wtorek, 29 listopada 2011

Nowy Władca Eteru


Ufff, dzięki Michowi udało się zamknąć konkurs. Mowa końcowa poniżej.
A utajone wyniki ankiety już wkrótce (weekend?). Stay tuned :)

Nadaje Michu. No i nareszcie. Przedstawiamy zwycięzce konkursu podcastowego – zostaje nim Jezo, w pewnych kręgach zwany Jasiem. Gratulujemy! Pięknie wyglada w koszulce czyż nie?

Słit focia jak marzenie. Zdjęcie zrobione w miejscu niewiadomym – Jasiu nie miał nigdy tak posprzątanej kuchni od kiedy mieszka sam.

Konkurs był zażarty a zwycięzca niepewny do ostatniej chwili. Finalny wynik to 12:9 dla Jasia. Dziękujemy i gratulujemy wszystkim uczestnikom, tak „hostom” jak i zaproszonym gościom. Mamy nadzieję, że bawiliście się przy nagrywaniu równie dobrze jak my przy słuchaniu.

I oczywiście polecamy się na przyszłość – jeśli komuś wena po nocach spać nie daje, niech nagrywa a rezultat śle nam czym prędzej , jak widać to prosta droga do sławy i chwały:) Konkurs pewnie zresztą powtórzymy w przyszłym sezonie, jednak tym razem poszukam jakiegoś innego sponsora:).

Do usłyszenia!

niedziela, 27 listopada 2011

Destruction Derby


Mam wrażenie, że dla wielu graczy którzy swoją przygodę z czterdziestką zaczęli stosunkowo niedawno, czyli za czasów 5'tej edycji ilość dobrobytu mniej i bardziej oficjalnego zapewnionego przez GW w mrocznych czasach 3'ciej edycji mogłaby być szokująca. Wszelakie chapter approved, sensowne artykuły w White Dwarfie i inne publikacje sprawiały, że trudno było w owym czasie zasadom odmówić kolorytu. Składały się na to osobne zasady do różnych zakonów SM jak Salamandry czy Raven Guard (czyli takie nie ograniczające się do jednego speciala), Cursed Foundings, cały army list krootów czy kompani pancernej i sporo innych ciekawostek. Jednak dziś z tej całej zapomnianej już prawie radosnej przeszłości chciałem wygrzebać jedną perełkę VDR.
Czyli Vechicle Design Rules, choć w sumie, tak po prawdzie ta perełka to trochę eufemizm bo te zasady praktycznie nigdy turnieji nie oglądały a i w grach domowych nie były popularne. Nie można im jednak odmówić uroku w sensie rozkminkowym. A teraz za sprawą tej strony, urok ten nie tylko został odświeżony ale również wypolerowany. Mamy zatem możliwość zabawy w Adeptus Mechanicus i stworzenie swojego ultimate czołgu zagłady. Co prawda na pewno będzie kosztował on nie mało punktów bo nie da się ukryć, że zasady te generowały dosyć mocno przecenione koszta. Był to pewnie jeden z powodów dla których one nigdy się nie przyjęły na turrniejach - nikomu na tym nie zależało. Poza tym przy analogowym podejściu trudno było momentami to ogarnąć i nie pomylić się z liczeniem kosztów punktowych. Może taki pojazd nie jest równie skomplikowany jak rozpiska ale przy odrobinie fantazji może mu niewiele braknąć. Jednak za sprawą tej strony mamy narzędzie gdzie możemy skupić się na klikaniu matematykę zostawiając krzemowi. Natomiast jakby komuś brakowało informacji na temat niektórych terminów na niej się znajdujących tu znajdzie odpowiedzi.
Piszę o tym kawałku prehistorii nie dlatego, że uważam, że warto te zasady w jakiejś formie reanimować, czy coś innego w ten deseń. Po prostu kiedy na nie się natknąłem pomyślałem, że zabawa takimi zawczasu przygotowanymi zabawkami reprezentowanymi przez jakieś godne proksy może być fajnym motywem przewodnim na jakimś afterku przy okazji turnieju dwudniowego. W trakcie zabaw wszelakich w sobotnią noc podczas trójmiejskiej Herezji jedną z ciekawszych jest pojedynek pomiędzy wybranymi HQ. Myślę, że podchody maszyn wyposażonych w gatling-long barreld - lascannon mogłyby dać podobnie wiele frajdy.

wtorek, 22 listopada 2011

Jaką armia najmniej...



Ostatnio mnie coś tchnęło i zebrało mi się na zagranie Eldarami. A ponieważ jakieś tam modele do tej armii leżą gdzieś na dnie szafy stwierdziłem, że może da się zrobić tylko jakaś rozpiska by się na początek przydała. Niestety z Eldarami kontakt mam ostatnimi czasy mocno sporadyczny a moja pamięć jest jak Gimli czyli zabójcza ale wyłącznie na krótkich dystansach więc okazało się, że bez kodeksu nie da rady. Jednak ja nad morzem a podręcznik w stolicy podziemnych pomarańczy zatem poprosiłem żonę o jego przywiezienie.

No i przywiozła....
... ale Orków.

I przy tej okazji naszło mnie pewna myśl. Jest wiele armii którymi chciałem zagrać i tak np. kiedyś miałem tak z Necronami i się udało. Potem z Tau i dla odmiany się nie udało. A jeszcze później edycja się zmieniła i Tau sporo stracili z swojego uroku więc siłą rzeczy inne armie mnie kusiły. Najczęściej nie chodziło o to by zbierać od razu te armię a jedynie by ją pożyczyć od kogoś na dwa, trzy turnieje i wrócić na swoje, stare i ograne, śmieci. Bo osobiście miałbym problem z kupowaniem i składaniem takich Tau bo wizualnie czy flufffowo mi ta armia nigdy za bardzo nie leżała. Natomiast jej styl gry już jak najbardziej, no a ta mnogość gnatów na każdą okazję była wisienką na torcie moich chęci.

Ale wracając do tych zielonoskórych to gdy wziąłem ich deks do ręki zreflektowałem się, że nie ma chyba aktualnie armii która mniej by pociągała. I choć w ich przypadku, dla odmiany, zarówno fluff jak i modele mi się, mniej lub bardziej, podobają to jednak samo granie nimi to już tak nie koniecznie. I tak w sumie nawet trudno mi podać jakieś racjonalne argumenty. Po prostu tak mam. I podejrzewam, że nie jestem jedynym który tak ma  tylko inni zapewne niekoniecznie z Orkami. Stąd pytanie do Was drodzy czytelnicy - jaka armia Was najmniej kusi by nią zagrać?


niedziela, 20 listopada 2011

Kampania do pobrania


Zainspirowany poprzednią notką autorstwa Micha przypomniałem sobie o pewnym podcaście który przyczaił się gdzieś wśród moich zakładek i innych ulubionych. Chodzi mianowicie o Independent Characters. Generalnie chłopaki mają lepsze i gorsze momenty ale od czasu do czasu można posłuchać bez poczucia straty czasu - zwłaszcza jeśli w tzw. międzyczasie robi się coś bardziej użytecznego np. maluje kolejne modele. Jednak nie chciałem pisać o samych nagraniach a o jednej konkretnej rzeczy którą wygrzebałem na ich stronie - zasadach pewnej kampanii.
Z pisaniem o zawartości tych pdf'ów jest jeden problem - jak się człowiek rozpędzi to objętością swojej recenzji może je przebić. Słowem zasady są turbo kompaktowe i proste co w moim mniemaniu jest ich sporą zaletą. Jednak tej ascetyczności nie należy broń Tzeentchu mylić z prymitywnością bo tej im na pewno nie można zarzucić. I właśnie dlatego zdecydowałem się o nich napisać, są bowiem one idealne dla ludzi którzy by chcieli zrobić kampanię u siebie w klubie/środowisku ale nie mają doświadczenia lub wprawy i szukają punktu zaczepienia. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie by je dowolnie zmodyfikować jednak wydaje mi się, że podchodząc do tematu na świeżo z spokojem można zagrać niewiele w nie ingerując i dobrze się bawić.
Kolejnym ich plusem jest fakt, że są napisane od początku do końca z myślą o graniu a nie do szuflady i pewnie dlatego też nie są wybitnie skomplikowane. Bo z tego co się zdążyłem zorientować to ludzie piszący zasady takich kampanii często mają łatwość do popadania w przesadę i tworzenia jakiś barokowych mozaik z punktów i podpunktów. I pewnie na papierze to się wydaje fajne ale w praktyce często okazuje się po prostu niegrywalne. Zwłaszcza, że ludzie którzy w to będą grali nie koniecznie muszą podchodzić z równie wielkim zapałem do pewnych rozwiązań jak ich autor.
A skoro już mowa o odczuciach graczy to chłopaki z IC w jednym z odcinków podcastu zebrali wywiady z osobami które uczestniczyły w tej kampanii co jest dosyć dobrym materiałem do przemyśleń na temat własnych modyfikacji tych zasad i pozwala uniknąć nie sprawdzających się rozwiązań.
Zatem jeśli ktoś chciał zacząć kampanię ale nie wiedział jak się do tego zabrać to właśnie miesiąc przed czasem dostał całkiem zacny prezent. Nic tylko ściągać i grać. A drugą edycję po zebraniu wniosków z pierwszej można już zrobić bardziej po swojemu. Albo zupełnie inaczej. Jednak tak czy siak pierwszy krok w stronę "klimatycznego grania" zrobił się naprawdę łatwy.

środa, 16 listopada 2011

Smutna przyszłość podcastu


Zapał z jakim Michu penetruje mroczne czeluście internetu by wygrzebać w nich różne perełki jest godny pozazdroszczenia. Na nasze szczęście jak już coś znajdzie wśród tych zaułków równie sympatycznych co warp przed 14 krucjatą to nie oporów by o tym co nieco skrobnąć. Nam więc nie zostaj nic innego jak przyjść na gotowe i czerpać.

Nadaje Michu. Uświadomiłem sobie ostatnio smutną prawdę. Czeka nas z Łysym rozstanie. Podcastowanie nieodmiennie prowadzi do kłótni, wyzwisk i ogólnego focha. Przykłady są nieubłagane - chociażby wh40k Radio, a parę dni temu The Eternal Warriors.

No dobra, wcale tak nie myślę. Ale o EW chciałem napisać, bo to jeden ze starszych (jeśli nie najstarszy) i lepszych podcastów czterdziestkowych, a przed wszystkim mój ulubiony. Zwlekałem, zwlekałem i po ptakach.


Pierwotnie chłopcy (choć i dziewczyny się pojawiały) występowali pod srogą nazwą „Dice Like Thunder”, by po nieco ponad stu odcinkach transformować w „The Eternal Warriors”. Okazało się na szczęście, że tylko nazwa słaba a reszta pozostała równie soczysta jak przedtem. Takie rebrandingi  są z reguły pokłosiem zmian kadrowych, tematyki itp.  ale  w tym wypadku nawet prowadzący mylił się regularnie zapowiadając odcinek bo nie zmieniło się nic.

Lubiłem gości za zaraźliwie luźne podejście, godny pozazdroszczenia entuzjazm i niemal rodzinną atmosferę, w której nabijali się i szydzili z wszystkiego, łącznie z samymi sobą. Moim faworytem był C-Swizzy – policjant polskiego pochodzenia (myślałem, że takie rzeczy tylko w serialach), doskonale odgrywający rolę strasznego buraka o złotym sercu.

Niektóre rzeczy wychodziły im lepiej, inne gorzej. Z zasadami byli nieco na bakier i nie pokładałbym zbyt wielkich wielkiego zaufania w prezentowanych na antenie poradach taktycznych.  Za to zaskakująco dobrze byli poinformowani jeśli chodzi o nowości i plany naszego ulubionego wydawcy. Plotki pojawiały się zdecydowanie rzadziej niż gdzie indziej i były zaskakująco trafne.

Sporo czasu antenowego zajmowała Czarna Biblioteka, a Tricky Dick czytał chyba wszystko co produkowała. Chociaż nie. Nie tykał nic co wyszło spod pióra Arrona Dembskiego-Bowdena, za to że ten powiedział, iż nie lubi Star Treka. Nawiasem, ja też nie czytam nic ADB. Obszernym recenzjom książek towarzyszyły takie smaczki jak wywiad z Danem Abnettem.

I strasznie szkoda, że już koniec. Powody, jak wcześnie wspomniałem, wybitnie poza-merytoryczne. Jeśli ktoś ciekaw jakie – niechaj podąży za tym linkiem.  Ja mam póki co nadzieję, że wszystko rozejdzie się po kościach i wznowią działalność, bo szukanie zastępstwa na miejsce ulubionego podcastu idzie mi niesporo.

Na koniec polecam zatem zapoznanie się z archiwami – większość odcinków  nie straciła wiele na aktualności i miodności – http://theeternalwarriors.com/. Niestety – archiwum DLT już przepadło w sieci i ku mojemu zaskoczeniu nie mogę nic znaleźć poza śladami linków.

Acha i jeszcze jedno. Może polecacie coś w zamian?

P.S.  Konkurs podcastowy – zainteresowanych pragnę poinformować, że uległ zakończeniu zgodnie z terminem. Łysy powiedziła mi jednak, cytuję: „Nie jesteśmy jakimś portalem” i zabronił publikacji osobnych notek dla ogłoszenia wyników i wręczania nagród, więc będzie jedna wspólna ale za dni parę :)

niedziela, 13 listopada 2011

Cicha rewolucja



Kupiłem sobie tak wcześnie jak tylko się udało nowy kodeks blaszaków zwanych Necronami. I ponieważ byłem bardzo spragniony jego zawartości czym prędzej przystąpiłem do wielkiej rozkminy. Przeglądam zatem te wszystkie mniej lub bardziej nowe czy odświeżone jednostki, sprawdzam kolejne zasady specjalne, liczę koszta punktowe. Słowem zachowuje się jak rozpuszczony pięciolatek w sklepie zabawkami. W pewnym momencie tego radosnego wertowania świeżego podręcznika strona mi się omsknęła i mój wzrok wylądował w samym środku zasad specjalnych jakiegoś bohatera specjalnego. I w tym momencie naszła mnie pewna refleksja - czemu do tej pory ich tak skrzętnie omijałem?

Przyzwyczajenie.

Mam bowiem wrażenie, że właśnie doświadczamy, tytułowej, cichej rewolucji w dziedzinie dosyć kluczowej dla wszystkich graczy turniejowych czyli podejściu organizatorów do bohaterów imiennych. Po latach regularnych i cyklicznych flejmów na temat przegiętości i niezbalansowania Eldrada, Ghazkula, Vulkana czy bardziej współczesnego Corteza coraz częściej można ich wszystkich po prostu wystawić. By nie być gołosłownym weźmy ostatnie turnieje dwudniowe:
3city Heresy - speciale dopuszczone
Arena - speciale dopuszczone
Halo Stars - speciale dopuszczone
Za chwilę odbędzie się Fists of Fury w Koszalinie gdzie zawodnicy specjalnej troski jak się o nich jeszcze niedawno mawiało też będą dostępni przy składaniu rozpiski.

Szczerze mówiąc cieszy mnie ten trend bo wydaje mi się, że nie ma lepszego lekarstwa na rozpiskową nudę niż uwolnienie speciali. Dzięki temu mogą się pojawić nowe koncepcje w dosyć popularnych armiach jak i niektóre trochę zapomniane armie jak np. Eldarzy czy inny Deathwing mogą wyjść z zakamarków kartonów. Ale o tym pisałem na tym blogu nie raz. Natomiast jak się podejście orgów nie zmieni to nie będę musiał już się o tym produkować tylko będziemy mogli korzystać z kodeksów w całości. Zatem trzymam kciuki.

wtorek, 8 listopada 2011

Turniejowe alternatywy




Ostatnio przez fora wszelakie przetoczyła się fala dyskusji na temat roli oceny modelarskiej oraz punktów z testu wiedzy w finalnych wynikach turnieji zwłaszcza tych dwu dniowych. Znaczy się tych wyższej rangi. I w telegraficznym skrócie dla tych którzy przegapili/ola... no nie zainteresowali się. Ocena modelarska jest beee bo niektórzy mają ładniejsze armie niektórzy brzydsze i ci z ładniejszymi mają więcej punktów a przecież wszyscy mają po prostu pomalowaną armię więc powinni dostać po równo. Testy wiedzy są beee ponieważ faworyzują starych stażem graczy oraz ewentualnie tych znających fluff więc powinny być z zasad. Powiem szczerze, że takie podejście niebezpiecznie przypomina mi egzaminem na prawko z częścią praktyczną oraz teoretyczną ale może komuś to jest potrzebne do szczęścia. Wolę chyba zatem plan B czyli w ogóle bez testów.

Jednak celem tej notki nie jest mniej lub bardziej umiejętne szydzenie z jakichkolwiek poglądów bo akurat różnice zdań są fajne. I takie, często nie za bardzo merytoryczne dyskusje dają bodźce do rozwoju tego hobby. Przyszła mi po prostu pewna refleksja do głowy, którą postanowiłem zdgitalizwoać a która mam wrażenie, że już od dłuższego czasu gdzieś tam dojrzewała i dopiero teraz zakwitła. Mianowicie jeśli mam ochotę pograć w 40kę z kimś nowym/innym niż zwykle a najlepiej spędzić na tym graniu np. cały dzień mam to mam do wyboru turniej albo turniej. Koniec. Żadnych eventów i innych kampanii gdzie precyzja metodologii wyłaniania zwycięzcy ustępuje pola epickiej historii i brakowi balansu. I jestem pewien, że nie jestem jedynym cierpiącym na taki brak alternatyw. Siłą rzeczy więc na turniejach często naprzeciw siebie stają ludzie którzy mają zupełnie różne podejście do idei stojącej za przestawianiem plastikowych ludzików. Oczywiście nie umniejszam nic turniejom sam się bowiem na nich doskonale bawię ale czasem brakuje mi po prostu czegoś innego i chętnie jeśli miałbym taką możliwość pograłbym bitwy niekoniecznie zbalansowane ale po których bym wiedział jak się potoczyły losy planety Episilon Dolny.

I myślę, że gdybyśmy mieli więcej możliwości dla takiego luźnego turlania kości to wśród graczy byłoby większe przyzwolenie na „usportawianie turnieji” poprzez kolejne zmiany regulaminów. Po prostu ludzie by mieli to cą lubią a pewnie szybko by doszli do wniosku, że lubią i to i to. Bo większość jednak nie lubi się ograniczać i wszyscy raz po raz potrzebują odmiany,

Nie wierzę jednak by zbyt szybko doszło do takie dobrobytu ponieważ nie oszukujmy się ale przygotowanie takiego eventu na jakimś fajnym poziomie to kawał roboty i kminienia nad regulaminem, misjami, zasadami specjalnymi i spięciem tego wszystkiego w spójną całość. Jak się spojrzy na regulaminy turnieji to ich orgowie nawet nie próbują w nich odkryć ameryki. Raz takie punkty inny raz inne, misje ciut w lewo ciut w prawo, albo po prostu pre-coś tam i tyle. Ale z drugiej strony skoro to wystarcza by się dobrze bawić to po co się rozwodzić nad zagadnieniem - jest to więc dla mnie jak najbardziej zrozumiałe. Jednak przy próbie opowiedzenia za pomocą bitew jakiejś historii i to najlepiej takiej którą wytyczają gracze tak prosto nie ma. I w tym widzę główny hamulec dla alternatywnego grania.

Inna sprawa, że potencjalni orgowie takich imprez nie widzą potrzeby robienia czegoś takiego ponieważ gracze na fyrtlu się tego nie domagają. Jednak jak się mają domgać jak często okazji spróbować i nie do końca wiedzą co tracą.

A tracą wiele i mam nadzieję, że szybko będą mieli okazję sami się o tym przekonać.

wtorek, 1 listopada 2011

Turniej wszystkich turnieji?


Jak powszechnie wiadomo ze Szczecina pochodzi Krzysztof Jarzyna - szef wszystkich szefów. Ale niedługo może do niego dołączyć, wśród trademarków tego miasta, turniej wszystkich turnieji czyli Halo Stars. Byłem w życiu na wielu imprezach bitewniakowych, niektórych całkiem sporych jak ETC ale również na takich mniejszych np.  lokalach o których potrafili zapomnieć ich właśni orgowie. I muszę przyznać, że wśród wszystkich wspomnień związanych z tymi wyjazdami te z Szczecina są najwyraźniejsze i najprzyjemniejsze. A w tym roku orgowie z Marcinem na czele przeszli sami siebie. Ale zanim o tym kilka słów na temat bitew.

W pierwszej rundzie mieliśmy chellenga z Michem który grał demonami. Oględnie mówiąc ja turlałem w miarę normalnie ale Michu zdecydowanie nie. Konkretnie to miał turbo pecha. Zaliczył wszystkie wyniki z tabelki mishape. Rydwan zginął, crushery ja ustawiałem, a psy Khorna wróciły do rezerw dzięki czemu weszły dopiero w 5 turze. A w 6tej wyturlały za mało na fleeta i nigdzie nie doszły. Thirster oblał wszystkie sejwy. A wisienką na torcie były moje fiendy które w lesie przyjęły fiendy micha i zabiły je wszystkie bez straty wounda. Myślę, że te parę przykładów dosyć dobrze oddaje przebieg bitwy.
19-1

W drugiej bitwie spotkałem się Pająkiem i jego  mrocznymi wytwórcami świec pod sztandarem Vecta. Plan był prosty - oddaje zaczynanie Pająkowi bo ucieknie mi do rezerw albo przejmie inicjatywę na 4+ następnie samemu przejmuje inicjatywę otwieram tyle fruwajek ile się da i jest gitara. Plan się udał połowicznie. Wygrałem zaczynanie, oddałem je, przejąłem, nacisnąłem spust i nic. Bo urwana lanca i jeden stun to nie za wiele. Dark Eldarzy stwierdzili " ale gupi ci kultyści" a następnie "bez odbioru" I raider z vectem i groteskami oraz drugi z incubimi znalazły się u mnie. Chwilę później do tanga dołączyły bestie. Zacząłęm to kontrować i udało mi się to wszystko pozabijać jednak mój kombat a następnie reszta była coraz skuteczniej molestowana przez venomy i poza moralnym zwycięstwem w fazie assaultu odniosłem również porażkę.
5-15

Trzeci bitwa to tyrki kolegi Jawora. Kolega pierwszy raz widział lostów w akcji i zobaczył jak to działa na piechotną armię. A jak wyjdą rzuty na rezerwy i przeciwnik nie zmaluje jakiś cudów z screenowaniem się to działa to dosyć dobrze.
20-0

Po tak cudnej sobocie gdzie udało mi się nie zagrać ani razu z marinsami musiała się ta idylla zje...zepsuć i niedziela stała pod znakiem Grey Knightów. Najpierw przyszło mi zagrać z Afro. Szczerze mówiąć bitwa nie miała jakiejś większej historii. Generalnie obu nam turlanie nie wychodziło za bardzo Afro np nie doszarżował na 3 cale. Mi dla odmiany z ponad 80 ataków fiendów w dredy udało się trafić nie całe 20 z czego wyturlałem jednego glana i jedną penę. Po prostu moc. W kluczowym momencie odpuściłem szarżę na 10 termosów pomimo że miałem do dyspozycji 16 letterów bojąc się sanktuarium. Dzięki temu w walce o środkowy znacznik mogłem liczyć tylko na kontestowanie go (co się finalnie udało). Miałem jeszcze plan na remis ale zabrakło jednego wound na termosach i zatrzymania jednego razora nad czym pracowałem przez parę dobrych tur.
6-14

Ostatnie starcie znowu z szarakami tym razem z współobywatelem z unii czyli z Matthiasem - chyba z Berlina. Jego rozpiska to min-max purifacatorów czy jak oni się zwą w razorach (z troopsów za sprawą stosownego speciala), 3 dredy 10 osobowy strike squad i jakieś dodatki. Powiem tak. Nie mam nic do zaoferowania takiej armii dzięki tym płomienią oraz preferowi szarżowanie tego demonami to samobójstwo. Strzelanie się z tym, Lostami, to samobójstwo. A biorąc pod uwagę, że wszystko ma transporty w przeciwieństwie do mnie to choć nieznacznie ale nadal taka armia jest bardziej mobilna od mojej. Słowem w każdej fazie jestem w czterech literach. Na szczęście przeciwnik był bardzo miły więc pomimo to dobrze się grało.
4-16

Jak widać jakiś cudów na patyku nie ugrałem na tym turnieju (suma sumarum 15 miejsce) ale zauważyłem to tak serio dopiero w poniedziałek. Wcześniej po prostu dobrze się bawiłem z wydatną pomocą organizatorów. Zapewnili oni wszystko - kawa/herbata to może już standard ale tosty na drugie śniadanie już nie koniecznie. A potem jeszcze grill po bitwach a do niego piwko.Następnie Red bull w niedzielę rano. A w międzyczasie kociołek Panoramixa dla odważnych. Po prostu czad. Oprócz tego każdy dostał dyplom i pewnie z połowa graczy albo i więcej jakiś upominek. Zgodna opinia w trakcie rozmów na fajce czy potem w drodze powrotnej to, że gracze mogli się czuć wręcz rozpieszczeni. Wielkie gratki dla wszystkich którzy do tego się przyczynili.

Moja końcowa refleksja już po bitwie z kolegą z Niemiec, to że chętnie bym do nich pojechał na jakiś turniej. Fajnie zagrać z kimś zupełnie nowym i z trochę innym podejściem do tematu. A przy okazji można sprawdzić jak wiele im brakuje do poziomu Halo Stars.

piątek, 28 października 2011

Straszliwe puszki


Zgodnie z zapowiedzią, dwie notki niżej, nagraliśmy podcast o Necrońskich plotkach.

No dobra - starliśmy się nagrać podcast o Necrońskich plotkach.

Jakby ktoś chciał się dowiedzieć jak nam wyszło zapraszam do odsłuchu. A jakby ktoś chciał się dowiedzieć jak wyglądał killerski oddział w Starym Kodeksie ... nie, nie necronów to też może wcisnąć play. Zresztą dla miłośników Grey Knightów, których ostatnio nie brakuje, przygotowaliśmy teorię o popularności Paladynów. A to nie wszystko o czym rozmawialiśmy pod pretekstem omawiania nowych puszek. Słowem dla każdego coś miłego.


Miłego słuchania!

środa, 26 października 2011

Komisarz Gadżet


Na początku tygodnia w paru miejscach na sieci jak choćby na łódce potknąłem się o info o tym, że jakaś firma wymyślił sobie produkcje limitowanej serii chainswordów inspirowanych grą na konsole Space Marine. No i oczywiście będzie je sprzedawała w jakiejś kolekcjonerskiej a.k.a. niedorzecznej cenie w tym przypadku 650$. Szczerze mówiąc jakbym miał wybierać między tytanem klasy Reaver a tą zębatą wykałaczką ;) to nie wahałbym się ani przez moment ale rozumiem, że nie wszyscy muszą być fanami wielkich kroczących narzędzi destrukcji totalnej.
Przy tej okazji przypomniało mi się coś nad czym zastanawiałem się już jakiś czas temu mianowicie czemu GW nie produkuje pod postacią jakieś firmy pokrewnej (a'la Black Library) gadżetów związanych z światem przedstawionym. Począwszy od koszulek skończywszy na np. mapowniku oficera Kriegu czy pojemniku na cokolwiek (np kości i miarkę) w kształcie magazynku do boltera. Pamiętam, że dawno, dawno temu czyli z jakieś 16 lat, przywiozłem sobie z Anglii jakiś t-shirt z Hive Tyrantem ale niewiele później podobna konfekcja zniknęła z rynku. Podobnie jak firma Warp Artefacts (chyba tak się nazywała) która produkowała różne małe gadżety w "klimacie". Jak choćby wisiorki z symbolami zakonów marinsów/bogów chaosu.
Czyli jak widać było, ale się skończyło. Łatwo zgadnąć, że pewnie chodziło o pieniądze i cała działalność okazała się średnio opłacalna. Ale wydaje mi się, że warto by przeanalizować czy nie warto wrócić do koncepcji biznesu w aktualnej rzeczywistości. Myślę, że znalazłoby się parę osób chętnych na taki bagnet imperialny. Oczywiście nie da się ukryć, że sukces by zależał od wielkości oferty oraz cen czyli trzeba by na początku trochę w to zainwestować i mogłoby się to nie zwrócić w ciągu pół roku. Ale GW ma na tyle długą historię, że niekoniecznie wszystko musi traktować perspektywą kwartalną. Aktualna popularność sieci oraz dostępność finansowa usług kurierskich sprawia, że potencjalnym rynkiem jest cały świat z czego zresztą korzysta wiele firm robiących w branży "akcesoria dla geeków". Warp Artefacts tak komfortowych warunków nie miało.
Znając, życie Games Workshop nie wróci do raz zarzuconego biznesu ale może jeśli ten chainsword okaże się sukcesem to odsprzeda komuś licencję na takie produkty na podobnej zasadzie jak było z planszówkami/rpgami i Fantasy Flight Games.
A wy byście się podobnymi gadżetami zaineresowali czy jednak potrzeba posiadania kolejnej armii byłaby silniejsza?

poniedziałek, 24 października 2011

Bonus czyli mlaskanie o Arenie


Od jakiegoś czasu bardzo popularne są wszelkie materiały mocno stylizowane na naturalność i dokumentalizm. - zwłaszcza w kinie choć nie tylko. Michu postanowił pójść tym tropem i wraz z Ziomami (TM) przygotował materiał na podacst gdzie jest poruszany temat Areny a który poniekąd pokazuje kuchnie podcastowania, co prawda bardziej dosłownie niż jakkolwiek inaczej, ale zawsze.
Przygotujcie się zatem, że poniższe nagranie zawiera dużo dźwięków choć niekoniecznie już słów, ma nawet jak na nasze standardy dosyć luźną formułę i generalnie jest bardziej materiałem dodatkowym niż pełnokrwistym stekiem - ups podcastem. A jeśli nadal was ten disklajemr nie zniechęcił to zapraszam do odsluchu.

Podcast nr 16 - Bonus czyli mlaskanie o Arenie

sobota, 22 października 2011

Halo - Halo




Początkowo chciałem napisać notkę o klarującym się pomału obrazie Necronów na bazie plotek które w końcu dostaliśmy. Ale Michu stwierdził, że akurat o tym to nagramy podcasta.
Stwierdziłem zatem, że napiszę o Hive of Dead czyli grze paragrafowej od Black Library którą już dostałem (o czym doskonale wiedzą ci którzy śledzą profil na fejsie) ale Michu stwierdził, że o tym również pogadamy przy okazji podcasta.
W tej sytuacji z koncepcją skrobnięcia kilku słów o bólach twórczych przy składaniu rozpiski na Halo Stars w Szczecinie już się za bardzo nie wychylałem woląc ją od razu wcielić w życie.
A bóle mam konkretne bo zaczęły się już przy wyborze armii. Rozważałem kilka - własne i nie tylko a wśród nich Ravenwing, motorkowych marinsów, Dark Eldarów i  Bladzie ale póki co moje myśli i tak nieuchronnie zmierzają do Lostów. Znowu. Ale nawet zawężenie opcji do jednej armii nie ułatwia sprawy bo przez moment kusiło mnie całkiem mocno by zagrać rozpiską z aliantami z kodeksu CSM czyli bardzo strzelającą. Przynajmniej jak na renegackie standardy choć niekoniecznie już na gwardyjskie. Wymyśłiłem sobie trochę piechoty, 2 chimery z meltami w środku, landka z kontrą i 4 lemany. No i Lasher. Ale potem przypomniałem sobie tegoroczną Herezję w 3city gdzie mając dwie rozpiski z których jedna była właśnie z CSM'ami  i ani razu jej nie wybrałem.
Zatem bez szaleństw i bierzemy bardziej religijny wariant. Czyli zamiast czcić zakute puszki modlimy się bezpośrednio do szefów znaczy się bogów chaosu o demony. I tu zaczynają się kolejne schody a wątpliwości i rozterek wciąż jest co niemiara. A może potestować wersję z heraldami. Albo lepiej dać sznase wersji z bardziej strzelającymi fastami kosztem dotychczasowych pojazdów i inflirtującą piechotą. Albo pobawić się Possesdami którzy wbrew pozorom w lostach mają sporo sensu. A najlepiej to wszystko naraz. Jak widać nie jest łatwe życie Arcyheretyka.
Ale przy okazji tego knucia przyszła mi do głowy też tak refleksja na temat wyższości fazy assaultu nad fazą strzelania. Nie da się uktyć, ża zabijanie wrogich pamperków z 42 czy 24 cali daje pewne poczucie bezpieczeństwa ale jak się robi tych cali 12 czy 6 to człowiek staje się trochę nerwowy. Pojawia się świadomość pewnej nieuchronności losu i finalnych rozstrzygnięć. A moje doświadczenia z grania armiami strzelającymi są takie, że te roztrzygnięcia zazwyczaj wybierają wyjątkowo podły los. Może zbyt optymistycznie podchodzę do swoich możliwości w strzelaniu ale jeśli robi się na jakimś pojeździe X penek i każda idzie w zapomnienie za sprawą jakiegoś niewyrośniętego drzewka rodem z warszawskiego lasu to człowiek nawet podświadomie robi się poirytowany. I choć w walce wręcz też bywa od groma niespodziewanych roztrzygnięć to jednak mam wrażenie, że mniej tu kostkowego szaleństwa. Głównie za sprawą ilości turlania. Jeśli strzlają 3 składy fangów to rzucamy na trafienie 15 kości. W combacie dwa razy więcej genereuje duża dzicz. A im więcej kostek tym lepiej się czuje. I dlatego wybrałem 50 ataków z seekerek w szarży a nie 3 scattery z lemana. Nawet jeśli potencjalnie są bardziej mordercze bo AP, siła i inne pitu-pitu.
Osobna sprawa jak się znaleźć w tym bezpośrednim zwarciu najlepiej z tymi co się bić nie potafią, zastrzliwując po drodze tych co kojarzą właściwą stronę fista. I po drodze nie poczuć się jak ten turek z kawału o nożach i strzelaninach. Ale to temat rzeka godzien osobnego bloga bo jedna czy nawet kilka notek to za mało. Mógłby mieć tytuł „Poniżej 24 cala and still closing”.
A póki co do zobaczenia w Szczecinie.
Najlepiej na środku stołu pośród wraków Rhinosów.

środa, 19 października 2011

Władca Eteru, czyli Łysy zrobił koszulkę


Najwyższa pora by zamknąć konkurs podcastowy o czym poniżej skrobnął Michu. Ale zanim do tego dojdziemy na prośbę b00g'a daję cynka o nowym blogu w naszym ojczystym języku:
http://www.megazord.eu/Pomysł jest taki by recenzować pracę listy sędziowskiej. Nie wiem czy to się przyjmie - pożyjemy zobaczymy a póki co trzymam kciuki za autora.

Nadaje Michu. Łysy zrobił koszulkę. I oddając sprawiedliwość zrobił to już jakiś czas temu. Tym razem to ja (wyjątkowo, oczywiście) wybitnie zawaliłem terminarz – początek roku akademickiego nie zostawił mi wiele czasu na zabawy około-czterdziestkowe, wypełniając dokładnie czas uczelnianym chaosem, porównywalnym jedynie z „sami wiecie jakim kodeksem”. Niemniej nadszedł czas na ponowne przemyślenie priorytetów, czego pierwszym efektem jest niniejszy tekst.


Władca Eteru – i wszystkie laski na turnieju Twoje...

Konkurs podcastowy uważam za zakończony.  Trej obmyślił koszulkę, której wzór można podziwiać powyżej. Jest „męska” jakby to powiedział znany gildiowy moderator. W dodatku wywołuje u mnie niejasne skojarzenia erotyczne,  Chociaż niektórym to się ponoć wszystko kojarzy... Wracając do tematu – przed Wami, drodzy Słuchacze, została jeszcze robota do wykonania. Nie dość, że postanowiliście wysłuchać dwóch konkursowych podcastów, to jeszcze teraz przyjdzie Wam kliknąć i wybrać jeden z nich. Ankieta znajduje się tradycyjnie na końcu tekstu, a głosować można przez dwa tygodnie od chwili publikacji tekstu. Gospodarz zwycięskiego podcastu otrzyma koszulkę w wybranym rozmiarze. Wybranym przez siebie oczywiście. Zapraszam zatem do głosowania. Tylko proszę nie oszukiwać :)





środa, 12 października 2011

Fairhammer


I nagle, nie do końca wiadomo skąd pojawiła się na dyskusja. Spontaniczna, zażarta i +1.
Tym razem o wielu rzeczach naraz ale jakby spróbować podsumować całość, to można by powiedzieć, że o byciu w porządku przy stole. Wobec przeciwnika i szeroko rozumianego systemu.
Jednym spośród wielu tematów poruszonych są punkty fair play i ich połączenie z punktami ogólnymi do zdobycia w trakcie turnieju. No i tu się pojawia wiele argumentów i konceptów między innymi taki, że trzeba zdobyć Fair Play'e od kilku osób by dostać jakiejkolwiek bonusowe punkty. Co zastąpiłoby liniową zależność 1FP to jeden duży punkt. Ma to swój sens ale moje myśli poszły w zupełnie inną stronę.
Może zamiast łączyć (lub nie) ferpleje z wynikami turnieju to spróbować połączyć je z nagrodami ligowymi czyli Młotkami. Jest już przecież stosowna kategoria czyli Najsympatyczniejszy Gracz. Oczywiście wymagało by to trochę zachodu od strony technicznej. No i by wyłamywało się z ogólnej doktryny przyznawania młotków. Ale wydaje mi się, że koncept można przemyśleć, zwłaszcza, że do przyszłego sezonu jest jeszcze trochę czasu.
Myślę, że na początek można by to wprowadzić na masterach bo ich orogwie są na tyle ogarnięci w dziedzinie organizacji turnieji, że jedna tabelka w excelu im problemu szczególnego nie zrobi.
Chyba.
A sam mechanizm widzę dosyć prosto. Kto zdobędzie najwięcej ferpleji na masterach wygrywa. Młotka, uścisk dłoni i uwielbienie tłumów. Pewnie, że im kto więcej pojeździ tym ma lepiej ale generalnie ta liga tak działa więc to nic nowego. A jak ktoś jest przysłowiowym złamasem to mu nawet bycie na wszystkich masterach nie pomoże. Z czasem, oczywiście jeśli by się to sprawdziło i przyjęło, można by całą zabawę rozszerzyć na czelki. W ten sposób puryści wynikowi mają świadomość, że żadne pitu-pitu im wyników nie przekłamuje a jednocześnie ludzie którzy się pojawiają na dużych turniejach i wyróżniają swoją postawą przy stole są w jakiś sposób docenieni.
I to w sumie tyle.
A co Wy, drodzy czytelnicy o tym myślicie?

poniedziałek, 10 października 2011

Brak autoryzacji



Ta notka to w sumie post scriptum do poprzedniej czyli opisu dodatku opisującego zmagania w 30 milenium pt. Age of Emperor autorstwa Tempus Fugitives. Okazuje się, że nie tylko całkiem zgrabny i całkiem sensowny pdf ma swoich autorów ale również modele. Co prawda nie za wiele bo dwa, a tak w sumie będąc bardziej drobiazgowym to półtora ale za to duże bo pojazdów. Chętni do zabawy w czasach HerezjI Horusa mogą bowiem kupić Olympia Storm Tank, oraz Sabre Tank Destroyer conversion kit.


Domyślam się, że super oficjalne to nie jest by nie powiedzieć, że w ogóle o czym najlepiej świadczy dosyć undergroundowa dystrubcja ale koncept frapujący. Koncept czyli zrobienie nie tylko fanowskiego dodatku bardzo mocno zakotwiczonego w oficjalnym fluffie oraz partyzanckich modeli również nawiązujących do tej historii. Do tej pory najczęściej w ofercie firm alternatywnych dla Games Workshop mieliśmy modele dla jednostek opisanych w kodeksach ale które się nie dorobiły oficjalnych wizerunków. Jak choćby wilczą kawalerie.
A tu wyższa szkoła jazdy nie tylko model ale też zasady dla niego. Szczerze mówiąc mam mieszane uczucia co do tego. Bo zjednej strony fajnie, że ludzie się bawią konwencją i to dosyć konsekwetnie. Ale z drugiej strony wydaje mi się, że to trochę za daleko posunięta twórczość fanowska, zwłaszcza jakby ktoś próbował na tych modelach zarabiać konkretne pieniądze. Choć zapewne cała działalnośc by miała swój fianł w sądzie . Ale póki co to odosbniony i dosyć mały przypadek i szczerze mówiąc nie spodziewam się wysypu tego typu inicjatyw więc całość należy postrzegać w kategoriach branżowej ciekawostki.


wtorek, 4 października 2011

Wiek Imperatora



Ostatnio natrafiłem na coś o czym chcę napisać już od tygodnia i cały czas nie mam pojęcia jak się do tego zabrać. Miałem już chyba 10 podejść do tej notki i każde kończyło się na ctrl+A a następnie del. Stwierdziłem zatem, że podejdę do zagadnienia na zasadzie „brute force” i od razu wyłożę kawę na ławę.
A mianowicie przeglądając Glorię Victis a konkretnie temat o Sisters of Silence znalazłem link do Wieku Imperatora (uwaga - bezpośrednio pdf) czyli genialnie wykonanego dodatku o Herezji Horusa. Jego zawartość mnie zauroczyła od pierwszego wejrzenia więc czym prędzej wcisnąłem print a potem już tylko się pogrążałem coraz głębiej.
Herezja Horusa jest z jednej strony jest wdzięcznym tematem dla takich inicjatyw. Zaniedbana - przynajmniej od strony zasad - przez GW, z bogatym bo chyba już 15 tomowym fluffem i wieloma artami. Dodatkowo gdy zabraknie inspiracji można wesprzeć się innymi grami jak planszówka czy karcianka. Czyli fundament marzenie by na nim oprzeć jakiś dodatek. Ale z drugiej strony HH jest czymś co jest bardzo wymagające dla każdego który weźmie się za to zagadnienie. Większość graczy zainteresowanych tematem ma jakąś wizję jak to powinno wyglądać i dosyć wysoko zawieszona poprzeczkę oczekiwań. Zatem pomimo mnogości źródeł inspiracji zrobienie dobrego rozszerzenia do 40ki o najważniejszym wydarzeniu w historii Imperium wcale nie jest takie proste jest to bowiem mierzenie się z legendą tego systemu.


Jednak ludziom z Tempus Fugitives wyszło to doskonale. Otrzymaliśmy bowiem kompletny kodeks marinsów z 31 millenium. Każdy Legion ma opisanego zasadami primarcha, co bardziej wyróżniejące się persony oraz wyjątkowe oddziały. Oprócz tego każdy ma swoje indywidualne zasady i tak np. Thousans Sonsi – uwaga, uwaga – czarują, a dla odmiany Iron Warriorsi mają Tank Huntera. Co więcej uwzględnione są również wzajemne sympatie i wspomnieni przed momentem czarodzieje z Prospero mają prefered enemy w walce z wiadomo kim.
Jednak Core zasad jest wspólny i zanim dojdziemy do tych zapisów mamy kompletny armylist marinsów napisany od podstaw. I te jednostki znane są zmienione jak choćby tactical skład który ma liczebność między 10 a 20 zawodników. A niektóre jednostki są nowe (i jest ich w sumie nawet sporo) np. Olympia Storm Tank czy marinsi na jetbajkach. W tym momencie warto wspomnieć o dosyć ciekawym patencie zastosowanym przez twórców tego dziełka, wprowadzili oni bowiem punkty legendy (LP) które otrzymuje się np. za branie kluczowych jednostek dla danego legionu bądź za branie podstawowych jednostek jak np. tacticale w pełnej liczebności. Chęć posiadania LP wymusza branie rozpisek bardziej zbliżonych do jakiegoś tam fluffowego wyobrażenia poszczególnych legionów. A punkty te są przydatne do wykupywania co ciekawszych upgradów. Bowiem jeśli chcemy mieć przykładowo takiego primarache to najpierw kupujemy np. kapitana z odpowiednim wyposażeniem np. terminatorką i thunder hammerem a potem dopłacamy 6 LP i mamy primarchę.
Oprócz tego całego dobrobytu mam też opisane różne jednostki z innych doktryn bojowych jak np. kultyści czy kustodesów. I będące punktem wyjścia Sisters of Battle. Jak ktoś chce może zatem monotonię pancerzy w tych samych barwach przełamać jakimś wyróżniającym się akcentem.


Jak widać jednostek i zasad nie brakuje, co sprawia, że składanie rozpiski do trywialnych zajęć nie należy. Sprawę dodatkowo komplikuje brak wiedzy czego się spodziewać po drugiej stronie stołu. Słowem brakuje praktyki. I tu dochodzimy do sedna czyli grania w to cudo. Pomimo, że jaram się się tym dodatkiem jak... no bardzo, to mam świadomość, że pewnie nie będę miał nigdy okazji zagrać na te zasady. Granie na proksach mija się z celem a znalezienie dwóch herezyjnych brygad marinsów do łatwych się nie zalicza więc czytanie tego było trochę jak lizanie cukierka przez szybę. Jednak jakby ktoś u nas w kraju się pokusił na przygotowanie turnieju/eventu/czegokolwiek wykorzystującego te zasady to byłbym gotów zainwestować nawet w stosowną armię. Ale póki co pozostaje mi mroczne knucie czemu przez kolejne coraz dłuższe wieczory z lubością zamierzam się oddawać.
Zatem nawet mając świadomość, że z tej czy innej przyczyny się nie zagra korzystając z Wieku Imperatora, to warto się zapoznać z tym dodatkiem by mieć świadomość, jak fajnie można zrobić fanowski dodatek. W sumię GW też mu się powinno przyjrzeć ale to już temat na zupełnie inną notkę...

czwartek, 29 września 2011

Spragniony nowinek



Niestety nie będzie mi dane pojechać na Arenę w tym roku. Nie za bardzo mam możliwość wziąć wolne w pracy a ~30h z PKP w jeden weekend to dla mnie ciut za dużo. Można korzenie zapuścić albo co gorsza się przyzwyczaić. Jednak moja planowana absencja nie przeszkodziła mi z wielkim zainteresowaniem przejrzeć rozpisek udostępnionych przez Inkiego. Zwróciłem uwagę szczególnie na Chaos, Dark Eldarów i zwykłych Eldarów. Na demony również rzuciłem okiem ale tam znalazłem jedną rozpiskę która nowatorstwem mnie na kolana nie rzuciła więc szybko ruszyłem do innych armii. No i niestety nikt się nie zdecydował na Lostów - a taka fajna armia :). Ale wracając do tych trzech armii, na których się skupiam głównie z względu na to, że są mi najbliższe oraz najwięcej rozkimnek im poświęciłem, to naszło mnie parę refleksji w związku z tym co wyczytałem.

CSM

Nudno. Nie, żebym się spodziewał Tzeentch wie czego ale na te punkty plus dopuszczone speciale spodziewałem się ciut więcej różnorodności. Nie znalazłem np. żadnych chosenów a mogłoby się wydawać że ktoś się skusi na nich. Melty, outflank - od razu zwęża się deplojment dla dredów GK. Abaddona również nie dostrzegłem no ale ten typ jest z gatunku tych którzy robią całkiem konkretnie zamieszanie w rozpie. Kosztuje milion. Potrzebuj landka za drugi milion. A potem szarżuje i rzuca "1" na swój demoniczny miecz i tak się kończy kolejna krucjata. Ale za to jak mu wyjdzie... Jednak nikt nie postanowił sprawdzać co się wtedy dzieje i do standarowych wyborów doszło ciut więcej termosów oraz landków i to by było na tyle.

Dark Eldarzy

Tu jest ciut ciekawiej bo zauważyłem trend który sobie roboczo nazwałem "szkołą krakowską" który polega na braniu webway portalu. Nie wiem na ile autorzy tych rozpisek w niego wierzą i zamierzają korzystać ale jest i czeka na użycie. Niestety jeszcze nie miałem okazji zagrać nowymi Darkami, zresztą starymi również nie, ale wiele razy grałem przeciw (poza tym znam kogoś kto grał i on mi co nieco opowiedział ; )) i od zmiany deksu portalu praktycznie nie widziałem. Jestem zatem ciekaw czy to wypali choć osobiście mam poważne wątpliwości co do tego, podobnie zresztą jak gracze z innych rejonów polski którzy postawili na standardowy latający cyrk co najwyżej z małymi domieszkami jednostek bez własnego latawca. Natomiast jeśli chodzi o speciali ameryki nikt nie chciał odkrywać i Asdrubael Vect rządzi. Tzn. nie żeby był w każdej rozpie ale jak ktoś już bierze speciala to własnie jego. Bo Rządi i to przez duże R, to Eldrad. Dochodzimy zatem do:

Elarów

Gdzie właśnie Dawno Martwy Dziadek zajmuję miejsce na szczycie każdej, oprócz jednej - potwierdzającej regułę, rozpiski. Jednak taki stan rzecz zapewne dla nikogo nie jest niespodzianką. Ale to cię dzieje pod nim zwłaszcza w sekcji HQ juz może być bowiem zanosi się, że na Arenie 2k11 nie będzie żadnego Avatara. Nie będzie zatem standardowego buildu Eldarskiego czyli piechota z lancami, kissami meltami ew spinnerami plus falcon, walkery ew. Wraith Lord, przeskalowanego w górę. Powstaje zatem pytanie co będzie? - Ano ciekawostki i to z radami na czele. Zapowiadają się dwie moto-rady oraz jedna w serpencie. Szczerze mówiąc jestem bardzo ciekaw wyników tych armii bowiem ta jednostka od dłuższego czasu nie daje mi spokoju. Zresztą raz 5 osobową moto radę miałem na Wojnie Światów i całkiem fajnie się tym grało. Jednak od tego czasu meta tej gry tak się zmieniła, że hoł-hoł-hoł więc przemyśleniami po tamtym turnieju już za bardzo się nie przejmuje i jestem ciekaw bardziej aktualnego materiału do analizy. Zatem zamierzam się przypatrywać psotępom tych armii. I tu pytanie do orgów Areny. Panowie - zamierzacie wrzucić gdzieś paringi z każdej rundy?? Plz, Plz, Plz :).
Inną ciekawostką eldarską jest 10 Wraithguardów w rozpisce Chrupka. "To ci troops" - jak mawiali starożytni Rzymianie. Przy tej jednostce co prawda mój entuzjazm jest zdecydowanie bardziej ograniczony niż przy radach ale i tak będę za nich trzymał kciuki. Po prostu wszystko co nie jest dredem z dwoma auto-psy-cannonami (a na te punkty pojawiły się nawet w wersji wenerycznej - szczyt perwersji z Fortitude) bądź innym runkiem wzbudza mój szczery entuzjazm. Nie zmienia to faktu, że powodzenia życzę absolutnie wszystkim którzy dotrą i już im zaczynam zazdrościć czadowego weekendu. A jakby ktoś miał inne refleksje bądź refleksje o innych armiach to niech się unie wacha żyć klawiatury w komentarzach.

środa, 28 września 2011

Młodzi Gniewni


Michu ogarnął coś co mnie przerosło czyli pliki .arm dzięki czemu możemy zaprezentować kolejny podcast konkursowy. Za jego powstanie odpowiadają: Blady Kris, Maestro oraz Rudzik. Chłopaki postanowili pójść szeroko więc zamiast trzymać się jednego tematu poruszyli od razu 3:

1. Siostry Bitwy (zaraz po Micha wstępie))
2. Necroni  (16:05)
3. Legiony Chaosu (27:12)
W nawiasie podałem czas rozpoczęcia kolejnych zagadnień.

A oto link do podcastu:
Podcast nr 15 Młodzi Gniewni
Zatem słuchawki na uszy i zapraszam do odsłuchu.

PS Wulgaryzmy występują więc warto mieć to na względzie.

poniedziałek, 26 września 2011

Element losowy



Przyznam się szczerze, że zawsze należałem do przeciwników przeceniania wpływu kości na wynik bitwy zwłaszcza na jakieś rozsądne punkty. Bo wiadomo patrole potrafią się rządzić swoimi prawami. Oczywiście - akceptowałem fakt, że skoro się rzuca kostkami to trudno zaprzeczyć że istnieje jakiś element losowy ale determinuje on kilka dużych VP. Ale raczej nie zrobi z masakry w jedną stronę podobnego wyniku w drugą stronę. Jednak w tą sobotę moja wiara w proporcje między skillem a kostkami w końcowym wyniku została poddana poważnej próbie.
Poszedłem na poznańskiego lokala który swoją drogą okazał się całkiem zacną imprezą z gościmi z róznych stron o sensownej frekwencji i dobrej organizacji. I właśnie na tym turnieju przyszło mi zagrać bitwę przeciw Maestro i jego DE.  Jego rozpiska była całkiem standardowa czyli wuchta venomów z blasterami w środku, ravagery plus jakieś dodatki np. 3 składy bajków z heat lancami. Udało mi się wygrać rzut na zaczynanie, misja anihilacja, więc DE cali lądują w rezerwach. No to ustawiam komitet powitalny dodatkowo w drugiej turze wrzucam na wszystkim smołki by minie żadne atrakcje nie zaskoczyły i czekam na to co wyjdzie. A czekam Lostami z aliantami z CSM więc może z punktu widzenia IG tam strzelania za wiele nie ma ale jednak coś tam bzyka. Landek, gryfon, dwa Lemany, terminatorzy, jacyś traitorzy, chimera. Na 1500 punktów. Na takich DE w ratach może styknąć.
Nie stykło.
Maestro wchodzą 3 ravki, parę venomów i jedne bajki, strzela robi szejka tu i ówdzie i tyle.
Ja oddaje i robię jeszcze mniej.
No to Maestro strzela znowu wsparty kolejnymi venomami i wysadza landka. Boli ale nadal mam czym się odgryźć więc naciskam spust, pojawia się dym ale stan osobowy na stole nie ulega jakiejś poważnej rewizji. Czyli dwie tury strzzelania do papierowych łódek w openie przynosi praktycznie zerowy efekt. Bo urwana lanca się nie liczy.
No to Maestro strzela i...
Zabija mi armię. Dosłownie i z wybuchem.
Wybucha chimera i dwa lemany, gryfon ginie również na 6 ale na glanie. Najgorsze było to, że to nie było ciul wie ile efektów więc te 6 powinny wypaść. Nie - to były dosłownie 4 efekty i 4 razy 6. No ale shooting mam za sobą a tam w assaulcie czeka deser - archon z 3 wyczami z elit wpada w arcyheretyka z 3 bigmutkami czyli wpsomnienie landka. Oczywiście przegrywam ten combat o jeden i.... Nie będzie konkursu ile wytrluałem.
Reszta bitwy to walka o honor i bardziej zabijanie czasu niż przeciwnika. Choć mając tylko termosy i niedobitki traitorów zdobywam większość VP z tej bitwy. Po prostu przez moment turlam normalnie. Bo tych Vp w sumie jakieś zawrotnie wiele nie ma.
Koniec końców zostaje mi jeden termos z riperem chowający się za jakąś cysterną i modlacy się do wszystkich bogów chaosu naraz by ta okazała się pusta. Dwa  punkty które ugrałem zawdzięczam na równi jemu co co wyżyłowanym widełkom.
Szczerze mówiąc po tej demolce miałem obawy przed 3 bitwą. Ale tam przeżyłem to samo tylko w drugą stronę i tym razem kostki wybrały mnie na sprite'a. I choć miałem jakiś plan, pomysł i myśl przewodnią to moje rzuty sprawiły, że nie miałem najmniejszego momentu zwątpienia w tej bitwie. Kwintenscją tego turalnia był Lasher który zrobił tak, około 75% długości przekątnej stołu zabijając po drodze 3 oblity i 18 marinsów. A najlepsze było to, że każdy poza ostatnim kombatem kończył w turze przeciwnika. Po czym rzucał jakieś 5,5” na konsolidacje. Pomaga.
W tym moemncie oczywiście pozdrowienia dla Łukasza.
Słowem weekend za sprawą tych dwóch bitew był dla mnie bardziej pouczającny niż nie jeden master. Uwaga teraz będzie górnolotna (i przydługa) puenta.
Tak jak ludzkość czasem potrzebuje przypomnienia od natury że jej wiedza i zadufanie w własnych umiejętnościach jest niczym wobec jej pierwotnej siły tak samo gracze co za bardzo obrosną w piórka i zaczną wierzyć w rolę swojego skilla w wynikach końcowych potrzebują, raz na jakiś czas, przypomnienia od kostek kto tu napwadę rządzi.
Zatem Tzeentchu błogosław.

Założę się, że macie swoje prywatne traumy związane z elementem losowym. Kozetka w postavi komentarzy czeka :)

poniedziałek, 19 września 2011

Śniadanie Mistrzów



Czekaliśmy, czekaliśmy ale w końcu się z Michem doczekaliśmy odzewu na nasz konkurs podcastowy. I to odzewu z grubej tuby ponieważ Jasiu do spółki z Rudzikiem odpytują Afro i Kudłatego o ich wrażenia po ETC. Czyli mamy za mikrofonem zawodników obu reprezentacji, kwadratowej oraz okrągłej, które wspólnym wysiłkiem przywiozły do kraju tarczę (trofeum za sumaryczny wynik reprezentacji w obu systemach). A jakie są ich odczucia i wspomnienia? - o tym przekonajcie się sami -naprawdę jest co i o czym słuchać zatem zapraszam gorąco.


PS Chyba muszę koszulkę popełnić :).