poniedziałek, 10 września 2012

Podcast nr 26 Bigos Brajtman Buszmen Bonus


Szczerze mówiąc przez dłuższy moment żyłem w przeświadczeniu, że z tematem ETC 2012 i przy jego okazji z 5tą edycją już się na tym blogu rozprawiliśmy. Jednak Michu wyprowadził mnie dzisiejszego ranka z błędu wysyłając mi linka do podcasta nagranego w trakcie naszej sierpniowej wizyty w Gorzowie.

Całość nie jest długa więc powrót do naszej radosnej twórczości wokalnej, po dłuższej przerwie, będzie łatwiejszy. A przy okazji, udało się zebrać naprawdę zacne grono rozmówców więc tym bardziej warto posłuchać. Zatem zapraszamy do klikania i słuchania:

Podcast nr 26 Bigos Brajtman Buszmen Bonus

czwartek, 6 września 2012

DMP 2k13. Czas Rozkminy


Kiedy zobaczyłem, że na forum ligowym Ederus postanowił poruszyć temat DMP czyli Drużynowych Mistrzostw Polski moją pierwszą myślą było - już teraz? Ale po chwili (chciałbym móc napisać namysłu ;)) doszedłem do wniosku, że w sumie jest to idealny moment. Bo sezon trwa już w najlepsze, nowa edycja nam miłościwie panuje a ETC już mamy rozliczone. A z drugiej strony jest sporo czasu by podyskutować i ewentualnie przegłosować pewne rozwiązania czy zmiany jednocześnie zostawiając sporo czasu potencjalnym organizatorom na ogarnięcie tematu.

Póki co chętnych do ugoszczenia, naszego turnieju turnieji, nie widać, ale nie myślę by było to powód do niepokoju. Mam przeczucie, że siedzą po prostu przyczajeni śledząc dyskusję a wraz z nią oczekiwania "ludu" zanim zgłoszą się z konkretna propozycją. Zresztą jeszcze kilka miesięcy zostało do końca sezonu więc wszystko w swoim czasie.

A póki co tematami przewodnimi są:

Liczebność drużyn. Może po staremu 5. A może bardziej na modłę ETC czyli 8. A może 5 ale z punktacją armii dzięki czemu nie będzie samych najmocniejszych ale może i te mniej typowe się pojawią. Osobiście jest mi to totalnie obojętne suma summarum efekt końcowy jest ten sam - stoję na koniec przy stole na przeciw jakiegoś zawodnika i w dwójkę mamy ten sam dylemat - "jak go zmasakrować?". Rozumiem jednak, że niektórym trwałość teamów i inne takie już teraz spędzają sen z powiek i dzielą się tymi przemyśleniami - dzięki nim mogę w spokoju czekać na DMP wiedząc, że ktoś to ogarnia. Oczywiście pozwoliłem sobie na lekką ironię jednak patrząc przebieg dyskusji wiem jedno - końcowe rozwiązanie będzie wynikiem kompromisu wypracowanego przez ogarniętych zawodników i jak takie zaakceptuje je bez, większego, mrugnięcia okiem.

Kolejna sprawa to kwestia zaliczania DMP do Ligii. Tak prywatnie to jestem za. Coraz trudniej mi dotrzeć na turnieje i coraz więcej kombinowania mam z tym związanego więc gdyby zaliczać miałbym dwie pieczenie na jednym ogniu. A, że cały czas lubię sobie kliknąć w ranking i sprawdzić jak mi idzie to ma to jakieś znaczenie - nawet jeśli tylko symboliczne. Rozumiem jednak miłośników tradycji którzy uważają, że nie jest to szczególnie zalecane rozwiązanie ale uważam, że ich obawy często są na wyrost. Dziwi mnie np. jak ktoś pisze, że ludzie jeżdżą dla fun'u i beki. Może i tak ale po rozpiskach tego nie widać. Poza sporadycznymi wyjątkami są to mocne, wyżyłowane buildy zaprojektowane by zabijać. Fun, funem ale przychodzenie z nożami na strzelaninę nie mieście się w jego definicji.

W całej dyskusji na temat DMP najbardziej mnie cieszą dwie rzeczy, raz że się odbywa i to w całkiem merytoryczny sposób. I to w terminie dającym możliwość gruntownej analizy co można zrobić by turniej który i tak na wszystkich działa jak magnes był jeszcze lepszy. A dwa, ze cała akcja odbywa się na forum ligowym a nie gildii. Podobnie jak parę innych dyskusji jak choćby o Arenie. Może porzucenie gildii się jednak uda. I tym optymistycznym...

poniedziałek, 3 września 2012

Plastikowy/metalowy kapitał


Podczas relacji z ETC zdarzało nam się korzystać z faktu, że do stołów przywiązani nie jesteśmy i udawać się do lokalnego grill baru w trakcie gier. Dzięki temu unikaliśmy kolejek, które w przerwach między bitwami przybierały astronomiczne rozmiary i czas mogliśmy spędzać na pogaduchach przy karkówce zamiast złorzeczeń na szybkość obsługi. A, że towarzystwa do gadki nie brakowało to zdarzało się nam zasiedzieć gaworząc o naprawdę różnych tematach.

Np. o Magicu.
Tak tym karcianym.

Generalnie mało mnie gier tak serio interesuje poza czterdziestką. Mogę zagrać w jakąś planszówkę, niektóre z nich naprawdę lubię, jednak fanem to jestem tylko mrocznej przyszłości (no i Blood Bowl'a). Jednak bardzo lubię rozmawiać z fanami innych gier bo o ile może nie planuję w to grać to lubię wiedzieć o co w tym chodzi, jak działa producent, jak prężna jest scena itp, itd. Nie myślę, żeby mi ta wiedza była niezbędna do szczęścia ale wychodzę z założenia, że pewne rozwiązania mogą się mi do czegoś przydać i po prostu "warto wiedzieć".

W trakcie rozmowy o kartach od Wizardów rozmowa zeszła na ich ceny, swoją droga dla mnie ciągle zaskakujące wysokością, i szerzej kart jako opcji lokaty kapitału. Niektóre z nich potrafią zyskać na wartości na przestrzeni lat i jak człowiek się w to wciągnie może próbować coś na tym ugrać. A ponieważ rozmówcy mieli tzw figurkowy background, to odnieśliśmy to do produktów gamesa. No i trzeba przyznać, że dzięki szybkiemu postępowi technologicznemu jeśli chodzi o produkcję modeli plastikowych to modele sprzed paru lat albo są w najlepszym razie obojętne albo wykrzywiają twarz obrzydzeniem z racji swoich niedostatków estetycznych. Zatem trudno bo jakikolwiek model zyskiwał na wartości w czasie z powodu swoich walorów wizualnych bądź kolekcjonerskich. Choć pamiętam, ze kiedyś widziałem aukcje pudełek marinsów jeszcze w wypraskach rodem z pierwszej edycji którzy dochodzili do cen powyżej 100$.


A może Wy, Drodzy Czytelnicy kojarzycie figury które mają sporą wartość choć mają już swoje lata? Albo potencjał drzemie w modelach malowanych i o ile goły falcon to goła cena o tyle pomalowany przez kogoś uznanego zyskuje? Nigdy nie śledziłem naszego hobby od tej strony więc, po cichu, liczę na Waszą wiedzę.

piątek, 31 sierpnia 2012

Wspomnień czar


Pomimo, że od tego czasu minęło jakieś kwazdyliard lat, to wciąż, dobrze pamiętam jak kupowałem swoją pierwszą i do tej pory jedyną podstawkę Warhammera 40k. Mały sklepik gdzieś na poznańskiej Wildzie i chyba był to wspólny prezent dla mnie i brata jako, że obaj jesteśmy z kwietnia. W owym czasie nie wszystkie armie miały kodeks i taki chaos był opisany na dwóch stronach z jakiejś broszurki wetkniętej do tego pudła. To, plus naprawdę niewielki wybór modeli spowodował, że po wielu próbach grania tym tworem, zainteresowałem się orkami które były bardziej "złe" niż inne armie mające wtedy swoje podręczniki. Wtedy młody i gupi i jeszcze nie wiedziałem, że w 40 millenium wszyscy są źli różnią się jedynie podejściem do listka figowego.
Była to druga edycja która jednocześnie była pierwszą która zapakowano w pudełko z dołożonymi figurkami. Pierwsza odsłona czterdziestki miała postać jedynie podręcznika i był bliższa RPG niż temu co aktualnie rozumiemy jak bitewniak. I dopiero jej następczyni była zdecydowanie grą bitewną ale z względu na stopień komplikacji zasad oraz czas rozgrywki wybitnie nie turniejową. Natomiast pudło zawierało 20 marinsów w 4 wzorach, 40 greczinów (1 wzór), 20 orków (1 wzór). Dużo modeli i mało wzorów. Jednak wtedy plastiki generalnie, no cóż... , no nie urywały. Kupowało się bowiem np. beastmeny (wystawialne w 40kowym chaosie) w pudełkach po 10 sztuk składające się z dwóch części: beasteman właściwy oraz podstawka. Oprócz wytworów z plastiku oraz podręczników w pudle można był znaleźć kartonowe ruiny mające pomóc w pierwszych rozgrywkach oraz kartonową imitację dreda orkowego. Tak - to był oficjalny proks.


Podstawkę z trzecią edycją przegapiłem. Kiedy pojawiała się ona na rynku miałem akurat przerwę od naszego hobby. Nowością która wtedy się pojawiła byli oczywiście Dark Eldarzy którzy byli przeciwnikami zwyczajowych marinsów, a których wcześniej nie było w tym uniwersum. Jednak porównywalnym novum był fakt, że zasady można było dostać zarówno w pudle jak i jako samodzielną książkę. Bo pierwsza edycja miała zasady spisane tylko jako tomiszcze a druga tylko jako wkładka do wielkiego pudełka. Trochę czasu im zajęło połączenie tych sposobów dystrybucji.


Z mojej osobistej perspektywy największą nowością jeśli chodzi o podstawkę wydaną z okazji 4 edycji, było dosyć poważne potraktowanie terenów. Bo na pewno nie tyranidzi którzy w tym momencie już byli dobrze znani i modelowo rozpieszczeni. A jeśli chodzi o stołowe dekoracje to myślą przewodnią dla nich był "wrak". A konkretnie szczątki imperialnej fruwajki i każdy element terenu, porządnie wykonane z przyzwoitego jakościowo plastiku, to była inna część wkomponowana w grunt. Nawet pamiętam był jakiś tutorial jak te z "niewielkim" sztukowanie z tego odtworzyć sprawny model.


Przedostatni zestaw startowy który nas uraczyło GW pokazał, że modele z podstawki mogą być wystawialne poza stołami do nauki gry. Dostaliśmy całkiem przyzwoitych marinsów i równie dobrze wyrzeźbione orki. Oczywiście nie był to najwyższy poziom ale przynajmniej modele te nie drażniły oka swoją powtarzalnością. Zresztą najlepszą cenzurką dla rzeźbiarzy z wyspy była popularność tych modeli w armiach spotykanych na turniejowych stołach.

Co nam przyniesie starter 6 edycji? Na pewno powiewem świeżości jest brak xenosów i odwołanie się do najbardziej klasycznego konfliktu tego świata czyli chaos vs lojaliści. Co prawda terenów nie widać ale za to są modele które naprawdę cieszą oko. Hellbrute jest klasą sam dla siebie a i reszta figur z tego zestawu jest niczego sobie. Nie będę ukrywał, że na myśl o zamówionym egzemplarzu już przebieram nóżkami bo aktualnie moja cierpliwość jest wystawiona na poważną próbę.
Ale to wszystko i tak jest wstępem do premiery roku czyli Nowego Kodeksu Chaosu (TM).

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Post herezyjne myśli zebrane

Zdjęcie od Jasia. Przy okazji mały konkursik - znajdź wszystkie fruwajki na obrazku.

Na pewno relacja live z ETC mogła być bogatsza, bardziej soczysta czy po prostu miodniejsza. Jednak świat zastany okazał się na tyle angażujący, że daliśmy się porwać bogactwu bodźców i tylko niektóre z nich przesyłaliśmy dalej pod postacią zer i jedynek. Wydaje mi się jednak, że w ostatnich wpisach Michu Wam to wszystko pięknie zrekompensował dzięki czemu ten kto nie był żałuje, a ten kto był odświeżył sobie wspomnienia.

Czas jednak ruszyć dalej i napisać coś o 6 edycji - a okazja pojawia się wyborna bo w ten weekend odbył się pierwszy master na nowe zasady czyli trójmiejska Herezja. Nie będę się silił na jakieś raportu z bitew raz, że nigdy mi to wybitnie nie wychodzi dwa, że pomysł na pt. bitwę zastrzelę ich wszystkim nie daje pola do popisu w dziedzinie elaboratów taktycznych. Ograniczę się zatem do paru luźnych myśli.

1. Fajne jest uczenie się nowych zasad "hard way". W pierwszej bitwie dowiedziałem się oddziały które poszły na glebę mogą zrobić snapshoty. Spadła pierwsza vendetta. Turę później dowiedziałem się, że pojazdy z szejkiem też mogą snapshotować. Spadła druga wędka. Jak spadła 3ecia to już wiedziałem wszystko.

2. Dla odmiany w ostatniej bitwie dowiedziałem się jak dokładnie działa nowy model alokacji woundów. Konkretnie na przykładzie oddziałów wilków z dołączonymi zawodnikami terminatorkach na czele którym przysługiwał Look Out Sir. Z taki typkiem to tacy zawodnicy biorą battle cannon na klatę. Frustrujące.

3. Dowiedziałem się też co się dzieje z wkładką wendki kiedy ta spada z stratosfery na glebę. Znika w oparach siły 10 i AP1. Wożenie czegokolwiek bez np. 3+ inva w fruwajce która nie jest nekrońską kosą mija się z celem. Albo jest proszeniem się o problem.

4. Pomysł orgów z wyborem pomiędzy bohaterem specjalnym, bądź sojusznikami, bądź dwoma rozpami sprawdził się w 111%. Spotkałem 3 razy wilki i pierwsze miały Logana, następne bladziowe dodatki a ostatnie dwie totalnie różne rozpiski. Granie zatem z teoretycznie tym samym, bo wszystkie miały silny fundament piechotny i tak było odświeżające.

5. Zajmowanie znaczników wyłącznie przez prawo gruntu czyli poza pojazdami w połączeniu z losową liczbą tur wymaga sporej rewizji poglądów na troopsy. 3 typa z tafem 3 w razorze może nie wypalić.

6. Punkt ostatni czyli  na deser mamy narzekanie na fruwajki i pomysły na np. limitowanie punktów w rozpisce na nie i inne comp bzdety. Lotnictwo jest jest normalnym elementem tej gry. Jeśli jest skuteczniejszy niż inne - to przykre ale to już było. Przerabialiśmy miliony absurdów w poprzednich edycjach i pizdyliardy uber kilerskich buildów. Przerobimy i ten. Różnica jest taka, że przykładowy cyrk grubasów miały tylko tyrki a fruwajki mają i necroni i marinsi i gwardia. Orkowe zresztą choć słabsze też można wciągnąć na tą listę. Zatem pierwszy raz mamy tak popularne przegięcie. A popularne przegięcie to prawie jak balans.

I tym optymistycznym...
A póki co wyglądam kolejnych bitew na 6 edycję.
Byle nie gwardią.

niedziela, 26 sierpnia 2012

ETC 2012 zdjęciowo

Nadaje Michu. W 3City właśnie trwa pierwszy master na 6 edycją. Z tego co się orientuje wiele się dzieje, szczególnie w kwestii interpretacji zasad... Ja nie dotarłem ale za to znalazłem kilka chwil na zrobienie porządku w zdjęciach z ETC, opatrzenie głupim komentarzem i opublikowanie. Zatem jeśli ktoś akurat nie gra i może chce sobie zobaczyć lub  przypomnieć jak było, to serdecznie zapraszam. I tak - jest pani z Rumunii :)





wtorek, 21 sierpnia 2012

Mistrzami typowania zostali...

AlMalik i Dako - obaj zdobywając po 3 punkty - wielkie gratulacje:


A tu reszta wyników:

Undermine 2
Typhus 2
Picek 2
Knade 2
Jachu 2
trej 2
eM 2
Perzan 1
Eman 1
bOOg 1
gilthanas 1
Antonio 1
Matus 1
Inkq 1
jezo 1
Pająk 0
adrenalbooster 0

Dla przypomnienia podium wyglądało tak:

1. Anglia
2. Niemcy
3. Włosi

Wyników komentować nie będę, ponieważ znając siebie wiem, że od razu płynnie przejdę do wyniku naszej reprezentacji. A wydaje mi się, że to zasługuje na szersze potraktowanie w osobnej notce. Zatem na tą chwilę over and out i tylko na koniec wielkie dzięki dla wszystkich którzy się przyłączyli do zabawy.

Ale skąd ci Włosi...
;)

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

P jak Program Naprawczy

Nadaje Michu. ETC zakończone. Czas na podsumowania. Wszyscy znamy niezbyt zachwycający wynik czterdziestkowej reprezentacji i pewnie będziemy się starali na blogu rozgryźć jego przyczyny i skutki ale póki co podsumowanie samej imprezy. Tekst w luźnej formie zapożyczonej z relacji gazetowych popularnych po ostatnich Igrzyskach - myślę, że to odpowiednie, zważywszy na podobny stosunek oczekiwań do rezultatów :) Zapraszam niniejszym do słownika ETC, choć z góry uprzedzam, że będą pewnie złośliwości z mojej strony. Ale to tylko tak chwilowo, w ramach motywacji i rozluźnienia atmosfery przed ewentualną dalszą dyskusją.


A jak AFRO - przykład tego, że nawet przy zmowie reszty zespołu, czar i urok osobisty pozwalają błyszczeć w niesprzyjających warunkach -  historie o szukaniu Afra w ośrodku wypoczynkowym i Norwegach, którzy bimbru pić nie chcieli, umilały nam skutecznie trudne poranki.     

B jak BULWAR - od stosunkowo niedawna Gorzów Wielkopolski posiada sympatyczny bulwar nadrzeczny. Miejsce urzekające, szczególnie dla obcokrajowców odkrywających siłę nabywczą swoich pieniędzy. Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że lokalni restauratorzy pracowali nad tym problemem i cena piwa rosła z dnia na dzień, a rachunki nieraz z minuty na minutę.

C jak COACH - gracze i teamy są różnorodni. Jednak najbardziej widać to w przypadku trenerów. Jedni częstują burbonem, inni zbierają parowania z innych stołów. Trener Naszych, czyli Pająk, zarażał takim optymizmem, że w zasięgu wzroku wszyscy wierzyli w sukces nawet jeśli nie wiedzieli w jaki i przyszli pobiegać na bieżni. A Wilson był na ten na przykład po prostu kapustą.   

Najbardziej skuteczny Irlandzki (N) coach w historii


F jak FAKT - Łysy wyszukał w necie okładkę Faktu po meczy Polski w piłkę kopaną z Ekwadorem. Stylistyka nekrologu i trafnie dobrane epitety oddziaływały na wyobraźnię. Pod koniec trzeciego dnia, kiedy Trej podchodził z telefonem do reprezentantów Ci ostatni oddalali się chyłkiem...  

G jak GRILL - wielkie podziękowania dla osób zapewniających wyżywienie. Wykładanie resztek wieczorem dla garstki głodnych koczujących na miejscu osób było za każdym razem niezmiernie miłą niespodzianką.

I jak IRLANDIA PÓŁNOCNA - dwa zwycięstwa! Tego jeszcze nie było. Gratulacje! To też pokazuje, że poziom imprezy się wyraźnie podnosi, a dla innych drużyn jest to dodatkową wskazówką - w  razie problemów należy udać się do warzywniaka.   

J jak JAMOCHŁONY - trzeba kwadratom przyznać, że w dziedzinie wymyślania określeń stopniujących umiejętności graczy są wyjątkowo płodni. Ledwo poznałem "jamochłona", a już okazało się, że na topie jest obecnie "grałem jak berło". Używaliśmy, używaliśmy...

K jak KOBIETY  - które jak wiemy w Polsce są najpiękniejsze, o czym przyszło się przekonać przyjezdnym na wspomnianym bulwarze

Ł jak ŁADNIE - podobno tak wyglądamy razem z Wołkiem, a że wyszło to z ust Pani Wożnej, nie widzę powodu, żeby temu nie wierzyć, a Wy?

Ładnie...


T jak TRAGARZ HOBBYSTA - ogólnie wyróżnia się dwie szkoły jeżdżenia na turnieje: "po punkty" i "po kaca". Wydaje się, że jest jednak trzecia. Odkryłem to, kiedy przyjechawszy w czwartek na ETC, będąc zupełnie nie związanymi z turniejem, organizacją etc. dygaliśmy jak zwykle stoły. Mam nadzieję, że to jest chociaż zdrowe.

N jak NINJA - reprezentanci trzeciego dnia opanowali ten trudny zawód zamieniając się koszulkami z reprezentacją kwadratową - tym sposobem mogli się ukryć i przynajmniej koszulki były na podium :)

M jak MIEJSCÓWKA - pierwsze dwa dni stały pod znakiem pogody pięknej i odpowiedniej - wyrobiłem sobie pogląd, że turniej w namiocie ma wyłącznie zalety: powietrze, swoboda, światło. Dzień trzeci zweryfikował to drastycznie. Namiot to jednak na biwak, bo w 30+ stopniach wyniki gier zależały w dużej mierze od wytrzymałości fizycznej i stopnia kaca.

O jak ORGANIZACJA - z naszej perspektywy właściwie bez zarzutu - piwo dało się pić, cień się znalazł i głowę złożyć też można było jak się człowiek zmęczył.

P jak PROGRAM NAPRAWCZY - czyli jak zrobić, żeby było lepiej. Nie ma wyjścia, na początku polecą wymówki i usprawiedliwienia, znajdziemy jakiegoś winnego i poopowiadamy o kostkach. Byłoby by jednak dobrze, gdyby Nasz program naprawczy miała horyzont czasowy wyraźnie krótszy niż ten olimpijski. Będziemy tu przypominać co jakiś czas :)

R jak RELACJA - są pewne zarzuty i niekorzystne porównania do battlowców. Cóż, może nie przemyśleliśmy tego do końca ale następnym razem wyciągniemy wnioski. Pragniemy też zauważyć, że charakter zbieranych przez nas materiałów jest nieco inny - jesteśmy raczej magazynem niż gazetą codzienną. Będą jeszcze jakiś czas pojawiać się zdjęcia, filmy i audycje. A z perspektywy czasu jeszcze uwaga, że o bitwach wh40k mówienia w ich trakcie jest dość ryzykowne. W WFB zdecydowanie częściej widać co jest grane a u nas objectivy, objectivy, objectivy. Nasze oceny sytuacji na stole w 90% były po prostu nietrafione, więc daliśmy spokój.  

S jak STO ZŁOTYCH - za taki właśnie banknot można dostać w Gorzowie 20 strzałów, co Amerykanie odkryli ze sporą radością.

T jak TARCZA - obiekt pożądania rywalizacji ogólno-drużynowej. Cóż, pojechała do Angli. Gdybyśmy byli uprzedzeni i mieli jakieś kompleksy, moglibyśmy napisać, że lepiej to niż do Niemiec. Ale nie napiszemy.

U jak USA - chłopaki pocisnęli towarzysko tym razem. Wiedziałem, że Ben Mohlie był mocną stroną tego teamu ale zdaje się, nie doceniłem jak bardzo im go zabraknie. Już chyba po pierwszym dniu nie liczyli na zbyt wiele. Należą im się jednak wielkie gratki za postawę. Jak Trej słusznie zauważył, rywalizacja wpisana w styl życia może być dla nas czymś obcym ale uczy zarówno jak wygrywać i jak przegrywać w dobrym stylu. Tego możemy się wszyscy od nich uczyć. Chociaż trzeba przyznać, że nasza Repra też nie przynosiła wstydu na tym polu.

W jak WIELKA BRYTANIA - oj, Anglicy dali popis motywacji. Z odpustowo-imprezowej drużyny luzaków zmienili się w czarnego konia tegorocznej imprezy - wygrana w czterdziestkę i trzecie miejsce w battlu pozwoliły im zabrać tarcze do domu. Niejako przy okazji stali się też jednymi z częściej wymienianych jako "ciśnieniowcy". Przodowali w tym ich pobratymcy z Wysp, czyli Walijczycy i Szkoci. Ci ostatni nadali im nawet wiele mówiącą ksywę "Wanker Team".

Y jak YARRRRRR - team najemników, występujący w tym roku jako piraci, dzielnie spełniał swoje zadanie, będąc nieprzewidywalnym, zmienny i drapieżnym. A wszystko to w odpowiednim stylu:

YARRRRRR!!!


Z jak ZŁO Z FIORDÓW - Zły nie był w tym roku w Reprze, za to czynnie zwiedzał fiordy. Okazało się, że doskonale pasuje do Norwegów. Mokre włosy i goła klata jakimi nas raczył rankami były doprawdy mroczne. Jeszcze musi zapomnieć jak się gra i może emigrować. Nowa ksywa - "Łosoś".

Pisania to tyle z mojej strony. Dodatkowe wyjaśnienia jak zwykle w komentarzach. Do następnego.

sobota, 18 sierpnia 2012

Nadaje Michu. Jak obiecałem, relacja z dnia drugiego. Dzień obfitował w wydarzenia podobnie jak poprzedni, jednak nie wszystkie tym razem pomyślne, o czym wiedzą śledzący relację na żywo. Ale po kolei.

1. Pani z Rumuni nadal nam towarzyszy. Jak obiecałem, kolejna fotka:

Trochę oszukałem - zdjęcie jest z dnia wczorajszego ale się nie obrazicie pewnie.


2. Z ważnych rzeczy germański najeźdzca pokazał co potrafi i niestety dostaliśmy odprawę, że aż fruwało. Przed grami i po parowaniu był optymizm był, chociaż umiarkowany. Jedynie Afro miał niewyraźną minę (patrz niżej) bo znowu nie dali mu się napić - te 3,5 piwa to ani smaki nie miało...

 Tak właśnie wygląda trzeźwy Afro - dzieciom na przestrogę, a Wam ku radości.

Optymizm Pająka z wczoraj udzielił się też Waszym korespondentom. Staliśmy przy stole Thuriona, do którego zostały dostawione Dark Eldary i wróżyliśmy zwycięstwo Naszych. Podobnie nam i nie tylko nam wydawało się, że Romek z CSM zrobi kęsim, kęsim wrażym orkom. Niestety, w miarę upływu czasu stało się jasnym, że to Niemcy wiedzieli co robią i w dodatku wykonywali zadania perfekcyjnie. Starczy powiedzieć, że Marios, Thurion, Piszczu zdobyli razem 6 punktów... Trochę pecha w tym było niezawodnie ale nie do końca. Będziemy nadal trzymać kciuki ale mamy w zanadrzy pamiętną czarną okładkę Faktu, opublikowaną po przegranym meczu z Ekwadorem i nie zawahamy się jej użyć - kto chce łatwo znajdzie w necie.

3. Trzeba przyznać, że chwilowe załamanie nie zniszczyło morale. Następny mecz ze Szwecją był jednostronny, co w połączeniu z remisem w parze Niemcy:Anglia powoduje, że nasi nadal liczą się w walce. Trzymajcie kciuki, byle głośno!

4. Jutro Anglia. Łatwo nie będzie ale bez kompleksów, zaszłości historycznych i dużą motywacją. Pierwsi dowiecie się o wyniku.

5. Wasi dzielni korespondenci walczą z coraz cieplejszym klimatem coraz większą ilością napojów. Wyszukaliśmy też sobie fajne miejsce pod drzewkiem. Jachu nazwał je co prawda menelownią ale kto by tam mu wierzył... Wspomniany Jachu oprowadzał rodzinę i wskazawszy nas skomentował, że tych kolegów zna już kopę lat. Na to rodzina - "A, to Wy...". Miło, doprawdy miło...

6. Zły zapisał się do reprezentacji Norwegii. Pewnie nie wiedział, że w programie jest głębinowe zwiedzanie fiordów. Jutro mecz na tzw. "dolnym" szczycie tabeli: Norwegia vs Holandia.

7. W bojach zagrzewa nas Czempion Łysy:

Doprawdy, nie trzeba wielu słów. Tak się poświęcamy dla Was.

Swoją drogą, będę forsował za rok wystawienie reprezentacji Blogosfery - są przedstawiciele mediów z paru różnych krajów. 

8.  Pewną niespodziankę sprawili Rosjanie wygrywając ze Szwecją. Powoli nadchodzą chyba czasy, kiedy nie będzie jamochłonów i bereł (mowa WFB) na ETC. Może i szkoda:) Niespodzianką nie skończył się też o mało co pojedynek Team America z Finlandią - po zerknięciu na stoły nie dawałem większych szans Amerykanom ale w końcu wycisnęli zwycięstwo. To dobrze oddaje moją znajomość tej gry - Łysy odkrył, że wynik oceniam po tym, kto jest w czyim deplojmencie...

Kolejne 8 punktów za nami - jutro postaram się coś jeszcze napisać ale mogę nie wytrwać do końca  i pałeczkę przejmie Łysy. Dzień jest było nie było najważniejszy, możecie się spodziewać zintensyfikowania relacji. Sporo zależy też od dzisiejszego wieczora, który planowany jest na gorzowskim bulwarze. Mogą się zdażyć ofiary polskiej gościnności. Niniejszym zresztą Was żegnam i udaję się sam zawalczyć. Do usłyszenia i pamiętajcie, każdy komentarz wsparcia dla Repry jest ważny!


piątek, 17 sierpnia 2012

Pierwszy dzień ETC



Nadaje Michu. Łysy stwierdził, że nie umiem obsługiwać Fejsa, więc zlecił mi napisanie relacji na koniec dnia. Ja się nie burzyły bo wiele prawdy w tym jest. Więc chcąc nie chcąc snuje się, robię zdjęcia, filmy i nagrywam głupoty. A teraz kilka spostrzeżeń z dzisiejszego dnia.


Bardzo dobre zdjęcie naszej Reprezentacji.


1. Prognoza pogody uzyskana od miejscowych górali się nie sprawdziła, za co wszyscy są głęboko wdzięczni. Jest przyjemnie chłodno i sympatycznie. Dodatkowo wszyscy jeszcze w miarę świeży.


2. Mamy identyfikatory z napisem Press. Fajnie. Ale za granie w ostatniej nawet reprezentacji byśmy się zamienili. Staramy się robić dobra minę do złej gry i reportaż w stylu „Dzienników rumowych”.


3. Są kobiety! I również aktywnie reprezentujące. Konkretnie jedna ale za to nie dość, że sympatyczna to jeszcze grająca demonami. Niniejszym zyskuje specjalne miejsce w moim sercu, a Wy macie zdjęcia. Będą pewnie następne.



Ha – na razie macie armie i ogólny zarys :)


4. Po latach oczekiwań, wielu wyrzeczeniach i dzięki trafnym radom Wilsona (zdjęcia Wilsona szukajcie na Fejsie), drużyna Irlandii Północnej odniosła swoje pierwsze prawdziwe, wypracowane zwycięstwo w historii ETC. Pokonana drużyna Holandii jest na ETC po raz pierwszy, więc prawdopodobnie rezultat meczu jest wynikiem braku doświadczenia – pomarańczowi chłopacy nie wiedzieli jak się zachować. Sądząc po niewyraźnych minach Irlandczyków zwycięstwo stawia przed nimi nowe, dotąd nieznane wyzwania. Jedynie Wilson zachował kamienną twarz. Na szczęście w drugiej turze Irlandia się otrząsnęła i zrezygnowała z walki na podium.


5. Łysy słusznie zauważył, że rozłożenie imprezy na trzy dni ma swoje niewątpliwe zalety ale ma i też pewne wady. Jedną z nich są dwie noce. Wyzwanie dla wychowania w trzeźwości i pewien stres dla mierzących w podium.


6. Nasz reprezentacja pokonała wysoko drużynę Szkocji – spodziewanie. Niespodziewanie równie gładko, w zapalczywym gniewie, pokarali Team America. Po parowaniach w gronie kibiców zapanował pewien pesymizm – inaczej mówiąc uważaliśmy, że remis będzie sukcesem. Minorowy nastrój rozbił Pajak, którego entuzjazm bił i oślepiał. I ku ogólnemu zaskoczeniu miał rację! Oby tak dalej. Propaganda sukcesu gorą.


7. Wbrew plotkom w reprezentacji nastrój chyba wyśmienity (teraz tym bardziej). Tylko Afro zdaje się czasami niebezpiecznie zbliżać do krytycznej granicy całkowitego wytrzeźwienia i uśmiech jakby rzadziej gości na jego szczerej słowiańskiej twarzy. Trzymamy kciuki proszę Pana!


8. Jutrzejszy dzień od razu z grubszej rury – Niemiecki najeźdzca. Trzymajcie kciuki. Jak i Ci legną to potem wakacje i może pozwolą się Afru napić.



Na dzisiaj koniec - poza tym jest 8 punktów, więc dobry . Musimy zachować zwyczaje korespondentów wojennych i uzupełnić płyny. Szukajcie nas jutro na Fejsie, a wieczorem będzie relacja jak dzisiaj. Życzenia i skargi w komentarzach.

czwartek, 16 sierpnia 2012

ETC za chwil parę



Jak już notkę niżej wspominałem relacja będzie. Nie ma zatem powodu do obaw - chyba. Forma na którą się zdecydowałem to strumień bieżących informacji na facebooku oraz codzienne podsumowania tutaj na blogu. Albo chociaż próby takowych. I choć użyłem liczby pojedynczej to od razu zaznaczam, że grono reporterskie jest większe bo jedziemy w składzie eM, Michu na i ja.

Tak zwany fanpejdż na fb nie wymaga rejestracji by z niego korzystać i widzieć podstawowe informacji problem może się pojawić przy zdjęciach ale te pewnie będziemy wrzucać również na picasse czy coś podobnego więc nie powinno Was nic ominąć. Nawet jeśli cenicie swoją prywatność i religia Wam zabrania lajkować i szerować.

No i jakby kogoś to info ominęło to warto wiedzieć, że MiSiU nie dość, że jest już na miejscu to w dodatku już działa więc alternatywne źródło informacji jest tutaj. Polecam.

No i link do naszej twórczości:

niedziela, 12 sierpnia 2012

A jakie są wasze typy na ETC?



Już za momencik i chwil parę w Gorzowie rozpocznie się największa i najważniejsza impreza figurkowa w naszym kraju na przestrzeni kilku lat. ETC czyli European Team Championship które już praktycznie są World ale z względu na tworzący się przy zmianie skrót obowiązuje cały czas obowiązuje oryginalna nazwa.

Niezwykle intensywny program na najbliższy tydzień wygląda następująco:

Pn-wt turniej 6 edycji
Śr-czw ESC czyli European Single Championship
no i od piątku do niedzieli gwóźdź programu czyli ETC.

Jak widać chętni mogą spędzić upojny tydzień z figurkami i na pewno przez najbliższe dni będzie się działo na zachodzie naszego kraju. Oczywiście planujemy relację z24cala z głównego turnieju tego maratonu natomiast więcej detali technicznych gdzie i jak klikać podamy bliżej całej imprezy jak doprecyzujemy nasze pomysły. So stay tuned.

No i oczywiście podobnie jak przy okazji innych dużych imprez chciałem zaproponować zabawę w typowanie obsady podium. Teraz szybkie odświeżenie zasad:

Wygrywa ten kto zdobędzie najwięcej punktów a punkty są za:
- jeden za każdą wytypowaną reprezentacje która trafiła na podium niezależnie od zajętego miejsca.
- jeden dodatkowo jeśli poprawnie przewidzi się miejsce.
Czyli przykładowo moja wizja przyszłości wygląda tak:
1 A
2 B
3 C
a wyniki turnieju z kolei wyglądają tak:
1 A
2 D
3 B
Dostaje za ten dar od Tzeentcha 3 punkty - dwie pary na podium plus jedna z miejscem.

Typowanie zamykamy w piątkowy poranek. A póki co oddaję wam komentarze oraz facebooka gdzie możecie zostawiać swoje typy (najlepiej podpisane ksywą ;) )

środa, 8 sierpnia 2012

Dziękujmy Mrocznym Potęgom


Wszyscy gracze demonów powinni byli w ostatni weekend złożyć dziękczynne dary w ramach podzięki dla Games Workshop za całkiem niespodziewany prezent w postaci niepozornej książeczki dodanej do ostatniego nr White Dwarfa. Książeczka nie dość, że swoją objętością w pełni zasłużyła na to zdrobnienie to jeszcze do tego łączy dwa systemy czyli okrągłe i kwadratowe podstawki. Jednak nie pozorna ilość tekstów i tak jest spory prezentem dla wszystkich domorosłych heraldów bowiem dzięki niemu demony naprawdę sporo zyskały.

Pierwszym co się rzuca w oczy, głownie dzięki sporym modelom, to nowe rydwany Slaanesza w trzech wariantach. Szczerze mówiąc żaden mnie nie przekonał wszystkie bowiem są wariacją na ten sam temat - mianowicie albo zabije w szarży impact hitami albo ginę. Zatem może i z ogniem ale też z dużym ryzykiem więc na pewno bez rewelacji. Ale pierwsze śliwki robaczywki i dalej jest zdecydowanie lepiej.

Odświeżono bowiem demony Tzeentcha a konkretnie Flamery i Screamery. I tą rewizję należy zacząć od tego, że obie jednostki straciły trochę inva i teraz mają go 5+. Ale to koniec złych wiadomości bowiem obie jednostki dostały po jednym woundzie a flamery są tańsze aktualnie o 12 punktów a poza tym bez zmian. Tych zdecydowanie więcej jest u screamrów które podrożały trochę ale za to sporo zyskały i zrobiły się przekozackie. 3 ataki, siła 5, AP2 plus jakieś ataki kiedy przelatują nad jednostkami. No i zmiana typu na jetbajk która dla demonów jest obłędna pozwala się bowiem ruszyć po wylądowaniu na stole. Słowem jednostka spełnia wszelkie przesłanki na must-have.

Sprawdziłem w ostatni weekend jak się gra demonami korzystając z tego update'u oraz na 6 edycyjne zasady i przyznam się, że jestem pod sporym i co ważne pozytywnym wrażeniem. Zastrzegam od razu, że rewelacji nie ma i nie będzie to samograj na miarę GK w 5 edycji ale aktualnie wygląda na to, że zabieranie reprezentantów warpa na turnieje będzie miał więcej sensu niż przez ostatnie długie miesiące. Bo poza tymi zmianami z Białego Krasnala niektóre nowe zasady również pomagają demonom. Są to głównie zmodyfikowane rzuty na rezerwy i nowa, zauważalnie łaskawsza, tabelka rozbijania się w przypadku trafienia w nie legalną lokalizację.

No i deser czyli Latające Monstrualne Kreatury. To działa, zwłaszcza kiedy spadają się w trybie latania i są trafiane tylko na 6'óstkach. Lądowanie np takich dwóch thirsterów które (raczej) nie spadną od dwóch tacticali które turę później nadal zdrowe są gotowe do, potencjalnie 24 calowej, szarży zmusi niektóre armie do większego niż mniejszego kombinowania.

Początkowo myślałem, że początek nowej edycji będzie stał dla mnie,pod znakiem Eldarów jednak ostatni lokal w Pozku uświadomił mi, że demony nie dość, że są bliższe mojemu sercu to jeszcze da się nimi grać. Czas zatem na mroczne knucie przed trójmiejską Herezją.

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

3, 2, 1...



Jedną z największych nowości w 6 edycji są bez wątpienia wszelkiej maści flyery. I jednym z największych wyzwań które one wnoszą do tak zwanej "mety" gry jest to jak sobie z nimi poradzić. Nie wszystkie bowiem armie mają własne samoloty, które, przynajmniej w teorii są jednych z lepszych jednostek przeciwlotniczych. I nie mając takich mogą sobie radzić na kilka sposobów.

Pierwszym z nich są alianci. Bowiem jeśli nie my to może oni mogą mieć coś co pozwali walczyć o przewagę w powietrzu. Zwłaszcza, że np. Gwardia Imperialna i jej Vendetty są dostępna dla naprawdę wielu armii. Drugą opcją jest korzystanie z fortyfikacji oraz zawartych w nich luf, bo niektóre z nich mogą  całkiem skutecznie strzelać w niebo. Można też sobie radzić próbami zmasowanego ostrzału z broni klasycznych i liczeniem na wyturlanie 6stek.

Można też rozszerzyć pole poszukiwań własnego lotnictwa o najnowsze dzieło z Foreworld'u czyli Imperial Armour Aeronautica. Jak się zajrzy w spis treści tej księgi to można zauważyć że są w nim wymienione prawie wszystkie armie i co najważniejsze każda z nich otrzymuje jakiś dobrobyt. Biorąc pod uwagę, że podobno Games Workshop zamierza silniej promować FW a w szczególności zasady zawarte w cyklu Imperial Armour to może warto zapoznać się z tymi zapisami. Bo choć, póki co w dziedzinie dopuszczania IA na turniejach w naszym kraju jest sytuacja jak na froncie zachodnim - bez zmian to może jednak będą musiały one nadejść. Nawet jeśli nie z powodu polityki GW to może z oddolnej chęci posiadania możliwości postrzelania się normalnie z co bardziej irytującymi fruwajkami.

Szczerze mówiąc nie mam pojęcia czy nie ma tam jakiś przegięć ale wydaje mi się, że póki wszystkie albo chociaż większość armii nie dostanie możliwości latania to opcja dopuszczenia nawet nie całego IA ale tej jednej konkretnie książki mogłaby stworzyć dla paru armii całkiem ciekawe alternatywy bez konieczności poszukiwania pomocy u sojuszników. Jednak ostateczna decyzja należy do organizatorów poszczególnych turnieji i to oni powinni się przyjrzeć takiej alternatywie.

czwartek, 2 sierpnia 2012

Urodzinowe rachunki


No i chyba mamy nowa, świecką tradycję na tym blogu. Udało mi się bowiem drugi rok z rzędu zapomnieć o jego urodzinach. Nie żebym do nich przywiązywał jakąś szczególną atencje bo tak raczej nie jest - po prostu, jest to dobra okazja do jakiś podsumowań i poczynienia kolejnych planów podboju wszechświata.

Jednak jak sobie przypomnę to co mi się marzyło w zeszłym roku i co wtedy sobie zaplanowałem a ile mi się z tego udało się osiągnąć to do szczególnie zadowolonych z siebie ludzi się nie zaliczam. Bo poza tym że udało mi się utrzymać bloga przy życiu wiele więcej się nie zdziałałem.

Przy okazji aktualnie trwających Igrzysk olimpijskich usłyszałem stwierdzenie, które wydało mi się więcej niż znajome, wyjątkowo pasujące do mojego rachunku sumienia, mianowicie sukces niczego nas nie uczy i to właśnie porażki dają nam lekcję. No więc trafiłem od razu na doktorat. Ale plan jest - w przyszłym lipcu planuję go bronić :)

poniedziałek, 30 lipca 2012

Jak grać Lostami w 6 edycji?


Zanim odpowiem na tytułowe pytanie, do czego mnie sprowokował Yedli komentarzem pod poprzednią notką, chciałbym na początek popełnić mały disklajmer.

Jest dla mnie oczywiste, że to orgowie poszczególnych turnieji będą decydowali czy chcą czy też nie chcą widzieć u siebie Lostów. Ja tylko mam nadzieję, że wykażą się równie dużą otwartością jak za czasów 5 edycji i LatD będą powszechnie widziani w spisie armii dopuszczonych.

I jeśli się na to zdecydują to chciałbym zasugerować jak to zrobić, by wszyscy się mogli dobrze przy tej decyzji bawić.

Ogólnie Lości na 6 edycją działają w sposób możliwie zbliżony do tego z 5:

1 Czyli mają swoje własne zasady sojuszników z których korzystali do tej pory niezależne od dopuszczania aliantów na danym turnieju. Za to nie mogą korzystać z jakichkolwiek sojuszników na zasadach ogólnych.

2 Ikony działają tak jak do tej pory czyli mogą szarżować.

3 Jednostki sojusznicze czy też te do których się odwołujemy podlegają aktualnym FAQ'om do swoich kodeksów czyli np. Bloodlettery mają AP 3 na swoich Hellbladach, a pojazdy występujące w tym minideksie mają stosowną ilość HP, itd.


I to tyle póki co. A to "póki co" potrwa do premiery nowego deksu chaosu po którym będzie wiadomo w którą stronę się z tą armią się obrócić.

Czy warto dopuszczać Lostów do turnieji na 6 edycję?

Pomimo, że można mnie podejrzewać w tej kwesti o stroniczość to całkiem szczerze powiem, że tak. Nie zyskali jakoś kosmicznie ale nadal są grywalni i są rzadkim przypadkiem armii assaultowej które mam wrażenie będą wnosiły odrobinę świeżości na 6sto edycyjne stoły. Tak, więc do boju, w cieniu ikon.

niedziela, 29 lipca 2012

Nadchodzą wydatki czyli podsumowanie tygodnia


Modlitwy wiernych kultystów zostały wysłuchane i Demony doczekały się updatejtu. Tzn w naszych warunkach już za chwilę się doczekają bo jeszcze chwilę trzeba odczekać kiedy nowy Biały Krasnal pojawi się w Empikach. Nie żeby od razu stały się pogromcami ale parę fajnych, nowych opcji się pojawia bo każda z nowych czy po prostu odświeżonych jednostek ma jakiś tam sens.

Flamery - dużo tańsze, dodatkowy wound kosztem jednego oczka na sejwie. Jak dla mnie rewelacja.
Screamery - 3 ataki z S5 i AP2 plus dodatkowy wound. Powtórzę 3 ataki z siłą... Acha i armourbane na deser.
Rydwany Slanesza - ciężkie są moimi faworytami. Jeśli wpadają w coś bez wcześniejszej utraty HP to 4d6 hitów z siłą 4 i rendingiem może zaboleć.

To tak w telegraficznym skrócie - więcej będzie można powiedzieć po jakiś testach. Ale plus jest taki, że znowu zacząłem się demonom bacznie przyglądać co przez ostatnie 2 lata zdarzało się jedynie jak ich kodeks z półki spadał mi na stopę gdy szukałem podręcznika do czegoś, co działa na stole.



Kolejny news to zapowiedź od Fantasy Flight Games nowej planszówki w świecie 40k. Pierwsza moja myśl gdy o tym przeczytałem to była - "Nareszcie". Do tej pory miałem wrażenie że FFG w dość słaby sposób wykorzystuje swoją licencję na światy Warhammera. Zwłaszcza jeśli się zignoruje RPG'i, na które mi nie starcza czasu i zacięcia, to różowo nie wyglądało. Dostaliśmy bardzo fajny Chaos in Old World z dodatkiem, dobrą choć tylko na dwóch graczy Herezję Horusa i beznadziejną karciankę inspirowaną konceptem zwiedzania Space Hulków. Zacne osiągnięcie gdyby wyprodukowali to w rok czy półtora. Beznadzieje w kilka lat. No ale może teraz dostaniemy coś co nam wynagrodzi tą posuchę zwłaszcza, że sam koncept czyli Magia i Miecz aka Talisman przniesiona w 40 millenium brzmi bardzo zachęcająco.

No i najświeższy news czyli trailer od Forgeworldu:


Wizualnie fatality - powinni się wstydzić pomysłu wypuszczania czegoś takiego w świat. A realizacja takiego konceptu powinna być karana (najlepiej 90% obniżką cen na miesiąc ;) ). Jak firma która bazuje na poczuciu estetyki zarówno jeśli chodzi o modele jak i i książki może tak znieważyć nasze oczy? Zagadka. Ale pomijając forme tego zwiastuna to treść zapowiada się rewelacyjnie FW + Herezja Horusa na to wielu czekało. I znowu można to skwitować jednym słowem - Nareszcie.

I to tyle z tego tygodnia. Chciało by się więcej takich.

Choć może lepiej nie bo mój portfel może tego nie wytrzymać.

czwartek, 26 lipca 2012

Lotna brygada




Już przeszło miesiąc temu kupiłem sobie Dwarfa z zasadami nowych fruwajek czyli kolejnej wariacji na temat latającego kontenera na śmieci, oraz szczytu orczej myśli technicznej. Nie ukrywam, że zakup był głównie powodowany chęcią posiadania tych zasad które okazały się być bez większego szału ale nie o tym miała być ta notka, zwłaszcza, że temat tych lataczy już był wałkowany zarówno w kontekście 5 jak i 6 edycji na forach wszelakich więc powtarzać się nie ma za bardzo po co. I oczywiście przy opisie podniebnych wymysłów zielonoskórych nie mogło zabraknąć reklamy dopiero co odświeżonego komiksu z Black Library pt. Deff Skwadron. Przy czym reklama ta okazał się na tyle skuteczna, że gdy odkryłem jakąś promocję na wysyłkę - w sensie za darmo również do naszego kraju - kliknąłem wiele się nie zastanawiając.

Przesyłka dotarła z niemałymi przygodami, których opisu Wam zaoszczędzę ograniczając się do stwierdzenia, że nie zawsze warto słuchać swojego wewnętrznego lenia. A już szczególnie jak przybierze maskę optymizatora wydatków energetycznych. No ale w końcu paczka była w moich rękach które od razu, pod samymi drzwiami poczty, bez większego udziału mózgu rozerwały karton.

Komiks jest w formacie większym niż A4 co mnie bardzo zaskoczyło ale oczywiście również uradowało. Większe strony -> większe obrazki -> większa zabawa. Prawda, że łatwo wejść w orczą mentalność? Niestety jest czarno-biały, co jednak nie zaskakuje bo to praktycznie standard dla BL. A szkoda bo jak się patrzy na okładkę która jest pokolorowanym jednym z kadrów z komiksu to łatwo sobie wyobrazić jak bardzo całość w kolorze by zyskała. Ale to nie jest dla mnie największy problem estetyczny, z tą było nie było, graphic novel bo pierwszoplanowy jest taki, że rysunki są po prostu brzydkie. Oczywiście to moja subiektywna opinia ale jak się patrzy na takie Lone Wolves, które uważam za najśliczniejszy komiks z BL a potem na ten dramat to człowiek może się nabawić poważnych urazów nerwowych. Choć nie ukrywam, że z kolejnymi stronami moja opinia na temat tej kreski złagodniała i stwierdzam, że poniekąd pasuje ona do estetyki rasy przedstawionej. A że rasa ma takie poczucie piękna jak ma to i tak komiks tak wygląda a nie inaczej. Trudno mi wyobrazić sobie zastosowanie tej estetyki do zilustrowania losów dywizjonu Wytwórców Świec aka Eldarów.

Zawsze wydawało mi się, że GW tworząc wizerunek orków w świecie 40ki potraktowało ich jako swój wentyl bezpieczeństwa dla całego tego patosu 40 millenium. Wielka zdrada oraz wielkie dramaty rodzinne, opowieści o wielkiej odwadze jak i podłości itp itd. A na to pojawiają się orki z swoim "red uns go fasta" i podobnymi mądrościami, z swoimi Shook Atak Gunami i walutą noszoną w gębach. Ich radosny i losowy charakter średnio przystaje do całej reszty wizji mrocznej przyszłości. A jednak są niezbędnym składnikiem tego koktajlu który, co ważniejsze, ma całe rzesze wiernych fanów.

I ten komiks jest kwintesencją zielonego klimatu, zaczynając od tej nieszczęsnej kreski a kończąc na gagach których w nim nie brakuje. A po drodze mamy piękny rys o historii rozwoju orczej myśli taktycznej oraz technicznej. Tak, dzieje się. Dużo i głośno - strzelanie gdzie popadnie, poruszanie się czym popadnie oraz okładanie kogo popadnie. Słowem zielono mi. A o czym on konkretnie opowiada poza tym że o orkach?

Konkretnie to jest zbiór opowieść o tytułowym Deff Skwadronie koncentrująca się na jego dowódcy oraz nawigatorze. Który jest zdecydowanie inteligentniejszy od swojego przełożonego ale również zauważalnie mniejszy co głównie determinuje jego miejsce w hierarchii. Poznajemy ich losy przy okazji różnych kampanii i misji oraz ich relacje z wrogami oraz teoretycznymi sojusznikami które są zaskakująco zbieżne. Generalnie dostajemy całkiem niezły wgląd w relacje między zielonoskórymi oraz sposób ich działania. Sposób w którym na myślenie w nie ma zbyt wiele czasu.

Czy warto? Jak ktoś jest fanem orków to pozycja ta jest absolutnym must have.
A jeśli ktoś grzyby po prostu je a nie obserwuje za wypadającymi zielonoskórymi? To i tak warto przeczytać, zwłaszcza, że jest spora szansa, że się człowiek uśmiechnie raz czy drugi a może nawet serdecznie roześmieje. A na pewno nie zaśnie jak mój kot:


niedziela, 22 lipca 2012

Dlaczego nie zagram na ESC?


ESC czyli Europan Single Championship które odbędą się w Gorzowie jako preludium do gwoździa programu czyli turnieju drużynowego.

A odpowiedź na tytułowe pytanie jest prosta - bo będzie na 5 edycję. A ta wywołuje w mnie aktualnie uczucie odrzucenia. I choć na obecna chwilę oraz swój stan wiedzy nie zaryzykowałbym teorii, że 6 edycja jest o dwie klasy lepsza to przynajmniej ma dwie niepodważalne przewagi nad swoją poprzedniczką. Po pierwsze jest inna a po drugie nieznana. A to wystarcza, żeby w moich oczach była fascynująca.

I trudno się dziwić, że wizja grania w połowie sierpnia cały czas w 5 edycję jakoś szczególnie mnie nie kusi. Zwłaszcza, że choć impreza ta nie ma nic wspólnego z ligą to nadal jest dość prestiżowa głównie z względu na międzynarodową obsadę, wypadałoby zatem na niej powalczyć - choćby o swoje dobre imię. A to przy mieszających się zasadach mogłoby by być trudne. Co prawda jeszcze jakiś czas temu planowałem granie w Gorzowie i nawet zacząłem rozkminiać od kogo mógłbym z tej okazji pożyczyć jakiś Necronów najchętniej z dużą ilością Wraithów ale po pierwszych testach 6 edycji stwierdziłem, że to nie ma większego sensu. Po prostu nie będzie mi się chciało katować zagadnienia - ile można.

Podejrzewam, że w swoim podejściu nie jestem odosobniony wydaje mi się zatem, że największymi beneficjentami tej sytuacji są chopaki z północy a konkretnie organizatorzy Herezji w trójmieście. Organizowanie dużego turnieju tydzień po największej i najważniejszej imprezie pamperkowej w naszym kraju od kilku lat wydawało mi się misją samobójczą i jedynie przez niechęć do bawienia się w czarnowidza siedziałem cicho. Jednak dzięki zmianie edycji i faktowi, że Herezja będzie pierwszym dużym turniejem na nowe zasady na pewno znajdzie sporo adoratorów - ja już np. kminie czym i jak na niej grać.

Nie zmienia to faktu, że do Gorzowa i tak się wybieram a czas zaoszczędzony na graniu na singlu zamierzam wykorzystać w pełni towarzysko. A patrząc na listę zgłoszonych na ten turniej to widzę, że będzie z kim. No i tak pozytywnie naładowany będę mógł rzucić się od piątku w wir relacji live z Drużynowych Mistrzostw Świata.

piątek, 20 lipca 2012

Kilka tysięcy słów o przyjaźni

Uwaga będzie mocno osobiście.

Jak pewnie część z Was, Drodzy Czytelnicy się orientuję przez dłuższy czas mieszkałem w Poznaniu. I jak pewnie mniejsza część z Was się orientuje, ten czas przeszły w poprzednim zdaniu jest uzasadniony bo aktualnie Gdynia to miasto gdzie żyję. Przy okazji zmiany tego stanu rzeczy nie mogło oczywiście zabraknąć pożegnania w stolicy podziemnych pomarańczy. I w trakcie niego doszło do przekazania darów i poniżej możecie zobaczyć co między innymi dostałem.










Polecam zwrócić uwagę na "grę bannerów" - może na herezji chopaki sobie co nieco w Paszczy wyjaśnią   ;).
Nie chcę się tu silić na jakieś pseudo-ambitne lub co gorsza pretensjonalne puenty ograniczę się jedynie do stwierdzenia, że życzę Wam wszystkim drodzy czytelnicy, Takich znajomości, czy jeszcze lepiej przyjaźni, powstałych przy tym hobby. Bo to oto w tym wszystkim chodzi a niekoniecznie czy KP są ok czy nie i inne historie o podstawkach aliantów.

A ja chciałbym jeszcze raz podziękować Ziomom z Poznania - cały czas się wzru... tzn. mam szumy w akcji serca jak patrzę na tą figurkę :). No i jest cudna.

I chyba mnie namówiliście, ta gablotka wcale nie jest taka głupia.

PS. Last but not least. By oddać w pełni należną chwałę artystą to za rzeźbę odpowiada Arrr aka Szwagier a za malowanie Michał z Poznania.

wtorek, 17 lipca 2012

W drodze na pas startowy




Kolejne bitwy na zasadach 6 edycji już za mną i kolejne doświadczenia zebrane. Choć niektóre z nich to tak po prawdzie, same do mnie przyleciały i to dosłownie. Miałem bowiem wreszcie okazję zagrać z jednym z większych przełomów w tej odsłonie zasad, a przy okazji budzącymi moje spore zainteresowanie, czyli fruwajkami a z angielska flyerami. I szczerze mówiąc mam mieszane uczucia.

Ale po kolei. Na ostatnim lokalu w 3city zagrałem z Necronami którzy byli bardzo odmienni od tego co się wystawiało w poprzedniej edycji. Co prawda były barki zarówno z lordami jak i te ciężkie ale fasty były całkowicie wolne bowiem były immortale oraz deathmarki w kosach. W sumie tych samolocików było 4. W oddziałach tych oczywiście byli cryptecy i i to nie koniecznie z Lancami. Bo spotkałem się z ustrojstwem które ma 4 strzały z zasadą Haywire oraz jakimś palnikiem który strzelając do ulubionego przeciwnika Deathmarków rani go na 2+ i ma AP1. Dość zabawne, trzeba przyznać.

Ale wracając do królów niebios. Próbowałem je strącić choć zdawałem sobie sprawę, że jest to praktycznie niemożliwe. No i potwierdziłem tą tezę bo nic im nie zrobiłem. Inna sprawa, że nie miałem jakoś obłędnie wiele tego strzelania, ale nawet jeśli bym miał to może jedną bym zaprosił na glebę i na drugiej urwał Hull Point czy inną broń. Niestety (albo stety) na flyery trzeba brać coś co może je trafiać na normalny BS bo inaczej strzelanie do nich nie ma większego sensu. I tu się pojawia pierwszy problem - dostępność ustrojstwa przeciwlotnieczego. Bo wiele armii ma z tym pod górkę - i to mocno. Niektóre dostaną nowe kodeksy a w nich mam nadzieję stosowne opcje a niektóre i tych jest większość, muszą liczyć na nowe FAQ'i. Najlepiej takie który doprecyzuje co z tymi tajemniczymi pociskami klasy Flakk do wyrzutni rakiet.

Kolejny problem z fruwajkami, przynajmniej dla mnie, że wiele z nich ma opcję transportu. To w połączeniu z ich zasięgiem ruch sprawia, że określenie "wlot na deplojment" nabiera nowego znaczenia. Tacy nekroni mogą wysiąść nawet po 36" ruchu - co prawda strzelają wtedy tylko na snap shotach ale zawsze. Już pomijam ile to daje możliwości przy zajmowaniu celów misji. Zwłaszcza jeśli przeciwnik nie dysponuje jakimś kolosalnym ogniem zaporowym.

I tu pojawia się logiczne pytanie - jak się przed tym bronić? Najlepiej biorąc własne latacze i jak się da to takie które strzelają lepiej niż te przeciwnika.

Vendetty konkretnie.

A jak nam nie pozwalają wziąć aliantów a Cadia to dla nas cel a nie ojczyzna?

No to się robi trochę pod górkę. Ale na pewno można próbować to wymanewrować. Bo na szczęście to co GW dało samolotom w dziedzinie prędkości zabrało im w manewrowaniu. I jeśli ma się wystarczającą mobilność można z spróbować przejść za ich linię tak by w następnej turze nie miały już nic lepszego niż wyjść za stół. Oczywiście nie jest to łatwe ale zawsze jest to jakiś pomysł. Można też je zupełnie ignorować bo i tak w zajmowaniu znaczników nie przeszkodzą, ale takie rozwiązanie wymaga niebagatelnej wyporności od naszej armii.

Zatem można psioczyć na fruwajki, można je ignorować, można się z nimi bawić w kotka i myszkę ale jednego nie można im odmówić - dają dużo wartości dodanej do aspektu wizualnego naszej gry. Zawsze zazdrościłem batllowcą, że u nich na stołach spośród morza piechoty zawsze wystaje jakiś smok czy inny gigant co nie wiem jak działa ale fajnie wygląda. A taki land raider choć brzydki nie jest to aż takiego efektu wow nigdy nie robił. Zatem teraz może i będzie trudniej, bądź łatwiej - wszystko zależy od strony wolantu, ale na pewno przy okazji ładniej.

sobota, 14 lipca 2012

To nie jest edycja dla assaultowych armii?


Przyznaje się bez bicia, że zagrałem ledwie dwie gry na 6 edycję i pewnie to za mało by sobie wyrabiać jakieś mocne poglądy na jej temat. Przypuszczam, że z perspektywy czasu, moje aktualne przemyślenia okażą się one jedynie uprzedzeniami i stąd właśnie znak zapytania w tytule, jako takie swoiste zabezpieczenie.
Jednak z tego co widzę oraz słyszę, na tą chwilę to pomysł na armie pt. pójdę tam i tymi ręcami zrobię porządek może nie wypalić. Bo generalnie, by to zadziałało potrzeba poważnej zmiany podejścia do składnia oddziałów do walki wręcz bo 5 edycyjne klisze nie dają gwarancji sukcesu. Overwatch, czelendze, losowy zasięg szarży i masa innych zmian musi się jakoś odbić na sposobie myślenia miłośników bezpośrednich środków wyrazu. I aktualnie najskuteczniejszą opcja do walki wręcz wydają się deathstar units czyli oddziały pełne koksów a w dodatku mocne same z siebie. Czyli kosztujące odczuwalne punkty. I tu się pojawia problem bo nawet jeśli to wypali i będzie działać to nadal nie oznacza, że to się będzie opłacać. Może się bowiem okazać że opcja wzięcia w zamian kolejnego strzelania, będzie na dłuzsza metę skuteczniejsza.
Mam wrażenie, że od czasu trzeciej edycji z każdą kolejna odsłoną czterdziestki coraz mniejszy nacisk jest osadzony na fazę assaultu. Nie do końca rozumiem z czego to wynika ale trend wydaje się dosyć wyraźny. I choć rozumiem, że pomimo zacofania w niektórych aspektach jest to ewidentnie świat przyszłości więc siłą rzeczy strzelanie musi odgrywać niebagatelną rolę to ale, ale... No właśnie ale, skoro jest ta faza szkoda by było z niej korzystać jedynie incydentalnie. A tak się to na mój obecny stan wiedzy zapowiada.
Na pewno pocieszające jest to że tej wiedzy póki co o 6 edycji zbyt wiele nie ma więc jest szansa, że się najzwyczajniej w świecie mylę. No i zawsze można liczyć na nowe kodeksy bo np. wizja takiego chaosu bez sensownych opcji walenia z bańki wydaje się herezją jeszcze większą od tej oryginalnej - Horusa. Zwłaszcza, że deathstar to drugie imię połowy zawodników z tego deksu.
Chciałbym napisać, że wyjątkowo ale moglibyście się nie zgodzić, dziś błyskotliwej puenty nie będzie ograniczę się jedynie do mądrości życiowej czyli pożyjemy zobaczymy.

wtorek, 10 lipca 2012

Z życia i nie tylko forum


Pierwszym miejscem gdzie napisałem cokolwiek o 40stce w internecie było forum gildii. Nie załapałem się bowiem na okres świetności słynnej listy mailingowej na yahoo będąc jedynie świadkiem jej dogorywania wraz z jej niekwestionowanym trademarkiem czyli tematem o metodyce strzelania z lascannona pt. Laserowy Drapieżca. I mam wrażenie, że choć aktualnie pacjent może i ma się ciut lepiej ale obserwujemy podobny proces w przypadku następcy system bazującego na poczcie. Co prawda, tym razem technologia się nie zmienia, choć za chwilę za sprawą najróżniejszych rozwiązań społecznościowych które są ostatnio bardziej niż na czasie, i tak może się stać. Ale nie zmienia to faktu, że forum gildii od dłuższego czasu zamienia się we własny cień. I choć ostatnio mamy większy ruch z okazji ETC i 6 edycji naraz to jak sobie wyobrażę jakby to wyglądało 2-3 lata temu w przypadku tak nośnego okresu to mi się łezka w oku kręci.

I dlatego doskonale rozumiem pojawiające się cyklicznie głosy, że powinniśmy porzucić gildię i przenieść się na forum ligowe które póki co pomimo swojego sporego potencjału leży odłogiem i jest odwiedzane regularnie jedynie przez najbardziej zatwardziałych zawodników. Powiem więcej, że pomimo, iż na gildii jest moderatorem to takie opnie nie tylko rozumiem ale również popieram. O genezie spadku frekwencji forum NG można by napisać dłuższą pracę z socjologii ja jedynie ograniczę się do stwierdzenia - zbyt mocna moderacja. Odsyłanie wszystkich nowo przybyłych z jakimiś lame questions z kwitkiem a na nim odpowiedzią "sprawdź sobie w archiwum bo dopiero co czyli jakieś 18 miesięcy temu o tym pisaliśmy" wymagało sporego samozaparcia by się nie zrazić do tego forum. A o takie było łatwiej gdy nie był alternatyw, jednak gdy się pojawiła Gloria Victis a wraz z nią nowe możliwości to NG zaczęła skupiać głównie weteranów sceny turniejowej. A ci z czasem się wykruszają co jest naturalnym elementem dorosłego życia a wraz z nimi spada liczba żywych dusz na forum. A następców nie widać.

Z kolei, w przypadku forum ligowego poza krótkotrwałymi pikami trudno mówić o jakiejś większej aktywności i jest to stan normalny od samego początku jego istnienia. Są tam dyskusje o zasadach, o lidze, tematy turniejowe głównie składające się z regulaminu i tyle. Zatem, aż się prosi by ludzie dla których aspekt turniejowy tego hobby jest istotny pisali na forum koncentrującym się na... aspekcie turniejowym. Co zresztą jak wspomniałem jest pomysłem nie tylko nie nowym ale wręcz cyklicznym.

Zatem nie pozostaje nic innego jak przejść od idei do wykonania bo inaczej za rok znowu ktoś o tym wspomni w przypływie chęci uzdrawiania świata. A wykonać najlepiej poprzez założenie na forum ligowym tematów odpowiadających tym najpopularniejszym na gildii i stopniowym przeniesieniu tam dyskusji. Przy czym stopniowo nie koniecznie oznacza wolno. Prowodyrami powinni być ci najwięcej piszący a reszta z mniejszymi lub większymi oporami za nimi ruszy. Tak działa postęp.

niedziela, 8 lipca 2012

Graba ?


Jeszcze dobrze się nie obyliśmy z nową 6 edycją a już mamy pierwszy punkt zapalny i gwiazdę dyskusji zarówno tych w realu jak i prowadzonych cyfrowo. Chodzi oczywiście o sojuszników. No i raczej mowa tu o zagadnieniu turniejowym bo w grach luźnych i przy przysłowiowym piwku problemu nie ma - jest to bowiem kwestia dogadania się zawczasu. W sumie w przypadku turnieii jest podobnie tylko zainteresowanych jest "ciut" więcej a i stanowisk czy opinii również proporcjonalnie przybywa.

W największym skrócie prognoz na zbawienny/zabójczy efekt na balansie gry jest bez liku podobnie jak i argumentów na ich poparcie. Jedyne czego nie ma za tymi opiniami to doświadczenia. I szczerze mówiąc nie chcę aktualnie za bardzo wchodzić w polemikę zarówno z ani jedną ani z drugą stroną bo nie czuję się merytorycznie gotowy do takowej. Po prostu uważam, że trochę testów i eksperymentów w tym przypadku nie zawadzi. Oczywiście może się okazać to bolesne dla niektórych, którzy będą musieli wziąć na klatę co bardziej wygięte kombosy powstałe po złożeniu w jedną całość takich GK i IG no ale i bez tego start nowej edycji będzie obfitował w zderzenia z ścianami czy raczej lataczkami więc może tak źle nie będzie. Chciałbym po prostu byśmy uniknęli sytuacji, że coś ulegnie zbanowaniu na najbliższe parę lat za to, że ma groźnie wyglądające zęby ale nikt już nie sprawdził czy rzeczywiście ostre. Bo nie ukrywam, że alianci rzeczywiście wyglądają na siedlisko chorych kombosów. Ale to nie jest dla mnie problem bo i bez nich w tej grze takowych nie brakuje ale jeśli dzięki nim liczba grywalnych turniejowych czyli po prostu mocnych rozpisek zauważalnie się powiększy i powiększy się repertuar napotykanych armii, to czemu nie dać im zielnego światła?

Przez prawie całą piątą edycję bohaterowie specjalni kurzyli się na półkach i dnach walizek bo orgowie pod presją graczy nie chętnie ich dopuszczali. Ale w pewnym momencie dano na nich przyzwolenie bo okazało się, że wcale diabeł nie taki straszny jak się go maluje (nie da się ukryć, że GK mieli w tym swój udział) i przez ostatni rok ilość turnieji z dopuszczonymi specami była całkiem zauważalna. Dobrze by było by uniknąć podobnej sytuacji z sojusznikami dopuszczając ich szerzej na parę miesięcy prze premierą 7 edycji.

A na horyzoncie, co prawda póki co tylko w sferze plotek, może na nas czekać kolejna rewelacja czyli zrobienie z pomysłów Forgeworldu materiałów oficjalnych. I wtedy się dopiero będzie działo...

piątek, 6 lipca 2012

Notka zbiorcza


Nazbierało się trochę tematów o których wypadałoby wspomnieć ale nie koniecznie rozwijać je od razu do pełnej notki. Pozwolę sobie je zatem potraktować zbiorczo i pod jednym tytułem się z nimi rozprawić. Zatem jedziemy.

1. FAQ do Lostów. Będzie w swoim czasie a swój czas wyjątkowo nie jest zasłoną dymną a jest ściśle powiązany z premierą nowego kodeksu chaosu - zakładam w tym miejscu że plotki, iż jest następny w kolejce są prawdziwe. A póki co gramy po staremu (i nowemu), czyli szarżujemy z ikon tylko że losowo, męczymy się z ustawianiem ikon by nie był pierwsza do odstrzału ale nadal blisko itp itd.

2. Odezwali się do nas chłopaki z stronki 40k-universe których podejście do hobby jest bardzo odmienne od tego o którym myśmy zwykli skrobać na tym blogu. I tak pojawiła się jedyna, logiczna myśl w takiej sytuacji czyli ta o jakiejś współpracy. Jak o ona będzie wyglądać i co z niej wyniknie nie wiadomo ale wiemy że najważniejsze czyli wola jest.

3. I w tym punkcie dochodzimy do ilustracji tej notki czyli Story of the Month. Kolejny miesiąc, kolejne opowiadania, kolejne głosowania. Przyznam się bez bicia, że nie zagłosowałem w zeszłej edycji tylko i wyłącznie z własnego gapiostwa bo wydrukowałem sobie wszystkie opowiadanka po czym je przeczytałem porobiłem sobie nawet notatki... i postanowiłem odczekać by nie głosować na swieżo. Trzeciego lipca sobie uświadomiłem że coś miałem zrobić.
Tym razem się uda a poniżej garść linków i pamiętajcie, że w komentarzach też możecie głosować.
Regulamin
Głosowanie
Prace
Kolejne SotM

środa, 4 lipca 2012

Zaskoczeni?

Zdaję sobie sprawę, że niektórzy mogli by zarzucić mi, iż pisząc na tym blogu mocno pracuję nad tym by fraza "jeden obrazek - tysiąc słów" była mocno wytarta. Co więcej przyjąłbym taką krytykę na klatę i żył z tym dalej bo rzeczywiście tak trochę jest. Ale nic nie poradzę na to, że czasami nie ma co się silić na monologi i inne rozprawki tylko po to by poklepać w tą biedną klawiaturę bo autentycznie te parę pikseli załatwia temat dokumentnie oraz definitywnie (oraz kompletnie, konkretnie). I poniżej macie takie tysiąc słów na temat występowania armii na ETC (dla niewtajemniczonych - Drużynowe Mistrzostwa Świata):


Zagadka bez nagród: ile drużyn się zgłosiło? ;)

niedziela, 1 lipca 2012

Odrabianie lekcji



Podejrzewam, że większość z Was, drodzy czytelnicy, cały czas na hobby przeznacza aktualnie na wertowanie podręcznika i kminienie nad 6 edycją. A nie da się ukryć, że jest co robić bo zmiany są znaczne i zapowiada się całkiem zauważalna rewolucja na stolach. Ja jednak postanowiłem się na chwilę oderwać od nowych zasad i podzielić się pewną refleksją czy bardziej obserwacją którą mam po ostatnim masterze w  Olsztynie czyli Battle Cannonie.
Przyszło mi ostatnią bitwę zagrać z jednym zawodników który będzie reprezentował nas już w sierpniu na ETC mianowicie z Thurionem. Była to dla mnie dosyć trudna do wymazania z pamięci bitwa bo dzięki mojemu jednemu błędowi z oddaniem zaczynania (wydawało mi się, że skoro gramy na znaczniki i rozpa mojego przeciwnika jest dla turbo nie wygodna to dobrze będzie kończyć - w efekcie wylądowałem w strefie bez covera) skończyła się po półtorej tury moją anihilacją. Po prostu zginęło wszystkie 5 ikon w moich lostach, przed jakimkolwiek rzutem na rezerwy dzięki czemu demony nie weszły i był jeden wielki Game over.

Zdarza się.

I skoro nie pograliśmy sobie za wiele to w zamian ucięliśmy sobie z Thurionem pogawędkę na temat alternatywnych scenariuszy tego starcia i w trakcie tej gadki nasz reprezentant powiedział coś co mi dało do myślenia. Mianowicie, że skoro graliśmy na 6 stole i szanse na top turnieju miał tylko przy 20-0 plus jakimś szczęśliwym zrządzeniu losu na stołach powyżej nas to mógł pójść na całość i wybrać bramkę pt. ryzykowna taktyka. Natomiast gdyby grał gdzieś wyżej i miał więcej do stracenie ryzykowne manewry by odrzucił na samym starcie. I choć jest to jak najbardziej logiczne to jednak nigdy wcześniej nie patrzyłem na taktykę w bitwie przez pryzmat wyniku w turnieju.

Oczywiście, zawsze się mówi, że nie warto w pierwszej rundzie masakrować bo potem się trafia na jakiegoś rzeźnika ale szczerze mówiąc zawsze jak zaczynam grać to o tym zapominam i po prostu gram najlepiej jak potrafię. I jestem przekonany, że nie jestem w tym odosobniony. Natomiast skłonność do ryzyka w ostatniej bitwie w powiązaniu z zajmowanym miejscem to dla mnie nowość. I coś czuję że najważniejsza lekcja z ostatniego turnieju klasy master na zasadach 5tej edcyji.