niedziela, 11 września 2011

Kwadratowe Ogry - na okrągło

Jakiś czas temu poprosiliśmy z Michem naszego kolegę od kwadratów -  Kudłatego (w tym miejscu gratulacje za złoto na ETC) o napisaniu kilku słów na temat armybooka ogrów którego dostaliśmy w wersji przedpremierowej od jednego z naszych czytelników. Chciałem wykorzystać sytuację i ten tekst wrzucić równo z premierą jednak oczywiście wyszło jak zawsze czyli nie za bardzo. Co nie zmienia faktu, że tekst jest a myślę, że jednak większość czytelników tego bloga ta chwila obsuwy za bardzo różnicy nie robi. Natomiast sam tekst polecam gorąco ponieważ, jest to recenzja armybooka napisana specjalnie dla czytelników codexów co jest unikatową cechą.



Cześć Kudłaty z tej strony,
jakoś tak wyszło ostatnio, że zostałem poproszony o napisanie kilku zdań na temat nadchodzącego kodexu (w kwadratowym świecie armybooka) królestw ogrów. Jest to publikacja, która wywołuje spore emocje, w środowisku, z co najmniej kilku powodów, ale na razie cofnijmy się trochę w czasie by lepiej zrozumieć fenomen ogrów.

Odrobina Historii

Po pierwsze jest to najmłodsza z armii do WFB, dotychczas miała tylko jeden codex i to by wyrazić to trochę 40kową poetyką, codex o mocy orkowych flashgitzów. To właśnie połączenie fatalnych wyników turniejowych z niesamowitymi figurkami i klimatem armii tworzyło swoistą magię wokół całości. No i najważniejsza rzecz, nie ma rasy lepiej oddającej naturę batlowca na afterku po pierwszym dniu turnieju niż ogry, co więcej im dłużej patrzę na ludzi spędzających 8h życia w pracy by potem posiedzieć przy piwku i pamperkach tym bardziej widzę jak dążymy do nienagannej ogrzej sylwetki.

Pierwszy rzut oka na książkę

Tu zacznę szybką uwagą, dla tych co przeoczyli pewną rewolucję w podejściu GW do swoich klientów. Z sobie tylko dobrze znanych powodów nasza ulubiona firma zaszczyca graczy figurek na kwadratowych podstawkach wspaniale wydanymi publikacjami w twardych oprawach i full colorze z niesamowitymi artami w środku. Równolegle graczom na okrągłych podstawkach oferując standardowe codexy przy kilkunastoprocentowej tylko różnicy w cenie. Wracając do tematu: orgy są trzecim wydanym w ten sposób bookiem , po orkach i goblinach oraz tomb kingach, i podobnie jak poprzednie po prostu zachwyca. Dużo nowych artów, stare arty podkolorowane, cały podręcznik na papierze stylizowanym na zabrudzony i upaćkany krwią, po prostu rewelacja.

Nowe modele

Jak ktoś jeszcze nie widział polecam udać się do sekcji new releases na stronce GW, jest tak jak być powinno. Wraz z reedycją ogry doczekały się nowego dużego potworka (do niedawna to co w WFB uchodziło za duże miało wielkość rhinosa, teraz jest obiektywnie duże) w dwóch różnych wariantach zasadowych, kawalerii (dostępnej dotychczas tylko w White Dwarfie), nowego działa zamocowanego na pojeździe za wielkim nosorożcem, do tego jak zawsze w takiej sytuacji nowe figurki herosów w tym mój osobisty faworyt nowo powstały ogr plujący ogniem. Co najważniejsze nie zmieniano starych bardzo solidnych modeli, ale dodano nowe w dokładnie tym samym stylu przez co unikniemy efektu stare-nowe wzory patrząc na armie. Modele mocno na plus, strasznie zakręcone stwory a co najważniejsze nowe jednostki zamiast kolejnej reedycji starych.

Zasady

Panowie w GW zauważyli chyba, że w poprzedniej edycji armia ta nie nawiązywała równorzędnej walki z innymi rasami czego najlepszym dowodem były zeszłoroczne zasady ETC gdzie ogry zamiast jak wszyscy grać na 2250pkt grały na 2600pkt a i tak nie były „competitive”. W nowych zasadach widać wyraźnie, że ktoś zauważył że coś nie działała i to naprawił. Zmiany są wyraźnie widoczne, natomiast charakter samej armii nie powinien ulec drastycznym zmianom. Nie popełniono tu typowego zagrania pt. wywracamy wszystko do góry nogami, a jedynie ponaprawiano stare błędy (czyt. Koszty oddziałów). To co mnie zachwyciło w tym codexie to to, że podobnie jak w dwóch poprzednich udało się utrzymać bardzo przyzwoity wewnętrzny balans między jednostkami. Siadając do składanie rozpiski absolutnie nie wiemy od czego zacząć a na czym skończyć. Wszystko ma swoje zalety i co najważniejsze wady, przez co mimo dużego wyboru nie mamy tu do czynienia z kwadratową wersją GK. Jest co prawda oddział kawalerii, mającej moim zdaniem olbrzymi potencjał, aczkolwiek inni nie podzielają mojej fascynacji, no i jest gigant. GW nie potrafi wycenić prawidłowo tego stwora a redukcja punktów z 205 na 200 nadal nie czyni go grywalnym.

Dla kogo ten produkt

Ogry są bardzo dobrą armią dla ludzi lubiących grać ofensywnie szybko opuszczając swoją strefę rozstawienia i wracając tam tylko jeżeli dotrze tam jakiś przeciwnik, po którego będzie się opłacało zawrócić. Figurki mają niesamowity klimat nacierającej hordy prostych chłopaków chcących po prostu zrobić swoje. Nie sądzę by było tu miejsce na grę defensywną i obronę Częstochowy (popularna strategia w WFB istotnie skracająca fazę ruchu). Czy to dobra armia żeby zacząć bawić się w WFB? Na pewno lepsza niż jej poprzednia edycja, która była doskonała by sfrustrowanym skończyć tą zabawę. Osobiście armia zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie i od dwóch dni przeklinam siebie i swoją słabą wolę bo poczyniłem już dwie publiczne obietnice w jakich warunkach kupię te figurki.

Nie tylko nowe ogry, ale ogólnie co dalej z GW

Jest jeszcze jedna rzecz, która mnie niesamowicie cieszy. Mianowicie GW utrzymuje w WFB od wyjścia edycji bardzo solidne tempo wydawania nowych publikacji utrzymując ich stabilny wysoki jakościowo poziom, objawiający się bardzo dobrym balansem wewnętrznym a nowo wydawane armie wpadają mniej więcej lekko poniżej środka stawki. Co szczególnie cieszy to jest już trzecia udana publikacja, co może świadczyć że taki jest teraz plan na tą grę. Jest to szczególnie pocieszające w perspektywie pojawiającej się na horyzoncie 6 edycji WH40k. Zamiana akcji typu SW, BA czy GK na to co dzieje się w WFB od wyjścia nowej edycji naprawdę wygląda na bardzo dobry deal.

czwartek, 8 września 2011

eM o ETC



Już trochę czasu minęło od ETC czyli imprezy określanej jako Mistrzostwa Świata w Warhamerze wypadałoby by coś na jej temat pojawiło się na blogu. Początkowo miałem plan jechać w roli korespondenta jednak za sprawą różnych innych obowiązków koncepcja ta nie doszła do skutku. Trudno mi więc samemu coś powiedzieć i muszę się zdać na innych. I pierwszym "innym" którego zaprosiłem do mikrofonu był eM który był, widział oraz sędziował. A teraz opowiada. I do odsłuchania tego co powiedział gorąco zapraszam.

Podcast nr 13 eM o ETC - EDIT: zmieniony serwer do odsłuchu online na razie. Spróbuję znaleźć jakieś miejsce by można było również pobrać.

Za wszelkie niedociągnięcia techniczne gorąco przepraszam ale Michu przed wyjazdem w szeroki świat wręczył mi mikrofon i dorzucił słowo otuchy - "Działaj". Zatem działałem :)

wtorek, 6 września 2011

Koniec z lamentem, czas na kreację


Początkowo myślałem, że z okazji wydania drugiej część Krasnalowego deksu Sisters of Battle zrobię to co przy okazji każdej innej premiery Games Workshop czyli jakiś wywiadzik na dwa głosy. Jednak po przemyśleniu sprawy doszedłem do wniosku, że nie zrobię tego moim rozmówcom i nie będę ich zmuszał by w sposób kulturalny i powszechnie przyjęty za nieobelżywy wyrażali swoją opinię o tym sabotażu na kodeksie.
Następnie wymyśliłem, że skoro nie wywiad to może sam coś skrobnę i nawet zacząłem realizację tej idei ale w połowie notki doszedłem do wniosku, że to bez sensu. Nic nowego i odkrywczego nie wniosę do tematu więc nie będę nikogo na siłę raczył swoimi wynurzeniami. Zwłaszcza, że moja znajomość tematyki sióstr jakaś powalająca nie jest i naprawdę trudno byłoby mi kogoś zaskoczyć błyskotliwą myślą. Bo przecież stwierdzenia, że siostrzyczki są za drogie a bez 3 egzorcystów nie ma co wychodzić z domu nikogo nie zaskoczą. Podobnie jak to, że cannoneska bez inva, mantla i jump packa jest "ciut" słabsza niż była. Czy też ogólniejsza myśl czemu to wszystko tyle kosztuje??
Zatem skoro zarówno wywiad jak i autorskie skrobanie odpadają to wymyśliłem, że zostają komentarze i wasze pomysły drodzy czytelnicy. Wymyśliłem, że zadam wam proste pytanie. Jak byście mogli do tego kodeksu dołożyć jedną jednostkę bądź jedną z tych co są zmodyfikować to co by to było? Przy czym możecie dokładać również i autorskie koncepty jednostek jak np. Sisters of Silence wraz z zarysem zasad.
Podejrzewam, że większości z was trudno będzie się ograniczyć do jednej modyfikacji bo sam najchętniej dołożyłbym landka, i wyżej wspomniane pogromczynie psykerów i jeszcze coś co strzela na 48" i ... No właśnie. Tak czy siak zapraszam do zabawy w game designera i strzelania swoimi pomysłami.

wtorek, 30 sierpnia 2011

Trójmiejskie stosy


Stosy, stosy i ... po trójmiejskiej Herezji.
A Inkwizycji zwłaszcza takiej w szarych (przynajmniej domyślnie) pancerzach na tym turnieju nie brakowało. Jednak chyba dla nikogo śledzącego choć trochę tzw. meta-grę turniejową nie jest to niespodzianką ponieważ jest to już kolejna impreza od premiery kodeksu Grey Knightów i fala ich popularności pewnie jeszcze trochę potrwa. Osobiście obstawiam, że do Legionów Chaosu no chyba, że te podtrzymają tradycję obecnego a nie starego kodeksu chaosu.
Jednak to notka o Herezji a nie o starym-wiadomo-czym więc przejdźmy do wydarzeń z weekendu. Korzystając z formatu turnieju, czyli możliwości posiadania dwóch rozpisek, wymyśliłem, że najlepszym zabezpieczeniem dla moich Lostów przed Szarymi Rycerzami będzie wzięcie rozpiski bez demonów jako aliantów a tylko z rogatymi marinsami. Zwłaszcza, że po Łodzi uważam takie połączenie za całkiem grywalne. I choć nie da się ukryć, że na ogół klasyka czyli seekerki, fiendy i stada letterów przy delikatnym wsparciu otwieraczy rhinosów (to pierwsza rozpiska) najlepiej się sprawdza to jednak wariant bardziej strzelający jako plan B też jest niczego sobie. Choćby z względu na możliwość bardziej skutecznej defensywnej gry. Jednak oczywiście okazało się, że żadnych Szaraków nie spotkałem więc i ani razu nie wziąłem rozpiski z sojusznikami w z CSM.
W pierwszej bitwie odrabialiśmy z Ederusem zaległego jeszcze z Syrenki czelendża. W Warszawie miał mieć ciekawą rozpiskę z Brass Scorpionem natomiast tu miał również coś nietypowego a mianowicie LoganWing czyli stado Wolf Guardów z buta z masą cyklonek a jednocześnie umiejących się bić. Za sprawą mało trafnej, przynajmniej w moim odczuciu, decyzji o wystawieniu - czyli dosyć daleko od 3 z 4 znaczników miałem poczucie dużej kontroli nad wydarzeniami na stole. A do tego doszedł niefart Ederusa w pierwszej turze strzelania co mi pozwoliło wysłać zbrojną wycieczkę do niego która zdołała popsuć mu szyki a mi w międzyczasie zabezpieczyć te trzy znaczniki. Efekt 16-4 dla mnie.
Druga bitwa to Seta i Dark Eldarzy. A konkretnie 6 venomów z wychami, 3 ravagery, 3 razy bajki z heat lancami oraz Archon. Szczerze mówiąc jak to zobaczyłem to się trochę podłamałem. A nawet więcej niż trochę (co Seta wykorzystal na zrobienie zdjęć mojej miny). Jednak bitwa zaczęła się mocnym akcentem czyli wbiciem w ziemie Archona i oddziału wychy poprzez buty zombich. A potem jakoś poszło tu coś zastrzeliłem, tam coś zaszarżowałem. Plus trochę farta jak np. zdanie 8 coverów na Rhinosie z troopsem w środku z rzędu i koniec końców zrobiło się 15-5 dla mnie. Choć szczerze mówiąc do teraz nie wiem jak to się udalo.
W ostatniej sobotniej bitwie grałem z Jaro i jego marinsami pod dowództwem Vulkana. Był to taki klasyczny marinsowy śmietnik z tym że nie było młotkowych a za to więcej dredów. Miałem przez moment fajny plan na tą bitwę ale zepsuł się gdy Jaro przejął inicjatywę. Szczerze mówiąc widziałem już nie raz wyniki przejętej inicjatywy ale szczerze mówiąc rzadko się widuje by aż tak wpłynęły na ciąg dalszy. Bo praktycznie od pierwszej tury walczyłem w swoim deplojmencie  i tak już zostało do końca bitwy. W międzyczasie Jaro mi przypomniał jak bardzo nienawidzę Nullzona a lettery, że wartość oczekiwana owszem to się zdarza ale innym. Na szczęście graliśmy na ćwiartki co nie wymagało dalekich wycieczek więc wynik końcowy to 9-11 dla Jaro.
Sobotni wieczór stał pod znakiem Players Party przygotowanego przez Pająka na którym naprawdę trudno było się nie bawić dobrze. Poza tym długie Polaków rozmowy, wspominki z ETC i inne atrakcje. Słowem trudno było być w niedzielę świeżym i zwartym. Ale udało się chociaż zachować pozory.
A od rana czekało mnie już starcie z Vladem i jego orkami. Miał dwie rozpy i jedna to była klasyczna horda plus 2 piątki stormboyzów a druga to wagony z wsparciem dwóch motoszefów i 5 motonobow. Szczerze mówiąc ani przez moment nie miałem wątpliwości, że weźmie wersję zmotoryzowaną co dla mnie było złą wiadomością bo mam spory uraz do tego typu armii. Oczywiście moje przewidywania się sprawdziły a co gorsza Vladi wziął przykład z Jaro i przejął mi inicjatywę. W tym momencie stwierdziłem, że niech sobie ją zatrzyma a ja zająłem się bunkrowaniem. Graliśmy anihilację więc nie musiałem niczego na stole zwiedzać i mogłem się przytulić z czystym sumieniem do własnej krawędzi. Właściwie bitwa nie miałaby żadnej historii gdyby nie to że w piątej turze w poszukiwaniu LOS'a zrobiłem błąd który mnie kosztował Lemana i oddział traitorów czyli jakieś 250 punktów razy dwa czyli 500 i dwa KP co wydaję mi się, że przekładało się na kolejne 400 pktów i te 900 VP zmieniło coś co oscylowało koło małej przegranej w 5:15 dla Vladda. Bywa.
A na koniec spotkałem zmechanizowane bladzie kolegi Sztabowicza czyli Chrupka. Choć w sumie te BA nie były aż tak do końca na gąsienicach bo mieli 8 assaultowyc termosów z librą i priestem - obaj w terminatorce. No i w landku też siedziała ekipa która umiała się bić. Przyszło nam walczyć o 3 znaczniki z czego środkowy dwa razy więcej warty niż dwa boczne. Początkowe tury były wyrównane gdzie szczęście raz sprzyjało jednej raz drugiej stronie. Najpierw skupiłem się na otwarciu transportów co się udało potem na eliminacji troopsów co się udało prawie a na koniec na zabezpieczeniu znaczników które mogłem zająć przed po blokowaniem ich przez predatory. A w międzyczasie bawiłem się z termosami w kotka i myszkę. Raz mniej umiejętnie - bezsensownie tracąć Great Unclean One'a - raz lepiej szarżując letterami. Ogólnie skończyło się 18:2 dla mnie co w połączeniu z zawaloną  modelarką i równie zawalonym testem dało mi 11 miejsce.
Turniej był naprawdę dobrze zorganizowany i trudno się do czegoś przyczepić. Choć na pewno tacki by nie zawadziły zwłaszcza, że za sprawą dwóch rozpisek można było i grubo ponad dwa tysiące punktów targać między stołami. Bardzo mi się podobało sprawdzanie wystawialności armii prze turniejem czyli kontrola pomalowania modeli. Z tego co Perzan mi wspominał niestety musieli chopaki coś powykreślać co niektórym. Cóż bywa następnym razem poważniej potraktują wymóg malowania. Jeśli chłopaki z Krakowa na Arenie równie serio podejdą do zagadnienia to może niedługo wyeliminujemy Adptus Plasticus z masterów.
A póki co wiem, że jak życie pozwoli za rok znowu będę walczył pod trójmieskimi stosami.

czwartek, 25 sierpnia 2011

Krok za ETC, krok przed Herezją


ETC czyli Mistrzostwa Świata w Warhammerze za nami czas zatem podsumować wyniki naszej zabawy w typowanie. Top 3 tej imprezy wygląda tak

Niemcy
Polska
USA

Pełne wyniki znajdziecie tutaj. 
Zatem finalna punktacja typerów wygląda tak:

Skark 4
bOOg 3
Jachu 2
Lord Vampyre 2
Pająk 2
Typhus 2

Wielkie gratki dla Skarka oraz wszystkich którym się chciało skrobnąć swoje wizje astralne ;)

O samym ETC planuje coś stworzyć i to najlepiej w wersji audio ale to jeszcze chwilkę potrwa należy zatem się uzbroić w cierpliwość.

Natomiast póki co mamy przed sobą już w najbliższy weekend Trójmiejską Herezję na którą gorąco zapraszam. Jeśli będzie po prostu tak dobra jak zeszłoroczna na pewno nikt nie pożałuje podróży. A biorąc pod uwagę frekwencje na dotychczasowych masterach oraz to ile ich zostało do końca sezonu to na każdym kolejnym poczynając od tego poziom trudność może tylko rosnąć. Jeśli więc ktoś chce powalczyć o top i prawo okładania cudzoziemców maczugą za rok w Gorzowie to już ma plany na ten weekend. A jeśli ktoś po prostu chce zagrać wymagające bitewki, to patrząc na listę zgłoszonych, też ma plany na ten weekend. Właściwie jak ktoś chce zacnego afterka, to mając w pamięci zeszłoroczny, też ma plany na ten weekend. Jakoś się więc tak składa że wszyscy mam plany na ten weekend. Też.

I nie chopaki mnie nie przekupili szeklami (ani niczym innym) za tą laurkę. Sama tak wyszła :). Inna sprawa, że wysoko zawieszam im tą pisaniną poprzeczkę więc jeszcze mogą mnie znielubić za to. Ale mają wprawę i doświadczenie więc na pewno i wyjdzie kolejny nadmorski klasyk.

sobota, 20 sierpnia 2011

Połówka Siostrzyczek



No i nadeszły siostrzyczki w nowej odsłonie. Co prawda połowicznie ale nadal trudno przejść obojętnie obok tego co dostaliśmy w ostatnim White Dwarfie. I na pewno trudno wydawać jakieś wiąrzące opinie bez wiedzy choćby na temat kosztów punktowych to jednak pewnemu wrażeniu trudno się oprzeć.

Słabiutko...

… przynajmniej na razie to wygląda. Jednak zacznijmy od podstaw czyli od zmienionych zasad punktów wiary. Na pewno jest ciut bardziej przejrzyście czyli pewien trend w kodeksach zostaje zachowany ale to koniec plusów. Bo punktów wiary mamy d6 na turę. Super. Ale nie ma znaczenia na ile punktów gramy więc na 1200 może to być rozpusta, na 1500 w sam raz a dla odmiany na 2100 kropla w morzu potrzeb. Brak skalowania powiązanego z wielkością bitwy, przynajmniej w moich oczach, to poważna niedoróbka. Druga sprawa to ten rzut kością bo już widzę bitwy przegrane przez to, że to jest ta tura, ten moment, już jest ogródek, już jest gąska a tu proszę jedyneczka i kombinuj. A żeby był ciekawiej to nie koniec elementu losowego przy aktach wiary bo potem trzeba jeszcze zdać test na jakieś średnio coś mięðzy 3 a 4 plus. Szansa zatem, że coś pójdzie nie tak jest całkiem zauważalna. Pewnie, że można przyjąć też optymistyczny wariant i pewnie raz na jakiś czas on się ziści ale trudno liczyć, że to będzie reguła.
Same akty wiary również przeszły sporą reformę bo zamiast wspólnej puli dla całej armii zostały przypisane do konkretnych jednostek. Nie da się ukryć, że zazwyczaj to ten związek robi wrażenie całkiem sensownego jednak, przynajmniej na tym etapie, jakieś turbo mocy w nich nie widać zwłaszcza jak się weźmie poprawkę na wartość niektórych charakterystyk sióstr. A jak to się jeszcze pomnoży przez zagadnienie z poprzedniego akapitu to już wogólę jakoś trudno się zachwycić religijnością pancernych panienek.
Bo drugi jej aspekt czyli Tarcza Wiary dająca 6+ inva na praktycznie całej armii mam wrażenie, że lepiej brzmi niż działa. Choć na pewno będą momenty kiedy będzie potrafiła napsuć krwi przeciwnikom. Przy takim rzucie przyjmuje się, że jednak on za często nie wychodzi ale jeśli wyjdzie akurat ten w ostatniej turze przy ostatnim modelu na znaczniku to otrzymujemy epic storyi zauważalny wpływ na wynik bitwy.
Sama lista jednostek nie uległa jakiejś drastycznej zmianie. Poza okrojoną w możliwościach obstawą inkwizytorską znaną już z kodeksu Szarych Rycerzy to głównie mamy straty bo wyleciała mała szefowa (pewnie dlatego, że i tak nik jej nie brał), assassini i nie widać również inkwizytorów choć pewnie ich rolę w tym army liście przejmą Priestowie. Muszę się przynać, że za słabo pamiętam Witchhunterów by wchodzić w detal zmian przy poszczególnych jednostach jednak tak na pierwszy rzut oka wydaje się, że ewentualne zmiany były głównie kosmetyczne i charakter poszczególnych jednostek nie ulgł rewelucji a co najwyżej ewolucji. Jeśli w ogóle czemukolwiek uległ. Choć trzeba pamiętać, że teraz każda jednostka ma swój „prywatny” akt wiary co samo w sobie jest potężną zmianą. Bo jeśli nawet trudno robić wokół nich jakieś wielkie plany to jednak mają one często nie mały wpływ na potencjał jednostki. Natomiast z sądami na temat opłacalności poszczególnych oddziałów jeszcze będziemy musieli poczekać te kilkanaście dni aż wyjdzie sam army list i zagadka kosztów ulegnie wyjaśnienieniu.
Wtedy też będzie można skończyć (bądź sprostować) tą notkę.
Na koniec podzielę się zatem refleksją powstałą przy czytaniu fluffu – tak doszedłem do tych stron ;).
Mamy w nim opis co bardziej spektakularnych bitew z udziałem siostrzyczek w ostatnich czasach. I te historyjki szczególnie odkrywcze nie są. Tu spuściły łomot temu i zostałyh męczenicami a tu temu i jeszcze uciekły. I wszystkie są w podobnie oryginalnej konwencji poza jedną. Z Necronami. Blaszaki przyleciał gdzieś tam i zniknęła świątynia wraz z oddziałem przy niej stacjonującym. Koniec. I trochę się obawiam, że w tym fluffie jest puenta do całego tego kodesu. Za trzy miesiące przyjdą necroni i siostrzyczki znikną z świadomości graczy, przynajmniej w kontekście turnieji.
Cała nadzieja w następnym numerze Białego Krasnala.

środa, 17 sierpnia 2011

Cisza w eterze


Michu o klasyce z deadlinem w roli głównej. A ja od siebie zachęcam do obstawiania wyników ETC - notkę niżej.

Nadaje Michu. Słuchacze podcastu wiedzą zapewne, a jak nie wiedzą to się właśnie dowiadują, że trwa od jakiegoś miesiąca konkurs na materiał do podcastu. Nagrodą jest sława i chwała oraz koszulka – jej projekt Łysy wklei gdzieś poniżej – jak nie to znaczy, że nie zdążył:)

Projekt jest w zaawansowanej ale nadal fazie koncepcyjnej ;)

Podawany na początku deadline zgłoszeń minął jakiś czas temu. Więc pewnie zastanawiacie się dlaczego pisze w czasie teraźniejszym. Co sprytniejsi już pewnie zgadli. Otóż dostaliśmy całe zero zgłoszeń – w zapisie numerycznym prezentuje się to tak:

Licznik zgłoszeń w całej swej glorii – a dodatkowo konkurs w konkursie: ta fotka już gościła na blogu, kto pamięta przy jakiej okazji? Nagród brak:)

I żeby było wszystko jasne. Nie jestem do końca naiwnym optymistą, a w przypadku Łysego bardziej pasuje określenie „gorliwy pesymista”, niemniej spodziewaliśmy się czegoś więcej. Może nie od razu zalewu zgłoszeń ale tak ze dwie mp3 byłyby w sam raz. Właściwie  nawet jedna, patrząc z perspektywy czasu.  Różne przyczyny chodzą mi po głowie dlaczego się tak stało i wszystkie są równie prawdopodobne. Są wakacje, sezon ogórkowy, a zebrać się do nagrywania w przysłowiowym „współczesnym świecie” jest ciężko. Albo po prostu dwóch gości z mikrofonem to aż nadto dla naszej małej (ale z jajami!) sceny czterdziestkowej.  Póki co musi nam wystarczyć, że ktoś tego słucha. Co ma zresztą swoje dobre i złe strony – na Syrence Zły nie omieszkał, wykorzystując wiedzę o moim przygotowaniu do turnieju płynąca z ostatniego odcinka, wypytać mnie o wszystkie niezbędne akcesoria... i poległem na paru :)

Ale do rzeczy. Konkurs ulega przedłużeniu do 15-tego września. Przedłużka jest naturalna, gdyż do tego czasu będę ekstremalnie niedostępny sieciowo i nie będę tachał ze sobą mikrofonu. Zatem w sierpniu nie ma podcastów, to może ktoś zatęskni i coś opowie do magicznej puszki.  Ja zresztą pamiętam kto mi obiecał nagrania i jak przyjadę i nie będzie, to się obrażę i strzelę focha:) Przypominam, że oczekujemy na nagrania audio o dowolnej treści i formie, tym razem również  dowolnej długości. Nie zdążyliśmy zrobić wywiadu z naszą reprezentacją więc jest temat do podchwycenia. Koszulka czeka a ja pozdrawiam i do usłyszenia i zobaczenia na Arenie. Michu out.

sobota, 13 sierpnia 2011

ETC – Europejskie (i nie tylko) Typowanie Czempionów



Już za chwilkę już za momencik turniej turnieji. Ten jeden to rule them all. Czyli impreza zwana ETC ale która już od zeszłego roku zasługuje na miano Drużynowych Mistrzostw Świata. Ojj będzie się w przyszły weekend działo w spokojnej (co bardziej złośliwi mogą mówić „emeryckiej”)  na co dzień Szwajcarii. Nie wiem jak Wam ale mi już trochę atmosfera się udziela.
Nasza reprezentacja jedzie z najtrudniejszym ale i zarazem najprzyjemniejszym zadaniem czyli bronić czempionatu. I tak zastanawiając się na ich szansami w tej misji uświadomiłem sobie, że pewnie nie jestem jedynym który nad tym duma. Zatem pomysł powtórki z rozrywki czyli zabawa w typownie Top 3 która już się sprawdziła przy okazji Wojny Światów było logiczną konsekwencją przewodu mojego rozumowania. Zasady są proste i sprawdzone więc wzorem regulaminów lokali ograniczę się do ctrl+C oraz ctrl+V zatem:

Typujemy podium ETC. Wygrywa ten kto zdobędzie najwięcej punktów a punkty są za:
- jeden za każdą wytypowaną reprezentacje która trafiła na podium niezależnie od zajętego miejsca.
- jeden dodatkowo jeśli poprawnie przewidzi się jej miejsce.
Czyli przykładowo moja wizja przyszłości wygląda tak:
1 A
2 B
3 C
a wyniki turnieju z kolei wyglądają tak:
1 A
2 D
3 B
Dostaje za ten dar od Tzeentcha 3 punkty - dwie reprezentacje na podium plus jedna z miejscem.
Swoje projekcje astralne i wizje międzyplanetarne (cytując klasyków z Kielc) zostawcie proszę w komentarzach.
Acha i deadline na punktowane zgłoszeniato rozpoczęcie pierwszej bitwy czyli sobota godzina 9 rano.

Zapraszam zatem gorąco do typowania. Nagrodami będzie krótkotrwała sława oraz okazja do gloryfikowania własnej zajebistości oraz multiplikowania wszechsplendoru.
Jakby ktoś potrzebował więcej danych do swojej analizy polecam te oraz te tabelki.

wtorek, 9 sierpnia 2011

Zapomniane świece


Heh nie spodziewałem się, że kiedykolwiek mi się to uda ale jednak - przegapiłem urodziny bloga. I to blisko o miesiąc. Cóż bywa i przy odrobinie samozaparcia można uknuć jakąś optymistyczną teorię na bazie tego objawu roztargnienia. Na przykład, że z24cala weszło w fazę dojrzałą i teraz to warto pisać tylko o takich okrągłych rocznicach. Albo coś innego w tym guście.
Osobiście jednak uważam, że o rocznicach warto pamiętać ponieważ są dobrym momentem na podsumowanie, planowanie i inne zajęcia ukochane przez menadżerów wszelakiej maści. Jednak ja sobie pozwolę odpuścić tą zabawę w tym roku zasłaniając się zaskoczeniem z jakim przyszedł moment na to rozliczenie i od razu przejdę do życzeń.
Życzę Wam zatem drodzy czytelnicy, tak po prostu, wielu notek do czytania (może jakiś nowych autorów -są chętni?) oraz czasu na tą lekturę.

niedziela, 7 sierpnia 2011

Czarne pargrafy

Dawno, dawno temu, zanim jeszcze dowiedziałem się o istnieniu bitewniaków fascynowały mnie RPGi i ich pochodne w najróżniejszych postaciach. Wśród tych były między innymi gry paragrafowe i dla tych co nie wiedzą co to i z czym to się je (czyli pewnie większości) krótkie wyjaśnienie ściągnięte z wiki:

Gra paragrafowa – gra książkowa (gamebook), oparta na wyobraźni gracza, podobna do gry fabularnej, ale przeznaczona wyłącznie dla jednej osoby. Inne nazwy gier paragrafowych tofantasolo (nazwa używana w Polsce w latach osiemdziesiątych) lub paragrafówki.
Gra polega na czytaniu opisów i dokonywaniu wyborów, z których każdy odsyła nas do innego paragrafu w książce (stąd nazwa). W trakcie gry można zbierać przedmioty (swój stan posiadania gracz przeważnie zapisuje na osobnej kartce) i ich używać, zmieniają się także takie wartości jak siła czy punkty życia. Istnieją też pozycje pozbawione podobnych statystyk, które skupiają się na dążeniu do uzyskania jak najbardziej literackiej formy zbliżonej do opowiadania.
Pełen artykuł jest tutaj.
Szczerze mówiąc myślałem że to już wymarły rodzaj rozrywki i kolejny kontakt z tymi książeczkami będę miał w muzeum bądź w najlepszym razie antykwariacie. A jednak dzięki Black Library paragrafy wracają i to w wielkim stylu.

Nie będę ukrywał, że mam poważne wątpliwości co do biznesowej strony tego przedsięwzięcia w końcu w erze konsol przenośnych oraz smarfonów wydaje się to rozrywką z innej epoki ale szczerze mówiąc to nie mój problem. I osobiście nie mogę się doczekać pierwszej książki i bardzo mocno ściskam kciuki by na jednej się nie skończyło.

wtorek, 2 sierpnia 2011

Syrenie refleksje



No i jesteśmy już po drugim masterze w tym sezonie czyli Syrence Zagłady w Warszawie. Masterze który już na etapie głosowania nad jego statusem przez koordynatorów wzbudzał niemałe wątpliwości. A teraz już po fakcie, kiedy rzuci się okiem na frekwencje (równo 20 osób - czyli na granicy statusu) to te wcale, ale to wcale nie maleją. Jednak pewnie czas przytępi te odczucia a do głosowań nad turniejami na przyszły sezon wciąż daleko. Jednak nie tylko frekwencja jest tym co może niektórych zniechęcać do tej imprezy bo nie da się ukryć że regulamin za sprawą dopuszczenia Super Heavy od lat wzbudza skrajne emocje.
I z jednej strony ma swoich wiernych fanów którzy są wdzięczni całej ekipie organizatorskiej na czele z Złym za możliwość pobawienia się Naprawdę Dużymi Zabawkami choć ten raz w roku. Ale również sporo ludzi nie ma ochoty wystawiać figur na stół jeśli zaraz jakiś tytan ma znowu je zmieść na tackę. I trudno im się dziwić. Myślę jednak, że ci którzy w tym roku się stawili na syrence bawili się dobrze pomimo, że czasami walka była naprawdę ciężka.
Rozkminiając zagadnienie przed turniejem zagadnienie stwierdziłem, że największym kłopotem dla mnie będą Naprawdę Duże Demony oraz pewnie armia Skarka czy Afro. I oczywiście turniej zacząłem od bitwy z Skarkiem by potem jeszcze się natknąć na Pana 888 oraz Pana 999 rozdzielonych stompą oraz takim zwykłym chaosem. I nie piszę o tym by się pożalić, bo bitwy grało mi się bardzo dobrze i przyjemnie choć w starciach z Grey Knightami wspartych tytanem (Skrak) oraz Demonami z wielkim ptakiem (Michu) przez całe potyczki towarzyszyło mi uczucie niemocy oraz świadomość, że w sumie to walczę o jak najmniejszy wymiar kary. Jednak jest to kompensowane i to z nawiązką przez możliwość zagrania czymś innym (w moim przypadku Knightami z Lords of Battle autorstwa BoLS) z armiami które widzę tylko raz w roku. A, że niektórych nie chcę oglądać częściej?-  bywa. Zresztą po ostatniej Arenie torsje miałem na widok Lone Wolfów a to widok zdecydowanie częstszy niż Warhound.
Ciekawostką jest podium tego turnieju czyli:
1 GK (tytan)
2 GK
3 GK (tytan)
I choć daleki jestem od dramatyzowania zwłaszcza, że doskonale wiem jak działa tytan i jaki potrafi mieć wpływ na rozgrywkę to jednak wydaję mi się, że coś jest na rzeczy. Zresztą impreza miała tak zwany side event czyli zgrupowanie kadry i choć za wielu chłopaków się na nim nie spotkało to jednak ci co przybyli ostro testowali w sobotę. I najważniejszym i w sumie to jedynym wnioskiem jaki im się nasunął po tych bitwach to, że Szarzy Rycerze ocierają się o absurd. I są takie momenty kiedy trudno się nie zgodzić z tym twierdzeniem.
Zmagania kadrowiczów nie były jedyną zabawą na boku bo również przez moment na horyzoncie pojawiła się opcja turniej Kill Zone ale umarła śmiercią naturalną. Gdy tak o tym sobie wczoraj (1 sierpnia) myślałem, że może, skoro syrenka ma taki termin a nie inny (ostatni weekend lipca) to może zrobić jednak ten turniej KZ nawiązujący scenariuszami, fabułą czy zasadami do Powstania Warszawskiego. A może warto spróbować pójść krok dalej i w ogóle całą imprezę skierować w stronę eventu. Zapewne kosztem wtedy statusu mastera ale za to odkryciem się na nowych ludzi bo jak widać sama ranga nie jest wystarczającym wabikiem. I strach przed Super Heavy wygrywa. Może łatwiej ludziom będzie go pokonać kiedy będą jechali na imprezę gdzie poza tytanami i punktami rankingowym spotkają kawałek jakiejś historii.
Osobiście, mam nadzieję, że impreza za rok się odbędzie i że cecha charakterystyczna regulaminu nie ulegnie zmianie. A jeśli zmieni się trochę formula i będzie mniej turnieju a więcej fluff'u i tego typu klimatu to już w ogóle będzie zajefajnie. Ale mogę być w tym podejściu odosobniony.

czwartek, 28 lipca 2011

Syreni śpiew


Czas do syrenki, niewielka grupka zainteresowanych, za moment już będzie odliczać w godzinach więc to chyba ostatni moment na publikacje podcastu o tej imprezie. Zwłaszcza, że hasłem przewodnim nagrania było jak pojechać na syrenkę i przeżyć strzały z siły D. Oczywiście jak to zwykle bywa dosyć szybko przerodziło się to w dywagacje wszelakie ale do tego chyba zdążyliście się przyzwyczaić drodzy Słuchacze. Podcast jest raczej krótszy niż dłuższy więc tym bardziej będzie go łatwo wysłuchać Wam. A za sprawą lekkości w podejściu do tematu może zainteresować więcej osób niż tylko te wybierające się na warszawskiego mastera.
Zapraszamy do odsłuchu:
Podcast nr 12 - Syreni Śpiew
Natomiast nagrywanie wyglądało tak:

piątek, 22 lipca 2011

Krwawe Wizje


Nie da się ukryć, że pomimo bliskości ETC (czyli Mistrzostw Świata w Okrągłych Podstawkach) oraz naszych polskich dużych turnieji to jednak tak czuć atmosferę sezonu ogórkowego. Fora wymarłe, jakikolwiek flejm to marzenie ściętej głowy –słowem nuda. I ile razy ostatnio siadam do napisania jakiejś notki to stwierdzam, że eee dziś nie - może jutro. Albo najlepiej od razu pojutrze. Jak by te dwa dni miały przynieść jakąś Apokalipsę dającą morze nowych tematów.
Skoro już padło słowo Apokalipsa a już za tydzień i trochę odbędzie się warszawski master czyli Syrenka Zagłady naszło mnie parę chorych wizji przy okazji składania własnej rozpiski (Lostów dla odmiany ;) ). Pierwsza z tych wizji to armia Demonów zainspirowana przez Michałku i jego miłość do dużych demonów z jeszcze większymi siekierami. Oto i festiwal wielkich toporów:

Angron (tak Ten Angron – primarch znaczy się – zasady z White Dwarfa są tutaj)
i jego obstawa czyli dwa Bloodthirstery.
Mr 888
I tyle leterów ile wlezie czyli 13.
Ta dam!!!
Czy to jest grywalne?
Mam poważne wątpliwości.
Czy to jest legalne?
Mam wątpliwości (głównie za sprawą precyzji opisu zasad Angrona – zakładam że szef legionu to jednak z HQ wchodzi a nie z np. heavy ale pewności nie mam).
Ale o Khornie! O Khornie, jakie to jest krrrwwwaaaawe.
I siekierzaste ;)
Natomiast drugą wizją jaka mi chodziła po głowie to wystawienie tego:

Czyli Khornowego Lord of Battle. 750 punktów, 5 placków z battle cannona, 5 punktów struktury garść ataków z Titan Close Combat Weapon (cokolwiek to oznacza) oraz tabelka szaleństwa podobna do tej od chaosowego dreda. Nie ma chyba lepszego sposobu by się prosić o kłopoty. A jak to wybuchnie to lepiej być na sąsiednim stole – 6d6” zasięgu oraz siła D sprawiają, że egzystencja wielu modeli się kończy w sposób drastyczny. Gdyby była pewność, że jego żywot zawsze się kończy taką właśnie Apokaliptyczną eksplozją to jednym z sensowniejszych zastosowań tego modelu byłoby gnanie nim do strefy przeciwnika trzymając resztę armii w rezerwach by wejść nimi już na czysty stół i tylko zająć znaczniki.
Jak widać pomimo, że lato nas nie rozpieszcza moje szare komórki i tak się grzeją i co gorsza zmieniają kolor na czerwony. Mam nadzieję, że to jedynie czasowe i Syrenka zadziała jak wentyl bezpieczeństwa. A póki co wracam do składania mutantów zarazy. Może zgniło zielony dostarczy choć trochę ulgi… ;)
A może wręcz przeciwnie...

wtorek, 19 lipca 2011

Piasek i tacki do grilla


Nie tak dawno, choć może co niektórzy już o nim zapomnieli, odbył się w Łodzi turniej klasy challenger - Grill and Chill. I ponieważ trafiliśmy na niego z Michem obaj, co w historii naszych relacji turniejowych trafił się po raz pierwszy, zamiast klasycznej już formuły podcasta dla relacji turniejowych gdzie ten co nie był odpytuje tego co był, musieliśmy przejść na tryb "refleksje symetryczne". A jakie to były refleksje dowiecie się po kliknięciu poniżej.

Podcast nr 11 Piasek i tacki do grilla

Gorąco zachęcamy do odsłuchu.

wtorek, 12 lipca 2011

Except unexpected


Mapka powyżej przedstawia Mastery w WFB w przyszłym sezonie. Nie trzeba być doktorem geografii (w tym miejscu obowiązkowe pozdrowienia dla takowego czyli Micha) by dostrzec pewną dysproporcję. Co niektórzy z bezpośrednio zainteresowanych, na swoim forum, mówili nawet o niesprawiedliwości i układzie. Zainteresowanych odsyłam tutaj.
Ktoś by mógł powiedzieć, że skoro to kwadratowa sprawa to dlaczego tutaj o tym piszę?
Ano niestety pomimo powszechnej w środowisku postawy gloryfikacji własnej zajebistości oraz multiplikowania wszechsplendoru to jednak mamy łatwość wpadania w koleiny pozostawione przez batlowców i raz po raz zdarza nam się zmierzyć z czymś co już oni przerabiali. Warto zatem odrobić zadanie domowe zawczasu i choćby dla ćwiczenia szarych komórek zadać sobie pytanie co bym zrobił z tym fantem gdyby w naszej lidze coś takiego się wydarzyło.
Można oczywiście wyjść z założenia, że no co jak co ale to nam nie grozi ale mam poważne wątpliwości czy to jest super bezpieczna postawa. Szczerze mówiąc przed sezonem 2010/2011 nie spodziewałem się, że w regulaminie ligi słowa "kupowanie" oraz "punkty" znajdą się koło siebie. Zatem strzeżonego bolter strzeże i warto naładować go zawczasu. Czy coś tam ;)
A wracając do meritum to wydaje mi się, że najlepsze rozwiązanie na brak na większym obszarze kraju mastera już mamy nazywa się - Chelenger. Te nie mają aż takich wymogów formalnych i właściwie poza chęciami nie wymagają od organizatorów spełnienia tzeentch wie czego. Zatem jeśli środowisku w danym miejscu ma tylko chęć to i możliwość ma. I warto o tym pamiętać zastanawiając się nad regulaminem na kolejny sezon ligowy. Bo już w tym pojawiały się głosy o odejściu od czelków bo za mało wnoszą na scenę turniejową. Możliwe. Jednak jeśli gracze z danego ośrodka będą mieli na najbliższy duży turniej 250 km a na kolejny 350 km to może się okazać, że po prostu zmienią grę. Warto zatem by liga jednak miała możliwość w miarę sprawnego reagowania na takie sytuacje na bieżąco a nie sezon później by się nie okazało, że to już za późno.
Błyskotliwej puenty nie będzie bo trudno mi takową wymyślić odnośnie kwadratowych masterów zatem po prostu - "over & bez odbioru".

sobota, 9 lipca 2011

Lustro-Tur


Ostatnimi czasy, nie tylko za sprawą plotek które tam regularnie się pojawiają ale też innych wpisów bardzo polubiłem blog pt. The blood of the Kittens. I dopiero co trafiłem tam na notkę która mnie bardzo zaintrygowała. Chodzi mianowicie o turniej w formacie, że wszyscy gramy tą samą armią. A co więcej - tą samą rozpiską.
Jak dla mnie – niezła jazda.
Pewnie można powiedzieć bez sensu bo to tylko i wyłącznie festiwal turlania, liczy się sam fart a w ogóle to pierwszy rzut jest najważniejszy. I nie ma wątpliwości, że coś w tym jest.
Ale z drugiej strony ktoś może odpowiedzieć, że właśnie wtedy wychodzi skill bo unikamy dobrze znanego w 40sce mechanizmu papier-kamień-nożyce, rozpiski są identyczne więc potencjał jest ten sam. Znając swoją armię znamy armię przeciwnika i generalnie jest tak równo jak tylko się da. Złośliwi mogli by nawet coś napomknąć o 40stkowym komunizmie. Trudniej również, przynajmniej w teorii, o niespodzianki wynikające z braku zasad wypaczające wynik.
Tak czy siak - przyznacie sami, że koncept jest co najmniej frapujący.
Jestem też przekonany, że taki turniej może mieć efekty uboczne jak znużenie, czy w najcięższych przypadkach koszmary nocne. Ile w końcu można grać tym samym przeciw temu samemu. Mogło by się również okazać, że niektórym pomimo początkowych chęci religia zabrania grać wybraną armią. Na przykład wilkami. Ważne również jest by rozpiska która będzie obowiązywała była ciekawa i korzystająca z więcej niż jednej czy dwóch faz tej gry. Czyli raczej unikać zielonej hordy czy bladzi na plecakach a pójść w stronę marinsów pt. wszystkiego po trochu. Tak zresztą zrobiono to za wielką wodą.
Organizacja takie turnieju w naszych warunkach, na jakieś sensowne punkty to kwestia co najmniej problematyczna. Bo nawet wybranie na motyw przewodni dwóch laszy i oblitów mogło by znaleźć mało armatorów. Jednak, czysto hipotetycznie, gdyby coś takiego doszło do skutku, rozpiska była by ciekawa i by wam podchodziła oraz mielibyście możliwość zagralibyście w takim turnieju? Czy jednak wybralibyście inny – bardziej klasyczny - format?

poniedziałek, 4 lipca 2011

Wjazd na kieł


Zdaję sobie sprawę, że zwykło się pisać recenzje książek po ukończeniu ich lektury więc nie traktujcie poniższych spostrzeżeń w tych kategoriach a raczej jako tzw. "wrażenia na gorąco".
Niedawno odebrałem przesyłkę z pewnego sklepu internetowego gdzie pośród różnych dziełek z Black Library była również książka pt. Battle of the Fang. Jak łatwo się domyślić rolę pierwszoplanowe grają w niej Kosmiczne Wilki zwłaszcza z XII kompanii. A w rolę ich adwersarzy wcieli się ci którzy do niej pasują jak nikt inny czyli Thousand Sonsi. Książka wyszła w ramach serii Space Marine Battles który opowiada o różnych heroicznych akcjach z życia różnych zakonów. Szczerze mówiąc koncepcja ta wydawała mi się od początku podejrzana. Nie ukrywajmy - SM już na starcie ociekają patosem a jeśli do tego dołożymy opis ich najlepszych momentów otrzymujemy silnie spaczony fundament pod budowę jakiejkolwiek narracji. I trzeba mieć niezłego skila jako autor by z tego ukręcić coś, co choć na moment zafrapuje kogokolwiek z wrażliwością powyżej tej u servitorów.
Jednak pomimo tych wątpliwości książkę zamówiłem wkrótce po premierze bo często pisano o niej jako o trzecim tomie o konflikcie wilków i czarodziei który wieńczy historię z "Thousand Sons" oraz "Prospero burns". Opowiedziano w niej bowiem historię inwazji TS na Fenris w M32 a w szczególności główną twierdzę wilków czyli tytułowy Kieł oraz powiązanych z tym wydarzeń. I z tą opowieścią mam dwa problemy.
Pierwszy z nich to ilość scen batalistycznych. Zdaję sobie sprawę, że przynależność lektury do cyklu Space Marines Battles zobowiązuje itp., itd. ale jak zaraz po chwili wprowadzenia zaczynają się okładać wszystkim począwszy od Pancerników czy innych Krążowników skończywszy na kłach i pazurach tak to już potem leci ciurkiem i nic nie wskazuje by po 300 stronie (z 500) miało by to się zmienić. Oczywiście są momenty oddechu które ilustrują ciut świat przedstawiony ale są one głównie po to by zaraz wojna wróciła w myśl zasady double the action, triple the excitement. A co gorsza opisy niektórych wyczynów wojów zwłaszcza w szarych pancerzach urągają wszystkiemu. Logice, fizyce (do przeżycia) i dobremu smakowi (nie do przeżycia). Zatem dzieje się. Dużo, mocno i średnio fascynująco.
Drugi mój problem to pomysł autora na taktykę Thousand Sonsów. I myliłby się ten który by próbował zmarginalizować to zagadnienie ponieważ biorąc pod uwagę ilość scen bitewnych to taktyka TS jest czymś z czym obcujemy przez większość lektury. Mamy zatem najbardziej pokrętne umysły galaktyki skażone przez Tzeentcha - Wielkiego Manipulatora które w całej swojej przebiegłości oraz podłym wyrafinowaniu wymyślają taki Da Plan, że byle orkowy warboss to przy nich Strateg przez takie S jak stąd do tytułu tej notki a rosyjscy generałowie zwłaszcza ci spod Stalingradu mogli by do nich chodzić na korki. Żal.pl jakby to powiedział przedstawiciel młodszego pokolenia (chyba, że przegapiłem dezaktualizacje tego określenia).
Jednak pomimo tych wad książkę dokończę i to nawet z zainteresowaniem bo pomimo wszystko mnie wciągnęła. To chyba trochę tak jak z Kodem Da Vinci zbyt mądre to nie jest ale żal tej chwili i nie wyciągnąć w autobusie.
Jednak nie można tej pozycji odmówić jednej wielkiej, przynajmniej z mojej perspektywy, zalety. Książka idealnie pokazuje kolejne fazy ataku na planetę. I akurat to autor fajnie uchwycił - blokady, strefy zrzutu, komunikacja itd. Aż mnie w pewnym momencie chwyciło by przygotować jakiś event - scenariusze, czy po prostu jakieś zasady specjalne same się pojawiają w głowie w miarę lektury. I to jest całkiem spora wartość dodana bo do tej pory żadna książka z BL aż tak nie pobudziła mojej kreatywności nawet jeśli były mądrzejsze czy po prostu bliżej im było do logiki.
I tym pozytywnym...

czwartek, 30 czerwca 2011

Podcast – zmiany?

Trudno cokolwiek (a już zwłaszcza sensownego) dodać do tego co Michu napisał więc nie będę nawet próbował. Podłącze się jedynie i to gorąco, do prośby o kliknięcie w ankietę a może i o słitaśnego (bądź nie) komentka.

Nadaje Michu.  Ostatnim tekstem Łysy ubiegł mnie w wysiłkach motywacyjnych odnośnie trwającego konkursu – zatem tekst będzie krótki i na temat. Ot, taka odmiana.
 
Tak, tak – to do Ciebie stary..

Pierwszy sezon podcastu za nami. Circa dziesięć odcinków o różnorodnej tematyce. Z jakością techniczną bywało różnie, szczególnie na początku. Myślę jednak, że jest coraz lepiej, a będzie jeszcze zacniej, co jest prostą funkcją dodatkowego sprzętu i wzrastającego doświadczenia. Uczymy się bowiem na błędach, czasem dość bolesnych – wspomnienie zaginionej relacji z Wojny Światów towarzyszy mi za każdym razem, kiedy siadam do edycji kolejnego odcinka.

Z tematyką bywało jeszcze weselej. Skaczemy niczym dobrze rzucony scatter - procentuje skill zyskany w grze demonami. W pierwszym i ostatnim odcinku słuchaliście o bitwach Łysego. Potem było trochę o środowisku ligowym, rankingu i formułach turniejowych. W piątym odcinku podzieliliśmy się przemyśleniami o twórczości fanowskiej. Przemyciliśmy nawet trochę battla w odcinku siódmym. Spróbowaliśmy też audio-relacji w postaci odgłosów z rozdania młotków. Dość często też, podcast składał się z luźnych pogaduch o Starym Codexie Chaosu, jak przy okazji odcinka ósmego. Nie byliśmy też zbytnio konserwatywni jeśli chodzi o skład ekipy nagrywającej – oprócz Łysego i niżej podpisanego głosu dawali eM, Jasiu, Arecki, a o wiadomym codexie dał głos również Jacob.
Jestem bardziej niż świadomy, że mieliśmy odcinki lepsze i gorsze. Żywię też po cichu nadzieję, że tych pierwszych było trochę więcej i że właśnie dzięki temu młotek rezyduje u mnie w szafie.  Nadszedł w tym momencie czas małego podsumowania i decyzji na temat kierunku, w którym należałoby zmierzać z formułą naszych audycji. Sam mam pewne typy i preferencje, doskonale pamiętając kiedy bawiłem się nieźle a kiedy nagranie kończyłem z poczuciem anty-klimaksu. Jednak nie nagrywamy tego tylko dla siebie ale przede wszystkim dla Was. I dlatego do Was drodzy słuchacze kieruje  zapytanie: Co zrobić, żeby było lepiej? Więcej wywiadów? Relacje z turniejów? Twórczość fanowska? Burze mózgów na różne tematy? Scena ligowa?

Napiszcie w komentarzach i nie szczędźcie przykrych słów - wyjdzie to tylko na dobre. I niezależnie czy zostawicie komentarz czy też nie, poświęćcie proszę jedno kliknięcie na poniższą ankietę i wskażcie najlepszy Waszym zdaniem odcinek. To też niezmiernie pomoże w doborze tematyki w kolejnym sezonie. Dla przypomnienia poniżej spis wszystkich podcastów wraz z linkami.  Do usłyszenia!  
    
01_Lysy_jedzie_do_Szczecina
02_DMP_Liga_etc
03_Podsumowania
04_DMW_po_trzykroc
05_Adam_Slodowy_40k
06_Wojna_Swiatow
07_Lysy_wywiad_z_Thurionem
08_DMP_Dzialka_Melanz_Pogaduchy
09a_Mlotki_na_tylnym_siedzeniu
09b_Wygodne_siedzenia_wiele_do_powiedzenia
10_Konkurs_oraz_Wielkie_dzialo_gdzie_wiele_sie_dzialo




Mój ulubiony odcinek podcast'u to:Market Research

wtorek, 28 czerwca 2011

Przypominajka, że mikrofon nie gryzie


Powiem szczerze, że gdy z Michem ogłaszaliśmy konkurs na Wasze nagranie w jubileuszowym podcaście nie spodziewałem się ilości odpowiedzi która sprawi że słuchawki staną się dla nas równie integralną częścią ciała co dla Mechanicusów. Jednak myślałem, że jakiś odzew będzie a póki co sytuacja jest prosta i to nawet bardzo - wysyłasz wygrywasz ;).
Inna sprawa, że do terminu przeszło miesiąc więc dramatyzować nie zamierzam bo i powodów nie dostrzegam. Uznałem jednak za stosowne napisać jakąś przypominajkę bo trochę się aktualnie dzieje. Plotki o 6 edycji. Zmiany w krasnalu (podobno - dopóki nie zobaczę to nie uwierzę). Regularne plotki o kolejnych armiach. Zbliżające się ETC. G&C i Syrenka. Słowem jest o czym rozmawiać. Zwłaszcza jeśli doliczy się i te stałe tematy jak np. Stary Kodeks Chaosu.
Technicznie też nie ma większego problemu z takim nagraniem. Na dobrą sprawę wystarczy jakaś komórka z dyktafonem - cokolwiek ponadto to wartość dodana. Zresztą jeśli chce się nagrać to z kimś to też nie ma problemu Skype czy inne komunikatory uporają się z wieloma kilometrami.
Jak widać wystarczy koncept bo realizacja nie nastręcza problemu. A koncept przy tej ilości tematów również nie powinien generować problemów. Droga do sławy i wycieczek w miejsca pracy stoi otworem. ;)
Zapraszamy.

czwartek, 23 czerwca 2011

Pożarte fora


Mam taki zwyczaj, o którym chyba już wspominałem na tym blogu, że w podróże koleją które cały czas są stałym i co gorsza częstym punktem mojego programu zawsze biorę jakiś kodeks. Tak by mieć co wertować bez większej refleksji po 5 godzinach jazdy. Umysł odpoczywa a czasem może się jakaś wesoła koncepcja zrodzić.
I ostatnim razem towarzyszyły mi w podróży krwawe anioły które wydają się mieć więcej grywalnych rozpisek niż tylko wariacje na temat kompanii pancernej. Złożyłem sobie zatem zarys, bez dokładnego liczenia punktów, armii na samych jump packach. Nie jest to może szczególnie oryginalne bo zarówno z Jasiem jak i Emanem jeszcze przed DMP rozmawialiśmy o sensowności takiej rozpy nie zmienia to jednak faktu, że wciąż nie widziałem czegoś takiego na stole. Moja koncepcja w dużym zarysie to (na 1750):
Libra
Kapelan
Priest albo dwóch
Honor guard
Sanguinary guard
i 4 dychy chopa z troopsów.
z dopuszczonymi specialami na pewno wskakuje Sanguinor nie wiem do końca kosztem czego ale coś by się znalazło (pewnie kapelan i HG). Rozpa może z butów nie wyrywa na papierze ale ma swoje plusy i to zarówno dodatnie jak i ujemne. Na pewno radośnie by się tym grało bo wymusza pewną bezkompromisowość. I kitranie się po krzakach za bardzo nie wchodzi w grę. Co więcej nawet wymyśliłem z czego bym zrobił tą armię i jak pomalował (patrz obrazek powyżej) i co najlepsze koszt całej zabawy (w plnach) nie zabijał koncepcji.
Nie zmienia to jednak faktu, że nowa armia to nowa armia i nie jest to łatwa decyzja by rozpocząć temat. Zwłaszcza, że mam świadomość, że na jednej rozpie się nie skończy bo już teraz mi jakieś devki majaczyły z tyłu. Chciałem zatem wzorem praktyki sprzed lat wrzucić rozpę na jakieś forum by się zapoznać z zdaniem innych i sobie uświadomiłem, że fora o rozpiskach są generalnie martwe.
I w sumie trudno mi zrozumieć dlaczego. Nie ma potrzeby gadać o rozpach? Wystarczają tematy z rozpiskami z poszczególnych turnieji? Za mało nowych graczy aktywnych na forach - bo to zazwyczaj oni generują najwięcej postów w tych działach? A jakie jest wasze zdanie DC (Drodzy Czytelnicy) i to zarówno o forach jak i rozpie? :)

sobota, 18 czerwca 2011

Siostry z krasnala


Ostatni numer White Dwarfa na który czekałem i który kupiłem to ten z poprzednią odsłoną kodeksu Blood Angelsów. Niestety od tego czasu minęły już lata całe a co najgorsze wcale nie przesadzam. I nagle, zupełnie niespodziewanie gruchnęła wieść, że znowu warto czekać na Białego Krasnala a to za sprawą zapowiedzi deksu Sisters of Battle który ma się ukazać w kolejnych dwóch numerach.
Jak dla mnie sam ten news jest bardzo miły bo od czasu kiedy Games udostępnił w pdfach podręczniki inkwizycyjne mocno się zastanawiałem nad panienkami w power armourach. Co prawda i chyba na szczęście w żadne zakupy to się nie przerodziło ale pomysł na stronę wizualną takiej armii się urodził i to taki który po pół roku nadal mi się podoba. Oczywiste więc jest, że gdy przeczytałem o re-edycji siostrzyczek która pewnie skończy się na zasadach bo na zbyt wiele nowych modeli bym nie liczył, to od razu na mojej twarzy zagościł uśmiech. Perwersyjny wręcz bowiem, co chyba dla regularnych czytelników nie będzie zaskoczeniem, moja wizja opancerzonych panien ma dużo wspólnego z ośmioramienną gwiazdą. A skoro była zapowiedź to i plotki są – bo jakże inaczej. I choć na ich bazie trudno cokolwiek wyrokować to jednak odważę się na stwierdzenie, że póki co na kolejne wilki się nie zanosi. Choć oczywiście trudno teraz o coś więcej niż wróżenie z fusów, więc nie ma czym sobie głowy zawracać.
Natomiast jest jeszcze ważniejsza wiadomość niż to, że będziemy mieli nowy kodeks. Mianowicie te numery White Dwarfa nie mają być wyjątkiem a pierwszymi krokami na nowym kursie. Kursie gdzie Krasnal nie jest lepiej wydaną gazetką handlową a magazynem dla hobbystów.
Podobno.
I gdyby to się okazało prawdą to byłbym więcej niż wniebowzięty jednak póki nie zobaczę to nie uwierzę. Po pierwsze najzwyczajniej w świecie to byłoby zbyt piękne. A po drugie wydaje mi się to zbyt dużą rewolucją jak na Games Workshop. Choć z drugiej strony rezygnacja metalowych figurek na rzecz Finecastu jest jeszcze większą zmianą a udało się ją jakoś wprowadzić. Fakt, że z bólami i to pewnie większymi niż się początkowo spodziewano ale wprowadzono. Może więc uda się i Białego Krasnal zrewolucjonizować. I pomimo mej rezerwy na pewno będę ściskał za to kciuki.
Nie zaszkodzi.

wtorek, 14 czerwca 2011

Przyszłość...



Początkowo chciałem napisać w tej notce o zmianach w regulaminie Ogólnopolskiej Ligi Wh40k tak aby ci którzy na stronę ligową wchodzą jedynie od wielkiego dzwonu a już tym bardziej nie śledzą tamtejszych dyskusji wiedzieli co w trawie piszczy. Chciałem to też zrobić dla siebie by jakoś uporządkować sobie te wszystkie wątki i sprawdzić co rzeczywiście się zmieniło, a co zgłoszonych usprawnień nie znalazło akceptacji naszych koordynatorów. I miałem już nawet  wstęp tej notki pełen lirycznych zawijasów i lingwistycznych popisów po czym stwierdziłem, że dobra koniec tej lanserki czas na konkret i wszedłem na liga40k.com a tam … nic. A raczej rozmowy się toczą – regulamin będzie. Jego status na dzień 14 czerwca jest WIP czyl work in progress. Póki co mamy jedynie różne sprawy omawiane w różnych tematach nie koniecznie zatytułowanych stoswnie do poruszanje problematyki (vide ilość zaliczonych czelków oraz masterów w wątku o minimalnej liczbie graczy).
Chciałem sprawdzić zatem jak wygląda regulamin ligi na zeszły sezon i kiedy właściwie nowy się zaczał (wychodząc z założenia, że jak nie ta flanka to może druga). Okazuje się to nie takie łatwe bo regualmin jest niedostępny w stosownym dziale – jest jedynie do wglądu na forum po stosownym poklikaniu. No ale, że dla chcącego nic trudnego to znalazłem to czego szukałem i teraz już wiem. Nowy sezon zaczał się od maja. Trwa zatem już od póltora miesiąca. Póltora miesiąca bezkrólewia które może komuś przeszkadzało a może nie – trudno powiedzieć bo jakiegoś forumowego ognia pod stołkami koordynatorów nie widać.
Szczerze mówiąc obserwując to wszystko trudno być optymistycznie nastawionym do losów ligii. W tym sezonie słabość ligi została obnażona z każdej strony. Długie tygodnie (miesiace chyba nawet?) bez działającego regulaminu. Gruby wał na turnieju i zamieszanie po nim pt. co z tym fantem począć. Brak jakiejkolwiek młodzieży gotwej przejąć pałeczkę i dalej poprowadzić tą zabawę. Widząc te wszystkie problemy mam wątpliwość czy ta liga tak naprwdę kogokolwiek obchodzi. Bo wygląda to trochę tak, że dla sporej grupy graczy to jest tak, że fajnie, że jest ale jak jej nie będzie świat się nie zawali. I poza garastką ludzi z góry rankingu to ewentualny brak ligii nikomu snu z powiek nie spędza. Najgorsze jest to, że ta diagnoza nie jest szczególnie odkrywcza bo to nie jest tak, że problemy pojawił się nagle i znikąd zaskakując nas, bo od dawna było wiadome, że od większych zmian się nie ucieknie.
Ale, żeby nie wbijać jedynie w czarnowidztwo i inne rozpaczliwe klimaty za bardzo to napiszę o tym co mi się podoba. A na mój optymizm kojąco wpływa to, że pomimo problemów udało się znaleźć następcę Misia przy rankingu (chodzi o stronę techniczną) i to od razu w dwóch osobach czyli Homeiniego oraz Metalfana. Jeśli uda się chłopaką ogarnąć silnik licznie punktów na tyle by móc go obudować różnymi wodotryskami to wg. mnie zainteresowanie ligą może mocno wzrosnąć. Aktualnie możemy zobaczyć ile mamy punktów, na jakich turniejach je uciułaliśmy oraz które miejsce nam w rankingu to daje. A jeśli będziemy mogli zejść na poziom bitew i armii czyli np. że grając CSM przeciw Wilkom ugrywamy średnio tyle a tyle punktów albo, że najlepiej mi się morduje tyrki (wilkami ;) )to ranking mocno zyska na atrakcyjności wśród tzw. ogółu graczy. A z tego co czytałem to taki bonusy nie koniecznie są SF.
Osobiście mocno trzymam kciuki za chłopaków by im starczyło zarówno czasu jak i zacięcia bowiem ich ewentualny sukces może uratować tą całą imprezę zwaną ligą uratować przed stopniowym obsuwaniem się i regresem. I myślę, że nie powinnienm w tym być odosobniony.

piątek, 10 czerwca 2011

Podcast nr 10 Konkurs oraz Wielkie działo gdzie wiele się działo


Nie pytajcie mnie co Michu chciał przekazać światu przez ten tytuł bo najzwyczajniej w świecie nie mam pojęcia. Wiem natomiast o czym jest ten podcast - o Olsztynie a konkretnie o masterze w Olsztynie czyli Battle Cannonie (teraz chyba zaczynam rozumieć tytuł ;) ). Zatem jeśli ktoś nie był może się dowiedzieć co go minęło a jak ktoś był to może podładować akumalatory by dotrwać do kolejnej edycji. Bo w to, że mając okazję, wróci nie wątpię.

Natomiast, jeśli nawet, kogoś pierwszy master sezonu nie zachęca do odłuchu przygotowaliśmy obiecany efekt wow. Z którego, co prawda, wyszedł bardziej efekt motyla. Choć ten, jak wiadomo, pomimo początkowej niepozorności może mieć wielkie konsekwencje. I na taki właśnie scenariusz pocichu z Michem liczymy.

Zatem zapraszam do odsłuchu.
Podcast nr 10 Konkurs oraz Wielkie działo gdzie wiele się działo

No i email konkursowy:

z24cala [małpa] gmail.com

wtorek, 7 czerwca 2011

Całkiem wyczuwalny zapach grilla


Od zakończenia zmagań na otwierającym nowy sezon Ogólnopolskiej Ligi Wh40k masterze w Olsztynie minęło już trochę czasu. A my z Michem nadal mamy nadzieję, że żadne lagi skajpa i inne miny technologiczne nas nie zatrzymają i nagramy podcast o Battle Cannonie a co więcej będzie się on nadawał do publikacji. A w tak zwanym międzyczasie chciałbym nieco wybiec w przyszłość bowiem na horyzoncie maluje się nam kolejna impreza i to sporego kalibru czyli łódzki Grill & Chill.
Przyznam się bez bicia, że do tej pory nie trafiłem ani razu na ten turniej zatem w tym roku miałem wyjątkową chrapkę by na niego w końcu pojechać. A przy tej okazji nie ukrywam, że dopuszczenie Lostów miało w tym również swój pozytywny udział (w zeszłym roku był to jeden z nielicznych turniejów gdzie ich nie było). I choć mi się akurat udało trafić na listę zapisanych to okazuje się, że wcale nie było to takie proste bowiem chętnych na udział jest zdecydowanie więcej niż 50 miejsc wygospodarowanych przez orgów. Sporo osób zatem musi się obejść smakiem. Organizatorzy postanowili i to całkiem słusznie, zabezpieczyć się koniecznością zrobienia przed wpłaty, by uniknąć blokowaniu miejsc na zasadzie a może będę miał wolny weekend. A i tak miejsc starczył na dwa czy trzy dni. Popularność tego turnieju jest dla mnie fenomenem który próbuję sobie wytłumaczyć i jedyne co mi przychodzi do głowy, że jest to wypadkowa paru czynników:
- lokalizacja - bardziej w środku naszego kraju chyba się już nie da, zatem może nie wszyscy mają blisko ale nikt nie ma daleko.
- termin - ludzie jeszcze się uczący najczęściej są już po nauce a jeszcze przed wejściem w tryb wakacyjny na pełen gwizdek.
- no i oczywiście formuła - małe punkty dużo czasu na gadanie i do tego grill przy którym te wszystkie niespieszne rozmowy mogą się zacząć.
A, że turniej zbiera dobre opinie to nie powinno dziwić, że z kolejnymi edycjami chętnych przyrasta bo ci co byli chcą wrócić, a ci co nie chcą zobaczyć na własne oczy czy rzeczywiście jest tak fajnie.
Moja radość z znalezienia się w szczęśliwej 50ątce przełożyła się na bardzo radosną koncepcję rozpiski i choć nie wiem czy ona przetrwa chociaż szczątkowe testy (jest na tyle nie typowa dla mnie, że po złożeniu zupełnie nie umiałem ocenić tej armii) to jednak już zacząłem malować figury do niej. Najwyżej będą na, jak to się mówi, zaś. Oczywiście relacja najlepiej w formie audio chodzi mi po głowie może ci co się nie załapali będą mieli jakiś substytut choć zdaję sobie sprawę, że będzie on na podobnej zasadzie co zapach grilla od sąsiada.
A póki co wracam do paćkania do czego gorąco zachęcam innych bo choć wymogu nie ma to jednak dzięki samozaparciu w Łodzi może być nie tylko smacznie a również estetycznie ;)

piątek, 3 czerwca 2011

Nowi Grey Knighci oczami Inkq i Złego

Nie da się ukryć, że trochę to trwało ale udało się - i IMO warto było czekać.
Panie i Panowie zapraszam do lektury tradycyjnego już wywiadu o najnowszym dziecku GW z 40 millenium czyli o Grey Knightach. A na odpytnym przy klawirach znaleźli się Inkq (bo trudno, żeby nie) i Zły (bo podobno na ETC...).


Już trochę minęło od premiery nowego kodeksu Grey Knightów, był czas na testy różnych nowych opcji i rozpisek - jak z aktualnej perspektywy oceniasz nowy codex?
Inkq: Jest to mocny kodeks, z tej górnej półki, z dużą liczbą opcji. Ma swoje mocne jak i słabe strony. Wciąż jest to elitarna armia, ale tym razem armia, którą można grać turniejowo. :) Gra GK do prostych nie należy, mała liczba modeli oraz optymalny zasięg 24 cali zmusza do uważnej gry. Wymusza podjechanie czy podejście. Sam kodeks zawiera dużo nieścisłości jeśli chodzi o zasady, do tego widać, że niektóre koszty punktowe są wzięte z powietrza. I niestety tak jak w wielu innych dexach są w nim wybory „oczywiste” i te „mniej oczywiste”. Autor miał naprawdę dziwne pomysły i chyba paru rzeczy nie przemyślał, można by powiedzieć, że miał więcej szczęścia niż rozumu. Ogólnie mogło być lepiej, ale tragedii nie ma bo wyszedł kodeks grywalny (nie przegięty) z sporą liczbą opcji.
Zły: Wprawdzie bitew testowych nie miałem okazji zagrać zbyt wielu to poświęciłem sporo czasu na przemyślenie nowego kodeksu. Przygotowania do DMP pod kątem armii Marcina też swoje zrobiły. O ile początkowo wydawał mi się raczej średni to z każdym kolejnym przejrzeniem i ułożeniem nowej rozpiski poziom powera rósł. Wskaźnik zatrzymał się mniej więcej ciut poniżej SW a ponad BA, czyli numer 2 na mojej prywatnej skali mocy kodeksów. Co ważniejsze jest to kodeks bez jednej słusznej opcji ale o tym niżej.
Które z jednostek są Twoim zdaniem najmocniejszym punktem tego deksu a które wręcz przeciwnie – totalnie bezużyteczne? No i oczywiście dlaczego.
Inkq: Jestem na etapie zachwycania się Purifierami :D Goście są w cenie błota i trawy w stosunku do możliwości jakie dają. mają mnóstwo sensownych opcji. Zabiją większość rzeczy w walce, oprócz tego mają możliwość wzięcia dwóch psycannonów na pięciu gości. Do tego są batem na każdą hordę. Są tańsi niż starzy Grey Knigtci, a robią zdecydowanie więcej! 
Drugą jednostką którą dopiero zaczynam się zachwycać są zwykli terminatorzy, którzy teraz są w troopsach. W duecie z Librarianem są kolejną jednostką, która dobrze strzela oraz robi przeciąg w walce wręcz.
Nie mógłbym nie wspomnieć o Dreadnoughtach, którzy są obowiązkową pozycją. 4 twin-linkowane strzały z s8 ap4 na dystans 48 cali to potężna broń. Do tego dochodzi jeszcze aura przeszkadzająca w rzucaniu mocy psychicznych na jednostki w 12 calach od dreadów (-4 do Ld).
W tym kodeksie jest tylko jedna jednostka całkowicie bezużyteczna: Brother-Captain. Jest zbyt drogi jak na swoje możliwości. Po prostu nie mam opcji żeby nie znaleźć dodatkowych 25 punktów i nie wziąć grand mastera, albo wziąć tańszego czempiona czy jeszcze tańszego inkwizytora. Są opcje które nigdy się nie pojawią tak jak Psilencer czy… no właśnie ciężko nawet coś wymyślić i po przeglądnięciu kodeksu wpisałbym jeszcze aptekarza u Paladynów :P Oczywiście są także opcje których przy tworzeniu rozpiski raczej nie biorę pod uwagę, ale nie dlatego że są totalnie bezużyteczne ale dlatego że brakuje na nie aktualnie punktów.
Zły: Ciężko odpowiedzieć prosto na to pytanie bo co innego jednostki które są samograjem a co innego takie które swoją nawet większą moc ujawniają dopiero w kombinacjach. Drugim probleme jest ich ilość:)
- Dready z 2xAC i Psybolt Ammunition – myślę że nie trzeba specjalnie komentować mobilnego strzelania z S8 TL, które może igorować stuny i shake'i a jak chcemy to mieć cover min 4+
- Inkwizycyjni Henchmeni a konkretnie Death Cult Assasins – to jest mój ulubiony odział, ostateczna broń zagłady do cc. Nie ma jednostki za (podobne punkty) do walki która jest w stanie przetrwać ich szarżę a gdy występują ( żal nie skorzystać ) z inkwizytorem z zestawem granatów robi się jeszcze zabawniej. Jedyny minus to konieczność wożenia oddziału w Crusaderze, ale LR dodaje sporo opcji taktycznych więc nie jest to coś co przeszkadza.
- Purifierzy – Wprawdzie 10 z 4 Psycannonami i bronią do cc kosztuje prawie 300pkt ale jest to kolejny odział który robi przeciąg w cc ale też strzela jak szalona. 4 PC to prawie dwie peny na l andku jeśli się nie ruszali – do tego samego potrzeba 16 lascannonów. No i wszyscy chyba już wiedzą co ten odział robi z orczą hordą czy genokultem.
- Vindicare – gość który mówi wilczemy lordowi żeby sobie poszedł do domu i na średnich rzutach wbija penkę LR z AP 1. I zabawne co robi z takim wielkim ptakiem Tzeencha za 999pkt:)
I jeszcze parę innych odziałów oraz bohaterów specjalnych na których opisanie chyba nie mamy dość miejsca:)
Przejdźmy więc do tego co wydaje się znacznie mniej przydatne. To też jest trudny wybór bo ten kodeks raczej nie ma całkowicie słabych wyborów a conajwyżej ich konfiguracje. Po namyśle mój wybór padłby na assasinów którzy nie są Vindicarem. Nie mają oni nic tak dobrego by uzasadniać ryzykowanie dość drogim kill pointem. Storm Raven, Interceptorzy oraz Dread Knight też są daleko na mojej liście do wystawienia ale to nie oznacza że są słabi, po prostu są lepsze wybory a ich miejsce jest w specyficznych rozpiskach. 

Za czym z poprzedniego podręcznika najbardziej będziesz tęsknił (jeśli w ogóle)?
Inkg: Na pewno tęsknię za 5 WS na Grey Knightach. Do tej pory jeszcze muszę się pilnować, czy nie trafiam przypadkiem na 3+. Oraz tęsknię za starym Grand Masterem który miał tą szóstkę siły oraz cztery ataki na bazie, możliwość wzięcia hooda i zabijał. Obecny ma sporo fajnych dodatków jak Grand Strategy czy 4+ inv, ale jak dotąd szału na polu bitwy nie robi.
Zły: Deamon Hosty w poprzednim wydaniu:). Bardzo się cieszę że miałem okazje pograć nimi na ostatnim Dice Crusher'rze. Ale to raczej za ich klimat niż moc.
Czy Twoim zdaniem aktualna wersja GK bardziej się wpasowuje w Twoją wizję tej armii (od strony fluff'u) czy mniej niż dotychczasowe odsłony?
Inkq: Po pierwsze tego fluffu jak dotąd nie było za dużo: parę stron w Index Astartes II, kilka skrawków w codexie: Daemonhunters oraz bardzo ogólne przedstawienie szaraków w Grey Knight Omnibusie autorstwa Bena Countera (taka średnia ta trylogia). Więc było sporo do uzupełnienia. Niestety wyszło to miejscami dość słabo, widać to bardzo dobrze w wypadku specjali, których historie są co najmniej nie przemyślane (Drago, Coteaz). Ogólny fluff jest w porządku i pasuje do mojej wizji. Oczywiście nie wyobrażałem sobie Grey Knightów jako pre-herezyjnych thousand sonsów, ale jako najlepszych z najlepszych, gdzie elitarne jednostki są w podstawowym wyborem. Wreszcie mogę wystawić tych GK naprawdę dużo. Idea czarujacych GK trochę mi na początku przeszkadzała ale już się przyzwyczaiłem :P
Zły: To pytanie jest trochę źle postawione, gdyż wcześniej mieliśmy do czynienia z Ordo Maleus jako takim które może korzystać w usług GK. Teraz mamy natomiast czysty kodeks GK gdzie inkwizytorzy pełnią tylko funkcje dowódcze. Bardzo podoba mi się pokazanie jak cel uświęca środki w obronie ludzkości. Choć dla niektórych składanie ofiar z sióstr by ochronić się przed demonami może być nieco zbyt ekstremalne to ja tak właśnie wyobrażałem sobie zawsze GK i Ordo Maleus. Siłę gotową bez wahania umrzeć w obronie ludzkości ale też zabić miliony by ratować miliardy, korzystać z mocy osnowy czy też bez mrugnięcia okiem przejść do porządku dziennego nad regularnym wstawaniem z martwych jednego ze swoich.

Jak Twoim zdaniem będzie wyglądał aktualnie core turniejowej armii Szaraków?
Inkq: Na pewno będą 2-3 Dreadnoughty z autocannonami z Psycannon Boltami i 1+ oddział Purifierów i to w sumie tyle jeśli chodzi o core turniejowy. Nawet pomimo tylko dwóch możliwych wyborów w troopsach opcji sensownego ich złożenia jest całkiem sporo. HQ jest tłok, każda jednostka ma coś do zaoferowania.
Zły: W HS będziemy mieli 3 x Dreada z AC, w HQ Librę oraz inkwizytora albo grandmaster zakładając nie granie ze specjalami. Będziemy też oglądać częst duże oddziały terminatorów a czasem i palladynów. Na pewno w prawie każdej rozpisce znajdzie się też miejsce dla Purifierów. Wróżę też trochę rozpisek które spróbują zrobić z GK razorspam co jest moim zdaniem tylko marnowaniem potencjału tego kodeksu.

Czy jest jakiś nie oczywisty typ rozpiski (np. mocno bazująca na fruwajkach) który może się okazać sensowny i chciałbyś go kiedyś przetestować?
Inkq: Aktualnie mam dylemat czy grać na 18+ Purifierach i Grand Masterze, czy może 10+ Terminatorach i Librze. Baaaardzo mnie kusi Brotherhood Champion oraz Purgation squad, ale jak na razie nie znalazłem na nich punktów. Opcji jest sporo a czasu na ich przetestowanie zdecydowanie za mało. Więc na razie biorę to na co mam ochotę i gram. Za jakiś czas dopiero zacznę kombinować z nieoczywistymi pomysłami 8)
Zły: Chciałbym przetestować GK w wersji alpha strike czyli 3 x Interceptorzy + 3 x Dreadknight z teleportem, Grandmaster i dodatki. Niektóre armie nie mają rzutu obronnego na coś takiego gdy GK zaczynają a nawet jak nie to i na dobrze zastawionym stole i tak będzie im ciężko.
Jakbyś mógł zmienić jedną rzecz w tym kodeksie – co by to było?
Inkq: Tylko jedną? Szkoda, było by tego sporo. Na pewno coś trzeba by zrobić z Coteazem, bo rozpiski na małpach napełniają mnie obrzydzeniem. 

Zły: A mogę dwie?:). Na + dałbym możliwość wystawiania HQ w power armourach i na – wywaliłbym granaty psychotropowe, które są chore.

I na podsumowanie jest lepiej/gorzej /czy „tylko” inaczej niż było?
Inkq: Zdecydowanie lepiej. Poprzedni kodeks to był w sumie fanowy dodatek do innych armii. Teraz jest to siła z prawdziwego zdarzenia, no i ponad sześćdziesięciu metalowych szarych rycerzy (40 w PA i 20 TA) nie kurzy mi się już na półce. Z drugiej strony kodeks zawiera dużo błędów, a fluff nie jest najwyższych lotów. Tak więc jest zdecydowanie lepiej niż było, ale do pełnego zachwytu dużo brak. Choć ja i tak cieszę się jak dziecko i na pewno dostarczy mi zabawy na długi czas :D
Zły: To są dwa całkiem inne kodeksy. Tamta armia zniknęła a mamy nową koncentrującą się na innym aspekcie inkwizycji i fluffu. Jest na pewno całkiem inaczej ale też dużo lepiej moim zdaniem. Kodeks ma dużo grywalnych opcji i fajnie napisany fluff oraz wyrazistych bohaterów i śliczne nowe figurki. 
Wielkie dzięki za poświęcony czas i do zobaczyska.
Inkq: Niema sprawy, było miło i do zobaczenia. :)
Zły: Ja także dziękuję i mam nadzieję że nie rozpisałem się za bardzo:)

wtorek, 31 maja 2011

Podcast nr 09b Wygodne siedzenia wiele do powiedzenia


W poprzedniej części relacji audio z pewnego weekendu majowego w Warszawie skupiliśmy się na nagrodach środowiska czyli Młotkach i podziękowaniach za niektóre wasze werdykty. Po tej przystawce nadszedł czas na główne danie czyli relacje z samych Drużynowych Mistrzostw Polski. Oryginalnie koncepcja na ten odcinek była zbliżona do wywiadu. Chcieliśmy z Michem wykorzystać fakt, że on na imprezie był ja wręcz przeciwnie więc jest to idealna sytuacja do odpytki. Jak to wyszło w praniu to już po tych kilku odcinkach tego podcastu pewnie łatwo Wam przewidzieć ale i tak IMO warto odsłuchać ten materiał. Choćby dla odświeżenia wspomnień. Zapraszam do głośników.

Podcast nr 09b Wygodne siedzenia wiele do powiedzenia