piątek, 26 września 2008

Piątkowe problemy

No i mamy klops. Klops w postaci pomysłu GW by nadrzędne nad zasadami z podręcznika głównego były zasady z podręczników dodatkowych zwanym powszechnie kodeksami. Dzięki temu mamy masę bzdur z którymi nie za bardzo wiadomo co zrobić a z coraz wnikliwszym wczytywaniem się w kolejne opisy sprzętu czy jednostek dochodzą kolejne. Ostatnim przełomowym odkryciem są plazmy wilków bez get's hot. "Geniusz" stojący za tym by zmieniając edycje zachowując totalnie nie przystające do niej relikty starożytności przy życiu jest dla mnie nie do ogarnięcia. Albo po prostu jest to głupota.
Jestem jeszcze w stanie zrozumieć pomysł by każdy kolejny kodeks był ważniejszy od podstawki jednak te dotychczasowe trzeba by wyrównać z obecnymi standardami za pomocą jakiś FAQów albo innych errat. Jednak GW ma awersję do tego rodzaju twórczości w związku z czym jesteśmy skazani na własny zdrowy rozsądek. A tego póki co widać mało w naradzie przynajmniej jeśli przyjmiemy optykę for dyskusyjnych. Póki co w necie wygrywa opcja bycia bloody literal która jest najbezpiszniejsza, najłatwiejsza do argumentowania i najgorsza. Przynajmniej w mojej opini. Ale sądząc po tym, że na Arenie wszystkie katarynki działają tak samo co nota bene jest niezgodne z zasadami z podręcznika to mam wrażenie, że nie jest w tym odosobniony.
Nie da się ukryć, że na necie można pisać co się chce i może robić to kto chce czy też kto ma na to czas ale i tak standardy wyznaczą decyzje organizatorów turnieji. Zwłaszcza tych największych czyli masterów i chelków. Zwłaszcza jeśli te decyzje będą się spotykać z uznaniem w komentarzach po turniejowych bądź przynajmniej z brakiem krytyki. Polskie klaryfikacje zasad czyli popularne pekazety były odpowiedzią na brak oficjalnych wyjaśnień spornych kwestii które regularnie się przewijały przy okazji kolejnych turnieji. Teraz niby sytuacje mamy ciut inną ponieważ w podręczniku napisano co napisano więc niby wszystko jest jasne. Tylko jak się zbliżamy do konsekwencji tego zapisu to szybko ciemnieje. I oczywiście można się go trzymać ale jak człowiek zagra przeciwko kilku różnym landką z różnym uzbrojeniem ukrytym pod tą samą nazwą to możę delikatnie zgłupieć. I bez tego turnieje zwłaszcza te dwu dniowe są męczące po co sobie bardziej życie komplikować...
Na koniec nadmienię, że nie jestem fanem jakiś socjalistycznych rozwiązań czyli wszystkim to samo za tyle samo. Jednak kierunek wyznaczony przez orgów areny mi się bardzo podoba. Stwierdzili, że różne katarynki to piramidalna be-ze-dura więc wszystkie działają tak samo. Nikt nie protestował. Natomiast źle będzie jeśli zamiast podziału na katarynki wilków a te od darków otrzymamy podział na te z kraka i na te z np stulicy czy innej pyrlandi.

niedziela, 21 września 2008

Kampanie

Już jakiś czas temu zacząłem pracę nad zasadami kampanii Ghotica którą zamierzamy rozegrać w Poznaniu w przerwie pomiędzy kolejnymi ligami Blood Bowl’a . Zresztą już o tym tutaj wspominałem, zapowiadając tu relację z przygotowań czy późniejszych wrażeń z przebiegu (do którego mam nadzieję, że bardzo szybko dojdzie). Nie będę ściemniał i się przyznam, że dopiero ostatnio wziąłem się za działanie na serio. Oczywiście postanowiłem zacząć od początku czyli od małego wybadania co już w dziedzinie kampanii BFG ludzkość odkryła by nie zrobić przełomu który przysłowiowi „wszyscy” znają od lat. Bo co prawda w podstawce do Ghotica są całkiem zgrabne zasady prowadzenia kampanii ale zawsze da się je „udoskonalić”. Okazało się, że oczywiście ktoś się skusił na to i ze strony Port Maw można ściągnąć BFG advanced campaign rules.
Po wstępnym zapoznaniu się z nim mam jedną refleksję, do tej pory zawsze niezależnie od systemu kampanie postrzegałem wyłącznie jako łącznik pomiędzy bitwami. Mający ewentualnie wpływ, mniejszy lub większy, na misję czy scenariusz w kolejnym starciu. Oczywiście jakieś zajmowanie terenu wprowadza dodatkowy smaczek zwłaszcza jak się wiąże z jakimiś unikalnymi bonusami i nawet jeśli będą wyłącznie symboliczne to przecież darowanemu koniu w zęby… Ale na tym jakby dla mnie zawsze rola łączenia bitew się kończyła – właśnie na nadaniu jakieś namiastki historii pomiędzy starciami. Natomiast wspomniane zaawansowane zasady reprezentują rzeczywiście bardziej wyrafinowane podejście do tematu. Czytając tego pdf’a miałem wrażenie, że autorzy mieli zacięcie by zamiast dodatku do gry zrobić po prostu grę na poziomie strategicznym gdzie w najlepszym razie będzie równowaga w wadze dla końcowego wyniku pomiędzy bitwami a tym co się dzieje pomiędzy nimi. I muszę przyznać, że takie jest to dla mnie coś nowego i intrygującego. Znaczenie ma zarządzanie rozmieszczeniem statków na podległym terytorium. Zorganizowanie linii zaopatrzeniowych. Rozmieszczenie czujek. A do tego jeszcze trzeba dziobać przeciwników by ich osłabiać i podnosić własne możliwości produkcyjne. Sporo tego jak na zwykła kampanię. W takich warunkach bitwa na jakieś niewielkie bitwy pomiędzy eskortą konwoju a jakimś wilczym stadem jest tylko dodatkiem do większej całości. A do tego należy pamiętać, że nie jesteśmy sami i reszta graczy knuje równie intensywnie co my. Naprawdę wygląda to bardzo kusząco.
Myślę, że w 40sce można by bez najmniejszych problemów zbudować kampanię bazująca na tym podejściu. Oczywiście wymagało by to zdecydowanie większego nakładu pracy niż przygotowanie mapki do „zwykłego” zajmowania kolejnych sektorów ale myślę, że wysiłek byłby zdecydowanie wynagrodzony poprzez ewentualny końcowy sukces. Takie zasady wymagają jednej osoby która będzie prowadzić całą kampanię i będzie pełniła funkcję mistrza gry zarządzającego całą zabawą. Ma to minus bo nie dość, że się narobi to jeszcze nie skosztuje frajdy ale zawsze się znajdzie ktoś z zacięciem społecznika. W końcu na tym to całe hobby w naszym kraju się opiera ;)

czwartek, 18 września 2008

Duży


Ostatnio odbyła się na wyspie zaniżającej bezrobocie w naszym kraju kultowa impreza dla tzw. hobbystów czyli Games Day UK. Przy tej okazji miało miejsce wiele przecieków, w tym nowych modeli, głównie odzianych w wspomagany pancerz ceramiczny zwany również 3+, oczywiście z racji na następny kodeks ale na szczęście nie tylko i można było się przejrzeć również innym figurom. W końcu to nie jest Space Marine Day. Forgeworld zademonstrował wielkiego demona Tzeentcha co prawda jeszcze nie skończonego ale stopień zaawansowania pozwala na wyciąganie wniosków na temat efektu końcowego. A ten, nie oszukujmy się, będzie porażający.
Po pierwsze demon jest rzeczywiście wielki. Nawet przy większym Khorna wygląda pomimo swej, no nie szczególnie rozbudowanej, postury całkiem godnie. Mam wrażenie, że model jest bardzo podobny do miniaturki by GW i jak dla mnie nawet za bardzo. To znaczy prezentuje się naprawdę dobrze i od razu widać o kogo chodzi ale liczyłem, że zobaczymy większy wkład własny w design od artysty. Zasad podobnie zresztą jak skończonego modelu jeszcze nie ma, ale coś mi mówi, że jego koszt będzie wynosił 999 punktów. Jak znam życie będzie to powiązane z dużą ilością czarowania i trzema atakmi z czego 2 skrzydłami i jeden z dzioba.
A skoro już jesteśmy przy Apokalipsie bo nie ma wątpliwości, że tam najczęściej to ptaszysko będzie występować to należy wspomnieć, że załoga z BoLS’a opublikowała nowego pdfa z zabawkami do wielkich bitew. W zdecydowanej większości zawartość bazuje na tym co było dawno temu w epicu a GW jeszcze tego nie przeniosło. Zasady prezentują się całkiem sensownie zarówno w warstwie, że tak to określę zasadowej jak i wizualnej. Natomiast to cię rzuca w oczy przy przęglądaniu nowych Lords of Battle to to, że zdjęcia modeli są powiększonymi piktogramami z Epica. No delikatnie rzecz ujmując nie wygląda to super. Nie zmienia to faktu, że jakoś funkcje informacyjną spełniają i choć nie upiększają tego dodatku to jednak lepsze to niż nic.
Jak widać Apokalipsa mimo upływu czasu ma się całkiem dobrze - przynajmniej w niektórych kręgach. Patrząc na ten produkt GW z perspektywy czasu to jak na dodatek do 40ki odniósł wręcz spektakularny sukces. Takie np. Cities of Death nie doczekało sie takiej atencji fanów. Nawet się o nią nie otarło. Ale to chyba dla nikogo niespodzianką nie było.

wtorek, 16 września 2008

Sukces?

Przy okazji "manualnie przedłużonego" wnioskiem urlopowym weekendu, spędzałem przy takim klasycznym radio odbiorniku o wiele więcej czasu niż zwykle i natrafiłem przypadkiem na wywiad z którymś z naszych medalistów z Pekinu. Godności niestety nie pomnę nie ma to jednak większego znaczenia dla reszty mojego wywodu. Istotne jest, że reprezentował on dyscyplinę niszową - jedną z tych o której jest głośnej co 4 lata przy okazji kolejnych igrzysk, by potem znowu popaść w medialne zapomnienie. I pomiędzy klasycznymi pytaniami o psychikę w "tym dniu" oraz o reżim treningowy i wszystkie inne wyrzeczenia niezbędne by w ogóle myśleć o sukcesie, dziennikarz wplótł pytanie o to czy ten medal udaje się różnym ludziom np. tzw. (szczerze nienawidzę tego słowa) działaczom przekuć na popularność dyscypliny. I zagadnijcie o czym pomyślałem. No właśnie. Po srebrze w zeszłym roku nasi Reprezentanci, duża litera jak najbardziej zamierzona, w tym z Włoch przywieźli złoto. Battlowcy mają podobną skuteczność czyli pomału przyzwyczajają nas do różnokolorowych krążków co roku. Jednak nikt nawet nie próbuje tego wykorzystać w jakichkolwiek celach które byłyby z korzyścią dla naszego hobby. A szkoda bo mało jest takich dziedzin życia w których byśmy mieli podobne sukcesy.
Po pierwsze obu reprezentacjom nie zaszkodziłby sponsor ktory by wspomagał je chociażby w transporcie w zamian za miejsce reklamowe na np. koszulce. Biorąc pod uwagę, że trzeba się przyzyczaić do perspektywy wyjazdów poza granice Polski myślę, że znalazłoby się to z powszechnym zrozumieniem. Jednak pomimo niewątpliwych sukcesów znalezienie sponsorów nie wydaje się łatwe. Dla takich sklepów internetowych najważniejsza jest cena a ewentualne dokładanie do czyiś wycieczek na pewno nie będzie miało pozytywnego przełożenia na nią. Natomiast firmy spoza tej zabawy raczej nie będą zainteresowane taką małą grupa docelowa. Przynajmniej początkowo.
Zresztą jakiekolwiek próby znalezienia sponsorów nie zależnie już czy dla reprezentacji jak takiej czy dla ligi sa mocno komplikowane przez brak partnera do takich rozmów z naszej strony. Kiedyś były pomysły na nadanie lidze jakiejś prawnej formy jednak na pracy koncepcyjnej się skończyło. A szkoda bo pomimo, że pozyskanie dodatkowych funduszy wydaje się nie łatwe to na pewno jest ono możliwe. Choć biorąc pod uwagę, że na pewno rejestracja stowarzyszenia to ta prostsza część, to może tak wiele nie tracimy. Powstaje pytanie kto by się miał tym zająć i jak by to miało działać choćby jeśli chodzi o decyzyjność. Zresztą zawsze przy takich inicjatywach powstaje pytanie gdzi jest granica. Bo przecież tak naprawdę to wszystko sprowadza się do wzrostu sprzedaży produktów jednej konkretnej firmy. To nie jest sport gdzie są różni dostawcy sprzętu najwyżej jedni są lepsi od innych. Zabieganie o popularyzację hobby, frekwencję na turniejach różne oddolne inicjatwy to tak na prawdę wyręczanie działu marketingu GW. I z jednej strony fajnie jak jest coraz więcej twarzy na turniejach i jak jest z kim pograć w okolicy ale z drugiej strony to znam lepsze pomysły na wolny czas niż malowanie stołów czy ich późniejsze tachanie. Jednak zawsze znajdą się entuzjaści dla których kolejny turniej to ukoronowanie miesiąca i są gotowi na naprawdę wiele wyrzeczeń byle by się udał. Jednak nawet im pomimo ich zapału przydałoby się wsparcie, które mogłoby wynikać z jakiś działań sponsorskich czy nawet na zasadach współpracy.
Ale póki co pytanie do nas wszystkich czy złoto udało nam się przekuć na sukces hobby wciąż pozostaje otwarte - w końcu jeszcze je przez dłuższy czas bedzie można wykorzystać.

wtorek, 9 września 2008

Prawie jak spis treści... tylko bez treści.

Long time jak to mawiają w niektórych kręgach :)
Praca w ilościach hurtowych przy detalicznym zatrudnieniu szkodzi. Przynajmniej zajawkom i generalnie "działalności hobbystycznej". Nie da się ukryć, że ten blog jest bardzo dobrym wskaźnikiem ile mam wolnego czasu a raczej jak bardzo go nie mam. Warto mieć świadomość, że moje pisanie tutaj miało dodatkową konkurencję w postaci play-offów poznańskiej ligi Blood Bowl'a - edycja 4 - nowa, poprawiona. Efektem mojej obecności (wraz z drużyną) w finale tejże może być notka o wdzięcznym tytule "Metody symulacji pogody w grach GW a ich balans a raczej jego długa podróż (bez przysłowiowego powrotu) oraz bezskuteczny pościg za nim." Czy coś w ten deseń.
A skoro zakończyliśmy w Poznaniu na jakiś czas zabawę z jedną grą specjalistów to czas na kolejną i padło na BFG. A ponieważ Cruiser Clash z wszystkim flotami po kolei może się trochę przejeść postanowiliśmy nadać naszym rozgrywką formę kampanii. Do której przygotowania oraz późniejszego poprowadzenia się zaoferowałem. Myślę, że z racji dzielenia uniwersum będę na tym blogu ją jakoś relacjonował bądź linkował takie relacje. Jeśli uda mi się ją przygotować tak jakbym chciał to może też podzielę się czymś na zasadzie designer notes. Ale póki co skupie się na design to notes przyjdą same ;)
Jednak nie tylko wytwory z SG mnie ostatnio angażują, bo zbliżająca się coraz większymi krokami Arena oraz nowi marinsi też zakrzątają wolne moce przerobowe moich szarych komórek. Krakowski master jest pierwszym na piąto-edycyjne zasady i warto przyjrzeć się rozwiązaniom chłopaków bo nie da sie ukryć, że GW organizatoro turnieji postanowiło sprawy nie ułatwiać. Do tego cały czas nowe scenariusze oraz propzycje liczenia punktów wzbudzają nieufność u części graczy. Warto sprawdzić jak sprawdzą się przygotowane scenariusze oraz zasady punktacji i skorzystać z doświadczeń innych. Ja przynajmniej nie omieszkam wnioskom po turniejowym przyjrzeć się z 24 cala.
Nowi marinsi. I wszystko jasne. 3+ is back and it's angry. A przynajmniej próbuje takowe być. I o ile chaos swoje 3+ sejwa zamienił na 2+ o tyle nowi marinsi wymyślili że do swojego dodadzą trzy literki I-N-V. NIe wiem na ile popularne będą nowe storm shiledy ale wzbudzają w mnie pewien niepokój. Tak czy siak kosmiczyni marinsi wyszkoleni by zabijać mają zaplanowaną recenzję swojego nowefo podręcznika i mam nadzieję, że nie podzieli ona demonicznej która zaginęł w warpie. Jednak fakt że nowi marinsi wtykają gdzie się da locator beacony nastraja optymistycznie.
Jak widać pisać jest o czym, a mam jeszcze parę tematów których jeszcze nie zdążyłem poruszyć a ich aktualność nie uległa zmianie i nadal zależy mi na tym by je poruszyć. Może trzeba z okazji najnowszego kodeksu nauczyć się "spać na marinsa" i wydłużyć sobie dobę.
Albo zmienić planetę.
Planetfallem....

niedziela, 24 sierpnia 2008

Czterech jeżdżców apokalipsy

Wygląda na to, że pani Ewa Sowińska miała rację - z tym Twinky Winky'im rzeczywiście coś jest nie tak ;). Przynajmniej sądząc po wyborze patrona...

Link z dyskusji na BoLS'ie pod notką o 40kowym humorze.

Specjalni speszjale

Dopiero co zmieniła się edycja czas więc na nowy kodeks marinsów bowiem te dwa produkty w opinii działu marketingu GW są jak groszek i marchewka. Za sprawą coraz wiarygodniejszych plotek z zachodnich stron wiedza na temat nowego podręcznika sztandarowej armii 40 millenium jest coraz większa. Jednak nie chce się dziś skupiać na tym czy nowe wariacje weteranów kosmicznych marynarzy będą przegięte lub czy pomysł dawania termosom 3+ inva zarówno w shootingu jak i fazie assaultu ma cokolwiek wspólnego z racjonalnością. Jedną z ważniejszych zmian jaka może mieć miejsce na scenie turniejowej za sprawą kolejnej odsłony dexu marinsów to podejście do bohaterów specjalnych.
Póki co są tego podejścia 3 odmiany:
-wszyscy
-żaden
-tylko Samael/Belial. Rozwiązanie to przyjęło się ze względu na fakt, że pozwalają oni wystawić takie armie jak całkiem popularny Deathwing. Podobieństwo aktualnych "Deathwingów" do tego co nam się kojarzy z tą armią na bazie doświadczeń z poprzedniej edycji jest dosyć mierne ponieważ przeniesienie termosów do troopsów wcale nie blokuje innych opcji np. wzięcia motorów z i homerami. Nie rozumiem więc dlaczego nie są dopuszczeni inni bohaterowie pozwalający zmienić coś w FOC'u jak np orkowi. Jedyne wytłumaczenie jakie mi przychodzi na myśl to wielkość lobby. Nie da się bowiem ukryć, że DA wraz z swoimi specjalistycznymi armiami były całkiem popularne. Trzeba bowiem przyznać , że dopuszczanie tylko części speciali nie jest szczególnie uczciwe. A ilość takich co zmieniają postać armylistu najparwadopodbniej za sprawą marinsów wzrośnie i kodeks demonów gdzie nie było żadnego takiego speciala trzeba będzie uznać za wyjątek wynikający z specyfiki armii. Może więc dwu osobowa lista wyjątków wzrosnąć. Oczywiście ostateczne słowa jak zwykle będzie należało do organizatorów turenieji ale liczebność graczy marinsów może mieć nie bagatelne znaczenie.
A tak naprawdę problem z bohaterami specjalnymi sprowadza się do Nightbringera oraz Eldrada. Ten pierwszy jest bardzo mocny ale wydaje mi się w miarę grywalny dla obu stron przynajmniej w równym stopniu co dwóch laszowców. Eldrad jest bardzo mocny i nie dziwię się, ż gracze Eldarscy z niego korzystają jak tylko mają okazję. Jednak nie wiem czy to jest dobry pomysł by za sprawą Eldrada cierpiała cała reszta zawodników z imieniem. Poza tym w każdym innym aspekcie bierze się wszystko perwersje fundowane nam na klatę obojętnie czy jest to 9 oblitów czy 20+ plus herlaków. A skoro holofieldy stracą na popularności to może dopuszczać częściej Eldrada a przy okazji i resztę bohaterów specjalnych.
Jest też rozwiązanie nawiązujące do dotychczasowego tylko w drugą stronę i z tylko jednym wyjątkiem. Czyli dopuszczamy wszystkich bohaterów specjalnych poza idolem wytwórców świec. Przynajmniej będzie szczerze... ;)

czwartek, 21 sierpnia 2008

Słyszycie blaszany bębenek?


Na BoLS'ie zwanym też łódką pomiędzy notkami o nowych marinsach a tyrkami w DoW2 pojawił się wpis z plotkami o nowych necronach. Według informacji w nim zawartych mieliby się oni pojawić w drugim kwartale przyszłego roku. Już widzę zachwyt z tej okazji na twarzach wszystkich graczy Dark Eldarów lub Wilków. Może GW wychodzi z założenia rok w tą czy w tamtą jeszcze nikomu nie zaszkodził. I tak 6+ lat z rzędu. Zresztą długowieczność podręczników tych armii która jest na pewno obiektem zazdrości wszystkich skavenów starego świata była już wielokrotnie wałkowana i obawiam się, że jeszcze nie raz games da nam okazję by ponarzekać na traktowanie fanów kit bądź mrocznych.
Co prawda niewiele razy miałem okazję pograć nekronami i nie mam się za jakiegoś wybitnego speca od tej armii ale wydaje mi się, że blaszaki na piątej edycji przeciągu nie robią. A przynajmniej doszły im nie małe słabości ktore mogą sporo namieszać w taktyce. Pierwsza z nich to oczywiście troopsy. W zamierzaniu autorów kodeksu (przynajmniej tak potem to tłumaczyli w designer notes) wybór w tej kategorii, a raczej jego kompletny brak - o przepraszam poza liczebnością, jest podyktowany próbą oddania charakteru tej armii czyli undying legions i te klimaty. Jak to wyglądało na turniejach wszyscy wiemy. Przy osłabieniu glanów a przez to też gausów weaponów i konieczności posiadania większej ilości oddziałów warriorów gracze necrońscy mają poważny problem. Na rapidzie z 20 wojowniczych tosterów można było całkiem sporo wystrzelać ale wniosek, że z 40 będzie można wystrzelać dwa razy więcej jest bardzo optymistyczny. Pomijając, że tych dodatkowych dwudziestu zawodników kosztuje tyle co 7 desek. Albo jeden C'Tan. Zresztą do tej pory gracze necrońscy w moich oczach często dzieli się na tych co umieją wykorzystać warriorów i na tych co traktują ich jako obowiązkowy balast. I jeśli wykorzystanie dwóch dotychczasowych troopsów mogło być "języczkiem u wagi" tak wykorzystanie 720 punktów drzemiących w 4 oddziałach może być dla większości graczy wyzwaniem godnym igrzysk olimpijskich.
Drugim aspektem który trzeba uwzględnić wymyślając blaszaną piąto-edycyjną taktykę to są nowe zasady walki wręcz, a konkretnie rozliczanie minusów do Ld i dostawianie się do kontaktu. Dotychczasowy jakże wyrafinowany myk: na klatę- wstawanie- teleport- wstawanie- rapid-następny proszę może się skończyć na pierwszym punkcie tej wyliczanki czyli na klatę. Oddział umiejący się bić wygeneruje wystarczający minus do liderszipa by puszki stwierdziły, że czas poszukać fasolki, co dzięki utrudnionemu likiwdowaniu kontaktu może nastąpić szybciej niż zanim takowa się wystarczająco zazieleni (a gausy wyznaczają standardy....). A jeśli będzie się miało 40 figurek z buta które optymalnie działają na rapidzie to unikanie combatu może być w najlepszym razie kloptliwe.
Oczywiście nadal necroni mają sporo plusów - choćby jak jedni z niewielu zachowali mobilne pestkowanie bo większość takowego w innych armiach padło ofiarą zmienionych zasad pojazdów. Ich troopsy poza walką wręcz z coverami i WWB mogą być mega upierdliwe i trudne do wyeliminowania. Nie zmienia to jednak faktu, że monotonia blaszaków zabijała tą armię już zdecydowanie wcześniej wywołując na różnych forach regularne jęki i marudzenie graczy o jakieś zmiany. Jednak 5 edycja może to marudzenie zamienić w krzyk. Wydaje mi się, że necroni potrzebują nowego kodeksu równie mocno co wilki czy mroczni jedynie nie mają w tym takich tradycji jak te dwie armie.

niedziela, 17 sierpnia 2008

Turnieje vs Punkty - deployment

Minęło Euro które pewnie było ostatnim turniejem na zasadach starej - czwartej edycji i musimy się przyzwyczaić do jej następczyni. Zmian jest dużo i myślę, że nie przesadzę pisząc, że dotknęły praktycznie każdego aspektu gry. W tym także misji. I o ile zmiana zasad wystawiania oraz rozpoczynania bitwy poza tym, że wymusza przestawienia siebie i taktyki nie sprawiają większych kłopotów to zmiany w warunkach zwycięstwa już tak - zwłaszcza dla organizatorów turnieji.
Skupienie się na celach misji nie jest jakimś wielkim novum ponieważ już za 3ciej edycji w którymś białym krasnalu opublikowano artykuł pt Rules of Engagement w którym przedstawiono system zastępujący VP celami misji losowanymi osobno przez każdego gracza i wyłącznie od ich spełnienia (bądź nie) zależał wynik. Cele były różne i nie ograniczały się do zajmowania markerów. Te zasady przez jakiś czas były bardzo popularne w różnych regulaminach ale potem osunęły się w nie pamięć. Wydaje mi się, że wynikało to głównie z tego, że mogły się po prostu znudzić. Aktualny system jest dosyć podobny tylko celi mniej. Jednak o ile poprzedni był zasadami dodatkowymi/opcjonalnymi o tyle teraz koncentracja na objectivach i nie zważanie na straty w drodze do ich osiągnięcia zostało niejako wpisane podręcznik. I mi osobiście to się podoba choćby z "fluffowego" punktu widzenia ponieważ takie podejście odpowiada skali 40ki to znaczy straty na poziomie całej armii to nadal np. 100 gwardzistów i paru czołgów czyli w pełni akceptowalne jeśli jakiś senior oficer ostanie się na właściwym pagórku ze sztandarem w rękach. Jednak wyniki bitew przy dwóch znacznikach na stole nie mają prawa być szczególnie rozpięte. A jest to niezbędne na turniejach i dotychczasowy system to oferował podobnie jak równe punktowanie każdej bitwy.
Sprowadzenie misji z dwoma celami jak i takiej z killing pointami do wspólnego mianownika tak by połowa osób na turnieju nie miała takiej samej ilości punktów nie jest takie proste. Nie da się ukryć, że jest to największe wyzwanie dla organizatorów turnieji dostarczone przez 5 edycje. Myślę, że jeszcze trochę czasu minie zanim pojawi się optymalne rozwiązanie tej kwestii. Zresztą dotychczasowy system też z czasem ewoluował bo przecież nie od zawsze była punktacja co jeden punkt. Potem dopracowano proporcję małych punktów oraz progów zwycięstwa. Miejmy nadzieję, że uda nam się wypracować podobnie udany system na nowe zasady. A jeśli nie będzie to trwało przy okazji przez najbliższe trzy sezony to tym lepiej...

wtorek, 12 sierpnia 2008

Prawie jak rebus

W ostatni weekend podczas sprzątania sali po turnieju lokalnym jak zwykle w takich sytuacjach w takim zacnym gronie różne rzeczy nam wpadały pod ręce i różne pomysły do głowy. Wśród wielu szalonych koncepcji których kulminacja miała nadejść w trakcie after-party pojawiła się idea 40kowych rebusów. A ponieważ były one dosyć plastycznie opisane postanowiłem się nimi podzielić z resztą naszego światka.
Nie oszukujmy się szczególnie wyrafinowane ani skomplikowane one nie są ale pewnego nowatorstwa i swoistego uroku nie da się im odmówić. Zresztą trudne raczej też nie. Może więc zmienimy jakże lubianą i entuzjastycznie przyjmowaną formułę a zwłaszcza trudność testu wiedzy na Wojnie Światów i przejdziemy na obrazki. W końcu jeśli film na bazie komiksu o facecie tępiącym zło w wdzianku nietoperza robi furorę na całym świcie to jeśli chce się być dżezi czy edżi trzeba nadążać ;)

Na wszelki wpadek odpowiedzi:



ripper autocannon

starcannon

poniedziałek, 11 sierpnia 2008

Złoto !!

I to nie w Pekinie tylko we włoskiej Modenie. Śledząć relację live odniosłem wrażenie, że nasza reprezentacja od początku turnieju pewnie kroczyła po tytuł mistrzów Europy. Wielkie gratulacje dla chłopaków!!
Battlowcy zajęli drugie miejsce co również bardzo cieszy. Wygrali natomiast Niemcy jedna póki co nie wiadomo jakie to będzie miało przełożenie na miejsce organizacji kolejnego Euro. Nie da się ukryć, że z naszej perspektywy Niemcy w snesie lokalizacyjno - transportowym żle nie wyglądają by nie powiedzieć, że całkiem spoko. Może się jednak okazać, że będzie w miejscu niekoniecznie znajdującym się w kraju zwycięzców któregokolwiek z turnieji. Mam jedynie nadzieję, że decyzję zapadną dosyć szybko i organizatorzy będą mieli wystarczająco czasu na przygotowania. Bo rok na taką imprezę to chyba tak akurat.

PS Przepraszam za jakość zdjęcia niestety innego nie udało mi się zdobyć.

środa, 6 sierpnia 2008

Ceny

Jednym z częściej powtarzanych pytań przez ludzi znajdujących się dopiero na początku swojej przygody z 40ką (ale podejrzewam, że w battlu czy lotrze jest podobnie) jest - ile to właściwie kosztuje? Regulaminową odpowiedzią przez długi czas było, zależy od armii, rozpiski bla-bla ale generalnie to złotówkę za punkt. Czyli armia turniejowa to pi razy drzwi dwa patyki (dawno dawno temu półtora :)). Taka odpowiedź czy rachunek przewijał się na tyle często, że gdzieś mi się zakodował z tyłu głowy i podświadomie używałem tego przelicznikach zastanawiając się nad nowymi mniej lub bardziej szalonymi koncepcjami armii.
Jednak ostatnio zainspirowana zarówno pogaduchami z ziomkami jak i lekturą różnych for "branżowych" postanowiłem sprawdzić jak wyglądają koszta rozpisek chodzących mi po głowie. Jedna armia to berkowy rhino-rush wsparty 3ema pralkami oraz dredem i termosami a druga to demony z 60 leterami 3 pająkami i dodatkami. Czyli krwawo i na pałę. Przyznam się szczerze, że otrzymane koszta mnie zaskoczyły - armia zamówiona w sklepie internetowym mieszczącym się na wyspach na zachód kosztuje około 300 funtów wraz z wysyłką do Polski. Przy obecnym kursie funta to trochę ponad 1200 złotych. A armie były na 2000 punktów. Jak widać czas odrzucić dotychczasowe kalkulację armii bo najzwyczajniej w świecie się zdezaktualizowała i to co najlepsze w tą dobrą stronę.
Oczywiście główna przyczyna tego stanu rzeczy to mocny złoty a nie genialna polityka cenowa GW, jednak nie zmienia to faktu, że było to dla mnie miłe odkrycie. Niestety w Polsce zwłaszcza w sklepach stacjonarnych sytuacja już tak różowo nie wygląda ale nie jest to dla mnie szczególny powód do zmartwień. Bo teraz jeśli będę myślał o większych zakupach zrobię je tam gdzie będzie najzyczajniej w świecie taniej a polscy sprzedawcy albo będą konkurować z tymi z Anglii albo będą liczyć na klientów którzy z najróżniejszych przyczyn nie zdecydują się na tańsze źródło figur. Mnie patrzącego z perspektywy klienta rosnąca konkurencja cieszy ponieważ parafrazując klasyka "mieć armię a nie mieć armii to razem dwie armie".

PS Linków do sklepów nie podaję by nie być posądzanym o nakręcanie komuś ruchu w interesie. Myślę, że nikt zainteresowany tematem nie będzie miał problemu z ich odnalezieniem.

wtorek, 5 sierpnia 2008

Euro - sreuro???

W najbliższy weekend odbędzie się druga odsłona 40kowego, a trzecia batlowego, Euro przy czym pierwszy raz za granicami naszego kraju. Do tej pory impreza odbywała się w Gorzowie ale tym razem powędrowała za zwycięzcami kwadratów do ojczyzny pizzy i lazanie. I choć osobiście nie specjalnie spodziewałem się wielkiego zainteresowania tym turniejem wśród większości graczy to zaskoczyło mnie jak łatwo można tą imprezę przegapić. W zeszłym roku kiedy ona odbywała się w Polsce oraz miała aurę świeżości to jej "medialność" w środowisku była całkiem spora. I choć na sam turniej towarzyszący przyjechali głównie ci-co-mieli-blisko to przynajmniej na forach coś się działo. A aktualnie poza spiderem gdzie reprezentacja knuje to panuje cisza i spokój. Wynika to zapewne z wielu powodów ale jednym z podstawowych jest reklama. Takie czasy, że nawet i turnieje muszą się reklamować i dbać o swój wizerunek czego najlepszym przykładem są ostatnie poszukiwania kolejnych orgów turniejów tzw trademarka. Oczywiście to, że coś będzie atrakcyjnie opakowane nie wystarczy by się wszyscy na to rzucili ale Euro w Włoszech było na tyle daleko od fajnego pudełka, że nikt na poważnie się nie zastanawiał nad wyjazdem. Brak informacji, kontaktu oraz generalne lagi sprawiły, że wycieczka do Modeny wydawała się wyprawą w nieznane.
Z drugiej strony wszedłem dziś na łódkę i jest tam taki news. Amerykanie już teraz zabierają się do swojej największej-? a przynajmniej jednej z największych imprez w roku. Co prawda poszukiwania wolontariuszy trudno nazwać holo-fildem etapów przygotowania turnieji ale widać, że ktoś tam ma KK - koncepcję i kalendarz. Bo podstawą przy organizowaniu turnieju t jest know-how i zespół ludzi. Bowiem z perspektywy pojedynczej osoby ilość pracy potrzebnej by ludzie mogli sobie przez jeden weekend pograć jest zbliżona rozmiarem do Sahary. Jednak jeśli ktoś wiec co jest do zrobienia i rozdzieli ta pracę na 15 osób to każdy ma po 7% tej roboty.To tyle co VAT na książki - akceptowalnie.
Mam wrażenie, że Włochom za brakło trochę wiedzy. I to jest właśnie największa wada przechodności turnieju - może trafić w nie najlepsze ręce. Z drugiej strony nie wyobrażam sobie jakiegoś "układu" na poziomie Europejskiej 40ki który by odgórnie wzorem imprez sportowych wyznaczał gospodarzy zabawy. Również rozwiązanie z stałą lokalizacją nie jest optymalne ze względnu na stagnację co w dalszej perspektywie oznacza cofanie się. Zwłaszcza, że ta impreza cały czas musi się jeszcze promować bo jej marka się dopiero buduje. Jedyne rozwiązanie jakie widzę to zespół ludzi z paru krajów wyłoniony na bazie dotychczasowych doświadczeń którzy by niezależnie miejsca pobytu turnieju pomagali jego orgą w pracach. Oczywiście jest to doskonała sytuacja do powstawania różnych napięć oraz zwalania odpowiedzialności jednak zapobiega to odkrywaniu po raz kolejny przez różnych ludzi "oczywistych oczywistości" oraz może pomóc w dotrzymywaniu różnych terminów.
Drugim problemem Euro to jest to, że jest on super zabawą dla ludzi w reprezentacji ale dla całej reszty już mniej. I tu by zmienić ten stan rzeczy są dwa sposoby - zrobić naprawdę atrakcyjny turniej towarzyszący i wydaje mi się, zresztą chyba już tu o tym kiedyś pisałem, że najlepszy był by w tej roli turniej par. I np. pary są losowane na miejscu i nie mogą być z tego samego kraju (w miarę możliwości). Druga opcja przy czym jedna nie wyklucza drugiej a wręcz się uzupełniają zrobić jakiś naprawdę zacny system relacji. Najlepiej jakby łączył szybkie wyniki sporo cyferek oraz parowania dla lubiących statystykę i na deser miał sporo multimediów. I frytki do tego. Ale podobno coś takiego powstaje - zgadniecie kto za to odpowiada ;)
Mam szczerą nadzieję, że to Euro się najzwyczajniej w świecie uda a jak Włosi okażą się naszymi bratankami czyli mistrzami prowizorki i mobilizacji na ostatnią chwilę tym lepiej. Jednak nie wyobrażam sobie sytuacji kiedy impreza kończy się wtopą bo np źle policzono wyniki lub ktoś noclegów nie dopilnował. Coś takiego by mogło zabić tą koncepcję a jest ona - nie ukrywajmy naprawdę zacna brakuje jej jedynie ludzi którzy będą na nią chuchać i dmuchać niezależnie od kilometrów.
Mam nadzieję, że już nie długo.

wtorek, 29 lipca 2008

Tytany z Syrenki

Poza jakimiś zipami ukrytych w czeluściach internetu nie natknąłem się na żadną galerię z zdjęciami z Warszawskiej Syrenki Zagłady. I o ile zazwyczaj fotosy z turniejów oglądam bardziej z przyzwyczajenia niż z rzeczywistej potrzeby bo i twarze w większości jakby znane tak i figury rzadko zaskakują o tyle z syrenką może być ciut inaczej. W końcu nie codziennie tytany kroczą po standardowych stołach. Dla tych więc co nie byli i jeszcze nie trafili na zdjęcia tytany z stolicy czyli oferta Adeptus Kartonikus na lato 2008:
Projektant: Zły, Tytuł: Ślubna biel z wstawkami.
Projektant: Mistrz Wałków Tytuł: Grunt to Zawieszenie
Projektant: Vitalis Tytuł nieznany ale można dostrzec silną inspirację napisem z portfela Jules'a z Pulp Fiction.

poniedziałek, 28 lipca 2008

Ahoj Master na horyzoncie

W tym sezonie w Szczecinie na jesień odbędzie się turniej klasy master. Chelek który chłopaki z miasta gryfa ostatnio przygotowali okazał się bardzo dobrym turniejem co sprawiło, że ekipa dostała od ligi prawa do najwyższej klasy turniejowej. Co prawda pomogła im w tym nie najlepsza (delikatnie rzecz ujmując) organizacja turnieji w Warszawie i Wrocławiu w zeszłym sezonie ale nie zmienia faktu, że w pełni zasłużyli na mastera. I nawet gdyby nie potknięcia miast na W pewnie by to prawo otrzymali.
Chłopaki chyba wzięli się już do roboty bo na gildii pojawił się stosowny temat o tym turnieju i muszę przyznać, że ogarnia mnie trochę niepokój jak zobaczyłem rozważany limit punktowy. Organizatorzy wahają się pomiędzy 2250 a 2500 punktów. Czyli w Warszawie mieliśmy ostatnio dopuszczone super heavy a teraz w Szczecinie będziemy mieli resztę Apokalipsy :). A trzeba pamiętać, że jeszcze dochodzi zmiana edycji oraz wymóg malowania co dodatkowo komplikuje sytuację niektórych (większości-?) graczy. Nie wróżę z tych fusów super frekwencji na tym turnieju. Oczywiście jest dużo czasu można jeszcze sporo po paćkać ale nie wiem czy to wystarczy by gracze przygotowali armie. Zwłaszcza, że nowe zasady wymagają trochę testów by dojść do wniosków na temat rozpisek. Osobiście dla mnie 2k to jest dużo, natomiast powyżej to ja bardzo lubię zagrać ale w Apokalipsę na zupełnym luzie. Nie za bardzo wyobrażam sobie dwie hordowe armie na te punkty i limit czasowy. Oczywiście to wszystko jest do przeskoczenia od strony organizacyjnej ale nie mam przekonania, że master jest najlepszym miejscem do testowania takich rzeczy. W Warszawie zrobili najpierw lokala z SH i lataczami potem chelka i jeśli w przyszłym roku zrobią to na masterze (o ile takowy będzie w stolicy) to będzie naturalna konsekwencja budowania imidżu turnieju. Natomiast wskakiwanie z limitem 2500 na głęboką masterową wodę bez większych testów zwłaszcza na świeżo po zmianie podręcznika głównego gdzie większości ludzi będzie miała braki kadrowe w szeregach własnych wojaków wydaje mi się ocierać o strzał we własną stopę.
Ostatnio mam wrażenie, że wizerunek turnieju jest coraz ważniejszy dla orgów. Czasem wydaje mi się, że wszyscy momentami wręcz na siłę próbują wyróżnić swój turniej spośród innych - jakby panicznie bali się sklasyfikowania jako zwykły. A przecież ostatnie Halo Stars było na ~2000 punktów i nikt nie narzekał a większość wychwalała pod niebiosa. Nie widzę więc potrzeby robienia jakiegoś abstrakcyjnie wysokiego limitu punktów bo to nie jest aktualnie potrzebne. Rozumiem taki pomysł przy dogrywającej edycji kiedy w"wszystko już było" ale aktualnie bitwy na niby ograne 2k będą pasjonujące. Zresztą regulamin jest ważny ale nie jest najważniejszy jeszcze masa innych czynników wpływa na odbiór turnieju. Przeciwnicy, sala, warunki sanitarne noclegi, sobotni wieczór itp itd. I tu Szczecin prezentuje się bardzo korzystnie i nie potrzeba dodatkowego majstrowania przy punktach bo w moim odczuciu jest o wiele więcej do stracenia niż zyskania.

czwartek, 24 lipca 2008

Apo - kontynuacja...

Zastanawiałem się czy ta notka nie powinna być poświęcona alkoholowi i turniejom jednak doszedłem do wniosku, że niestety ten temat będzie jeszcze długo aktualny w przeciwieństwie do Apokalipsy Reload. Zwłaszcza, że po Warszawskiej Syrence Zagłady zabawki super heavy są na czasie. Niestety mam wrażenie, że Apokalipsa w naszym kraju się średnio przyjęła ale i tak uraczę was recenzją nowego dodatku do niej (dobre - dodatek do dodatku) starając się by było to nawet dla nieszczególnie zainteresowanych ciekawe.
Biorąc pod uwagę, że GW zaskakująco wytrwale poprzez swoją stronę supportuje Apokalipsę, regularnie do stosownego działu dorzucając kolejne datasheety spodziewałem się że ta książka będzie ich kompilacją. Na szczęście pomimo, że w sporej części tak jest nie stanowią one jedynej zawartości tej książki i otrzymujemy w niej całkiem sporo nowych materiałów. Co ciekawe sporo materiałów opublikowanych na necie jak np. kusząca mnie od jakiegoś czasu Srebrna Wieża Tzeentcha nie trafiły do tej publikacji. Nie wiem z czego to wynika, czy planują jakiś reload zwei czy może nie są zadowoleni z tych formacji/zabawek. W każdym bądź razie jest o tyle intrygujące, że GW zwykło maksymalnie wykorzystywać wszystko co udało im się stworzyć myślę więc, że ta pierwsza opcja całkiem możliwa. No chyba, że z okazji nowej edycji skonczy im się zacięcie do Apokalipsy bo np kolejny face-lifting spotka Cityfight. Pożyjemy zobaczymy.
Same formacje czy zabawki są zdecydowanie ciekawsze niż się spodziewałem. Zasady specjalne są ciekawe nie czuć po nich, że ktoś je robił byle zamknąć temat tylko dobrze się bawił je pisząc. I tak np defkopty w stosownej formacji mogą używać wirników jako narzędzi demolki i wypłacają zamiast normalnych ataków coś bardzo zbliżonego do batlowego rydwanu. Z kolei np. necrońskie Wraithy w towarzystwie Lorda dostają +1 do swojego inva co sprawia, że mogą być naprawdę upierdliwe. Jak widać balans nie był priorytetem dla autorów A:R ale lekceważenie dla takowego stało za samą Apokalipsą i tu mamy kontynuację tej linii. W końcu ten dodatek powstał z myślą o towarzyskim graniu więc dla potencjalnych odbiorców nie powinno to stanowić problemu. Jest jedna rasa która w tym dodatku nie dostała nowych datasheetów - tak zgadliście to Dark Eldarzy. Co prawda Inkwiyzycje też zostały w ten sposób potraktowane jednak je można podciągnąć pod ogół sił Imperialnych.
Jednak DE dostali assety czyli coś a'la karty zdarzeń (są tajne). Te są równie ciekawe jak formacje i ciężkie pojazdy. Tu znowu powołam się na przykład Orków które mogą swoją "technologią" zrzucać meteoryty na powierzchnię planety. Mają one największy placek (10") i siłę D jak Death czyli zabijają jest jednak z nimi jeden problem - scaterują d6 jednak nie cali tylko stóp. LOL po prostu :). Z kolei Miracle of Tzeentch dla demonów pozwala się na jedną fazę strzelania zaopiekować się (tak kompletnie) jednym z oddziałów przeciwnika. Także tytanem. Jak widać karty są ciekawe i można nimi zaskoczyć przeciwnika zwłaszcza, że jest ich całkiem sporo jest więc w czym wybierać. Jest to trochę powrót do drugiej edycji gdzie podobne karty zdarzeń się losowało przed bitwą. W Apokalipsie je jednak dobieramy samodzielnie więc możemy być bardziej podstępni zwłaszcza, że najlepiej one działają jeśli jakaś część armii na nich się opiera. Bo często dają one możliwość wejścia na plecy przeciwnikowi bądź inną wariację na temat zaskakującego ruchu. Przynajmniej te z podstawki, natomiast te z A:R są już bardziej robione pod konkretną rasę i mają oddawać jej charakter. I trzeba oddać, że całkiem przyzwoicie im to wychodzi.
Oprócz datasheetów i assetów dostajemy jeszcze nowe, bądź wariacje na temat istniejących zasad np. liczenia punktów zwycięstwa. Są też sugestie jak sprawić by wielkie bitwy był jeszcze ciekawsze - jak zwykle ogólnikowe jednak dla osób chcących może to być inspirujące. Ale nie musi. To wszystko ma na celu rozwinięcie podstawowej misji opisanej w podstawce Apokalipsy. Książkę kończy całkiem sprawnie napisany raport bitewny pomiędzy orkami a gwardią wspieraną przez Ultramarinsów. Zmagania się toczą jednocześnie na dwóch stołach co jest praktycznym przykładem dla patentu pt gra wielostołowa (nie mylić z wielo-blatową ;))
Podsumowując dla osób które grywają/interesują się Apokalipsą jest to praktycznie must have. Dla reszty co najwyżej ciekawostka. Wątpię by ta książka kogoś przekonała do Apokalipsy jednak ci którzy już połknęli bakcyla wielkich bitew będą zadowoleni z tych 88 stron zwłaszcza, że cena nie jest zbyt wygórowana a jakość papieru oraz pełen kolor sprawiają, że książka po wzięciu do rąk kusi....

wtorek, 22 lipca 2008

Syrenka Zaglady.

W Warszawie w ostatni weekend odbył się chelek o złowieszczej nazwie Syrenka Zagłady. Była to próba odbudowania zaufania graczy po wtopie zaliczonej przy okazji Varsowia Wars. Myślę, że zmiana nazwy też była podyktowana próbą odcięcia się od mrocznej przeszłości. W ramach wyróżnienia się spośród innych turniejów w kraju orgowie sięgnęli po najcięższe możliwe działa czyli dopuścili zabawki super heavy rodem z Apokalipsy. Można był też sobie polatać ponieważ flayery również dostały zielone światło.
Nie ukrywam, że dopuszczenie właśnie tych zabawek było dla mnie główną motywacją do wybrania się do stolicy a raczej pod nią ponieważ szkoła w której impreza się odbywała znajdowała się w Piasecznie. Dla osób niezmotoryzowanych - przyjeżdżających pociągiem - dojazd na miejsce komunikacją miejską i podmiejską mógłby być całkiem sporą wyprawą jednak miejscowi gracze-kierowcy zatroszczyli się o wszystkich potrzebujących pomocy i dowieźli ich na miejsce i co więcej odwieźli za co im chwała i wielkie podziękowania. Sama szkoła okazała się być miejscem cichym, przyjemnym i zadbanym. Prysznice były czyste (przez większość czasu) toaleta również, jednak ta ostatnia była pojedyncza więc czasem trzeba było "odstać" swoje ale przy tej frekwencji nie było to szczególnym problemem.
Sędziowanie było na dobrym poziomie a trzeba pamiętać, że większość graczy delikatnie rzecz ujmując nie miał zasad super-heavy w jednym palcu więc często pytania były właśnie z tej dziedziny i było ich naprawdę sporo, jednak sędziowie wykazywali się dużą dozą cierpliwości i wszystko wyjaśniali nawet jeśli były to rzeczy z pierwszego zdania pierwszego akapitu. Udało się również trzymać w miarę terminarza co nie jest takie łatwe zwłaszcza przy turnieju z taką ilością "nowości" z drugiej strony jeśli jeden model to np. 1/3 punktów całej armii to się sprawniej gra...
Pojawiło się 42 osoby z czego jak naliczyliśmy z Afro i Jasiem w drodze powrotnej około 13 miało zabawki normalnie nie dopuszczane do rywalizacji na turniejach. Czyli nawet nie jedna trzecia. Pojawiły się 3 tytany (żaden z nich nie był oryginalny) i trochę mniejszych wynalazków. Sam wystawiłem Brass Scorpiona oraz HellBlade'a. Zabawa z tymi pojazdami była przednia i nie dlatego ponieważ zabijały na śmierć w dwie tury dowolną armię ale ponieważ były czymś świeżym i dla mnie i moich przeciwników. Ich potencjał (zwłaszcza Scorpiona) destrukcyjny jest naprawdę spory jednak mam wrażenie że moi przeciwnicy woleli to niż klasyczne 9 oblitów. Które zresztą w rękach Skarka wygrały ten turniej dowodząc, że tytany tytanami ale na dziewięciu nie ma mocnych ;). Wojtuś nawet stwierdził, że standardową rozpiskę chaosu aktualnie można by dorzucić do Apokalipsy jako datasheet. Wystarczy tylko wymyślić adekwatną nazwę.
Co na pewno jest trudniejsze niż "złożenie" mocnej rozpiski turniejowej chaosu.
Jednak wracając do super heavy wydaje mi się, że w normalnej grze jest wszystko OK póki nie trafiamy na bronie z literką D zamiast siły bo te są po prostu zbyt mocne na zwykłe bitwy. Nie miałem okazji zagrać z czymś takim ale auto penetracja i plus jeden do wyniku na tabelce działa na wyobraźnię. Jednak gdy pominiemy siłe D to wielkie pojazdy ograniczone do 3 punktów struktury wydają się jak najbardziej akceptowalne. Samoloty również są do przyjęcia bo pomimo, że trudno je strącić to ich siła ognia (zazwyczaj) nie jest na tyle duża by decydować o wyniku bitwy. Jak dla mnie jeden duży turniej plus jakieś lokale z dopuszczonymi ciężkimi zabawkami to bardzo fajne rozwiązanie. Zwłaszcza, że jeśli to będzie stały punkt w turniejowym kalendarzu to dla części osób może być pretekst by zakupić takie zabawki. Mam bowiem wrażenie, że niektórzy się powstrzymują z wydawaniem niemałych w końcu pieniędzy na coś czego nie będą mieli możliwości wystawienia. A z drugiej strony te rzeczy często bardzo kuszą choćby ze względów wizualnych i chciałoby się mieć coś takiego w kolekcji.
Oczywiście w sobotę wieczorem była imprezka podczas której niektórzy przesadzili z ilością spożytego alkoholu. Jednak jest to temat na osobną notkę którą może uda mi się w skończonej przyszłości spłodzić. Ograniczę się więc póki co do zasygnalizowania problemu picia na turniejach.
All in all turniej bardzo udany, zwłaszcza jeśli pamięta się fakap jakim było VW. Do tego ciekawa formuła która może wymaga szlifów ale ma swój potencjał. Można więc powiedzieć, że Warszawa wychodzi ze swojego Age of Strife co nastraja optymistycznie na przyszłość.

wtorek, 15 lipca 2008

To już rok...


.... minął od tej notki. W międzyczasie powstało ponad 200 innych z większą lub mniejszą liczbą literówek za które Was przepraszam. Niestety często pisze zmęczony bądź w tzw. międzyczasie i nie zawsze mam czas na korektę tego co napisałem. A też mając do wyboru studiowanie i poprawianie czegoś co i tak już wszyscy przeczytali (przynajmniej tak mi się zawsze wydaje) wolę spłodzić coś nowego, albo chociaż spróbować. Bo czasem zaczynam coś pisać ale w trakcie procesu twórczego (hehe) stwierdzam, że to co wychodzi spod klawiszy wcale nie jest takie fajne i tekst ląduje w koszu.
Mam nadzieję, że kolejny rok będzie równie owocny oraz, że w końcu uda mi się znaleźć czas na zmianę grafiki. Noszę się z tym od dłuższego czasu bo aktualna oprawa już mi się przejadła a poza tym nie dogaduje się do końca z systemem komentarzy bloggera. A to już w moim odczuciu jest bardzo upierdliwa przypadłość.
Tu mógłbym pisać jeszcze dłuższy czas o wysiłku, wspólnnym dobrze i innych takich ale zostałoby to dosyć szybko i słusznie sklasyfikowane jako bla-bla-bla więc daruje Wam i sobie. Wyrażę więc jedynie nadzieję, że za rok pod tym adresem znajdziecie drugą świeczkę a nie błąd 404.

poniedziałek, 14 lipca 2008

Angron i nie tylko...

Zajrzałem dziś jak co dzień na łódkę i co widzę?
Primarcha (do Apokalipsy) w własnej osobie za jedyne 500 punktów plus obstawa. Ta z kolei tania nie będzie bo składa się z 2-12 Bloodthirsterów. Czyli kolejna formacja sprawiająca wrażenie zaprojektowanej przez ludzi z działu marketingu a nie tych od gier. Niepokoi mnie trochę, że Argon jest na A i może jedynie być początkiem całej sagi Primarchowej. Ale mam nadzieję, że to tylko jednorazowy strzał. Chociaż jest mowa o stałym dziale Liber Apocalyptica co będzie fajne jak miedzy reklamami w WD będzie coś co będzie miało jakąkolwiek wartość. Jednak ta będzie większa jak w kolejnych odsłonach będą szefów zakonów/legionów jednak omijać łukiem. Szerokim najlepiej.
I o ile jestem fanem Marinsów a już zwłaszcza ich rogatej części podobnie zresztą jak dużych zabawek o tyle te sympatie nie przysłaniają mi faktu, że Primarchowie powinni pozostać w fluffie i ewentualnie w Epicu. Natomiast 40kowe pole bitwy z tymi kilkoma wojakami na krzyż nie jest godnym miejscem by zapraszać tam największych bohaterów Imperium i największych kilerów z drugiej strony barykady. Pół-Bogów. Bohaterów legend do tej pory również dla graczy. Koszt punktowy obdziera ich z całej magii. A jak jeszcze do tego dojdą historie o primarachach ginących od wybuchu rhinosa to już w ogóle zostaną zdegrodowani do figurki jak każda inna.
A skoro już mowa o fizycznej reprezentacji primarcha to wyszukałem garść obrazków i innych fotek gdzie Angron robi za pierwszy plan.

Wersje figurkowe:



Wersja zdecydowanie bardziej 2d
Aczkolwiek nie można jej odmówić trzeciego wymiary wygląda jak złożona z wafli do piwa.
Na koniec wersja planszowa:
I tą ostatnią znalazłem na stronie jakiegoś komiksu 40kowego. I choć może 4 liter nie urywa to i tak to warto zajrzeć, bo słabe to nie jest. A odcinki jak ten świadczą o potencjale twórców ;)

niedziela, 13 lipca 2008

Wytwórcy świec wracają. Watachą.

Od jakiegoś czasu przemierzam się przynajmniej w sensie psychicznym do przesiadki na 5 edycję. Niestety nie miałem jeszcze okazji zagrać korzystając z nowych zasad ale mam nadzieję, że uda mi się to szybko nadrobić. I właśnie ostatnio zastanawiałem się którą armię chciałbym wziąć do testów na "pierwszy ogień" i wyszło mi, że Eldarów. Jedynie demony mnie równie mocno kuszą bo jest to armia która powstała już pod kątem nowych zasad i widać, że teraz nabiera zębów. Ale mimo to kłapousi chodzą mi po głowie od dłuższego czasu.
Na pewno jednym z powodów wzmożonego zainteresowania jest bezkrólewie. I to zarówno jeśli chodzi o pojedyncze jednostki jak i rozpiski jako całość. Przykładowo herlaki nadal będą oddziałem z wysokiej półki ale już nie koniecznie trzeba będzie je brać w jakiś abstrakcyjnych ilościach. Abstrakcyjnych przynajmniej z punktu widzenia fluffu bo patrząc na rozpiski można było przywyknąć do świadomości, że w społeczności Eldarów jest więcej cyrkowców niż całej reszty z wytwórcami świec na czele razem wziętej. Z resztą do tej pory oczywistych wyborów jak np. trójkąty jest podobna historia. Czyli nie są super słabe jak by coś kiedykolwiek u Eldarów było) ale też nie są tak mocne jak były. Chociaż trójkąty czasami przegrywały z dużymi zombiakami które akurat nic nie straciły na nowe zasady a zyskały że jak ktoś do nich dobiegnie z fistem to będzie miał zazwyczaj jeden atak mniej.
Warp Spiderzy którzy i tak byli obowiązkowym punktem każdej rozpiski dodatkowo zyskali w nowej edycji ponieważ są aktualnie najlepszym źródłem pestek za sprawą zmniejszenia siły defense weapons do 4. Podejrzewam więc, że większość graczy eldarskich będzie musiała tutaj poczynić pewne inwestycje. No chyba, że jako pestkwonice wybiorą war-walkery których scout move teraz będzie nie do pogardzenia. Natomiast nie za bardzo wiem po co komu teraz vypery poza ewentualnym chronieniem wyjść z transportów. No ale każda zmiana edycji ma swoje ofiary w przypadku piątki do nich zaliczają się lekkie skimery bazujące na pestkach.
Troopsy które do tej pory nie była szczególnie istotnym elementem armii będą aktualnie zdecydowanie ważniejsze. Zwłaszcza, że dwa minimalne oddziały to będzie mało. I tu też eldarzy mają spore pole manewru bo wybór troopsów jest naprawdę duży i większość z nich jest całkiem sensowna. Podobnie jak zakres możliwości.
Mnogość dobrych jednostek w kodeksie Eldarów sprawia, że gracze tej armii nie mają czego się obawiać w kontekście nowych zasad. Co najwyżej ich portfele mogą być zaniepkojone ale taki był plan GW więc wszystko jest w normie. jestem przekonany, że szybko się doczekamy nowych schematów. Ale to jest nie do uniknięcia mam jednak nadzieję, że nie będą to armię tak jednokopytne jak te do tej pory (z wyjątkami potwierdzającymi regułę). Choć przy chaosie to one i tak były szczytem wyrafinowanego zróżnicowania.

środa, 9 lipca 2008

Ranking: Rewolucja

Dawno, dawno temu miałem okazję zajmować się aktualizacjami rankingu ligowego i najdelikatniej sprawę ujmując nie wspominam tego zajęcia jako czegoś super. Tym bardziej nie tęsknię za nim. Polegało bowiem to na cyklicznym zbieraniu wyników turnieji, czasem nadesłanych dobrowolnie, czasem po usilnych prośbach. Następnie punkty rankingowe, których nie rzadko brakowało i trzeba było je sobie samemu policzyć dopisywało, się do stosownych nazwisk w tabelce nieśmiertelnego excela. I tak zawodnik po zawodniku turniej po turnieju. A potem wklejenie tego do działu bitewniaków na gildii też nie było takie trywialne za sprawą programu któy do tego służył. Słowem mnóstwo mrówczej pracy której w ogóle nie było widać.
Potem rankingiem zajmowały się jeszcze różne osoby ale dopiero Piszczu zrewolucjonizował sprawę. Aktualnie nadal się to odbywa w Excelu ale już z zaangażowaniem makr dzięki czemu mamy do czynienia z automatyką w trakcie tego procesu. Ze względu na te rozwiązania też musiało powstać ligowe ID które pozwala jednoznacznie zidentyfikować gracza. Dostarczane wyniki nie mogą być już jak kiedyś wysyłane jak popadnie tylko powinny spełniać pewne warunki dzięki czemu automatyka wie co z nimi zrobić. Kiedyś to co wyniki to inny format .doc, .txt, .xls, .html treść maila. Po prostudo wyboru do koloru.
Jednak to co mamy aktualnie a raczej mają osoby odpowiedzialne za ranking bo jednak gracze cały czas otrzymują ten sam produkt końcowy - tabelkę z nazwiskami oraz cyferkami. Nawet pierwsze miejsce się nie zmienia ;). Jednak aktualnie "się piszę" a konkretnie zdobywca młotka w kategorii wkład w ligę Vodecki pisze system do liczenia rankingu który będzie działa już od razu na stronie i w ogóle będzie super i przełomowy, aby nam wszystkim żyło się lepiej i dostatniej ;). Na początku batlowcy chcieli nam pomóc ale fakt, że nikt F1 nie wciskał nie spotkał się 100% zrozumieniem. Jednak mam wrażenie, że to dobrze, że tym zajął się ktoś z naszego środowiska ponieważ to co otrzymamy będzie skrojone na naszą miarę i mam wrażenie, że będzie łatwiej o updaty i inne service packi.
Nie wiem jak problem zostanie rozwiązany przez Vodeckiego ale jeśłi wyniki turnieji będą leżały w jakiejś bazie danych to będą stanowiły niezłą pożywkę do różnych zestawień statystycznych. Najlepszy gracza danej armii, najczęściej wygrywająca armia (ciekawe która to, hehehe), najpopularniejsza armii, popularność a miasto pochodzenia gracza. No oki już się trochę zacząłem rozpędzać ale dużo rciekawych danych będzie na kliknięcie myszki. Inna sprawa coś z nich logicznego wywnioskować ale na pewno będą się regularnie stosowny próby przewijały przy okazji różnych dyskusji na forach. Już oczami wyobraźni widzę temat gdzie ktoś się podpiera danymi, że zmiana takiego a takiego PKZ'ta zmniejszyła skuteczność takiej a takiej armii.
Będzie się działo :)

poniedziałek, 7 lipca 2008

HH - hobbystyczny hajs


Myślę, że zdecydowanej większości z Was podobnie jak mi zdarza się przeglądać na allegro dział bitewniakowy nawet gdy akurat się niczego konkretnego nie potrzebuje. Motywacje mogą być różne jak np. chęć bycia "na bieżąco", czy po prostu przyzwyczajenie. Można też dla poprawy nastroju wyszukiwać co "lepiej" pomalowane figury czy bardziej spektakularne opisy lub combosy czyli jedno i drugie razem - działa zwłaszcza jeśli w tytule aukcji pojawia się zwrot "pro-painted" ;). Jednak patrząc na niektóre aukcje mam wrażenie, że tego rodzaju próby zmuszenia się do uśmiechu mogą przynieść wręcz przeciwny efekt. Przeglądanie bowiem niektórych ofert wymaga odrobiny masochizmu i często pojawia się pytanie "co tym figurką się stało??". Zresztą swego czasu całkiem popularne było na forach linkowanie co lepszych "kfiatków".
Jednak czasem może za tym klikaniem stać świadomość, że czegoś nam do szczęścia brakuje ale nie do końca mamy pomysł czego dokładnie. I może się okazać, że chodzi np o to. Muszę przyznać, że zafrapował mnie business-plan stojący za tą aukcją. Pomysł, żeby sprzedawać coś co praktycznie może każdy samemu kupić i nie dodawać do tego niczego od siebie (poza niemałą marżą) jest dla mnie niezrozumiały. Bo jeszcze jakiś czas temu karta kredytowa mogła stanowić problem, ale obecnie bankiw wciskają je jak i gdzie mogą. Zresztą nie oszukujmy się dla kogoś kto wpada na pomysł wydania ponad tysiąca złotych za pojedynczy model (trudno nazwać tytana, od tak figurką), rzadko kiedy karta a raczej jej brak będzie stanowić problem. Ja rozumiem, że można liczyć na lenistwo czy nie widzę innych ale jeśli spojrzymy na aktualny kurs funta to zobaczymy, że sprzedający bardzo mocno liczy na popularność tych cech. Próba zarobienia 200 czy nawet 400 złotych na czystym pośrednictwie czegoś co jeszcze tobie za friko przesyłają do domu jeśli zakończyła by się sukcesem ocierałaby się o nagrodę Nobla z ekonomii. Bo żeby było zabawniej nawet czasu sobie nie kupujemy jakby się komuś spieszyło na przykładowo taką Syrenkę bo musimy zrobić przedpłatę a nasz "kontrahent" za nasz hajs go nam zamówi odbierze i prześle dalej.
300 stówy się należą.
W ogóle od jakiegoś czasu widać regularnie na allegro aukcje które dla mnie są zwykłą spekulacją bo sprzedawanie książek z BL 50% czy nawet więcej drożej niż można je kupić w empik.com trudno nazwać inaczej. Jednak z tego co widzę popularność takich aukcji wśród ludzi nie jest na tyle duża by można było z tego wyciągnąć jakiś sensowny czy wręcz jakikolwiek zysk. I nie jest to szczególnie dziwne większość ludzi potrafi jednak liczyć zwłaszcza własne pieniądze. Już deale polegające na grupowym zamówieniu z forga mniejszych rzeczy gdzie zamówienie powyżej 250 funtów ma dostawę gratis wydają mi się sensowniejsze. Koszty tej dostawy mogą stanowić zysk sprzedającego. Nikt nie traci. Towar jest. Wszyscy są zadowoleni.
Następnym etapem prób zarabiania na tym hobby są projekty jak np. bits pudło. To już normalny biznes tylko rynek mały ale można liczyć na jego zwiększanie się z czasem a poza tym łatwiej się pracuje nawet wyłącznie by wyjść na zero gdy się to robi w dziedzinie pokrywającej się z zainteresowaniami. Poza tym oferta jest bardzo fajnie i z głową rozszerzana i to już nie jest tylko sklep z połamanymi ramkami. Widać, że wizji chłopakom nie brakuje, zacięcia też nie więc można powiedzieć, że są podwaliny sukcesu. Dobrze by było gdyby się on pojawił bo byłby to przykład, że spekulacja bazując na posiadaniu karty kredytowej nie jest najlepszym pomysłem na zarabianie na hobby. I może wtedy choć części allegrowiczów którzy działają teraz mniej lub bardziej etycznie pposzukałaby innych nisz ekonomicznych na tym poletku. Jestem przekonany, że takie są jeszcze do zapełnienia można np.handlować trudno dostępnymi czy archiwalnymi wzorami figurek, bądź modelami do gier specialista albo ... whatever. Taki obrót sytuacji byłby z korzyścią dla nas wszystkich. Dla handlujących bo byłby obrót a może i zysk i dla nas bo im więcej ofert tym ciekawiej. W końcu nam kupować nie kazano.

niedziela, 6 lipca 2008

Stan zawieszenia

Najpierw są plotki.
Następnie są "przecieki".
Potem są wypowiedzi tych którzy to widzieli.
A na koniec podręcznik trafia do sklepów początkowo wyłącznie do wglądu. Mijają dwa czy trzy tygodnie i ten cukierek zza szyby można zabrać do domu czyli po prostu kupić podręcznik do nowej edycji. Jednak od premiery świeżutkiej podstawki do pierwszego turnieju na nowe zasady trochę czasu mija bo wszyscy potrzebują trochę czasu zaadaptować swoje armie do nowych warunków na stołach. W końcu nie po to GW zmienia zasady by zostało po staremu, tylko po to byśmy coś w swoich rozpiskach zmienili a, że przy okazji trzeba będzie coś dokupić - tym lepiej. Jeśli się zmienia kodeks do którejś z armii jest o tyle prościej, że jest okres przejściowy kiedy można grać i na nowe i na stare zasady na różnych imprezach. Jednak zmiana BBB to poważniejsza sprawa i trudno zapewnić okres przejściowy, przesiadka więc by była w miarę bezbolesna powinna być w miarę za jednym zamachem. Zanim do niej jednak dojdzie trochę czasu musi minąć zwłaszcza, że o ile część graczy pozostawała na bieżąco ze wszystkimi informacjami które były dostępne na temat 5tej odsłony 40 ki o tyle inni dopiero się nią zainteresują tak na serio dopiero teraz. Niektórzy więc mogli by już np. na Warszawskiej Syrence grać używając nowych zasad jednak dla sporej części było by to zdecydowanie za wcześnie. Oni nie dość, że nie mają jeszcze nowych oddziałów to jeszcze nie widzą jakich im brakuje. Sam zresztą jestem w tej grupie. Pamiętam jednak, że przygodę z 4tą edycją zacząłem typowo 3cio edycyjną armią i jeden turniej dostarczył wystarczająco materiałów do przemyśleń by kolejne rozpiski już były lepiej dostosowane. Tak więc każdy może znaleźć swój sposób na przesiadkę.
Sprawę zmiany standardów na turniejach dodatkowo gmatwa fakt, że w sierpniu jest ETC które również będzie rozgrywane jeszcze na czwartą edycję. I możliwe, że część organizatorów może wiązać regulaminy swoich turnieji z tym faktem. Jednak nie myślę by była tak potrzeba bo jeśli w 4kę się grało tyle lat to ten miesiąc już nie wiele zmieni i to na jakich zasadach będą najbliższe turnieje nie wpłynie w jakikolwiek sposób na ich wynik. Chłopaki i tak planują zgrupowanie które będzie miał ich przygotować do samego ETC i te parę bitewek na inne zasady będzie miało niewielki wpływ na wynik we Włoszech.
Nie zmienia to faktu, że wakacje w dziedzinie naszego hobby przeżyjemy w stanie swoistego zawieszenia, bo pierwsze bitwy na nowe zasady będą służyły odkrywaniu różnych oczywistych oczywistości nad którymi już za kilka miesięcy nikt nie będzie się zastanawiał. W mnie sama perspektywa tego wywołuje entuzjazm. brak schematów i jeśli chodzi o rozgrywki i o zagrania. Słowem zapowiada się ciekawy czas który spędzimy na odkrywaniu na nowo gry. Słowem gwiazdka latem szkoda tylko, że nie będzie bardziej materialnych prezentów bo zakres zmian pozwala przewidywać poważne zmiany więc i nie małe zakupy.

środa, 2 lipca 2008

Got the Ref

Euro, euro i po euro czyli koniec z żelaznymi punktami programu co wieczór, oraz z silnymi stanami nerwicy. Zwłaszcza jeśli Turcy byli na wizji. Koniec również z komentarzami odnośnie sędziowania a już szczególnie w końcówce meczu z Austrią. O ile stek bluzgów można określić mianem komentarza. Nie da się ukryć, że pan Webb przeszedł do historii naszego footballu a wszystko co z nim związane zrobiło się bardzo popularne. Zwłaszcza adres domowy ;). Dlatego trudno się dziwić, że jego wizerunek pojawiał się w różnych zaskakujących miejscach i jednym z takich miejsc o stopniu "spodziewaności" zbliżonym do hiszpańskiej inkwizycji jest ulotka reklamująca Syrenkę Zagłady czyli warszawski turniej klasy challanger. Na wspomnianej reklamówce mamy wizerunek najbardziej znanego angielskiego arbitra piłkarskiego z podpisem - "U nas nie oszuka Ciebie żaden sędzia." Patrząc za którymś - kolejnym już - razem na to hasło zacząłem się zastanawiać czego potrzebuje skuteczny sędzia który prowadzi lub ma prowadzić rozgrywki na sporych turniejach dwudniowych czyli masterach bądź chelkach. Jest dobry pretekst by rozwinąć te rozważania ponieważ po ostatnim masterze w stolicy były spore zastrzeżenia do sędziów i choć już wiadomo, że na Syrence kto inny zajmie się rozstrzyganiem sporów to jeszcze nie wiadomo czy będzie w tym lepszy. Choć nie ukrywajmy, że następcy nie mają wysoko zawieszonej poprzeczki.
Z moich doświadczeń wynika, że po pierwsze sędzia musi mieć autorytet i aurę pewności siebie dzięki czemu gracze po prostu akceptują jego decyzje zamiast próbować forsować swoje wizje. Zwłaszcza jest to ważne w sytuacjach uznaniowych czyli "widzę - nie widzę" czy inne szarże na styk. W takich sytuacjach unikam stwierdzenia rzućcie sobie na 4+ bo wychodzę z założenia, że gracze mnie wołali to chcą uniknąć losowości i jest w pełni zrozumiałe. Często sytuacje uznaniowe nie są dla osoby 3-ciej szczególnie trudne do rozstrzygnięcia a problemy graczy z tym biorą się z nazwijmy to "zaburzonej percepcji". Źródłem szacunku przy stołach może być znajomość zasad, faqów etc wsparta częstym udzielaniem się na forach. Możne też arbiter bazować na swoich gabarytach wtedy gracze również nie będą skorzy do obstawania przy swoim zdaniu za wszelką cenę ;). Albo po prostu ma talent do sędziowania i wysoki Ld'ek. Żarty, ale nie da się ukryć, że sędzia który potrafi przekonać graczy do tego co mówi unikając większych dyskusji na temat podstawy swojej decyzji jest nieoceniony na każdym turnieju.
Po drugie sędzia powinien znać zasady albo chociaż wiedzieć gdzie szukać rozwiązania. Niby oczywiste ale warto o tym wspomnieć ponieważ potrafi z tym różnie bywać. Niestety bądź stety znajomość zasad oznacza również tych specjalnych poszczególnych oddziałów z różnych kodeksów. A do tego jeszcze dochodzą FAQi oraz PKZty. Jest tego trochę do opanowania i jeśli się nie siedzi w tym na bieżąco to może być zbyt duża piguła na jeden raz. Nie ma się czym jednak przejmować ponieważ pytania o zasady najczęściej są jednak trywialne a jak sie trafi jakiś gruby strzał to można się z kimś skonsultować lub poszukać odpowiedzi w podręczniku. W przypadku tych najtrudniejszych pytań które zazwyczaj padają jednak z pierwszych stołów często trzeba działać na czuja bo kwestia dopiero po turnieju trafia na listę sędziowską. I obojętnie co się wymyśli przy oznajmianiu decyzji przydaje się pewność siebie. Argumentacja też nie zaszkodzi pomoże graczą zaakceptować zdanie zwłaszcza, że jeden z nich ma prawo czuć się zawiedziony usłyszaną interpretacją.
Kolej trzeci już punkt to zaangażowanie. Sytuacja ze wspomnianego wcześniej ostatniego mastera Warszawie gdzie sędziowie siedzieli w małej sali i grali w coś tam a turniej w międzyczasie sędziował się sam jest niedopuszczalna. Dla mnie sędziowie są od sędziowania a nie, przepraszam za wulgaryzm, "od pierdzenia w stołek" i jak już ktoś się tego podejmuje to warto by o tym pamiętał. Ale samo nie granie w planszówki nie wystarczy by mówić o zaangażowaniu bo powinno sie do tego dołożyć jeszcze kręcenia pomiędzy stołami i w ogóle postawę gotowości do pomocy. Bo ile weterani turniejów z stażem oraz znający wszystkich nie mają oporów przed okrzykiem sędzia o tyle sporo grupa mniej doświadczonych graczy najzwyczajniej w świecie się krępuje albo "nie chce robić problemu", albo "ja tu, sędzia tam, za daleko...". Gracze muszą widzieć, że sędzia jest chętnie im pomoże w razie jakichkolwiek problemów. Zresztą ze wszystkim tak jest, że jak jest robione na pół gwizdka to ma prawo nie wypalić. Zwłaszcza sędziowanie na pół gwizdka...
Ostatnia już kwestia która chciałem poruszyć w tych dywagacjach o sędziach na turniejach 40ki to znajomość środowiska a konkretnie graczy. Niektórzy gracze zestawieni w pary pomimo że na co dzień i osobno są miłymi ludźmi razem no, nie dogadują się. Tak po prostu jest i nie ma co rozpaczać nad niezdrową atmosferą na turniejach bo nie mamy obowiązku lubić kogoś tylko ze względu na wspólne hobby, a jak ktoś do tego ma duże rezerwy ekspresji no to potem są bitwę o podwyższonej temperaturze. Jeśli jednak sędzi widzi kto z kim gra i jest świadom potencjalnych problemów to może już od początku łagodzić sytuację dzięki czemu uda się uniknąć jakiejś eskalacji złej atmosfery. Jednak wymaga to i wiedzy i wprawy a poza tym takie bitewki zdarzają się, przynajmniej póki co, dosyć rzadko. Na szczęście.Sędziowanie jest jednym z istotniejszych elemntów turnieju który gracze biorrą pod uwagę oceniając go jest więc w interesie orgów by było możliwie dobre. A ponieważ cały czas liga się rozwija i kolejne ośrodki mają coraz większe aspiracje dobrze by było gdyby za nimi też szły możliwości. Wiadomo, że nie od początku będzie wszystko na najwyszym możliiwym poziomie dobrze jednak będzie jak będzie widać, że sędziowie nie są z "łapanki" tylko są rzeczywiście najlpeszymi kandydatami w danym klubie który nawet jeśli nie znają wszystkich i wzajemniee to znają zasady i nigdzie się nie chowają. A doświadczenie i znajomości przyjdą z czasem.

czwartek, 26 czerwca 2008

Co tam nowego zimouś na forach...

Szczerze mówiąc spodziewałem się, że do czasu kiedy oficjalnie ukaże się piąta edycja 40ki wszyscy będą pochłonięci studiowaniem tego co dostępne oraz parafrazując czaszkę z 3 części Monkey Island evil poltingiem. Jednak nie doceniłem chyba wpływu temperatur na tolerancje dla innych przynajmniej w aktywności forumowej. A nie da się ukryć, że nie jest to wpływ zwiększający zrozumienie dla bliźnich. Przekłada się to na to, że się dzieje ostatnio, to całkiem sporo:
- True Old-Skol czyli ocena malowania a punkty. Temat stary ale wiecznie aktualny ale mam wrażenie, że równie dobrze można dyskutować o jako, kurze i chronologii. Mam wrażenie, że większość ma swoje zdanie i nawet jeśli nie zamierzają umierać za swoją wersję to zdania nie zmienią bo i nowych argumentów nie widać. A organizatorzy świadomi, że i tak wszystkim nie dogodzą będą robili po swojemu. I ich święte prawo. Pomimo, że nie jestem fanem oceny malowania
- Częstotliwość aktualizacji ranking czyli wpływ alkoholu na samopoczucie sceny bitewniakowej. O ile ranking rzeczywiście mógłby być częściej odświeżany (choć wśród piszących na GV nie było widać takiej potrzeby) o tyle wałkowanie tematu, że 40kowcy są lepsi od batlowców bo piją mniej albo rozsądniej jest już totalnie nie potrzebne. Zwłaszcza, że większość opinii bazował na stereotypach bądź innych wyobrażeniach niekoniecznie opierających się na faktach. Co nie zmienia faktu, że niesławny master w Lublinie się odbył i miejscówka za sprawą ekscesów alkoholowych jest spalona. To już jest dla mnie dramat. Ale też temat na inną notkę. Na temat rankingu można by trochę popisać ale i tak aktualnie już nie ma to większego sensu ponieważ i tak mechanizm za nim stojący ma się zmienić na bardzo zautomatyzowany przynajmniej tak się odgraża Prezes.
- PKZty razem czy pojedynczo czyli bierzemy to co się nam podoba a resztę pomijamy milczeniem. Uważam, że żeby PKZ ty rzeczywiście pełniły swoją założoną funkcję to powinny być traktowane jak transakcja wiązana. Wybieranie z nich tych które nam pasują sprawia, że cofamy się częściowo do etapu sprzed klaryfikacji. Zapis, że gramy wg PKZ'tów sprawia, że wszystko jest jasne natomiast wybiórcze ich traktowanie nie potrzebnie gmatwa sytuację. Zresztą nie ma nikogo kto by był fanem każdego zapisu autorstwa naszych sędziów.
-Na deser mamy zarzuty o wałowanie w temacie o trójmiejskim masterze. Można powiedzieć że kolejny klasyk tylko obsada trochę inna. Co prawda intensywnością nie dorównuje batlowym standardom ale sam fakt, że jest nie robi najlepszego PR turniejom jako takim. I wcale nie uważam, że takie sprawy powinno się zamiatać pod dywan i przydeptywać bo lepiej, żeby zostały wyjaśnione ale jeszcze lepiej grać tak by potem nie było fermentu na forach.
Jak widać się dzieje w naszej części netu. Jeśli to jest Hitchcockowski start okresu wakacyjnego to będzie się działo zwłaszcza, że poza piątką zbliża się chelek w wawie w którym mają występować super heavy i inne latajki. Zresztą już się zaczęła dyskusja wg jakich zasad nimi grać.

niedziela, 22 czerwca 2008

Hello piąteczka.


W sklepach pojawiły się podręczniki do piątej edycji przyszłościowego młotka, póki co tylko do wglądu i podziwiania ale już niedługo będą dostępne normalnie w sprzedaży. Podejrzewam, że GW wydając nową odsłonę jednego z swoich podstawowych produktów kierowało się głównie względami ekonomicznymi bo sytuacja na giełdzie naszej "ukochanej" firmy w ostatnim czasie nie wygląda różowo. Ale nawet jeśli plan gamesa z nową edycją koncentrował się na sukcesie finansowym to i tak gracze mogą być zadowoleni.
Po pierwsze odświeżenie czterdziestce nie zaszkodzi. Widać to chociażby po forum rozpisek gdzie kolejne tematy stawały się coraz częściej bardziej polem dyskusji na temat schematyczności rozpiski niż nad nią samą. Zmiana zasad wymusi przeorganizowanie rozpisek i to totalne (niczym futbol Rosjan) i wypracowanie nowych schematów bo te są nie do uniknięcia. A nie tylko rozpiski stawały się nudne bo same gry tez już, przynajmniej dla mnie, nie były taką frajdą jak jakiś czas temu. Oczywiście trudno mówić, że w kółko było to samo ale brakowało mi już trochę tego odkrywania nowych rozwiązań. Chociaż nie da się ukryć, że na koniec przygody z 4 edycją parę nowych zasad poznałem np. o strzelaniu termosów z plazm. Publikacja piątki spowodują, że nie tylko armię ale też pomysły za nimi stojące się zmienią. I np. to, że trzeba będzie mieć dwa fisty by mieć dodatkowy atak za broń sprawi, że oddziały plewiarzy z fiściarzem jak np cykliści apokalipsy aka mistrzowie ciężkiego terenu rodem z drugiej kompanii Mrocznych Aniołów będą mieli siłę przebicia w kombacie naprawdę nikłą. A z drugiej strony speedery nie będą już takie groźne z racji obniżenia siły defense weapons do 4. Trzeba będzie zastrzelić wszystkich z linkowanych bolterów a resztę dobić fearlessem ;). A myślę, że nie tylko w RW będzie wymagał nowej pracy nad koncepcją.
Po drugie nowy podręcznik co widać już na pierwszy rzut oka jest przyzwoicie napisany, a jak na GW to wręcz rewelacyjnie. Oczywiście przy mnogości kodeksów, zasad specjalnych itd. nie da się uniknąć niejasności i zagadek logicznych ale sporo potencjalnie problematycznych kwestii zostało już rozwiązanych w podstawce. Jeśli jeszcze FAQ byłyby pisane przez kogoś kto czytał podręczniki i byłby wrzucane na net w miarę szybko to można by mówić o pełni szczęścia. Jednak póki co FAQi wychodzą regularnie czyli raz na ruski rok co jednak ma niewiele wspólnego z szybkością i musimy się cieszyć tym co mamy. Ale i tak widać, pewną zmianę ostatnio u GW bo Apokalipsę cały czas supportują, podręcznik do piątki jest naprawdę starannie napisany - widać pierwsze jaskółki.
A wkrótce po tym jak już zaczniemy w miarę ogarniać nową edycję czeka nas zmiana najpopularniejszej (jeszcze ?) armii na stołach czyli Space Marinsów. I dopiero wtedy tak naprawdę będziemy wiedzieli jak zmieniła się czterdziestka. Jednak patrząc na ostatnie kodeksy oraz na piątą edycję a zwłaszcza wzmocnienie akcentu na troopsach patrzę z optymizmem w grim darkness of the far fututre.
PS Demony zamierzam tak naprawdę odkrywać z nową edycją pod którą zostały napisane więc recenzja będzie ale jeszcze chwilkę to potrwa.

piątek, 13 czerwca 2008

Euro i inne drużynowe imprezy

Zdaje sobie sprawę, że ostatnio piszę zdecydowanie rzadziej niż zwykle już mi nawet Kris coś o jakimś tygodniu wspominał ;). Ale nie oszukujmy się EURO 2008 bywa absorbujące. A od niedzieli w odstępcach 4 dniowych nawet bardzo absorbujące. Jednak po meczu z Austrią przygoda polskiej reprezentacji na tym turnieju wygląda na bardzo bliską końca. I tak jest minimalny progress ponieważ w ostatnim spotkaniu nadal będziemy cały czas mogli liczyć na cud.
Progress też się pojawił w kontekście innego Euro. Mianowicie bitewniakowego (czyli batlowego i 40kowego) które odbędzie się w włoskiej Modenie. Organizatorzy przygotowali już nawet stronę internetową całej imprezy. A jak mówi stare internetowe przysłowie jeżeli czegoś nie ma w googlach to tego w ogóle nie ma jest więc nadzieja, że tego roczne ETC się odbędzie. Bo jeszcze jakiś czas temu to mocno nieciekawie wyglądało. Zresztą aktualnie jest lepiej ale nie na tyle by być spokojnym o poziom imprezy. Niestety widać, że robienie imprezy przechodniej która wędruje wraz z zwycięzcami jest chybiona. Różne środowiska graczy mają różną żyłkę organizatorską i o ile ekipa z Gorzowa ma zbl tą żyłkęiżoną do refleksu Boruca o tyle włosi którym przypadło zorganizowanie Euro 2008 są chyba bardziej graczami niż orgami. I nie ma w tym nic złego dopóki nie ucierpi na tym ETC. Bo dzięki ekipie z Gorzowa impreza była klasą samą dla siebie która się rozwijała a co ważniejsze jej przyszłość rysowała się naprawdę w dobrych barwach. Jednak z drugiej strony jest to ciągle młoda pozycja w kalendarzu turniejowym i przez to może być bardzo podatna na wahania forym jeśli chodzi o poziom przygotowania. Miejmy jednak nadzieję, że złe miłego początki i tym podobne scenariusze się sprawdzą. Jednym słowem, że impreza będzie udana.
Jednak w kontekście przechodniości imprez drużynowych powstaje pytanie jak stołeczne środowisko poradzi sobie z organizacją Drużynowych Mistrzostw Polski na koniec tego sezonu. Wydaje się, że pomysł organizowania największego turnieju w kraju w mieście które straciło master ze względu na organizację nie jest najszczęśliwszym. Ale z drugiej strony jeśli sezon w Warszawie będzie kontynuacją intra do niego to możemy być spokojni. A na pewno bardziej niż ludzie wybierający się do Włoch na Euro. Zwłaszcza, że póki co gospodarze jeszcze teamu nie zgłosili. Nie wygląda to najlepiej. No chyba, że po prostu włosi są cały czas w trakcie ustalania kadry by uniknąć sytuacja swoich pobratymców od piłki nożnej. O to, że nasza kadra zaprezentuje się lepiej od tej co pojechała do Austrii i Szwajcarii w ogóle się nie martwię.

sobota, 7 czerwca 2008

Hej Horus, pump it up!!

Muszę się przyznać, że pomimo wręcz entuzjastycznych opinii (i to z wielu źródeł) na temat cyklu Horus Heresy, dopiero po wydaniu polskiej wersji pierwszej części zapoznałem się bliżej z tymi książkami. I oczywiście nie żałuję bo wcześniej zasłyszane dobre recenzje okazały się pokrywać z prawdą w 100% i wszystkie tomy trzymają w miarę równy wysoki poziom a jak na Black Library to nawet bardzo wysoki.
Jednak poza kolejnymi mniej lub bardziej powiązanymi ze sobą częściami tego cyklu, BL uraczyło nas też innymi publikacjami powiązanymi z zagadnieniem największej zdrady w historii Imperium takimi jak np. to. Swoją drogą bardzo fajna książka, a raczej księga ~400 stron rysunków z herezji na bardzo dobrym papierze. Kolejnym dziełem które nie jest klasycznym paper-backiem należącym do serii jest wydana z okazji Games Day'a 2007 książka The Lightning Tower and The Dark King autorstwa panów Dan Abnett oraz Graham McNeill. Jednak była to limitowana edycja i jej nakład już dawno się wyczerpał co biorąc pod uwagę popularność herezji szczególnie zaskakujące nie jest. Jednak ktoś w Black Library pomyślał i wpadł na to, że można na tym jeszcze raz zarobić. Nie da się ukryć, że ten ktoś na łatwiznę nie poszedł i zamiast wydrukować to z innym fragmentem jakże znanej grafiki na okładce to dostaniemy pierwszego w historii BL audiobook'a. Mam nadzieję, że nie okaże się on również ostatnim i częściej będziemy raczeni takimi atrakcjami. Nie da się ukryć, że coraz częściej łatwiej czegoś posłuchać niż to przeczytać. Zwłaszcza jeśli codziennie widzimy coś takiego:


PS Można ściągnąć kolejny- już 12 numer - Warhammer Monthly.

czwartek, 5 czerwca 2008

Notka sponsorowana przez literę U

No i zupełnie niespodziewanie pojawiły się zdjęcia nowych marinsów. I to od razu by GW - znaczy się dawno żadnego Games Day'a nie było bo zazwyczaj z tych imprez pochodzą pierwsze zdjęcia nowych figur. Nie da się odmówić tym wzorom uroku. Ale to tak naprawdę nic nowego ponieważ GW przyzwyczaiło nas w ostatnim czasie, że kolejne dzieła ich rzeźbiarzy wywołują spore pokusy. Oczywiście niektóre wzory mogą się mniej inne bardziej podobać ale generalnie jest to kawał dobrej roboty. Zresztą jakbyście jeszcze jakimś cudem ich nie widzieli to zobaczcie i oceńcie sami.
Łatwo dostrzec, że klasycznie już figsy są sponsorowane przez literkę U - sporo jej na tych nowych wzorach co biorąc pod uwagę atrakcyjność tych figur będzie zmuszało wielu do "radzenia sobie" np. green stuffem. Zobaczymy na ile kodeks będzie kodeksem Ultramirnsów a na ile reszty Space Marinsów. Jeśli utrzymają proporcje z aktualnie obowiązującego podręcznika to myślę, że nikt nie będzie szczególnie narzekał. Pytanie czy uda się im zapełnić jakoś dziurę która powstanie po usunięciu traitów i czy w ogóle będą próbować ją jakoś łatać. Jednak dla fanów Ultrasów będzie to kwestia drugorzędna. Ich może bardziej zainteresować prezent od Black Library w postaci artykułów z Inferno. One też są sponsorowne przez literkę U.
Przy okazji muszę się przyznać, że Jasiu mnie uświadomił, iż w notce o figurach inspirowanych tekstami z BL wkradł się błąd i oryginalna figura Uriel Ventris'a wygląda tak:


Natomiast wśród wspomnianych materiałów z Inferno znajduje się opowiadanie z jego udziałem. Swoją drogą fajnie, że Czarna Biblioteka w wersji netowej jest bardziej dostępna od tej z warpa i można na jej stronie znaleźć coraz więcej fajnych archiwalnych materiałów. Może kiedyś reszta gamesa podchwyci te praktyki bo choć podejrzewam że nie długo po premierze kodeks SM'ów wyszkolonych by zabijać będzie można legalnie ściągnąć w wersji japońskiej to jednak popularność tego języka nie pozwala podejrzewać, że będzie to najczęściej ściągany plik ze stron GW.
Ale do premiery jeszcze trochę pozostało, zresztą na obecnym etapie trudniej niż zwykle coś wywnioskować z plotek bo jak doskonale wiadomo edycja ma się po drodze zmienić. Ale działo techmarina czy nowy landek dają do myślenia. Czy raczej knucia...

poniedziałek, 2 czerwca 2008

Czas eksperymentów


Patrząc na regulaminy turnieji w tym sezonie odnoszę wrażenie, że organizatorzy doszli do wniosku, iż odważne zasady imprezy mogą przełożyć się na wyższą frekwencję i w ogóle postrzeganie turnieju. Przez długi czas mastery miały zasady dosyć "bezpieczne" czyli punkty około 2000, 5 bitew z czego większość wg scenariuszy podręcznikowych z ewentualnymi lekkimi udziwnieniamo plus 1-2 misje autorskie ale też zbalansowane. I nikomu to nie przeszkadzało choć oczywiście były głosy, że można by coś radykalnie zmienić. Jednak dopiero turnieje takie jak np. toruńska wielka zamiana armiami, WŚ z 7 bitwami czy DMP pokazały, że radykalna ingerencja w formułę zabawy, o ile zachowuje balans znajduje uznanie. I to w całej Polsce. Ostatnio widać coraz większą potrzebę eksperymentów a co najważniejsze nie tyczy to się jedynie organizatorów ale także graczy którym różne nowatorskie pomysły się podobają i nie mają potrzeby grania 5 bitew na 2k co wyjazdowy turniej. Tak to przynajmniej wygląda jak się spojrzy na różne opinie na forach.
I tak, na trójmiejskim masterze będziemy mieli możliwość używania dwóch rozpisek, oczywiście w ramach jednego army listu, ale pozwala to się przygotować pod rożnych przeciwników czy misje. Podobno pomysł bazuje na rozwiązaniu z Warmachiny - podobno bo nie znam tego systemu ale nie ma to większego znaczenia bo do póki się sprawdza może być choćby z szachów (np. troops dochodzi na drugą stronę stołu odzyskujesz HQ ;)). A pomysł chłopaków z trójmiasta wygląda całkiem fajnie i pozwala pokombinować nad czymś nowym a to jest spory plus. Oczywiście można twierdzić, że np. tacy eldarzy mają więcej grywalnych opcji niż chaos więc na tych zasadach się z nich wyciśnie jeszcze więcej. Ale z drugiej strony może dzięki temu część armii będzie mogła się też ustawić normalnie i pod eldarów. Nic w przyrodzie nie ginie.
Natomiast w Warszawie ostatnio odbył się turniej lokalny na którym dopuszczono zabawki do tej pory pojawiające się na polach bitew większych niż te 72" na 48" mianowicie pojazdy z punktami struktury, latacze oraz przerośnięte mounstrusy. Muszę przyznać, że już na etapie koncepcji zainteresował mnie ten pomysł i byłem bardzo ciekaw jak to wypali. Sądząc po opinii Grabariana to turniej był całkiem udany. Jednak pomimo, że graczy było 40 a i apokaliptycznego sprzętu się trochę przewinęło przez stoły to ciągle może być za mało by można było to uznać za w miarę miarodajny test. Jestem więc bardzo ciekaw czy organizatorzy zdecydują się dopuścić superheavy & spółkę na stołecznym chelku. Jak dla mnie byłby to odważny ale całkiem fajny pomysł. Co prawda pewną trudnością może być nieznajomość przez niektórych potencjalnych uczestników zasad do tego rodzaju maszyn destrukcji ale nie jest to problem nie do obejścia. Inną trudnością może być fakt, że ludzie będą próbowali proksować tytany przysłowiowymi pudełkami po happy mealach więc wysywig w tym aspekcie musiałby być naprawdę rygorystycznie wymagany. No i może się okazać, że np. chaosowy dread claw rush wbija wszystko w ziemię więc trochę więcej testów by nie zawadziło. Ale jakby pomimo tych trudności impreza by wypaliła w tej formule to turniej by się wpisał mocnymi a raczej ciężkim zgłoskami w kalendarz turniejowy ;).
Bardzo mnie cieszy, że organizatorzy szukają nowych formuł dla swoich imprez. Sprawia to, że coraz więcej ludzi znajduje coś dla siebie w turniejach i zarówno no miłośnicy małych ocierających się o skirmish potyczek jak i fani dużej ilości ciężkiego sprzętu na stole znajdą coś dla siebie. Coraz więcej też graczy pojawia się na turniejach bo moją okazję zagrać z nowymi ludźmi tak jak lubią. Oby tylko zwolnicy 2k, bez speciali, recon-cleans-take&hold mieli coś dla siebie wśród tych wszystkich nowatorskich turnieji bo będzie to oznaczało, że cały czas nie posunęliśmy się zbyt daleko w eksperymentowaniu.