika.
Regulamin jak już ktoś dotarł do info brejku był całkiem fajny i różnorodny a jednocześnie klasyczny czyli reacon, trójkąty i inne takie ale bez jakiś rozbalansowanych frywolności. Dzięki czemu każda bitwa była inna ale w żadnej człowiek nie miał poczucia rzeźbienia w wiadomo czym bo np landek dostał imobila z jakiegoś meteoru bądź inne takie atrakcje. Nie jestem przeciwnikiem takich upiększeń ale doceniam regulamin w którym jest 5 różnych misji i sama klasyka.
Ostatnią rzeczą o której chciałem wspomnieć w sekcji organizacyjnej to test wiedzy - bardzo mi się podobał nie był oczywisty ale trudny również nie i fajnie się zaznaczało odpowiedzi bo się wiedziało a nie na drodze losowania. Szkoda tylko, że nie którzy już się nie mogą doczekać DMP i skoro nie mogli w bitwach współdziałać zrobili to przy okazji właśnie testu.

Bitwy

zanim o nich pokrótce opowiem to wpierw moja rozpiska:

Great Unclean One (muchy) 165
Greater 100
Aspiring Champion#1 (combimelta) 40
Aspiring Champion#2 (combimelta) 40
Aspiring Champion#3 30
Traitors [10] (laska ikona flamer agitator) 100
Traitors [10] (laska ikona flamer) 90
Traitors [5] (ikona agitator power weapon flamer) 55
Bloodletery [10] 160
Demonetki [10] 140
Crushery [3] (trąbka furia) 135
Traitors [5] (melta ikona) + Rhino 45 + 35
Traitors [10] (miska, melta ikona) + Chimera (hflamer autocannon) 90 + 60
Armoured sentinels[2] laski 140
Griffon 75
Defiler (dodatkowa ręka za palnik) 150
Defiler (dodatkowa ręka za palnik) 150

Pierwsza bitwa to challenge z Złym i jego wilkami. [Pitched battle, recon]
Dwóch lordów na wilach w obstawie 10 wilków a reszta standard.
Tu się zaczęło nieźle bo od przejęcia inicjatywy. Udało się w pierwszej turze zrobić jakiegoś imobila na rhinosie zabić kilku fangów i tyle. Potem zaczął się dramat bowiem na jednej flance ruszyłem 3 oddziały i wszystkie źle. Miałem bowiem jakiś mega ambitny plan zaszarżowania crusherami na Grey Hunterów ale  jak się okazało byli oni powyżej 6" więc to nie miało prawa wypalić a planu B nie zaszczyciłem myślą. Efekt obie ikony na flance zginęły, crushery również i to by było na tyle po mojej prawej. A z lewej kostki zrobiły jakąś czarną dziurę. 10 sejwów na letterach 10 oblanych, 8 sejwów na demonetkach 8 ginie. Dwie pozostałe szarżują na runka na ostatniej ranie nic mu nie robią i giną. Ten sam runek potem puszcza paszcze za 300 punktów zabija bowiem GUO (na 4+) i ostatniego Championa dla grejtera który zgubił się w warpie (na 5+). Czad.
Wynik to zero do wielkiego łomotu.

Druga bitwa to orki Groobego. [Dawn of War, o środek]
Dwa standardowe Wagony z wkładką, motonoby, szef na bicyklu, szef w mega zbroi, burnasi, lootasi, loby i chyba jeszcze jedna cięzarówka chłopaków.
Tu plan A był podobny Crushery szarżują na motonoby które za blisko się wypuściły wchodząc w pierwszej turze. Ale stwierdziłem, że 3 crushery to ciut mało na 7 ork finest więc dorzuciłem demonetki. Przegrałem ale ustałem w tym kombacie. Do zabawy dołączył się zatem Wielki nieczysty i Defiler i efekt końcowy to zabity motoboss, motonoby crushery, demonetki. Potem się uporałem z burnasami którzy spalil (hehe) szarże i pogniły ich kontrujące armoured sentinele i kolejnym oddziałem orków. Lettery wytłumaczyły megobossowi że wcale nie jest taki mega i wtedy zaczął się dramat pt. rolka. Wagony mi przejechały wszystko zanim udało mi się je zatrzymać. A w międzyczasie ginęły troopsy i się zrobiło mocno nieciekawie. Koniec konców na stole zostały same niedobitki ale moich mniej więc znowu przegrałem ale tym razem tylko 12-8.

Trzecia bitwa to BA kolegi z Olsztyna. (ćwiartki)
Dwa predy, pralka, 2 małe AS w pojazdach, jeden duży AS na packach jacyś priści libra, strzelający scouci, i średnio wypasiona kompania, para AB z MM.

Strzelaliśmy bez większych efektów choć z przewagą na moją stronę a potem zaczęły się szarże i kontrszarże z których to manewrów wyszedłem zwycięsko. Jednak część czerwonych pancerzyków widząc co się święci uciekła druga część w ogóle nie przyszła i w efekcie końcowym udało się zająć wyłącznie własną ćwiartkę. Jedna boczna ćwiartka była blisko ale nie udało mi się otworzyć blokującego ją preda pomimo 3 penek. Wynik to 16:4 do przodu.

Czwarta bitwa Kris i jego Eldarzy. [trójkąty, 4 znaczniki]
Falcon, 2 prismy, autarch, farseer, 10 herlawych, dragoni, rangerzy, guardianie, 2 razy jetgurdianie i dwa serpy, warp spajderzy.

Kris wygrał zaczynanie wystawił się mocno ofensywnie po czym przejąłem inicjatywę i tak naprawdę już do końca bitwy z czołgów już nie strzelił do mnie. Jedynie 2 giej turze prism otworzył rhinosa. Przez większość bitwy ja biegłem demonami do jego troopsów w czym wybitnie pomagał griffon kolejno pinując guardianów i rangerów a Kris dla odmiany z racji kolejnych urwanych broni i szejków tank szokował moje troopsy. Efekt - w ostatniej turze uciekł ostatni z znacznika natomiast jetbajki które przeżyły demoniczny rajd i tak nie mogły zająć żadnego znacznika wszystkie bowiem było kontestowane. Przy remisie 0:0 w znacznikach za sprawą większych strat które zadałem wygrałem 14:6.

Piąta bitwa Jasiu aka Jezo i jego BA. [Pitched battle, Anihilacja]
Baal, dwa predy, kompania na średnim wypasie, dwa duże AS na packach, dwa małe w palnikowych razorach, dwaj prieści, libra, para AB z MM.

Jasiu zaczynał więc wydarł do mnie rhinosami na All Ahead Full resztą podjechał postrzelał ale bez większego efektu. Ja oddałem ale również wiele nie osiągnąłem. W drugiej turze przejechał Baalem jednego sentinela ale tym samym zerwał gąsienicę. Mi w strzelaniu udało się wysadzić kompanie której niestety GUO nie sięgnął szarżą. Udało mu się to turę i dwa składy traitorów później. W międzyczasie crushery zabiły AB po czym zostały wbite w ziemię przez kontrę. I tak w radosnej atmosferze szarż i kontr sobie turlaliśmy kostkami. Jasiu w międzyczasie mnie przypalał z flamerów na razorach co sprawiło, że w pewnym momencie wystraszyłem się braku zasięgu do szarży letterami i poszedłem nimi w drugą stronę by uniknąć palnika. Jak się okazało niesłusznie bowiem było ciut poniżej 12". To co mnie zaskoczyło w tej bitwie to, że mimo mojej niemocy w otwieraniu pojazdów miałem cały czas jakieś cele do szarży i gdy lettery wbiły w ziemię kolejny bladziowy skład ci zaczęli się kitrać pozostałościami. Jasiowi na koniec zostało bardziej okrojone niedobitki niż mi i jak do tego doszedł brejk i KP zrobiło się 16 :4 dla mnie

Podsumowując po raz kolejny grało mi się lostami genialnie. Armia miała do zaoferowania wszystkim napotkanym przeciwnikom jakieś atrakcje. Nawet w pierwszej bitwie nie czułem się jak z nożami na strzelaninie tylko zrobiłem błędy do tego doszło trochę niefartu i się skończyło rumakowanie. A w kolejnych już było tylko lepiej.
A Battle Cannonowi wystarczy, że będzie tak samo za rok a jeśli tylko się uda przyjeżdżam na pewno bo tak dobrą imprezę przegapić po prostu żal.


Więcej zdjęć (całkiem fajnych) autorstwa Spyro tutaj.


Specjalne podziękowania dla towarzyszy podróży oraz zabaw w sobotni wieczór z specjalną dedykacją dla Emeryta - jeszcze raz wszystkiego najlepszego i sto lat.

środa, 9 czerwca 2010

Subiektywnie o turniejach z noclegiem.


Nasza Ogólnopolska Liga 40ki wymusza na organizatorach wcześniejsze zgłaszanie dużych turniejów by gracze przed rozpoczęciem sezonu wiedzieli czego się spodziewać. Postanowiłem zatem przyjrzeć się nadchdzącym imprezom i dokonać ich mocno subiektywnego przeglądu:

BattleCannon - Czerwiec - Olsztyn
Turniej miał być masterem ale z powodów formalnych będzie chelkiem. Jak się tylko o tym dowiedziałem to dostałem -100 do malowania. Okazuje się, że jednak bez spinki i terminu to nie to samo ;). Poza graniem na 1800 punktów przewidziane są piłkarzyki i nocleg w akedamikach, czyli zacnie. Szczerze mówiąc podoba mi się w tym turnieju jego klasyczne podejście do zagadnienia. Czyli fajne punkty, klasyczne scenary, atrakcje na sobotni wieczór i dobry nocleg. W końcu co więcej potrzeba do pełni szczęścia?

Grill'n'Chill - Lipiec - Łódź
Luz, blues, ultramaryna. Sielsko i anielsko. Małe punkty - 1250 i bez pośpiechu, na pełnym lajcie ale przy kiełbasie. Tylko Lostów brak, co biorąc pod uwagę koncept na formułe turnieju jest dla mnie mocno zaskakujące. Turniej robi wrażenie mocno popularnego, na który wszyscy chcą jechać więc orgowie wymagają (i słusznie) przedpłaty by uniknąć blokowania miejsc "na wszelki wypadek - bo może znajdę chwilę na turniej". Nie przełożyło to się negatywnie na frekwencje i mam wrażenie, że nie wszyscy chętni pojadą na niego. Ja niestety muszę sobie go odpuścić bowiem z czegoś trzeba zrezygnować a pomimo wybitnej koncepcji nadla akurat z GNC mi najłatwiej.

Syrenka - Lipiec - Warszawa
Czyli prawie jak apo. Duże zabawki, duże punkty i siła D. To ostatnie prawie (na szczęście) ale i tak wydarzenie unikalne na naszej scenie turniejowej. Byłem raz i bardzo sobie chwaliłem. Na następną odsłonę rok temu nie udało mi się dotrzeć czego bardzo żałuję ale mam cichą nadzieję że tym razem wiatry Warpu nie staną mi na przeszkodzie w drodze do stolicy. Żeby w pełni się rozkoszować tym turniejem warto jednak mieć jakąś fajną zabawkę z najcięższej kategorii wagowej więc jeśli ktoś nie ma może warto zacząć kombinować bo impreza jest już tak naprawdę zaraz za pasem.

3City Heresy - Sierpień - Trójmiasto. Kiedy ostatni raz grałem na turnieju klasy master w 3city byłem drugi co jest póki co moim najlepszym osiągnięciem w karierze. Nie wyobbrażam sobie choćby zbliżenia się aktualnie do tego wyniku ale na pewno można na tej imprezie się doskonale bawić. Nie da się bowiem ukryć, że "kozacy z północy" doświadczenie mają i nie jeden już zacny turniej zoorganizowali. A dodatkowo wyjazd nad morze w sierpniu ma swoje zupełnie poza bitewniakowe plusy.

Arena - Wrzesień - Kraków. Czyli najlepszy master dopiero co zakończonego sezonu. Nie będę ukrywał, że mnie trochę kusi by się przełamać i po latach przerwy znowu pojechać do Krakowa by zobaczyć Arene z bliska. Zwłaszcza, że ziomki z Poznania którzy na ostatnią odsłonę dotarli chwalili bardzo i to pod każdym względem. Zgaduje zatem, że teraz zjadą się tzw. "wszyscy" i po prosty wypada się pojawić :). Natomiast zamierzchłym wycieczkom do Krakowa zawdzięczam najbardziej hardkorowe wspomnienia z PKP jak np łóżko piętrowe z stolika w Warsie czy mecz Blood Bowl'a na placu między Galerią Krakowską a dworcem głównym. Tak jak teraz o tym myślę to miastu smoka wogóle dużo wspomnień zawdzięczam ale one bardziej się nadają na jakiś afterkowy wieczór niż bloga.

Halo Stars - Październik - Szczecin. Turniej kontrowersyjny, mocno krytykowany ale który mi osobiście bardzo się podobał. Dzięki takiemu a nie innemu regulaminowi (głównie zapisowi, że jeden oddział może zajmować więcej niż jeden znacznik) miałem okazję zagrać nekronami, bo przez cały sezon tylko w Szczecinie byli grywalni, co już samo w sobie było odświeżające. Poza tym widać było spory nakład włożonej pracy który miejscami wręcz ocierał się o rozpieszczanie graczy. Niezależnie od regulaminu i innych takich detali, jeśli tylko będę miał możliwość - wbijam.

MiniWars - Styczeń - Wrocław. Czyli czelek czelkiem ale zacny afterek musi być. Miejscami zacny aż do bólu i to też osób postronnych co już takie urocze nie było. Natomiast turniej miał bardzo przyzwoitą miejscówkę, dość typowy regulaminu i punkty celujące w standardzik. Dla niektórych takie podejście może być zaletą, dla innych wadą, mi na pewno nie przeszkadza jednak sprawy takie jak tereny czy wspomniana gorączka sobotniej nocy mogą sprawić, że dwa razy się zastanowię przed przyjazdem.

Dice Crusher - Luty/Marzec - Toruń. Dla mnie absolutne must-be. Po prostu konwencja mecz rewanż z zmianą armii oferuje tyle wrażeń że trudno o lepszy pomysł na weekend - przynajmniej taki z figurkami w roli głównej. A jeszcze do tego dobra organizacja i choćby taka niespodziewajka jak nieśmiertelnik i jestem już teraz gotów zaklepywać termin. Kto jeszcze nie miał okazji odwiedzić bitewniakowo miasta Najświętszego Masztu - szczerze polecam. Turniej jest wybitnie rozwijający i dzięki niemu można nabrać dystansu i świeżego spojrzenia na swoją (i nie tylko) armię. Dobra już przestaje słodzić bo ktoś będzie podejrzewał mnie o jakieś konszachty.

Wojna Światów - Marzec - Poznań. Wiele bitew - jedna wojna. Liczę na to, że brak młotka w tym roku podziała na Sztab jak płachta na byka i WŚ wróci na szczyt. Albo zginie próbując. W każdym bądź razie nie będzie, żadnych żenujących opowieści z cyklu "In good, old days...". Zdarzyło mi się kilkukrotnie uczestniczyć w procesie szykowania tego turnieju i z doświadczenia wiem, że na tym etapie próby odgadnięcia kształtu imprezy mają jeszcze mniejsze szanse na powodzenie, niż ogarnięcie planów Tzeentcha. Ograniczę się do stwierdzenia, że turniej będzie i na pewno warto przyjechać choćby z względu na doświadczenie osób go robiących. Ale co im do głowy przyjdzie...

wtorek, 1 czerwca 2010

Dykteryjka



Już od dłuższego czasu, a przynajmniej dłuższego niż bym sobie życzył, mam okazję baaardzo regularnie korzystać z usług PKP na jednej - stałej trasie. Zacząłem się więc interesować sposobami na ograniczenie kosztów tej zabawy i natrafiłem na coś takiego - czyli 5 przejazdów wybranej relacji w cenie 4. Całe 25% gratis - znaczy się warto zadziałać. Bo jak mawiał klasyk mieć 25%, a nie mieć 25% to razem 50%. Poszedłem więc przy pierwszej sposobności gdzie trzeba by nabyć ten bilet ale z zamiarem zadania wcześniej paru pytań. Pierwszym z nich było:
- Czy trasa miejscowość X a miejscowość Y to, w państwa rozumieniu to samo co trasa miejscowość Y a miejscowość X?
Okazało się, że tak.
Całkiem niedawno moja rozmowa z el Piszczem zeszła właśnie na tory, całkiem kolejowe i w swym błyskotliwym pędzie zahaczyła o tą promocję. I jego pierwsze pytanie było dokładnie takie same jak moje czyli:
- Czy trasa miejscowość A a miejscowość B to, bla bla bla
W pierwszym odruchu ta koincydencja nie wywołała w mnie żadnej refleksji, jednak po upływie kilku dni niespodziewanie, bo przy goleniu, takowa się pojawiła. Czy to jest tak, że PKP czy też szerzej generalnie firmy przyzwyczaiły nas do różnych kruczków i z założenia im już nie ufamy? A może to granie w bitewniaki wykształciło w nas odruch szukania dziury w całym i takiego podświadomego naginania przepisów i/lub zabezpieczania się przed nim?

poniedziałek, 31 maja 2010

Nocna Spinka



No i wylądował. Błyszczący świeżą farbą, nowy czołg długo-uchych czyli Night Spinner. Choć tak naprawdę nowy to one jest jako oficjalna odsłona wcześniej bowiem występował w publikacjach Forgeworld'u i miał również swój model - pod postacią wierzyczki do falcona. Jednak super popularnością się nie cieszył - mi się osobiście raz udało go spotkać i chyba jestem w dość nielicznym gronie szczęśliwców. A patrząc na nowe zasady mam wrażenie, że frekwencja jego występowania na turniejach drastycznie się nie zmieni. Aktualnie bowiem wyglądają one tak:

Twin-linked Doomweaver: 12-72" S:6 AP: - Heavy 1, Large Blast, Barrage, Rending
Place a marker next to any unit hit. Any such units count as being in difficult and dangerous terrain the next time they move for any reason. After they have competed their next movement, remove the marker.
Twin-linked Shuriken Catapult
BS:3
12/12/10 Fast, Skimmer, Tank
Standard Eldar vehicle upgrades apply.
NOT a transport.
Costs the same as a Fire Prism
Heavy Support choice
Night Spinner rules are stamped as "Official"
Za BoLS'em.

Nie oszukujmy się gdyby miał możliwości transportowe Falcona miałby szanse stać się nawet dosyć popularnym wyborem w sekcji ciężkiego wsparcia. Oczywiście ta armata zwłaszcza linkowana ma swój potencjał jednak ostatnim czasy GW nas przyzwyczaiło, że takie punkty się płaci za coś zabija, a nie za coś na poziomie młodego talentu z naszej ekstraklasy. A innych zastosowań nie ma oprócz takich co bardziej trywialnych jak zasłanianie lub tank shokowanie. Ten pojazd z Holo Fieldem jest droższy od szwadronu dwóch Gryfonów które na pewno są mniej wyporne ale strzelają z podobną charakterystyką tyle, że z AP (bez rendingu) i to jak łatwo się domyślić dwa razy. A i tak gryfonów, nooo.... mało kto używa.
Cieszy jednak fakt, że Games zdecydował się dać nowe oficjalne zasady w Dwarfie i choć nie oszukuję się, że stanie się to regułą to jednak mam nadzieję, że sporadycznie będzie się zdarzać. Zwłaszcza w takim zakresie jak tym razem bowiem ten czołg jest fragmentem większej całości czyli Spearhead'u. Czyli zestawu zasad mających wprowadzić na pole bitwy klimat walk pancernych. Temat jednak rozwinę kiedy uda mi się z nimi zapoznać w całości bo na razie widziałem jedynie zasady nowych formacji udostępnionych na stronie GW i szczerze mówiąc podobają mi się o wiele bardziej niż sama Nocna Spinka. Czekam zatem niecierpliwie na nowego White Dwarfa - po raz pierwszy od lat.

PS Na oficjalnej stronie Ultramarines: the movie można obejrzeć treaser (wymagana rejestracja). Wpisuje się w najlepsze kanony tego rodzaju twórczości i praktycznie nic na nim nie pokazano. Można zatem odnotować, że powstał, zapomnieć i poczekać na jakiś trailer z nadzieją że jego powstanie nie będzie sponsorowane wyłącznie przez longo i akcent ;)

środa, 26 maja 2010

Nowi Blood Angels'i oczami Emana i Jezo

Wzorem tyrków zamiast próbować samemu coś tworzyć na temat nowych Blood Angeli poprosiłem dwóch naprawdę doświadczonych graczy bladych, czyli Emana i Jasiu aka Jezo, o podzielenie się swoim odczuciami na temat tej armii. Obaj stwierdzili, że z przyjemnością więc zapraszam do lektury "już" drugiego na z24" wywiadu. Jednak podejrzewam, że akurat o tej armii będzie tu jeszcze nie raz, bo w moim ale z tego co widzę to nie tylko odczuciu jest to wyjątkowo udany kodeks i działający na wyobraźnie graczy. Poza tym przedherezyjni Thousand Sonsi również byli czerwoni.... ;)



Już trochę minęło od premiery nowego kodeksu bladzi był czas na testy różnych nowych opcji i rozpisek - jak z aktualnej perspektywy oceniasz nowy codex?
Eman: Mega-odjazd bez dwóch zdań. Kodeks ma swój klimat, w zasadach doskonale oddana jest różnica pomiędzy "waniliowymi" SM a Czerwono-Czarnymi (to już nie tacy gorsi SM z dodatkiem Death Company), jest multum opcji do wyboru i w sumie nienajgorzej napisany fluff. Generalnie oceniam go na 5.
Jezo aka Jasiu: Chcąc, niechcąc porównam z poprzednim, który z niektórymi armiami miał bardzo pod górke obojętnie co by się złożyło. Ten pozwala nawiązywać równą walkę z każdą armią. Dużo opcji – właściwie każda jednostka ma coś do zaoferowania, pokazały to rozpiski na DMP gdzie każda różniła się od poprzedniej. No i jest szybki :)


Które z jednostek są Twoim zdaniem najmocniejszym punktem tego deksu a które wręcz przeciwnie – totalnie
bezużyteczne? No i oczywiście dlaczego.
E: Ciężko wybrać jednostki, które są stricte najmocniejsze. Na pewno głównym punktem tej armii jest Sanguinary Priest - dzięki jego supportowi normalni SM przekształcają się w prawdziwych morderców - Feel No Pain i Furious Charge w 6 calach to prawdziwa moc. 
Fast Predatory to odjechany fire support, scoutujące Fast Baale dają ogromne możliwości taktyczne, Kompania z Kapelanem robi taki przeciąg w close combacie, że aż sam się ich boje. Ale tak naprawdę, to na drugim miejscu, jeśli chodzi o użyteczność, powinienem wymienić Assault Squad. Tani, z ogromną ilością opcji, dostępem do Fast transporterów, ze wsparciem Priestów - Troops doskonały.
Jeśli chodzi o jednostki bezużyteczne - to nie jest ich wiele. Na pierwszym miejscu - oczywiście Stormraven. Zbyt duży koszt, patrząc na zasady - pewnie będzie wielkości Valkirii - tak więc, bankowo będzie ogromnym fire-magnetem, który spadnie, zanim zdąży zrobić coś sensownego. Gdyby kosztował tak ze 150 punktów, albo mial Scouta, to można by się jeszcze zastanowić.
Nie widzę też zastosowań dla Tacticala (właściwie to - poza możliwością posiadania ciężkiej broni - pod każdym względem lepszy jest Assault Squad), Devki też raczej nie zagoszczą w rozpiskach (niemobilne, no i są lepsze wybory w sekcji Heavy). 
J: Najmocniejszym punktem deksu jest sanguinary prist – gość, który rozdaje fourious charga i feel no paina. Tyle, że on sam dużo nie umie – boostuje armie. Pozatym assault squady są dobre, nareszcie mają opcje wzięcia special weaponów, są troopsem, są szybkie i mogą jeździć w kolejnym hicie czyli razorze z linkowanym heavy flamerem, strzelające pojazdy z fastem, dredy, których co prawda fanem nie jestem i średnio pasują do mojej koncepcji armii ale na pewno są aktualnie najlepszymi dostępnymi dredami. Moge tak długo...
A bezużyteczne? Vanguardzi – głównie z powodu kosztu, gdyby nie koszt to skład byłby całkiem fajny, przerzut na rezerwy, d6 scatera - mogliby działać. Do tego captain i biki. Dlaczego? Bo w porównaniu z każdą inną jednostką o takim koszcie robią mniej. A porónując z assault squadami dodatkowo nie scorują.
Za czym z poprzedniego podręcznika najbardziej będziesz tęsknił (jeśli w ogóle)?
E: Za możliwością kontrolowania Death Company. Ale to detal tak naprawdę.
J: Jeżeli miałbym szukać na siłę to za death company bez rage na jump packach i z rendingiem. Choć nowe DC jest lepsze niż stare IMO. No i za combat shieldami z 5+ invem.

Czy Twoim zdaniem aktualna wersja Bladzi bardziej się wpasowuje w Twoją wizję tej armii (od strony fluff'u) czy mniej niż dotychczasowe odsłony?
E: Odnoszę wrażenie, że bardziej. Widać zdecydowanie bardziej combatowy charakter armii, widać nacisk, jaki kładzie na mobilność (obie te rzeczy były też widoczne w kodeksie z 3ED, ale - patrz dalej). Z drugiej strony - Kompania nie jest obowiązkowa, więc nie ma podejrzeń, że Zakon przestał istnieć parę tysięcy lat temu  No i Mephiston jest prawdziwym Bad Madafaka (ma statsy lepsze, niż w 2ED khe khe khe) - czyli w końcu zasady dorosły do jego fluffowego wizerunku. Także mi się to jak najbardziej podoba.
J: Od strony fluffu zdecydoanie bardziej. Armia jest szybka i daje mocno z bańki – mi więcej nie trzeba. Bardzo też podoba mi się koncepcja zasady „descent of angel”. Wszystko można zrzucić z powietrza i wcale bardzo na tym nie cierpieć, aktualnie gram ligę armią która cała jest na jump packach i zaczyna w rezerwach i da się tym grać.
Jak Twoim zdaniem będzie wyglądał aktualnie core turniejowej armii BA?
E: Librarian, dwóch Priestów, kombinacja Assault Squadów (na Packach i w Razorach), Fast Predy z Laskami/Autocanonem. Do tego jakiś hard-hitter - czyli Kompania, Assault Termosi albo Sanguinary Guardzi (szczególnie, gdy jest możliwość wzięcia Dantego). 
Tak to widzę - ale na pewno znajdą się i rozpiski oparte na innym "szkielecie" - kodeks ma po prostu multum sensownych opcji.
J: Armia jest bardzo różnorodna ale podejrzewam, że będzie to coś takiego:
Libra na JP
2 Pristów
2 AS w Razorach
AS na JP
2 Predy z autocannon/lascannony
(w sumie koło 950 punktów)
Czy jest jakiś nie oczywisty typ rozpiski (dreda attack, czy latajka rush) który może się okazać sensowny i chciałbyś go kiedyś przetestować?
E: Na pewno opcje na Dredach - Libra Dred ze skrzydełkami do mnie przemawia (właściwie to już kupiłem nowego plastikowego Weneryka i kminie), do tego Furioso z Clawami, czy DC Dred (też z Clawami) - to może być interesujące. 
J: Jest kilka nie oczywistych, ale czy sensownych? Stormraveny, dredy, kompania pancerna, cała armia death company z Astorathem (zdejmuje limit 0-1), cała armia na JP w rezerwie, 20 termosów z FNP. Do Warszawy chyba pojade z wersją z Astorathem, ale w najbliższym czasie będę testował dwie ostatnie. Czas pokaże czy te rozpiski mają szanse.

Jakbyś mógł zmienić jedną rzecz w tym kodeksie – co by to było?
E: Chociaż napisałem wyżej, że z chęcią bym przetestował taką rozpiskę - to jednak uważam, że danie Dredów w Troopsach to jakaś pomyłka jest. Kompletnie nie pasuje do fluffu. Libra Dred też nie do końca tutaj pasuje (tzn. może inaczej - pasowałby, gdyby była też taka opcja w kodeksie "wanilliowych" SM, bo to w sumie nawet dosyć rozsądne by było).
J: Musiałbym się zastanowić... może zlikwidowałbym rage na death company, może chciałbym żeby kapitanowie byli sensowniejsi – nie musieliby być takimi koksami jak lordownie na wilkach ale na nietoperzach mogliby jeździć ... :)
Ale gdybym mógł wybrać tylko jedno chyba zmniejszyłbym koszt punktowy jednostek na jump packach tak żeby był porównywalny do zwykłych assault squadów. Sanguinary guard czy honour guard poza tym, że jest dużo droższy od zwykłego assault squadu to jeszcze nie scoruje. Gdybym mógł wybrać jeden unit to byliby to Vanguardzi, to naprawdę fajna jednostka ale koszt ich zabija :(
I na podsumowanie jest lepiej/gorzej /czy „tylko” inaczej niż było?
E: Jest zdecydowanie lepiej  Grając na ostatnim turnieju, czułem jakbym się przesiadł z wysłużonego już Opla na sportowe (obowiązkowo czerwone) Ferrari. 
J: Porównując z poprzenim kodeksem jest lepiej, właściwie każdy wybór jest lepszy niż był albo przynajmniej tańszy. Każda jednostka w kodeksie ma jakiś sens. Death Company jest co prawda zupełnie inne ale i nieobowiązkowe więc te 350 punktów można przeznaczyc na coś innego. Bardzo podoba mi się też to, że armia jest ze sobą powiązana, a mimo to można ją podzielić i uderzyć z kilku stron, a żadne uderzenie nie będzie słabe. W poprzenim kodeksie poza Death Company brakowało czegoś co mogło mocno przywalić.
Wielkie dzięki za poświęcony czas i do zobaczyska :)
E: Nie ma za co, z chęcią dziele się takimi wrażeniami :)
J: Nie ma sprawy.

poniedziałek, 24 maja 2010

Punkty Fair Play przyznajemy po ostatniej bitwie


Już od dłuższego czasu i to naprawdę dłuższego - bo dobrze ponad rok, zastanawiałem się jak to zrobić by nie pisać na tym blogu samemu czyli publikować tu również teksty innych ale też, żeby konsekwentnie trzymać jakąś tam linię tej całej pisaniny. Efekt tego kminienia był doskonale widoczny na tym blogu bo po prostu był żaden. Ale niespodziewanie, w zeszłym tygodniu, Michu aka. Beowulf zapytał czy bym nie użyczył tych łam na tekst który chciałby skrobnąć. Oczywiście zgodziłem się z więcej niż entuzjazmem. Zapraszam zatem do przeczytania pierwszego tekst z24" nie mojego autorstwa. Temat IMO zdecydowanie niż ciekawy a i sam wpis skłonić do refleksji i chęci potestowania.


Przystępując do planowania a następnie realizacji turnieju organizatorzy stają przed wieloma wyborami dotyczącym wielkości armii, kategorii oceny graczy, dopuszczonych zasad etc. Na  najwcześniejszym, koncepcyjnym etapie dylematy te można często określić jako rozważania o „hobbystyczności” turnieju. Mastery, z racji rangi, oczekiwań większości graczy (najprawdopodobniej, chociaż nie jestem przekonany czy to aby nie jest powszechnie funkcjonujący stereotyp) oraz wymogów ligowych, przechylają się w stronę zmagań czysto sportowych. Zbalansowane scenariusze, ocena malowania i fair play w sumie wahające się punktowo w okolicach wartości jednej bitwy, żadnych udziwnień (na myśl przychodzi scena z „Chłopaki nie płaczą...”). Na lokalach sytuacja zaskakująco często podobna choć zdarzają się wyjątki, występujące głównie w okolicach świąt wszelakich. Ciekawym odstępstwem jest Syrenka Zagłady, duży turniej na którym z dopuszcza się prawie wszystko.
Powyższa sytuacja powoduje, iż mastery i pod względem zasad różnią się szczegółami a za differentia specifica robią lokalizacja, afterparty, cena wejściówki i gadżety.  Nie ma w tym nic złego, jednak wypada się zastanowić czy aby „Nie jadę 300 km po to żeby sobie pograć” nie zamieni się za jakiś czas w „Napić się wódki mogę również z żoną”.  O takim stanie rzeczy wydaje mi się decydować w znacznej mierze obawa orgów przed reakcją środowiska na zbytnie udziwnienie - czego efektem może być mała frekwencja, potencjalny brak szansy na młotka lub finansowa klapa.  Jak już wspomniałem wcześniej, obawy te uważam za nieuzasadnione i jesteśmy na tyle dojrzałym środowiskiem (jakkolwiek pompatycznie to brzmi) aby pozwolić sobie na duży, naprawdę „hobbystyczny” turniej.
Tym przydługim wstępem chciałem wytłumaczyć się z zauroczenia kanadyjskim GT (od tego roku odbywającym się poza trzema miastami w Kanadzie również w Dallas) czyli Astronomiconem. Link do zasad ogólnych można znaleźć tutaj.  Nie są dopuszczone Super Heavy. Ale poza tym chyba wszystko, łącznie  z nieco zmienionymi LaTD, lataczami oraz VDR. Ewentualne nagięcia związane z tymi ostatnimi rozwiązano poprzez konieczność przesłania zasad i zdjęcia modelu na miesiąc przed turniejem (jak coś wygląda na model do zasad a  nie odwrotnie, nie dopuszczają...). Ciekawie, ale na przykład na Syrence podobnie można się wyszumieć. Zabawa zaczyna się dalej.
Każdy stół ma odrębny scenariusz (niektóre wykorzystują zasady z Cities of Death)! Mało? Można przyjechać z własnym stołem, do którego na podstawie zdjęć organizatorzy wymyślą scenariusz! To nie wszystko. Do zdobycia jest 200 punktów. Z tego 78 jest za bitwy... a następną najbardziej punktowaną kategorią jest Fair Play (10 punktów do zdobycia w każdej bitwie). Do tego  20 punktów za kompozycję armii (za darmo można wziąć jedynie „musik” i po jednym slocie, reszta kosztuje ujemne punkty), 10 pkt za rozpiskę i 30 pkt za wygląd/malowanie. Ten ostatni podpunkt wart jest spojrzenia bo jest naprawdę dobrze rozpisany.  Kategorii zwycięzców jest 8 więc każdy znajdzie dla siebie odpowiedni wycinek turnieju, na którym chce się ścigać.
Toronto już się odbyło a reakcje są więcej niż pozytywne. Organizatorzy jako jeden z głównych celów podają chęć zapewnienia unikalnych przeżyć każdemu z graczy. Jak dla mnie-bomba. Szczerze powiedziawszy, to co mnie najbardziej pociąga w takim turnieju to właśnie brak jakiegokolwiek balansu spowodowany 40-toma  (sic!) scenariuszami. Balans jest dobry. Ale na pierwszych WŚ dawaliśmy scenariusze, które nawet koło niego nie leżały i to właśnie te bitwy pamiętam.

środa, 19 maja 2010

Niebieski Niepokój


Oglądałem sobie właśnie galerie obrazków z pierwszego oficjalnego filmu w świecie 40ki czyli Ultramarines i szczerze mówiąc na tym etapie nie zachwyca mnie szczególnie to co widzę. Zdaję sobie sprawę, że ta produkcja to nie ta sama liga co hollywodzkie hity ale mimo tego już na tym etapie spodziewałem się czegoś, jak to się mówi - na większym wypasie.
Nigdzie się natknąłem na informację jakim budżetem dysponują twórcy bo to mogło by być dobrym punktem odniesienia i dawało by całkiem dokładną informację czego można się spodziewać. Na razie zatem możemy osądzać czy raczej wróżyć jedynie na podstawie tych kilkudziesięciu już stilli. I jak bym miał je do czegoś porównywać to do średnio zaawansowanej gry. Modele jak na produkcje filmową ilością detalu nie rzucają na kolana a po nałożeniu tekstur które mogłyby zamaskować wszelkie braki wcale lepiej nie jest.
Jednak może moje obawy są na wyrost w końcu w filmach Pixara modele również są delikatnie rzecz ujmując nieskomplikowane ale same produkcje nie dość, że zarabiają krocie to jeszcze są dobrymi filmami. Jednak w nich efekt wow uzyskują animatorzy którzy ocierają się o geniusz wyciągając np. z zielonej kulki z jednym okiem i kończynami warsztat aktorski godny Oscara. I choć zapewne tacy znawcy fachu są poza zasięgiem (głównie finansowym) producentów Ultrasów to nadal możemy mieć nadzieję, że znajdą zawodników którzy jak ruszą te modele to będzie ogień w szopie. Albo chociaż dym.
Nie wiele również wiadomo na temat scenariusza tego filmu poza tym, że piszę go Dan Abnett co akurat jest bardzo dobrym prognostykiem. Nie zmienia to jednak faktu, że jeśli nakreślą mu grupę docelową na 12 lat to mroczne millenium może się okazać całkiem mało mroczne. I jakieś takie słodkaśne. Ale to apokaliptyczna wizja, która mam nadzieję się nie spełni.
A póki co możemy jedynie czekać racząc się materiałami udostępnianymi przez twórców i co najwyżej dywagować. A jak by komuś było mało 40kowych ilustracji zapraszam pod ten link
(ci z czytelników mający konto na facebooku mieli już okazję w niego klikać.

niedziela, 16 maja 2010

Space Hulk znowu. Ale karciany.




Z tego co pamiętam, ale pewności nie mam bo wiek już gwarantuje różne figle, to Fantasy Flight Games po wypuszczeniu demonicznej planszówki w Starym Świecie - Chaos in the Old World - uraczył graczy również karcianką (ale nie kolekcjonerską) w świecie kwadratów. Teraz mamy podobną sytuację w mrocznej przyszłości gdzie jest tylko... bla-bla...  Mianowicie dopiero co trafiła do nas Herezja Horusa a już od FFG otrzymujemy info o nowej grze i to dla odmiany karcianej.
Jednak poza podobieństwami mamy również różnice - o ile w Warhammer: Invasion gracze się nawzajem okładali wysyłając z swoich cytadel kolejne oddziały na pole walki o tyle w Space Hulk: Death Angel mamy do czynienia z grą kooperacyjną gdzie gracze się jednoczą przeciw Xenos'owemu zagrożeniu. Zresztą mam wrażenie, że w tytule tej gry zawarte jest większość niezbędnego info o niej. I o ile jest wielkim fanem całego tego 40 milenijnego śmiecia latającego po kosmosie to biorąc pod uwagę że ten temat już jest przedstawiony i to dosyć zgrabnie w innej grze GW żałuję, że panowie z FFG nie wzięli na tapetę innego tła dla swojej gry. Zwłaszcza, że problemem jest raczej nadmiar możliwości niż ich brak. Ale podejrzewam, że za taką a nie inną  decyzją stały względy ekonomiczne i chęć od cięcia paru kuponów od czegoś co się dobrze sprzedało, ale to tylko moje gdybanie.
Tak czy siak jak już gra się ukaże to oczywiście nie omieszkam przetestować i podzielić się wrażeniami na tym blogu. To co  mnie, póki co,cieszy na bazie aktualnie dostępnego info to ilość graczy - od 1 do 6 czyli naprawdę szerokie spektrum. A póki co trzeba się uzbroić i czekać na otworzenie się warp rift'a z którego pojawi się Kosmiczny Wrak.

wtorek, 11 maja 2010

Let's face it



Nie wiem czy to było nieuniknione - pewnie nie ale i tak stało się.
z24cala pojawiło się na facebook'u.
Czyli wpisałem się w bardzo modny ostatnio trend, że wszystko musi mieć swoje odbicie na fejsie (tak młodzieżowo) bo jak go nie ma to nie jest jazzy i edży inaf czy jak teraz się mówi na dzielniach. Szczerze mówiąc trend mam... , no nie był głównym motorem mojego działania. Po prostu chciałem zobaczyć jak to wygląda z drugiej strony, a jeśli dzięki temu moją "tfurczość" przeczyta parę osób więcej to super.
Nie wiem na ile uda mi się wykorzystać potencjał facebook'a bo choć cały czas ta strona robi na mnie wrażenie trudnej do ogarnięcia to myślę, że głównym hamulcem będzie jednak czas. Bo tzw. know-how na pewno z czasem (i to pewnie krótszym - że tak sobie wleje ;)) się pojawi. Ale oczywiście w miarę możliwości będę jednak się starał wykorzystywać różne gadżety by było po prostu ciekawiej i bardziej społecznościowo ;). Jeśli mimo wszystko ktoś ma zastrzeżenia do sensowności tego ruchu niech się jednak nie obawia bo cały czas mam świadomość, że można wchodzić na wszelkie serwisy, społecznościować się na wszystkich frontach ale bez dobrych notek ta cała zabawa traci sens.
Wracam zatem kminić nad kolejnym wpisem.

PS. Wosho is back ! Ja od siebie życzę wytrwałości i czasu na blogowanie bo cały czas mało nas aktywnie piszących.

poniedziałek, 10 maja 2010

WarCalc


Będąc jakiś czas temu w galerii handlowej postanowiłem przedłużyć umowę z operatorem od komórki dzięki czemu stałem się szczęśliwym posiadaczem nowego telefonu a raczej smartfonu czy jak to się zwie z systemem android autorstwa programistów z Google. Jednym z ficzerów tej zabawki jest możliwość ściągania oprogramowania oraz mniej lub bardziej potrzebnych gadżetów z tworu o nazwie Android Market. Oczywiście jednym z pierwszych haseł wklepanych w budowaną w to wyszukiwarkę (w końcu to google) był Warhammer. Liczyłem, że może jakiś klon Space Hulka albo coś w ten deseń się znajdzie ale wynikami a raczej wynikiem zostałem zaskoczony bo był nim Warhammer Combat Assistant (czy jakoś tak  nie mogę dokładnie tego ustalić bo programik chwilowo (?) zniknął).
Generalnie soft ten służy do liczenia szans na powodzenie różnych akcji na stole po wprowadzeniu parametrów początkowych takich jak na ile się trafia/rania/etc. Nie ukrywam, że jak gram to różne rzeczy sobie liczę a raczej szacuję zanim podejmę jakąś decyzję choć zdecydowanie częściej działam siłą przyzwyczajenia bądź na kozaka - "co, ja nie zaszarżuje???". Jednak to cała moja matematyka powstaje w mojej głowie bez wsparcia z zewnątrz i tak zacząłem się zastanawiać jakbym zareagował gdybym któregoś razu trafił na przeciwnika korzystającego z tego programiku czy czegoś podobnego jak choćby jakiś arkusz w Excelu na przenośnym kompie czy komórce.
I szczerze mówiąc nie zapałałbym do takiej osoby szczególną sympatią. Bo nie uważam by to było do końca uczciwe. Niektórzy umieją liczyć i chwała im za to a niektórzy nie więc muszą sobie radzić inaczej np. poprzez zdobycie dodatkowego doświadczenia. To jest podobnie jak z oceną odległości niektórzy widzą 6 cali i zwykli dobiegać a niektórym się tylko wydaje i zostają w openie. Ale nikt grający fair przed szarżą nie korzysta z miarki. Podobnie zatem powinno być i w tym przypadku.
Inna sprawa, że o ile wiedza o odległości jest kluczowa o tyle z statystyką wszyscy wiemy jak to jest. I czasami cała armia to za mało na jeden oddział a czasami się strzeli z 3 lasek i 3 pojazdy pękną. Nie zmienia to jednak faktu, że niekomfortowo bym się czuł widząc jak przeciwnik oblicza na jakimś elektronicznym gadżecie ile potrzeba marinsów na rapidzie by zastrzelić np. 4 crushery po czym podsyła stosowną liczbę rhinosów.
Mam nadzieję, że roztaczane przeze mnie wizję są w dużej mierze na wyrost jednak patrząc na tempo rozrastania się ligi trzeba jednak się liczyć z tym, że problem cyfrowego wspomagania nie będzie jedynie abstrakcyjny. Można więc podumać z wyprzedzeniem a ewentualne rozwiązanie trzymać w rezerwach :).

wtorek, 4 maja 2010

Herezja jeszcze na gorąco


W długi weekend miałem okazję wpierw obejrzeć partyjkę a następnie samemu zagrać w nową planszówkę z stajni FFG w świecie 40ki czyli Horus Heresy. Co prawda takie początki z grą to mała baza by sobie wyrobić jakąś dobrze umotywowaną opinię ale pierwsze wrażenie również jest bardzo istotne i tym zamierzam się podzielić.
Gra jest dla dwóch osób i nie wiele da się z tym zrobić, czyli na nasiadówę z ziomkami średnio się nadaje no chyba, że dwóch gra a reszta się z nich nabija i daje "dobre rady" ;). Plansza składa się z 3 obszarów: największy z nich to mapa istotnego dla zmagań fragmentu Terry czyli dosyć szeroko rozumianych okolic Pałacu Imperatora, drugi to okręt Horusa, a trzeci to mniejsza mapa zawierająca ten sam fragment Terry co pierwszy obszar służąca planowaniu strategicznemu czyli kładzeniu kart rozkazów.

Kart - słowo klucz - wszystko bowiem w tej grze na nich bazuje mamy zatem deck rozkazów dla każdej z strony służący rozgrywce na poziomie strategicznym jak i decki walki kiedy już dojdzie do starć i schodzimy na poziom "taktyczny". Oprócz tego są jeszcze karty eventów które są odsłaniane w miarę upływającego czasu i które mogą dosyć znacząco wpłynąć na rozgrywkę. Ale to koniec jeszcze decków bo jest jeszcze służący strzelaniu z baterii/bombardowaniu/korumpowaniu. Znaczy się kart nie brakuje, a kostek nie ma.
Kolejnym bardzo istotnym dla mechaniki gry elementem jest pasek inicjatywy po którym poruszają się (w jedną stronę) znaczniki inicjatywy - dla każdej z stron po jednym. Rozkazy które używamy kosztują właśnie punkty inicjatywy powodując przesunięcie znacznika do przodu. Kiedy znacznik aktywnego gracza "wyprzedzi" drugi znacznik następuję zamiana ról i ten drugi może działać. Generalnie jest to dosyć ciekawa wariacja na temat systemu turowego. Kiedy któryś z znaczników dojdzie do końca paska inicjatywy gra kończy się zwycięstwem sił Imperialnych. Przybywają wtedy lojalne legiony i spuszczają biednym chaośnikom łomot. Inne sposoby na zwycięstwo (już dla obu stron) to zabicie herszta przeciwnej bandy czyli Imperatora/Horusa lub zajęcie 4 portów kosmicznych znajdujących się na powierzchni planety.
Oprócz książeczki z zasadami w pudełku znajdujemy również drugą z scenariuszami jednak na pierwszy rzut oka te niestety nie wiele różnią się między sobą. Główna różnica to w początkowym ustawieniu jednostek co biorąc pod uwagę, że każdy ruch wymaga rozkazu jest bardzo istotne ale można było bardziej wykorzystać potencjał scenariuszy i pokombinować przy warunkach zwycięstwa czy jakiś dodatkowych zasadach.
Oprócz książeczek, kart oraz planszy w pudełku dostajemy również plastikowe wypukłe elementy fortyfikacji do tej ostatniej które pełnią funkcję jedynie estetyczną. No i modele. Ich jakość jest mocno średnia i trudno powiedzieć by rzucały na kolana. Nie da się jednak ukryć, że są lepsze od żetonów. I to koniec ich plusów.
Podsumowując tą relacje praktycznie jeszcze na gorąco. Gra wydaje się dobra, dająca sporo możliwości do pokombinowania i nie mająca jednej jedynej zwycięskiej taktyki. Jednocześnie chyba trzyma balans i żadna z stron nie jest w szczególnie uprzywilejowanej pozycji aczkolwiek trudno mi powiedzieć jak to wygląda w kolejnych scenariuszach. Wydaje mi się jednak, że sama formuła oferuje trochę niewykorzystanego potencjału i mam nadzieję, że panowie z FFG postanowią go jeszcze wykorzystać. A póki co zapraszam do 30 millenium by przeżyć to co znamy tak dobrze z fluff'u jeszcze raz.
Tyle, że inaczej - po swojemu. I to jest właśnie największa siła tej gry dla wszystkich fanów 40ki.