sobota, 28 lutego 2009

Kryzys. Frekwencji.


Aktualnie w Piernikowie zwanym też Miastem Najświętszego Masztu czy też po prostu Toruniem odbywa się jeden z najciekawszych turnieji w sezonie czyli Dice Crusher. Jego unikatowość bierze się z wymiany armiami czyli najpierw gramy swoimi figurkami a potem się wymieniami rozpiskami i modelami z przeciwnikiem i gramy coś jakby rewanż. Czyli każde stracie to dwie bitwy.
Niestety tylko raz udało mi się dotrzeć na ten turniej a mamy już jego 3cią odsłonę ale patrząc na stosowny temat na gildii to można odnieść wrażenie że 13tą. Przynajmniej jeśli chodzi o pecha w docieraniu na imprezę. Na liście zgłoszeń znajduje się 45 nazwisk natomiast w relacji live dostrzegłem 31. A trzeba pamiętać, że ci co się wcześniej wykruszyli zostali zostali z listy zawczasu usunięci. Pierwszy raz widzę tak ekstremalną sytuację. Ale jak pech to pech z resztą granie w 40kę czy w ogóle w bitewniaki przyzwyczaja do tego rozumownia i wyrabia stoickie nawyki. Ale mimo wszystko dla organizatorów to trochę dramat, kryzys wręcz można rzec by być jazzy/trendy/edżi. Zgłasza się X ludzi bierze poprawkę 10-15% na wypadki losowe i na tym na przykład opiera budżet. A tu ponad 1/3 potencjalnych graczy się wykrusza. Mam nadzieję, że chopaki z Torunia nie będą mieli problemów z domknięciem finansów turnieju i że nie będą musieli dokładać do imprezy. Bo nie da się ukryć, że spędzani weekednu jako wodzirej Imprezy nie granie, sprzątanie by na koniec dopłacić do tej "hehe" zabawy może wyleczyć z zapału organizatorskiego na dłuższą chwilę.
Nie da się ukryć, że to co się wydarzyło jest nauczką dla wszystkich organizujących turnieje i warto mieć na względzie że nigdy nie wiesz kiedy będzie 13ty. Warto to mieć na względzie planując swoją imprezę i chociaż trochę się próbować przed tym zabezpieczyć. Choć nie da się ukryć i mam tego świadomość, że zdecydowanie łatwiej napisać niż zrealizować. Zresztą to chyba temat na inną notkę.

czwartek, 19 lutego 2009

Warptime


Niestety doba ma tylko 24 godziny co zbyt często prowadzi do konieczności wyborów. Zazwyczaj bardzo trudnych i w gruncie rzeczy nieprzyjemnych. Aktualnie przygotowania do Wojny Światów wchodzą w decydującą fazę przynajmniej z mojej perspektywy co sprawia, że czas na hobby który m.in. poświęcałem na tego bloga uległ sporem uszczupleniu. Taki stan rzeczy potrwa dłuższą chwilę - pewnie coś koło tygodnia i w tym okresie notki mam nadzieję, że będą się pojawiać ale pewnie sporadycznie i z tzw. doskoku.
A nie da się ukryć, że tematów nie brakuje.
- Coraz więcej przecieków odnośnie gwardii.
- Zbliżające się DMP i Młotki (?).
- Kolejne przepychanki na sędziowskiej odnośnie kodeks vs podstawka.
- No i najważniejsze czyli plotki na temat nowej edycji Space Hulka.
Postaram się znaleźć chwilkę by choć część z tych tematów spotkała się z należną Im atencją a póki co idę odprawić jakiś rytuał do Tzeentcha w intencji 28 godzinnej doby. Warp time znaczy się ;).

niedziela, 15 lutego 2009

Yedli protects

Okazuje się, że sterowce w 40 millenium wcale nie są takim nowatorskim pomysłem jak mi się wydawało pisząc poprzednią notkę. Jednak Yedli czuwa i dał cynka, że podniebne cygara pojawiły się już w twórczości BL

"Odnośnie wpisu na blogu - sterowce w świece 40k pojawiły się wraz z wydaniem książki "Guns of Tanith" - V tomu cyklu o Duchach Gaunta. Pomysł nie jest zatem nowy (książkę wydano w kwietniu 2002). Tytułem uzupełnienia tylko dodam, że sterowce te były całkiem pokaźnych rozmiarów - były w stanie transportować całe regimenty gwardii. Y."

Niestety na żadnej wersji okładki nie udało mi się ich dostrzec.

A skoro już jesteśmy przy okładkach książek Black Library to jest już okładka do listopadowej premiery:

Ani Prospero, ani Burns ale wilki są. Liczę po cichu, że może chociaż w środku znajdzie się miejsce dla Magnusa, Ahrimana itd. W końcu - Don't judge book by its cover.

czwartek, 12 lutego 2009

Podniebna Walentynka

Doskonale sobie zdaję sprawę, że większość z Was drodzy czytelnicy regularnie zagląda na łódkę czyli BoLS'a. Nie da się ukryć, że jest to podstawowa strona jeśli chce się wiedzieć co w trawie piszczy jeśli chodzi o nasze hobby. Jednak nawet świadom tej wiedzy pozwolę sobie od chopaków
zza oceanu pożyczyć jedno zdjęcie.



Dla mnie obłęd, czad i przeciąg. Sama idea połączenia czegoś tak słodko old-skolwego jak zeppelin z gotyckim,pełnym pogardy dla technologii, światem 40ki ociera się (przynajmniej dla mnie) o geniusz. Aż mnie dziwi, że ten motyw się nie przewinął na jakiś artach, choćby w materiałach do epica, wcześniej. Skoro gwardia ma piechotę okopową, kawalerię, maski przeciwgazowe, czołgi ze sponsonami to sterowiec wydaje się być naturalną konsekwencją tego arsenału.
Zawsze miałem słabość do tych wielkich podniebnych cygar gdzie poziom bezpieczeństwa był zbliżony do poligonów w Nowym Meksyku. Może i Cruise do współy z Goosem w Top Gunie sprzedają ruskim fucki ze swojej ef-czternastki ale prawdziwy smak podbijania niebios daje dopiero załadowanie się do czegoś takiego. Jest to podobne w swoim szalonym romantyzmie do szalików pilotów trójpłatowców i ich podniebych pojedynków na pistolety.


Swego czasu zastanawiałem się nad własnym data-sheetem do Apokalispsy i szczerze mówiąc wszystko co mi przychodziło w owym czasie do głowy wydawało mi się wtórne. Jednak teraz mam nie tylko inspirację ale i motywację, choć wrażenia wtórności się nie wyzbyłem ;). Co prawda trzeba będzie stworzyć zasady "lumbering super heavy flyers" ale nie powinno to być nawet w połowie tak trudne jak sama nazwa. A nadchodzący wielkimi krokami kodeks gwardii powinien dać dodatkowy impuls by przysiąść na chwilę do tego. Co prawda wielkość modelu trzymającego proporcję mnie trochę przeraża nawet biorąc poprawkę na apokaliptyczne pola bitew. Dali nam jednak marinsi przykład jak proporcję traktować mamy.
Oczywiście model na pierwszym zdjęciu też robi wrażenie sam siebie zwłaszcza jeśli się pamięta, że jest on w skali epic'a czyli do wielkich nie należy. Sama fota pochodzi z jakiegoś konkursu malarskiego modeli do Epica. Sama koncepcja takiego kontestu dla mnie ociera się o Armageddon ;) więc choćby z tego powodu warto kliknąć i zobaczyć więcej prac (jeśli ktoś jeszcze ich nie widział). Nawet fani Herezji Horusa znajdą coś dla siebie.

wtorek, 10 lutego 2009

Dla miłośników old-skol'u i BA

Naszły mnie ostatnio jakieś klimaty retro tzn. są one mi zawsze bliskie ale ostatnio mnie odwiedziły w kontekście 40ki i postanowiłem sobie odświeżyć rozpiski pamiętające jeszcze czasy 3ciej edycji. Wiecie, powspominać z łezką w oku tzw. good old days. Nie żeby mi się aktualne zasady nie podobały - wręcz przeciwnie - uważam je za bardzo dobre, ale jednak jak się w coś grało w pyte czasu temu to jest super niejako programowo. W pamięci pozytywy skutecznie przesłaniają wszelkie negatywy, a przynajmniej wady już tak nie bolą - co najwyżej wzbudzają uśmiech politowania.
Przeglądałem sobie ostatnio rozpiski sprzed lat i edycji i wyszperałem klasyczny RR bladziowy autorstwa Emana na 1500 punktów:

Force Commander (terminator honours, 2 lightning claws, iron halo)
Honour Guard (3*power weapon, 2* meltagun)
Veteran Sergant (bolt pistol, cc weapon);
Sanguinary Priest (power weapon, bolt pistol, terminator honours);
Standard Bearer (power fist, bolt pistol, terminator honours);
Rhino (extra armour, smoke);

Chaplain (terminator honours, 2 lightning claws);
Death Company;
Rhino (extra armour, smoke);

Veteran Squad (bolt pistol i cc weapon, 1*meltagun);

Veteran Sergant (power weapon, bolt pistol);
Rhino (extra armour, smoke);

Tactical Squad(flamer);

Veteran Sergant (bolt pistol, cc weapon);
Rhino (extra armour, smoke);

Tactical Squad(meltagun);

Veteran Sergant (bolt pistol, cc weapon);
Rhino (extra armour, smoke);

Land Speeder (multimelta);
Land Speeder (multimelta);
Whirlwind (extra armour, smoke launchers);

Models in Army: 40;


A tu dla porównania współczesne bladzie na półtora k autorstwa Droopsa:

Hq:
1 x Chaplain - 100p Power Fist, Jump Pack, Combimelta = 155p

TR:

2 x Assault Squad - 140p Power Fist = 165 x 2
1 x Assault Squad - 140p Power Weapon, Meltabombs, Rhino = 155p
1 x Tactical Squad - 115p Power Weapon, Flamer, Rhino = 175p

HS:
2 x Baal Class Predator - 100p Heavy Bolter = 125 x 2

FA:
2 x 2 Attack Bike - 50p Multimelta = 200p

EL:
1 x Death Company Jump Pack, 6 x AM = 230p


Nie będę się silił na jakieś próby porównania tych rozpisek czy wyciągania wniosków. Po prostu, niby to samo czyli dosyć duże ciągnoty do HtH ale jednak zupełnie inaczej. Fajnie się patrzy na takie rozpiski sprzed lat zwłaszcza jak je się skonfrontuje z aktualnymi kserami ups... wypracowanymi rozwiązaniami ;).
Jakby ktoś chciał więcej takich perełek z lamusa to zapraszam do tego tematu.

piątek, 6 lutego 2009

Skill a noże czyli dobry tekst.

Klikając sobie tu i ówdzie natrafiłem na dyskusję na Border Princes odnośnie zanikającego znaczenia skill'a gracza przy coraz mocniejszym wpływie na rozgrywkę rozpisek samych z siebie. Szczerze mówiąc jak sobie tak pomyślę o chaosie na dwóch laszach czy innym Eldradzie to mam wrażenie, że nie jest to wyłącznie kwadratowy problem.
Tu jest link do stosownego tematu (bardzo polecam posta Barbarossy - jeszcze na pierwszej stronie), bardzo krótkiego jak na standardy tamtego forum co może oznaczać, że tak naprwdę nie ma nad czym się spierać i rzeczywiście wystarczy kupić demony czy Wampiry, skserować rozpiskę i już można rzeeeezać.
Jednak ta notka nie powstała by marudzić na politykę GW ani rolę beta-testerów w procesie powstawania zasad. A raczej jej totalnego braku. Wpis ten powstał dla tego cytatu z podpisu Cyela:

"There is a pervasive attitude in Warhammer that "one shouldn't bring a knife to a gunfight." The whole reason that Rambo is a badass is because he indeed brings a knife to a gunfight, and still wins."


Przezacność.

środa, 4 lutego 2009

Kwadraty z okrągłej perspektywy

Początkowo zastanawiałem się czy ta notka nie powinna być o flame-warach towarzyszących pojawianiu się kolejnych informacji o DMP. Jednak stwierdziłem że jeśli na 3 miesiące przed imprezą temperatura dochodzi do takiego poziomu to jeszcze pewnie nieraz pojawi się okazja by napisać coś na temat tego turnieju. Zwłaszcza, że pewnie im będzie bliżej imprezy tym więcej będzie się pojawiało pretekstów do radosnej forumowej twórczości. Także jak ktoś jest bardzo zainteresowany odsyłam na stronę GV, a ja dziś się zajmę kwadratami.
Jakiś czas temu w przypływie nastroju i magii chwili kupiłem sobie figurki skavenów. Były to moje pierwsze figurki na kwadratowych podstawkach od 12 lat - kiedy ostatni raz grałem w tą grę to w fazie magii używało się jeszcze specjalnej tali kart nazywanej Winds of Magic. Oczywiście przed zakupem zajrzałem na stosowne fora by wybadać co jest na topie w rozpiskach tej armii by to co przyniosę ze sklepu miał jakiś zalążek grywalności. Oczywiście jak minęła magia chwili to potem te figury przez wiele miesięcy leżały na półce i za każdym razem gdy do nich się zbliżałem to na widok liczby zawodników do sklejenia myślałem - eee następnym razem. Aż w końcu się zebrałem i poskładałem szczurki w miarę do kupy by zagrać sobie dwie bitwy. Potem się okazało, że żadna z nich za wiele nie miała wspólnego z zasadami i to w obie strony. No ale w sumie jest to naturalne i nie powinno dziwić jeśli jest się wyznawca teorii, że podręczniki najlepiej sprawdzają się w roli rekwizytu w trakcie "dyskusji" o zasadach, a czytać ich nie należy bo i tak nic tam nie ma, a poza tym faqi wystarczą by grać.



Wczoraj miałem okazję zagrać po raz trzeci z osobą która zasady zna bardzo dobrze i wytłumaczyła mi zarówno przed bitwą jak i w jej trakcie sporo spraw które dla mnie były mocno niejasne. Dzięki temu mogę powiedzieć w końcu, że zagrałem w Battla. I nie żałuję.
W tej grze uchowały się pewne rzeczy które kiedyś również były w 40stce ale odeszły w mrok niepamięci wraz z 3cią edycją. Są to np. różne wartości movementa dla różnych ras czy minusy do sejwa uzależnione od siły. Spotkanie z tymi zasadami było dla mnie takim odświeżającym powiewem old-skulu. Jednak wiele rzeczy mnie zaskoczyło bo już zdążyłem zapomnieć jak to działa np. wystawienie. W 40sce jak coś "krzywo" postawimy to dany oddział traci turę na nadrobienie braków swojego generała. W battlu uratowanie sytuacji to parę tur albo w ogóle się nie da. Po prostu wystawiając armię na stół trzeba mieć już jakiś pomysł na bitwę bo wymyślanie go w okolicach 3ciej tury ma wszelkie predyspozycje by się nie sprawdzić. Nawet jeśli pomysł jest taki prosty jak wystrzelać przeciwnika zanim się zbliży to w trakcie jego realizacji może pojawić się wiele komplikacji. Poza tym trzeba mieć jakiś plan na kupienie sobie czasu bo dwie tury mogą niestyknąć na zabicie przeciwnika w całości.
W ogóle miałem wrażenie, że te szczury które wystawiłem są takim safhem jakim nawet w 40ksce jeszcze nie grałem. Może to wynikało z faktu, że lizaki na przeciwko były dosyć ofensywnie usposobione a może z braku jakiegoś punktu odniesienia. Ale strzelały a zwłaszcza czarowały całkiem-całkiem więc jeśli kogoś od battla odstrasza perspektywa odkładnia się halabardami po szyszakach i brak możliwościu uczciwego odstrzelenia sporej części wrogów zanim do tych karczemnych scen dojdzie to niesłusznie. Bo da się tam całkiem skutecznie grać na pograniczu własnego deploymentu.
Kolejna rzecz która mi się podoba to, że przed walką ze sporym prawdopodobieństwem można ustalić jej wynik. W 40sce niby też ale tylko gdy się spotykają dwa bieguny combatowe np. herlawi i 4 scoutów. Natomiast w wfb: nieważne kto kogo i tak sporo wiadomo bez rzucania kostek a często w ogóle nie trzeba rzucać by wiedzieć, że ktoś wygrał a turla się wyłącznie by ustalić jak bardzo. To plus brak freestyle w ruszaniu jednostek, przynajmniej tych w klockach, oraz ograniczone kąty widzenia sprawia, że planowanie czegokolwiek w tej grze powinno obejmować parę tur w przód bo inaczej można się obudzić z ręką w kanałach.
Kolejna ciekawostka to Ld. Generalnie jest niski a skaveński wręcz skandalicznie. Przynajmniej goły. Na szczęście szczury w kupie czują się raźniej i w ilościach hurtowych nawet kozaczą jednak nie zmienia to faktu, że rzuciłem 3 liderki w jednej turze wszystkie oblałem i zdjąłem około 70 figurek. Było to dla mnie całkiem szokujące doświadczenie. A do tego, że mój generał miał ld uwaga, uwaga - 5 (sic) dochodzi to, że testów tego współczynnika w tej grze jest całkiem sporo zwłaszcza porównując do obecnej edycji 40ki. Tu jakiś fear, tu jakiś terror tu ktoś ucieknie w pobliżu więc turlamy panice itd... Całkiem sporo tego się uzbiera.
Następna rzecz która mi się rzuciła w oczy to ogromna losowość maszyn strzelających oraz magii. Bazowanie na tych elementach z tego co wiem sprawdza się ale nie jest to tak jak było z Iron Warriorami kiedyś, że stało się w coverze i łupało cegłami w wszystko co się nawinęło. W battlu trzeba mieć nerwy - co chwila coś próbuje wybuchnąć nieważne czy to lufa czy głowa maga. I np. skaveńscy elektrycy mają całkiem spore szanse na zabicie się sami, warp-lighting cannon może wybuchnąć z dużym plackiem a rattling (taki ichni assault cannon) we wczorajszej bitwie właściwy (w sensie do wroga) strzał oddał już (!) za 4 razem po drodze jeden wybuchł a drugi najpierw zaciął się by w kolejnej turze zabić 10 szczurów. Cóż life is cheap.


To taka moja garść odczuć na gorąco. Z tego co się orientuję to zagląda tu całkiem spora grupa osób która na battlu zna się całkiem, całkiem i niektóre moje tezy mogą im się wydać cóż no.. zaskakujące ale pewnie do tematu jeszcze będę powracał więc i obserwacje będą się dostosowywać do rosnącego (mam nadzieję) skilla. A póki co mogę szczerze powiedzieć, że WFB mi się spodobał. Nie zamierzam od razu podbijać kwadratowej ligi ale mam nadzieję, że będzie mi się udawało regularnie pograć sobie towarzysko. Gra niby w wielu miejscach podobna do 40ki jednak różnice sprawiają, że wymaga zupełnie innego sposobu myślenia. Co sprawia, że jest fajną odskocznią zanim człowiek totalnie zatraci umiejętność dostrzegania kąta prostego pod figurką.

niedziela, 1 lutego 2009

All ahead full


Jakiś czas temu wspominałem, że w Poznaniu zaczynamy przygodę z kampanią Ghotica i przy tej okazji odgrażałem się, że będę zdawał tu relację z jej progresu. Zacznę więc od tego że postęp jest - mamy już nawet 6 turę. Oczywiście nie idzie to w 100% zgodnie z planem ale mam wrażenie, że nikt tego nie oczekiwał. Ale również nikt się nie spodziewał (nie, nie hiszpańskiej inkwizycji), że będzie to szło aż tak sprawnie. Z tego płynie wniosek dla mnie dość budujący, że nawet w gronie ludzi nie grzeszących wolnym czasem da się zorganizować kampanie której końcem nie będzie śmierć naturalna, jeśli tylko ktoś będzie pilnował terminów. Nie jest to co prawda wielce wdzięczne zadanie ale niezbędne by cała impreza miała szanse powodzenia.
Kolejną refleksją po tych kilku turach jest, że w kampaniach najlepsze są nie bitwy lecz to co pomiędzy nimi. Co prawda na gołych przepisach z podręcznika BFG nie ma zbyt wiele strategi budowy galaktycznego imperium i floty go chroniącej ale i tak jest kilka możliwości i różnych ścieżek rozwoju. Jest na przykład tak, że Liderka w takich zmaganiach jest bardzo dynamicznym współczynnikiem i może ulegać zmianą praktycznie co bitwę. Przy czym oczywiście jej spadek jest o wiele łatwiejszy do osiągnięcia niż wzrost. Ten współczynnik dla lotniskowców jest ciut ważniejszy niż dla innych statków więc je należy bardziej chronić przed jej utratą bo w kolejnych bitwach mogą one być po prostu jedynie na wpół użyteczne. Ale można też grać agresywnie Ld mieć w pompie i brać kolejne statki z posiłków które przysługują kazdemu graczowi, a ich wielkość jest uzależniona od osiąganych wyników w bitwach.
Myślę, że przy kolejnej kampanii bo mam nadzieję, że uda się po stosownej 3 miesięcznej przerwie na odsapnięcie, takową zorganizować, postaram się o ciut więcej kombinatoryki pomiędzy bitwami. Oczywiście to jest bardzo triki by nie przegiąć bo to w końcu chodzi o to by sobie polatać statkami ale jeśli dojdzie parę (i to dosłownie) smaczków zabawa może na tym jedynie zyskać. Bo nie warto ruszać za bardzo tych przepisów bo pomimo wspomnianej już prostoty są dobre. Najlepsze w nich jest to że wygrywa ten nie z największą ilością planet, lecz tzw. renown'a. Natomiast ciała niebieskie dają jedynie lub aż możliwości naprawcze statków. Co istotne renown można w calkiem konkretnych liczbach zdobywać również w przegranych bitwach jeśli tylko dojdzie do ogólno sektorowej kosmicznej rzeźni.
Ostaniom już refleksją jest to, że nawet przy małej grupie graczy nawet najprostsza strona www bardzo pomaga. Zwłaszcza jeśli bazuje się na mapie. Możliwość by dowolnym momencie rzucić okiem na położenie flag i planet, sprawdzić flotę przeciwnika czy swój stan posiadania sprawia, że gracze nie muszą się gdzieś spotykać by wydać swoje rozkazy. No i w miare na bierząco wprowadzane wyniki budują napięcie które bardzo się przydaje by ludzie się wciągnęli w zabawę i kampania miała szanse dotrzeć do końca.

sobota, 31 stycznia 2009

Secondary target. Completed.

Podejrzewam, że nie wszyscy zapoznali się z regulaminem ostatniego turnieju który się odbył w poznańskim Bardzie. Powiem więcej - myślę, że zdecydowana mniejszość go nawet nie zauważyła. Ze mną pomimo, że wybierałem się na ten turniej było podobnie i pewne dodatkowe smaczki odkrywałem dopiero przy liczeniu punktów, co było średnio fortunnym momentem, ale taka jest cena lenistwa. I właśnie o tych naprawdę ciekawych źródłach dodatkowych punktów chciałem napisać. Nasz organizator w osobie Nisza przyznał się bez bicia , że mocno supportował się regulaminami amerykańskich Grand Tournamentów.
Poza normalnymi punktami za cele misji które dawały wynik maksymalnie 19-1 można było zdobyć bonusowe VP za spełnienie dodatkowych celi misji. Ta extra punktacja przedstawiała się w następujący sposób:

Dodatkowe cele:
Pierwszy - 3pkt
Drugi - 2 pkt
Trzeci - 1 pkt

Natomiast same cele w kolejnych misjach wyglądały tak:

I
Pierwszy - Zabicie HQ przeciwnika
Drugi - Brak jednostek przeciwnika we własnej strefie rozstawienia
Trzeci - Najtańsza jednostka w armii jest wciąż na stole

II
Pierwszy - Zniszczyć najdroższą jednostkę przeciwnika
Drugi - Kontrolować więcej ćwiartek od przeciwnika
Trzeci - Własne HQ zostaje przy życiu na końcu bitwy

III
Pierwszy - Zniszczyć więcej jednostek typu Troops przeciwnikowi niż on nam
Drugi - Kontrolować więcej ćwiartek niż przeciwnik
Trzeci - Najdroższa jednostka własna jest wciąż na stole

W moim odczuciu to rozwiązanie sprawdziło się wyśmienicie niwelując trochę monotonię która pomału zaczęła się wkradać do regulaminów turniejowych od czasu zmiany edycji. Myślę, że warto je częściej stosować i po prostu dać mu sznasę. Zresztą te dodatkowe celi misji można mnożyć/losować i pewnie parę innych rzecz z nimi zrobić.
Natomiast jeśli dla kogoś nadal było by mało udziwnień to w poszukiwaniu inspiracji powinien zajrzeć do Projektu 40k Armour Sejw'ów prowadzonego na Glorii Victis przez Yakubu. W jednym z ostatnich wpisów zostało omówione co można zrobić z regulaminem i na co zwrócić uwagę. Polecam.

środa, 28 stycznia 2009

Demoniczna Horda

No i udało mi się w miniony weekend zagrać swoje debiutanckie bitwy demonami. Co prawda na małe punkty i na stołach 48” na 48” ale zawsze na początek to wystarczy by mieć w ogóle jakiekolwiek odczucia z autopsji na temat armii. Zresztą mam wrażenie, że format 2k nie jest już tak popularnym standardem jak choćby w czasach głębokiej 4 edycji, przynajmniej w Poznaniu. Nie przypominam sobie kiedy ostatni raz grałem na takie punkty – na pewno nie przez ostatnie 3 miesiące. Co nie ukrywam, że mnie cieszy ale nie o tym miało być.
Wziąłem na ten turniej dużego demona Tzeentcha, dwa odziały flamerów, soulgrindera oraz dwa oddziały horrorów: mniejszy i większy z changellingiem. A do tego magicznego tałatajstwa dorzuciłem jeszcze „vulgar display of power” pod postacią letterów oraz Bloodcrusherów. I ta kontra w przekroju całego turniej najbardziej mnie zauroczyła. Może dlatego, że wbrew pozorom jest najprostsza w użyciu: spadasz - zamykasz oczy – szarżujesz. Oczywiście sporo upraszczam i po drodze przeciwnik może np. strzelić z rapida co może być salwą ostatecznej zagłady ale na prawdę trudno przeszacować potencjał destrukcyjny stojący za psychopatami spod znaku Khorna. Jest powalający, żadne tam pitu pitu z rendingiem – po prostu czysta moc. Co prawda popularny wśród marinsów (z którymi przyszło mi grać wszystkie 3 bitwy) inv na 3+ trochę człowieka ogranicza ale nie należy go przeceniać.
Przynajmniej na dużym Tzeentchowym jest co najmniej przereklamowany. Dwa razy zginął praktycznie od jednej salwy a pociski stenguardów, zawsze raniące na 2+ sprawiły, że nawet tafem szóstką nie mogłem się polansować. No ale jak się ląduje pierwszemu napotkanemu marinsowi na głowie to trudno oczekiwać czegoś dobrego. No właśnie - wybór miejsca do lądowania. Kluczowy moment w którym człowiekowi towarzyszy poczucie, że i tak to jest bez sensu bo się wyląduje np. 9” w lewo. A dla takich flamerów Tzeentcha z ich najgroźniejszym strzelaniem o zasięgu palnika może to być dramatem zwłaszcza, że w ich przypadku trudno się spodziewać drugiego podejścia do fazy szotingu.
Zresztą z horrorami nie jest wiele lepiej choć one może i będą miały okazję kilka razy strzelić to efekty nie będą rzucały na kolana a zaszarżowane dostaną łomot od każdego łącznie z takimi wytwórcami świec. BS3 i siła 4 pomimo dużej ilości strzałów nie dają większych szans na sukces. A Bolt of Change w ich przypadku już w ogóle jest dla hardkorowych optymistów. No ale są troopsem z inv,em na 4+ i pewnie też na coś bez power armoura lepiej by zadziałały tymi swoimi pseudo pestkami.
Nie da się natomiast ukryć, że soulgrinder jest całkiem, całkiem aktualnie zwłaszcza na coś w najpopularniejszym pancerzu galaktyki - w miarę tani, 13 AV, duży placek z AP3 i 4 ataki – naprawdę działa. Jedynie jego gabaryty sprawiają, że czasem człowiek nie wie gdzie go postawić na tym stole by się zmieścił. A ja wystawiłem tylko jednego.
Kiedyś w Magii i Mieczu – tym piśmie o rpgach od którego wielu zaczynało swoją karierę z „fantastyką aktywną” był scenariusz do Kryształów Czasu pt. Demoniczna Horda. Był skomplikowany jak budowa cepa a nawet chyba mniej - szło się bowiem od lokacji do lokacji i tłukło ze wszystkimi aż się dochodziło do Bossa. Dosyć szybko stwierdzenie „Demoniczna Horda” stało się synonimem prymitywizmu i jedno czy wręcz pół wymiarowej zabawy. Po tym turnieju moje podejrzenia się potwierdziły i stwierdzam, że Demoniczna Horda w wykonaniu GW jest dokładnym przeciwieństwem tej z przed lat - ilość opcji zlożenia tej armii i czerpania z funu z gry nią stawia dla mnie ten kodeks w czołówce Best of Games Workshop.
A że rydwanami się jeździ w 40 millenium? Póki nie mają impactów i nie giną od siły 7 to mi to nie przeszkadza. Choć w sumie te impacty chyba by nikomu nie zaszkodziły…. ;)

piątek, 23 stycznia 2009

Mroczny Rytuał - The Beginning

Miałem wielką chęć czy wręcz wolę by pojechać do Wrocławia na tamtejszego chelka który odbył się w zeszły weekend. Niestety zła aura na dworze wygrała z moim organizmem i przez jakieś podłe choróbsko z Warpa rodem zostałem uziemiony już od piątku. I tyle było latania Saim Hainem który planowałem wziąć z sobą do stolicy Dolnego Śląska. A miało być tak pięknie i błyszcząco, w końcu w ramach dbania o swój imidż klimaciarza ;) nawet Shining Spearów na pełnym wypasie (no prawie) wepchnąłem w to 1450 punktów na które tam się grało. No ale mówi się trudno i kombinuje się dalej.
Nadchodzi kolejny weekend a w raz z nim kolejna okazja by pograć - tym razem na lokalu w Poznaniu z limitem 1300 punktów. Wymyśliłem sobie, że Eldary są tainted i przynoszą pecha (tak miałem temperaturę formułując tą tezę) więc wezmę demony. W końcu za każdym razem gdy zbliżam się do chaosu Byty które aktualnie określa się jako Lesser Deamon'y nieśmiało przebąkują coś o tym ile krucjat potrzeba by otworzyć człowiekowi klapki na oczach ale dopiero teraz po raz pierwszy dam im szanse. Będą mogły pokazać, że o ile Demony tak to niekoniecznie Lesser. W końcu czy może być lepszy turniej dla armii uzależnionej od rzutów na rezerwy i wchodzącej w całości z Deep Strika niż taki na małe punkty na jeszcze mniejszym stole?
No właśnie :D
Początkowo chciałem iść na całość i zrobić rozpiskę bazującą wyłącznie na Tzeentchu ale po chwili refleksji stwierdziłem, że to już by było zbyt wiele i dołożyłem trochę morderców spod znaku Khorna. Ma to też plusy estetyczne ponieważ nowe Bloodlettery to IMO rewelacyjne figurki. Jedne z tych nielicznych które inspirują do zbierania całych armii na nich bazujących. Nie miałem zatem szczególnych oporów przed dołożeniem ich do rozpiski.
Oczywiście planuje po całej zabawie zdać relację z moich zmagań z kostkami i przeciwnikami na tym blogu a póki co idę złożyć ofiarę bogom chaosu w ramach jakiegoś mrocznego rytuału...

środa, 21 stycznia 2009

Czarna biblioteka na białym tle.


Już jakiś czas temu strona Black Library przeszła całkiem spory face-lifting, zresztą podobnie jak i główna strona Gamesa. Oprócz oczywistych zmian w warstwie wizualnej dostosowaną ją do jakże modnych ostatnio standardów Web 2.0 (cokolwiek to oznacza) poprzez dodanie bloga. Wydaje mi się, że motywem przewodnim stojącym za tym działaniem jest "zmniejszenie dystansu" pomiędzy autorami książek a ich czytelnikami. Zresztą już wcześniej było widać rosnącą świadomość zachodzących zmian w sieci wśród ludzi z BL choćby poprzez fakt, że "weszli" na facebook'a.
Sam blog jest regularnie i co ważne często aktualizowany jednak większość wpisów spełnia funkcje informacyjne i mówiąc wprost reklamowe. Jednak zdażają się też czasem ciekawsze notki i myślę, że dla nich warto dodać kanał RSS'ów w końcu jeden w tą czy w tą różnicy nie robi.
Przy tej okazji powstaje oczywiste pytanie czy kiedyś takiego bloga dorobi się główna strona GW by zacieśnić kontakt pomiędzy twórcami zasad a graczami - nawet jeśli to osobiście mam poważne wątpliwości czy komentarze pod wpisami będą włączone. W końcu ile można czytać a jak działa cyklon u wilków? ;)

PS Wy też lądujecie na różnych stronach wpipsując blacklibrary.com a www.blacklibrary.com ? :)

poniedziałek, 19 stycznia 2009

Przecieki kontrolowane


Niedługo czeka nas wszystkich - graczy ligowych - za sprawą Misia i jego aliantów (?) miła niespodzianka. Esencja ligi czyli ranking przechodzi aktualnie przez fazę testów po face liftingu. I to takim który powinien zaspokoić nawet tych co bardziej wybrednych zarówno w warstwie estetyki jak i funkcjonalności.
Jednak póki co trzeba chwilę poczekać, ale do tego się zdążyliśmy przyzwyczaić, zwłaszcza w kontekście tej tabelki z"kilkoma" ;) nazwiskami więc nie powinno być z tym problemu. Zwłaszcza, że jak historia uczy na dobre rzeczy warto poczekać...

czwartek, 15 stycznia 2009

Festung Breslau na celowniku

Już w ten weekend we Wrocławiu odbędzie się kolejny w tym sezonie ligowym turniej klasy chellenger o wdzięcznej i skromnej nazwie Mini Wars. Niestety musiał on zastąpić master który do tej pory odbywał się w stolicy Dolnego Śląska i który był przez długie lata żelaznym punktem w kalendarzu ligowym. Jednak dwie z rzędu, nie udane imprezy sprawiły, że prawo do organizacji mastera zyskał inny ośrodek a środowisko z Wrocławia musi się zadowolić trochę niższą rangą turnieju by odbudować swoją reputację na scenie.
Właśnie środowisko jest jednym z bardzie enigmatycznych w naszym kraju przynajmniej patrząc z zewnątrz. W przypadku Krakowa, Trójmiasta czy Poznania zawsze wiadomo kto stoi za każdą inicjatywą 40kową i to zarówno indywidualnie jak i klubowo. Nawet w Warszawie gdzie nie ma sformalizowanej organizacji wszystko jest jasne i już teraz np. wiadomo kto się podjął organizacji DMP i kto mu będzie pomagał. Natomiast w Wrocławiu to wszystko jest spowijane Fog of War. Wnioskuje zatem, że brak tam klubu czy po prostu jakiejś większej grupy graczy nadających na tych samych falach a w zamian jest zbiór jednostek mających wspólne hobby i tyle. Dobrze to nie wróży turniejowi bo poza napisaniem regulaminu czy sprawdzeniem rozpisek trzeba na miejsce przewieźć a następnie ustawić stoły a to już się trudniej robi w pojedynkę czy w trójkę.
A skoro już jesteśmy przy regulaminie to dopiero ostatnio zostało mi uświadomione na jakich stołach będzie rozgrywany ten turniej - 54" - z czego wynika ta wielkość - nie mam pojęcia ale jest mocno niestandardowa i w mojej opinii zbyt mała jak na 1450 punktów. Ale pewnie moje spojrzenie jest wypaczone przez armię która planuje wziąć.
Sędzią głównym będzie Damian Radziewicz osoba bardzo zasłużona na polskiej scenie 40kowej i powszechnie lubiana. Jednak w ostatnim czasie mająca ,nie ukrywajmy, mało z tą sceną wspólnego (a należy pamiętać o zmianie edycji "po drodze") i pomimo, że na pewno nie można Damianowi odmówić doświadczenia w prowadzeniu tego rodzaju imprez jest to wybór co najmniej odważny.
Podobnie jak dopuszczenie speciali na takie punkty bo nie da się ukryć, że Eldrad czy inne koksy w power armour'ach przy mało licznych (przynajmniej punktowo) armiach i tej wielkości stołach mogą dać "ciekawe efekty". Czyli najzwyczajniej w świecie wypaczyć sens zabawy znacznie ją psując jednej ze stron. O ile ostatnio jest zdecydowanie za dopuszczaniem speciali to jednak nie koniecznie na każde (czytaj - małe) punkty.
Kolejnymi kwestiami które nie pomagają wizerunkowi Mini Wars jest sama organizacja i koszty czyli 35 złotych za wejście plus 5 złotych za prawo rozłożenia karimaty na podłodze. Do tego brak prysznica chyba że się uda kogoś z kluczami przekupić - kolejny hajs. Sala też została załatwiona na ostatni chwilę i losy lokalizacji jak i możliwości noclegu na miejscu, co jest dosyć istotną kwestią dla wszystkich przyjezdnych, długo były nie pewne.
Mogło by się wydawać, że jeśli orgowie zapewnili swojemu turniejowi taki PR to gracze podejdą do niego w najlepszym razie ze sporą rezerwą a w najgorszym "zagłosują nogami" i po prostu imprezę zignorują. A jednak na liście zgłoszeń jest 40 nazwisk. Pomimo tych wszystkich kontrowersji oraz wpadek. Jedyne co pozwala mi pozwala sensownie tłumaczyć tak liczne zainteresowanie pomimo okoliczności towarzyszących to termin. Następny turniej wyjazdowy - Toruń jest dopiero na przełomie lutego i marca natomiast poprzedni już sie skrył w morkach przeszłości wraz z kalendarzami na zeszły rok. Jak widać dla frekwencji turnieju od mitycznego już trademarka lepiej robi atrakcyjny termin. Tyle, że aktualnie o takowy zdecydowanie trudniej niż o szalony regulamin który się wszystkim spodoba. Co doskonale będzie widać już wkrótcę bo chelek w Mieście Najświętszego Masztu jest dopiero początkiem szalonej wiosny turniejowej z Wojną Światów, GTEE i DMP, Wielkanocą i majówką.
Ale to jeszcze przyszłość a póki co można pomału pakować armię i skupić się na Wrocławiu bo przy takiej frekwencji turniej pomimo mniejszych czy większych niedociągnięć jest atrakcyjny a już na pewno jako wydarzenie towarzyskie. A tak naprawdę that's all it's about.

poniedziałek, 12 stycznia 2009

Konkurs ligowy czyli weź sprawy w swoje ręce

Kiedy zobaczyłem, że Misiu na wszystkich największych forach 40kowych w tym kraju wrzuca info na temat konkursu na nowe logo naszej ligi to szczerze mówiąc nie miałem wiary w sobie, że to się uda. Uda czyli zostanie nadesłane tyle zgłoszeń by rzeczywiście została dokonana jakaś selekcja wśród przynajmniej kilku równie jeśli nawet nie powalających to po prostu dobrych propozycji. Ten brak wiary wynikał z wrażenia, że ludzie w zdecydowanej większości traktują ligę jako coś co robią osoby 3cie i to nie ich bajka. Widać to zresztą nawet na forum ligowym gdzie tylko część koordynatorów się aktywnie udziela i szuka rozwiązań. A reszta się ogranicza do klikania vote. A mówimy o koordynatorach...

4.1. Koordynatorzy Ogólnopolskiej Ligi WH40k to grupa osób decydująca o kształcie ligi, regulaminu, wymogów turniejów etc.

...czego więc oczekiwać od reszty graczy.
Zostałem jednak zaskoczony i to całkiem przyjemnie ponieważ gdy ostatnio wszedłem na forum ligowe odkryłem ten temat i ku mojej radości w kolumnie odpowiedzi nie znajdowało się "0". Nie była to też zmasowana krytyka pod adresem jednej jedynej propozycji tylko kilka rożnych projektów na całkiem, całkiem poziomie. Oczywiście ich ocena może zależeć od punktu odniesienia czy indywidualnych gustów ale na pewno będzie progres względem tego co było. A do tego się to sprowadza.
To co mi się rzuciło w przedstawionych propozycjach w oczy to dosyć mocno położony nacisk na element narodowy w logotypie. Szczerze mówiąc (pisząc?) osobiście nie mam przekonania, że to w przypadku zabawy żołnierzykami jest takie super istotne i nie wiem czy nie lepiej eksponować jakiś akcent bardziej związany z naszym hobby pokroju kostki czy... no... cokolwiek ;). Ponieważ do terminu ustalonego na 31 stycznia zostało jeszcze trochę czasu postanowiłem, z waszą pomocą czytelnicy, wspomóc trochę wszystkich chętnych grafików wiedzą czy warto trzymać się orłów i szachownic czy lepiej pójść tropem kostek, miarek i figurek (na walizki się nikt skusi. Chyba).



A jakby ktoś chciał podpórkę przed odpowiedzią to tu może zobaczyć jak to wygląda w ligach piłkarskich z naszego kontynentu.

czwartek, 8 stycznia 2009

Zadyma w Browarze

Jak widać obrazki już działają. Wow.

W Poznaniu w gronie sztabowców ostatnio zapanowały planszówki i inne karcianki (jednak te nie kolekcjonerskie -na szczęście nasze i naszych portfeli). Testujemy sporo różnych gier w najróżniejszych konwencjach i na fali tych eksperymentów ostatnio przyniosłem do klubu małą gierkę pod tytułem Brewhouse Bash co się tłumaczy na tytuł tej notki. Gra jest do pobrania ze strony gamesa i jakimś cudem uchowała się gdzieś na przepasnych serwerach pomimo wymiany stron i związanej z tym czystki. Tu jest link.
Po paru rozgrywkach stwierdziłem, że się podziele swoimi wrażeniami i odczuciami. Gra przedstawia zadymę w orkowym browarze przedstawionym na planszy którą trzeba wydrukować z pdf'a. Każdy z graczy dostaje pod kontrolę jednego orasa który może w każdej turze wykonać dwie akcje. Akcje poza oczywistymi jak ruch to np. rzut krzesłem, czy podniesienie butelki w wiadomym celu. Jednak zanim zaczniemy grać musimy "stworzyć postać" czyli wylosować ilość woundów naszego zielonoskórego oraz jego specjalny skill - jeden z sześciu. Jak widać nie jest to szczególnie skomplikowana procedura. Zasady deplymentu też nie są szczególnie wymyślne - na planszy. Zaraz po tych wszystkich "niepotrzebnych przeszkadzajkach" ;) możemy zacząć właściwą grę czyli naparzanie się po pyskach czym wpadnie w łapy lub po prostu pięściami. Mechanika bazuje na d6 i dwóch tabelkach - do lutowania stojących i do kopania leżących. Wygrywa ten kto jak jedyny utrzyma się na nogach.
Pomimo, że gra nie tylko sprawia wrażenie ale po prostu jest bardzo prosta to GW by nie było sobą gdyby nie podarowało nam gratis paru dziur w zasadach - nie obędzie się więc bez jakiś, jakkolwiek to kretyńsko nie zabrzmi, uściśleń.

Prawie jak zasady. Ale tym razem prawie wyjątkowo nie robi różnicy.

Jaka jest ta gierka? Bardzo fajna, a jej zerowe prawie skomplikowanie tylko jej służy. Czas rozgrywki to około 30 minut ale może wzrosnąć wraz z liczbą graczy. I właśnie ta może być największym problemem bo im więcej tym lepiej przy czym 4 wydaje się być absolutnym minimum by rozgrywka miała sens. Ale dzięki tematyce i zasadom gra jest stworzona na takie okazje jak np after-party gdzieś w knajpie a tam może być łatwiej o chętnych do zabawy. Choćby ze względu na punkty wspólne we fluff'ie ;)

środa, 7 stycznia 2009

Eye candy

Zdaję sobie sprawę, że jest spora grupa ludzi którzy regularnie tu zaglądają a wręcz przeciwnie postępują z gildią. Mając tą świadomość jeśli pojawia się coś wartego uwagi na było nie było najbardziej ogólnopolskim z ogólnopolskich for 40kowych to wspominam o tym na tym blogu. Nie dzieje się tak zbyt często ale jak już dochodzi do takiej sytuacji to zazwyczaj nie mam wątpliwości, że powinienem. Tak jest i tym razem.
Taka grafika się pojawiła ostatnio. Chciałem ją dać tutaj ale blogger zaczął do mnie pisać coś o błędach wewnętrznych i po 45 minutach walki z tymi enigmatycznymi tworami odpuściłem. Mam tylko nadzieję (tak wiem - własnie odtwarzacie moje drzewo genealogiczne ;)), że z czasem mu przejdzie . Natomiast sam obrazek jest jak dla mnie całkiem zacny zwłaszcza jeśli go porównać do okładki kodeksu eldarów ups tzn. innej twórczości fanowskiej. A słowa amatorskiej w tym przypadku na pewno bym nie użył.
Jakby ktoś chciał więcej to podaję stosowny link. Fajne prace też są w jego ulubionych np. ta. Od razu mi się przypomniała wizja Tau chaosu które już mają na sobie ślady działania 4 bóstw.

sobota, 3 stycznia 2009

Damnatus - recenzja

No i po długim czasie pełnym przepychanek, petycji i artykułów czy notek na wielu serwisach z różnych dziedzin, niemiecki film fanowski osadzony w świecie 40ki pt. The Damnatus ujrzał światło dzienne. Niestety jego twórcy nie będą mieli okazji stąpać po czerwonym dywanie na pierwszy seans swojego dzieła gdyż jego premiera odbyła się na tzw. nie legalu. Szczerze mówiąc dziwi mnie, że tak późno wyciekł ten film na serwisy wymiany plików bo od początku miałem przekonanie, że tak to się skończy. W końcu nie takie rzeczy wyciekały do Internetu przed premierą. Pomijając prawny aspekt całej sprawy cieszę się, że wreszcie tzw. szeroka publiczność (w tym i ja :))może się zapoznać z tym filmem i samemu ocenić tą sławną od długiego czasu produkcję. Jaki więc jest ten film?
Na pewno mocno 40kowy. Jest mrocznie i gotycko. Sama historia też jest można powiedzieć typowa dla 40ki choć nie brak jej swoistego uroku i napięcia. Oczywiście to co opowiadając ją niemieccy filmowcy mogli pokazać w dużej mierze wynikało z możliwości technicznych które były mocno ograniczone jak przystało na amatorski projekt. Jednak dosyć szybko można zauważyć, że nie próbowali unikać efektów specjalnych i jest trochę scen zrobionych w całości w 3d, bądź zdjęcia z blue box’a są łączone z jakimiś generowanymi tłami. Jednak po tych ujęciach bardzo często widać, że już minęło trochę czasu od momentu kiedy powstały i o ile posuwają akcję do przodu to widza nie oczarują. Nie jest to jednak większym problemem ponieważ nikt się chyba tu nie spodziewał jakiś porażających fajerwerków wizualnych rodem z Hollywood.
To co mnie najbardziej zaskoczyło w tym filmie to jego długość czyli prawie godzina i 50 minut. Niestety nie da się ukryć, że gdyby tą samą historię by opowiedzieć w czasie o 30-40 minut krótszym to byłoby to z korzyścią dla tego dzieła. Po prostu często oglądamy dłużyzny które pewnie miały służyć budowaniu jakiegoś nastroju, ale ich jedyny efekt to poczucie nudy które praktycznie w różnym natężeniu towarzyszy nam przez cały seans. I o ile o poziom efektów specjalnych trudno mieć pretensje do twórców o tyle o takie mocno średnie zmontowanie tego filmu można już jak najbardziej. Sama historia jest ciekawa ale brakuje jej jakiś szczególnie zaskakujących zwrotów akcji i smaczków. Scenarzyści chyba nawet nie próbowali nas zwodzić za nos i zaskoczyć czymś. Albo im to po prostu nie wyszło. To plus wspomniane dłużyzny nie służy filmowi.
Zdjęcia podobnie jak stroje czy lokalizacje to jak na projekt czysto fanowski są jak najbardziej poprawne a miejscami nawet dobre. Większość akcji dzieje się gdzieś w jakiś tunelach i innych kanałach i czasami trudno się ogarnąć w tym co się dzieje, po prostu brakuje jakiegoś odejścia czy oddechu. Jednak nie przeszkadza to, jeśli widz pozostanie skupiony, w podążaniu za akcją. Gra aktorska jest całkiem przyzwoita, żadnych popisów tu nie obejrzymy ale odtwórcy poszczególnych ról mają pomysł na zachowanie się przed kamerą w ramach swoich postaci i się go konsekwentnie trzymają. Oczywiście warsztat czy naturalność nie stoją na szczególnie wysokim poziomie jednak chyba nie o to w tym filmie chodzi.
Czytając dotychczas tą recenzję można odnieść wrażenie, że oglądanie Damnatus’a to raczej strata czasu jednak byłoby to złe odczucie. Bo nadal jest to film w świecie 40ki który opowiada przyzwoitą historię, a że czasami dłuuugo to zupełnie inna sprawa. Trudno mi jednoznacznie ocenić to dzieło bo jak pewnie każdy fascynat 40 millenium z utęsknieniem czekam na dzieło filmowe godne tego świata. Damnatus jest całkiem przyzwoitym filmem amatorskim lecz nawet w tej kategorii są produkcje o klasę od niego lepsze jak np. już kultowe star warsowe Troopers. Jednak zwłaszcza po odrzuceniu demek do gier to w dziedzinie filmowej fani warhammer nie są szczególnie rozpieszczeni więc nawet jeśli Damnatus nie jest oscarowy to jest tym rakiem na bezrybiu. I choćby z tego względu warto mu poświęcić tą godzinę pięćdziesiąt.

środa, 31 grudnia 2008

Progress czyli życzenia z dykteryjką.

Na początek małą anegdotka czy jak kto woli dykteryjka a w rzeczywistości auto-cytat.
Kiedyś na jakimś masterze gdy zaczynałem swoją przygodę z 9 speederami (tornado by uniknąć nie dopowiedzeń co do mojej wizji klimatu ;)) w zacnym gronie składającym się z ziomów w czarnych koszulkach z czerwoną czaszką na piersi opowiadałem swoją bitwę z lokala w Poznaniu przeciw witch-hunterom. I w tej bitwie na drodze 9 jeźdźców z Minas Morgul stanęły 3 czy 4 chimery na jednej flance. Po mojej pierwszej salwie osiągnąłem dokładnie nic, a po ripoście Inkwizycji spadły 2 spidery. W kolejnej turze dokopałem się do dwóch no shootów. I wtedy w swojej opowieści użyłem sformułowania, że "dostrzegłem progress lecz on mnie nie satysfakcjonował". To stwierdzenie szybko stało się kultowe w tzw. pewnych kręgach.
Życzę więc Wam drodzy czytelnicy przy okazji zmiany ostatniej cyferki w dacie progressu który Was bedzie satysfakcjonował. Niezależnie od dziedziny życia.

wtorek, 30 grudnia 2008

Alfabet roku 2008

A jak Apokalipsa. Przynajmniej dla działu marketingu w gamesie – jeden dodatek a tak długo supportowany. Takich cudów jeszcze nie widzieliśmy i nie ma w tym momencie znaczenia co się myśli na temat tego rozszerzenia. A do tego jeszcze na koniec roku gruchnęła wieść o nowych wielkich modelach wśród których będzie orkowa stompa. Może rok 2009 przyniesie nam plastikowego Thunderhawka…
B jak Bitwa. Czyli esencja tego o co chodzi w tej zabawie nie ważne w ilu, nie ważne jakie punkty. No właśnie to ostatnie to nie do końca. Bo zmiany w scoringach wynikające z piąto edycyjnych scenariuszy sprawiły, że grywalne rozpy na ~1000 punktów tu u eldarów i w erze.
C jak Chelki. Ani to master ani to lokal ale działa. Mam wrażenie, że kluczowy był moment kiedy zadecydowano, że chelki mogą być organizowane w miastach gdzie nie ma masterów. Oczywiste było, że mając do wyboru turniej dwudniowy w mieście o ustalonej renomie orgów i w takim co za temat bierze się po raz pierwszy to ten pierwszy ośrodek ma większe szanse by skusić do przyjazdu. A dzięki aktualnemu systemowi chelków nowi ogrowie mają chętnych do przyjazdu a przy okazji wysoko zawieszoną poprzeczkę. I póki co to się sprawdza.
D jak Drużynowe Mistrzostwa Polski. Kolejna edycja, kolejny sukces i zmiana lokalizacji o jakieś 300 km . A wraz ze zmianą miejscówki zmieniają się organizatorzy jednak mam wrażenie, po warszawskim chelku i tym, że w ramach wprawki robią Otwarte Drużynowe Mistrzostwa Warszawy nie powodów do niepokoju o poziom imprezy. Wiadomo, że w jodownym powietrzu może się myśleć lepiej ale w końcu nie po to się jadzie te 300 km by…
E jak Euro. Podobnie jak przy DMP mamy zmianę lokalizacji tym razem na kraj panzer i jagger płynący. A przy okazji dyskusję na temat wkładu organizatora w własny turniej. Jednak do sierpnia jest jeszcze trochę czasu i mam nadzieję, że ktokolwiek będzie nosił stoły to da radę z nimi dotrzeć. Zwłaszcza, że jak to niektórzy mawiają „zapowiada się atrakcyjny kibicowsko wyjazd”.
F jak Fora. A na nich bez zmian, przynajmniej większych. Bo o ile gildia czy sztab zmieniły silniki to nie wpłynęło to na profil czy działalność tych stronek. Nie da się ukryć, że zdecydowanie największe zmiany przeżyła strona ligowa, począwszy od osób za nią odpowiedzialnych poprzez wygląd skończywszy mam wrażenie na popularności. W sensie pozytywnym. Co prawda nie mam wiedzy na temat statystyk ale patrząc z zewnątrz tak to wygląda. Cieszy.
G jak Gwardia czyli Marinsi już wypadli z podów czas na core sił zbrojnych imperium. Póki co jesteśmy na etapie wczesnych plotek. A te zazwyczaj nie robią na mnie wrażenia ale jak już wcześniej na tym blogu pisałem plotka o Oficerze floty działa mi na wyobraźnię. Nie ważne co będzie robił o ile w ogóle coś – patrz Bonesinger - byle miał fajną figurkę i tu znowu można zerknąć na Bonesingera.
H jak Herezja Horusa. Generalnie to trwa i dzięki różnym autorom spod szyldu Black Library mamy całkiem spranie napisane czytadło w świecie 40ki. Które dodatkowo jest osadzone w przełomowy momencie historii Imperium. Sądząc po rozwoju akcji (w sensie globalnym) w kolejnych tomach literkę „H” mamy załatwioną na najbliższą dekadę.
I jak Individual. Jednym z częściej powracających motywów w wszelkich dyskusjach internetowych w roku 2008 był kwestia speciali. Polityka GW ewidentnie promuje ich jak najczęstsze używanie jednak niektórym z tych zawodników ewidentnie jest nie po drodze z balansem. Największym problem jest, że niektórzy z nich otwierają całkiem nowe możliwości w kompozycji armii. A rezygnowanie z tych dodatkowych opcji jest w moim odczuciu marnotrawstwem. Pytanie czy warto dla tych możliwości dopuszczać różne potworki. Mam wrażenie, że z każdym kolejnym kodeksem będziemy coraz bliżsi odpowiedzi, że tak.
J jak Ja. A ja chciałem wam drodzy Czytelnicy podziękować za kolejny rok w waszym zacnym towarzystwie, mobilizację do w miarę regularnego skrobania na tym blogu i za głosy przy okazji młotków. I w ogóle. Za sprawą wszelakich nagród i obowiązkowych mów przy ich odbieraniu w działce podziękowań niewiele zostało do odkrycia. Nie będę się tu silił więc na jakieś szczególne popisy lingwistyczne bo jak to może się skończyć już Bilbo Baggins pokazał - ograniczę się więc do prostego: Dziękuję.
K jak Kampania letnia. Nie było. Zawdzięczamy to zmianie edycji, zresztą złośliwi mogli by powiedzieć, że może i lepiej przynajmniej patrząc na Upadek Medusy. Który był na pewno upadkiem a medusy przy okazji. Jednak to nie piłka nożna gdzie jesteś tak dobry jak twój ostatni mecz a GW wcześniejszą kampanią – Eye of Terror pokazało, że potrafi i mamy prawo oczekiwać od nich i w tej materii czegoś zacnego. Zresztą EoT zbiegło się w czasie (w miarę) z ówczesnym „nowym” kodeksem gwardii , a że pod literką G jest to co jest to ciąg dalszy…
L Lista sędziowska. Działa i to całkiem sprawnie jak na grupę kilkunastu osób z własnym życiem prywatnym i zawodowym. I za to wielka chwała dla naszych sedziów. Tylko nad PR można by pracować bo szczerze mówiąc jak czasem widzę niektóre posty to dostrzegam symptomy sabotażu. A żadnym radykalnym Inkwizytorem nie jestem.
M jak Mastery. W ich poziomie można dostrzec stały progres co cieszy. Możliwość utraty mastera wpływa mobilizująca na wszystkie ośrodki ale też jest marchewka w postaci glorii i chwały choćby na 5 minut dla organizatorów szczególnie udanych imprez. Zresztą można dostrzec pomiędzy nimi ciekawą rywalizację na pomysły i ich realizację na czym głównie korzystają sami gracze. A o to chodzi.
N jak Nagrody Środowiska czyli po prostu Młotki. Pierwszą odsłonę mamy za sobą mam nadzieję, że nie ostatnią. Wiele razy na tym blogu pisałem, że warto raz do roku docenić ludzi stojących za sceną turniejową bo na co dzień są oni w cieniu. A zakończenie sezonu jest dobrym momentem na to człowiek może naładować akumulator na kolejny rok zmagań wokół turniejowych.
O jak Orki. Co prawda wyszły jakoś na przełomie 07/08 ale okres odkrywania tego kodeksu przypadł na ten rok. Jest dobry sporo mocnych opcji, trzyma klimat różne typy armii fani specjale – żyć nie umierać. Figurki takie jak np. nowi stormboyzi są genialne. Do tego perełki w postacii warbossa z FW. Myślę że fani zielonego koloru (nie mylić z kibicami Boston Celtics) po latach w czyśćcu trafili do raju (nadal nie mylić z kibicami Boston Celtcis).
P jak Piąta edycja. Była dla czwórki tym czym ona był dla trójki czyli zmiany niby nie duże ale też nie małe takie w sam raz byś musiał dokupić 2/3 armii by mieć sensowne rozpiski. Ale nie da się ukryć, że kierunek zmian zaproponowany przez GW spodobał się graczom zresztą jakby mieli wybór ;). Nie będę się tu powtarzał co do samej ich istoty ograniczę się stwierdzenie, że mi piątka się podoba. Nawet bardzo jak na kolejną odsłonę 40ki.
R jak Ranking. Pojawiły się ID gracza które miał być przełomem w aktualizacjach ale póki co nie działa to jak powinno. Momentami można odnieść wrażenie, że to w ogóle nie działa. Z ID czy bez roboty z rankingiem jest więcej niż mniej i dla jednej osoby może to być wyzwanie zwłaszcza jak ma inne obowiązki. A należy pamiętać, że i graczy i turnieji z sezonu na sezon przybywa i wcale nie będzie łatwiej. Jednak aktualna sytuacja z rankingiem jest na dłuższą metę nie dopuszczalna. Błędy w każdej rzadkiej zresztą aktualizacji sprawiają, że ranking będący najważniejszym produktem ligi traci na swojej atrakcyjności.
S jak Space Marines już wcześniej było to armia 3+ teraz do tego doszło 3+ inva. Nie da się ukryć, że w nowym kodeksie marinsów jest sporo grywalnych i mocnych opcji ale to co cieszy to liczba mnoga. W przeciwieństwie do kodeksu chaosu który jest najdłuższym opisem pojedynczego datasheetu w niedługiej ale całkiem intensywnej historii apokalipsy. I jedynym dopuszczanym na każdym turnieju. Może błędnie ;)
T jak Trademark. Czasami mam wrażenie, że to jest święty Graal większości organizatorów dużych turnieji w tym kraju. Zdaję sobie sprawę, że ciekawy regulamin nie zaszkodził frekwencji na żadnym chelku czy masterze ale to nie wszystko. Powiedziałbym nawet, że to nawet nie połowa sukcesu. Na koncowy efekt składają się stoły i to co na nich karty gracza jasność zapisów w regulaminie i opisie misji, ilość sędziów i ich wiedza itp. itd. Aczkolwiek nie da się ukryć, że większa odwaga w zabawach formą turnieji bardzo pozytywnie wpłynęła na naszą scenę.
U jak Uiścić czyli obowiązkowy podatek ligowy od dużych turnieji który ma zapewnić niezbędne finanse dla ligi. Są one potrzebne choćby na serwer dla strony ligowej. Mam tylko nadzieję, że nie będzie to jedyne źródło hajsu i z czasem ktoś może i na początek w symbolicznym stopniu zacznie sponsorować choćby nagrody na koniec sezonu. Ale póki co mamy kryzys i braki kadrowe w dziale marketingu ligi. Pozostaje mieć nadzieję, że to z czasem się zmieni. To pierwsze na pewno z drugim może być gorzej.
W jak Współzawodnictwo czyli Wyjątkowo Wyrównana Walka W tym sezonie. Pisałem już tu o tym ale i tak się z przyjemnością powtórzę. Się dzieje w tym sezonie na naszym podwórku i dobrze bo ciekawie się ściąga ranking Ligii nawet jeśli ma się własne miejsce noooo generalnie w pompie by zerknąć na najnowszy rozdział walki o tytuł Kapitan Reprezentacji Polski.
V jak Vlad. Czyli Kapitan Biało Czerwonych AD 2007 i AD 2008. Przy czym ten rok miał złotą barwę w dużej mierze dzięki niemu. A do Niemiec nasza reprezentacja pojedzie jako obrońca tytułu co biorąc pod uwagę, że gospodarze pewnie będą już klasycznie jednym z najtrudniejszych rywali doda sporo kol roty do rywalizacji w tytuł 40kowych czempionów kontynentu.
Z jak Zmiany. Mam nadzieję, że takich nie unikniemy w przyszłym roku zwłaszcza jeśli chodzi o popularność naszego hobby jak i np. wspomniany już ranking. Mam nadzieję też, że te zmiany o których już wiem np. o lokalizacji turnieji drużynowych będą na lepsze. A w obu nowych miejscówkach jest potencjał by sądzić, że nie jest życzeniowe myślenie. No i liczę, że sporo armii się zmieni słowem GW uraczy na nie małą liczbą nowych kodeksów – nie mylić z datasheetem.